Reklama

Niedziela Kielecka

Na nasze słabe ręce Pan Bóg składa wielkie dary

W Roku Ducha Świętego o Mszy św. z ks. dr. Jarosławem Czerkawskim – proboszczem parafii św. Izydora w Posłowicach, posługującym modlitwą wstawienniczą w czasie Mszy św. o uzdrowienie – rozmawia Katarzyna Dobrowolska

Niedziela kielecka 30/2018, str. 1

[ TEMATY ]

wywiad

Ter

Ks. dr Jarosław Czerkawski

Katarzyna Dobrowolska: – Msza św. o uzdrowienie i uwolnienie kojarzy się nam z mocnym przeżyciem duchowym, charyzmatycznymi modlitwami, znakami, jakie jej towarzyszą i uzdrowieniami. Gdzie znajdują się jej źródła?

Ks. Jarosław Czerkawski: – Kościół jest jak drzewo. Mając mocne korzenie w Bogu, nieustannie się rozrasta. Dochodzą nowe gałęzie duchowości i charyzmaty. Msza św. o uzdrowienie i uwolnienie łączy się z ruchami charyzmatycznymi. Trzeba sięgnąć do ks. Blachnickiego i do Oazy Ruchu Światło-Życie w latach 70. XX wieku. W czasie spotkania Oazy w Murzasichlu, podczas modlitwy jej uczestnicy otrzymali chrzest w Duchu Świętym. Zaczęli mówić językami. Jest to pierwszy podstawowy charyzmat, jaki daje Duch Święty. To, co wydarzyło się w Murzasichlu, stało się równocześnie w kilku miejscach na świecie w USA i w Europie Zachodniej. Od tego momentu chrzest w Duchu Świętym wyznacza powstanie wielu środowisk charyzmatycznych, także katolickiej Odnowy w Duchu Świętym. Od tej chwili rodzi się pomysł Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Z czasem potwierdził ją Kościół, dając również szczegółowe wytyczne w specjalnych dokumentach, odnoszących się do charyzmatów i ich służebnej roli dla wspólnoty Kościoła.

– Kiedy Ksiądz osobiście spotkał się z Mszą św. o uzdrowienie i uwolnienie? I jak zaczęła się Księdza posługa tą modlitwą?

– Moja historia jest złożona. Zanim Pan Bóg rozpoczął we mnie zmiany, długo przeżywałem duże cierpienie wewnętrzne, łącznie z doświadczeniem całkowitego opuszczenia. W siedemnastym roku mojego kapłaństwa poważnie zachorowałem i byłem na duchowym zakręcie. Wtedy kolega namówił mnie bym przyjechał na Podlasie na rekolekcje, które prowadził ks. Krzysztof Kralka. Tam pierwszy raz zobaczyłem ludzi modlących się językami. Patrzyłem na to zjawisko normalnie, jednak bardziej akademicko, ponieważ wiedziałem o tym darze jedynie z wykładów w Seminarium. Wyjechałem stamtąd wściekły. Rokowania co do mojej choroby były bardzo poważne. Po latach, kiedy o tym wspominam, zawsze dziękuję Jezusowi, że dałem się wtedy zaprosić na te rekolekcje. Pan Bóg dokonał wtedy wielkich rzeczy w moim życiu, choć do końca o tym nie wiedziałem. Kiedy wróciłem do Kielc otrzymałem dar radości. Było to niesamowite działanie Pana Boga. Wiedział doskonale, co było mi wtedy najbardziej potrzebne w oczekiwaniu na diagnozę i w lęku, który mi wtedy towarzyszył. Groził mi paraliż całego ciała. A ja chodziłem po mieszkaniu i śmiałem się sam do siebie. Spotykałem się z ludźmi i miałem pokój serca i taką wewnętrzną radość. Po chrzcie w Duchu Świętym człowiek ma inne spojrzenie na rzeczywistość, wszystko jest świeże. Kolejne charyzmaty przyszły z czasem. Na początku modlitwa językami. W 2012 r. sprawowałem z ks. Piotrem Białkiem pierwszą Mszę św. o uzdrowienie i uwolnienie w Bielinach. Potem nastąpiło moje uzdrowienie z choroby. Od tego momentu wszystko jest do dziś w porządku. W tym czasie zaczęła się współpraca także z ks. Pawłem Samiczakiem i wspólne wyjazdy na kursy ewangelizacyjne. W grupie księży, którzy posługiwali modlitwą, był także ks. Karol Stawowczyk. Wspólnie z ks. Pawłem Samiczakiem czuliśmy potrzebę takiej modlitwy w Kielcach. Pracowałem w kurii i Seminarium Duchownym, więc byłem poza parafią. Zaczęliśmy się modlić o rozeznanie, gdzie mają być Msze św. o uzdrowienie, w którym z kieleckich kościołów. Przyszło poznanie, że Pan Bóg chce, aby były w kościele św. Wojciecha i przez długi czas tam modliliśmy się na comiesięcznej Eucharystii i adoracji. Dziękujemy ks. prał. Janowi Tusieniowi za to, że wyraził zgodę na modlitwę w parafii, gdzie jest proboszczem. Ks. Marcin Boryń, który był wtedy wikariuszem w św. Wojciechu, ofiarował swoją pomoc i do udziału we Mszach św. została zaproszona wspólnota „Zarażę Cię Bogiem”. Od roku Msze św. z modlitwą o uzdrowienie sprawowane są w także co czwarty piątek miesiąca w kościele św. Jadwigi Królowej.

– Nabożeństwa te mają szczególny charakter i porządek uregulowany dokumentami Kościoła.

– Trzeba powiedzieć, że do czwartego wieku takie Msze św. z modlitwą charyzmatyczną były czymś normalnym. W pierwszych latach po Chrystusie, wielki Apostoł – św. Paweł – upominał, by Eucharystia i zgromadzenia miały swój porządek, a szczególnie wtedy, gdy zebrani posługują się charyzmatami. Pisał, że wszystkie charyzmaty Ducha Świętego mają służyć wspólnocie. To jest najważniejsza wytyczna. Nikt nie otrzymuje charyzmatów dla siebie. One są w służbie. Zgodnie z instrukcją, jaka została wydana przez Benedykta XVI odnośnie Mszy św., modlitwa o uzdrowienie nie może zaburzyć całości Eucharystii. Również ważnym dokumentem mówiącym o charyzmatach Ducha Świętego i nowej ewangelizacji jest dokument z Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów z Aparecidy z 2015 r. „Jesteśmy uczniami i misjonarzami Jezusa Chrystusa, aby nasze narody miały w Nim życie”. Zawsze w centrum ma być Msza św. z homilią wyjaśniającą Słowo Boże. Potem jest adoracja i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie jest nałożenie rąk.

– Modlitwa ta przynosi wiele duchowych owoców. Jej uczestnicy zostawiają świadectwa doznanych łask na specjalnej stronie www.mocducha. pl . A jakie są Księdza doświadczenia?

– Najwięcej jest owoców duchowej przemiany. To jest przebaczenie, powrót do zrozumienia i przyjęcia wiary w Jezusa Chrystusa. Są również uzdrowienia fizyczne. Logika uzdrowień jest zarezerwowana dla Pana Boga. Mamy to zapisane w Ewangeliach. Czasem najpierw jest uzdrowienie fizyczne, a czasem duchowe. Poznałem małżeństwo, które cierpiało z powodu braku potomstwa. Wykonali wszelkie badania i lekarze orzekli, że nie mają żadnych szans, nie znając jednocześnie przyczyny takiego stanu rzeczy. Okazało się, że brak potomstwa był spowodowany przekleństwem, jakim nawzajem obłożyła się rodzina. Najpierw była więc modlitwa uwolnienia. Za trzy miesiące przyszli z wiadomością, że spodziewają się dziecka. Bardzo dużą przeszkodą przed przyjęciem Bożej łaski jest brak przebaczenia. Dlatego Pan Bóg chce dać ten dar. Jest mnóstwo uzdrowień, które dokonują się w sakramencie pokuty i pojednania, po Słowie Bożym. Te liczne łaski i cuda dla wspólnoty Kościoła pokazują obecność Pana Boga. Dają światło dla negujących Kościół. Jeśli byłaby to tylko instytucja, to nie towarzyszyłyby jej takie znaki, cuda i łaski. On mówi w tych doświadczeniach i łaskach: „Ja jestem. Przez was głoszę w tym Kościele Słowo. Przez moją obecność macie szukać oparcia.”

– Mszy św. o uzdrowienie towarzyszy spoczynek, który niektórzy nazywają „spoczynkiem w Duchu Świętym”. Jaka jest istota tego doświadczenia? Po co ono jest?

– Zjawisko jest cały czas nowe. Nie ma spoczynku zapisanego w Piśmie Świętym, tak jak nie ma mowy o Różańcu. Jest to doświadczenie, które ma trzy wymiary. Przez spoczynek Pan Bóg uzdrawia wewnętrznie duchowe rany. Po drugie daje doświadczenie błogostanu Bożego, a po trzecie pokazuje, że działa, że jest. Oczywiście możliwe jest diabelskie oszustwo, czyli spoczynek od demona próbującego naśladować Boga. Najtrudniej jest ze sprawą rozeznawania duchów. Św. Ignacy Loyola o tym pisał. Do św. Faustyny diabeł przychodził udając Jezusa, ale że nienawidził Bożego Miłosierdzia, szybko został zdemaskowany.

– Msze św. z modlitwą o uzdrowienie mają wielką frekwencję. Skąd ten fenomen popularności, skoro codziennie można uczestniczyć w Eucharystii?

– Można spojrzeć na niego jak na pewien znak czasów. Jest w ludziach mocne pragnienie doświadczenia Bożej obecności i działania. Oczywiście, zawsze tłumaczymy, że każda Msza św. niesie tą samą żywą obecność Jezusa Chrystusa. Jest jednak pewna tajemnica, dlaczego Pan Bóg tak działa, że przez tego rodzaju Eucharystię , adorację i modlitwę wstawienniczą dzieją się takie cuda. Zależy to także od naszej wiary.

– Nie byłoby Mszy św. o uzdrowienie bez kapłanów. Ale są także pewne pułapki w takiej posłudze, np. pycha. Jak się od niej ustrzec?

– Kiedy mówimy o Mszy św. o uzdrowienie musimy odwołać się do sakramentu kapłaństwa. Jak wielki dar idzie przez kapłaństwo! A proszę zauważyć co zrobił diabeł w umysłach ludzi – zakwestionował kapłaństwo, a potem Kościół. Ostatnio miałem rozmowę z pewnym człowiekiem. „W Pana Boga wierzę, ale Kościół i w was (księży) nie wierzę” – wyznał. I tutaj ujawnia się logika szatańska. To jest Jezusowe Kapłaństwo, które dane jest też słabym ludziom, błądzącym, którzy są w stanie zdradzić w kapłaństwie. Diabeł bardzo nienawidzi kapłaństwa. Kiedyś mój wikariusz z rodzinnej parafii w rozmowie powiedział mi: „Pamiętaj o jednej rzeczy. Twoją matkę i twojego ojca kusi jeden diabeł. Ale jak zostaniesz księdzem będzie już dziesięciu obok ciebie”. I to jest proste stwierdzenie. Ksiądz jest bardziej narażony na ataki i pokusy od złego, dlatego nieocenionym wsparciem jest modlitwa „Margaretek” za kapłanów, która jest naprawdę potrzebna. Ważne, aby sami księża nie bali się charyzmatów. Czasem słyszę: „Nie będę się w to angażował, bo mi diabeł będzie dokuczał”. To nieporozumienie! Za nami stoi Pan Bóg. Nie można w ten sposób podchodzić do darów, jakimi Bóg chce człowieka obdarzyć.
Może jeszcze kiedy mówimy o Mszy św. o uzdrowienie musimy odwołać się do sakramentu kapłaństwa. Jak wielki dar idzie przez kapłaństwo! A proszę zauważyć co zrobił diabeł w umysłach ludzi – zakwestionował kapłaństwo, a potem Kościół. Ostatnio miałem rozmowę z pewnym człowiekiem. „W Pana Boga wierzę, ale Kościół i w was (księży) nie wierzę” – wyznał. I tutaj ujawnia się logika szatańska. To jest Jezusowe Kapłaństwo, które dane jest też słabym ludziom, błądzącym, którzy są w stanie zdradzić w kapłaństwie. Diabeł bardzo nienawidzi kapłaństwa. Kiedyś mój wikariusz z rodzinnej parafii w rozmowie powiedział mi: „Pamiętaj o jednej rzeczy. Twoją matkę i twojego ojca kusi jeden diabeł. Ale jak zostaniesz księdzem będzie już dziesięciu obok ciebie”. I to jest proste stwierdzenie. Ksiądz jest bardziej narażony na ataki i pokusy od złego, dlatego nieocenionym wsparciem jest modlitwa „Margaretek” za kapłanów, która jest naprawdę potrzebna. Ważne, aby sami księża nie bali się charyzmatów. Czasem słyszę: „Nie będę się w to angażował, bo mi diabeł będzie dokuczał”. To nieporozumienie! Za nami stoi Pan Bóg. Nie można w ten sposób podchodzić do darów, jakimi Bóg chce człowieka obdarzyć.
Może jeszcze nie doceniamy działania Ducha Świętego. A On jest stale obecny. Owszem jest pewien trud takiej drogi. Należy żyć duchowością i ją pielęgnować. Unikać wszelkiego bałwochwalstwa. Jak przyjdzie w tej posłudze pycha, lenistwo i myśl że nie trzeba się starać, człowiek może się pogubić. I trzeba mieć duchowe zaplecze, które wspiera kapłana. Ale czyż to nie cudowna sprawa? Na nasze słabe ręce Pan Bóg składa tak wielkie dary. Trzeba odkrywać dar kapłaństwa dany dla wspólnoty Kościoła. On jest skuteczny we wspólnocie Kościoła.

2018-07-25 11:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szumowski: ponowne zamknięcie Polaków w domach raczej niemożliwe; obecnie epidemia wygasa (wywiad)

Ponowne zamknięcie Polaków w domach, ograniczenie ich aktywności zawodowej i społecznej jest raczej niemożliwe - powiedział w rozmowie z PAP minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał, że w tej chwili jesteśmy na etapie wygaszania epidemii.

Minister zdrowia przyznał, że w tej chwili epidemia w wielu województwach jest "w formie szczątkowej". W niektórych diagnozuje się dziennie tylko pojedyncze zachorowania na COVID-19, a ich łączna dobowa liczba spadła poniżej 300. Nie można jednak założyć, że to już koniec. Niewykluczone, że dojdzie do wzrostu zachorowań jesienią, ale sytuacja wtedy będzie inna, bo przetarto już pewne ścieżki, wyprowadzono mechanizmy, działania, by skuteczniej przeciwdziałać jego rozprzestrzenianiu. Ponadto "nauczyliśmy się" żyć z tym wirusem, choć nadal do końca nie został on poznany.

Natomiast w kontekście wypełnienia jednego z dwóch możliwych scenariuszy, dotyczących niedzielnego głosowania na prezydenta, minister Szumowski stwierdził, że wybór prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego wiąże się z niewiadomą, jeśli chodzi o politykę zdrowotną, bo jego program, to "puste obietnice". Z kolei prezydent Andrzej Duda w ciągu swojej prezydentury podejmował inicjatywy ustawodawcze w wielu kwestiach zdrowotnych.

PAP: Jesteśmy już na ostatniej prostej, jeśli chodzi o wybory. Możemy zatem "pogdybać". Realne są dwa scenariusze. Czego możemy spodziewać się w kontekście polityki zdrowotnej, gdyby doszło do reelekcji prezydenta Dudy, a czego, gdyby w pałacu prezydenckim pojawił się Rafał Trzaskowski?

Ł.Sz.: Trzeba zaznaczyć, że Rafał Trzaskowski był członkiem rządu Platformy Obywatelskiej i wówczas nie zabierał za bardzo głosu na temat nakładów na ochronę zdrowia, a przecież rząd jednak jest ciałem kolegialnym. Przez osiem lat rządów PO-PSL była tu stagnacja. Nakłady, jeżeli rosły to w bardzo ograniczonym zakresie. Dlaczego przez osiem lat ich rządów nie uchwalono takiej ustawy jak „ustawa 6 proc.”? Przypominam, że za rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydentury Andrzeja Dudy taka ustawa powstała. Tylko do ubiegłego roku nakłady na ochronę zdrowia wzrosły o 30 mld zł. Na samą onkologię do 7,3 mld zł w 2019 roku z 4,9 mld zł z 2015 roku. Liczba refundowanych leków w leczeniu raka piersi zwiększyła się z dwóch do jedenastu. Dlaczego pan Trzaskowski będąc ministrem administracji i cyfryzacji nie zdecydował się wprowadzić informatyzacji w ochronie zdrowia: e-recepty, e-wizyty, e-skierowania? My to wszystko wprowadziliśmy.

PAP: Czy pana zdaniem jest możliwe, by nakłady na politykę zdrowotną wzrosły do 6 proc. PKB już w przyszłym roku? Ustawa przewiduje osiągnięcie tego pułapu za cztery lata. Prezydent Trzaskowski zapowiada m.in. zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia w przeliczeniu na głowę każdego Polaka do 3676 zł wobec 2757 zł już w 2021 roku, czyli w ujęciu do PKB do 6 proc. z 5,03 proc. planowanych w 2020 roku.

Ł.SZ.: To są puste obietnice. Gdy pan Trzaskowski jako minister w rządzie PO-PSL miał realną władzę, nie zabiegał, zresztą jak cały rząd, o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. A teraz nagle, jako kandydat na prezydenta, tak dużo o tym mówi. To jest niepoważne. Dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy podjął realną pracę w zakresie zwiększania finansowania służby zdrowia. Zwiększyliśmy wynagrodzenia, w tym urealniliśmy płace w zawodzie pielęgniarki czy ratownika. Te płace podstawowe wzrosły w sposób istotny, choćby od lipca wzrasta minimalne wynagrodzenie w sektorze ochrony zdrowia. Wzrosły wynagrodzenia rezydentów. To realne działania. Przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej, którego członkiem był pan Trzaskowski, nie widzieliśmy tego.

PAP: Jednak przy spełnieniu scenariusza nazwijmy go "B", czyli sytuacji wygranej prezydenta Trzaskowskiego, będziecie panowie musieli ze sobą współpracować, znaleźć punkty styczności, bo chodzi przecież o zdrowie Polaków.

Ł.Sz.: Nie mam pojęcia, jakie by one były, bo program pana Trzaskowskiego jest bardzo enigmatyczny, wręcz zdawkowy. To są puste obietnice. Nie ma realnego programu. Natomiast prezydent Andrzej Duda zainicjował realne projekty, jak choćby regulację dotyczącą onkologii, czyli tzw. cancer plan, w którym są m.in. nowe szczepionki, których rząd PO-PSL nie chciał wprowadzić. My wprowadzamy szczepienie na HPV, które ratuje kobiety przed rakiem szyjki macicy. Dodatkowo z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy mamy projekt ustawy o Funduszu Medycznym. To w tym roku 2 mld zł, w kolejnych 4 mld zł na konkretne działania.

PAP: Pozostawmy w tej chwili najgorętsze wydarzenia. Cofnijmy się do marca. Mijające cztery miesiące musiały być dla pana, jako ministra zdrowia, jak zły sen. Wysiłek, odpowiedzialność, nowe regulacje pisane i wprowadzane błyskawicznie, pod wpływem zmieniającej się sytuacji. Z jednej strony musiał pan dbać o to, by system dał radę, z drugiej było wiele niewiadomych. Wirus rozprzestrzeniał się. Nikt nie wiedział jak szybko i głęboko będzie atakował. Gdyby pan mógł cofnąć czas i miał tę wiedzę, co dzisiaj, jakich decyzji nie podjąłby pan? Co zmienił?

Ł.Sz.: Zawsze z perspektywy upływającego czasu można powiedzieć, że pewne rzeczy można byłoby przeprowadzić lepiej. Ale o tym wiemy zawsze po czasie. Decyzje ocenia się jednak po efektach. Jakie mamy efekty, każdy widzi. Spowolniliśmy rozprzestrzenianie się wirusa, zabezpieczyliśmy łóżka i niezbędny sprzęt. Każdy chory wymagający hospitalizacji otrzymywał miejsce w szpitalu. Każdy wymagający respiratora był do tego respiratora podłączany. W innych państwach tych możliwości zabrakło. Na pewno z tą wiedzą, którą teraz mamy, konkretniej dostroilibyśmy się do początkowej fazy epidemii. Chodzi np. o sieć szpitali jednoimiennych, transport pacjentów zakażonych koronawirusem. Zapewne zasady dotyczące triażu pacjentów można było lepiej na początku doprecyzować. Ale pamiętajmy, że to my jako pierwsi wprowadziliśmy jednoimienne szpitale zakaźne, które okazały się bardzo dobrym rozwiązaniem. W przypadku pozostałych szpitali pewnie wprowadzilibyśmy izolatki czy oddziały izolacyjne dla pacjentów oczekujących na wynik badania pod kątem obecności koronawirusa. Szybciej wprowadzilibyśmy zapewne także zakaz pracy w kilku miejscach dla personelu medycznego. Oczywiście z rekompensatą. To jednak, można by rzec niuanse, przy tym, co realnie udało się zrobić. Wystarczy punkt odniesienia. Popatrzmy na Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Niemcy, Francję. Popatrzmy na USA.

PAP: Przypuszczam, że niedługo czeka pana urlop, nabierze pan sił, ale czy jest pan gotów na drugie starcie z epidemią? Jak może ono wyglądać?

Ł.Sz.: W wielu krajach niestety obserwujemy ponowny wzrost zakażeń. Czytamy doniesienia o ponownym zamykaniu regionów i miast. W Polsce widzimy natomiast poprawę sytuacji i spadek zakażeń. Raporty wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych pokazują, że liczba zdiagnozowanych nowych przypadków ustabilizowała się na niższym poziomie niż jeszcze dwa, czy trzy tygodnie temu. W niektórych województwach są to już tylko pojedyncze przypadki. To pokazuje, że w wielu województwach epidemia jest w formie szczątkowej. Wirusa mamy znacznie, znacznie mniej. Jeśli popatrzymy na wyniki badań przesiewowych u osób jadących do sanatoriów to z 18,5 tys. przebadanych - to gigantyczna grupa - tylko 30 osób jest chorych. To jest mniej niż 1,7 promila. Zrobiliśmy też przesiew u policjantów. Przebadaliśmy 3 tys. z nich i okazało się, że nie było żadnego chorego. To pokazuje, że w przesiewie populacji, nie w wyselekcjonowanych grupach, tego wirusa jest naprawdę niewiele. Stan epidemiczny w kraju uważam, że jest niezły i to nie na podstawie wymysłów, widzimisię, hipotez, ale na podstawie wyników badań.

PAP: Czego dowiedzieliśmy się o tym wirusie, patrząc na niego już z pewnej perspektywy i biorąc pod uwagę nasze doświadczenia?

Ł.Sz.: Powstały ostatnio prace mówiące na przykład o tym, że kod genetyczny niektórych osób daje mniejszą lub większą szansę na chorowanie i powikłania. Dowiedzieliśmy się też, że dość duża grupa osób choruje bezobjawowo, ale jest też grupa osób, dla których ma on poważne konsekwencje i w tym przypadku ta choroba ma bardzo ciężki przebieg. Wiemy, że zakaźność jest dość duża i zależy od samej formy zakażenia. Na przykład tylko 1/4 zakażonych górników, którzy w większości chorowali bezobjawowo, zaraziło swoje rodziny. To pokazuje, że u osób bezobjawowych ta zakaźność jest niższa. Myślę, że jeszcze długo, wręcz przez całe lata, będziemy analizowali te dane. Nadal uczymy się tego wirusa. Otwarte jest nadal pytanie, dlaczego tak mocno pozakażani byli górnicy? Być może wpłynęły na to warunki, w których pracują, czyli w kopalniach na dole, gdzie trudno zachować dystans i mamy dużą wilgotność powietrza.

PAP: Jeśli dojdzie do eskalacji choroby w następnych miesiącach, czy czekają nas kolejne obostrzenia? Czy gospodarkę i system opieki zdrowotnej będzie stać na ewentualne zamykanie wszystkiego na kłódkę, jak miało to miejsce w marcu i kwietniu? Tym bardziej, że oswoiliśmy już tego wirusa, lęk w społeczeństwie przed nim jest mniejszy, a zatem nie będzie już tak łatwo ograniczać aktywności społecznej i zawodowej Polaków, gdyby była taka konieczność.

Ł.Sz.: Pełnego lockdownu nie da się już przeprowadzić, zarówno z punktu widzenia medycznego, jak i gospodarczego. Gdyby naprawdę było niedobrze, wtedy można myśleć np. o większej kontroli kontaktów społecznych. Ale mam nadzieję, patrząc na te liczby w naszym kraju i krajach sąsiadujących, że nie będziemy mieli aż tak dramatycznego wzrostu. Trzeba też pamiętać, że mamy wypracowane już mechanizmy, procedury, szpitale jednoimienne, gotową sieć laboratoriów, testy genetyczne, szybkie testy na czas jesienny, by diagnozować możliwe zakażenia. To wszytko jest przygotowane. Będziemy też zachęcali do szczepień przeciw grypie.

PAP: Koronawirus schodzi na drugi plan, ale znowu powracają stare bolączki: rozpoczęta tylko w mikro stopniu reforma psychiatrii dziecięcej, kwestie chorób onkologicznych i rzadkich, kolejki do specjalistów, które jeszcze bardziej się wydłużą, bo pacjentów przybyło, przemęczony personel. Pojawiła się też nowa kwestia – lęk pacjentów przed bezpośrednim kontaktem z lekarzami, placówkami. Gdzie leżą największe wyzwania? Jakie są rokowania dla systemu zdrowia krótkofalowo i długofalowo? Czy uda się ten czas nadgonić, który jest też tak istotny w leczeniu?

Ł.Sz.: Należy pamiętać, że reformę psychiatrii rozpoczęliśmy od dorosłych. I ona w opinii psychiatrów poszła całkiem dobrze. Podobną reformę robimy w psychiatrii dziecięcej. Oczywiście koronawirus trochę zatrzymał postępowanie konkursowe dotyczące tworzenia poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych. Jednak trzeba podkreślić, że dotychczas zakontraktowaliśmy 130 placówek z 300, które założyliśmy, że powstaną. Mam nadzieję, że teraz wszystko nabierze tempa i będziemy już niedługo mieli pełną sieć poradni. To, co epidemia przesunęła w czasie, to samą opiekę psychiatryczną nad dziećmi i młodzieżą. Wielu opiekunów wystraszyło się i przyjmowanie dzieci nie odbywało się w takiej formie i stopniu, jak zakładaliśmy. Korzystając jednak z okazji, chciałbym zaapelować do wszystkich pacjentów, by wracali do badań profilaktycznych. Nie obawiali się. Tak, jak mówiłem wcześniej, wirusa jest znacznie, znacznie mniej.

PAP: Jakie reperkusje dla światowej i polskiej polityki zdrowotnej będzie miało wycofanie się USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Czy Pana zdaniem rzeczywiście WHO działała zbyt opieszale, jeśli chodzi o reakcję na rozprzestrzenianie się wirusa?

Ł.Sz.: Na pewno WHO prezentowała dość chwiejne komunikaty na temat epidemii. Na tej podstawie wszystkie państwa wprowadzały zaś swoje działania. WHO mówiła na początku wyraźnie, że prawdopodobieństwo przejścia wirusa do Europy jest znikome lub bardzo niskie. Potem zmieniła zdanie. Po doświadczeniach Lombardii, wszyscy się przestraszyli i zobaczyli do czego ten wirus jest zdolny. Ale on nadal nie jest dobrze poznany. Trudno mieć za złe ekspertom, że zmieniają swoje zdanie na temat epidemii, jeśli wirus jest znany od miesiąca. Wydaje się też, że na decyzji USA o wyjściu z WHO zaważył nie tylko koronawirus. Nie tylko on był przedmiotem rozbieżności. Jest szereg różnych innych spraw, z którymi administracja amerykańska się nie zgadza.

PAP: Niewątpliwie ta decyzja rzutuje na postrzeganie Światowej Organizacji Zdrowia...

Ł.Sz.: Pamiętajmy, że WHO była postrzegana w różny sposób. Przez wiele lat kwestie światopoglądowe były przemycane w różnych aktach prawnych WHO. Ostatnio wspólnie z USA pisaliśmy negatywne stanowisko do jednej z takich akcji. Z drugiej strony WHO działa bardzo sprawnie w krajach trzeciego świata. Propaguje tam wiedzę medyczną, zachowania prozdrowotne. Światowa Organizacja Zdrowia nie jest ani biała, ani czarna.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Dream team Duda – Morawiecki zdał egzamin

Odpowiedź na pytanie o przyczyny wygranej w tych wyborach leży w świetnej współpracy prezydenta i premiera – mówi Eryk Mistewicz. – Poszczęściło się Polsce, że na czas bardzo trudny spotkali się ze sobą Andrzej Duda, czujący potrzeby zwykłych ludzi, i Mateusz Morawiecki, który dysponuje wiedzą, umiejętnościami i praktyką.

Marzena Kowalewska-Erhardt: „Kto lepiej opowie, na czym mu zależy, ten wygrywa” – przekonuje Pan często. Jak Polskę opowiadał Polakom Andrzej Duda, że jego opowieść przekonała większość wyborców?

Eryk Mistewicz: To była i wciąż jest opowieść oparta na prawdzie. Oparta na spotkaniach z ludźmi. Odpowiedzialna. Nie było w tej kampanii, którą bardzo uważnie śledziłem, deklaracji bez pokrycia. Było przypomnienie, ile udało się zrobić, wpierw dzięki rządowi Beaty Szydło, później – Mateusza Morawieckiego. Szczególnie rząd Morawieckiego – a więc uszczelnienie luki VAT, zarządzanie państwem zgodnie z regułami korporacyjnymi – umożliwił Polsce i Polakom wielką odczuwalną zmianę: to naprawdę wielkie transfery socjalne, pomoc dla rodzin, zajęcie się terenami zapomnianymi. Rząd Morawieckiego dzięki wsparciu Dudy zaproponował duży, ambitny program rozwoju, wsparcie lokalnych wspólnot, czego symbolami stało się choćby otwieranie miejsc i połączeń – czy to kolejowych, czy autobusowych, które wcześniej, w czasie rządów PO-PSL, były zamykane. Nie bez znaczenia było także spełnienie obietnic sprzed 5 lat, w tym obniżenia wieku emerytalnego.

Poszczęściło się Polsce, że na czas bardzo trudny spotkali się ze sobą Andrzej Duda, czujący potrzeby zwykłych ludzi, i Mateusz Morawiecki, który dysponuje wiedzą, umiejętnościami, praktyką, dzięki którym potrafił nadać Polsce impuls rozwojowy. Odpowiedź na pytanie o przyczyny wygranej w tych wyborach leży w świetnej współpracy prezydenta i premiera. Dream team Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego zdał egzamin. Szczególnie w czasie największego wyzwania ostatnich lat – epidemii i jej poważnych skutków społecznych i gospodarczych. Nie ma w Polsce, jak w innych krajach, masowych upadłości firm i bezrobocia.

Jeśli wsłuchać się w zarzuty zwolenników Rafała Trzaskowskiego, to właśnie za dużo pieniędzy, inwestycji, rozwoju. Szczególnie atakowano wydatki socjalne, wszystkie programy: 500+, 300+, wyprawki dla dzieci, kolejne emerytury...

Niesamowicie nietrafione były zarzuty dotyczące Centralnego Portu Komunikacyjnego, podczas gdy wszystkie państwa w Europie zastanawiają się, jaki impuls inwestycyjny nadać, jak rozruszać po pandemii swoje przedsiębiorstwa. Szczególnie, jeśli i przy CPK, i przy infrastrukturze kolejowej, i w kolejnych projektach warunki mają umiejętnie faworyzować polskich przedsiębiorców. Tych, którzy tutaj utrzymują ludzi i tutaj płacą podatki.

Podobnie zarzut o wydatki socjalne jest chybiony. To nie pieniądze zdecydowały o sympatii Polek i Polaków. Rządy PiS uwolniły olbrzymie pokłady godności. Umożliwiono polskim rodzinom często po prostu godniejsze życie, wyjazdy rodzinne nad morze, lepsze przygotowanie dzieci do szkoły; ludzie zyskali także dumę z bycia Polakiem. Godność Polaka to z roku na rok coraz więcej działań, jak choćby wchodzenie do największych pism opinii z tekstami o polskiej historii z prawdą o Polsce („Opowiadamy Polskę światu” – projekt Instytutu Nowych Mediów w 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej, w którym uczestniczyła także Niedziela). Działań tego typu na taką skalę wcześniej nie było. Nie było systemowych, zaplanowanych przedsięwzięć budowania polskiej godności.

Zgodzi się Pan z opinią, że była to chyba najbardziej agresywna, najmniej sympatyczna kampania wyborcza?

Na pewno była to kampania najdłuższa, przez co rzeczywiście niektórym już puszczały nerwy. Mieliśmy do czynienia de facto z dwiema kampaniami, z wielką awanturą Platforma Obywatelska nakazała bowiem wstrzymanie kampanii z uwagi na koronawirusa. Gdy kampanię wstrzymano i słaba kandydatka Małgorzata Kidawa-Błońska została zmieniona na Rafała Trzaskowskiego, nagle koronawirus zniknął jak nożem uciął. Trzaskowski zaś wszedł na scenę ze świeżością i nową energią. Ta sztuczka PO sprawiła, że kampania Andrzeja Dudy była trudniejsza.

W tej kampanii jak nigdy obrażono znaczną część Polski: mieszkańców wsi, mniejszych miejscowości, także tych, którzy po prostu nie godzą się z agresywną polityką obyczajową, promocją permisywizmu.

Zawsze polityka, debata, a szczególnie kampania, to spór. Dotąd jednak ten spór miał w sobie poszanowanie dla ludzi z konkurencyjną wizją świata. W tej kampanii takiego szacunku zabrakło. Nakręcono spiralę. W finale kampanii Zbigniew Boniek był bliski odbierania głosu starszym mieszkańcom mniejszych miast, warszawscy celebryci nie kryli wobec nich pogardy, a niektórzy proponowali ich eksterminację. Media – niestety, nie tylko te społecznościowe – zamiast uczynić nas mądrzejszymi, lepszymi, wyciągały na światło dzienne to, co w nas najgorsze. Polska inteligencja gdzieś się pochowała, zniknęła. To niesamowite, jak brakowało mi elit, inteligencji w tej kampanii.

Pytanie brzmi, czy można teraz posklejać Polskę. A jeśli tak, to jak to zrobić?

To najważniejsze dziś zadanie stojące przez prezydentem Andrzejem Dudą: budowa zapowiadanej przez niego „koalicji polskich spraw”. W czasach tak intensywnych, określania po pandemii nowego ładu w Europie i w świecie, warto wykorzystywać szanse Polski. A do tego potrzeba jedności klasy politycznej, polskich elit. Niestety, wszystko wskazuje na to, że to raczej idealistyczne marzenia. Czeka nas trzecia tura wyborów prezydenckich.

Trzecia tura wyborów prezydenckich?

Tak. Czekają nas odwołania do Sądu Najwyższego, ale też do Rady Europy, OBWE, Komisji Praw Człowieka. Znając wcześniejsze zacietrzewienie opozycji, musimy być gotowi na poświęcone Polsce posiedzenie Parlamentu Europejskiego, na rezolucje potępiające Polskę. Rezolucje, co szczególnie boli, przygotowywane przez Polaków. To coś nie do wyobrażenia np. we Francji. Choć tamtejsza polityka jest pełna większych napięć, nie do pomyślenia jest, by Francuz występował na forum międzynarodowym przeciw swojemu krajowi, przeciw innym Francuzom. Niestety, nic z tym nie zrobimy. Przegrany sztab musi bowiem jakoś przedstawić swoim wyborcom przyczynę porażki, zracjonalizować ją, szuka więc wszędzie, tylko nie w swoich szeregach i nie w swojej kampanii.

Jaka będzie druga kadencja prezydenta Andrzeja Dudy?

Sklejanie Polski, spokojne prowadzenie polskich spraw. Zdecydowanie silniejsze wyjście ku polskiej inteligencji, ku młodzieży. Mądrzejsza edukacja i mądrzejsze, spokojniejsze media publiczne. Polityka godnościowa. Do tego działania dream teamu Duda – Morawiecki, wzmacnianie polskich firm. Programy społeczne, ochrona polskiej rodziny. Sprawianie, że na koniec kadencji wyborcy będą żałowali, iż Andrzej Duda nie może po raz kolejny stawać do wyborów. Dużo do zrobienia.

Eryk Mistewicz
ekspert marketingu politycznego, autor m.in. Stulecie Polaków, Anatomia władzy, Marketing narracyjny, wydawca portalu opinii Wszystko Co Najważniejsze.

CZYTAJ DALEJ

Taizé: przygotowano program online dla rodzin

2020-07-16 18:20

[ TEMATY ]

Taize

janeb13/pixabay.com

Wspólnota z Taizé w tym roku po raz pierwszy przygotowała program dla rodzin w wersji online. Jest on adresowany do tych rodzin, które nie będą mogły w tym roku przyjechać do Taizé z powodu pandemii, a także do wszystkich rodzin, które zechcą skorzystać z tej propozycji. Został ułożony z myślą o rodzicach i dzieciach.

Program ma układ tygodniowy i jest podzielony na sześć dni. Każdy z nich ma inny temat i propozycje, które zajmują około półtorej godziny. Obejmuje on piosenkę na rozpoczęcie dnia, kącik teatralny - film wprowadzający temat dnia oraz wymianę myśli. Rozmowę można zakończyć wspólną modlitwą. Wspólnota z Taizé zachęca, by dostosować zaproponowane zajęcia do konkretnej sytuacji rodzinnej oraz by zaprosić znajome rodziny do wspólnego udziału.

Szczegóły na stronie: https://www.taize.fr/pl_article28378.html.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję