Reklama

Po śmierci robi więcej hałasu niż za życia

2018-06-27 09:37

Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 24-25

Maria Fortuna-Sudor/Niedziela
O. Roman Rusek powitał wszystkie grupy modlitwy uczestniczące w XVI czuwaniu

– W sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, w czasie czuwania Grup Modlitwy Ojca Pio, spotykamy się z Jezusem Miłosiernym, ale idziemy do Niego, do nieba, z Ojcem Pio – powiedział br. Mateusz Magiera OFMCap, rzecznik prasowy Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów – Prowincji Krakowskiej w trakcie XVI Czuwania z Ojcem Pio.

Tegoroczne spotkanie wpisało się w trwający Rok Ojca Pio, związany z dwiema okrągłymi rocznicami dotyczącymi świętego z San Giovanni Rotondo, który 100 lat temu otrzymał stygmaty, a pół wieku później przeszedł do domu Ojca. W ramach obchodów tych jubileuszy zostało zaplanowanych wiele ogólnopolskich wydarzeń: pielgrzymka, spotkania modlitewne oraz kongresy popularyzujące duchowość św. Ojca Pio.

Świadectwa

Jednym z takich wydarzeń było XVI Czuwanie z Ojcem Pio, na które do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach przybyło kilka tysięcy jego czcicieli, w tym Grupy Modlitwy Ojca Pio, z różnych stron Polski, ale także z Niemiec, Czech, ze Słowacji, z Wielkiej Brytanii. Br. Magiera przyznał, że stale wzrasta liczba grup modlitwy. I podkreślił: – Należący do nich nie tylko się modlą, co jest bardzo ważne, nie tylko studiują duchowość Ojca Pio, ale też aktywnie działają, pomagając chory i biednym.

Czcicieli św. Ojca Pio dane mi było poznać w sobotnie późne popołudnie i wieczór 16 czerwca br. Pani Lucyna z okolic Nowego Sącza przyznała, że na nocne czuwania przyjeżdża z mężem od kilku lat, a do Grupy Modlitwy Ojca Pio para trafiła jeszcze w narzeczeństwie. Wyznała: – Trwamy na modlitwie do świtu i czerpiemy z tych spotkań siłę do naszej codzienności. Zapewniła, że Ojciec Pio pomaga w życiu małżeńskim i rodzinnym. Podkreśliła: – Doświadczamy jego duchowego wsparcia, ale też różnego rodzaju pomocy doraźnej. Pani Lucyna przekonuje, że to niezawodny orędownik w niebie.

Reklama

Podobnego zdania są Bożena Fabia z koła nr 2 Towarzystwa Charytatywnego im. Ojca Pio w Kozach oraz Florian Grzybek z Koła nr 1 towarzystwa w Czechowicach-Dziedzicach. Pan Florian wyliczył: – Są uzdrowienia, wyjścia z kryzysów, a niektórzy mówią, że dopiero gdy trafili do Grupy Modlitwy, uzyskali pomoc, której długo szukali. Pani Bożena dodała: – Św. Ojciec Pio łączy ludzi, narody, pokolenia. A jego czciciele nie tylko się modlą, wspierają w grupie, ale też niosą pomoc potrzebującym. Przekonywała: – Ostatnio osoba chora na nowotwór została uzdrowiona. Sama też doświadczam tej formy wsparcia – powinnam jeździć na wózku inwalidzkim, a jednak św. Ojciec Pio działa i czyni cuda, i pomaga... Po chwili wyznała: – Kocham św. Ojca Pio, wielkiego przyjaciela naszego św. Jana Pawła II.

Prawda o charyzmacie

– Zostawiłam dom, a zanim tu przyjechałam, przerobiłam 40 kg truskawek – powiedziała, uśmiechając się z satysfakcją, Helena Gabryś. Mama czwórki dorosłych dzieci i babcia sześciorga wnucząt przyjechała na czuwanie z Tylmanowej. Podkreśliła, że często przebywa u córki w Wiedniu, gdzie w polonijnym środowisku także powstała Grupa Modlitwy Ojca Pio. – Myślę, że św. Ojciec Pio, którego od lat bardzo kocham, będzie nas wspierał w tych wszystkich trudnych sytuacjach, bo przecież nikomu ich nie brakuje – zauważyła.

– Zobaczmy, że Ojciec Pio to nie tylko spektakularne cuda – zwrócił uwagę br. Magiera i przekonywał: – To są nawrócenia wielu ludzi zainspirowanych życiem Ojca Pio, jego duchowością, przeżywających głębokie nawrócenie. Ojciec Pio prowadzi do Jezusa. Przyglądając się sylwetce świętego, jego życiu, wielu się nawraca. I to jest piękne! Zebrani w sanktuarium wysłuchali konferencji i świadectw, które wygłosili: br. Antonio Belpieda – kapucyn z Prowincji Foggia, do której należał Ojciec Pio, ks. Krzysztof Śliczny – asystent diecezjalny Grup Modlitwy Ojca Pio z diecezji kaliskiej i ks. Andrzej Liszka – moderator największej w Polsce Grupy Modlitwy Ojca Pio z Nowego Sącza. A o północy uczestniczyli w Eucharystii, którą sprawował kard. Stanisław Dziwisz wspólnie z kapłanami także licznie przybyłymi na czuwanie. Hierarcha wspomniał w homilii m.in. spotkanie ks. Karola Wojtyły ze znanym już wówczas stygmatykiem oraz ich późniejszą korespondencję. Podkreślił: – Prawda o charyzmacie i świętości Ojca Pio zwyciężyła, a pieczęcią na tej prawdzie były jego beatyfikacja i kanonizacja, przeprowadzone przez św. Jana Pawła II.

Wśród darów niesionych w czasie Mszy św. znajdował się filatelistyczny znaczek, którym Poczta Polska (PP) postanowiła upamiętnić Rok Ojca Pio. Wiceprezes Zarządu PP Wiesław Włodek zauważył: – Św. Ojciec Pio jest szczególnym patronem, którego polubili Polacy. Ten znaczek ma dla filatelistów szczególną wartość – także ze względu na osobę, którą przedstawia.

Hałas

Na zakończenie Mszy św. uczestników połączyło wspólne wykonanie pieśni „Abba Ojcze”. Aż trudno było uwierzyć, że o tej porze jest w ludziach tyle radości i energii. Ale to właśnie tak działa. Jeszcze przed północą Helena Gabryś wyznała: – Czułam, jak mi ktoś pomaga, abym mogła tu zdążyć. Przyjechałam do Krakowa, mimo że uciekł mi autobus, a do sanktuarium przyszłam na nogach. I wierzę, że to będzie piękna noc z Ojcem Pio. Dla mnie ta modlitwa to jest odpoczynek. Po takim czuwaniu wstaję z nową mocą, jakby mi kto skrzydła przypiął! – zapewniła.

Br. Magiera: – Ojciec Pio zapowiedział, że po śmierci zrobi więcej hałasu niż za życia. I tak się dzieje. Wszyscy doświadczamy bardzo mocno tego, że człowiekowi samotnemu jest ciężko w życiu. Potrzebujemy kogoś, kto nam towarzyszy, kto nas prowadzi. Kimś takim jest św. Ojciec Pio.

Dziękczynienie za dar Ojca Pio
O. Roman Rusek OFMCap Krajowy koordynator Grup Modlitwy Ojca Pio, odpowiedzialny za kult świętego i rozprowadzanie jego relikwii po całej Polsce
Przed 16 laty wpadliśmy na pomysł, aby czciciele Ojca Pio dziękowali za miłosierdzie Boże w światowym centrum miłosierdzia Bożego. Toteż tradycyjnie już w połowie czerwca właśnie tutaj dziękujemy za dar Ojca Pio – bo to był święty miłosierdzia. On spędzał po kilkanaście godzin dziennie w konfesjonale.
Przez kilkadziesiąt lat! Jak obliczyli bracia, św. Ojciec Pio w swoim życiu wyspowiadał ok. 3 mln ludzi. A czynił to, aby każdego przyprowadzić do Boga.
To fenomen, że z roku na rok przybywa czcicieli Ojca Pio i w Polsce, i na świecie. Jak to wytłumaczyć? Myślę, że świat potrzebuje ojców, a dzisiaj ta postać gdzieś znika. Tymczasem św. Ojciec Pio jest tak blisko. Daje człowiekowi oparcie, prowadzi do Boga, także upomina. Bo tego wszystkiego każdy potrzebuje. Oczywiście, dodają mu splendoru takie charyzmaty, jak stygmaty, bilokacja, dar czytania w ludzkich sumieniach, ale istotą jego posługi było stanie się ojcem, który ukazuje Boga – Ojca Miłosiernego. W tym rozmazanym świecie, gdzie nieczytelne stają się reguły, gdzie człowiek myśli, że można wszystko zmieniać, Ojciec Pio powtarza, że są wartości niezmienne, że jest Pan Bóg, z którym się trzeba liczyć, że trzeba żyć po Bożemu, nie po swojemu, czy się to komuś podoba, czy nie. Ojciec Pio mówił to wyraźnie, stanowczo, co pomagało ludziom się nawracać. Nawet jeśli się początkowo buntowali, to potem rozumieli, że Ojciec Pio ma rację.
Ojciec Pio jako pierwszy założył grupę modlitewną, w odpowiedzi na apel papieża Piusa XII, który widząc okrucieństwa wojen światowych, wołał do kapłanów, aby zakładali grupy modlitwy, które będą się modlić o pokój i pojednanie między ludźmi. Natomiast podczas otwarcia Domu Ulgi w Cierpieniu, w 1956 r., skierował do grup słowa, które uważa się za testament i charyzmat grup modlitwy: „Grupy modlitwy są szkołami wiary i ogniskami miłości miłosiernej. Tym macie być. To jest wasze zadanie!”. I to przesłanie Grupy Modlitwy Ojca Pio starają się realizować.

Tagi:
O. Pio Pio

Reklama

W niebie zrobię większy hałas

2019-11-19 12:17

Rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 47/2019, str. 50-51

– Najistotniejszy przekaz filmu, ale przede wszystkim najważniejsza nauka Ojca Pio brzmi: być szczęśliwym, dlatego że się cierpi – mówi „Niedzieli” José Maria Zavala. Hiszpański pisarz, dziennikarz, reżyser filmu „Tajemnica Ojca Pio” gościł, na zaproszenie „Rafaela”, w Polsce i uczestniczył w pokazach filmu o świętym z Pietrelciny. Z José Marią Zavalą rozmawia Maria Fortuna-Sudor

Kosma

MARIA FORTUNA-SUDOR: – José, przyjechałeś do Polski, aby dać świadectwo...

JOSÉ MARIA ZAVALA: – Jestem szczęśliwy, że mogę z żoną i córkami być w ojczyźnie Karola Wojtyły. Kocham gorąco św. Jana Pawła II. Wczoraj byliśmy w Wadowicach. Tam mogłem uklęknąć i pocałować miejsce, gdzie został ochrzczony nasz Ojciec Święty Jan Paweł II. To są dla mnie niezwykle cenne chwile. Wierzę w Opatrzność Bożą. Wierzę, że mnie tutaj przyprowadzili Karol Wojtyła i Ojciec Pio, że zostałem zaproszony, aby dać świadectwo, jakie zmiany dokonały się w moim życiu dzięki Ojcu Pio.

– A dlaczego hiszpański dziennikarz, pisarz tworzy film o Ojcu Pio?

– Przez 15 lat byłem poza Kościołem, aż nastąpił moment, kiedy Ojciec Pio zmienił moje życie. Poszedłem się wyspowiadać, przeprosiłem Jezusa Chrystusa i po tylu latach obrażania Pana Boga stałem się duchowym synem Ojca Pio ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dzisiaj, w czasach postępującej sekularyzacji, Ojciec Pio jest naszym wielkim orędownikiem w niebie. Jeszcze za życia zapowiadał: „W niebie będę robił większy hałas niż na ziemi”. Uważam, że to święty na dzisiaj.

– Jakie cechy powinien mieć święty, którego przykład pociągnie współczesnego człowieka?

– Za pośrednictwem internetu otrzymuję tysiące prywatnych wiadomości od osób, które są bezrobotne, które poważnie chorują, od matek, które cierpią z powodu uzależnienia swych dzieci, od ludzi tak bardzo oddalonych od Boga... Oni opowiadają o swym cierpieniu, bo zauważyli, że mówię o Bogu, o Matce Bożej, o Ojcu Pio i przekonuję, że od cierpienia nikt nie ucieknie. Taka jest prawda – nikt się nie uwolni od cierpienia. Kiedy byłem oddalony od Boga, cierpiałem. Teraz, gdy jestem blisko Boga, też cierpię, chociaż jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Jak to cierpienie przyjmować, znosić, jak cierpieć z Jezusem Chrystusem – uczy nas Ojciec Pio. To przykład człowieka, który zaufał Bogu.

– Kto jest adresatem Twojego filmu?

– To nie jest mój film. To film Ojca Pio. Prawdziwym lektorem tego dokumentalnego obrazu jest Ojciec Pio. Ja byłem tylko narzędziem. A film przedstawiający prawdziwą historię Ojca Pio powstał z myślą o ludziach, którzy nie znają świętego z Pietrelciny. Nie można o nim mówić w kategorii „superczłowiek”. Ojciec Pio za życia cierpiał, był niesprawiedliwie atakowany przez niektóre osoby będące częścią Kościoła. Co w związku z tym robił? Przekonywał wszystkich, aby ufali Bogu. Ojciec Pio nigdy się nie bronił. Modlił się i ofiarował swoje cierpienie w intencji nawrócenia prześladowców. Powtarzał: „Módlcie się, wierzcie, czekajcie!”. Wiesz, poznałem osoby, które weszły do kina przez przypadek. One były zupełnie oddalone od Boga i nie znały historii Ojca Pio, a po obejrzeniu tego filmu poszły się wyspowiadać. Na temat Ojca Pio napisałem 3 książki, dzięki którym grupa osób się nawróciła. I oni, i ja jesteśmy narzędziami Ojca Pio. Ale nie znałem prawdziwego Ojca Pio, póki nie nakręciłem tego filmu. To właśnie na sali montażowej zrozumiałem, dlaczego Ojciec Pio jest prawdziwym świętym...

– Dlaczego?

– To jest najistotniejszy przekaz filmu, ale przede wszystkim najważniejsza nauka Ojca Pio: być szczęśliwym, dlatego że się cierpi.

– To trudna droga, zwłaszcza dla współczesnego człowieka...

– Trudno jest zrozumieć krzyż, który Pan Bóg chce dać każdemu z nas. Nie ten krzyż, który my byśmy chcieli sobie wybrać. A Ojciec Pio powiedział Jezusowi Chrystusowi: Tak, zaufał Mu i cierpiał. Nauczał, że do nieba idzie się drogą modlitwy i codziennego mówienia Bogu: tak.

– Jak film został odebrany w innych krajach?

– To było niesamowite, gdy na premierze filmu w San Giovanni Rotondo zebrało się w sali ponad 500 osób, a wśród nich duchowe dzieci Ojca Pio – jego synowie i córki. Te osoby, które znały Ojca Pio, po obejrzeniu filmu płakały i mówiły, że to jest obraz pokazujący prawdę o świętym z Pietrelciny. W Meksyku dokument obejrzało ponad 100 tys. widzów. Obecnie mogą go oglądać widzowie w 30 krajach świata.

– Dlaczego warto obejrzeć prawdziwą historię Ojca Pio?

– To film, w którym widzimy, że na przekór wszystkiemu dobro zwycięża zło. A Ojciec Pio, mimo że tak bardzo cierpiał i tak wiele zła doświadczał od innych, nie tylko nie tracił ducha, ale też potrafił żartować, był człowiekiem pełnym wiary i miłości. Wierzę, że ten film wpłynie na życie wielu ludzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedziela radości

Damian Kwiatkowski

BOŻENA SZTAJNER

Gaudete – to łacińska nazwa trzeciej niedzieli Adwentu, pochodząca od pierwszego słowa antyfony rozpoczynającej tego dnia Liturgię Eucharystyczną. Słowo to pochodzi od łacińskiego czasownika „gaudere” i jest wezwaniem do radości: Radujcie się ! Jej przyczyną ma być odnowienie świadomości, że Bóg jest blisko nas, że jest z nami, że stał się naszym bratem. Tego dnia w liturgii używa się szat koloru różowego (stosuje się je jeszcze tylko w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, tzw. niedzielę laetare). Papież Paweł VI w 1975 r. w adhortacji apostolskiej „Gaudete in Domino” (O radości chrześcijańskiej) pisał: „Należy rozwijać w sobie umiejętność radowania, cieszenia się, korzystania z wielorakich radości ludzkich, jakich Bóg Stwórca użycza nam na tę doczesną pielgrzymkę”. Jeszcze bardziej będziemy się radować, gdy odkryjemy prawdę o tym, że Chrystus wciąż do nas przychodzi. Wtedy przepełni nas radość płynąca ze świadomości, że stoi On także u podwoi naszego serca i kołacze. Otwórzmy na oścież drzwi Chrystusowi. Najważniejsze rozgrywa się przecież w głębinach naszego serca. Może ono stać się Betlejem, gdzie zamieszka Emmanuel – Bóg z nami. Znajdźmy w tę niedzielę chwilę czasu, by Go ugościć. Papież Jan XXIII powiedział, że do Nieba nie wpuszczają ponuraków, tylko ludzi, którzy umieją się cieszyć. Oby nie okazało się, że nie nadajemy się do Nieba, ponieważ nie umiemy się cieszyć, bo zapomnieliśmy, jak to się robi. Usłyszmy więc to dzisiejsze wezwanie Kościoła: Bądź radosny! Nie zamykaj się w samotności i smutku. Jezus jest z Tobą!

Adwent przygodnie napotkanemu katolikowi niejednokrotnie kojarzy się tylko i wyłącznie z okresem przed Bożym Narodzeniem, jako czas przygotowania do świąt. Niekiedy też, niestety, bywa on postrzegany jako okres swoistej pokuty i postu, co jest jak najbardziej błędnym przeświadczeniem.
Ogólnie możemy powiedzieć, że Adwent jest czasem pobożnego i radosnego oczekiwania na pojawienie się Jezusa Syna Bożego. Obecnie przeżywamy jego trzecią niedzielę, w której manifestujemy naszą radość z bliskości Pana. Już bowiem w pierwszej antyfonie mszalnej Kościół dziś ogłasza: „Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko” (Flp 4, 4n). Po łacinie zawołanie to zaczyna się słowami: „Gaudete in Domino”. Dlatego często obecną niedzielę nazywamy „niedzielą gaudete”, czyli po prostu „niedzielą radości”.
Istnieje jeszcze jedna, dość intrygująca, nazwa tej niedzieli. Bywa ona bowiem nazywana „niedzielą różową”. Określenie to wywodzi się od koloru szat liturgicznych przewidzianych na ten dzień. Otóż, jest to właśnie kolor różowy. W całym roku liturgicznym stosuje się go tylko dwa razy (poza niedzielą gaudete, używa się go w tzw. niedzielę laetare, którą jest czwarta niedziela Wielkiego Postu).
W Adwencie szaty liturgiczne mają zazwyczaj kolor fioletowy, który w jasnym świetle wydaje się przybierać barwę różową. Dobór koloru wynika z jego skojarzenia z widokiem nieba o świcie. Wyobraża on blask przyjścia Jezusa Chrystusa w tajemnicy Bożego Narodzenia. Przychodzący Zbawiciel jest bowiem dla nas Światłością, podobnie jak wschodzące Słońce. Właśnie tego typu porównanie odnajdujemy np. w tzw. Pieśni Zachariasza: „nawiedzi nas Słońce Wschodzące z wysoka, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1, 78n).
Wspólnota kościelna rozumie znaczenie wyjątkowego charakteru Adwentu jako czasu przygotowania do przyjęcia prawdy o Wcieleniu Boga. Dlatego też umieszcza ona adwentowe niedziele wysoko w tabeli pierwszeństwa dni liturgicznych. Oznacza to, że nie wolno nam zrezygnować z celebrowania „niedzieli gaudete” na rzecz np. parafialnych uroczystości odpustowych. Radość płynąca ze zbliżających się świąt nie wynika z emocjonalnych uniesień, lecz bierze się z autentycznych religijnych przeżyć. Sam Adwent zaś ukazuje nam prawdziwą radość bycia chrześcijaninem, który oczekuje pojawienia się swojego jedynego Pana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwentowa rozmowa z Maryją

2019-12-15 21:52

Agnieszka Bugała

pixabay

Myjemy okna, układamy rzeczy na półkach. Zamówiłyśmy pranie dywanów, może nowe zasłony? Wydatki zaplanowane, albo też nie, bo pensja jest tak malutka, że z góry wiadomo, iż nie na wszystko, co potrzebne wystarczy. No właśnie, kompleksy pustych portfeli, nie do końca suto zastawionych stołów i nie najdroższych prezentów wpychają się do naszych głów. I zaczynamy szukać rozwiązań: a może kredyt?

Zanim zaczniemy pożyczać, spróbujmy, choć może zabrzmi to bardzo mistycznie i nierealnie, usiąść z kartką papieru przed Maryją. Możemy zapalić świecę i w milczeniu, z sercem ściśniętym od braków, zaryzykować, że Ona zrozumie: dwie kobiety przy stole. Wyjmijmy nasz pusty portfel, długą listę zakupów i spytajmy Ją w zaufaniu, zawierzeniu i bezradności kobiety, co zrobić, skoro z próżnego to i Salomon...

Znam kobietę, która tak właśnie robi. Ona i jej bliscy znają też smak wigilii, gdzie na stole z 12 obowiązkowych dań było tylko jedno – w naszych czasach, nie wojennej zawieruchy. Jednak to jej zawierzenie i siadanie z Maryją do przygotowania świąt sprawia, że bieda nie podzieliła domowników, nie zasiała w sercach poczucia, że są gorsi. Byli razem. Byli blisko przy jednej zupie grzybowej i opłatku. I tak jest do dziś, choć ich materialna sytuacja nieco się poprawiła.

Może się zdarzyć, że zabraknie na wszystko. I usiądziemy skołowane, przerażone, bo jednak święta. Może się zdarzyć, że mąż, który zagląda do kieliszka zabierze i tę małą sumę, która miała wystarczyć. Czy wtedy Pan Jezus też przyjdzie?

Planowanie z Maryją – spróbujmy. Może się wtedy okaże, że nie potrzebujemy aż tak wiele? A jeśli dla nas wystarczy, to innym uda się pomóc? Warto, aby na liście prezentów – świątecznych podarunków, znalazła się blacha ciasta, np. dla ludzi w schronisku dla bezdomnych. Sprawdźmy, jest jeszcze na to czas, może przyda się tam nasza pomoc?

Boże Narodzenie, do którego się przygotowujemy, to chwila w dziejach świata, w którym Miłość zaryzykowała wszystko i oddała się ludziom. Trzeba, aby i nasza mała zdolność kochania ryzykowała wyznanie tej miłości innym ludziom. Zanim postawimy na stole pusty talerz – symbol otwartości na nieznanego wędrowca, poszukajmy potrzebujących. Bo symbol jeszcze nikogo nie nakarmił, nikomu nie pomógł, a do drzwi w wigilijny wieczór chyba nikt już znienacka nie puka, bo strach przed tym, że nikt nie otworzy jest zbyt wielki, aby go unieść tego wieczoru.

Usiądźmy z Maryją, Niepokalanie Poczętą. Ona najlepiej wie, jak czekać na Syna i jak Go powitać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem