Reklama

U Babci Pana Jezusa

2018-07-17 13:10

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 28-29

Paweł Nawrocki

Gdyby o lokalizacji sanktuarium w Świętej Annie decydowali planiści i logistycy, pewnie wybraliby położony 5 km dalej Przyrów, który już za czasów Kazimierza Wielkiego był miastem, albo jakieś wzgórze, gdzie teren jest suchy – a takich jest w okolicy wiele

Relacja z 1773 r., oparta zapewne na starszych ustnych przekazach, mówi, że trzy wieki wcześniej na tutejszych podmokłych łąkach miały miejsce objawienia św. Anny. Pleban z Przyrowa, „gdy już to miejsce cudami słynęło, za radą przedniejszych mieszczanów wystawił Bożą mękę (krzyż z figurą ukrzyżowanego Pana Jezusa – przyp. red.) na tymże miejscu, która się od widzenia zwała Boża męka świętej Anny samotrzeciej cudownej” – pisze autor. W dalszym ciągu relacji czytamy, że figurę św. Anny Samotrzeciej, która stała się sercem obecnego sanktuarium, znalazła kobieta, która po modlitwie pod krzyżem odnalazła zagubioną w lesie trzodę. Późnogotycka rzeźba znalazła schronienie w drewnianej kaplicy wybudowanej po 1499 r., a z akt wizytacji wynika, że wokół niej były umieszczane liczne dziękczynne wota.

Sto lat później sprowadzono tutaj ojców bernardynów, bo szybko rosnąca liczba pielgrzymów sprawiła, że księżom z parafii w Przyrowie było coraz trudniej otoczyć ich opieką duszpasterską. Dokument fundacyjny klasztoru Bernardynów, wystawiony przez króla Zygmunta III Wazę w 1609 r., znajduje się dotąd w archiwum klasztoru. W tym samym roku rozpoczęto budowę murowanego kościoła. Prace postępowały szybko, już 8 lat później świątynię konsekrowano.

Tajemnica, której nie poznamy

Figura św. Anny została umieszczona w osobnej kaplicy, która, jak głosi tradycja, znajduje się w miejscu, gdzie był pierwszy drewniany kościółek. Jednak mimo naukowych dociekań rodowodu rzeźby nie udało się ustalić. – Jest to pewna tajemnica, której chyba nie rozstrzygniemy – mówi s. Zdzisława, archiwistka klasztoru. – Figura była badana i nie ma na niej śladów podpisu czy znaku autora. Są przypuszczenia, że może pochodzić z krakowskiego warsztatu któregoś z uczniów Wita Stwosza. Ma też pewne cechy charakterystyczne dla stylu warsztatu mistrza Pawła z Lewoczy na Słowacji. Nie można tego wykluczyć. Artyści w tamtych czasach często się przemieszczali, przenosili pewien styl, związany nie tylko ze stroną warsztatową, ale też z wiarą i teologią. W dziełach artystów kult, miłość i wiara stanowią jedność. W tym duchu powstała ta figura i to wszystko się w niej łączy.

Reklama

W ciągu ponad 250 lat swojego pobytu w tym miejscu bernardyni prowadzili intensywną działalność duszpasterską. Co roku w święta maryjne i przede wszystkim 26 lipca, we wspomnienie św. Anny, odbywały się tutaj uroczystości odpustowe. Na użytek pielgrzymów kościelny dziedziniec został otoczony krużgankami, które dawały schronienie przed słońcem i deszczem, pozwalały odpocząć. Wokół klasztoru powstała osada nosząca nazwę Święta Anna.

Po rozbiorze Polski zakonnicy byli zaangażowani w działalność patriotyczną przez głoszenie „nieprawomyślnych” kazań, a w czasie powstania styczniowego – przez czynną pomoc powstańcom. Po upadku powstania dotknęły ich carskie represje – bernardyński klasztor został zlikwidowany.

Z Piotrkowa do Świętej Anny

W 1869 r. do Świętej Anny trafiły mniszki zakonu kaznodziejskiego – popularnie nazywane dominikankami. To kontemplacyjna gałąź zakonu założonego przez św. Dominika, mająca ponad 800 lat historii. Pierwsza wspólnota mniszek tego zakonu powstała w 1206 r. w południowej Francji, niedaleko Carcassonne. Były to dziewczęta nawrócone z herezji, które postanowiły podjąć życie wiary, modlitwy i pokuty w intencji braci kaznodziejów, by głoszone przez nich słowo Boże było przyjmowane przez ludzi. W tym samym stuleciu klasztory Sióstr Dominikanek zaczęły powstawać w wielu krajach Europy, m.in. w Polsce – w Poznaniu, we Wrocławiu i w Raciborzu. W 1626 r. powstała Fundacja w Piotrkowie Trybunalskim, pierwsze siostry przybyły tam z Sochaczewa. Dominikanki osiadły w pobernardyńskim klasztorze w Świętej Annie nie z własnej woli, lecz z nakazu gubernatora, który odebrał im klasztor w Piotrkowie, jak również zabronił przyjmowania nowicjuszek. Ciekawostką jest, że wygnane ze swojej siedziby i skazane „na wymarcie” siostry otrzymały specjalny przywilej: darmowy przejazd Koleją Warszawsko-Wiedeńską do najbliższej stacji w Świętej Annie.

30 sierpnia 1869 r., kiedy siostry opuściły Piotrków, rozpoczął się najtrudniejszy okres w dziejach wspólnoty. Klasztor w Świętej Annie był zdewastowany, przez kilka lat bowiem stacjonowało w nim rosyjskie wojsko. Siostry musiały również, zgodnie z regułą ich zakonu, przystosować obiekt do życia klauzurowego. Wykazały się przy tym dużą determinacją, bo kiedy efekty wykonanych już prac zniszczył pożar, który wybuchł 28 stycznia 1881 r., podjęły remont na nowo. W 1905 r., kiedy został cofnięty zakaz przyjmowania kandydatek do życia zakonnego, w klasztorze mieszkało już tylko sześć sióstr, ale w tym samym roku zgłosiły się dwie kandydatki. Po I wojnie światowej klasztor zaczął się odradzać.

Dominikanek nie ominęła II wojna światowa. Na terenie kapelanii, tuż przy klasztorze, Niemcy urządzili posterunek żandarmerii. Dla sióstr oznaczało to wielkie niebezpieczeństwo, gdyż do wspólnoty należała nawrócona na katolicyzm córka warszawskiego rabina – s. Rozariana. Jednak okupanci nie dowiedzieli się o jej przeszłości, a s. Rozariana dożyła tutaj sędziwego wieku – 91 lat. W 1944 r., po upadku Powstania Warszawskiego, dominikanki szczodrze udzielały schronienia wysiedlonym mieszkańcom stolicy. Mimo wojennych warunków do zgromadzenia wstąpiło wówczas pięć nowych kandydatek. Po II wojnie światowej nastąpił wzrost liczby powołań. Kiedy świętoanieńska wspólnota liczyła czterdzieści osiem sióstr, zdecydowano o fundacji nowego klasztoru – w Radoniach k. Grodziska Mazowieckiego.

Misja trwa

Charyzmat zakonu nie zmienił się od ośmiu wieków. W Świętej Annie posługuje dziś dwadzieścia sześć sióstr, które modlą się, by słowo Boże głoszone przez braci dominikanów trafiało do ludzkich dusz. Podejmują też modlitwę w sprawach, które trafiają do nich pocztą tradycyjną, elektroniczną lub są im powierzane przez wpisy w umieszczonym w kruchcie kościoła zeszycie. Sanktuarium Świętej Babci jest znane z tego, że wielu bezdzietnych małżonków prosi tu przez wstawiennictwo św. Anny o dar rodzicielstwa. Jest to również miejsce szczególnej modlitwy dziadków za wnuki i wnuków za dziadków. Pięknym symbolem serdecznych, rodzinnych więzi jest figura św. Anny, która opiekuńczym gestem przytula swoją córkę Maryję i swojego wnuka Jezusa. – Jest dużo intencji rodzinnych, próśb o potomstwo, pojednanie w rodzinie, naprawienie relacji małżeńskich – mówi s. Zdzisława. – Otrzymujemy świadectwa wysłuchania tych próśb. To miejsce, które wybrała sobie św. Anna, jest dotknięte łaską. Jesteśmy szczęśliwe, że tu mieszkamy i słuchamy świadectw wiary ludzi, którzy doświadczyli tutaj łaski – podkreśla siostra.

Ocalić zabytek

W 2019 r. minie 150 lat obecności sióstr dominikanek w sanktuarium Świętej Babci, które chociaż zostało wybudowane na łąkach, dzisiaj znajduje się na skrzyżowaniu ruchliwych dróg. Wstrząsy, które powodują ciężkie pojazdy, nie są bez wpływu na stan kościoła – konieczne było wzmocnienie murów. Teren jest nadal podmokły, więc trzeba było osuszyć fundamenty. Remonty trwają tu od wielu lat. Stopniowo, w miarę uzyskiwanych środków, pokonywane są kolejne etapy: remont nawy głównej i ołtarzy bocznych, kaplicy św. Anny, korytarza łączącego kościół z zakrystią. Odnawiane i odsłaniane są kolejne skarby sztuki tego sanktuarium: XVII-wieczne freski Karola Dankwarta i rokokowe dekoracje w kaplicy św. Anny, późnobarokowa rzeźba św. Jana Nepomucena, stacje Męki Pańskiej w krużgankach i inne budzą zachwyt pielgrzymów. Obecnie siostry rozpoczęły największe – i najkosztowniejsze – zadanie, którym jest remont ołtarza głównego, tj. nastawy ołtarzowej, umieszczonych na niej figur i dekoracji, a przede wszystkim umieszczonej w centrum ołtarza cennej figury Chrystusa Ukrzyżowanego. Choć tak jak w przypadku rzeźby św. Anny Samotrzeć autor figury Chrystusa pozostaje anonimowy, jest to wysokiej wartości dzieło artystyczne o niezwykłej sile wyrazu. Realizm postaci Pana Jezusa, który jeszcze żyje i w kluczowym momencie męki zwraca się do Ojca, Jego ekspresyjna twarz i przejmujące spojrzenie przyciągają uwagę wielu pielgrzymów.

Początkowo siostry zamierzały przeprowadzić w tym samym czasie renowację „zaplecza” ołtarza od strony chóru, gdzie modlili się bernardyni. Nie jest on używany przez dominikanki, które mają swoją osobną kaplicę w obrębie klauzury. Kalkulacja kosztów i fakt, że brakuje funduszy na sfinansowanie prac przy głównym ołtarzu, które już trwają, zmusiły siostry do zweryfikowania planów. – Polecamy tę sprawę św. Annie, św. Józefowi, Bożej Opatrzności i dobroci ludzi – mówi s. Zdzisława. – Cieszymy się każdym, najskromniejszym darem i modlimy się za ofiarodawców. Często są to dary zupełnie niespodziewane, świadczące o ogromnej życzliwości. Wierzymy w Bożą Opatrzność, mamy nadzieję, że uda nam się pomyślnie przeprowadzić kolejny ważny etap prac konserwatorskich w naszym sanktuarium.

Siostry proszą o pomoc. Poniżej – dane klasztoru do kontaktu: Siostry Dominikanki, Święta Anna, 42-248 Przyrów, tel: +48 34 355 40 42, +48 34 355 52 05, Nr konta: 19 1240 1213 1111 0010 7311 4106, Pekao S.A. I Oddział w Częstochowie, Mniszki Zakonu Kaznodziejskiego, Aleksandrówka 42, 42-248 Przyrów

Tagi:
Święta Anna

Te Deum w Świętej Annie

2019-05-12 21:27

Anna Wyszyńska

W niedzielę 12 maja 2019 r. w sanktuarium Świętej Anny w miejscowości o tej samej nazwie w gminie Przyrów w archidiecezji częstochowskiej odbyła się uroczystość jubileuszowa upamiętniająca 150 lat pobytu Mniszek Zakonu Kaznodziejskiego – sióstr dominikanek klauzurowych w tym klasztorze.

Anna Wyszyńska/Niedziela

Z okazji jubileuszu została odprawiona Msza św. pod przewodnictwem bp. Jana Wątroby - ordynariusza diecezji rzeszowskie,j z uczestnictwem Ojców i Braci Zakonu i przedstawicieli całej Rodziny Dominikańskiej, a także przyjaciół i dobrodziejów z całej Polski. Homilię wygłosił o. Paweł Kozacki OP – prowincjał Zakonu Dominikanów, który przypomniał dramatyczne dzieje wspólnoty w tym miejscu.

Zobacz zdjęcia: Te Deum w Świętej Annie

Siostry mieszkają tutaj od 1869 r. Wtedy zostały zmuszone przez zaborcę do opuszczenia Piotrkowa Trybunalskiego i zamieszkania w budynku klasztoru w Świętej Annie, z którego pięć lat wcześniej wypędzono franciszkanów bernardynów. Ponieważ przez pewien czas stacjonowało tutaj wojsko rosyjskie, siostry zastały obiekt zdewastowany. Dominikanki obowiązywał zakaz przyjmowania kandydatek do zakonu. Represje zaborcy wymierzone w polskie zakony były odwetem za pomoc, której udzielały powstańcom styczniowym.

W 1881 r. w klasztorze wybuchł pożar, który zniszczył efekty wieloletnich remontów. Skazana na wymarcie wspólnota liczyła już tylko 6 sióstr, kiedy w 1905 r. został cofnięty zakaz przyjmowania kandydatek do życia zakonnego. Wtedy zaczęła się powoli odradzać. W czasie okupacji na terenie kapelanii, tuż przy klasztorze, Niemcy urządzili posterunek żandarmerii. W 1944 r., siostry otworzyły drzwi klasztoru i udzieliły pomocy mieszkańcom Warszawy wysiedlonym ze stolicy po upadku powstania. Dotkliwe szykany nie ominęły klasztoru w czasie reżimu komunistycznego. Paradoksalnie nastąpił wtedy duży wzrost liczby powołań, który pozwolił na fundację nowego klasztoru – w Radoniach k. Grodziska Mazowieckiego.

Dla upamiętnienia jubileuszu siostry postarały się o renowację XVIII-wiecznego ołtarza w nawie głównej, którą rozpoczęto wiosną w ub. Roku. Podczas jubileuszowej Mszy św. bp Jan Wątroba poświęcił odnowiony ołtarz. Na uroczystość przybyli uczestnicy z całej Polski, ojcowie dominikanie oraz siostry dominikanki z klasztorów w Polsce i za granicą. Przełożona wspólnoty podziękowała uczestnikom uroczystości, ofiarodawcom którzy włączyli się w dzieło odnowy ołtarza i ufundowali nowe tabernakulum, a także wykonawcom dzieła.

Wójt gminy Przyrów Robert Tomasz Nowak pogratulował siostrom jubileuszu i podkreślił, że mieszkańcy gminy są dumni, że na ich terenie jest klasztor Sióstr Dominikanek, które się za nich modlą. Życzył, aby siostry pozostały tutaj na kolejne stulecia i na pamiątkę jubileuszu przekazał wspólnocie jubileuszowe tablo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości: nie będzie nigdy naszej zgody na deprawację

2019-10-17 18:06

lk / Warszawa (KAI)

Są zagrożenia związane z rozprzestrzeniającą się ideologią LGBT, czyli mniejszością, która próbuje narzucić swoje poglądy i sposób życia większości. Mogę zapewnić w imieniu całego zespołu ministerstwa sprawiedliwości, że z naszej strony nie ma i nigdy nie będzie zgody na deprawację, instytucjonalizację związków partnerskich czy adopcję dzieci przez związki homoseksualne – powiedział w czwartek Marcin Romanowski, podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości podczas konferencji „Małżeństwo jako optymalna forma profilaktyki problemów społecznych”, zorganizowanej przez Fundację Mamy i Taty w Domu Handlowym "Mysia 3" Warszawie.

Brian Jackson/fotolia.com

Przemawiający w zastępstwie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przedstawiciel resortu podkreślił, że rodzina zapewnia człowiekowi bezpieczeństwo i miłość oraz trwanie wspólnoty, jest siłą pokoleń współczesnych, ale też mądrością pokoleń, które minęły i nadzieją pokoleń, które nadejdą w przyszłości.

Jak stwierdził, w tym obszarze każde pokolenie ma swoje wyzwania, a jedno ze współczesnych wyzwań dotyczy „antykultury rozwodu” a „fałszywie rozumiany indywidualizm i liberalizm wpływa na funkcjonowanie rodziny”.

- Z drugiej strony są też zagrożenia związane z rozprzestrzeniającą się ideologią LGBT, a więc mniejszością, która próbuje narzucić swoje poglądy i sposób życia większości, promując de facto deprawację i antywartości, z którymi musimy się zmagać i im się przeciwstawiać – dodał wiceminister Romanowski.

- Mogę zapewnić w imieniu całego zespołu ministerstwa sprawiedliwości, że z naszej strony niewątpliwie nie będzie i nie ma na to zgody. Od nas będziecie mieli państwo zawsze wsparcie w tych staraniach, aby dbać o rodzinę, o regulacje dotyczące rodziny. Liczymy też na wasze wsparcie, abyśmy wspólnie mogli wspierać rodzinę jako najważniejszą komórkę społeczną i jako siłę pedagogiczną. Na pewno nie będzie nigdy naszej zgody na tę deprawację, którą się proponuje przez funkcjonowanie „Latarników”. Myślę, że nie trzeba tu specjalnie rozwijać tego, że na instytucjonalizację związków partnerskich czy adopcję dzieci przez związki homoseksualne nigdy nie będzie zgody. To jest po prostu kwestia wartości – wyjaśnił.

To, co proponuje ideologia LGBT, to propozycja „nowego człowieka” – mówił dalej przedstawiciel resortu sprawiedliwości. - Nie ma naszej zgody na tego typu zmiany. Wartości, na których nasza tradycja, kultura i społeczeństwo było budowane – tradycja grecka i rzymska oraz chrześcijańskie wartości godności człowieka – to jest system aksjologiczny, który chcemy bronić i o który chcemy się troszczyć – powiedział Marcin Romanowski.

Marek Grabowski, prezes Fundacji Mammy i Taty zaznaczył, że ministerstwo sprawiedliwości jest jednym z głównych ośrodków, który rozumie, jak ważne jest nie tylko zapobieganie temu, co już się wydarzyło w rodzinie, ale też jak ważna jest profilaktyka sytuacji w rodzinie oraz wspieranie rodzin i małżeństw w kryzysie.

Jego zdaniem, do tej pory zapobieganie problemom społecznym w rodzinach niemal nie funkcjonowało w polskiej rzeczywistości, tymczasem właśnie działania profilaktyczne przekładają się nie tylko na dobrobyt ekonomiczny całych rodzin, ale i na osobiste szczęście jednostek, nieprzeliczalne na żadną walutę.

- Zwykło się mówić, że wiara i rodzina to prywatna sprawa, natomiast my staramy się dążyć do tego, aby wyciągnąć pomocną dłoń do tych, którzy mają problem, bo z kryzysem zmaga się każde małżeństwo – mówił o działalności Fundacji Mamy i Taty Marek Grabowski. Dodał, że wprawdzie dzięki programom społecznym poprawiła się w ostatnich latach sytuacja ekonomiczna polskich rodzin, jednak w wielu rodzinach małżonkowie nie radzą sobie z narastającą presją psychiczną związaną z tempem życia i problemami zawodowymi.

Prof. dr hab. Ewa Nowicka-Rusek, antropolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego opowiedziała o różnych modelach rodziny i małżeństwach w kulturach na świecie. Jak stwierdziła, nie istnieje kultura bez jakiejś formy względnie stabilnego lub bardzo stabilnego związku mężczyzny i kobiety. Nie ma też społeczeństw, które nie znałyby takiej wspólnoty społecznej jak rodzina

Człowiek jest zarówno istotą biologiczną, jak i kulturową. To oznacza, że nie byłoby mu łatwo dojść do wieku dojrzałego bez całego systemu opieki, który zaczyna się z chwilą jego przyjścia na świat. Każda kultura ludzka to kultura, w której jednemu człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek. Dziecko nie jest w stanie samo się wychować i dojść do momentu usamodzielnienia.

Badaczka kultur rdzennych ludności na obrzeżach Europy i Azji zaznaczyła, że formy opieki realizowanej przez rodzinę może być w różnych społeczeństwach odmienne, ale nie ma takiej kultury, w której by opieka nad dzieckiem małym i dorastającym nie istniała.

Psycholog dr Szymon Grzelak poruszył zagadnienie trwałości małżeństwa w świetle opracowanego przez siebie modelu profilaktyki zintegrowanej. Jego celem jest zapobieganie problemom w relacjach małżeńskich (i szerzej wewnątrzrodzinnych) poprzez analizę wzajemnych zależności między tymi problemami i znalezienie rozwiązań sytuacji kryzysowych.

Grzelak wymienił cztery aspekty współczesnej polskiej racji stanu. Jest to ochrona dzieci przed demoralizacją, duża dzietność, zapobieganie masowej emigracji młodych ludzi oraz trwałość i jakość małżeństw i rodzin.

Jego zdaniem, co wynika także z badań przeprowadzonych przez jego współpracowników, wśród dorastających Polaków jest dużo optymizmu w kwestii planów na przyszłość. Aż 78 proc. 13-latków chce mieć w wieku 30 lat żonę lub męża oraz założyć rodzinę.

Jak podnieść jakość i trwałość małżeństw w przyszłości? Zdaniem psychologa, decyduje o tym tzw. siedem dźwigni stanowiących strategię skutecznej profilaktyki. Trzeba m.in. kierować uwagę na to, co dobre, a o problemach i profilaktyce myśleć w sposób zintegrowany. W budowaniu właściwych relacji nie można pomijać wartości i marzeń odpowiednio samych małżonków i np. młodych ludzi, którzy kiedyś nimi będą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Belgia: Kelly jest zdrowa, ale chce eutanazji, czuje się brzydka

2019-10-18 18:16

Krzysztof Bronk/vaticannews / Leuven (KAI)

W Belgii na oczach mediów rozgrywa się kolejny dramat cywilizacji śmierci. Od siedmiu miesięcy o eutanazję ubiega się tam cierpiąca na depresję 23-letnia Kelly z uniwersyteckiego miasta Leuven. Jej historia przypomina przypadek 17-letniej Noe Pothoven z sąsiedniej Holandii, która w maju tego roku skorzystała z prawa do eutanazji.

Vatican News

Dolegliwości młodej Holenderki wiązały się doświadczeniem gwałtu. Flamandka Kelly jest ładna, ma rodzinę i narzeczonego. Cierpi na paraliżującą nieśmiałość. Kiedy patrzę w lustro widzę potwora – opowiada dziennikarzom. I jak wielu młodych w jej wieku twierdzi, że po prostu się sobie nie podoba.

O możliwości, które oferuje eutanazyjne prawo w Belgii poinformował ją psycholog. Na eutanazję czeka już siedem miesięcy, bo aby śmiertelny zabieg został wykonany, potrzebna jest pozytywna opinia dwóch psychiatrów i jednego lekarza ogólnego. Jej rodzice i rodzeństwo, w tym siostra bliźniaczka, dowiedzieli się o całej sprawie dopiero kilka dni temu.

Przypadek Kelly budzi w Belgii zrozumiałe kontrowersje. Z powodów psychicznych jest wykonywanych w tym kraju 2,4 procent wszystkich eutanazji. Statystycznie co trzecia osoba, która wnioskuje o wspomagane samobójstwo ze względu na cierpienie psychiczne, otrzymuje aprobatę psychiatrów.

Przypadek Kelly budzi kontrowersję, bo przedostał się do mediów. W pełnym świetle ukazuje on zwyrodnienie państwa, które zamiast podać cierpiącym pomocą dłoń, oferuje im pomoc w samobójstwie. Przypomnijmy, że kiedy pół roku temu w Holandii uśmiercono 17-letnią Noę, Papież Franciszek zareagował na jej zgon tymi słowami: „Eutanazja i wspomagane samobójstwo są porażką wszystkich. Odpowiedź, do której jesteśmy wezwani to nieporzucanie nigdy tych, którzy cierpią; nie poddanie się, ale objęcie troską i miłością, by przywrócić nadzieję”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem