Reklama

językowe pułapki

Język w strategii Gramsciego

2018-07-25 12:57

Stanisław Michalkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 30/2018, str. VIII

Kiedy miałem cztery, a może już pięć lat, rozbolał mnie ząb i matka zaprowadziła mnie do dentysty. Nasłuchawszy się przerażających opowiadań dorosłych o straszliwych przeżyciach w dentystycznych gabinetach, szedłem tam z duszą na ramieniu, a kiedy wreszcie dentysta poprosił mnie o zajęcie miejsca w fotelu, przezwyciężając onieśmielenie, zapytałem, go, czy przypadkiem mi tego zęba nie wyrwie. – W żadnym wypadku – zapewnił mnie dentysta. – Ja go tylko usunę! Uspokojony usiadłem na fotelu, a ten wtedy mi tego zęba WYRWAŁ! Od tamtej pory zacząłem zwracać uwagę na sformułowania.

Szczególnie podejrzane wydawały mi się zawsze sformułowania eufemistyczne. Językoznawcy, z „największym językoznawcą”, czyli Józefem Stalinem na czele, wymyślili mnóstwo takich sformułowań, pod którymi początkowo trudno było się doszukać złowieszczej treści. Na przykład – „agitacja kontrrewolucyjna”. Wydawać by się mogło, że skoro za rewolucją agitują rewolucjoniści, to kontrrewolucjoniści mogą też agitować przeciwko rewolucji. Była to tragiczna pomyłka, za którą zapłaciły życiem miliony ludzi. Ale nie to było najważniejsze czy najbardziej tragiczne. Najważniejsze było bowiem to, że nikt dokładnie nie wiedział, co to właściwie znaczy, więc mogło znaczyć COKOLWIEK, więc mogło znaczyć WSZYSTKO. Aleksander Sołżenicyn wspomina o więźniu, któremu po przejściu 25 lat łagru, podczas chruszczowowskiej odwilży, udało się obejrzeć akta swojej sprawy. W teczce była tylko kartka papieru z uwagą: „Zatrzymany podczas obchodu dworca”. W tej sytuacji samo słowo „kontrrewolucja” stawało się złowieszcze, stawało się – jak to nazywał nieżyjący już prof. Bogusław Wolniewicz – „słowobijem”, a więc słowem, które już samo przez się wzbudzało – i miało wzbudzać – grozę. Józef Mackiewicz wspomina podróż pociągiem podczas pierwszej sowieckiej okupacji Kresów Wschodnich. Siedzący w przedziale mężczyźni, dzięki butelce wódki, byli w wesołym nastroju – co zauważył oficer NKWD. Zajrzał do przedziału i ni to pytając, ni to stwierdzając, powiedział: Wiesielitieś grażdanie – na co jeden, najwyraźniej już w dobrym nastroju, odparł: A komuż to wiesielitsia, kak nie nam, starym kontrrewolucjonieram? Oficer bez słowa zamknął drzwi przedziału, a kiedy po przyjeździe na miejsce Mackiewicz opowiadał o tym towarzyszowi podróży, który dzięki wódce tego incydentu już nie pamiętał, tamten truchlał na samo wspomnienie: „Co pan mówi, co pan mówi?” – szeptał zmartwiały.

Reklama

Potem były jeszcze inne wynalazki, jak np. „ostateczne rozwiązanie”, którego istotnym składnikiem była, jak wiadomo, „ewakuacja”, której też nie przeżyło kilka milionów ludzi, głównie Żydów. W swoim „Dzienniku 1954” Leopold Tyrmand wspomina, jak to któregoś wieczoru w warszawskiej kamienicy ktoś na schodach krzyknął: „Ewakuacja!”. W ciągu kilku minut wszyscy mieszkańcy, w dodatku spakowani jak na daleką drogę, byli już na ulicy.

W latach 20 XX wieku włoski komunista Antonio Gramsci, gdy rozmyślał nad kontynuowaniem komunistycznej rewolucji, doszedł do wniosku, że Marks się pomylił. Że formuła, jakoby „byt określał świadomość”, która w praktyce politycznej przekładała się na bolszewicką strategię zdobywania i utrzymania władzy, na pewno nie jest uniwersalna, a prawdopodobnie w ogóle fałszywa. Strategia bolszewicka składała się z trzech elementów: gwałtownej zmiany stosunków własnościowych (polegającej na ograbianiu z mienia tych ludzi, którzy posiadali go więcej niż inni), masowego terroru i masowego duraczenia. Przyniosła ona przerażające rezultaty, ale na dłuższą metę okazała się nieefektywna. Toteż od 1968 r. mamy do czynienia ze zmianą tamtej strategii na nową, początkowo nazywaną „eurokomunizmem”, ale ponieważ komunizm nawet z tym łagodzącym przedrostkiem wielu ludzi odstręczał, pojawiła się nowa nazwa w postaci „politycznej poprawności”. Oczywiście, polityczna poprawność to tylko eufemistyczna nazwa komunistycznej rewolucji, tyle że realizowanej według nowej strategii, zaproponowanej właśnie przez Gramsciego. W tej strategii głównym polem bitwy rewolucyjnej nie są bezpośrednio stosunki własnościowe, tylko sfera ludzkiej świadomości, sfera kultury. W związku z tym w tej strategii na pierwszy plan wysuwa się masowe duraczenie, realizowane przy pomocy piekielnej triady w postaci państwowego monopolu edukacyjnego, mediów i przemysłu rozrywkowego. Narzędzia terroru są wprawdzie stworzone, ale nie używane w skali masowej, przede wszystkim dlatego, że masowe duraczenie przynosi znakomite rezultaty. Pierwszym zadaniem tej rewolucyjnej bitwy jest zapanowanie nad językiem mówionym, co jest osiągane przy pomocy nieustającego nacisku, dyskretnie wspieranego przymusem. Wskutek tego nie mówimy już „kalecy” („młodzi kalecy siedzą przed szpitalem” – pisał w jednym z powojennych wierszy Leopold Staff) czy „inwalidzi”, tylko „niepełnosprawni”. Słowo „zboczeńcy” zostało już wyrugowane z dyskursu publicznego, a nawet uznane za „mowę nienawiści”, jest określane jako „stygmatyzacja”, a zamiast niego w szkołach, mediach i przemyśle rozrywkowym używa się określenia „kochający inaczej” albo mówi się skrótowo: „osoby LGBT”. Ci „kochający inaczej” to po prostu sodomici albo gomorytki i warto zatrzymać się chwilę nad ładunkiem informacyjnym, który to określenie ze sobą niesie. Otóż jedni kochają tak, drudzy „inaczej”, ale każdy sposób jest jednakowo normalny. Zatem – normą jest cokolwiek, normą jest wszystko. W tej sytuacji traci sens samo pojęcie „normy”, bo ma ono sens tylko w logice dwuwartościowej, w której po jednej stronie jest prawda, a po drugiej – fałsz, po jednej norma, a po drugiej – dewiacje. Zatem określenie „kochający inaczej”, przy pozorach neutralności, tak naprawdę ma charakter rewolucyjny, czyli wywrotowy. Wywraca ono bowiem jeden z filarów łacińskiej cywilizacji w postaci greckiego stosunku do prawdy, w którym za Arystotelesem uznajemy logikę dwuwartościową za zasadę prawidłowego myślenia i poznania. Nic dziwnego – bo komunistyczna rewolucja jest nakierowana na zniszczenie łacińskiej cywilizacji, zgodnie z buńczuczną zapowiedzią „Międzynarodówki”: „Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. To znaczy – konkretnie co? Ano właśnie – wszelki ślad łacińskiej cywilizacji, opartej na trzech filarach: greckim stosunku do prawdy, zasadach rzymskiego prawa i etyce chrześcijańskiej jako podstawie systemu prawnego. W tej wojnie nie ma kompromisu, bo jakiż kompromis można zawrzeć z wrogiem? Wróg prowadzi wojnę na wyniszczenie – również przy pomocy panowania nad językiem, do którego na prawach obywatelstwa wchodzi określenie takie jak „prawa reprodukcyjne”, stanowiące synonim zwyczajnego dzieciobójstwa.

Stanisław Michalkiewicz
Prawnik, nauczyciel akademicki, eseista, publicysta, polityk i autor książek o tematyce społeczno-politycznej. Działacz opozycji w PRL. Wykładowca w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Reklama

Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej

2019-12-10 07:24

brewiarz.pl

Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem.

Monika Książek

Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza. Pośród kaplic znajdujących się w bazylice warto wspomnieć Kaplicę Polską, ozdobioną freskami w latach 1920-1946, przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.

Zobacz także: Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Czasem dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. I tak pewnie postąpili Joachim i Anna, bo ich dom znajdował się obok groty, zbyt małej dla powiększającej się rodziny. Już pierwsi chrześcijanie otaczali to skromne domostwo opieką i szacunkiem. Między innymi cesarzowa Helena w IV w. zwiedziła je, pielgrzymując po Ziemi Świętej, i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany w ten sposób Święty Domek przetrwał do XIII w., chociaż chroniący go kościół był parokrotnie burzony i odbudowywany.

Gdy muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek, sam Domek przetrwał, o czym świadczą wspomnienia pielgrzymów odwiedzających w tym czasie Nazaret. Jednak po 1291 r. brakuje już świadectw mówiących o murach tego Domku. Kilka lat później domek Maryi "pojawił się" we włoskim Loreto. Dało to pole do powstania legendy o cudownym przeniesieniu Świętego Domku przez anioły.

Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin.

Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

Ciekawa jest także historia papieża Piusa IX i jego uzdrowienia, które zawdzięcza właśnie Matce Bożej z Loreto. Według historyków, młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Dziewicy Maryi. Jego rodzice wraz z dziećmi każdego roku jeździli do Świętego Domu. Początkowo ich syn miał być żołnierzem broniącym Stolicy Apostolskiej. Zachorował jednak na epilepsję. Lekarze przepowiadali bliski koniec. Jednak za namową papieża Piusa VIII postanowił poświęcić się całkowicie służbie Bożej. Odbył pielgrzymkę do Loreto, aby błagać o uzdrowienie. Ślubował tam, że jeśli otrzyma tę łaskę, wstąpi w stan kapłański. Gdy Święta Dziewica wysłuchała go, po powrocie do Rzymu został księdzem, mając 21 lat.

To właśnie papież Pius IX ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu. "Oprócz tego, że został mi przywrócony wzrok, to jeszcze ogarnęło mnie ogromne pragnienie modlitwy. To było największe wydarzenie w moim życiu, bo właśnie w tym miejscu narodziłem się z łaski i Maryja odrodziła mnie w Bogu, gdzie Ona poczęła Jezusa Chrystusa".

Warto pamietać, że rejon Marchii Ankońskiej, gdzie leży Loreto, był w lipcu 1944 r. wyzwolony spod władzy hitlerowców przez 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Loreto i później bitwa o Ankonę to wielki sukces militarny Polaków w ramach tzw. Kampanii Adriatyckiej. Włosi byli wdzięczni Polakom za uchronienie najcenniejszych zabytków, w tym Domku Loretańskiego. W Loreto, u stóp bazyliki, znajduje się polski cmentarz wojenny, gdzie pochowanych jest ponad 1080 podkomendnych gen. Władysława Andersa. Natomiast wewnątrz bazyliki jest polska kaplica. W jej ołtarzu widać portrety polskich świętych: św. Jacka Odrowąża, św. Andrzeja Boboli i św. Kingi.

Z Loreto związana jest też Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, która rozbrzmiewa również w polskich kościołach i kapliczkach każdego roku, zwłaszcza podczas nabożeństw majowych. Mimo że w historii powstało wiele litanii maryjnych, to powszechnie i na stałe przyjęła się właśnie ta, którą odmawiano w Loreto. Została ona oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa V w 1587 r.

Wnętrze kościoła w polskim Loretto. Święty Domek w Loreto stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Również w Polsce wybudowano kilka Domków Loretańskich (znane miejsca to Gołąb, Głogówek, Warszawa-Praga, Kraków, Piotrkowice, Bydgoszcz).

Bardzo znane jest sanktuarium maryjne w Loretto niedaleko Wyszkowa. Jego początki sięgają 1928 roku. Wówczas bł. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek i ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił od dziedzica Ziatkowskiego duży majątek - Zenówkę nad Liwcem w pobliżu Warszawy. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto.

Na początku była tu tylko skromna kapliczka w lesie. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa, konieczne było wybudowanie dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Mimo utrudnień ze strony PRL-owskich władz, prace rozpoczęto w 1952 roku. Pierwsza Msza św. została odprawiona 19 marca 1960 roku. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały przez wiele lat.

Ostateczny wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski. Początkowo kaplica była pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. W 1981 roku sprowadzono z Włoch wierną kopię figury Matki Bożej Loretańskiej. Od tej pory kaplica znana jest pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie w polskim Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla osób starszych pod nazwą "Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego", domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Sanktuarium to jest celem pielgrzymek nie tylko z okolicznych dekanatów i parafii. Odpust w Loretto odbywa się w niedzielę po święcie Narodzenia Matki Bożej, czyli po 8 września. Wierni modlą się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Olga Tokarczuk odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Szwecji

2019-12-10 20:13

wpolityce.pl

Laureatka Literackiej Nagrody Nobla za rok 2018, Olga Tokarczuk, odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Karola XVI Gustawa. Ceremonia noblowska odbywa się we wtorek w filharmonii sztokholmskiej.

wikipedia.org

Laureaci Nagrody Nobla dostają złote medale z wygrawerowanym wizerunkiem fundatora Alfreda Nobla oraz łacińską inskrypcją „Inventas vitam iuvat excoluisse per artes”. Są one wykonane ręcznie z 18-karatowego złota i ważą 175 gramów. Dyplomy są wykonane ręcznie przez artystów, jest na nich zdjęcie, imię i nazwisko laureata oraz cytat z uzasadnienia przyznania Nagrody Nobla.

Olga Tokarczuk została poproszona o odebranie wyróżnienia przez Pera Waesterberga z Akademii Szwedzkiej, który wcześniej wygłosił laudację na cześć noblistki.

Pani Tokarczuk, Akademia Szwedzka gratuluje wam. Proszę o odebranie Literackiej Nagrody Nobla z rąk jego królewskiej mości króla Szwecji — powiedział Waesterberg po polsku.

Polska pisarka - ubrana w czarną, aksamitną suknię do ziemi - wyszła na scenę sztokholmskiej filharmonii jako dziesiąty noblista. Ceremoniał ma związek z kolejnością dziedzin nagrody zapisanych w testamencie Nobla.

Podczas odbierania przez polską noblistkę medalu i dyplomu wszystko przebiegło zgodnie z planem, także zapisany w protokole trzykrotny ukłon, który nie udał się w 1996 r. Wisławie Szymborskiej. Poetka w tym właśnie momencie ceremonii pomyliła się. Olga Tokarczuk swoje trzy ukłony wykonała bez pomyłek.

Polska literatura błyszczy w Europie – ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru. Polska, rozdroże Europy, być może nawet jej serce – Olga Tokarczuk odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu. Olga Tokarczuk nie ucieka od niewygodnej prawdy, nawet pod groźbą śmierci — mówił Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej w laudacji na cześć Olgi Tokarczuk.

Jego zdaniem twórczość Tokarczuk cechuje „połączenie twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwa obserwacja i zafascynowanie mitologią”. Cechy te „czynią z niej jednego z najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”.

Olga Tokarczuk jest wirtuozem w kreowaniu postaci, potrafi uchwycić je w momencie ich ucieczki od codziennego życia. Pisze o tym, o czym nie pisze nikt inny: „o nieznośnej i ogromnej osobliwości tego świata” — wyjaśnił Waesterberg.

Jej powieść „Bieguni” to niezwykle różnorodny opis podróży, poruszania się po pasażerskich poczekalniach i hotelach, to spotkanie z bohaterami, o których wiemy bardzo niewiele, a także zbiór pojęć ze słowników, baśni i dokumentów. Tokarczuk wzajemnie przeciwstawia naturę i kulturę, rozum i szaleństwo, męskość i kobiecość, z prędkością sprintera przekracza społecznie i kulturowo wytworzone granice — podkreślił.

Jej mocna i bogata w idee proza to nomadyczna wędrówka przez około 15 książek. Wioski będące w nich miejscem akcji stają się centrum wszechświata, miejscem, w którym losy poszczególnych bohaterów wplatane są w wątki baśniowe i mitologiczne. Żyjemy i umieramy w opowieściach innych osób, gdzie na przykład Katyń raz może być zwykłym lasem, a raz miejscem masakry — ocenił Waesterberg.

„Księgi Jakubowe” laudator nazwał „największym dziełem” pisarki. Dodał, że „z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk oraz jej nadzieja na Europę bez granic”.

Przyszłe pokolenia będą sięgać po owe tysiącstronicowe arcydzieło autorstwa Tokarczuk i odkrywać w nim nowe bogactwo, którego dziś jeszcze wystarczająco nie dostrzegamy. Widzę, jak Alfred Nobel kiwa z uznaniem głową w swoim niebie — podsumował Per Waesterberg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem