Reklama

Polin Paradisus Judaeorum – czyli raj dla Żydów

2018-07-04 11:07

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 36-37

KPRM

Nie wiadomo, kiedy przywędrowali na tereny Polski. Na ten temat spierają się polscy i żydowscy historycy. Jedni mówią, że stało się to w XI wieku, inni – że jeszcze wcześniej. Pewne jest, że ich sytuację prawną uregulował tzw. statut kaliski, nadany w 1264 r. przez Bolesława Pobożnego, a potwierdzony przez Kazimierza Wielkiego w 1334 r. Fakt pozostaje faktem, że do Polski uciekali przed wielkimi pogromami i znajdowali tu – jak mówiło wiele pokoleń żydowskich – Paradisus Judaeorum

W byłym niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau 27 stycznia 2018 r. ambasador Izraela Anna Azari „nie mówiła tego, co myślała” – jak oznajmiła następnego dnia w jednej z rozgłośni radiowych. Miała przygotowane inne wystąpienie, jednakże premier Izraela Beniamin Netanjahu nakazał jej w ostatniej chwili zmienić treść wypowiedzi, w proteście w sprawie nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Azari powiedziała więc m.in., że w Izraelu ustawa o IPN jest „traktowana jako możliwość kary dla świadectw ocalałych z Zagłady”. Dodała, że wiadomo, iż to nie Polacy budowali Auschwitz, ale ustawę o IPN w jej kraju traktuje się jako „niemożliwość prowadzenia badań o Zagładzie”.

Przyczyny tej zmiany upatruje się przede wszystkim w rozgrywkach przedwyborczych premiera Izraela, granie na antypolskich resentymentach stanowi zaś wyjątkowo łatwe pole – antypolonizm w Izraelu jest bowiem niezwykle silny. Pracowały nad tym od lat kolejne ekipy polityczne tego państwa, w tym uciekinierzy z Polski odpowiedzialni za mordy stalinowskie lat 40. i 50. XX wieku.

Tym razem pretekstem stała się kłamliwa informacja o tym, jakoby ustawa o IPN miała „zakłamywać Holokaust”. Wystąpienie ambasador Azari wywarło piorunujące wrażenie na uczestnikach uroczystości w Auschwitz. Szczególnie mocno zabrzmiało ono po głosie premiera Mateusza Morawieckiego. Kilka minut wcześniej powiedział on, że na 20 tys. „sprawiedliwych” drzew zasadzonych w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie 7 tys. należy do Polaków. Dodał, że w Yad Vashem brakuje jednego drzewa: drzewa dla Polski.

Reklama

Po tych wystąpieniach w Izraelu rozpętała się prawdziwa wojna przeciw Polsce. Jej osią stała się ustawa o IPN, która miała rzekomo karać za... mówienie o Holokauście. Manipulacja była jednak irytująco oczywista, art. 55a zakładał bowiem kary za umyślne mówienie o rzekomych „polskich obozach śmierci”. Wkrótce do nagonki na Polskę włączył się przeciwnik Netanjahu, były minister finansów Jair Lapid – prawdopodobny kandydat na premiera w przyszłym rządzie.

Na Twitterze oznajmił: „To były polskie obozy śmierci i żadne prawo nie może tego zmienić”. Byłego ministra wsparł prezydent Izraela Reuven Rivlin, w podobnym duchu krytykujący polską ustawę. Do tej antypolskiej akcji dołączyli też Jan Tomasz Gross oraz jego zwolennicy w Polsce i za granicą, a wreszcie – również krajowe media, w tym gazety wydawane przez Niemców. I tak przez blisko pięć miesięcy dziennikarze specjalizowali się w interpretowaniu ustawy o IPN.

Ciągle podgrzewanych nastrojów nienawiści nie uspokoiły wypowiedzi kolejnych naszych ministrów, premiera i prezydenta. Również głos rzecznik rządu Joanny Kopcińskiej, która podkreśliła: „Przepisy, które chcemy wprowadzić, mają jeden cel – pokazywać prawdę o straszliwych zbrodniach popełnianych na Polakach i Żydach w XX wieku.

Ofiarach okrutnych totalitaryzmów – niemieckiego nazizmu oraz sowieckiego”.

***

Żydzi często mówią i piszą, ilu Żydów zginęło z rąk Polaków w czasie II wojny światowej czy też zostało zadenuncjowanych przez Polaków. Powołują się na liczne statystyki, nierzadko wątpliwe, bez podawania źródeł. Nigdy natomiast – bądź nieomal nigdy – nie mówią, ilu Polaków zginęło zamordowanych przez Niemców, a zadenuncjowanych przez Żydów w czasie II wojny światowej... Z antypolonizmem w Izraelu możemy się spotkać niemal urzędowo i niemal na co dzień – jak choćby w izraelskich mediach. Mnóstwo antypolonizmu jest w podręcznikach szkolnych i akademickich. Przyjeżdżające do Polski izraelskie dzieci, podobnie młodzież, naszpikowane są lękiem przed... polskim antysemityzmem.

***

W czasie II wojny światowej doszło do kolejnego rozbioru Polski – tym razem za przyzwoleniem krajów, które uważają się – bądź są uważane – za filary demokracji: Anglię, Francję, USA. Polska dostała się pod okupację sowiecką, rządy objęli komuniści. Rozpoczęła się rzeź polskich patriotów – tych, których nie zamordowano podczas niemieckiej akcji „AB” czy akcji „Katyń”. Wśród członków komunistycznych władz sprawujących rządy w okupowanej Polsce było bardzo wielu Żydów, sowieckich i polskich. Z najnowszych badań prowadzonych przez naukowców IPN wynika, że do połowy lat 50. ubiegłego wieku w PRL-owskim aparacie przemocy 37 proc. stanowili Żydzi. Tego rodzaju wiedza przez lata była ukrywana przez komunistycznych działaczy. Tymczasem środowiska żydowskie, w tym polskie, do dzisiaj uważają takie informacje za... przejaw antysemityzmu. To, by przeprosić Polaków za żydowskie zbrodnie, decydentom państwa Izrael nigdy nie przyszło do głowy.

***

Pojęcie „polskich obozów” w latach zimnej wojny zostało wprowadzone do zachodnich mediów już w 1953 r. przez niemieckiego podoficera Alfreda Benzingera. W czasie wojny służył on w Geheime Feldpolizei, czyli w niemieckiej formacji policyjnej Wehrmachtu, po wojnie zaś – w Organizacji Gehlena, założonej przez Amerykanów niemieckiej formacji wywiadowczej. To on zaproponował użycie terminu „polskie obozy”. Najpierw zaczęto je wtłaczać tzw. szeptaną propagandą, następnie wprowadzano do literatury pięknej. Później – do literatury faktu, kolejno – do filmu. I tak oto dziś „demokratyczne” Niemcy korzystają z pomysłu nazistowskiego propagandysty. W latach dwutysięcznych pojęcie to Niemcy zaczęli upowszechniać, by zdjąć z siebie odium zbrodni, „podzielić się” ludobójstwem z Polską. O paradoksie – z krajem najbardziej doświadczonym niemieckimi zbrodniami. Z czasem w tej propagandzie coraz częściej zaczął brać udział Izrael ze środowiskami żydowskimi rozsianymi po całym świecie, szczególnie w USA. Największe ofiary tej zbrodni – Żydzi. Doszło nawet do niebywałego wprost skandalu, kiedy to prezydent USA Barack Obama w 2012 r., w dniu uhonorowania Jana Karskiego amerykańskim Prezydenckim Medalem Wolności za ratowanie Żydów, powiedział o „polskich obozach”. Nie zaprotestował przeciwko temu obecny na uroczystości były minister spraw zagranicznych – nieukrywający swego żydowskiego pochodzenia – Adam Daniel Rotfeld.

***

„Dyskusja” o Holokauście, inaczej – o rzekomych polskich obozach, przyniosła jednak pewien pozytywny efekt. Otóż wiele środowisk dziennikarskich i opiniotwórczych na świecie dowiedziało się, że obozy były prowadzone tylko przez Niemców, a nie przez Polaków. Po dyskusjach Polska poszła na kompromis, usuwając z ustawy zapis o karaniu więzieniem tych, którzy będą kłamali o „polskich obozach”. Przyjęta sześciopunktowa Wspólna deklaracja premierów Państwa Izrael i Rzeczypospolitej Polskiej, miejmy nadzieję, rozpocznie partnerskie relacje między tymi rządami. „Oba rządy z całą mocą potępiają wszelkie formy antysemityzmu – napisano w deklaracji – oraz dają wyraz swemu zaangażowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawów. Oba rządy odrzucają również antypolonizm oraz inne negatywne stereotypy narodowe”.

W Izraelu deklarację uważa się za sukces polskiego rządu. Niektórzy wręcz – za klęskę Netanjahu. Istnieje jednak opinia, że „awantura” o art. 55a ustawy o IPN jest tylko wstępem do gry o... większe pieniądze. Chodzi tu o zmuszenie Polski do przyspieszenia reprywatyzacji. Oczywiście, korzystnej dla Żydów – mimo że otrzymali oni już od Polski zadośćuczynienie za mienie pozostawione na terenie naszego kraju w latach 60. XX wieku i jednocześnie zrzekli się jakichkolwiek roszczeń. Jednakże współcześnie Żydzi uważają te odszkodowania za niewystarczające.

***

Do dzisiejszego dnia wiele osób żydowskiego pochodzenia zajmuje wysokie stanowiska w polskiej administracji rządowej, w parlamencie. Także w kulturze, literaturze, filmie. I chyba nie jest to wyraz „polskiego antysemityzmu”. Bronisław Geremek, zapytany niegdyś w amerykańskiej telewizji przez dziennikarza żydowskiego pochodzenia o antysemityzm w Polsce, odparł: „Urodziłem się w getcie. Moja rodzina zginęła w getcie. Byłem ukrywany przez Polaków. Teraz zostałem wybrany w wolnych wyborach przez wolny rząd na ministra spraw zagranicznych Polski. Czy to Panu wystarcza?”.

Tagi:
polityka

Reklama

30. rocznica częściowo wolnych wyborów parlamentarnych

2019-06-04 09:09

wpolityce.pl

30 lat temu, 4 czerwca 1989 r., na mocy porozumień między władzami PRL a częścią opozycji odbyły się częściowo wolne wybory parlamentarne. Zwycięstwo „S” otworzyło nową epokę w najnowszych dziejach Polski oraz wpłynęło na proces upadku komunizmu w Europie Środkowej.

Paweł Wysoki

Korzeni procesu transformacji historycy dopatrują się w zmianie sytuacji międzynarodowej, która nastąpiła w połowie lat osiemdziesiątych. Zapoczątkowany po dojściu do władzy Michaiła Gorbaczowa proces reform w ZSRS oznaczał jednocześnie przyzwolenie dla zmian w innych krajach komunistycznych. Dla Kremla jednak priorytetem pozostawało utrzymanie Układu Warszawskiego istniejącego od 1955 r.

Po 13 grudnia 1981 r. gen. Jaruzelskiemu nie udało się stłumić podziemnego ruchu „Solidarności”. Opozycja nie miała już jednak potencjału z okresu karnawału „S”. Było to także widoczne w połowie lat osiemdziesiątych. Późniejsze dwie fale strajków, w kwietniu i sierpniu 1988 r., były już nieporównywalnie mniejsze niż protesty z sierpnia 1980 r. Dla władz stanowiły jednak dowód na porażkę dotychczasowych prób stabilizacji systemu. Mimo przygotowywania wariantu rozwiązania siłowego, nazywanego przez opozycjonistów i później historyków „stanem wojennym-bis”, przywódcy PRL zdecydowali się na realizację scenariusza kooptacji części opozycji do struktury sprawowania władzy.

31 sierpnia 1988 r. w willi MSW przy ulicy Zawrat w Warszawie doszło do pierwszego od wprowadzenia stanu wojennego spotkania szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka z Lechem Wałęsą, w którym uczestniczyli również bp Jerzy Dąbrowski oraz sekretarz KC Stanisław Ciosek. Drugie spotkanie Wałęsy i Kiszczaka odbyło się 15 września 1988 r. Obecni na nim byli też Stanisław Ciosek, przedstawiciel episkopatu ks. Alojzy Orszulik i prof. Andrzej Stelmachowski. Następnego dnia rozpoczęły się rozmowy w szerszym gronie, w których znaleźli się przedstawiciele PZPR, ZSL, SD, OPZZ, „Solidarności” i Kościoła. Ze względu na liczbę uczestników i konieczność utrzymania poufności negocjacji przeniesiono je do ośrodka MSW w podwarszawskiej Magdalence.

Podczas kolejnych spotkań głównym punktem sporu była powtórna legalizacja NSZZ „Solidarność”. Ostatecznie uzgodniono podjęcie jawnych rozmów „okrągłego stołu”. Ich początek uzgodniono na połowę października 1988 r. Konflikty wśród władz PZPR sprawiły, że rozpoczęły się one dopiero kilka miesięcy później. Ponownej legalizacji „S” sprzeciwiały się środowiska związane z OPZZ, które obawiały się osłabienia sprzyjających reżimowi związków zawodowych. Ich stanowiskiem zachwiała przegrana przewodniczącego OPZZ Alfreda Miodowicza w telewizyjnej debacie z Wałęsą.

Momentem przełomu były obrady X Plenum KC PZPR ze stycznia 1989 r. W jego trakcie przyjęto „Stanowisko KC PZPR w sprawie pluralizmu politycznego i pluralizmu związkowego”. Dokument ten był faktyczną zgodą na legalizację „Solidarności”. 27 stycznia 1989 r. doszło do pierwszego od września roboczego spotkania Wałęsy i Kiszczaka w Magdalence, na którym ustalono procedurę obrad, ich zakres oraz termin rozpoczęcia. Obrady Okrągłego Stołu ruszyły 6 lutego 1989 r. w Warszawie w Pałacu Namiestnikowskim (wówczas siedzibie Urzędu Rady Ministrów).

W książce „Pół wieku dziejów Polski 1939–1989” prof. Andrzej Paczkowski podsumował efekty negocjacji trwających do kwietnia 1989 r.:

Najważniejszym owocem było obszerne porozumienie polityczne, nazwane – na poły ironicznie, na poły krytycznie – kontraktem stulecia. Obejmowało ono pakiet ustaleń dotyczących zarówno zasadniczej reorganizacji najwyższych organów państwowych – wprowadzenie drugiej izby parlamentu (Senat) i urzędu Prezydenta PRL – jak i kształtu ordynacji wyborczej. […] Ustalono, że wszystkie miejsca w Senacie oraz 35 proc. miejsc w Sejmie obsadzonych będzie w wyniku wolnej gry wyborczej, natomiast pozostałe 65 proc. posłów zostanie wybranych z list podzielonych między PZPR i jego sojuszników. W ten sposób komuniści zapewniali sobie, jak sądzono, kontrolny pakiet mandatów wystarczający do bieżącego zarządzania państwem, ale praktycznie uniemożliwiali jednostronne zmiany o charakterze konstytucyjnym wymagające 2/3 głosów.

Po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu 6 kwietnia 1989 r. Sejm uchwalił nowelizację Konstytucji PRL wprowadzającą m.in. zapisy o powstaniu Senatu i urzędu prezydenta. Kilka dni później, zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu, nastąpiła legalizacja NSZZ „Solidarność” (17 kwietnia 1989) i NSZZ Rolników Indywidualnych „S” (20 kwietnia 1989). Władze odmówiły legalizacji Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Spotkało się to z ostrą reakcją działaczy młodej opozycji. Ostatecznie NZS zarejestrowano we wrześniu 1989 r.

Oceniając kampanię wyborczą „Solidarności”, prof. Antoni Dudek pisał:

[…] prowadzona przez Komitet Obywatelski odznaczała się dużą dynamiką. […] W czasie spotkań kolportowano na wielką skalę tzw. ściągi, mające ułatwić wyborcom sam akt głosowania. Zaznaczano na nich jedynie nazwiska kandydatów +S+, zalecając równocześnie skreślanie wszystkich innych nazwisk, w tym tych umieszczonych na liście krajowej.

Istotną rolę w kampanii „S” odegrało też powstanie legalnego medium związanego z opozycją: 8 maja 1989 r. ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej”. Tuż przed wyborami opublikowano również pierwszy numer zdelegalizowanego po 13 grudnia 1981 r. „Tygodnika Solidarność”. Komitet Obywatelski otrzymał także własny czas antenowy w radiu i telewizji.

W kampanii nie wzięła udziału część przywódców radykalnych środowisk opozycyjnych. Do bojkotu wyborów wezwały „Solidarność Walcząca” oraz Federacja Młodzieży Walczącej. Żądały odsunięcia PZPR od władzy i przeprowadzenia w pełni wolnych wyborów parlamentarnych.

Podczas kampanii część obozu władzy dostrzegła, że partii grozi klęska. Sytuację tę na bieżąco w prowadzonym dzienniku tak przedstawiał ówczesny premier Mieczysław F. Rakowski:

16 maja – Jeśli 10 mln ludzi posłucha wezwań opozycji, to wszyscy przepadniemy. 18 maja – Partia jest nadal w defensywie. Nie ulega już dziś wątpliwości, że nie jest przygotowana do walki. Złożyło się na to wiele przyczyn. 45 lat sprawowania władzy bez opozycji rozleniwiło PZPR. Inna przyczyną jest brak wiary w jej przyszłość, a gruncie rzeczy w socjalizm.

4 czerwca 1989 r. odbyła się I tura wyborów do Sejmu i Senatu. W wyborach do Senatu kandydaci Komitetu Obywatelskiego uzyskali 92 mandaty, strona koalicyjna ani jednego. Z kolei w wyborach do Sejmu „Solidarność” zdobyła 160 ze 161 możliwych do zdobycia miejsc. Kandydaci koalicyjni z 299 przysługujących im mandatów uzyskali zaledwie trzy. Natomiast na 35 kandydatów z listy krajowej, na której znajdowali się czołowi przedstawiciele koalicji rządowej, tylko dwaj otrzymali ponad 50 proc. głosów, co zgodnie z ordynacją oznaczało, że pozostali zostali wyeliminowani, a 33 mandaty poselskie będą nieobsadzone.

Wybory zakończyły się zwycięstwem „Solidarności”, którego rozmiary zaskoczyły nie tylko komunistów, lecz i stronę opozycyjną. Rozczarowaniem była stosunkowo niska frekwencja, która w zależności od regionu wynosiła od 71 do 53 proc. Największe poparcie uzyskali kandydaci „S” w województwach południowo-wschodnich oraz na Dolnym Śląsku; stosunkowo najmniejsze na zachodzie, m.in. w województwie zielonogórskim.

Nastroje w obozie rządzącym po klęsce z 4 czerwca były fatalne. W dyskusji przeprowadzonej 5 czerwca na rozszerzonym posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR padały następujące wypowiedzi:

Tow. Cz. Kiszczak – Wyniki wyborów przeszły oczekiwania opozycji. Zaszokowały, nie wie, jak się zachować. Wybory do Senatu to nasza całkowita klęska. […] Tow. S. Ciosek – Nie rozumiem przyczyn porażki. Partia musi za nią zapłacić, nie poszła za nami. To gorzka lekcja. Odpowiedzialni będą musieli ponieść konsekwencje. Obecnie sprawą najważniejszą wybór prezydenta, do czego potrzeba 35 mandatów – które przepadły. O tym rozmawiać już z opozycją, bo prezydent to zabezpieczenie całego systemu, to nie tylko nasza wewnętrzna sprawa, to sprawa całej socjalistycznej wspólnoty, nawet Europy. […].

Dla członków PZPR ostatnią nadzieją na utrzymanie decydującego wpływu na rzeczywistość polityczną PRL były wybór na urząd prezydenta gen. Jaruzelskiego oraz zachowanie kontroli nad resortami bezpieczeństwa. Ich kalkulacje osłabiało jednak znaczące poparcie udzielone „S” w obwodach zamkniętych przeznaczonych dla wojska i milicji. Zdaniem historyków nie istniało większe ryzyko użycia siły i obalenia wyników wyborów z 4 czerwca.

4 czerwca 1989 r. był dla PZPR jak Grunwald. Po klęsce w tej bitwie zakon krzyżacki istniał, tak jak PZPR po 4 czerwca, ale czas jej życia był już liczony w miesiącach

—powiedział w rozmowie z PAP prof. Jerzy Eisler z Instytutu Pamięci Narodowej.

Mimo skali zwycięstwa liderzy zwycięskiego obozu tonowali nastroje panujące w szeregach „S”. W wypowiedziach większości pojawiał się w tym czasie również argument kruchości zawartego porozumienia. W opinii historyków „S” była zaskoczona zwycięstwem i niezdolna do przejęcia władzy.

Ogromne kontrowersje w obozie „Solidarności” wzbudziła kwestia organizacji II tury wyborów. 8 czerwca na posiedzeniu Komisji Porozumiewawczej przedstawiciele „S” zgodzili się na zmianę ordynacji wyborczej, umożliwiającej obsadzenie 33 mandatów z listy krajowej przez koalicyjnych kandydatów. 12 czerwca Rada Państwa wydała dekret zmieniający ordynację wyborczą do Sejmu X kadencji. Na jego podstawie 33 mandaty z listy krajowej miały być przekazane do okręgów i obsadzone w II turze wyborów. Odbyła się ona 18 czerwca 1989 r. Do urn wyborczych udało się tylko 25 proc. uprawnionych. „S” zdobyła jedyny brakujący jej mandat poselski oraz 7 z 8 pozostałych do obsadzenia mandatów senatorskich. Strona rządowa miała 294 zapewnione mandaty w Sejmie.

Kandydaci „Solidarności” uzyskali w wyborach 260 miejsc w 560-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Wynik ten przy chwiejnej postawie „stronnictw sojuszniczych” – ZSL i SD – mógł oznaczać poważne problemy przy wyborze na stanowisko prezydenta PRL gen. Jaruzelskiego. Ostatecznie Zgromadzenie Narodowe wybrało go większością jednego głosu.

Kolejne tygodnie pokazały, że zwycięstwo „S” pozwoliło doprowadzić do powołania na stanowisko szefa Rady Ministrów Tadeusza Mazowieckiego. Ukoronowaniem zwycięstwa z 4 czerwca było uzyskanie przez premiera wotum zaufania: 24 sierpnia 1989 r. zdobył poparcie 378 posłów spośród 423 biorących udział w głosowaniu.

Kilka tygodni później w krajach Europy Środkowej rozpoczęły się przemiany, które doprowadziły do upadku systemów komunistycznych. Za symboliczny początek Jesieni Narodów uważane są wybory z 4 czerwca 1989 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rodzice skarżą norweski Barnevernet do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

2019-07-22 17:01

Monika Książek

Do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wpłynęło szesnaście skarg rodziców na rząd Norwegii. Dotyczą one pogwałcenia ich prawa do poszanowania życia rodzinnego. Wszystkie odnoszą się do działań tej samej instytucji - norweskiego urzędu do spraw dzieci - Barnevernet.

Rodzice krytykują Barnevernet wskazując, że urzędnicy odebrali im dzieci w oparciu o niedostateczne podstawy, całkowicie zakazując lub radykalnie ograniczając możliwość utrzymywania z nimi kontaktu. Wśród poszkodowanych znaleźli się m.in. rodzice, którym ograniczono kontakty z dzieckiem do trzech czterogodzinnych spotkań w roku, matka, której pozwolono na kontakt z synem jedynie sześć razy w roku po dwie godziny, ojciec, któremu przyznano możliwość tylko jednego trzygodzinnego spotkania w roku z jego własnymi dziećmi, czy matka, której całkowicie zakazano kontaktów z dwójką jej dzieci, oraz ograniczono możliwość spotykania się z trzecim dzieckiem.

Rząd norweski ma teraz możliwość przedstawienia odpowiedzi na stawiane mu zarzuty, a organizacje pozarządowe są zaproszone do składania opinii prawnych przyjaciela sądu (amicus curiae) na temat zagadnień prawnych wiążących się z poszczególnymi skargami.

Instytut Ordo Iuris zamierza wystąpić do Przewodniczącego Sekcji II ETPC, która będzie rozpatrywała wspomniane skargi, z prośbą o dopuszczenie do udziału we wszystkich szesnastu postępowaniach i umożliwienie przedstawienia jego obserwacji. Prawnicy Instytutu przekażą Trybunałowi argumenty udowadniające fundamentalne znaczenie więzi z rodzicami dla prawidłowego rozwoju dziecka oraz zaprezentują orzecznictwo międzynarodowe wskazujące na odebranie dzieci ich rodzicom jako środek ostateczny, który powinien mieć zastosowanie w absolutnie wyjątkowych przypadkach.

„Przyjęte do rozpoznania sprawy dają ogromne nadzieje na zmianę norweskiego systemu opieki nad dziećmi, który opiera się o założenie bezwzględnego prymatu państwa nad rodziną. Opisane w nich sytuacje stanowią przykład stosowania zupełnie nieadekwatnych środków względem okoliczności w jakich znajdują się dzieci i rodzice. W niedawnym orzeczeniu w sprawie Blondiny Jansen, Trybunał w Strasburgu wyraźnie stwierdził, że celem umieszczenia dziecka w pieczy zastępczej jest ponowne zjednoczenie rodziny, a zatem należy podtrzymywać więzi emocjonalne między dzieckiem i rodzicami biologicznymi. Takie stanowisko daje podstawy do przypuszczenia, że i w tych szesnastu sprawach zapadną korzystne dla skarżących wyroki” – skomentował Bartosz Zalewski z Instytutu Ordo Iuris.

Powody odebrania dzieci rodzicom przez Barnevernet są często błahe: „przewlekłe zmęczenie” matki, niska frekwencja trzylatka w przedszkolu czy rzekome nadużywanie paracetamolu przez rodzica. Jedną z najgłośniejszych medialnie spraw pokazujących skrajnie antyrodzinną praktykę działania tego urzędu był przypadek rumuńsko-norweskiej rodziny Bodnariu, którym odebrano piątkę dzieci, z których jedno miało ledwie kilka tygodni, i umieszczono je w trzech różnych rodzinach zastępczych.

Ostatecznie Barnevernet – pod presją opinii publicznej i rządu rumuńskiego – oddał dzieci rodzicom, którzy wkrótce potem opuścili Norwegię. Obecnie rodzina Bodnariu wystąpiła ze skargą do ETPC, a swoją opinię w sprawie przedłożył również Instytut Ordo Iuris. Eksperci Instytutu przygotowują również raport opisujący z perspektywy systemowej działanie Barnevernet w kontekście międzynarodowych standardów praw człowieka.

Wcześniej reprezentowali również Norweżkę Silije Garmo, która wraz z córką otrzymała w Polsce azyl. Decyzja o jego przyznaniu wprost stwierdzała, że w Norwegii naruszono podstawowe prawa kobiety.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół wspomina dziś św. Brygidę - współpatronkę Europy

2019-07-23 10:07

ts (KAI) / Warszawa

23 lipca przypada liturgiczne święto Brygidy Szwedzkiej. Żyła ona w latach 1303-1373 i była jedną z najwybitniejszych postaci Kościoła, świętych i mistyczek swoich czasów. W 1999 r. papież Jan Paweł II ogłosił ją patronką Europy, wraz ze św. Katarzyną ze Sieny i św. Benedyktą od Krzyża (Edytą Stein). Również Szwecja uważa św. Brygidę za swoją patronkę.

Wikipedia

- Brygida może stać się dla współczesnych kobiet zachętą do odgrywania pierwszorzędnej roli w społeczeństwie, które będzie otaczać szacunkiem jej godność i pozwoli jej na równi z mężczyzną brać udział w wypełnianiu Bożego planu w odniesieniu do ludzkości - pisał w 2002 r. papież Jan Paweł II w specjalnym przesłaniu do przełożonej generalnej Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy, matki Tekli Famiglietti z okazji rozpoczęcia uroczystości 700. rocznicy urodzin św. Brygidy.

Św. Brygida pochodziła z zamożnej rodziny szwedzkiej z Finstad koło Uppsali. Już wcześnie zauważono, że była inna niż jej rówieśnicy. Kiedy miała siedem lat, miała się jej ukazać Matka Boska, która ukoronowała ją złotą koroną. W rok później miała następną wizję, w której ukazał się jej ukrzyżowany Jezus.

Chociaż od najmłodszych lat odznaczała się głęboką wiarą i marzyła o wstąpieniu do klasztoru, to jednak w wieku 14 lat, jak to często zdarzało się wówczas w rodach możnowładców, została żoną syna gubernatora Ulfa Gudmarssona. Miała z nim ośmioro dzieci, a jedną z jej córek była inna późniejsza wybitna święta średniowiecza - Katarzyna Szwedzka. Brygida i jej mąż byli powszechnie szanowani, m.in. ze względu na szeroką działalność dobroczynną.

Po kilkuletnim pobycie na dworze królewskim, w 1341 r. pielgrzymowała do Santiago de Compostela z mężem, który w drodze powrotnej zachorował, po czym wstąpił do cystersów, gdzie po kilku latach zmarł. Brygida osiadła wówczas w domu zakonnym, związanym z cystersami, gdzie prowadziła bardzo surowe życie ascetyczne.

W tym też czasie doznała objawień, pod których wpływem zaczęła pisywać listy do możnych tego świata, przepowiadając im ich przyszłe losy. Znane są m.in. jej ostrzeżenia i surowe napomnienia pod adresem krzyżaków, którym przepowiedziała ich upadek ("zostaną wyłamane ich zęby i skruszone ostrza ich mieczy"). Z wielką gorliwością przekazywała orędzie o Bożym miłosierdziu, zapisując słowa Pana: "Dopóki człowiek żyje, bramy nieba stoją dla niego otworem. Jeżeli ludzie zmienią swoje życie, i Ja złagodzę swój wyrok".

Przyczyniła się do zażegnania kilku wojen w Europie i zaprowadzenia pokoju. Ale największą sławę i trwałe miejsce w historii Kościoła zapewniły jej listy z 1352 r. do papieża Innocentego VI (1352-62), przebywającego wówczas w Awinionie, aby jak najszybciej wracał do Rzymu. Gdy nie odniosło to skutku, Brygida niezrażona, kontynuowała swą korespondencję z jego następcą, bł. Urbanem V (1362-70). Ten ostatni, właśnie pod wpływem listów szwedzkiej mistyczki, wrócił do Rzymu w 1367 r., ale z powodu zamieszek w tym mieście, znów je opuścił. Brygida przepowiedziała mu wtedy rychłą śmierć, co istotnie niebawem nastąpiło. Jej nalegania i wezwania kierowane do papieży przyczyniły się w wielkim stopniu do położenia kresu niewoli awiniońskiej, choć ona sama już tego nie doczekała.

Innym trwałym śladem działalności szwedzkiej świętej było założenie ok. 1346 r. w otrzymanej w darze od króla Vadstenie Zakonu Najświętszego Zbawiciela, znanego później jako brygidki. Pierwszą opatką klasztoru założonego ściśle według wskazań Brygidy została jej córka, św. Katarzyna.

Święta wiele pielgrzymowała, m.in. kilkakrotnie do Rzymu, a także do Ziemi Świętej (1371-72); wkrótce po powrocie z tej ostatniej podróży zmarła. Ciało jej złożono w klasztorze w Vadstenie. Już w 1391 r. Bonifacy IX ogłosił ją świętą.

- Św. Brygida wielokrotnie mówiła o reformie - zaznacza w rozmowie z KAI badacz jej dziejów, prof. Alf Härdelin. - Zawsze, kiedy mówiła o reformie, miała na myśli pojedynczego człowieka, a zwłaszcza osobistą odnowę osób sprawujących władzę - uważa profesor uniwersytetu z Uppsali. Jego zdaniem, Brygida nie wierzyła, żeby nawet dobrze pomyślane zmiany polityczne czy inicjatywy prawne mogły zreformować społeczeństwo. Była przekonana, że odnowa społeczeństwa może nastąpić tylko wówczas, gdy każdy dokona indywidualnej odnowy w swoim życiu osobistym i zawodowym. Taka odnowa stanowiła w jej mniemaniu punkt wyjścia do prawdziwej pokuty i nawrócenia. - Tak więc można śmiało powiedzieć, że Brygida była reformatorką społeczeństwa - uważa prof. Härdelin.

Zakon brygidek miał początkowo charakter kontemplacyjny. Po okresie rozkwitu z biegiem czasu w XIX w. domy zakonne uległy kasacie. Dzieło reformy zakonu podjęła w 1911 r. matka Elżbieta Hasselblad. Za zgodą papieża zmodyfikowała reguły św. Brygidy i zakon ze ściśle kontemplacyjnego nabrał charakteru apostolsko-kontemplacyjnego. Nową gałąź oficjalnie zatwierdzono w 1920 r. Obecnie zakon posiada 21 placówek na trzech kontynentach i liczy 570 zakonnic. Ze starej gałęzi, istniejącej od czasów średniowiecznych, pozostało tylko pięć klasztorów. Dom macierzysty sióstr brygidek znajduje się w Rzymie.

W Polsce pierwszy klasztor brygidek został założony w 1396 r. w Gdańsku z inicjatywy wielkiego mistrza krzyżackiego Konrada von Jungingena. Drugi klasztor ufundował ok. 1426 r. król Władysław Jagiełło w Lublinie, z wdzięczności za zwycięstwo grunwaldzkie. W XIX w. klasztory brygidek zostały skasowane przez władze kościelne i świeckie. Ostatni zamknięto w Grodnie w 1920 r. Obecnie brygidki mają w Polsce dwa domy (od 1991 r.) w Częstochowie i Gdańsku. Gdańskie brygidki pracują m.in. w Centrum Ekumenicznym założonym przez ks. prałata Henryka Jankowskiego w Gdańsku-Oliwie.

Strojem zakonnym sióstr jest szary habit z czarnym pasem. Na głowie noszą koronę ułożoną z trzech białych lnianych pasków. Łączy je pięć czerwonych punktów symbolizujących pięć ran Jezusa.

Przed kilkoma laty przedstawiciele Kościołów, wspólnot i organizacji z sześciu krajów europejskich założyli w Vadstenie międzynarodowe ekumeniczne Societas Brigitta-Europa (SBE). W swojej działalności czują się oni związani z osobą oraz klasztorami założonymi przez średniowieczną mistyczkę. Celem stowarzyszenia jest "pogłębianie świadomości bogactwa duchowego wniesionego przez tę świętą w całej Europie oraz podkreślenie jej aktualnego znaczenia". Ponadto przewiduje ono bliższą współpracę między poszczególnymi klasztorami brygidek oraz dni skupienia prowadzone przez siostry z Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy. Organizowane są też letnie spotkania dla młodzieży oraz imprezy kulturalne. Kolejnym elementem pracy SBE jest społeczne znaczenie św. Brygidy dla współczesnych, a także wydanie nowego, naukowo opracowanego zbioru jej przepowiedni, przetłumaczonego na najważniejsze języki świata.

W 2009 roku ukazała się w Polsce płyta z utworami naszych współczesnych kompozytorów dedykowanymi patronom Europy. Znajduje się na niej również hymn poświęcony św. Brygidzie. Autorem tej kompozycji jest Włodzimierz Korcz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem