Reklama

Przez muzykę do serca

2018-07-17 13:10

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 29/2018, str. IV

Archiwum Przemka Szczotko
Przemek Szczotko

Z Przemkiem Szczotko rozmawia Marta Wiatrzyk-Iwaniec

Na początku był Jedyny. Powołał on do życia Istoty Święte, którym podawał do wyśpiewania tematy muzyczne. Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką. A reszta współbraci słuchała. W miarę jednak, jak się wsłuchiwali, zaczynali rozumieć coraz głębiej, a głosy ich zespalały się w coraz doskonalszej harmonii. Wówczas Jedyny rzekł: „Chcę, abyście z tego tematu, który wam objawiłem, rozwinęli harmonijną Wielką Muzykę, a ponieważ natchnąłem was Niezniszczalnym Płomieniem, możecie, jeśli chcecie, wzbogacić temat własnymi myślami i pomysłami. A ja będę słuchał i radował się, że za waszą sprawą wielkie piękno wcieli się w pieśń” – oto fragment powieści J.R.R. Tolkiena „Silmarillion”, który stara się na sposób literacki wyjaśnić praprzyczynę muzykowania. Może i więcej nawet – ukazuje prawdę o tym, że każdy z nas ma do wyśpiewania własną historię, lecz trzeba pokierować swoim powołaniem tak, by odszukać te nuty i zagrać je zgodnie z Bożym marzeniem o nas. O sensie swojego poszukiwania poprzez śpiewanie opowiada Przemek Szczotko.

Marta Wiatrzyk-Iwaniec: – Brałeś udział w kilku projektach muzycznych. Ostatni z nich to New Message...


Przemek Szczotko: – Tak. Grunt różnych projektów muzycznych jest terenem do przebycia dla niemal każdego muzyka. To normalne, że kiedy szuka się własnej tożsamości muzycznej, to trzeba przemierzyć różne szlaki. Przez wiele lat obserwowałem bardzo ciekawe zjawisko w rozwoju muzycznym, nie tylko moim. Nazwałbym to pewnego rodzaju wspinaczką na wielką górę, by potem z niej zejść. I wcale celem nie jest tutaj zdobycie szczytu, lecz dotarcie na drugą stronę. Już tłumaczę, o co chodzi. Wchodząc coraz to wyżej, zachwycamy się przeróżnymi formami muzycznymi, artystami z odległych światów sceny, sprawnością wokalną i instrumentalną, aranżacjami, które zapierają dech w piersiach. Wierzchołek tej góry jest umiejscowiony tak wysoko, jak wysokie są nasze ambicje. Potem okazuje się, że nagle podczas tej wspinaczki zachwyci nas jakiś szczegół muzyczny, który jest tak prosty, a jednocześnie piękny, że cała otoczka ambicjonalna jakoś ginie w cieniu tej prostoty – i tutaj zaczyna się zejście z góry. Zejście, które jest konkretnym podążaniem za tzw. prostotą muzyczną. To schodzenie niejednokrotnie bardzo dużo kosztuje, ale daje szansę zejścia w głąb siebie, do serca, gdzie są ukryte najpiękniejsze dźwięki, najprostsze, najskuteczniejsze, słowa niekłamane i odważne. To jest teren, gdzie na pewno wreszcie jest się sobą.
Ogromnym darem było dla mnie poszukiwanie tych terenów z moimi przyjaciółmi z New Message. To był projekt bardzo osobisty dla każdego z nas. Kompozycje, teksty, aranżacje, koncerty przenosiły mnie dość skutecznie na drugą stronę. Dziś ten projekt odłożyliśmy na bok. Podjęliśmy próbę sprawdzenia, gdzie się znajdujemy, gdy nie ma nas razem, w jakim metrum biją nasze serca, gdy biją osobno. Czy wrócimy – nie wiem.

– Opowiedz o swoim najnowszym projekcie muzycznym. Dlaczego solo, a nie z zespołem?

– Do tej pory zawsze dzieliłem swoje inspiracje, kompozycje, kierunek tekstów, a nawet sposób śpiewania z ludźmi, z którymi współpracowałem. Doświadczenie tej wspólnoty muzycznej dawało mi pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że było mi to potrzebne. Od jakiegoś czasu bardzo intensywnie zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób przebywamy we wspólnocie. Do czego jest nam ona potrzebna, czy płyniemy z tłumem, bezczelnie nazywając to jednością, dlaczego chcemy być tylko biorcami, a dlaczego nie dawcami i czy w ogóle potrafimy być dawcami. I nie myślę tutaj o konkretnym talencie, czy umiejętności społecznej, ale o postawie, która wypływa z poczucia tożsamości. Gdy myślę o tożsamości, zastanawiam się, kim jestem, skąd jestem i czego jeszcze o sobie nie wiem. Trochę ze wstydem muszę przyznać, że długo nie odrabiałem lekcji w tym temacie. Muzyczna tożsamość jest bardzo ważna, to moje „ja”, które jest napełnione świadomością talentów powierzonych mi przez Ojca, „ja”, które czuje się kochane i chciane, więc nie musi podkładać się pod innych, udawać kogoś.

– Jakie znaczenie ma Biblia w kontekście Twoich piosenek?

– Bardzo dużo słyszymy ostatnio o wielkich charyzmatykach w Kościele, o uzdrowieniach i różnych innych cudach. To piękne, ale nie zapominajmy, że istotniejszą rzeczą jest głoszenie Słowa Bożego, które konkretnie wskazuje na Twórcę tych cudów – na Jezusa. Kiedy uświadomiłem sobie, że jestem codziennie świadkiem cudów wcielenia Słowa, ujęło to moje serce. Są jakby dwa odcienie tego cudu. Pierwszy – to moment, gdy zauważasz, że Słowo Boże przez ciebie kontemplowane zaczyna urzeczywistniać się w twoim życiu i drugi – to moment, gdy tak żyjesz, że twoje życie znajduje odzwierciedlenie w tym Słowie. Jeden odcień z drugim przenikają się wzajemnie i bez siebie nie mogą istnieć. Narodzin Słowa w życiu nie ma bez Matki, dlatego Maryi powierzyłem tę moją przygodę i uczę się od Niej rodzić słowo. Teksty, w których opisuję relacje, sytuacje, marzenia, irytacje są analogią, czy też parafrazą konkretnych treści biblijnych.

– Opowiedz historię powstania wybranej piosenki jako przykład tej korelacji.


– Jakiś czas temu przechodziłem trudny wewnętrznie czas, w którym uświadomiłem sobie, że mam ogromne tendencje do bycia „super dorosłym”. Super dorosły to ktoś, kto nie ma słabości, nie prosi o pomoc, potrafi przytulić innych, lecz sam się nie przytula. Miałem go serdecznie dość. Gdzieś wewnątrz zatęskniłem za prawdziwą dorosłością, która ma w sobie pierwiastek dziecieństwa. Kocha i chce być kochanym, prosi o pomoc, mówi o swoich słabościach, odrzuca zbędne troski, bo dziecko nie rozpamiętuje tego, co wczoraj i nie drży o jutro. Takim dorosłym zapragnąłem być.
Opisałem te refleksje w piosence „Gdy będę wracał”. Gdy pisałem pierwszą zwrotkę, naraz olśniło mnie, że jest to historia syna marnotrawnego. Dlaczego? Dla mnie ta opowieść o synu nie jest do końca opowieścią o jego grzechu roztrwonienia pieniędzy i życia rozpustnego. Jest czymś znacznie głębszym: to opowieść o odejściu od Ojca. Obecność Ojca to przestrzeń akceptacji, kochania nie za coś, lecz tak po prostu, to przestrzeń do bycia sobą, bycia dzieckiem, posiadania słabości otoczonej siłą Ojca. Wyjście z takiego domu, to szukanie siebie wśród świata, który nie chce ciebie nawet znać, wypowiadać twojego imienia, to zejście do poziomu świń. Powrót do domu, to powrót do odzyskania siebie w pełni. Wiem, że Bóg nie chce nam odebrać siebie samym sobie. On pragnie nas oddać sobie samym w Nim. To sprawa godna najwyższej uwagi. Często słyszymy: „bądź sobą”, ale to jest bardzo niebezpieczne, jeśli nie znajdziemy siebie najpierw w Bogu.

– „A reszta tylko chce być prawdą” – te słowa mają dla Ciebie wyjątkowe znaczenie, dlaczego?

– Chyba każdy z nas toczył niejeden spór o to, co było, czy jest prawdą. Kto ma rację, kto lepiej wie, kto coś widział dokładniej itp. Jest jeszcze jedna – nieułatwiająca – aczkolwiek usprawiedliwiająca poniekąd kwestia w tym temacie: to perspektywa, z której widzimy dany problem. I tu możemy się spierać do końca świata, bo długopis leżący pół metra ode mnie jest większy z mojej perspektywy, niż dla kogoś, kto go ogląda z odległości pięciu metrów. Głodny złodziej być może ma mniejszy grzech od złodzieja – lenia… i zapewne cała ta przestrzeń moralności czynu jakoś siebie nawzajem próbuje bardziej lub mniej usprawiedliwić. Jest wszakże jedna perspektywa, absolutna i niezmienna jako matryca wszystkich czynów dających życie – to spojrzenie Jezusa. Co na to Jezus? Co mówi Słowo Boże? – tak powinniśmy pytać. Dlatego wszystko, co jest poza Pismem Świętym i nauką Kościoła, jest ułudą i tylko chce być prawdą.

– Jakie Słowo Boże jest dla Ciebie najważniejsze, które obrałeś sobie za przewodnie?

– Zdecydowanie to, które Kościół daje na każdy dzień w Liturgii Słowa. Każdy dzień staram się zaczynać od tego Słowa. Czytam to Słowo z Matką Bożą, bo sam go nie zrozumiem. Nie chcę tylko czytać, chcę być przez to Słowo czytany. Świadomość, że Słowo Boże przenika moją codzienność, a historie z Pisma Świętego są także moimi historiami, ogromnie mnie uszczęśliwia.

– Masz swojego bloga lub facebooka?

– Strona internetowa musi być, facebook również. Każda z tych przestrzeni on-line służy czemuś innemu i jest bardzo przydatna w kontakcie z ludźmi. Jednak chciałbym, aby sercem tych przestrzeni był blog, bo tutaj po prostu mogę się więcej rozpisać. Chcę podzielić się tym, w jaki sposób powstają moje piosenki, jakim Słowem Bożym się inspiruję. Mam ogromną nadzieję, że to zachęci innych do wgłębiania się w treści Pisma Świętego.

– Kiedy i gdzie będzie można Ciebie usłyszeć na żywo?

– Za mną już kilka wystąpień, przede mną kolejne. Wszystko można znaleźć na moim blogu w zakładce: koncerty i wydarzenia.

– Czy są inne chrześcijańskie projekty muzyczne, które byś polecał?

– Ogromnie się cieszę akcją związaną z organizacją przez naszą diecezję koncertów uwielbieniowych podczas uroczystości Bożego Ciała oraz święta Objawienia Pańskiego. Zawsze tupię nogami, gdy ten czas koncertowania się zbliża i mogę także wziąć w nim udział.

– Czy masz już sponsora na płytę?

– Kilku już spotkałem na mojej drodze i mam nadzieję jeszcze na szczyptę.

Zapraszamy na stronę Przemka: www.przemekszczotko.pl .

Tagi:
wywiad

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gądecki: zależy nam na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym

2019-07-18 16:59

Niedziela, dg / Warszawa (KAI)

Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym - powiedział abp Stanisław Gądecki w wywiadzie z tygodnikiem katolickim "Niedziela". Przewodniczący Episkopatu Polski porusza m.in. kwestie ataków na Kościół, dialogu ze środowiskami LGBT, lustracji oraz wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży.

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

Abp Gądecki przypomina „akty jawnej profanacji największych świętości”, które miały miejsce w ostatnich tygodniach w Polsce, wymieniając profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej oraz akty bluźnierstwa podczas marszów i parady równości.

Wskazuje, że te inicjatywy walcząc o tolerancję, stają się „miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych”. Wśród ataków na Kościół przewodniczący KEP wymienia również napaści na świątynie i ataki na księży. - I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!” – stwierdza hierarcha.

Pytany o różnice w podejściu Kościoła do lustracji i zjawiska wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży, abp Gądecki rozróżnił najpierw „medialną nagonkę” na Kościół od dążenia do prawdy i zmagania się ze złem.

- Bardzo nam zależy na dojściu do prawdy i wewnętrznym oczyszczeniu Kościoła. Tak było przed dekadą, kiedy podejmowaliśmy konkretne działania umożliwiające przeprowadzenie lustracji w Kościele, tak jest i teraz. Trudno w naszym społeczeństwie znaleźć drugie takie środowisko, które podjęło aż tyle przedsięwzięć, inicjatyw i rozwiązań mających na celu rozliczenie przeszłości i prewencję na przyszłość. Zależy nam bowiem na naprawieniu krzywd wobec osób zranionych grzechem ludzi Kościoła. Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym – powiedział poznański metropolita.

Zwraca uwagę, że problem wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży wykorzystywany jest do ataków na Kościół, mających na celu odebranie mu wiarygodności moralnej. Hierarcha przyczynę widzi w tym, że Kościół jest „ostatnim głosem w społeczeństwie, który nie idzie na kompromis ze współczesnymi prądami demoralizującymi, ale nie boi się mówić, że życie szczęśliwe to życie, w którym człowiek stawia sobie jasne wymagania. Siły libertyńskie chciałyby z pewnością ten głos uciszyć i wyeliminować”.

Abp Gądecki wskazuje, że gdy podnoszono kwestię lustracji, Kościół jako jedyne środowisko przeprowadził działania lustracyjne. „Podobnie jest dzisiaj. Wiele osób publicznie wypowiada się o pedofilii w Kościele, a jednocześnie nie interesuje się wcale krzywdą młodych ludzi, która dokonuje się w innych środowiskach” – stwierdził.

Hierarcha pytany o korelację między skłonnościami homoseksualnymi a pedofilią, odpowiada, że „wielu ludzi zaprzecza tego rodzaju zależności. Jednakże wyniki dotychczasowej kwerendy, której dokonaliśmy, mówią o pedofilii homoseksualnej w niemal 60 proc.”, dodając, że organizacje prorodzinne zajmujące się również tą kwestią wskazują na jeszcze wyraźniejszą zależność.

– Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Prawdą jest też to, że Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim, i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny. Także osoby przynależące do wspomnianych środowisk mają to prawo – powiedział przewodniczący KEP pytany o możliwość dialogu ze środowiskami LGBT. Zaznaczył również, że w głoszonej im ewangelii nie może zabraknąć prawdy o grzechu.

Abp Gądecki wyjaśnił m.in. również, że mimo zarzutów stawianych filmowi braci Sekielskich, wciąż uważa za słuszne wyrażone po jego premierze podziękowania: „Mam nadzieję, że wstrząs wywołany przez ten film przyczyni się do wewnętrznego oczyszczenia wspólnoty Kościoła. I w tym sensie ufam, że wyniknie z niego dobro”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Doroczny obóz

2019-07-19 11:43

Ks. Piotr Ruta

W dniach 12-22 lipca wspólnota „Aniołki Pana” z ruchu Wiara i Światło przeżywa swój doroczny obóz. Po raz kolejny odbywa się on w Antoniowie, czyli w Górach Izerskich.

Archiwum autora
Temat tegorocznego obozu brzmi: „W szkole Pana Jezusa”

Każdego dnia razem modlimy się, gotujemy, sprzątamy, spacerujemy, bawimy się i ogólnie spędzamy ze sobą czas. Temat tegorocznego obozu brzmi: „W szkole Pana Jezusa” i dlatego każdy dzień jest niczym inny szkolny przedmiot: język polski, matematyka, muzyka czy geografia. Łącznie jest nas 21 osób.

Pełny tekst w wydaniu drukowanym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem