Reklama

Niedziela Kielecka

Męczennik z Dachau patronem parafii we Włoszczowie

„Pan Bóg jest dobry. Z najbardziej beznadziejnych sytuacji znajdzie zawsze niespodziewane, radosne wyjście” – powiedział przebywający w jednym z najcięższych obozów koncentracyjnych – Dachau bł. ks. Józef Pawłowski. Kapłan i rektor WSD, człowiek niezłomnej wiary w Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Należy on do grona 108. Męczenników II wojny światowej beatyfikowanych przez papieża Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. podczas pielgrzymki do Polski.

Niedziela kielecka 13/2018, str. IV

[ TEMATY ]

męczennik

Dachau

WD

Ołtarz główny dedykowany jest 108 Męczennikom II wojny światowej, wśród nich z lewej strony patron kościoła we Włoszczowie

Te słowa stały się również bliskie parafii pod jego wezwaniem we Włoszczowie, erygowanej osiemnaście lat temu przez bp. Kazimierza Ryczana.

Bliski patron

Ks. proboszcz Leszek Dziwosz przyznaje, że wybór patrona parafii początkowo był dla parafian pewnym zaskoczeniem. W tym czasie postać ks. Pawłowskiego była jeszcze mało znana w diecezji. Wielu mieszkańców spodziewało się wezwania związanego z krzyżem. Na tym terenie przecież jest szkoła, w której rozgrywał się strajk szkolny w obronie krzyża – tłumaczy. Wspólnota miała jednak gorące pragnienie, aby poznać swojego patrona. Dlatego od początku podjęto starania, by zgłębić życie i charyzmat ks. Józefa Pawłowskiego i rozpropagować jego kult. Warto dodać, że to jedyna parafia w Polsce pod takim wezwaniem, stąd na nas spoczywa obowiązek pamięci i szerzenia czci Błogosławionego. – Na początku tej drogi pomógł nam bardzo ks. Henryk Makuła – ówczesny proboszcz parafii Proszowice. W naszej kaplicy odbyły się rekolekcje przybliżające postać ks. Józefa. Przybyła na nie również jego rodzina, krewni z całej Polski, którzy opowiadali i dzielili się z parafianami wspomnieniami o wujku. Po latach troski o pamięć o ks. Pawłowskim, rozwijania jego kultu wspólnota zaprzyjaźniła się ze swoim patronem i stał się jej bliski.

Obraz bł. ks. Pawłowskiego nawiedził włoszczowskie rodziny

– Nasza parafia zyskała pełnoletniość. To już osiemnasty rok jej istnienia. Zżyliśmy się z naszym patronem. Nie mamy relikwii ks. Pawłowskiego. Został stracony przecież w obozie koncentracyjnym w Dachau. Niektóre pamiątki zachowały się w Proszowicach – w miejscu jego urodzin. Była tutaj specjalna izba pamięci – opowiada ks. Dziwosz. Parafia odbyła pielgrzymkę w miejsce kaźni ks. Pawłowskiego. W 75. rocznicę jego męczeńskiej śmierci, trzy lata temu, pielgrzymowaliśmy do Dachau, by modlić się w tym miejscu. Przywieźliśmy ziemię z Dachau, jako szczególną pamiątkę – dodaje. W 2017 r. w rodzinach peregrynował obraz patrona.

Reklama

Postać patrona ma swoje szczególne miejsce w wystroju kaplicy. Ściana prezbiterium kaplicy dedykowana jest 108. Męczennikom, wśród nich artysta mocno wyeksponował sylwetkę bł. ks. Józefa Pawłowskiego. W bocznym ołtarzu znajduje się jego obraz, przed którym co piątek modlą się parafianie. Na frontonie kaplicy w rozecie również odnajdziemy wizerunek ks. Pawłowskiego. – W powstającym kościele na pewno poświęcimy mu jedną z kaplic i zamieścimy tam omodlony przez rodziny obraz z peregrynacji – mówi Proboszcz.

Patron nam błogosławi

Wspólnota parafialna buduje kościół. Trzynawowa świątynia będzie funkcjonalna. Projekt przygotowała architekt Aneta Barańska. Wymagająca w rozwiązaniach konstrukcyjnych budowla, nie jest łatwa w realizacji, ale świątynia przecież budowana jest na chwałę Bożą i nie tylko dla obecnych ale i dla przyszłych pokoleń. – Najważniejsze, aby ten kościół do ludzi przemawiał i dawał nastrój skłaniający do modlitwy – mówi ks. Dziwosz. Wejście do świątyni w swojej wymowie nawiązuje do dłoni złożonych do modlitwy. Nowoczesna wieża wieńcząca budowlę, prześwietlona witrażem, jest w swej symbolice jak latarnia morska – wskazująca drogę do kościoła.

Prace są wciąż kontynuowane. – Koncentrujemy się na wykończeniu wnętrza, obecnie wykonywane są wszelkie instalacje. – Wierzymy, że ks. Pawłowski od początku nam błogosławi i pomaga w budowie kościoła. Tyle razy przekonujemy się o tym, kiedy udaje się pokonywać różne trudności finansowe i inne – opowiada.

Reklama

Każdy odnajdzie swoje miejsce

Te prace materialne nie przysłaniają jednak troski o wzrost duchowy naszej wspólnoty. Staramy się tworzyć od początku parafię, gdzie każdy może się odnaleźć i czuć się dobrze – zapewnia Proboszcz. Są zatem grupy dziecięce: od lat działające Ognisko Misyjne Dzieci przy PDMD oraz liczna schola „Boże Echo”, która śpiewa podczas niedzielnej liturgii, ale także prezentuje się w różnych miejscach w diecezji. Młodzież ma swoją scholę. Proboszcz cieszy się ze wspólnot parafialnych włączających się na co dzień w modlitwę i różne wydarzenia i inicjatywy parafialne. Życie parafii ubogacają: Apostolat Maryjny, Chór Seniora „Niezastąpieni”, Koło Przyjaciół Radia Maryja, Krąg Biblijny, Parafialny Zespół Caritas, Rycerze Kolumba.

Wnoszą one swoje zaangażowanie, pomoc oraz wsparcie materialne. Nie brak systematycznych akcji charytatywnych. W Wielkim Poście parafia przekazała jałmużnę wielkopostną, tym razem – na pomoc Hospicjum we Włoszczowie, które niedawno poświęcił bp Andrzej Kaleta. Ofiary darują co roku dzieci z Ogniska Misyjnego i inne dzieci przygotowujące stroiki świąteczne i kiermasz ciast z przeznaczeniem dla ubogich i chorych.

Obdarza parafię licznymi powołaniami

W każdy piątek, po nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego odbywa się w kaplicy nabożeństwo przez wstawiennictwo bł. ks. Pawłowskiego. Mieszkańcy przez cały tydzień składają swoje intencje przed jego wizerunkiem. Potem modlą się wspólnie o wysłuchanie tych próśb. Ks. Dziwosz zwraca uwagę na dużą liczbę powołań kapłańskich w parafii, łącząc ten fakt z orędownictwem patrona. – Jest to kapłan z naszej diecezji, związany z kieleckim Seminarium i jego opiece przypisujemy liczne powołania do kapłaństwa z naszej parafii. Mamy dziewięciu księży i obecnie dwóch alumnów w seminarium.

Bł. ks. Józef Pawłowski przyszedł na świat w Proszowicach 9 sierpnia 1890 r. Początkowo zdobywał wykształcenie w gimnazjum w Pińczowie, a w 1906 r. wystąpił do Seminarium Duchownego w Kielcach. Po studiach w latach 1911-15 na Katolickim Uniwersytecie w Insbrucku uzyskał dyplom doktora teologii. Święcenia kapłańskie otrzymał 13 lipca 1913 r. Trzy lata później został mianowany profesorem WSD w Kielcach. Był najpierw wicerektorem, a następnie rektorem seminarium. Z niezwykłą troską i oddaniem podchodził do formacji duchowej kleryków, dbał o rozwój życia liturgicznego wychowanków. Rozwijał również działalność duszpasterską.

Po wybuchu II wojny światowej, od 16 listopada 1939 r. był proboszczem parafii katedralnej w Kielcach. W trudnym okresie okupacji hitlerowskiej organizował i niósł pomoc charytatywną wielu potrzebującym. W kazaniach budził ducha patriotyzmu i nadziei. Aresztowany 10 lutego 1941 r. trafił najpierw do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, a następnie do obozu w Dachau, gdzie otrzymał numer obozowy 25286. W Dachau przebywał siedem miesięcy i tam 9 listopada 1942 r. został stracony.

2018-03-28 10:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

75 lat temu polscy księża uwięzieni w Dachau oddali się w opiekę św. Józefowi

[ TEMATY ]

św. Józef

Dachau

księża

W ostatnich dniach wojny polscy duchowni w obawie przed likwidacją obozu i wymordowaniem przez hitlerowców wszystkich uwięzionych, uroczystym Aktem zawierzyli siebie i współwięźniów św. Józefowi Kaliskiemu, prosząc za jego wstawiennictwem o cud ocalenia. 29 kwietnia 1945 roku obóz został niespodziewanie wyzwolony przez niewielki oddział patrolowy armii amerykańskiej. Po wojnie ocaleni księża dziękowali za to, pielgrzymując do kaliskiego sanktuarium.

W latach II wojny światowej w niemieckim obozie koncentracyjnym w Dachau pod Monachium oprócz osób świeckich przebywało także 2794 duchownych różnych narodowości i wyznań (w tym 2597 wyznania rzymskokatolickiego).

Wśród nich księża i zakonnicy pochodzący z Polski, z wszystkich 22 przedwojennych diecezji (głównie z diecezji: poznańskiej, włocławskiej, łódzkiej, gnieźnieńskiej, częstochowskiej i chełmińskiej), stanowili najliczniejszą grupę złożoną z 1773 osób i ponieśli największe straty, bowiem 868 spośród nich poniosło w tym obozie śmierć męczeńską.

W ostatnich dniach wojny polscy duchowni w obawie przed likwidacją obozu i wymordowaniem przez hitlerowców wszystkich uwięzionych, uroczystym Aktem zawierzyli siebie i współwięźniów św. Józefowi Kaliskiemu, prosząc za Jego wstawiennictwem o cud ocalenia. Inicjatywa tego Aktu, w którym zobowiązali się oni do szerzenia kultu Patrona Kościoła powszechnego i odbycia dziękczynnej pielgrzymki do Jego kaliskiego Sanktuarium, wyszła od ks. Jana

Adameckiego z Włocławka, a ostateczną wersję tekstu zawierzenia przygotował zespół z ks. kan. Franciszkiem Jedwabskim z Poznania i ks. kan. Bolesławem Kunką z Włocławka. Oddanie się w opiekę św. Józefowi – poprzedzone dziewięciodniową nowenną – nastąpiło 22 kwietnia 1945 r. i tydzień później – 29 kwietnia – obóz wyzwolony został niespodziewane przez niewielki oddział patrolowy armii amerykańskiej. Stało się to na dwie godziny przed likwidacją obozu i na kilkanaście godzin przed atakiem planowanym przez dowództwo amerykańskie, co uznane zostało nie tylko przez duchownych za szczególną łaskę otrzymaną od Boga za przyczyną św. Józefa Kaliskiego.

Zgodnie ze swoim obozowym ślubowaniem polscy księża i zakonnicy, byli więźniowie KL Dachau, po zakończeniu wojny i powrocie do kraju, pierwszą pielgrzymkę dziękczynną do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu odbyli – pod przewodnictwem bpa Franciszka Korszyńskiego – w kwietniu 1948 roku. Wzięło w niej udział 300 duchownych, którzy później pielgrzymowali do stóp św. Józefa Kaliskiego wielokrotnie.

W ramach obchodów 25. rocznicy wyzwolenia obozu ufundowali oni w podziemiach kaliskiego Sanktuarium – dzięki staraniom abpa Kazimierza Majdańskiego – Kaplicę Męczeństwa i Wdzięczności, której poświęcenia dokonał 28 kwietnia 1970 r. Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński wraz z metropolitą krakowskim kard. Karolem Wojtyłą. Oprócz Kaplicy księża, byli więźniowie KL Dachau, utworzyli przy niej także Muzeum i Archiwum poświęcone ich obozowej gehennie.

Natomiast 1 maja 2002 r. Konferencja Episkopatu Polski, dzięki inicjatywie wysuniętej przez bpa Ignacego Jeża i ks. infułata Antoniego Łassę, reprezentujących środowisko księży, byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych z lat 1939-1945, postanowiła, że w miejsce pielgrzymek księży „dachauowczyków” odbywających się w kaliskim Sanktuarium w dniu wyzwolenia obozu, organizowane będą corocznie – od 2005 roku – ogólnopolskie obchody Dnia Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego.

Tegoroczne obchody Dnia Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego przypadają w 75. rocznicą wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau i 50. rocznicę utworzenia Kaplicy Męczeństwa i Wdzięczności. 28 kwietnia o godz. 19.00 w Kaplicy Męczeństwa i Wdzięczności odprawiona została Msza św. w intencji jej fundatorów, a 29 kwietnia o godz. 12.00 będzie miała miejsce uroczysta Eucharystia sprawowana przez Arcybiskupa Seniora Archidiecezji Wrocławskiej Mariana Gołębiewskiego. Przed Mszą św. – o godz. 11.30 – ks. dr Sławomir Kęszka przedstawi prezentację multimedialną poświęconą obu tegorocznym rocznicom, a po Mszy św. nastąpi poświęcenie Kaplicy i Muzeum Księży Dachauowczyków po zakończonych niedawno pracach remontowo-konserwatorskich.

CZYTAJ DALEJ

Wiara na medal

2020-07-21 12:05

Niedziela Ogólnopolska 30/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

sport

świadectwo

świadectwo wiary

www.mt1033.pl

Robert Lewandowski: jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa

Wielu polskich sportowców publicznie przyznaje się do wiary. W czasach, gdy w przestrzeni publicznej słyszymy najczęściej wyznania osób odrzucających Boga, postawa naszych zawodników jest bardzo budująca.

Pan Jezus jest u mnie na pierwszym miejscu (...). Wiary uczyłem się najpierw w domu – od dziadka i taty. Dzisiaj jest ona czymś zupełnie naturalnym. Pan Bóg był i zawsze będzie dla mnie kimś wyjątkowym – powiedział Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu w sezonie 2019 i polski sportowiec 2019 roku, gdy dołączył do akcji „Nie wstydzę się Jezusa”. Podczas gali, w czasie której odebrał statuetkę dla najlepszego sportowca, ujął wszystkich ogromną skromnością i pokorą. Trener polskiej kadry żartuje, że jest on taki grzeczny, ponieważ codziennie chodzi do kościoła. Żużlowiec doprecyzowuje: – Do kościoła chodzę w każdą niedzielę. To nie jest dla mnie żadna ujma ani utrudnienie. To bardzo mi pomaga. Kiedyś spodobały mi się słowa, które powiedział Kamil Stoch: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Staram się to wdrażać w życie.

Stoch pięknym świadectwem wiary dzieli się już od lat. Wielokrotnie publicznie dziękował Bogu za swoje różne osiągnięcia, np. po zdobyciu złotych medali olimpijskich, medali mistrzostw świata, a także po innych sukcesach. O tym, jak ważną rolę w jego życiu odgrywa Bóg, opowiadał w wielu wywiadach oraz pokazywał, wspierając różne inicjatywy katolickie, m.in. w 2017 r. zachęcał do udziału w „Różańcu do granic”. – Wiara jest dla mnie fundamentem życia, fundamentem bycia. Stale, w każdym momencie, odczuwam obecność Boga i Jego wsparcie. Bez wiary trudno byłoby mi cokolwiek osiągnąć – deklaruje.

Obaj sportowcy każdy swój start powierzają Bogu. Przed każdym wyjazdem na tor lub wejściem na skocznię wykonują znak krzyża. – To mnie uspokaja i dodaje mi siły. Uświadamiam sobie, że nie jestem sam, że Bóg jest przy mnie i na pewno będzie nade mną czuwał – tłumaczy skoczek.

Zmarzlik i Stoch nie są bynajmniej jedynymi sportowcami, którzy mają odwagę przyznawać się do Boga. Tak postępuje prawie cała dziesiątka najlepszych sportowców 2019 r.!

Cotygodniowa ewangelizacja

W minionym sezonie zimowym dość regularnie powtarzał się następujący obraz: Dawid Kubacki żegna się przed skokiem, po czym frunie po kolejne miejsce na podium. To piękne świadectwo dla milionów Polaków, którzy zasiadają przed ekranami telewizorów. Znak krzyża, który zawsze czyni nasz zawodnik, nie wszystkim się jednak podoba. Dwa lata temu Wojciech Kuczok w felietonie dla Gazety Wyborczej stwierdził, że obraża on jego „uczucia ateistyczne”, i kpił, że nie wróży Dawidowi pozytywnych efektów współpracy z psychologiem, „dopóki to nerwowe «Wymię ojca» będzie poprzedzało każdy dojazd do progu”. Skoczek wówczas odpowiedział: „Wiara w moim życiu jest bardzo ważna. Żegnam się przed skokiem, bo to jest symbol wiary, z którym się identyfikuję. Znak krzyża pomaga mi być lepszym zawodnikiem. Dzięki temu czuję, że mam na skoczni dodatkowe wsparcie. Ze spokojem podchodzę do pewnych rzeczy, mając świadomość, że mam wsparcie z góry”. Znaku krzyża przed każdym skokiem robić nie przestał. A od tamtego czasu sięgnął po mistrzostwo świata, wygrał Turniej Czterech Skoczni i zaczął kolekcjonować kolejne miejsca na podium w zawodach Pucharu Świata.

Znak, który nie jest na pokaz

Znak krzyża przed startem czynią też inni nasi sportowcy. Marcin Lewandowski, brązowy medalista mistrzostw świata 2019 r. w biegu na 1500 m, przyznaje: – Gest ten wyniosłem z młodości i gry w piłkę: przed wejściem na boisko dotykałem murawy i się żegnałem. Teraz tak samo jest na tartanie. Nie robię tego na pokaz. Modlę się codziennie. Lewandowski podkreśla, że wiara w Boga jest dla niego bardzo ważna: – Moje całe życie to rodzina. Ona, obok wiary w Pana Boga, daje mi siłę (...). Bóg i rodzina to dla mnie najważniejsze wartości. Za nimi jest bieganie.

Wymodlone dziecko

Wilfredo Leon, jeden z najlepszych siatkarzy świata, który dołączył do naszej reprezentacji w minionym roku, przyznał po udanych kwalifikacjach olimpijskich, że modlił się w ich kluczowym momencie. – Pan Bóg chyba trochę pomógł – stwierdził. To, że wiara dla Leona jest bardzo ważna, na pewno w dużej mierze wynika z jego osobistego doświadczenia – żyje dzięki modlitwie rodziców. – Lekarze bardzo długo mówili mojej mamie, że jest bezpłodna i nie może mieć dzieci. Rodzice bardzo długo starali się o dziecko. Pragnęli potomka, mama zaczęła więcej chodzić do kościoła. Prosiła Boga o dobrą nowinę. I nagle stał się cud – zaszła w ciążę! Można więc powiedzieć, że byłem wymodlonym dzieckiem, darem od Boga dla moich rodziców – wyznał w jednym z wywiadów.

Z Kościołem za pan brat

Nasz znakomity piłkarz Robert Lewandowski do akcji „Nie wstydzę się Jezusa” dołączył już w 2012 r. – Jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa ani swojej wiary. Wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa. Wiara pomaga mi na boisku, ale też poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów – powiedział wówczas w nagraniu.

Medalista mistrzostw świata w skoku o tyczce Piotr Lisek przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia przyznał, że święta są dla niego bardzo ważne ze względów religijnych: – Z Kościołem jesteśmy za pan brat. Kolędujemy, idziemy na Pasterkę. Jest chwila wyciszenia, refleksji. Biegaczka Justyna Święty-Ersetic podczas spotkania z kibicami w Raciborzu podzieliła się tym, że w czasie mistrzostw świata w Ad-Dausze w ub.r., zanim zdobyła z koleżankami brązowy medal w sztafecie 4 × 400 m, przechodziła kryzys i wzywała Boga na ratunek. I On pomógł. Z kolei koszykarz Mateusz Ponitka zapewniał jakiś czas temu, że codziennie dziękuje Bogu za to, iż tak potoczyła się jego kariera sportowa.

Najważniejsze wartości

O Bogu i wierze publicznie mówią także inne nasze gwiazdy sportu. – Wierzę w Boga, kocham Go, jestem Mu oddana. Wierzę, że moje istnienie ma sens i nie skończy się śmiercią fizyczną. W moim życiu było wiele sytuacji, w których szczególnie odczuwałam obecność Boga i w wielu przypadkach wiedziałam, że mi pomógł – wyznała kilka lat temu Anita Włodarczyk, nasza najbardziej utytułowana sportsmenka ostatnich lat, która w czołowej dziesiątce sportowców 2019 r. nie znalazła się tylko przez kontuzję.

Pięknym świadectwem niezłomnej wiary, wyrażanej nie tylko przez słowa, lecz także przez konkretną postawę, dzieli się w ostatnich miesiącach medalistka olimpijska i mistrzyni świata w windsurfingu Zofia Klepacka. Gdy w marcu wyraziła swój sprzeciw wobec warszawskiej Karty LGBT+, spotkała ją lawina hejtu. Zawodniczka się tym jednak nie zraziła i jeszcze wyraźniej zaczęła się sprzeciwiać seksualizacji dzieci. Ponadto często zamieszcza ewangelizujące posty w mediach społecznościowych oraz upomina się o prawo do życia dla wszystkich nienarodzonych dzieci. Niemal na każdym kroku podkreśla, że najważniejsze dla niej wartości to Bóg, Honor i Ojczyzna.

CZYTAJ DALEJ

Z wdzięczności za Cud nad Wisłą

2020-08-09 22:27

[ TEMATY ]

Matka Boża Łaskawa

Archikatedra św.Jana Chrzciciela

100. rocznica Cudu nad Wisłą

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Tak jak przed najważniejszą bitwą wojny polsko-bolszewickiej, dokładnie 100 lat później na pl. Zamkowy z archikatedry św. Jana Chrzciciela przeszła błagalna procesja z Najświętszym Sakramentem.

Na pamiątkę pokutnych modlitw i procesji mieszkańców Warszawy, które zmierzały na plac Zamkowy w niedzielę 8 sierpnia 1920 r. przed decydującą bitwą wojny polsko-bolszewickiej, równo 100 lat po tamtej pamiętnej dacie warszawiacy znów oddali publicznie hołd Jezusowi w Najświętszym Sakramencie i Matce Bożej Łaskawej. Modląc się i śpiewając pieśni eucharystyczne i maryjne, niosąc figurę Matki Bożej Łaskawej i biało-czerwone flagi oraz relikwie polskich świętych i błogosławionych przeszli z archikatedry w uroczystej procesji pod kolumnę Zygmunta na pl. Zamkowym. Tam odbyło się nabożeństwo dziękczynno-błagalne.

Poprzedziła je Msza św. w archikatedrze pod przewodnictwem ks. prał. Bogdana Bartołda, proboszcza parafii archikatedralnej. W kazaniu podkreślił, że sierpień jest w Polsce miesiącem Matki Bożej. - Jak Maryja nas, Polaków, umiłowała! Jak wpisała się w dzieje naszego narodu! W iluż polskich sanktuariach jest obecna! Gdy patrzymy na Maryję, widzimy Jej oczy, płaszcz nad całym naszym narodem. Jak ciągle wyprasza nam łaski. Tak bardzo nas umiłowała, że ciągle do Niej pielgrzymujemy i przychodzimy, ciągle przed Nią stajemy. Mimo pandemii pielgrzymują pątnicy, żeby spotkać się z Maryją w Jej domu Jasnogórskim – przypomniał kaznodzieja.

Ks. Bartołd zwrócił również uwagę, że od najdawniejszych czasów polski naród wznosi modlitwy do Maryi. - Tak było przed Bitwą Warszawską z 1920 r., która nosi miano Cudu nad Wisłą. Dzisiaj gromadzi nas Matka Boża. Modlimy się za wszystkich poległych na polach chwały, ale również chcemy dziękować Maryi za to ocalenie polskiej niepodległości tak przecież dopiero kruchuteńkiej. Chcemy Ci dziękować, Matko Boża, za uchronienie całej Europy przed niewolą, wprowadzeniem sowieckiego totalitaryzmu - podkreślał. Dodał, że z wdzięcznością stajemy na Eucharystii, składając Bogu dziękczynienie za dar wolności.

- Bogu wszechmogącemu zawdzięczamy Cud nad Wisłą. To co się wydarzyło na przedpolach Warszawy było wpisane w Jego Opatrzność. Bóg pokierował tym wszystkim, postawił odpowiednie osoby. Marszałek Józef Piłsudski miał pełną świadomość, że wola Boga Najwyższego o wszystkim decyduje i że to od Niego zależy, jaki będzie dalszy rozwój sytuacji – zaznaczył proboszcz stołecznej archikatedry.

Przypomniał też postać ks. Ignacego Skorupki, który w czasie kazania do żołnierzy powiedział: Czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale nie bójcie się, bo 15 sierpnia – w dzień naszej Królowej – losy odwrócą się w naszą stronę. - Jakże te słowa budziły w sercach słuchaczy, młodych chłopaków, otuchę i ufność w pomoc Matki Bożej. Sam gen. Józef Haller wołał wówczas do swoich żołnierzy: Bracia, bronimy naszych najświętszych praw, dlatego z Bożego wyroku zwyciężymy! – mówił ks. Bartołd.

Kaznodzieja odniósł się do wydarzeń z 15 sierpnia 1920 r. podkreślając, że wtedy dokonał się cud, ponieważ ofiary krwi polskiej i polskich ziaren zostały przyjęte. Polska obroniła swoją wolność. Ks. Bartołd przypomniał, że ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp Achilles Ratti podczas Bitwy Warszawskiej pozostał w Warszawie. Porównał to zwycięstwo do Odsieczy Wiedeńskiej z 1683 r. Powiedział, że ciężar tego zwycięstwa jest tak samo wielki.

- Przypominamy sobie tamte wydarzenia po to, aby dziękować Bogu za to zwycięstwo, że możemy żyć w wolnej i niepodległej Polsce. Dziękujemy Bogu za tych, którzy z miłości do Ojczyzny stanęli wówczas w jej obronie i oddali swoje życie. To bohaterscy synowie i córki polskiej ziemi, patrioci wychowani w pięknej polskiej tradycji, która zamykała się w trzech słowach: Bóg, honor, Ojczyzna. Dla nich to nie były puste hasła, ale najwyższe wartości – podkreślił ks. Bartołd.

Zwrócił uwagę, że świętowanie tych wydarzeń to nie tylko wspominanie tego, co było kiedyś, ponieważ historia nabiera znaczenia i wartości wtedy, kiedy jest rozważana w perspektywie teraźniejszości i przyszłości. - Społeczeństwo bez historii jest społeczeństwem bez korzeni i tożsamości. Historia zawsze jest bardzo wymagająca – bo jest surowa. Ale przez to, że potrafi nas napominać, uczy nas i przestrzega, że największe klęski przychodziły nas nasz naród wtedy, gdy nie potrafiliśmy z tych wydarzeń wyciągać właściwych, pouczających wniosków. Kiedy stawaliśmy jako ci, którzy ciągle się kłócą, prowadzą dysputy, walki polityczne, wnoszą różnego rodzaju niepokój w życie polityczne, społeczne, różnymi pomysłami, które chcą zmienić naszą cywilizację opartą na przykazaniu miłości – zaznaczył proboszcz archikatedry i dodał, że dzisiaj mamy uczyć się z tamtych wydarzeń, iż powinniśmy opierać się na najważniejszym przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Podkreślił także, że nie wolno nam zapomnieć o ofierze, jaką ponieśli nasi przodkowie walcząc o wolność Ojczyzny i cenić wartości, które były dla nich najważniejsze, a za które poświęcali swoje życie.

Wtedy, 100 lat temu, niedziela 8 sierpnia była w stolicy dniem publicznych modlitw z generalnym rozgrzeszeniem i Komunią Świętą. Wieczorem, po zakończonej całodziennej adoracji, z kościołów Warszawy ruszyły do serca stolicy, na plac Zamkowy, uroczyste procesje pokutno-błagalne. Pod kolumną Zygmunta, na ołtarzu polowym, wystawiono dla publicznej adoracji relikwie błogosławionych Andrzeja Boboli i Władysława z Gielniowa. Również przez ich przyczynę warszawianie błagali dobrego Boga o zmiłowanie dla Ojczyzny i jej stolicy, znajdujących się w przededniu tragedii. W pobliskiej katedrze św. Jana i przylegającej do niej świątyni Patronki Warszawy czuwania modlitewne trwały cały dzień. W tym czasie zza Wisły dochodziły odgłosy wystrzałów, a nocą widać było łuny od strony Pragi. Nieustannie wzywano Najświętszą Maryję, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski, na pomoc. Jak bardzo gorliwa była to modlitwa mogą świadczyć słowa generała Maxima Weyganda, członka misji francuskiej w Polsce, który napisał: „Podziwiałem, w owym sierpniowym 1920 r., z jaką żarliwością naród polski padał na kolana w kościołach i szedł w procesjach po ulicach Warszawy. Ja nigdy w życiu nie widziałem takiej modlitwy jak w Warszawie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję