Reklama

Amerykański jastrząb pokoju

2018-06-19 11:34

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 12-13

FORUM/REUTERS/Jonathan Ernst
Donald Trump i Kim Dzong Un na szczycie w Singapurze, 12 czerwca 2018 r.

Historyczny szczyt Trump-Kim w Singapurze stał się faktem. Zdaniem wielu, to przełomowy moment w dziejach ludzkości, a szczególnie w relacjach na linii Waszyngton-Pjongjang. Pokojowy Nobel dla prezydenta Donalda Trumpa wisi w powietrzu. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy spotkanie realnie przełoży się na zapewnienie pokoju na Półwyspie Koreańskim.
Co tak naprawdę uzgodnili najkrwawszy dyktator na świecie oraz przywódca wolnego świata?

Prezydent USA Ronald Reagan w trakcie swojej przemowy inauguracyjnej wypowiedział następujące słowa: „Pokój jest najwyższym celem narodu amerykańskiego. Będziemy dla niego negocjować, poświęcać się, ale nie poddamy się dla niego ani teraz, ani nigdy. Jesteśmy Amerykanami!”. Był styczeń 1981 r. Ameryka zmieniała swoją doktrynę polityki zagranicznej. Od teraz miała się ona opierać na zasadzie „pokoju poprzez siłę”. Po słabo ocenianej kadencji ustępliwego Jimmy’ego Cartera w Białym Domu zasiadł wreszcie prawdziwy amerykański jastrząb. Dekadę później Związek Sowiecki przestał istnieć, co dla wielu stało się potwierdzeniem słuszności strategii obranej przez Waszyngton. Ronald Reagan wierzył w to, że silna i nowoczesna armia daje Ameryce lepszą pozycję negocjacyjną. Stanowi najlepsze wsparcie dyplomacji, bo zmusza wrogów, by zasiedli przy stole i chcieli rozmawiać na zasadach i warunkach Waszyngtonu.

Trump jak Reagan

Wydaje się, że prezydent Donald Trump implementuje do swojej polityki zagranicznej dokładnie tę samą doktrynę. Podobnie jak Reagan stawia na zdecydowaną, twardą retorykę, za którą stoi silna armia, gotowa bronić bezpieczeństwa narodowego USA oraz sojuszników wszędzie tam, gdzie zawiedzie dyplomacja. Niedawno Trump wypracował z Kongresem rekordowe zwiększenie wydatków na obronność. To zdecydowana zmiana po prowadzonej przez jego poprzednika polityce cięć w budżecie Pentagonu. „Utrzymujemy pokój dzięki naszej sile; słabość tylko zachęca do agresji” – przypomniał w 1983 r. prezydent Reagan. Przychylni Trumpowi komentatorzy zwracają uwagę, że historyczne spotkanie z północnokoreańskim dyktatorem to efekt twardej retoryki siły, którą od początku stosował prezydent USA. Na prowokacyjne groźby ze strony Kim Dzong Una, którymi północnokoreański dyktator próbował zastraszyć Amerykę, Trump odpowiadał zdecydowanie i ostro. Drwił ze swojego wroga, określając go mianem „Malutkiego Człowieka Rakiety”, co było bezpośrednim nawiązaniem do kolejnych prób rakietowych przeprowadzanych przez Koreę Północną.

Administracja Trumpa nie ograniczała się jednak wyłącznie do ostrej retoryki. Za słowami szły również czyny, chociażby ponowne wpisanie Korei Północnej na listę państw sponsorujących terroryzm oraz nałożenie na Pjongjang kolejnych sankcji gospodarczych. Nie bez znaczenia były także zakrojone na szeroką skalę manewry wojskowe oraz wysłanie do koreańskich wybrzeży potężnego lotniskowca USS Ronald Reagan.

Reklama

Retoryka siły

We wrześniu 2017 r., po raz pierwszy przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, prezydent Trump stwierdził, że „Człowiek Rakieta” prowadzi samobójczą misję zarówno dla siebie, jak i dla swojego reżimu. – Stany Zjednoczone są bardzo silne i cierpliwe – powiedział. W kolejnych słowach użył jeszcze bardziej ostrego i zdecydowanego tonu. Zagroził, że jeżeli USA zostaną przez północnokoreański reżim zmuszone do obrony siebie lub swoich sojuszników, to nie pozostanie im nic innego, jak tylko całkowite unicestwienie Korei Północnej. Wtedy demokraci krytykowali go, sugerując nieodpowiedzialną retorykę. Bili na alarm, twierdząc, że takie wypowiedzi mogą doprowadzić do konfliktu i rozlewu krwi na Półwyspie Koreańskim. Kiedy jednak Reagan określał Związek Sowiecki mianem „Imperium Zła”, miałcy politycy spod znaku ustępstw i słabości również obawiali się wybuchu III wojny światowej. Historia pokazała, że mylili się wówczas równie mocno jak ich dzisiejsi odpowiednicy.

Tworząc historię

Po 65 latach od zakończenia wojny koreańskiej, 12 czerwca 2018 r., w relacjach na linii Waszyngton – Pjongjang doszło do historycznego momentu. Organizowany w hotelu Capella na wyspie Sentosa w Singapurze szczyt Trump-Kim stał się faktem. W ten sposób amerykański przywódca realizuje kolejny krok w drodze do zażegnania zagrożenia płynącego ze strony Korei Północnej. W trakcie bilateralnych negocjacji prezydent USA Donald Trump podpisał z dyktatorem Kim Dzong Unem specjalne porozumienie, w którym obaj przywódcy zobowiązali się ustanowić nowe relacje między swoimi krajami oraz współpracować w celu zbudowania trwałego i stabilnego pokoju w regionie. Umowa zakłada także podjęcie wspólnych wysiłków na rzecz całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Waszyngton zobowiązał się ponadto zapewnić gwarancję bezpieczeństwa dla komunistycznego reżimu z Pjongjangu. Sygnatariusze umowy mają także współpracować w kwestii identyfikacji i wymiany szczątków żołnierzy, którzy polegli w wojnie koreańskiej oraz których uznano za zaginionych. Obie strony wyraziły chęć i gotowość do odbycia kolejnych spotkań bilateralnych w najbliższej przyszłości w celu wprowadzenia w życie postanowień wypracowanych na szczycie.

Koniec manewrów?

Na odbywającej się po spotkaniu konferencji prasowej prezydent Trump zapewnił, że dotychczasowe amerykańskie sankcje nałożone na Koreę Północną pozostają w mocy. Wyraził również przekonanie, że chciałby kiedyś sprowadzić amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Półwyspie Koreańskim do domu. Zastrzegł jednak, że nie było o tym mowy w trakcie negocjacji. Trump ogłosił także koniec wspólnych manewrów wojskowych, które USA przeprowadzały do tej pory razem z sojuszniczą Koreą Południową. Północnokoreański reżim od zawsze określał je mianem „prowokacyjnych”. Ku zdziwieniu niemalże wszystkich, dokładnie tego samego słowa do ich opisania użył Trump, dodał ponadto, że ich zakończenie pozwoli zaoszczędzić ogromne sumy pieniędzy. Tym samym gospodarz Białego Domu ściągnął na siebie falę krytyki. Tym razem już nie tylko ze strony Demokratów, ale również niektórych polityków republikańskich, m.in. senatora Lindsey’a Grahama. Wyraził on przekonanie, że co prawda popiera wstrzymanie manewrów, jako pewnego rodzaju gest dobrej woli wobec Korei Północnej, jednak za poważny błąd uważa określanie ich mianem „prowokacyjnych” oraz „bardzo kosztownych”. Senator podkreślił, że pieniądze wydane na wspólne ćwiczenia militarne Ameryki z jej sojusznikami zawsze są pieniędzmi dobrze wydanymi. Krytycy prezydenta USA ostrzegają, że odwołując manewry wojskowe, Trump poszedł na zbyt duże ustępstwa wobec reżimu Korei Północnej, jednocześnie dostał w zamian ze strony Kim Dzong Una jedynie puste obietnice bez żadnego pokrycia. Mój rozmówca jest jednak innego zdania.

– Myślę, że prezydent Trump jest bardzo dobrym negocjatorem. Manewry wojskowe można łatwo odwołać i tym samym dać Kimowi coś, co wygląda na pokaźny gest. Równie łatwo można je jednak reaktywować, gdyby północnokoreański dyktator zaczął sobie znowu pogrywać. To świetny ruch Donalda Trumpa – mówi „Niedzieli” Rocco Spencer, emerytowany major U.S. Army: – Zobacz, robię wobec ciebie gest. Hej, znowu zaczynasz fikać? W takim razie za chwilę możesz mieć 75 tys. amerykańskich żołnierzy ćwiczących tuż pod twoimi drzwiami. To wszystko w zaledwie 72 godziny – dodaje.

Według Spencera, nie kto inny jak prezydent Trump powinien przypisywać sobie zasługi za doprowadzenie do historycznego spotkania z Kim Dzong Unem. Spotkania, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się zupełnie nieprawdopodobnym scenariuszem.

Pokojowy Nobel?

Poprzednie amerykańskie administracje nie potrafiły skutecznie zatrzymać nuklearnego programu Korei Północnej ani też zastopować kolejnych i coraz bardziej zaawansowanych prób rakiet balistycznych Pjongjangu. Jak się okazuje, obecny prezydent USA potrzebował zaledwie nieco ponad roku, by osiągnąć to, czego przez dwie kadencje nie mogli dokonać Bill Clinton, George W. Bush oraz Barack Obama. Ten ostatni wycofał większość sił USA z Iraku, zachęcony przyznaną z góry Pokojową Nagrodą Nobla. Dzisiaj wielu komentatorów zwraca uwagę, że doprowadzając do historycznego szczytu z północnokoreańskim przywódcą, Trump zdecydowanie bardziej zasłużył sobie na wyróżnienie przez norweski Komitet Noblowski. Podobną opinię wyraził m.in. prezydent Korei Południowej Moon Jae-in. Na początku maja br. grupa kilkudziesięciu republikańskich kongresmenów w specjalnym liście do norweskiego Komitetu Noblowskiego oficjalnie nominowała Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla. Niedługo po zakończonym szczycie w Singapurze uczyniło to również dwóch polityków z norweskiej narodowo-konserwatywnej i neoliberalnej Partii Postępu. Jeżeli Komitet Noblowski podzieli te opinie, Trump ma szansę zostać 5. amerykańskim prezydentem, który obok Obamy, Cartera, Wilsona i Roosevelta dostąpi tego zaszczytu.

Post factum

Doprowadzając do historycznego szczytu w Singapurze, prezydent USA ewidentnie triumfuje, choć na próżno szukać potwierdzenia tego faktu w lewicowych mediach głównego nurtu. Z drugiej jednak strony wraca ze szczytu z pustymi deklaracjami. Wielu ekspertów powątpiewa w to, że Kim Dzong Un dotrzyma słowa w sprawie denuklearyzacji i zrezygnuje ze swojej najmocniejszej karty przetargowej, czyli broni nuklearnej. Tej samej, której posiadanie utorowało mu przecież drogę na najważniejsze salony polityczne świata. Donald Trump wrócił jednak ze szczytu w przekonaniu, że Kim Dzong Un dotrzyma warunków umowy. Z dumą ogłosił, że Korea Północna nie stanowi już zagrożenia nuklearnego, a Amerykanie mogą wreszcie spać spokojnie. Takie wypowiedzi przywodzą jednak na myśl rok 1938, kiedy to brytyjski premier Neville Chamberlain ogłosił po negocjacjach z Hitlerem, że oto zapewnił Europie pokój. Problem w tym, że owe negocjacje polegały de facto na kolejnych ustępstwach wobec III Rzeszy, i zaledwie rok później po obiecanym pokoju nie było śladu. Sam Trump przyznał jednak na antenie stacji ABC, że choć teraz wierzy przywódcy z Pjongjangu, to w przyszłości może się okazać, że w tej ocenie się pomylił i będzie musiał przyznać się do błędu. Faktem pozostaje jednak ogromny sukces administracji Trumpa, czyli doprowadzenie do historycznego porozumienia. Może się ono okazać kluczowym preludium w drodze do faktycznego rozbrojenia nuklearnego Korei Północnej i zapewnienia pokoju w regionie. Jeżeli tak się właśnie stanie, Donald Trump nie tylko może zagwarantować sobie reelekcję. Przejdzie również do historii jako mąż stanu i jeden z najlepszych prezydentów USA, bo jak sam powiedział: „Każdy może rozpocząć wojnę, ale tylko najbardziej odważni mogą wprowadzić pokój”.

Tagi:
polityka USA

Prezes NIK zaprzecza informacji o swojej rezygnacji

2019-10-15 19:50

Artur Stelmasiak

Informacja o dymisji prezesa Najwyższej Izby Kontroli jest zwykłym fake newsem. Zdementował ją osobiście także prezes NIK Marian Banaś.

Artur Stelmasiak

Wniosek o dymisję szefa NIK Mariana Banasia trafił do marszałka Sejmu – informowali po południu informatorzy Radia ZET; - czytamy na portalu radia ZET. Także w sejmie poseł Sławomir Nitras rozsiewał plotki i zorganizował

konferencję prasową w Sejmie, jakoby prezes NIK Marian Banaś złożył rezygnację z urzędu. - To fake news. Nic takiego nie wpłynęło – odpowiedziała chwilę później Marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Tygodnik "Niedziela" skontaktował się osobiście z Marianem Banasiem, czy informacja o rezygnacji z urzędu jest prawdziwa. Prezes NIK stanowczo zaprzeczył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Guzdek: ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła

2019-10-19 21:12

ar / Warszawa (KAI)

Ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - powiedział biskup Józef Guzdek w 35. rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Eucharystia w intencji kanonizacji kapelana Solidarności, odbyła się w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.

Łukasz Krzysztofka

Rozpoczynając uroczystą Mszę św. kard. Kazimierz Nycz, dokonał poświęcenia kaplicy, w której wystawiono relikwie sutanny jaką miał na sobie męczennik w momencie śmierci.

Metropolita warszawski podkreślił, że wierni upamiętniają dziś dzień narodzin ks. Popiełuszki dla nieba - To jednoczenie dzień jego męczeńskiej śmierci w obronie godności człowieka, obronie naszej Ojczyzny i ewangelicznej zasady “zło dobrem zwyciężaj” - powiedział.

Duchowny przypomniał, że kapelan Solidarności wielokrotnie zaznaczał, że jego mistrzami, od których uczył się głoszenia Ewangelii, są Jan Paweł II i kard. Wyszyński. Kard. Nycz zauważył, że ks. Popiełuszko wyprzedził swoich mistrzów w drodze na ołtarze. – Wiemy jednak, że 10 lat po beatyfikacji ks. Jerzego będziemy mieć beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo tych trzech wielkich postaci módlmy się za Kościół polski, za naszą Ojczyznę, z prośbą o siłę dla tych, którzy nią kierują – zaapelował.

Homilię wygłosił bp Józef Guzdek. Ordynariusz wojskowy zauważył, że w momencie kiedy większość narodów po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczało pokoju, w Polsce nadal “panoszyło się zło”, a “brat wydawał brata na śmierć”. - W takich czasach zajaśniał blask ks. Jerzego Popiełuszki, który jako kapłan był gorliwym obrońcą wiary i godności człowieka. Zawsze stosował się do słów Jezusa “zło dobrem zwyciężaj” - podkreślił, dodając, że kapelan Solidarności był uosobieniem dobroci oraz cierpliwości, i zawsze powtarzał, że przemoc jest oznaką słabości, nie siły.

- Dziś kiedy wspominamy rocznicę śmierci ks. Jerzego, możemy stwierdzić, że walka ze złem nie należy do przeszłości – stwierdził biskup polowy. - W wielu rejonach świata deptane są podstawowe prawa człowieka, o które walczył nasz błogosławiony męczennik – dodał.

Duchowny zauważył, że wciąż trzeba walczyć w obronie najsłabszych np. o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zdaniem bp. Guzdka żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nazywać zła po imieniu, z obawy, że ktoś poczuje się dotknięty. Nie można czegoś nazwać grzechem, mimo, że katolicy niejednokrotnie spotykają się z pogardą i profanacją tego co dla nich święte.

- Niezwykle potrzebne jest dziś spotkanie z ks. Jerzym, który uczy nas, że złu nie można ulegać i wyrażać na nie zgody. Mamy wypowiadać słowa prawdy, gdy inni milczą – podkreślił duchowny.

Biskup wspomniał, że ks. Popiełuszko niejednokrotnie powtarzał “oni mnie zabiją”, dodając, że rolą księdza jest głosić prawdę, a jeśli trzeba, cierpieć za nią, a nawet oddać życie. ”Jestem gotów na wszystko” – deklarował wówczas. Podkreślał, że aby zachować godność człowieka nie można odnosić się do przemocy, która jest przejawem słabości.

Ordynariusz polowy wspomniał również, że ks. Popiełuszko przestrzegał przed niechrześcijańskim radykalizmem i wykluczeniem kogokolwiek - Nie dążył do budowania ekskluzywnej wspólnoty. Podkreślał, że jego kazania nie są przeciw komuś, że walczy z systemem zła, a nie z człowiekiem. Mówił: “To co robię to nie polityka, moja bronią jest prawda. Prawda i miłość” - zaznaczył.

- Świadkowie jego życia mówili, że potrafił wyjść z kawą do śledzących go funkcjonariuszy SB, mówiąc, że to nie ich wina, że tu stoją. Niektórzy chcieli żeby piętnował po nazwisku swoich prześladowców, ale ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - wspominał biskup Guzdek.

Zdaniem duchownego dzisiejsza uroczystość jest okazją do “zawstydzenia” niektórych wiernych i przemyślenia, czy Kościół stara się dotrzeć do wszystkich ludzi nikogo nie wykluczając.

- W pluralistycznym społeczeństwie zawsze znajdą się nurty przeciwne Kościołowi i trzeba reagować, ale nie każda reakcja jest zgodna z duchem Ewangelii – zauważył duchowny. Dodał, że jeśli “oburzenie stanie się sposobem duszpasterstwa” to wierni i księża przestaną być apostołami, a staną się inkwizytorami.

- Ks. Popiełuszko nigdy nie zdradził prawdy, nawet za cenę męczeńskiej śmierci. Był orędownikiem przebaczenia i pogodzenia zwaśnionych stron – zaznaczył biskup, pytając wiernych czy przed przystąpieniem do Komunii będą mogli z czystym sercem wypowiedzieć słowa: “I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. - Te słowa są dziś weryfikacją prawdy o naszym chrześcijaństwie – stwierdził.

- Błogosławiony księże Jerzy męczenniku! Uczyń wyznawców Chrystusa apostołami prawdy, przebaczenia i pojednania. Błogosław nam i naszej umiłowanej Ojczyźnie – zakończył biskup Guzdek.

Po Eucharystii nastąpiło uroczyste złożenie wieńców przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

***

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z “Solidarnością” i robotnikami. Podczas Mszy za Ojczyznę sprawowanych w kościele św. Stanisława Kostki na stołecznym Żoliborzu publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie – zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą “zło dobrem zwyciężaj” – przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu.

19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW. Po brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka. Został pochowany na placu przed kościołem św. Stanisława Kostki, gdzie był duszpasterzem. W pogrzebie ks. Popiełuszki uczestniczyły setki tysięcy ludzi.

Ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. podczas Mszy św. na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Obecnie trwa jego proces kanonizacyjny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Generał Salezjanów w Łodzi

2019-10-20 22:05

Piotr Drzewiecki

- Wszystko w życiu zależy od miłości z jaką się żyje i z jaką się wszystko czyni – mówił następca księdza Jana Bosko ks. Ángel Fernández Artime SDB, dziesiąty Przełożony Generalny Zakonu Salezjanów. Odwiedził on Łódź, z racji 100-lecia istnienia Inspektorii Warszawskiej Salezjanów w Polsce, gdzie spotkał się z uczniami, pracownikami, wolontariuszami Oratorium oraz kapłanami i siostrami salezjankami.

Piotr Drzewiecki

Podczas jubileuszowej Mszy świętej Ksiądz Generał modlił się za całą wspólnotę salezjańską w Polsce. - Możemy dziękować Bogu za bardzo wiele. Wielka rodzina salezjańska przez te 100 lat ofiarowała Bogu bardzo wiele i dziś dziękujemy Bogu, że to wszystko stało sie możliwe. Musimy kontynuować to dzieło dla młodych i marzyć jakie będą te kolejne lata. Bo wszystko w życiu zależy od miłości z jaką się żyje i z jaką się wszystko czyni. Nasi współbracia czasem ofiarowali bardzo wiele, ofiarowali siebie ,by kochać. Co zrobił Jezus? - kochał! Ksiądz Bosko chciał, by w życiu jego młodzieży działo sie dobro! Dla ich dobra był w stanie znieść wszystkie poświęcenia. Nasza przyszłość zależy od miłości z jaką będziemy stawać pośród naszej młodzieży(…). Jeśli ktoś jest prawdziwym salezjaninem, będzie szukał tylko waszego dobra, widząc was szczęśliwymi tutaj, a potem w Niebie. Jedyne co potrzebujemy to mieć was pośród siebie! Pragniemy waszego dobra, zależy nam na was. Razem możemy żyć życiem Boga – mówił ks. Artime.

Zobacz zdjęcia: Generał Salezjanów w Łodzi

Następnie wszyscy goście i uczniowie uczestniczyli w agapie, po której w auli szkolnej Ksiądz Generał wraz z najmłodszymi uczniami pokroił jubileuszowy 100-kilogramowy tort. Wcześniej ks. Generał spotkał się z uczniami i nauczycielami Salezjańskiej Szkoły Podstawowej. W radosnej atmosferze, wypełnionej występami i rozmowami, najmłodsi jeszcze bliżej poznali charyzmat wspólnoty salezjańskiej.

Na zakończenie pobytu w Łodzi, ks. Ángel Fernández Artime wręczył różance uczniom klas trzecich Salezjańskiej Szkoły Podstawowej, którzy w 2020 roku przystąpią do I Komunii Świętej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem