Reklama

Pielgrzymi z Trzebiatowa na szlaku Cudów Eucharystycznych

2018-05-23 10:54

Adam Litwinowicz
Edycja szczecińsko-kamieńska 21/2018, str. I

Adam Litwinowicz

Często, gdy słyszymy jak ktoś mówi: Jadę do Włoch – myślimy: Zobaczy Rzym, Watykan, piękne zabytki i krajobrazy. Oczywiście jest to prawdą, jednakże nie tylko taki cel przyświecał organizatorowi niezwykłej pielgrzymki, o której chciałbym opowiedzieć naszym Czytelnikom

W niecodzienną podróż – można powiedzieć – „rekolekcje w drodze” udali się parafianie z Trzebiatowa, Reska i Szczecina.

W dniach od 21 do 28 kwietnia pątnicy z tych trzech parafii, pod przewodnictwem ks. Pawła Korupki, wikariusza parafii pw. Macierzyństwa Najświetszej Maryi Panny w Trzebiatowie, udali się na rekolekcyjną pielgrzymkę, na trasie której znalazły się miejsca związane z Cudami Eucharystycznymi oraz tajemnicą Mszy św.

Podczas Mszy św. na rozpoczęcie pielgrzymki, celebrowanej w trzebiatowskim sanktuarium, ks. Paweł wyjaśnił nam cel i potrzebę pogłębiania naszej wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii oraz przylgnięcia do Matki Bożej. Posłużył się wizją, której doświadczył św. Jan Bosko w 1862 r. Ujrzał on bowiem okręt Kościoła świętego, na którym znajdowali się papież, kardynałowie, biskupi, kapłani i wierni świeccy. Okręt ten był miotany groźnymi falami i atakowany zewsząd przez jego wrogów. Wydawało się, że zaraz zostanie zdobyty i zniszczony, że nie ma szansy na ratunek i zaraz zatonie. Z pomocą jednak przyszło Niebo. Z odmętów ciemnych i groźnych wód wyłoniły się nagle dwie jaśniejące kolumny – jedna większa, druga mniejsza. Na większej było widać jaśniejącą Hostię, na mniejszej – figurę Matki Bożej. Papież nakazał natychmiast zbliżyć się do tych dwóch kolumn i przywiązać do nich okręt. W tym momencie fale ucichły, wrogowie Kościoła popadli w zamęt i zaczęli się wzajemnie wyniszczać, a inni odpłynęli i zniknęli na horyzoncie.

Reklama

Po takim wstępie każdy z nas zrozumiał, że pielgrzymka ta nie będzie tylko turystycznym wydarzeniem, ale pewnego rodzaju misją, do której zaprasza nas Pan Bóg. Jej celem ma być nie tylko estetyczne doświadczenie, ale przede wszystkim osobiste nawrócenie i zrozumienie niezwykle ważnych zasad naszej wiary. W trakcie pielgrzymki stało się dla nas jasne, że będziemy musieli dawać świadectwo o tym wszystkim, czego doświadczyliśmy w czasie tych niezwykłych „rekolekcji w drodze”.

Cud i Tajemnica

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy był Trydent. To tam w XVI wieku odbył się bardzo ważny dla dziejów Kościoła sobór powszechny. Ojcowie soborowi na wieczne czasy określili i skodyfikowali m.in. zasady wiary katolickiej odnośnie Eucharystii, a tym samym obronili Kościół przed błędną nauką protestantyzmu. To właśnie tam, studiując poszczególne postanowienia soborowe, mogliśmy dowiedzieć się na czym polega wiara w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, jak Kościół święty został zobligowany do strzeżenia tej wielkiej Tajemnicy oraz z czym musiał walczyć, broniąc Jej przed błędami protestantyzmu. Była to dla nas wielka lekcja i niezwykle ważny wstęp do tego, z czym spotykaliśmy się w następnych dniach.

Po odprawieniu Mszy św. w trydenckiej katedrze i zwiedzeniu muzeum diecezjalnego udaliśmy się do Padwy, a następnie na nocleg do Rimini. Te dwa miejsca łączy osoba św. Antoniego Padewskiego. Najpierw modliliśmy się przy jego grobie, a później udaliśmy się na miejsce noclegu w Rimini, gdzie za przyczyną tego Świętego dokonał się Cud Eucharystyczny.

Św. Antoni prowadził tam publiczne dysputy teologiczne z mahometanami, próbując przywieźć ich do prawdziwej wiary katolickiej. Muzułmanie jednak żądali znaku. Wygłodzonego muła miano poddać próbie. Postawiono go przed wyborem misy pełnej jedzenia albo Najświętszego Sakramentu, który w małej monstrancji wyniósł z kościoła św. Antoni. Ku zdziwieniu wszystkich, przegłodzone zwierzę odwróciło się od misy pełnej strawy i podeszło do malutkiej monstrancji, zgięło kolana i oddało pokłon Chrystusowi w Najświętszym Sakramencie. Był to moment katechezy, świadectwa i nawrócenia mahometan, którzy stali się od tej pory najbliższymi współpracownikami św. Antoniego.

Niezwykły wizerunek

Następnego dnia, wczesnym rankiem, wyjechaliśmy do Manopello – sanktuarium Świętego Oblicza, w którym przechowywana jest niezwykła chusta z wizerunkiem twarzy Jezusa. Jej powstanie i trwanie tak długi czas jest po dzień dzisiejszy niewytłumaczalne naukowo. Pomimo widocznego wizerunku, rysów twarzy, cieni i kolorów, obraz mikroskopowy nie znajduje na tym płótnie żadnych barwników. Na własne oczy mogliśmy ujrzeć fenomen, wymykający się prawom natury i świata zmysłowego. Miejsce to było świadomym wyborem organizatora naszej pielgrzymki. Miało ono nas przygotować na przyjęcie sercem faktu, że dla Pana Boga nie ma nic niemożliwego. Pan Bóg w każdej chwili może posłużyć się martwą materią hostii, aby odcisnąć w niej swoją świętą obecność. Dzieje się w trakcie każdej Mszy św. podczas konsekracji.

Po godzinnym pobycie w Manopello udaliśmy się do miejsca, gdzie dokonał się pierwszy na świecie udokumentowany i potwierdzony przez Kościół cud eucharystyczny. Miał on miejsce w VIII wieku podczas sprawowania Najświętszej Ofiary. Mnich, sprawujący Mszę św., kiedy wypowiedział słowa konsekracji: „Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało... Bierzcie i pijcie, to jest moja Krew”, zobaczył, że hostia zamienia się w Ciało, a wino w kielichu w Krew. Cud niebywały, wstrząsający i wzbudzający w nas wszystkich głębokie przekonanie o realnej obecności Chrystusa w Eucharystii. W tym szczególnym miejscu sprawowaliśmy Mszę św. Nie obyło się bez łez wzruszenia, kiedy to kapłan wypowiadał słowa konsekracji i ukazał nam konsekrowaną Hostię. Po Mszy św. odprawiliśmy nabożeństwo przebłagalne i chwilę adoracji, przed Najświętszymi Postaciami z tego VIII-wiecznego cudu, które po dzień dzisiejszy wystawione są na widok publiczny we wspaniałej monstrancji.

Stygmatyk

Kolejnym punktem naszego pielgrzymowania było San Giovanni Rotondo – miejsce, w którym przeżyliśmy katechezę o uczestniczeniu we Mszy św. a także mogliśmy zrozumieć prawdziwą naturę Eucharystii. Modliliśmy się tam przy grobie św. Ojca Pio, stygmatyka i mistyka, który w czasie każdej Eucharystii, w sposób fizyczny, doznawał tych samych cierpień, które Jezus przeżywał na Kalwarii, a odprawiana przez niego Msza św. trwała nawet trzy godziny. Uświadomiliśmy sobie, że każda Msza św. jest nie tylko zbiorem pięknych modlitw, których używa Kościół aby złożyć Bogu dziękczynienie, ale ponowieniem ofiary krzyża. Nie do końca każdy z nas zdawał sobie sprawę, że podczas każdej Mszy św. dokonuje się prawdziwa i realna, najczęściej zakryta dla naszych oczu, ofiara Pana Jezusa na krzyżu. Chrystus dokonuje tego samego aktu, co na Golgocie, tylko już w sposób bezkrwawy. Nie jest to symbol, tylko realny akt Pana Boga.

Wieczne miasto

Po wizycie w San Giovanni Rotondo nadszedł czas na Wieczne Miasto – Rzym. Pierwszym miejscem, które tam odwiedziliśmy były Katakumby św. Kaliksta. Katakumby to podziemne cmentarzyska, w których dokonano pochówku wielu pierwszych męczenników chrześcijaństwa. To właśnie tam, przez pierwsze trzy wieki sprawowano w ukryciu pierwsze Eucharystie. Mogliśmy troszkę zrozumieć i poczuć ducha tamtych czasów. Nabraliśmy też głębokiego przekonania, że Msza św. była dla pierwszych chrześcijan największą świętością. Nawet w tak skrajnych warunkach, jakimi były katakumby, Mszę św. sprawowano na grobach męczenników – miejscach świętych, otoczonych szczególną czcią.

Po prawie dwugodzinnej wizycie w katakumbach wyjechaliśmy do jednej z Bazylik Papieskich – św. Pawła za Murami, w której znajduje się grób św. Pawła. Tam, w kaplicy św. Stefana, sprawowaliśmy Mszę św., w czasie której ks. Paweł wyjaśniał nam znaczenie wystroju prezbiterium. Po Mszy św. i zwiedzaniu, odmówiliśmy modlitwy, które nakazuje Kościół w celu uzyskania odpustu przypisanego nawiedzaniu bazylik papieskich.

Przez kolejne dwa dni zwiedzaliśmy Rzym. Oprócz miejsc, które zazwyczaj zwiedzają w Wiecznym Mieście pielgrzymi czy turyści chciałbym zwrócić uwagę na trzy momenty, które głęboko odcisnęły się w naszych sercach.

Pierwszym była Msza św. w Bazylice św. Piotra na Watykanie. Ks. Paweł powiedział nam, że całkowicie przez „przypadek” wyznaczono nam do Mszy św. ołtarz św. Piusa X – papieża, którego historia zapisała jako Papieża Eucharystii. To właśnie Pius X obniżył wiek przyjmowania Pierwszej Komunii św. Wiąże się z tym niezwykła historia, której nie sposób przytoczyć w tym artykule. Odsyłam jednak do biografii tego św. papieża aby zrozumieć, jak Boża Opatrzność kierowała jego życiem i decyzjami aby Eucharystia stała się duchowym pokarmem, także już najmłodszych spośród nas.

Drugim przeżyciem było nawiedzenie malutkiego, neogotyckiego kościółka w centrum Rzymu, w którym przechowywane są przedmioty dokumentujące kontakt dusz czyśćcowych ze światem żywych. Muzeum Dusz Czyśćcowych – bo tak oficjalnie nazywa się ten zbiór – uświadomił nam, że z chwilą śmierci człowieka nic się nie kończy. Dusze cierpiące w czyśćcu najczęściej proszą o najskuteczniejszą spośród modlitw, które w swoim skarbcu posiada Kościół – właśnie Mszę św.

Trzecim momentem, który na długo pozostanie w naszej pamięci, było spotkanie z Ojcem Świętym Franciszkiem, podczas Audiencji Środowej, na Placu św. Piotra. Mogliśmy, „na wyciągnięcie ręki”, przebywać z Ojcem Świętym podczas jego przejazdu między sektorami czy środowej katechezy.

Siódmego dnia, wczesnym rankiem, opuściliśmy Rzym i pojechaliśmy, do oddalonego o niecałe 130 km od stolicy Włoch Orvieto. To tam przechowywane są niezwykłe relikwie cudu eucharystycznego, który zdarzył się w 1263 r. Podczas Mszy św., kiedy w chwili konsekracji kapłan wzniósł hostię nad kielichem, zauważył, że chociaż ona sama zachowała wygląd białego chleba, obficie z niej cieknie na korporał krew. Zakrwawiony korporał, z widocznymi kroplami Krwi Pańskiej, znajduje się w kaplicy Cudownego Korporału, w której sprawowaliśmy Mszę św. Ks. Paweł wyjaśniał nam, że cud ten stał się bezpośrednią przyczyną ustanowienia w Kościele Uroczystości i Procesji Bożego Ciała. Po zakończonej Mszy św. odmówiliśmy wspólnie jeden z hymnów „Zbliżam się w pokorze”, które po wspomnianym cudzie, na zlecenie papieża Urbana IV, napisał św. Tomasz z Akwinu.

Święty Biedaczyna

Następnie udaliśmy się do Asyżu – miejsca gdzie spoczywają szczątki św. Franciszka. Okazuje się, że ten święty Biedaczyna, jak go określa historia, ma wiele do powiedzenia na temat Eucharystii. To on przecież nie czuł się godny przyjęcia święceń kapłańskich i umiera jako diakon. Pomimo ubóstwa, które praktykował, jasno wyrażał wprost, że nie może ono dotyczyć świątyń oraz sprzętów, które używa Kościół do sprawowania Najświętszej Ofiary. Św. Franciszek uczy nas zatem po dzień dzisiejszy wiary, że Najświętsza Eucharystia nie jest symbolem, ale prawdziwym i realnym przebywaniem Boga w tabernakulach świata, stąd należy się tym miejscom szczególna cześć i chwała. Św. Franciszek, kiedy podróżował, i w oddali zauważył już wieżę kościoła, szedł odtąd na kolanach, oddając w ten sposób cześć Najświętszemu Sakramentowi obecnemu w danym kościele.

Święte Hostie

Ostatnim miejscem naszego pątniczego szlaku była Siena. Wybór tego miejsca nie dokonał się tylko i wyłącznie ze względów turystycznych, ale, jak nietrudno się domyśleć, ze względu na cud eucharystyczny, który zdarzył się tam w XVIII wieku, i o dziwo, trwa nadal! Wykradzione z tabernakulum Hostie, odnalezione po trzech dniach w skarbonie jednej ze świątyń, w niewytłumaczalny dla nauki i rozumu sposób, nadal zachowują swoją świeżość, wygląd, smak i zapach. Dokonano nawet eksperymentu, i w jednym tabernakulum zamknięto na 10 lat, wraz z cudownymi Hostiami, hostie niekonsekrowane. Okazało się, że hostie niekonsekrowane obróciły się w proch, natomiast te z XVIII wieku pozostają nadal świeże. Odprawiliśmy tam Mszę św. po czym, specjalnie dla naszej grupy, w drodze wyjątku, wystawiono nam do adoracji Święte Hostie. Każdy mógł podejść do szklanego tabernakulum i przez chwilę trwać na modlitwie wpatrując się w szklany relikwiarz. Po osobistej adoracji odprawiliśmy nabożeństwo przebłagalne i ks. Paweł pobłogosławił nas tym „szczególnym” Najświętszym Sakramentem.

Każdego dnia mierzyliśmy się z tym, co słusznie zawarł w swoim hymnie św. Tomasz z Akwinu: „Mylą się, o Boże, w Tobie wzrok i smak. Kto się im poddaje, temu wiary brak. Ja jedynie wierzyć Twej nauce chcę, że w postaci chleba utaiłeś się”.

Z pozoru to takie oczywiste dla nas, ludzi wierzących, że w Komunii św. jest obecny Pan Jezus, jednakże doświadczenie tych niezwykłych „rekolekcji w drodze”, jeszcze bardziej otworzyło nam oczy na ten największy Cud, jaki dzieje się każdego dnia na ołtarzach całego świata.

Gorąco zachęcam Czytelników do odwiedzenia tych szczególnych miejsc, które są wołaniem Nieba i nieustannym przypominaniem, że nie jesteśmy sami w codziennym życiu, że jest pośród nas obecny prawdziwy Bóg, ukryty w Najświętszym Sakramencie.

Tagi:
pielgrzymka Włochy

Reklama

Wielka pielgrzymka tarnowska

2019-08-25 21:19

BPJG

37. Piesza Pielgrzymka Tarnowska dotarła niedzielnym popołudniem, 25 sierpnia przed jasnogórski Szczyt. W tym roku pielgrzymowało w niej aż 8 tys. 130 pątników - to najliczniejsza dziś grupa pielgrzymkowa, a całym sezonie druga co do wielkości (po Pielgrzymce Krakowskiej, liczącej 8 tys. 500 osób). Pielgrzymka Tarnowska pochwalić się może także większą niż w ubiegłym roku liczbą pielgrzymów - aż o tysiąc osób.

BPJG

W całej pielgrzymce szło aż 164 księży, 50 kleryków i 44 siostry zakonnych. Razem z pątnikami wędrował w tym roku bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy diec. tarnowskiej. Ks. biskup, razem z ordynariuszem tarnowskim bpem Andrzejem Jeżem, wprowadzili całą pielgrzymkę na Jasną Górę. „Dziękujemy za każdą pielgrzymkę, pielgrzymów przybywa, ponad 8 tys., cieszy, że są to przede wszystkim bardzo młodzi ludzie - mówi bp Andrzej Jeż - W kontekście naszego 5. Synodu Diecezji Tarnowskiej koncentrowaliśmy się na znaczeniu Kościoła w naszym codziennym życiu i myślę, że te rekolekcje bardzo zmieniły spojrzenie na Kościół, zwłaszcza wśród młodych ludzi”.

„Chciałem podziękować im, ponieważ modlili się w intencji Kościoła lokalnego, diecezjalnego, w mojej także intencji. Chciałem prosić ich, żeby ta pielgrzymka przedłużała się w ich codziennym życiu, aby te wszystkie doświadczenia, które tutaj podjęli, Boże doświadczenie miłości, przedłużało się w ich codzienności, gdy wrócą do swoich zajęć, do swoich domów” – mówił bp Andrzej Jeż.

Hasłem rekolekcji w drodze były słowa: „Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa”. „Hasło to także program związany w Synodem, który przeżywamy w naszej diecezji, i w ten sposób łącząc się w modlitwie, w rekolekcjach w drodze, chcieliśmy rozważać także nasze miejsce w parafii. Ale też na pielgrzymce staliśmy się taką wielką parafią wspólnoty pielgrzymów w liczbie 8 tys. 130” - mówi ks. Roman Majoch, kierownik trasy PP Tarnowskiej i rzecznik prasowy.

„Tegoroczne pielgrzymowanie upływało nam pod hasłem ‘Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa’. Zastanawialiśmy się nad rolą każdego z nas we wspólnocie, jaką stanowi parafia. Każdy z nas starał się odpowiedzieć na pytanie, jakie jest jego zadanie w parafii, jak mógłby się bardziej zaangażować, ale przede wszystkim prosić o światło Ducha Świętego w tym natchnieniu, odszukiwaniu głębi wspólnoty z Chrystusem poprzez niedzielną Eucharystię - opowiada ks. Kamil Kopyt, wikariusz parafii św. Mateusza, Ewangelisty i Apostoła w Mielcu, przewodnik grupy 16. - Motywy pielgrzymowania są przeróżne, jedni proszą o zdrowie, inni o zdane egzaminy, jeszcze inni, aby Maryja rozwiązała ich problemy rodzinne, jeszcze inni proszą o uleczenie z chorób czy uzależnień, jeszcze inni proszą o wskazanie drogi życiowej, powołania życiowego, każdy z pielgrzymów idzie z inną intencją”.

Pielgrzymi pokonali ok. 236 km w dziewięć dni. Nad przebiegiem pielgrzymowania czuwał ks. Zbigniew Szostak, dyrektor Pielgrzymki Tarnowskiej. Najmłodsze dzieci na pielgrzymce miały 4 i 5 miesięcy, a najstarszy pątnik - 86 lat.

Podczas Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę cztery pary wypowiedziały sakramentalne „tak”. Ich gośćmi i świadkami były tysiące pielgrzymów. Dwa śluby odbyły się w Zabawie, gdzie znajduje się sanktuarium bł. Karoliny. Związek małżeński zawarli tam Krzysztof i Anna z grupy nr 14 oraz Kinga i Łukasz z grupy nr 19. Dwa śluby miały też miejsce w sanktuarium w Okulicach. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli tam Paweł i Małgorzata z grupy nr 7 oraz Adrian i Katarzyna z grupy nr 12. „Drugi dzień naszej pielgrzymki to taki szczególny znak, kiedy spoglądamy na rodzinę, i modlimy się za rodzinę, i w naszej wspólnocie jest takie wydarzenie, jak śluby na pielgrzymce. To są ci pielgrzymi, którzy poznali się na pielgrzymce, i chcieli wobec wszystkich pielgrzymów powiedzieć o swojej miłości” - opowiada ks. Roman Majoch.

Jedną z par, która wzięła sakrament małżeństwa drugiego dnia pielgrzymki, byli Katarzyna i Adrian z grupy 12: „Poznaliśmy się cztery lata temu na pielgrzymce, więc postanowiliśmy, że chcemy wrócić na trasę jako małżeństwo. Ślub na pielgrzymce przebiega bardzo tradycyjnie. Pogoda nam dopisywała, a z mężem u boku pielgrzymowało się zdecydowanie lepiej” – mówi Katarzyna.

„Pielgrzymowanie wciąga, droga do Matki Bożej, która nas później prowadzi przez cały rok, atmosfera, która jest na pielgrzymce jest niepowtarzalna i do tego chce się wrócić” – podkreśla Katarzyna. „Naszą główną intencją jest opieka nad naszym nowo zawartym małżeństwem” – dodaje Adrian.

W 37. Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej szło ok. 700 dzieci. „Jest to takim znakiem naszego pielgrzymowania, że w czasie każdej pielgrzymki mamy dość dużą ilość dzieci, które wędrują ze swoimi rodzicami. Więc to nie tylko dzieci, ale całe rodziny, które wędrują na Jasną Górę. I to jest też taki szczególny znak na dzisiejsze czasy – że te rekolekcje w drodze nie przeżywają tylko osoby dorosłe, czy młodzież, ale całe rodziny” - podkreśla ks. kierownik trasy.

Na szlaku Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej obecni byli także misjonarze diecezjalni i zakonni pracujący w Afryce, Ameryce Południowej i Rosji. Pielgrzymi także w tym roku materialnie wspierali misje. Pielgrzymów odwiedzał na trasie bp Mirosław Gucwa z Republiki Środkowoafrykańskiej, który modlił się szczególnie o pokój na świecie.

Jedną z intencji pielgrzymki była intencja wynagradzająca za zniewagi wobec Obrazu Matki Bożej jasnogórskiej, z tej okazji pielgrzymi nieśli cała drogę obraz Matki Bożej Jasnogórskiej: „Z tego, co się dzieje w Polsce, wiadomo jak pokazywany jest Obraz (Matki Bożej jasnogórskiej przyp. red.), więc my od samego Tarnowa niesiemy Ikonę Matki Bożej cały czas. Były modlitwy wynagradzające i przepraszające za to, co się dzieje” - opowiada Elżbieta Czernik, która pielgrzymuje 31. raz na Jasną Górę.

„Po raz pierwszy kiedy poszłam na pielgrzymkę i miałam okazję leżeć krzyżem przed Jasną Górą, to mnie urzekło, i od tej pory co roku wracam. Wydaje mi się, że to jest jakaś siła, która powraca co roku - opowiada Maria Barnaś, po raz 5. na pielgrzymce – Modlitwa jest czymś takim na pielgrzymim szlaku, dzięki czemu możemy się oderwać od rzeczywistości. Według mnie pielgrzymka jest czymś, co nas zamyka od tego świata zewnętrznego, czymś, co nam pozwala znaleźć swój środek”.

„Dużą motywacją dla mnie są pielgrzymi, którzy nie tylko w czasie pielgrzymki, ale przez cały rok się przygotowują, organizują, pytają kiedy, jak, spotkania, są motorem napędowym całej pielgrzymki – podkreśla ks. Kamil Kopyt – Zawsze, kiedy wchodzimy do Częstochowy i widzimy wieżę klasztorną, to nasza grupa oddaje pierwszy pokłon Maryi poprzez uklęknięcie, a tutaj to już tylko łzy, wzruszenie, radość, najbliżsi, którzy nas witają”.

Piesza Pielgrzymka Tarnowska składa się z dwóch części, które podążają co Częstochowy dwoma różnymi trasami. Trasy te niejednokrotnie się przecinają i pokrywają, mimo to w dość znaczący różnią się od siebie. W skład części „A” wchodzą grupy od 1 do 13. W skład części „B” wchodzą grupy od 14 do 25.

Jak co roku na trasie pielgrzymki towarzyszyło pątnikom diecezjalne Radio RDN Małopolska i Radio RDN Nowy Sącz.

Pielgrzymi z Tarnowa spotkali się na wspólnej Mszy św. o godz. 17.00 na jasnogórskim Szczycie. Eucharystii przewodniczył bp Andrzej Jeż, ordynariusz tarnowski, a koncelebrował bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy, który wędrował pieszo, a w czasie pielgrzymki głosił nauki rekolekcyjne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik Episkopatu: Maryja z Jasnej Góry łączy Polaków

2019-08-26 07:59

BP KEP / Warszawa (KAI)

Nie ma drugiego takiego miejsca, które łączy Polaków tak bardzo, jak Jasna Góra. Nie ma drugiego takiego obrazu, który tak bardzo kojarzy się z Polską, jak obraz Matki Bożej Jasnogórskiej – powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski z okazji przypadającej 26 sierpnia uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej.

Graziako/Niedziela
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik Episkopatu zauważył, że obraz Matki Bożej Jasnogórskiej jest znakiem rozpoznawczym Polaków na całym świecie. „Kiedy widzimy ten obraz, od razu kojarzymy go z Polską i Polakami. To właśnie przed jasnogórskim obrazem śpiewamy apel: Maryjo, Królowo Polski!” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Zwrócił też uwagę na większą liczbę pielgrzymów przybywających do jasnogórskiego sanktuarium. „Według najnowszych danych w tym roku było o ponad 4 tys. więcej pieszych pielgrzymów niż w roku minionym. W sumie w 182 pielgrzymkach pieszych wzięło udział 86 tysięcy osób. A rocznie Jasną Górę odwiedza ponad 4 miliony pielgrzymów” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Dodał, że przed jasnogórską ikoną ludzie podejmują ważne życiowe decyzje.

Rzecznik Episkopatu zachęcił, by jak najczęściej odwiedzać Jasną Górę. „Obchodzona 26 sierpnia uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej to kolejna okazja do tego, by być razem u naszej Matki. Księża biskupi zachęcają byśmy spotykali się u Niej jak najczęściej. Jeśli zaś nie możemy być na Jasnej Górze, pójdźmy tego dnia do kościoła pod Jej wezwaniem. Warto podkreślić, że w Polsce co czwarta parafia jest pod wezwaniem Matki Bożej” – powiedział ks. Rytel-Andrianik.

Głównym punktem uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej będzie Msza święta 26 sierpnia o godz. 11.00 z udziałem Episkopatu Polski. Przewodniczyć jej będzie i homilię wygłosi abp Wojciech Polak, Prymas Polski. Podczas uroczystości zostanie dokonany Akt Odnowienia Ślubów Jasnogórskich. Dzień później na Jasnej Górze będzie miało miejsce zebranie Rady Biskupów Diecezjalnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem