Reklama

Siostra Józefa od Biblii, matematyki i człowieka

2018-06-20 08:09

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 25/2018, str. IV

Zdjęcia: Archiwum Sióstr Urszulanek
Śp. s. Józefa Jezierska

Pielgrzymka s. Józefy Jezierskiej dobiegła końca. Życie miała piękne i bogate. Pomnażając swoje talenty chętnie się nimi dzieliła – za to z pewnością Pan Bóg ją wynagrodzi. Bądźmy wdzięczni losowi, że dane nam było z jej obecności i talentów korzystać – mówił prof. Roman Duda w mowie żegnającej zmarłą s. prof. Józefę E. Jezierską, urszulankę Unii Rzymskiej, w dniu pogrzebu

Urodzona w Bydgoszczy 9 września 1935 r., zmarła w 83. roku życia 31 maja 2018 r., w poranek Bożego Ciała we Wrocławiu. Była kobietą wszechstronną. Uwielbiała Biblię, nauki ścisłe i muzykę. Z dyplomem ukończenia Wydziału Matematyczno-Fizyczno-Chemicznego na Uniwersytecie w Poznaniu mogła już czuć się spełniona, a jednak w 1969 r. została studentką w PWT we Wrocławiu (miała wtedy 49 lat), a potem wykładowcą, po habilitacji kierownikiem Katedry Egzegezy Ksiąg Nowego Testamentu, aż wreszcie, w 2004 r., uzyskała tytuł profesora nauk teologicznych jako pierwsza kobieta w Polsce. Ale jeszcze rok wcześniej, w 2003 r., gdy w Koszalinie ukonstytuowało się Stowarzyszenie Biblistów Polskich została członkiem Zarządu aż na dwie kadencje, jako jedyna kobieta w tym gremium. Równocześnie zaproszono ją do pracy w Sekcji Biblijnej KEP. Dziś Stowarzyszenie Biblistów Polskich liczy 317 członków, s. Józefa miała legitymację z numerem 4.

Pozostawiła po sobie wiele dobrych, pełnych wzruszeń wspomnień. Udało jej się tak żyć, że zostanie nie tylko zapamiętana, ale będzie inspirować, zapalać, wciąż ciągnąć w górę tych, którzy tracą siły. Od 1966 r. uczyła matematyki i fizyki w Liceum Ogólnokształcącym Sióstr Urszulanek we Wrocławiu i przez 37 lat była dyrektorką tej szkoły. Uczennice we wspomnieniach są jednomyślne: dla s. Józefy najważniejszy po Bogu był człowiek. Po skończeniu szkoły chętnie odwiedzały właśnie ją. Wpadały na chwilę rozmowy, po porady. Te, które wyjechały z Wrocławia, dopytywały o Siostrę. Nawet na forum internetowym szkoły można do dziś znaleźć wpisy – pytania o Siostrę Dyrektor. Krystyna Schwarzer-Litwornia pisze: „Któż nie pamięta Siostry Józefy! Byłam i jestem pełna podziwu i szacunku dla tego, jak Siostra Józefa umiała przeprowadzić ten «okręt» przez wszystkie burze i sztormy ostatnich lat. Do jakiego rozkwitu go doprowadziła. Takiego «Kapitana» życzę szkole w przyszłości”.

Okręt urszulańskiego liceum prowadziła od 1970 r., a więc w czasach niełatwych dla szkół katolickich. Pod jej wodzą szkoła przetrwała stan wojenny i czas peerelowskich represji. Mówiła, że szkoła wyrosła z potrzeby, z życia, ale też wprowadza w życie – a to jej najważniejsze zadanie. W 1995 r., gdy liceum obchodziło jubileusz 50-lecia, s. Józefa podkreślała, że szkoła urszulańska chciała i chce pomagać uczennicom w rozwoju ich osobowości, po to, by one same stały się zaczynem Ewangelii.

Reklama

– Szkoła chce pomóc wychowankom przygotować się do podjęcia zadań czekających je w życiu Kościoła, w służbie dla Ojczyzny, w rodzinach. W ciągu tych lat wiele się zmieniło, tego nie da się ukryć i nie zauważyć – mówiła. Pojawiły się kalkulatory, komputery, internet i inne techniczne udogodnienia, trudności w pracy wychowawczej nie tylko się zmieniły, one się nawet zwiększyły. A jeżeli do tego dodamy zapracowanie rodziców, ich ciągłą troskę o zabezpieczenie bytu materialnego rodzinie, możemy powiedzieć, że wychowywanie jest trudniejsze niż w latach zaraz po wojnie – tłumaczyła wyprzedzając obserwacje współczesnych psychologów.

S. Józefa zmarła w poranek Bożego Ciała. Gdy mijałam klasztor Sióstr Urszulanek po zakończonej procesji, nie wiedziałam, że za murami przy pl. Nankiera już dokonało się to najważniejsze w życiu człowieka Spotkanie. Ale s. Józefa była na nie gotowa. Podkreślał to ks. prof. Mariusz Rosik w homilii wygłoszonej w czasie Mszy św. pogrzebowej. Nawiązując do sceny Ostatniej Wieczerzy, w której Jezus ma świadomość, że następnego dnia o tej porze będzie już po wszystkim, kieruje do uczniów testamentalne słowa: Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. – Droga? Droga tylko wtedy ma sens, jeśli prowadzi do jasno określonego celu – do nieba. Głęboko wierzę, że tam zaprowadziła s. Józefę – mówił. Prawda? Życie w grzechu jest kłamstwem. S. Józefa umiłowała prawdę od najmłodszych swoich lat, przylgnęła do Jezusa i tak pozostało aż do ostatnich chwil. Życie? Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne – mówi Jezus. Czy to przypadek, że Siostra odeszła w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Ciała, którym karmiła się każdego dnia? To otwiera jej drogę do życia i do nieba – zapewnił ks. Rosik, który przecież dobrze ją znał...

Tagi:
zakonnica

Sześćdziesiąt lat służby

2019-03-27 11:10

Magdalena Kowalewska
Edycja warszawska 13/2019, str. V

Z s. Adrianą Czernecką ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej rozmawia Magdalena Kowalewska

Magdalena Kowalewska
S. Adriana Czernecka

Magdalena Kowalewska: – Jak zareagowała Siostry mama, gdy dowiedziała się o tym, że jej córka będzie zakonnicą?

S. Adriana Czernecka: – Bardzo przeżywała. Płakała. Powiedziałam jej: „Mamuś, masz sześć córek, więc jedną możesz Panu Bogu ofiarować”. Mama przekazała nam wiele miłości i dobra. Uczyła nas wiary. Była wzorem dla nas. Codziennie śpiewała Godzinki, a także „Kiedy ranne wstają zorze”. Pochodzę z rodziny, gdzie było dziewięcioro dzieci. Tato zmarł w wieku 49 lat. Mama przez wiele lat wychowywała nas sama.

– Po sześćdziesięciu latach życia zakonnego nie żałuje Siostra decyzji o wybraniu tej drogi?

– Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć Kto mnie posłał i dlaczego.

– Były jakieś kryzysy?

– Tak, szczególnie wtedy, kiedy zmywałam naczynia i upuściłam na podłogę tacę z naczyniami, które się potłukły. Było mi wstyd i chciało mi się płakać. Nie wiedziałam, co dalej będzie. Pomyślałam, że może je odkupię... Jednak nie uczyniłam tego, musiałam się przyznać.

– Każdemu zdarza się potłuc talerze...

– Zgadza się. Ale mnie chodziło o pracę nad sobą, zdobywanie różnych cnót. Obowiązki w nowicjacie nie należały do najłatwiejszych. Nieraz zapłakałam. Wydawało mi się czasami, że nie podołam.

– Później przydało się to doświadczenie?

– Zgadza się. Ciągle się uczę. Nie ma wieku, w którym nie można byłoby się uczyć. Nawet, gdy skończy się 84 lata (śmiech). Ciągle należy pracować nad sobą. Dlatego ciągle coś robię, ciągle się szkolę...

– W tym wieku szkolenia?

– Prowadzę comiesięczne szkolenia wolontariatu dla młodzieży i osób dorosłych. Oprócz tego opiekuję się chorymi i starszymi osobami. Tutaj na Żoliborzu nasz Parafialny Zespół Charytatywny opiekuje się 90 osobami. Zajmuję się różnymi osobami i tymi leżącymi w łóżku, i tymi, którzy są chorzy np. na Alzheimera... Opiekuję się też takimi paniami, które mają 100 lat i więcej. Zanim jeszcze wstąpiłam do zakonu, kierowałam się mottem: „Usłuż najbardziej cierpiącemu i potrzebującemu”.

– Te osoby muszą być bardzo wdzięczne.

– Odwdzięczają się modlitwą, dobrym słowem, a czasami nawet jakąś ofiarą. Ja im wtedy mówię, że pracuję za niebieskie dolary, a nie te ziemskie (śmiech). Posługuję z pasją i oddaniem. Po prostu to kocham. Nazywam te osoby „starszą młodzieżą”. Od prawie 15 lat organizuję tzw. turnusy dla seniorów. Zabieram ich do księży orionistów do Brańszczyka, organizujemy tam różne wieczory poetycko-taneczne. Zamawiam pogodę i jeździmy w różne miejsca.

– Ma Siostra układy tam na górze...

– Ano mam. Raz tylko padało przez te lata, kiedy byliśmy w Zuzeli. Ostatnio płynęliśmy Bugiem do Kamieńczyka, a potem pojechaliśmy do pobliskiego Loretto.

– Dlaczego wybrała Siostra Służebniczki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej?

– Zawsze chciałam służyć drugiemu człowiekowi. Siedem lat rozeznawałam swoje powołanie. Byłam pełna zapału, dlatego też chciałam pełnić apostolską posługę. Miałam 23 lata, gdy wstąpiłam do służebniczek starowiejskich. Wcześniej pracowałam w sklepach spożywczych, a potem prowadziłam sklep z toruńskimi piernikami oraz wedlowskimi słodkościami, gdzie pełniłam funkcję kierowniczą. W sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki jestem już 17 lat, wcześniej byłam w Łodzi, gdzie również prowadziłam zespół charytatywny. Podczas mojej posługi zakonnej byłam w kilkunastu placówkach w różnych miastach: Gdańsku, Szczecinie czy Kaliszu. Zajmowałam się pracą charytatywną, opieką nad starszymi, a także katechizowałam młodzież. Zawsze miałam żyłkę nauczycielską, ponieważ w rodzinie mieliśmy wielu nauczycieli. Lubiłam przez 38 lat pracę w szkolę. Z dziećmi i młodzieżą przygotowywałam różne przedstawienia. Rodzice i uczniowie bardzo mnie lubili, mimo że byłam wymagająca. Nazywali mnie „Piła” (śmiech). Warto było inwestować w edukację tych młodych osób. Co więcej, przygotowywałam często rodziców, dorosłe osoby, do przyjęcia chrztu, bierzmowania i zawarcia sakramentu małżeństwa. Obecnie również prowadzę takie katechezy, a także prowadzę przy parafii św. Stanisława Kostki klub seniora „Przyjaciel”.

– Co Siostra robi w wolnym czasie?

– Trzeba zapytać, kiedy ja mam wolny czas... (śmiech). Siostra przełożona mówi mi, że powinnam po południu kłaść się na krótką drzemkę, bo mam za krótkie noce. Śpię po kilka godzin. Gdy mam ciszę, piszę artykuły. Ostatnio napisałam o 27. Światowym Dniu Chorego, którego hasłem były słowa: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10, 8). Wydrukowałam je na jubileuszowym obrazku. Przez te 60 lat posługi dostałam tyle łask, błogosławieństwa, Bożej pomocy... Za darmo to otrzymałam, niczym sobie nie zasłużyłam. Dlatego też powinnam „darmo dawać”.

– Co Siostrze daje siłę?

– Codzienna Eucharystia. Jeśli mogę, uczestniczę we Mszy św. nawet dwa razy dziennie. Wiele osób też modli się za mnie.

– Jak przeżywa Siostra Wielki Post?

– Poszczę w środy, piątki i soboty. Nie jem wtedy mięsa. W Wielkim Poście zrezygnowałam też ze słodkości. Codzienna Msza św., Różaniec, Koronka... Jestem ciągle w obecności Pana Boga. Zawsze trzeba w górę iść, gdy męczy życie. A gdy przyjdzie w boju paść, to paść na szczycie (uśmiech).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polska katolicka w liczbach

2016-04-20 17:53

Tomasz Wiścicki / Warszawa / KAI

W ostatnich latach wyraźnie wzrósł odsetek ludzi deklarujących się jako głęboko wierzące – z 10 do 20%. Równocześnie zwiększył się procent ludzi deklarujących się jako niezdecydowani - z 6,0 do 10,3%. Mimo to Polska jest - w sensie praktyk - najbardziej religijnym krajem Europy.

blvdone/pl.fotolia.com

Ogólna struktura wyznaniowa

Polska jest krajem wyjątkowo jednolitym wyznaniowo. Procent katolików (osób ochrzczonych w Kościele katolickim) jest bardzo wysoki. W 2014 r. katolicy stanowili 91,9% ludności (32,9 mln z 35,8 mln ogółem). Spadek liczby katolików w latach 1983-2011 wyniósł ok. 4%.

W spisie powszechnym z roku 2011 ogromna większość – 87,58% – zadeklarowała przynależność do Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. Według deklaracji spisowych, prawosławni stanowią 0,41%, świadkowie Jehowy – 0,36%, luteranie – 0,18%, grekokatolicy – 0,09%, zielonoświątkowcy – 0,07%, mariawici – 0,03%, inni – 0,15%, nienależący do żadnego wyznania – 2,41%. Odpowiedzi na pytanie o wyznanie odmówiło 7,10%.

Biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice

Katolicki Episkopat Polski stanowi 153 biskupów (łącznie z biskupami seniorami, czyli emerytowanymi), w tym 4 kardynałów. W 1990 r. było 106 biskupów, w tym 3 kardynałów. Wzrost liczby biskupów wynika przede wszystkim ze zwiększenia liczby diecezji bullą Jana Pawła II „Totus Tuus Poloniae Populus” z 1992 r., której celem było zbliżenie Kościoła hierarchicznego do wiernych.

Liczba księży katolickich w Polsce wynosiła w 2014 r. 31 tys. W 2010 r. jeden ksiądz przypadał na 1236 wiernych. W ciągu ostatnich lat księży w Polsce – inaczej niż w innych krajach europejskich – systematycznie przybywało: w 1990 r. było ich 23 099, w 1998 – 26 879, w 2008 – 29 928. Przeciwna jest tendencja zmian liczby alumnów w seminariach – ich liczba maleje, w ostatnich latach dość szybko. W 2015 do kapłaństwa przygotowywało się 3571 seminarzystów, natomiast w roku 1990 – 8122, w 1998 – 6673, w 2002 – 6737, a w 2006 – 6038. W roku 2015/2016 do seminariów wstąpiło 748 kandydatów – w seminariach diecezjalnych o 7% mniej niż rok wcześniej, w zakonnych o 2%. Największa względna liczba alumnów na 100 tys. katolików przypada na regiony tradycyjnie religijne, jak Małopolska i Podlasie, czyli południowo-wschodnia i wschodnia część Polski. Najgorzej pod tym względem jest w metropolii łódzkiej oraz na północnym zachodzie Polski. W związku z malejącą liczbą powołań kapłańskich maleje liczba wyświęcanych rocznie księży. W 1992 r. było ich 768, w 1996 – 627, w 2004 – 588, a w 2011 – 481.

Polscy księża są stosunkowo młodzi, zwłaszcza na tle innych krajów Europy – w 2010 r. ponad połowa (57,7%) miała mniej niż 50 lat. W ostatnich latach, w związku ze spadkiem liczby powołań, wiek księży powoli rośnie – w 2005 r. kapłanów do 50 lat było 61,4%.

Zakonników było w 2013 r. 12 291. Ich liczba przez wiele lat rosła (1980 – 9327, 1991 – 12 39, 1885 – 13 182), potem się ustabilizowała (2000 – 13 096, 2005 – 13 197), aby następnie ulec pewnemu zmniejszeniu. Najliczniejsze zakony w Polsce to franciszkanie, salezjanie, franciszkanie konwentualni, pallotyni i jezuici. Najwięcej alumnów jest także u franciszkanów, salezjanów i jezuitów.

Liczba sióstr zakonnych systematycznie, choć powoli maleje. W roku 2013 było ich w Polsce 19 037, podczas gdy w 1990 – 26 081, w 1994 – 24 985, w 1998 – 25 424, a w 2006 – 23 039. W 2013 r. do złożenia ślubów przygotowywało się 501 kandydatek. W latach 1991-2005 ubyło 200 żeńskich domów zakonnych. Spadek ten nie dotyczy klasztorów klauzurowych, których w tym okresie przybyło 17.

Struktura Kościoła katolickiego

Kościół katolicki w Polsce dzieli się organizacyjnie na 14 metropolii łacińskich, w których skład wchodzi 41 diecezji i Ordynariat Polowy Wojska Polskiego oraz jedną metropolię greckokatolicką, dzielącą się na dwie diecezje. W 2011 r. w Polsce było 11 019 parafii katolickich. Na jedną przypadało średnio 3162 wiernych. Dwadzieścia lat wcześniej parafii było 9883, w jednej było średnio 3682 katolików.

Kościół greckokatolicki szacuje liczbę swych wiernych w Polsce na 55 tys. W spisie powszechnym z roku 2011 przynależność do tego Kościoła zadeklarowało 33 tys. osób. W 2011 r. w 135 parafiach pracowało łącznie 77 księży, 5 alumnów uczyło się w seminariach. Liczba sióstr zakonnych wynosiła 91.

W Polsce istnieje też nieliczna, szacowana na 600-650 osób, grupa katolików obrządku ormiańskiego. Trzech księży posługuje w trzech ormiańskich parafiach katolickich. Około 300 wyznawców na Kościół neounicki obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w jedynej w Polsce parafii.

Sakramenty i inne praktyki w Kościele katolickim

W Kościele katolickim w Polsce stopniowo maleje liczba udzielanych chrztów – z 569 tys. w roku 1990 do 370 tys. w 2014, a więc prawie o jedną trzecią. Wynika to w dużej mierze z ogólnego spadku liczby dzieci – chrzczone są niemal wszystkie dzieci. Maleje też liczba pierwszych komunii. W 1990 r. było ich 610 tys., w 2014 – ok. 210 tys.

Zmalała liczba zawieranych katolickich małżeństw. Na początku ostatniej dekady XX w. było ich ponad 200 tys. rocznie, w oku 2014 132 tys.

Względnie stały, mimo okresowych fluktuacji, i bardzo wysoki pozostaje procent przystępujących do spowiedzi przynajmniej raz w roku. W 1991 r. wynosił on 76,2%, w 2012 – 76,9%. Wobec powszechnego w Europie zaniku indywidualnej spowiedzi jest to fenomen wyróżniający Kościół w Polsce.

W ostatnich latach wyraźnie wzrósł odsetek ludzi deklarujących się jako głęboko wierzące – w latach 1991-2012 dwukrotnie, z 10 do 20%. Równocześnie zwiększył się procent ludzi deklarujących się jako niezdecydowani, ale przywiązani do tradycji religijnej (z 6,0 do 10,3%), obojętni (z 2,4 do 5,4%) i niewierzący (z 1,3 do 2,9%). W tym samy czasie spadł odsetek deklarujących praktyki religijne systematyczne (z 52,4 na 47,5%) i niesystematyczne (z 31,6 na 26,5%), wzrósł natomiast procent ludzi praktykujących rzadko (z 11,2 do 14,5%) i wcale (z 3,9 do 10,1%).

Podobny proces widoczny jest w deklaracjach dotyczących modlitwy. W okresie 1991-2012 odsetek ludzi deklarujących codzienną modlitwę zmalał z 62,0% na 53,2%, pozostając jednak na wysokim poziomie. Wyraźnie wzrósł procent ludzi niemodlących się wcale (z 2,1 do 6,6%), modlących się raz w roku i rzadziej (z 2,1 do 6,6%), kilka razy w roku (z 2,5 do 4,5%), kilka razy w roku (z 6,8 do 9,1%) i raz w miesiącu (z 3,4 do 5,7%), Tyle samo – 18,9% – deklaruje modlitwę raz w tygodniu.

W ciągu kilku ostatnich lat odsetek tzw. "dominicantes", czyli osób obecnych na niedzielnej Mszy św., i "communicantes", to znaczy przystępujących do Komunii św., pozostaje niezmienny. W latach 2008-2014 regularnie na Mszy bywa co niedziela ok. 40% katolików, a 16% przystępuje do Komunii św. W roku 2014 te wskaźniki wyniosły odpowiednio 39,1% i 16,3%.

Najwięcej katolików uczestniczy w niedzielnej Mszy w diecezjach południowo-wschodnich – tarnowskiej (70,1%), rzeszowskiej (64%) i przemyskiej (59,6%); najmniej w łódzkiej (24,8%) oraz północno-zachodnich: szczecińsko-kamieńskiej (24,9%) i koszalińsko-kołobrzeskiej (25,8%). Wcześniej stopniowemu, choć nieregularnemu spadkowi odsetka dominicantes towarzyszył wyraźnie rosnący procent communicantes. Ta ostatnia tendencja jeszcze się nasila, jeśli uwzględnimy spadek liczby uczestników Mszy. Oznacza to, że coraz większy procent uczestników Mszy przystępuje do Eucharystii.

Dla porównania, w 1980 r. we Mszy uczestniczyło ponad 50% zobowiązanych, a do Komunii św. przystępowało ok. 8%. Jeśli odniesiemy to do liczby uczestników Mszy – do Komunii przystępowało w 1980 r. 15%, a w 2010 – 40% obecnych. I w tym przypadku widać więc wyraźną zmianę: coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, ale ci, którzy w nim pozostają, czynią to coraz pełniej.

W kościelnych organizacjach wspólnotowych uczestniczyło w 2014 r. 8% wiernych. Wskaźnik ten w ostatnich latach powoli rósł – w 1993 r. wynosił nieco ponad 4%. Procent ten w różnych diecezjach różni się bardzo znacznie, w związku – co oczywiste – z ogólnym poziomem religijności. Najwyższy był na tradycyjnie religijnym południowym wschodzie Polski, w diecezjach przemyskiej (17,9%) i tarnowskiej (17,0%), oraz na wschodzie, najniższy – na terenach najbardziej zlaicyzowanych, w diecezji szczecińsko-kamieńskiej i łódzkiej (po 4,3%).

Jak można sądzić, maleje religijny „środek”, który przynależność do Kościoła odziedziczył, nie poświęcając jej więcej uwagi, na rzecz obu końców skali – świadomych wierzących, dla których wiara stanowi istotny układ odniesienia, i tych, którzy powoli od wiary i Kościoła się oddalają. Trzeba jednak podkreślić, że wskaźniki religijności pozostają wciąż – jak na dzisiejszą Europę – bardzo wysokie, a liczba zdeklarowanych niewierzących jest znikoma.

Akceptacja moralności katolickiej

W Polsce, jak w wielu innych krajach, znaczny odsetek ludzi deklarujących się jako katolicy nie akceptuje wskazań moralności, której naucza Kościół. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że w przypadku kilku istotnych kwestii odsetek ludzi przyjmujących nauczanie Kościoła wyraźnie rośnie. W latach 1991-2012 wzrósł procent ludzi odrzucających: przerywanie ciąży – z 36,7 do 64,6%, zdradę małżeńską – z 72,9 do 82,5%, seks przed ślubem kościelnym – z 21,7 do 30,9%, stosowanie środków antykoncepcyjnych – z 17,7 do 27,1%. Rozwody odrzucało poniżej połowy osób (1991 – 43,7, 2012 – 43,3%). Spośród kwestii moralnych, przed którymi Polacy stanęli w ostatnich latach, brak jest więc skali porównawczej umożliwiającej zbadanie długofalowej tendencji, eutanazję odrzuca 53,7%, a in vitro – 32,1% pytanych. Z drugiej strony, wyraźnie rośnie procent przekonanych o tym, że do założenia rodziny nie jest potrzebny ślub kościelny ani nawet cywilny. Pogląd ten w 1991 r. podzielało 2,7% ludzi, w 2012 – 8,8%.

Widać, że – tak jak w innych krajach europejskich – odrzucenie istotnych prawd moralności katolickiej jest dość częste, jednak pozostaje ono słabsze, nie tak powszechne jak gdzie indziej. Świadczy to o podleganiu tym samym prądom kulturowym właściwym dla współczesnej Europy, tyle że w znacznie słabszym stopniu. Zmiany w kierunku większej akceptacji zasad moralnych głoszonych przez Kościół przypisać można zapewne toczącym się w ostatnich latach burzliwym nieraz publicznym dyskusjom, w którym Kościół miał szansę zaprezentować swe nauczanie.

Działalność charytatywna Kościoła katolickiego

Kościół katolicki prowadzi w Polsce działalność charytatywną na największą skalę. W 2014 r. działało 835 kościelnych instytucji charytatywnych, prowadzących ok. 5 tys. dzieł. Najwięcej, bo 1372, zajmuje się pomocą dzieciom i młodzieży (kluby, świetlice), 897 – pomocą bezdomnym, 861 – pomocą doraźną (noclegownie, jadłodajnie).

Z pomocy charytatywnej Kościoła w 2014 r. skorzystało ok. 2,9 mln beneficjentów. Największy zasięg miała pomoc doraźna – prawie 1,2 mln beneficjentów, następnie pomoc żywnościowa – 650 tys., usługi medyczne – 442 tys.

Pomocą charytatywną zajmują się także organizacje parafialne. 12% działalności podejmowanej przez 60 tys. takich organizacji stanowi dobroczynność. Beneficjentami tej działalności w największym stopniu stanowią dzieci i młodzież (17%), ubodzy (16%), osoby w wieku emerytalnym (14%), niesamodzielne i chore (12%).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: coraz więcej profanacji, kościoły pozostaną otwarte

2019-05-22 07:21

vaticannews.va / Poitiers (KAI)

We Francji narasta liczba profanacji katolickich miejsc kultu. W samej archidiecezji Poitiers doszło w ostatnich trzech miesiącach do kilkunastu włamań do kościołów. Za każdym razem celem włamania było tabernakulum i profanacja Najświętszego Sakramentu.

iankelsall1/pixabay

Jak podkreśla miejscowy arcybiskup, czegoś takiego jeszcze w tym kraju nie było. Zdarza się to co raz częściej. Nie są to oczywiście prześladowania – dodaje abp Pascal Wintzer – ale profanacja Najświętszego Sakramentu zadaje realny ból kapłanom i wiernym.

Podkreśla on, że cyboria, w których przetrzymywane są konsekrowane hostie nie mają żadnej wartości. Agresorzy ugodzili jednak w to, co w każdym kościele jest najcenniejsze – mówi abp Wintzer. Podkreśla, że nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za te profanacje. Nie są znane motywy tego działania. Nie wyklucza, że może w nich chodzić o wymazanie chrześcijańskiej obecności.

- Nie chciałbym, by na skutek tych włamań zamknięto kościoły, bo doprowadziłoby to do wymazania chrześcijańskiej obecności. Tymczasem kiedy kościoły są otwarte, wielu ludzi chętnie je odwiedza i to nie tylko chrześcijanie. Różne są tego powody. Niektórzy ze względów estetycznych, inni znajdują w kościele ciszę, łatwiej jest im się skupić. Odnajdują w nich pokój ducha. Bardzo mi zatem zależy, by kościoły pozostałe otwarte. Trzeba zabezpieczyć niektóre przedmioty i to należy do obowiązku właściciela, czyli gminy. Można też zastanowić się nad usunięciem Najświętszego Sakramentu, jeśli kościół nie jest regularnie używany. Wolę takie rozwiązanie, niż całkowite zamknięcie kościoła - wyjaśnia arcybiskup Poitiers.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem