Reklama

Jesteście szczęśliwym narodem, bo macie wiarę w sercach

W ostatnim czasie w Szczecinie gościł kard. Raymond Leo Burke. Był on prelegentem podczas konferencji „Małżeństwo i rodzina.
Źródła kryzysu i drogi wyjścia”. Ten amerykański duchowny, pochodzący ze stanu Wisconsin, był m.in. arcybiskupem Saint Louis (2004-08) i prefektem Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej w Rzymie (2008-14).
W 2013 r. uczestniczył w konklawe, które wybrało papieża Franciszka. Obecnie jest patronem Suwerennego Zakonu Maltańskiego.

Niedziela Ogólnopolska 30/2018, str. 10-11

Archiwum Piotra Słomskiego

PIOTR SŁOMSKI: – Jak wyglądała droga Księdza Kardynała do kapłaństwa? Kto w tamtym czasie miał na Eminencję największy wpływ w tym względzie?

KARD. RAYMOND LEO BURKE: – Wszystko zaczęło się w domu rodzinnym. Moi rodzice byli dobrymi katolikami. Jestem najmłodszy z sześciorga dzieci. Rodzice z wielką uwagą nauczali nas wiary, przywiązania do spowiedzi św., niedzielnej Mszy św. Następnie na moją duchową formację wpłynęło życie parafialne ze wspaniałym ks. Owenem Mitchellem, który bardzo mnie inspirował; pochodził z Irlandii, ale był księdzem w USA. Obok wiary moich rodziców i wspomnianego księdza ważną rolę odegrały siostry zakonne w szkole, były to benedyktynki. To wszystko bardzo mnie inspirowało. Poczułem zachwyt kapłaństwem już w bardzo wczesnym wieku, po tym, jak przyjąłem Pierwszą Komunię św. i jak zacząłem służyć do Mszy św. w wieku 10 lat.

– Święcenia kapłańskie przyjął Ksiądz Kardynał w 1975 r. z rąk samego Pawła VI w Rzymie. Czym było dla Eminencji przyjęcie święceń w takich, można powiedzieć, wyjątkowych okolicznościach?

– Otrzymanie święceń kapłańskich od następcy św. Piotra – bł. Pawła VI traktuję jako szczególny dar od Boga. I postrzegam to też zawsze jako szczególne wezwanie, aby pozostać bardzo blisko Stolicy św. Piotra i bronić papieskiego Magisterium. To z pewnością było zawsze istotną częścią mojego duchowego i kapłańskiego życia.

– Ok. 30 lat temu Jan Paweł II mianował Księdza Kardynała pierwszym amerykańskim obrońcą węzła małżeńskiego Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. Jakie, według Eminencji, będą skutki obserwowanych obecnie prób redefiniowania małżeństwa i odrywania go od jego pierwotnego powołania?

– To będzie oznaczało zniszczenie małżeństwa. To będzie małżeństwo według jakiegoś zamysłu ludzkiego, a nie dar od Boga, dany ludziom od samego stworzenia świata. To z pewnością zniszczy też rodzinę, a w konsekwencji – społeczeństwo. I dlatego zaangażowałem się silnie w tych ostatnich latach w obronę prawdy o małżeństwie, ponieważ jest ono zasadnicze dla dobra nie tylko jednostek i Kościoła, ale również całego społeczeństwa.

– Ksiądz Kardynał jest znany ze swojego zaangażowania na rzecz podtrzymywania liturgicznej tradycji Kościoła. Jaka, według Eminencji, jest rola wspomnianej tradycji we współczesnym Kościele?

– Święta Liturgia jest największym i najdoskonalszym wyrazem naszego życia w Kościele i w Chrystusie. Dlatego też ma ona piękno i podniosłość, które są bardzo wyjątkowe w całym chrześcijańskim życiu. Św. Jan Paweł II u schyłku swojego pontyfikatu bardzo energicznie poświęcił się przywróceniu godności Świętej Liturgii jako działania Bożego, czyli nie jakiegoś rodzaju działania ludzkiego, lecz rzeczywistości, w której sam Chrystus schodzi na ołtarze naszych kościołów, aby uczynić się sakramentalnie obecnym, tak jak uczynił ofiarę na Kalwarii. Tak więc dla Kościoła liturgia jest w centrum nowej ewangelizacji, ale także nowej energii i siły Kościoła w naszym czasie.

– Gdy wspomniał Ksiądz Kardynał o nowej ewangelizacji, przyszła mi na myśl postać abp. Fultona Sheena, który był pionierem teleewangelizacji, porywał kilkadziesiąt lat temu rzesze telewidzów w USA. Jakie kierunki, według Eminencji, powinna obrać nowa ewangelizacja w naszych czasach?

– Wzrastałem pod wpływem sługi Bożego abp. Fultona Sheena, który wychodził od podstaw filozoficznych prawd wiary, aby później odsłaniać ich sedno, a także pokłady ich duchowego bogactwa i, oczywiście, Świętej Liturgii jako żywotnego wyrazu tych prawd. On był wspaniały w telewizji. I tak naprawdę telewizja była wynaleziona w czasach jego duszpasterskiej działalności. Prawdą jest też, że był to jeden z najpopularniejszych wówczas programów w USA. Jest to tym bardziej godne uwagi, że przecież Stany Zjednoczone nie są katolickim krajem, a mimo to każdy z widzów był bardzo zainteresowany jego sposobem prezentacji wiary. W naszych czasach wszystko, co oznacza nową ewangelizację, łączy się z koniecznością kontynuacji używania tych klasycznych już środków komunikowania wiary, uczenia katechezy dzieci itp., ale bardzo ważna jest również niedzielna harmonia obcowania ze słowem Bożym: mam tu na myśli uważne słuchanie głoszonego kazania. Istotna nie przestaje być też religijna edukacja ludzi dorosłych. Lecz używanie nowych mediów, tzw. mediów społecznościowych, aby starać się komunikować ludziom prawdy wiary, jest również istotne, pozwala bowiem na docieranie Dobrej Nowiny do coraz większych rzesz osób, które oczekują na orędzie ewangelicznej nadziei.

– Według statystyk, Polska wciąż jest krajem katolickim. Podam nawet taki przykład: od kilku lat niewielka społeczność wiejska w naszym regionie buduje własną świątynię. Gdy spojrzy się na Europę, gdzie nawet w wielkich miastach burzone są kościoły, urasta to do rangi symbolu. Co w związku z tym powinny zrobić polski naród i polski Kościół, by nie stracić tej czujności i nerwu katolickiej wiary?

– Jesteście w Polsce naprawdę szczęśliwi, że wasz kraj jest wciąż jeszcze wierzący i że odznacza się również praktyką życia religijnego. Widzę to zwłaszcza z własnego doświadczenia – zarówno w USA, jak i w Europie Zachodniej. Co jednak powinniście zrobić, to z pewnością nigdy nie podchodzić do wiary jako do rzeczywistości, która jest zapewniona. Zawsze patrzcie na wiarę jako na drogocenny dar od Boga, który należy przekazać następnym pokoleniom. Pamiętajcie o przywiązywaniu szczególnej wagi do katechezy wśród dzieci i młodych ludzi, a także do nauczania wiary podczas niedzielnych kazań w trakcie Mszy św. Trzeba być także uważnym na wpływy sekularyzacji, które są wokół was, ponieważ jesteście częścią Unii Europejskiej, która jest rzeczywistością ateistyczną, starającą się wprowadzać praktyki przeciwne prawu Bożemu i samemu Bogu. Polska będzie musiała się oprzeć tej polityce skierowanej przeciw rodzinie i życiu, która dominuje w Unii Europejskiej. I możecie to zrobić, ale będzie to wymagało szczególnej uwagi. I znajdą się ludzie, którzy w waszym społeczeństwie będą mówić, że trzeba być bardziej „na czasie”, że Polska jest staromodna, musi się otworzyć na nowe idee, ale nie powinniście w ogóle zwracać uwagi na ten rodzaj retoryki. Niech wszystko będzie osądzane według prawdy. Jeśli tak zrobicie, to zobaczycie, że wasza wiara jest najważniejszym darem, który Bóg wam dał, i w ten sposób zostanie ona zachowana i będzie miała swoje odzwierciedlenie w życiu polskiego społeczeństwa.

– Został Ksiądz Kardynał konsekrowany na biskupa przez Jana Pawła II i znał go osobiście. Jaką rolę, według Eminencji, może odgrywać osoba polskiego Papieża dla najmłodszego pokolenia 18- czy 20-latków, które zna Jana Pawła II już tylko z filmów i opracowań historycznych?

– Sądzę, że w kontekście osoby Jana Pawła II musimy sprawić, by młodym ludziom stały się znane jego pisma, np. encykliki: „Evangelium vitae”, czyli „Ewangelia życia” – o wartości i nienaruszalności życia ludzkiego; „Veritatis splendor”, czyli przedstawienie nauki moralnej Kościoła; adhortacje: „Familiaris consortio”, dotycząca rodziny, „Pastores dabo vobis” – na temat kapłaństwa itd. Sądzę, że musimy wprowadzić młodych ludzi do tego nauczania Jana Pawła II jako na pewną drogę na obecne czasy. I dodam jeszcze w tym względzie inną istotną rzecz: większość młodych księży nazywa się kapłanami z pokolenia Jana Pawła II, są oni pod wpływem jego długiego pontyfikatu. Uważam, że to właśnie oni powinni być nośnikami nauczania Papieża Polaka. W niektórych miejscach można zauważać opinię, że Jan Paweł II reprezentował pewną epokę, a teraz jesteśmy w nowej i musimy iść w innym kierunku. A to jest nieprawda, ponieważ Jan Paweł II był zakorzeniony w ciągłości uniwersalnego nauczania Kościoła, adresował je także do naszych czasów.

– Jakie odczucia towarzyszyły Eminencji, gdy przed pięcioma laty w Kaplicy Sykstyńskiej wraz z innymi kardynałami wybierał kolejnego następcę św. Piotra?

– Dla mnie było to doświadczenie ogromnej odpowiedzialności. Modliłem się o światło Ducha Świętego, o to, kogo Duch Święty chciałby, aby został pasterzem Kościoła powszechnego. Ponadto biorąc pod uwagę trudną sytuację, w której znajdują się Kościół i świat, wydawało mi się bardzo ważne, aby kardynałowie wybrali najlepszego możliwego nauczyciela i pasterza.

– Jakie są obecnie największe wyzwania stojące przed współczesnym Kościołem?

– Uważam, że największym wyzwaniem jest atak na małżeństwo i rodzinę. Kościół jest praktycznie jedyną instytucją, która konsekwentnie przez wieki broni prawdy o małżeństwie i rodzinie. I zasadnicze jest to, że w żaden sposób Kościół nie osłabił ani swojego nauczania, ani świadectwa w naszych czasach.

– 30 czerwca obchodził Ksiądz Kardynał swoje 70. urodziny, a dzień wcześniej również 43. rocznicę kapłańskiego życia. Czego możemy z tej okazji Eminencji życzyć?

– Abym był wierny do końca. Nie wiem, ile jeszcze czasu Bóg mi wyznaczy. On jest dla mnie w tym względzie bardzo hojny. Chciałbym też, abyście się modlili, bym pozostał wiernym i odważnym pasterzem owczarni.

– Na zakończenie chciałbym zapytać: ile razy miał Ksiądz Kardynał okazję odwiedzić nasz kraj?

– To moja czwarta wizyta w Polsce. Po raz pierwszy przybyłem tutaj w 2003 r. Prowadziłem wtedy pielgrzymkę z diecezji La Crosse (diecezja rzymskokatolicka, która swym zasięgiem obejmuje zachodnią część stanu Wisconsin – przyp. P. S.). Odwiedziliśmy różne święte miejsca w Polsce. Po jakimś czasie przyjechałem ponownie, aby zaprezentować tłumaczenie książki, którą napisałem o Świętej Eucharystii – „Boża Miłość stała się Ciałem”, było to w 2016 r. Po raz trzeci przyjechałem w zeszłym roku – odwiedziłem Licheń, później byłem w Kaliszu na Dniu Świętości Życia Kapłańskiego. W tym roku wziąłem m.in. udział w uroczystości Bożego Ciała we Włocławku.

– Niemniej wydaje się, że był Ksiądz Kardynał po raz pierwszy w naszym zachodniopomorskim regionie...

– Tak, to prawda. Muszę przyznać, że to bardzo piękny region. Jest to również obszar Polski inny pod względem historycznym, ponieważ przed wojną były tutaj Niemcy i protestantyzm. Teraz jest to region katolicki i polski. Oczywiście, nie jestem tutaj tak długo, aby mieć jakieś pogłębione przemyślenia, ale wizyta w tym miejscu bardzo mi się podoba; zwłaszcza seminarium, które robi wrażenie swoją strukturą architektoniczną. Jest ono również wyrazem katolicyzmu ludu Bożego na Pomorzu. Bardzo też podziwiam abp. Andrzeja Dzięgę. Znam go osobiście, znam także od kilku lat jego nauczanie.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

– Również dziękuję i z serca wszystkim błogosławię.

2018-07-25 11:11

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Życie konsekrowane w Polsce – kto świętuje 2 lutego?

2020-01-28 14:39

[ TEMATY ]

osoby konsekrowane

Ks. Waldemar Wesołowski

2 lutego, w Święto Ofiarowania Pańskiego obchodzony jest też w Kościele katolickim Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, ustanowiony przez papieża Jana Pawła II w 1997 r. Celem tego dnia jest szczególna refleksja nad darem życia poświęconego Bogu, dziękczynienie i modlitwa za konsekrowanych. Kto świętuje 2 lutego? Warto pamiętać, że nie każdy ksiądz jest osobą konsekrowaną, istnieje natomiast całkiem liczna grupa świeckich konsekrowanych.

Osoby konsekrowane to osoby, które w sposób szczególny poświęcają życie Bogu. Łączy je konsekracja, która wiąże się ze złożeniem Bogu ślubów czystości oraz najczęściej również ubóstwa i posłuszeństwa, choć zależy to od formy życia konsekrowanego. Specyfiką danej formy czy wspólnoty mogą być również inne przyrzeczenia czy zobowiązania.

W Polsce żyje ok. 32 tys. osób konsekrowanych. Oprócz istniejących tradycyjnie od stuleci zakonów kontemplacyjnych i zakonów czynnych funkcjonują nowe formy, sięgające korzeniami początków XX w.: instytuty świeckie. Ciekawostką jest odradzanie się indywidualnych form życia konsekrowanego znanych ze starożytności, które na przestrzeni stuleci zanikły, jak dziewice konsekrowane, wdowy czy pustelnicy. Warto też podkreślić, że wiele form i wspólnot właśnie się tworzy. – To zjawisko charakterystyczne dla czasu przemian i kryzysu, który bez wątpienia teraz obserwujemy – podkreśla matka Jolanta Olech, urszulanka SJK, sekretarka generalna Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych w Polsce.

Największą grupę osób konsekrowanych w Polsce stanowią kobiety – siostry zakonne żyjące w zgromadzeniach czynnych, czyli nastawionych na współdziałanie z Kościołem w pracy apostolskiej.

Według danych z 1 stycznia 2018 r. jest ich ponad 17 tys.. Mieszkają w 2188 domach i należą do 105 zgromadzeń. Około 2 tys. polskich sióstr pracuje za granicą, najczęściej na terenach misyjnych. Zgromadzenia czynne można porządkować według ich charyzmatów, czyli konkretnych form apostolstwa. Są zgromadzenia zajmujące się nauczaniem, wychowaniem, opieką nad dziećmi i młodzieżą, skoncentrowane na trosce o zdrowie, na działalności charytatywnej na rzecz ubogich itp. Podziały te jednak są dość płynne, podobnie jak podział zgromadzeń zakonnych na habitowe i bezhabitowe.

Kolejną, znacznie już mniejszą, grupą zakonnic są mniszki żyjące w zakonach kontemplacyjnych. Jest ich w Polsce ok. 1290. Większość mieszka w 83 klasztorach, których przełożone zrzeszone są w Konferencji Przełożonych Żeńskich Klasztorów Kontemplacyjnych w Polsce. Wszystkie te klasztory reprezentują 13 rodzin zakonnych, z których zdecydowanie najliczniejszą są karmelitanki bose. Około 50 sióstr mieszka w klasztorach, które nie należą do konferencji. Na co dzień mniszki zajmują się modlitwą i pracą. Choć nie są powołane do działalności duszpasterskiej, wiele osób szuka z nimi kontaktu, rozmowy, duchowego wsparcia.

Siostry pracują, by zapewnić sobie utrzymanie lecz praca ta z reguły nie wystarcza, dlatego już od wielu lat 2 lutego organizowana jest w Kościele w Polsce zbiórka przeznaczona na wsparcie klasztorów kontemplacyjnych.

Osoby konsekrowane to również zakonnicy. Według danych z końca 2017 r. jest ich w Polsce ponad 11 tys., z czego ponad 3 tys. pracuje za granicą.

Choć wśród instytutów męskich również wyodrębnić można te oddane dziełom apostolskim i te nastawione tylko na kontemplację – jak np. kameduli – wszystkie one zrzeszone są w jednej Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce, reprezentującej 59 zgromadzeń, z których każde ma swoje konstytucje. Określają one sposób życia zakonników i rodzaj podejmowanej pracy.

Obecną specyfiką zakonów męskich w Polsce jest to, że najczęściej łączą powołanie do życia konsekrowanego z powołaniem do kapłaństwa. Warto zatem pamiętać, że księża dzielą się na diecezjalnych i zakonnych (ci ostatni świętują 2 lutego).

Przemiana świata od wewnątrz – to powołanie osób konsekrowanych zrzeszonych w instytutach świeckich. Poza kilkoma wyjątkami, nie żyją oni razem, nie prowadzą wspólnych dzieł. Utrzymują się sami – zdolność do samodzielnego utrzymania jest zresztą wymogiem przyjęcia do instytutu – oraz zasadniczo sami muszą zapewnić sobie opiekę i utrzymanie na starość. Niektórzy żyją w sekrecie, czyli tak, by nikt, często nawet z najbliższego otoczenia, nie wiedział o tym, że dana osoba jest osobą konsekrowaną. Instytutów świeckich jest w Polsce 36. Zrzeszają w sumie 1200 osób. W większości są to instytuty żeńskie. Działa tylko jeden instytut męski, a jeden, Instytut Świętej Rodziny, posiada dwa autonomiczne kręgi – żeński i męski. Świeccy konsekrowani, podobnie jak w zakonach składają śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Nie rezygnują jednak z majątku na rzecz wspólnoty, ale starają się zarządzać dobrami materialnymi nie jak właściciele, ale jak szafarze. Większe wydatki konsultują z przełożonymi, wspierają potrzebujących.

Dziewice konsekrowane, pustelnicy i wdowy – formy te, istniejące w starożytności, od czasów Soboru Watykańskiego II zaczynają się odradzać i cieszą się rosnącą popularnością. W Polsce żyją obecnie 322 dziewice konsekrowane, ok. 300 wdów konsekrowanych oraz 4 pustelnice i 1 pustelnik. Są to osoby działające bez struktur, bezpośrednio podlegające biskupowi diecezjalnemu, który odpowiedzialny jest za ich formację i funkcjonowanie.

M. Jolanta Olech zwraca uwagę, że życie konsekrowane w świecie - i również w Polsce dynamicznie się zmienia. Cały czas tworzą się nowe formy i nowe wspólnoty, czego przykładem są choćby wspólnoty i ruchy odnowy religijnej powstałe po Soborze Watykańskim II i otwarte na różne grupy ludzi – osoby duchowne, świeckie czy całe rodziny.

W ramach tych wspólnot powstają niekiedy po pewnym czasie również wspólnoty osób konsekrowanych, jak np. we Wspólnocie Emmanuel czy Chemin Neuf.

– Tu tworzy się coś nowego, jakaś nowa jakość. Być może niektóre stare formy życia konsekrowanego muszą zniknąć (tak było na przestrzeni wieków), inne odnowić się zgodnie z Duchem czasów i Bożymi znakami. Być może powstaną też nowe formy odpowiadające bardziej potrzebom współczesnego Kościoła i współczesnych ludzi – zaznacza matka Olech.

CZYTAJ DALEJ

Sakrament odnowy serca

2020-01-29 15:22

pixabay

Oczekiwanie Chrystusa na człowieka w sakramencie pojednania nie jest ani fikcją, ani symbolem. Jest rzeczywistością. Ale my, ludzie XXI w., nie chcemy się zatrzymać i „zrzucić swego ciężaru na Niego”. Wolimy iść sami. Wolimy czekać z decyzją o spowiedzi na Wielki Piątek, albo na uroczystość rodzinną. Czasem czekamy, aż zmusi nas ciężka choroba. Czasem zdążamy w ostatniej godzinie naszego życia. Czasem...nie zdążamy. Kiedy brudzą nam się ręce - sięgamy po mydło. Gdy ubranie nie jest już świeże, sięgamy po proszek. Czy nasze serce, które jest mieszkaniem Boga, nie potrzebuje więcej troski? Sakrament pokuty jest czasem, w którym nie tylko pierze się serce z brudu grzechu. To czas, w którym dostajemy je zupełnie nowe. Za darmo.

Powiedzmy to od razu bardzo wyraźnie: sakrament pokuty był, jest i zawsze będzie czymś trudnym, poważnym i wymagającym. Nie zmienią tego faktu ani coraz wygodniejsze konfesjonały, ani spowiedź w formie dialogu penitenta z kapłanem, ani najgorętsze nawet zachęty. Dlaczego? Dzieciom tłumaczymy prosto: „Wtedy będzie rozgrzeszenie, kiedy będzie nawrócenie”. Proste? Niekoniecznie, gdyż nawrócenie ma swoją cenę, a często bardzo boli! Ile trzeba mieć wiary, odwagi i pokory, by swój własny grzech nazwać po imieniu, zerwać z postępowaniem niegodnym chrześcijanina, zdobyć się na szczery żal, szczerze wyznać swoje grzechy, podjąć pokutę i zadośćuczynienie! A Chrystus takiego radykalizmu domaga się od każdego z nas - i to Jego wymaganie sprawia, że uciekamy od konfesjonałów, dorabiamy ideologię do swoich złych czynów, spowiadamy się rzadko, byle jak i nie ma w nas owoców nawrócenia.

„Człowiek o zatwardziałym sercu, o znieprawionym sumieniu, choć może się cieszyć pełnią sił i sprawności fizycznych, jest duchowym kaleką - i trzeba wszystko czynić, ażeby mu przywrócić zdrowie ducha” - powiedział przed laty Jan Paweł II. Ucieczka spod słuchatelnicy ujawnia swoisty „instynkt samobójczy” grzesznika, który traci szansę na pełne uzdrowienie. Osłabienie, a nawet zanik wiary następuje według łatwego do zaobserwowania scenariusza: najpierw pojawiają się zaniedbania w modlitwie, następnym krokiem staje się lekceważenie udziału w Eucharystii, dalej rezygnacja ze spowiedzi św., wreszcie zobojętnienie na wszelkie formy pobożności - i oto mamy ochrzczonego niewierzącego!

Aż dziw bierze, że wciąż można usłyszeć wyznanie: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący” lub „wierzę, ale…”. A wszystko dlatego, że gdy się nie żyje według zasad wiary, owe zasady sprowadza się do poziomu swego życia. Przy takim myśleniu człowiek ucieka od miejsc, które każą mu stawać w prawdzie.

Podzielę się dwoma wspomnieniami.

Gdy kilka lat temu podążałem na swój dyżur w konfesjonale, przed głównym wejściem do katedry zobaczyłem coś niezwykłego: na bruku leżała pokaźnych rozmiarów drewniana skrzynia. Podszedłem bliżej i okazało się, że był to… konfesjonał! Z niepokojem zajrzałem do środka: konfesjonał był na szczęście pusty, a w dodatku częściowo rozebrany. Przypomniałem sobie wtedy, że zacny infułat, zatroskany o powierzoną jego proboszczowskiej trosce świątynię, zalecił renowację czcigodnych szaf.

Odetchnąłem z ulgą. Ale to wspomnienie każe mi postawić pytanie: Co by się stało z nami wszystkimi, gdyby rzeczywiście zabrakło nam w kościołach nie tylko konfesjonałów, ale sakramentu pojednania i tych, którzy w imieniu Jezusa odpuszczają grzechy?

I drugie wspomnienie.

Miałem szczęście modlić się przy grobie św. proboszcza z Ars Jana Marii Vianneya. Kapłan ten wypowiedział mniej więcej takie słowa: „Zabierzcie ludziom księży, a zobaczycie, że za 20 lat ci ludzie zaczną czcić zwierzęta”. Wszystko wskazuje dziś na to, że stałoby się tak znacznie wcześniej!

Obyśmy przez odrzucenie daru sakramentu spowiedzi nie musieli doświadczać losu syna marnotrawnego, któremu rozum wrócił na swoje miejsce dopiero wtedy, gdy - głodny i obdarty - posłany został do obsługiwania chrząkających „braci mniejszych” (zob. Łk 15, 15-18).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję