Reklama

Ostatnia droga śp. ks. kan. Tomasza Pełszyka

2018-04-11 14:49

Ks. Marcin Gołębiewski
Edycja podlaska 15/2018, str. VI

Al. Bartosz Ojdana
Żałobnej Mszy św. przewodniczył bp Tadeusz Pikus

Ponad 180 kapłanów oraz licznie zgromadzeni wierni 3 kwietnia 2018 r. w Kosowie Lackim wzięli udział w uroczystościach pogrzebowych śp. ks. kan. Tomasza Pełszyka

Żałobnej Mszy św. przewodniczył bp Tadeusz Pikus. Obecni byli również bp Antoni Dydycz oraz bp Henryk Ciereszko. W słowie wprowadzenia bp Tadeusz Pikus, wspominając osobę śp. Kapłana, podziękował za jego życie oraz posługę kapłańską. Nawiązując do słów psalmisty, modlił się, by dobro i łaska poszły w ślad za śp. ks. Tomaszem. Homilię wygłosił ks. kan. Jarosław Kuźmicki, kolega kursowy śp. ks. Tomasza Pełszyka.

Na zakończenie Eucharystii głos zabrały poszczególne delegacje, które wspominały śp. ks. Tomasza. Słowa wdzięczności wyrazili: w imieniu parafii – Tadeusz Skarżyński, w imieniu Urzędu Miasta i gminy – burmistrz miasta Kosów Lacki Jan Słomiak, w imieniu służb i grup mundurowych – Małgorzata Wojtczuk, w imieniu pracowników oświaty i miejscowych szkół – Grażyna Niemierka, dyrektor Szkoły Podstawowej w Kosowie Lackim, w imieniu miejscowych pracodawców – Andrzej Minarczuk, prezes OSM w Kosowie Lackim, w imieniu WSD w Drohiczynie – ks. prał. Tadeusz Syczewski, w imieniu Redakcji Tygodnika Katolickiego „Niedziela” – ks. Mariusz Frukacz, w imieniu kolegów kursowych – ks. kan. Józef Poskrobko, w imieniu kapłanów dekanatu sterdyńskiego – ks. kan. Robert Krasowski, w imieniu miejscowych księży – ks. Jarosław Wojasińśki, w imieniu rodziny – Krzysztof Pełszyk.

Ciało śp. ks. Tomasza Pełszyka spoczęło na cmentarzu parafialnym w Kosowie Lackim. W uroczystościach udział wzięli rodzina, duchowni, przedstawiciele władz rządowych, samorządowych, poczty sztandarowe, służby mundurowe, delegacje wspólnot i parafii w których pracował śp. ks. Tomasz.

Reklama

***

Z życia kapłana
Z Chrystusem każdy z nas umiera
i powstaje z martwych,
by kiedyś razem z Nim
„ukazać się w chwale” –
ks. Tomasz Pełszyk, 16 kwietnia 2017 r.

Ksiądz Pełszyk Tomasz urodził się 18 września 1960 r. w Bujence. W 1979 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie. Święcenia kapłańskie otrzymał w Siemiatyczach 15 czerwca 1985 r. z rąk bp. Władysława Jędruszuka.

Kapłańską drogę śp. ks. Tomasza wypełniały wikariaty w parafiach: Dziadkowice, Bielsk Podlaski – bazylika, Siemiatycze – Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W 1987 r. podjął studia z zakresu historii Kościoła na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, które kontynuował w Rzymie.

Pełnił funkcję kapelana Sióstr Benedyktynek w Drohiczynie. Był prefektem Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie, drugim a następnie pierwszym ojcem duchownym Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie.

Urząd proboszcza pełnił w parafii Sawice. Następnie był administratorem parafii Siemiatycze – św. Andrzeja Boboli. Od 2008 r. był proboszczem parafii Kosów Lacki.

W diecezji piastował m.in. następujące urzędy i funkcje: wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym w Drohiczynie, Diecezjalnym Studium Katechetycznym oraz Kolegium Teologicznym w Drohiczynie, dyrektor Diecezjalnego Dzieła Powołań, członek Zespołu Stałej Formacji Kapłanów, diecezjalny ojciec duchowny kapłanów diecezji drohiczyńskiej, diecezjalny egzorcysta, dziekan dekanatu sterdyńskiego.

MG

***

Podziękowanie za współpracę z „Niedzielą”

Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela” z głębokim smutkiem żegna ks. kan. Tomasza Pełszyka, który w ciągu 32 lat swojego życia kapłańskiego wypełniał w Kościele wiele ważnych posług. Jedną z nich była współpraca z Redakcją Tygodnika Katolickiego „Niedziela”. Ks. Tomasz wytrwale do końca życia dzielił się wiedzą, doświadczeniem na łamach „Niedzieli Podlaskiej”.

Pozostawił nam bogactwo duszpasterskich myśli, do których, dzięki internetowemu archiwum „Niedzieli”, Czytelnicy zawsze mogą powracać. Tytuły tekstów ks. Tomasza są wymowne: „Bóg w moim domu!”, „Miłosierdzie dla nas i dla świata”, „Mądrość od Boga”, „Cierpienie zamienione w radość”. W „Niedzieli” z datą 18 marca 2018 r. ukazał się tekst pt. „Zupełnie nowe przymierze”. Ks. Tomasz napisał wtedy: „To, co człowiek na tej ziemi traci, zyskuje na życie wieczne”. Wyjaśnił, że zupełnie nowe przymierze Boga z ludźmi „sięga do najważniejszej wartości, jaką jest Miłość”. I zakończył pytaniem: „Czy stać mnie na to, by na taką miarę Prawa Bożego odpowiedzieć”. Zmarły Kapłan znalazł odpowiedź na to pytanie już po drugiej stronie życia.

Żegnając śp. ks. Tomasza Pełszyka, wierzymy, że znalazł się w zasięgu największej Miłości i jego ziemskie cierpienie zostało zamienione w radość spotkania z Jezusem. Dziękujemy Bogu za osobę ks. Tomasza, jego wieloletnią współpracę i wierność „Niedzieli”, ubogacanie nas świadectwem kapłańskiego życia, wiedzą i dobrocią. Pozostanie w naszej pamięci i modlitwie.

W intencji śp. ks. Tomasza będzie sprawowana Msza św. wieczysta na Jasnej Górze codziennie o godz. 7 rano, począwszy od 4 kwietnia 2018 r.

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna z Zespołem Redakcyjnym „Niedzieli”

Tagi:
kapłan pogrzeb kapłan odszedł do Pana

Reklama

Wezwany z drogi

2019-12-04 07:37

Abp Adam Szal
Edycja przemyska 49/2019, str. IV

W listopadowy zmierzch śp. ks. Stanisław Wawrzkowicz szedł torować drogę tym, którzy oczekują na wejście na trakt niebieski w czyśćcu. Na przejściu dla pieszych stanął Jego anioł stróż z orędziem, że pora ruszyć w inną drogę – drogę do Pana. Uroczystościom eksporty przewodniczył bp Stanisław Jamrozek. Następnego dnia odbył się pogrzeb. Koncelebrowanej Mszy św. przewodniczył metropolita przemyski abp Adam Szal. Homilię wygłosił ks. Józef Lizak

Archiwum parafii
Ks. Stanisław Wawrzkowicz 1938-2019

Jesień to piękny czas, choć bardzo trudny. Piękny dlatego, że jest to moment, kiedy zbieramy plony, owoce pracy ogrodników, sadowników, rolników. Wychodzimy na pole po to, aby zbierać zboże, aby zbierać plony innych roślin, które posłużą na następny zasiew, a także na to, by być pokarmem dla ludzi i dla zwierząt. Jest to trudny czas, bo doświadczamy pewnego przemijania. W naszym polskim klimacie rośliny jakby obumierają po to, aby na wiosnę na nowo rozpocząć życie. Coś podobnego ma miejsce w życiu człowieka. Jest czas, kiedy wzrastamy, dojrzewamy, kształcimy się, a Kohelet mówi, że jest także czas przemijania, kiedy przechodzimy na tamten świat. W perspektywie naszej chrześcijańskiej wiary jest to okres, kiedy niczym ziarno wrzucone w ziemię przygotowujemy się do nowego życia. To przygotowanie się do nowego życia trwa przez całe życie doczesne, które jest tak ważne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Męski Różaniec

2019-12-16 06:59

Tadeusz Boniecki

Tadeusz Boniecki

W pierwszą sobotę grudnia mężczyźni z różańcem w rękach i modlitwą na ustach przeszli ulicami Chełma. Inicjatorem tej zorganizowanej po raz pierwszy różańcowej modlitwy mężczyzn był ks. kan. Andrzej Sternik proboszcz parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chełmie. Wspólnotę modlitewną mężczyzn tworzyło ponad 100 osób.

- W naszej Ojczyźnie już od ponad roku na ulicach wielu miast w pierwsze soboty miesiąca gromadzą się sami mężczyźni na wspólną modlitwę, zwaną Różańcem mężczyzn. Organizatorem i pomysłodawcą tego ze wszech miar cennego przedsięwzięcia jest salezjanin ks. Dominik Chmielewski - założyciel Wojowników Maryi. Pierwsza taka modlitwa odbyła się w Warszawie w kwietniu ubiegłego roku. Najbliżej nas takie modlitwy odbywają się w Lublinie- mówił ks. kan. Andrzej Sternik zapraszając mężczyzn do wspólnej modlitwy.

Zaproszenie i apel proboszcza parafii Mariackiej spotkały się z wielkim zainteresowaniem ze strony mężczyzn. W pierwszą sobotę grudnia do sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej przybyli licznie mężczyźni z całego miasta, w różnym wieku, różnego stanu i zawodów.

Pierwszy Męski Różaniec Mężczyzn rozpoczął się Mszą św. w Sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej oraz specjalnym nabożeństwem wynagradzającym Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, za zniewagi i grzechy wszystkich Polaków. - Chcemy Panie Jezu Tobie i Twojej Matce dziękować za Jej miłość i wynagradzać po raz pierwszy w gronie mężczyzn z Chełma i ziemi chełmskiej. Chcemy oddawać swoje życie, powołanie, rodziny Panu Bogu. By rodziny były silne Bogiem, odpowiedzialne za wychowanie młodego pokolenia i by wiara była zawsze na pierwszym miejscu w chełmskich rodzinach- mówił ks. Andrzej Sternik podczas nabożeństwa. – Drodzy bracia, to jest męska sprawa. Bierzemy różańce w dłonie, które i tak zapewne każdy z was trzyma i używa. Bo prawdziwi mężczyźni odmawiają różaniec, jest on bronią, prawdziwego mężczyzny. Ojca, kapłana, brata, narzeczonego, kawalera, człowieka stanu wolnego. Dlatego idąc z modlitwą różańcową na ulice Chełma, nie chcemy demonstracji i walki. Przez przesuwanie paciorków różańca, kul miłości, chcemy strzelać, ale miłością do Matki Najświętszej- dodał. - Pomni na historyczność sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej, chcemy rozpocząć przez pięć pierwszych sobót miesiąca, modlitwę mężczyzn na ulicach miasta- podsumował ks. Sternik.

Po zakończonym nabożeństwie mężczyźni w uporządkowanych szyku, po dwóch w rządku, niczym rycerze Maryi wyszli na modlitwę. Trasa przebiegała chodnikami wzdłuż ulicy Lubelskiej, pl. Łuczkowskiego. Co pewien czas cała modlitewna wspólnota mężczyzn zatrzymywała się, by wysłuchać rozważań odczytywanych przez prowadzącego różaniec ks. kan. Andrzeja Sternika. W takich szyku modlitewny ponad stuosobowy orszak mężczyzn doszedł na deptak miejski przy ul . Lwowskiej. Tam dając niezwykłe świadectwo swojej wiary, przechodniom i robiącym zakupy na pobliskim bazarze, w pozycji klęczącej odmówili ostatni dziesiątek różańca. Umocnieni błogosławieństwem udzielonym przez proboszcza parafii Mariackiej ks. kan. Andrzeja Sternika, rozeszli się do domów niosąc ze sobą rodzinom Bożą radość. Następny chełmski różaniec mężczyzn, odbędzie się w pierwszą sobotę stycznia 2020 roku. – To bardzo dobre świadectwo wiary dane wszystkim mieszkańcom naszego miasta. Bo dzisiaj w naszej Ojczyźnie, ale i naszym mieście Chełm, wiele osób zaczyna się wstydzić Boga i Kościoła. A mężczyźni wykazali się wyjątkową odwagą – mówiła Danuta, mieszkanka Chełma przyglądająca się idącym w grupie mężczyznom.

A oto co mówili sami mężczyźni o udziale w ulicznym różańcu.

- Modlitwa różańcowa jest bardzo potrzebna. Dzisiaj mamy kryzys ojcostwa i kryzys rodziny. A modlitwa jest właśnie wyjściem naprzeciw problemom, z jakimi borykają się rodziny, często pozbawione ojca. Bo zapracowany, bo wyjechał za granicę. Jak jest to nie ma czasu dla dzieci, dla żony, albo niewłaściwie ich traktuje- mówił Andrzej

- Jako mężczyźni musimy „ uderzać do nieba” modlitwą, bo jesteśmy słabi, często padamy, stres nas dobija, nie radzimy sobie ze swoja męskością. A Matka Boża pozwala przetrwać nawet najtrudniejsze chwile i znaleźć rozwiązanie w nawet beznadziejnych sytuacjach- dzielił się Jerzy

- Dzięki miłości Maryi i dzięki temu, że Ona nas nie odrzuca, zawsze podaje nam dłoń, jesteśmy silniejsi. Możemy powstawać i walczyć z tymi naszymi problemami i słabościami, przeciwnościami i przede wszystkim z samymi sobą. Dlatego idę dzisiaj z różańcem w ręku i tego się nie wstydzę- mówił Mateusz .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem