Reklama

Dzień Matki

Mama – skarb od Boga

2018-05-23 10:54

Wysłuchała Anna Buchar
Edycja wrocławska 21/2018, str. VI

kmiragaya/fotolia.com

Mama to pierwsza osoba, którą spotykamy na drodze naszego życia. Od samego początku dba o nasze bezpieczeństwo, troszczy się o nas i darzy bezinteresowną miłością. 26 maja to dzień, w którym w Polsce obchodzimy jej święto. Dzień Matki. Poprosiłyśmy siostry zakonne z różnych wrocławskich Zgromadzeń, by opowiedziały nam o swoich mamach.

S. Maria Adela Rajska ze Zgromadzenia Sióstr św. Marii Magdaleny od Pokuty

Mama... samo wspomnienie Jej osoby porusza w moim sercu struny miłości, tęsknoty, wzruszenia i dziękczynienia. Choć odeszła do Pana przed ośmiu laty, mając 78 lat życia, w samą Wigilię Paschalną, to w mojej pamięci żyje nadal jako kochająca mamusia, ciągle opiekująca się swoim dzieckiem, ale już z domu Ojca.

Bóg obdarzył mnie tą łaską, że wychowałam się w rodzinie wielodzietnej, mama urodziła i wychowała jedenaścioro dzieci! Była osobą bardzo ciepłą, dobrą, opiekuńczą, cierpliwą i pełną poświęceń. Te cechy wpajała również nam, abyśmy wzajemnie sobie pomagali i opiekowali się młodszym rodzeństwem. Potrafiła stawiać nam wymagania, a jak słowa do nas nie przemawiały, to i potrafiła dać zasłużonego klapsa, aby przywołać niesforne dziecko do porządku. Mama nigdy nie narzekała, była osobą bardzo pracowitą, nigdy nie zaniedbywała swoich dzieci. Wyróżniała się głęboką wiarą, którą dyskretnie nam przekazywała, abyśmy wzrastali w miłości Boga i Kościoła Świętego.

Kiedy wstąpiłam do klasztoru, mama wyjawiła mi, że gorąco prosiła dobrego Boga, aby choć jedna z jej córek zapragnęła pójść drogą wyłącznej służby Bogu. Tym wymodlonym darem stałam się ja – siostra Maria Adela Rajska i już od trzydziestu pięciu lat służę Bogu w Zgromadzeniu Sióstr Świętej Marii Magdaleny od Pokuty. Moja mama stała się również mamą dla sióstr mojej zakonnej wspólnoty. Przyjeżdżała do nas w odwiedziny, szyła nam habity, fartuszki, dzieliła się tym co miała najlepszego – swoją miłością i troską.

Reklama

Moja mamusia była dotknięta wieloma chorobami, ale cierpienie przyjmowała i znosiła bardzo cierpliwie i z poddaniem. Na skutek problemów z oddychaniem, każdego roku zmuszona była przebywać dłuższy czas w szpitalu. Podczas jednego z pobytów, kiedy jej stan był krytyczny i osoby leżące z nią na sali myślały, że już odchodzi, Ona – jak później opowiadała – zobaczyła obok swojego łóżka postać w białej szacie, która jej usługiwała, podając w nocy coś do picia. Rano od razu poczuła się lepiej i chcąc swej dobrodziejce podziękować, zaczęła szukać jej na wszystkich oddziałach w szpitalu, jednak nikt nie widział osoby, którą mama opisywała. Potem, przeglądając swój modlitewnik – w którym miała różne obrazki świętych – uświadomiła sobie, że to była święta Siostra Faustyna Kowalska, do której wielokrotnie w czasie choroby się modliła, gdyż Faustyna też miała problemy z oddychaniem. Ważnym rysem pobożności mamy, było nabożeństwo do Matki Bożej. Mama nigdy nie rozstawała się z różańcem, mimo wielu działań szatańskich, które miały na celu zniechęcenie jej do tej modlitwy. Wobec takich doświadczeń ona jeszcze gorliwiej chwytała za tę niebiańską broń.

Wielu jest świętych wyniesionych na ołtarze, ale dla mnie i moich najbliższych mama jest święta i to u niej szukam orędownictwa w niebie, abym i ja kiedyś mogła usłyszeć – wejdź do mojego Królestwa.

S. Maksymiliana Walczuk ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza

Nazywam się s. Maksymiliana i pochodzę z Podlasia. Moi rodzice – Stanisława i Franciszek – pracowali na roli, a oprócz tego tatuś był także organistą w parafii. Z sześciorga dzieci Pan Bóg powołał do życia konsekrowanego troje: mnie i moją siostrę Samuelę (obie jesteśmy boromeuszkami) oraz najmłodszego Andrzeja, który został pallotynem. W rodzicach zawsze mieliśmy wzór gorliwego chrześcijańskiego życia i wsparcie na drodze powołania zakonnego.

Gdy miałam 13 lat, śmiertelnie zachorowałam. Mama nosiła pod sercem Andrzeja. Modliła się o moje zdrowie i robiła wszystko, co w jej mocy, by mnie uratować, ale godziła się, że jeśli Bóg chciałby mnie zabrać do siebie, ona przyjmie to z poddaniem się Bożej woli. Wtedy też ofiarowała mnie, noszonego pod sercem Andrzeja i pozostałe dzieci Bogu, będąc przekonaną, że i tak należymy do Niego. Pan Bóg przyjął tę ofiarę.

Gdy po roku, ozdrowiona, zaczęłam mówić o pragnieniu wstąpienia do klasztoru, Andrzejek był już na świecie. Pamiętam, że mama, już nie młoda, zaniepokoiła się: „jak mi się coś stanie, kto wychowa to dziecko? Pamiętaj, zajmij się nim”. To zlecone przez mamę zadanie ostudziło nieco moje pragnienia powołaniowe, ale nie na długo. Nie minął rok, a ja pojechałam do dalekiej Trzebnicy, by zostać jedną z sióstr. Kilka lat później do tego samego zgromadzenia wstąpiła moja młodsza siostra Marysia – dziś s. Samuela posługująca obecnie na Syberii w Krasnojarsku. I znów minęło kolejnych kilka lat, gdy Andrzej poprosił o przyjęcie do pallotynów.

Przez cały okres naszej formacji mama bardzo nas wspierała. Dopiero po latach dowiedzieliśmy się, że w każdą środę, piątek i sobotę pościła o chlebie i wodzie, by wyprosić nam łaskę wierności powołaniu. Gdy budziła się w nocy, nie umiała już zasnąć, ale nie nudziła się wtedy i nie marnowała czasu – odmawiała różaniec za swoje dzieci. Głęboko wierzę, że różne trudności życiowe i przeciwności udawało nam się pokonywać dzięki temu modlitewnemu wsparciu. Ta prosta, pokorna wiejska kobieta umiała nam przekazać wiarę i miłość do Boga, umiała całą naszą rodzinę jednoczyć, pokazać, jakie wartości w życiu są naprawdę ważne. Umiała być z nas – dzieci i tych konsekrowanych i tych, które założyły szczęśliwe rodziny – dumna, ale i wdzięczna Panu Bogu. Nasza kochana mama…

S. Hanna Płatek ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu

„Czy wiesz jaka jest jej miłość? To jakby mżył najdrobniejszy deszcz, po którym idziesz i nie wiesz, że pada... a potem czujesz, żeś przemókł aż do samego serca”. Ilekroć myślę o mojej mamie, zawsze nasuwają mi się te słowa. I choć nie wiem, kto jest ich autorem, to jestem pewna, że to ktoś, kto tak jak ja kochał swoją mamę. Chociaż ta miłość nie wyróżniała się niczym nadzwyczajnym... po prostu ją czułam. Moja mama jako skromna wiejska kobieta, zajmowała się gospodarstwem domowym i wychowywaniem dzieci – a było nas w domu sześcioro. Wczesnym rankiem, gdy dzieci jeszcze spały, krzątając się po kuchni śpiewała przyciszonym głosem pieśni kościelne – stosownie do roku liturgicznego. Dzięki temu, znam na pamięć wiele pieśni, która sama często nucę przy spełnianiu swoich obowiązków. Moja mama nigdy nie miała kłopotu z ułożeniem planu dnia tak, by wystarczyło czasu, by pójść z dziećmi do kościoła. Uczęszczaliśmy nie tylko na niedzielne Msze św., ale również na Nieszpory, Gorzkie Żale, Drogi Krzyżowe, majowe, czerwcowe, różaniec, czy Roraty w adwencie. Umiała cieszyć się z drobnych rzeczy, myślała o innych, nie chciała sprawiać nikomu kłopotu swoją osobą. Odeszła spokojnie i cicho.

Ufam, że dobry Bóg wynagrodził jej życie radością z nieba, o którym mówiła i w które często patrzyła.

S. Pia Irisec ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej

Zawsze, kiedy myślę o mamie, uśmiecham się. Kiedy próbuję ją określić jednym słowem to jest to słowo „obecność”. Odkąd sięgam pamięcią, mama po prostu jest. Od początku kochająca, troskliwa, czuła, ciepła, wspierająca, pracowita. Mam czworo rodzeństwa, jestem najstarsza z nich. Mama zawsze traktowała każdego z nas wyjątkowo. Każdy z nas był całym jej światem, a jednocześnie nikogo z nas nie faworyzowała i tak jest do tej pory. Ponieważ jestem najstarsza, uczyła mnie troski i odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo. Uczyła przede wszystkim własnym przykładem. Podobnie, jeśli chodzi o życie wiarą. Uczyła dostrzegać Bożą troskę o nas w codziennym życiu oraz dobro w każdym człowieku. Uczyłam się i nadal uczę się od niej cierpliwości, cichości, bycia „z” i „przy” drugim, szczególnie w chwilach trudnych, zaufania Bogu.

Moje wstąpienie do klasztoru było bardzo trudne dla mamy, ponieważ wyjechałam na wycieczkę ponad tysiąc km od domu i wstąpiłam do Zgromadzenia bez uprzedniego przygotowania rodziców do tego kroku. Mama bardzo to przeżywała, ale w duchu wiary. W jednym z pierwszych listów napisała: „jest mi bardzo trudno pogodzić się z tym, że nas opuściłaś i poszłaś swoją drogą. Ale cieszę się, że poszłaś za głosem Boga, a nie zeszłaś na złą drogę”. Przeżywała także każdą moją długą podróż do domu. Kiedyś nie powiedziałam jej, że przyjeżdżam, żeby się nie martwiła. Kiedy przyjechałam bez uprzedzenia, to powiedziała: „Dlaczego nie powiedziałaś, że przyjeżdżasz? Modliłabym się o szczęśliwą podróż dla ciebie”. To tylko kilka przykładów wiary i miłości mamy.

Wiara i zaufanie Bogu, troska, czuła obecność i wsparcie przepełnione życiową mądrością. Poczucie, że otrzymałam mocne korzenie i skrzydła do lotu. Dom pachnący świeżo upieczonym przez mamę chlebem i ciepły witający mnie jej uśmiech – skarby, jakie otrzymałam od Boga .

S. Maria Czepiel ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety

Gdy myślę o mojej mamie, widzę ją zawsze stojącą „w oknie”. Stojącą i czekającą na nasz – mój i mojego brata – powrót. Powrót ze szkoły, wycieczki, zabawy, coraz to dłuższych wyjazdów związanych ze studiami i pracą... Mama zawsze czekała z pysznym obiadem i pytaniem „jak było?”. Czasem była zmartwiona, gdy długo nie wracaliśmy do domu. Dziś też na nas czeka. Czeka na nasz głos w telefonie, serdeczny uścisk, gdy ją odwiedzamy... Czeka ze słowem zainteresowania: co u nas? , i jak kiedyś, czeka z dobrym obiadem. Moja mama to kobieta oczekująca... wciąż spodziewająca się dziecka... i czuję, że dzięki jej obecności, modlitwie i trosce mogę każdego dnia rodzić się na nowo.

Gdy odkryłam moje powołanie do życia konsekrowanego, obie z mamą dorastałyśmy do jego przyjęcia i choć na początku trudno jej było przyjąć mój wybór, dziś mama, jak sama mówi, ma wiele córek. Bo skoro ja mam wiele sióstr, to ona ma wiele córek.

Moja mama wciąż uczy mnie tego, czym jest prawdziwe macierzyństwo i że tak naprawdę rodzenie dzieci nigdy się nie kończy... Matka to ktoś, kto wciąż spodziewa się dziecka.

Tagi:
matka zakonnica

Reklama

Hiszpania: kobiety coraz mniej chcą być matkami

2019-08-07 16:08

vaticannews / Madryt (KAI)

Hiszpania jest krajem, w którym kobiety najpóźniej mają pierwsze dziecko w całej Unii Europejskiej. 60 procent rodzi po raz pierwszy w wieku 30-39 lat. Blisko 9 procent kobiet ma ponad 40 lat - wynika z danych za rok 2017, które opublikował Eurostat.

contrastwerkstatt/fotolia.com

Urodzić pierwsze dziecko w Hiszpanii przed 30 rokiem życia powoli staje się anomalią. 60 procent kobiet, które zostały matkami po raz pierwszy ma 30-39 lat. Jest to najwyższy odsetek w Unii Europejskiej. Podobna sytuacja panuje w Grecji, Irlandii, Włoszech i Luksemburgu. Ponadto w Hiszpanii blisko 9 procent (8,8) kobiet urodziło po raz pierwszy po czterdziestym roku życia. Taka sytuacja nie istnieje w żadnym innym kraju Unii. Z danych Eurostatu wynika także, że Włochy i Hiszpania znajdują się w czołówce pod względem liczby kobiet, które zostały matkami po raz pierwszy po 50 roku życia. Było to możliwe dzięki różnym technikom sztucznego zapłodnienia.

Zdaniem ekspertów ponad połowa kobiet, które nigdy nie zostaną matkami – choć tego by chciały – nie robi tego z powodu braku godziwej pracy, dostępu do mieszkania, czy też pomocy ze strony państwa. Pod tym względem obserwuje się głęboką przemianę kulturową. Kobiety stawiają dzisiaj bardziej na stabilność ekonomiczną i pracowniczą niż na macierzyństwo bez żadnego wsparcia. Taka sytuacja rodzi pytania o przyszłość. „Ponad 20 procent kobiet, które urodziły się w latach 70. nie będzie miało dzieci. Oznacza to, że po osiągnięciu podeszłego wieku nie będą mogły liczyć na żadną sieć rodzinnej pomocy. Trzeba będzie przygotować inne systemy opieki społecznej” – mówi Diego Ramiro z Consejo Superior de Investigaciones Científicas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Małe zwycięstwo Węgrów nad lobby LGBT

2019-08-22 17:25

vaticannews / Budapeszt (KAI)

Węgrzy odnieśli małe zwycięstwo nad lobby homoseksualnym w Budapeszcie, po tym, jak środowiska broniące małżeństwa i rodziny oprotestowały kontrowersyjną kampanię reklamową firmy Coca-Cola.

wikipedia.org

Wcześniej w tym miesiącu największy producent napojów na świecie rozpoczął kampanię promującą LGBT. Na dworcach i przystankach autobusowych zawisły plakaty przedstawiające pary jednopłciowe pijące popularny napój oraz hasła: „Miłość to miłość”, „Zero cukru, zero uprzedzeń”, czy „Bez cukru, bez przesądów”. Kampania spotkała się z szerokim protestem ze strony społeczeństwa i polityków.

Ponad 41 tys. podpisów pod petycją na stronie CitizenGO, a także bojkot produktów firmy Coca-Cola w sklepach spowodowały, że międzynarodowa firma wycofała się z tej kampanii reklamowej w stolicy Węgier. Prezes CitizenGO na Węgrzech, Eszter Zaymus, wzywa do dalszego bojkotowania Coli, która nie przestaje lobbować na rzecz LGBT. Podobny apel, w mediach społecznościowych, skierował premier Victor Orbán.

Petycja obywateli Węgier podkreślała, że instytucja małżeństwa zakłada się na nierozerwalnym związku kobiety i mężczyzny oraz że rodzina jest jednostką fundamentalną dla przetrwania narodu. Wzywała ona władze do „trzymania w ryzach lobby LGBT, aby nie narażać na szwank publicznych morale”. Petycja dotyka również tematu prawa rodziców do decydowania o tym, kiedy i jak będą edukować swoje dzieci w temacie ludzkich relacji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Między niewolą niemiecką i sowiecką

2019-08-22 21:45

Łukasz Krzysztofka

W przeddzień Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu, który obchodzony jest 23 sierpnia, na pl. Piłsudskiego w Warszawie otwarto plenerową wystawę pt. „Ściany Totalitaryzmów. Polska 1939-1945”.

Łukasz Krzysztofka

Wystawa ma formę instalacji inspirowanej dwoma ścianami, oznaczającymi dwa totalitaryzmy - III Rzeszę i Rosję Sowiecką. Teksty na wystawie można przeczytać w języku polskim, angielskim, rosyjskim i niemieckim. Osią narracji jest wybuch II wojny światowej, jego tragiczne konsekwencje oraz walka Polaków o wolność z dwoma okupantami. W dramatyczne realia wojny wprowadzają teksty kuratorskie i fotografie, umieszczone na zewnętrznych ścianach instalacji.

W uroczystym otwarciu wystawy uczestniczyli ambasadorzy Litwy, Łotwy, Niemiec, Ukrainy, Portugalii, przedstawiciele ambasady Estonii i Węgier, duchowni, posłowie i samorządowcy. List do uczestników uroczystości skierował premier Mateusz Morawiecki, który podkreślił, że wystawa jest ważnym wyrazem troski o prawdę historyczną i rozwijanie wiedzy o losach Polski czasów wojny. Szef polskiego rządu zaznaczył, że dzięki umieszczeniu ekspozycji w jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc stolicy, na pl. Józefa Piłsudskiego, zwiedzający z całego świata będą mogli bliżej poznać ważne karty naszych dziejów. „Wojna rozpętana przez dwa totalitaryzmy odebrała życie ponad sześciu milionów polskich obywateli. Dziś już w silnej i niepodległej Polsce wspominamy ich imiona, czcimy pamięć tych, którzy pozostawili nam w spadku wielki skarb - niepodległą i wolną ojczyznę. Wierzę, że dzięki tej wystawie dzieje Polski walczącej z nazizmem i komunizmem utrwalą się w narodowej pamięci” – napisał premier.

Otwierając wystawę dr Jarosław Szarek, prezes IPN-u zwrócił uwagę na fakt, że pakt Ribbentrop-Mołotow, zwany paktem Hitler-Stalin, dla Polski był czwartym rozbiorem. - W tajnym protokole znalazł się zapis, że interesy obu stron w przyszłości zadecydują, czy istnienie niepodległej Polski jest pożądane. Historia pokazała, że nie było. Porozumienie podpisane ponad narodami, które miało służyć złu przetrwało wiele lat. Niestety znaleźli się później przywódcy już wolnego świata, którzy poszli tym tropem. Bo II wojna dla narodów tej części Europy nie kończyła się wolnością – powiedział prezes IPN-u.

Ambasador Litwy Eduardas Borisovas podkreślił, że 80 lat temu dobiegł kresu porządek światowy ustanowiony na mocy traktatu wersalskiego. - Świat nie zdawał sobie sprawy, że odliczamy ostatnie minuty do wybuchu jednej z największych katastrof w historii ludzkości - II wojny światowej. Los Polski, Litwy, Łotwy i Estonii został tym samym przypieczętowany. Później Europa, a za nią cały świat, znalazły się na skraju przepaści. Oparty na nieludzkim prawie haniebny porządek ustanowiony na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow zastąpił stary porządek – zwrócił uwagę ambasador Litwy.

Na ścianie wystawy poświęconej okupacji niemieckiej zaprezentowano: terror wobec ludności cywilnej, Polskie Państwo Podziemne, w tym ruch oporu w obozach koncentracyjnych i raport Pileckiego, stosunki polsko-żydowskie - Żegotę, w tym misję Jana Karskiego i powstanie w getcie warszawskim, Powstanie Warszawskie, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie - Bitwę o Monte Cassino, Bitwę o Anglię, 1. Dywizję Pancerną gen. Maczka, Cichociemnych i wywiad.

Na ścianie poświęconej okupacji sowieckiej przedstawiono: wywózki, Katyń, łagry i epopeję Armii Andersa, jak również ustalenia jałtańskie, które usankcjonowały instalowanie reżimu komunistycznego w Polsce.

Na wewnętrznych płaszczyznach ścian umieszczone są cytaty ze wspomnień z czasów wojny i fotografie odwołujące się do życia codziennego podczas okupacji, naznaczonego represjami i zbrodniami. Efektem takiego rozwiązania jest pokazanie, że okupacyjna rzeczywistość była dla obywateli polskich ciągłą walką o byt, w warunkach wszechobecnego terroru. Poprzez zbudowanie atmosfery oddziałującej na emocje zwiedzający odwołają się do uniwersalnego doświadczenia tragedii II wojny światowej.

Wystawę IPN-u, którą honorowym patronatem objął prezydent RP Andrzej Duda, oglądać można do 30 września.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem