Reklama

Doceniać obecność kapłana

2018-08-14 11:07

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 33/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Prośmy Pana Boga, a On sam będzie wiedział, ilu powołać do nasz ej diecezji, do naszego seminarium – mówi ks. Grzegorz Słapek

Z ks. Grzegorzem Słapkiem, moderatorem Dzieła Duchowej Pomocy Powołaniom „Przyjaciele Paradyża”, rozmawia Kamil Krasowski

Kamil Krasowski: – Kilka miesięcy temu został Ksiądz mianowany moderatorem Dzieła Duchowej Pomocy Powołaniom, czyli Przyjaciół Paradyża. Jak się Ksiądz odnajduje w nowej roli? Czy ma już za sobą pierwsze spotkania i doświadczenia z przedstawicielami tej wspólnoty?

Ks. Grzegorz Słapek: – Wspólnota Przyjaciół Paradyża jest mi bliska od pierwszych chwil, kiedy tutaj przyszedłem. Myślę tu o rozpoczęciu formacji do kapłaństwa. Przyszedłem do seminarium w 1991 r., jeszcze za bp. Józefa Michalika, i pamiętam, że nazwa „Przyjaciele Paradyża” dosyć często wtedy się przewijała. Odpowiedzialnym za tę wspólnotę był wtedy ks. Marek Kidoń. Pamiętam, że ci ludzie, ilekroć pojawialiśmy się jako klerycy, sami do nas podchodzili, mówili, że modlą się za nas i nas wspierają, żebyśmy wytrwali. Muszę także powiedzieć, że już jako kapłan wszędzie, gdzie pracowałem jako wikariusz, miałem do czynienia z tymi wspólnotami. Dlatego po otrzymaniu nominacji na moderatora podczas mojego pierwszego spotkania z członkami wspólnoty tutaj, w Paradyżu, podzieliłem się miniświadectwem. Mówiłem, że Przyjaciele Paradyża pewnie sami nie wiedzą, jak wielu księży zawdzięcza im to, że dzisiaj są kapłanami. Myślę też, że właśnie oni mają wielki udział w tym, że jestem dzisiaj tu, gdzie jestem.
Gdy chodzi o moje pierwsze poczynania, to na razie wszystko raczkuje ze względu na to, że nominację otrzymałem tuż przed wakacjami. Do tej pory odwiedziłem jedną wspólnotę, największą w diecezji, liczącą 62 osoby, i jednocześnie najmłodszą, istniejącą pół roku. Ta wspólnota znajduje się w parafii pw. Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny w Zbąszynku. Tradycją jest, że ksiądz moderator udaje się na spotkanie w towarzystwie kleryków, więc zabrałem ze sobą dwóch. Jeden z nich przeżywał praktykę w tej parafii. Był bardzo dobrze znany, zapamiętany, dobrze się wpisał w relacje panujące w parafii. Ludzie przyszli naprawdę licznie, byli bardzo wdzięczni za to spotkanie. My również okazaliśmy im naszą wdzięczność za podejmowany przez nich trud modlitwy, cierpienia i materialne wsparcie kleryków.

– Proszę opowiedzieć o Przyjaciołach Paradyża. Na czym polega to dzieło i jak na co dzień funkcjonuje?


– Może wyjdę od takiej codziennej sytuacji. Niejednokrotnie zdarza się, że ktoś prosi nas o pomoc. Najczęściej sami zwracamy się o nią do osób, które określamy jako przyjaciół. Stąd nazwa Przyjaciele Paradyża. Są to więc osoby, które możemy poprosić o wsparcie modlitwą, cierpieniem.
Tak jak wspomniałem wcześniej, wspólnota zaistniała pod koniec ubiegłego wieku. Bp Józef Michalik, widząc wówczas potrzebę takiego dzieła, w roku 1990 zainicjował formalnie jego istnienie. Wspólnoty zaczęły działać praktycznie w każdej parafii. Dziś to trochę inaczej wygląda, czas zrobił swoje. Wielu odeszło do wieczności, być może gorliwość w modlitwie trochę ustała, stąd potrzeba odwiedzania wspólnot, które istnieją, motywowania ich do modlitwy. A myślę, że to dzieło jest bardzo potrzebne, ponieważ jeśli ma się wsparcie duchowe z zewnątrz, to człowiek odważniej stawia kroki, także na drodze formacji do kapłaństwa. Dlatego jako ojciec duchowny w seminarium staram się uświadamiać klerykom, jak wielkim darem są ludzie na zewnątrz murów seminaryjnych, którzy modlą się za nich. Myślę, że trudno określić owoce tego dzieła, bo są niewymierne, ale na pewno błogosławione, bo gdyby nie było to dzieło Boże, z pewnością przestałoby już istnieć.

– Na przełomie sierpnia i września odbędą się w Paradyżu rekolekcje dla liderów parafialnych kół Przyjaciół Paradyża. Co będzie tematem rekolekcji i co będzie Ksiądz chciał przekazać ich uczestnikom?


– Jeśli chodzi o rekolekcje, to mój poprzednik ks. Rafał Tur przekazał mi informacje na temat dotychczasowego funkcjonowania. Będę starał się korzystać z jego doświadczenia. Muszę wspomnieć, że miałem spotkanie w Łagowie, gdzie na przestrzeni lat grupa Przyjaciół podupadła w swojej aktywności. Dlatego obecny proboszcz ks. Zbigniew Zdanowicz poprosił mnie, abym dla chętnych osób odprawił tam Mszę św. Dwaj klerycy, którzy ze mną pojechali, powiedzieli świadectwa, rozdali 20 deklaracji i mam nadzieję, że także z tej parafii ktoś zgłosi się na rekolekcje.
Jeśli chodzi o temat spotkania, to będzie on niespodzianką. Na pewno będzie dotyczył podstawowej relacji z Panem Bogiem. To weekendowe zatrzymanie się, okazja do spotkania, wymiana doświadczeń motywuje do działania i ubogaca.

– Ile mamy grup Przyjaciół Paradyża w diecezji i ile osób jest zaangażowanych w to dzieło?

– Trudno to określić liczbami. Wspólnoty zaistniały w każdej parafii, a jak to wygląda dzisiaj, pokażą rekolekcje, które będą też okazją do dokonania pewnych statystyk. Liczby się zmieniają, ale myślę, że jest to wspólnota licząca ok. 1,5 tys. osób.

– Wspomniał Ksiądz, że Dzieło Duchowej Pomocy Powołaniom narodziło się w naszej diecezji w 1990 r. z inicjatywy bp. Józefa Michalika. Czy podobne dzieła istniały w ościennych diecezjach?

– Trzeba powiedzieć, że jak na tamte czasy był to ewenement. Praktycznie żadna z diecezji nie miała takiego duchowego dzieła pomocy powołaniom. Stąd nasza diecezja, jeszcze wówczas gorzowska, a w 1992 r. przemianowana na zielonogórsko-gorzowską, mogła poszczycić się zaistnieniem takiej formacji właśnie tutaj, na Ziemiach Zachodnich. Później inne diecezje powołały u siebie podobne wspólnoty.

– Owoce istnienia Przyjaciół Paradyża określił Ksiądz jako niewymierne...

– Mam przekonanie, że właśnie owocem modlitwy Przyjaciół Paradyża, ich cierpienia i ofiary jest bardzo wielu kapłanów, którzy dzisiaj u nas pracują.

– Czym dla Księdza jako moderatora jest posługa wśród członków tej wspólnoty? Co w niej najbardziej cieszy, daje radość i satysfakcję?

– Myślę, że największą satysfakcją jest to, że ludzie chcą tutaj przyjeżdżać, spotykać się z nami, dzielić tym, co przeżywają swoim zaangażowaniem w to dzieło. Ważne jest również to, że my możemy spotkać tych, którym bardzo wiele zawdzięczamy w życiu kapłańskim, i tę wdzięczność okazywać przez wspólne spotkania i modlitwy. W maju w czasie pielgrzymki Przyjaciół Paradyża do seminarium spotykałem osoby, które mówiły: „Proszę Księdza, zachęciłam moją synową, córkę/syna do tego, żeby się modlili, żeby ktoś kontynuował w rodzinie to, co ja robię”. To dla mnie potwierdzenie, że Pan Bóg tym wszystkim kieruje, i mam nadzieję, że jeszcze przez długie lata ta wspólnota będzie istnieć. Mimo że powołań jest mniej niż kiedyś, to każde z nich – jestem o tym przekonany – jest wymodlone i wyproszone u Pana Boga także przez Przyjaciół Paradyża.

– Spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniami, że nie ma złych kapłanów, są tylko tacy, za których się nie modli, oraz że takich mamy kapłanów, jakich sobie wymodlimy. Czy zgodzi się Ksiądz z tym?

– Z tego, co pamiętam, to to drugie stwierdzenie pochodzi od bp. Józefa Michalika i ono rzeczywiście się sprawdza. Myślę jednak, że określenie „zły kapłan” nie jest najtrafniejsze, bo każdy kapłan jest Chrystusowy. Czasem może przeceniamy samą funkcję kapłana, chcielibyśmy go postawić na piedestale. Kiedy jednak popatrzymy, jak powoływał Pan Jezus, to zobaczymy, że On nie powoływał ludzi idealnych. To byli ludzie z wielkimi słabościami i Pan Bóg potrafił je tak przemienić, że ci ludzie stali się narzędziami w Jego ręku. Dlatego jeśli spotkamy kapłanów, którzy nie dorastają do pięknego realizowania swojego powołania, to trzeba zapytać o przyczyny. Myślę, że problem w życiu kapłana pojawia się wtedy, kiedy on przestaje się modlić, chwieje się jego osobista relacja z Panem Bogiem. Wtedy Szatan to wykorzystuje i składa inne propozycje, którym kapłan, który jest człowiekiem i jego natura jest skażona słabością, ulega propozycjom Złego. Jeśli przestanę słuchać Pana Boga, to zacznę słuchać kogoś innego – nie zawsze kogoś, kto chce dla mnie dobrze. Ratunkiem wtedy są dobre rekolekcje kapłańskie, dobre kapłańskie przyjaźnie oraz dobra relacja kapłana z biskupem diecezjalnym, dająca świadomość, że mogę powiedzieć mu o swoich problemach i otrzymam jego wsparcie i błogosławieństwo.

– Dlaczego tak bardzo potrzeba modlitwy za kapłanów i o nowe powołania zakonne i kapłańskie?

– To wynika ze słów Pana Jezusa, który powiedział, że „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście, więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10, 2). Jezus – tak jak w tekście z Ewangelii wg św. Marka (3, 13-18) – przywołuje do siebie tych, których sam chce. On wie, kogo powołać, my mamy tylko prosić, by tych powołań nie zabrakło. Musimy doceniać obecność kapłana we własnej wspólnocie parafialnej, o czym we wspomnienie św. Jana Marii Vianney’a, proboszcza z Ars, mówił papież Franciszek – żeby życzliwie wspierać posługę kapłańską w swojej parafii przez modlitwę, dobre słowo, życzliwość. Niczego więcej nie potrzeba.

– Jest Ksiądz członkiem diecezjalnego Zespołu ds. Duszpasterstwa Powołań. Czy może Ksiądz powiedzieć, jak wygląda kwestia powołań w naszej diecezji i jakie jest zainteresowanie formacją do kapłaństwa w naszym diecezjalnym seminarium w Paradyżu?


– Musimy się otrząsnąć z patrzenia ilościowego, bo dzisiaj nie chodzi o ilość, ale o jakość. Może tych powołań będzie mniej, więc tym bardziej jest to wyzwanie dla formatorów w seminarium, żeby swoje działania i doświadczenia tak skoncentrowali, by młodzi ludzie najpierw odczytali, co jest ich drogą życiową, a później by chcieli ją kontynuować i wytrwać na niej.
Gdy chodzi o naszą diecezję, to na dziś jest 5 kandydatów na pierwszy rok. Jak na tę porę, to jest to obiecujące. Zobaczymy, jaki też będzie owoc pielgrzymek. Nabór ciągle trwa. Od 2 września rozpoczniemy 15-dniowe rekolekcje propedeutyczne w Łagowie, będące wprowadzeniem w życie seminarium. Módlmy się dalej, prośmy Pana Boga, a On już sam będzie wiedział, ilu powołać do naszej diecezji, do naszego seminarium. Muszę powiedzieć, że w skali ogólnopolskiej jesteśmy wyjątkiem pod tym względem – jest tu cisza, mury tak omodlone są wspaniałym klimatem do tego, żeby pięknie odczytać swoje powołanie i później je realizować w życiu kapłańskim.

Tagi:
wywiad powołanie

Reklama

Ks. Studnicki: kryzys Kościoła powinniśmy przeżywać we wspólnocie

2019-05-22 10:28

rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, to mnie nie dotyczy – podkreśla ks. Piotr Studnicki, koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka w rozmowie z KAI. Odnosząc się do problemu wykorzystywania małoletnich przez duchownych podkreśla, że czyny przestępców w sutannach rzucają cień na całą wspólnotę, dlatego wiernym tak bardzo potrzebne jest wyjaśnienie i głos ze strony duszpasterzy. Zwraca też uwagę, że potężny kryzys, w jakim znalazł się Kościół, to szansa na wspólnotowe i osobiste nawrócenie.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Ks. Piotr Studnicki: – To bardzo trudny film. Bolesne są świadectwa ofiar, a sceny konfrontacji głęboko przeszywające. Jest on także zawstydzający ponieważ sprawcami tych przestępstw są księża, a wszystko działo się we wspólnocie Kościoła. Zawstydza również odpowiedź Kościoła, która - jak boleśnie obnaża film - jest niewystarczająca.

W filmie widzimy np. jak są przyjmowane przez delegatów osoby pokrzywdzone. Chociaż zgodnie z kościelnymi procedurami osoba pokrzywdzona ma prawo, aby podczas rozmowy z delegatem towarzyszył jej ktoś bliski, członek rodziny, psycholog lub prawnik, osoba towarzysząca zostaje wyproszona. Widać więc, jaki ogrom pracy przed nami, przede wszystkim, aby zmieniać świadomość i wrażliwość, i to zaczynając od pierwszego kroku, jakim jest wysłuchiwanie ofiar.

- Film wywołał ogromną dyskusję. Czy będzie ona miała przełożenie na konkretne działania Kościoła?

- – Mam wielką nadzieję, że okażą się elementami mobilizującymi nas i przyspieszającymi nasze działania na rzecz ochrony dzieci i młodzieży. Liczę, że publiczna debata wywołana filmem braci Sekielskich uwrażliwi nas na temat wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele i społeczeństwie.
Dyskusja wokół filmu ma ogromną wartość. Czasem pojawiają się głosy, że pokazanie zła w Kościele jest atakiem na Kościół. Przeciwnie. W kontekście skandalu wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych papież Benedykt XVI powiedział, że największe prześladowania i cierpienia Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z wnętrza Kościoła. Atakiem na Kościół są przede wszystkim grzechy i przestępstwa ludzi Kościoła. Moment ujawnienia tego zła jest jakimś rodzajem błogosławieństwa. Gdy to straszne zło zostaje nazwane i potępione, mamy szanse się z nim zmierzyć i je odrzucić.
Zdaję sobie równocześnie sprawę, jak niełatwy jest to czas dla wielu osób w ten sposób skrzywdzonych. Tocząca się debata na ten temat – choć tak bardzo potrzebna – u wielu z nich boleśnie otwiera głębokie rany, które w sobie noszą. Musimy mieć tego świadomość i szukać takiego języka, by nie dodawać bólu osobom poranionym.

- Czy film i debata nie jest też szansą, pozytywnym bodźcem dla tych osób?

- – Osobom pokrzywdzonym, które swej historii nie zgłosiły jeszcze organom ścigania lub Kościołowi, może dodać odwagi, aby to uczyniły. Z wyników kwerendy przeprowadzonej przez ISKK jasno widać, że z roku na rok tych zgłoszeń jest więcej, ale dotychczas nie odnotowano jakiejś fali ujawnień, charakterystycznej przy przebiegu tego kryzysu w Kościele w innych krajach. Możemy się spodziewać, że taka bolesna fala jest dopiero przed nami.
Dlatego bardzo potrzebujemy uczyć się słuchać pokrzywdzonych, przyjmować z wdzięcznością i wspierać tych, którzy odważają się mówić o swoim cierpieniu. To wyzwanie dotyczy każdego. Szczególna odpowiedzialność spoczywa na spowiednikach, którzy są często powiernikami najgłębszych i najboleśniejszych ludzkich tajemnic. Choć sami są związani tajemnicą spowiedzi, powinni robić wszystko aby poprzez posługę sakramentalną wzmocnić i zachęcić osobę pokrzywdzoną do zgłaszania swojej krzywdy organom ścigania i Kościołowi. Przykładem może być ks. Jan Kaczkowski. Umiał dostrzec cierpienie osoby, która początkowo wcale nie miała zamiaru ujawniać swojej historii i pomógł jej opowiedzieć o swoim cierpieniu. To jest często konieczne dla rozpoczęcia procesu wewnętrznego uzdrowienia, podobnie zresztą jak fakt ukarania sprawcy.
Myślę, że w tym kontekście konieczne jest rozliczenie tych przypadków, w których pokrzywdzeni nie czuli się wysłuchani. Zgłaszali nadużycie, ale nie zostali przyjęci lub też przełożeni kościelni nie zareagowali w sposób właściwy. W filmie padają też takie zarzuty i wszystkie te sprawy muszą zostać wyjaśnione.

- Przełożeni kościelni będą musieli ponieść konsekwencje?

- – Już w 2002 r. papież Jan Paweł II wskazał, że kryzys ma dwie przyczyny. Pierwszą są przestępcze czyny duchownych względem małoletnich, a drugą – zaniedbania lub błędne decyzje przełożonych. Za opatrznościowy można uznać fakt, że ukazanie się filmu zbiega się w czasie z „Motu Proprio” papieża Franciszka. Dokument ten ustanawia precyzyjne procedury pociągania do odpowiedzialności przełożonych kościelnych, którzy wykazali się rażącymi zaniedbaniami w sprawie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Papież dał więc całemu Kościołowi odpowiednie narzędzia do rozwiązania tego problemu. To będzie wymagało wielkiej mobilizacji, ale Kościół – także w Polsce – będzie się musiał do tego zastosować.

- Co myśli Ksiądz o projekcie powołania niezależnej komisji, która mogłaby się zająć zbadaniem zjawiska wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele?

- – Nie mam wątpliwości, że potrzebne jest otwarcie na kompetentnych ludzi świeckich, do czego zresztą zobowiązuje papież Franciszek w najnowszym dokumencie. Konieczne są też badania historyczne, wyjaśnienie spraw z przeszłości, które do dziś bulwersują opinie publiczną. To wyjaśnianie powinno być maksymalnie transparentne. Trzeba się na to zdobyć ze względu na ewentualnych pokrzywdzonych lub, jeśli oskarżenia są bezpodstawne, z uwagi na dobre imię oskarżanego. Jeśli nie zmierzymy się z niewyjaśnioną przeszłością, będzie ona rzucała cień na teraźniejszość i konsekwentnie podważała naszą wiarygodność.

- Jak wygląda obecnie w Polsce pomoc dla ofiar wykorzystania seksualnego przez duchownych? Czy Kościół ma w tym względzie jakieś systemowe rozwiązania?

- – Wytyczne przyjęte przez Kościół przewidują pomoc prawną, psychologiczna i, o ile osoba sobie tego życzy, także duchową. Musimy jednak uderzyć się w pierś i przyznać, że z realizacją bywa bardzo różnie. Są diecezje, które są lepiej do tego przygotowane, inne zdecydowanie słabiej. Nie mam wątpliwości, że potrzeba w tym względzie o wiele więcej naszej inicjatywy i zbudowania systemu bardziej kompleksowej pomocy.

- Czy możemy mówić, że Kościół znalazł się w kryzysie?

- – Zdecydowanie tak i bardzo ważne, abyśmy w Kościele nauczyli się na ten temat rozmawiać, na różnych poziomach – począwszy od hierarchii, poprzez szeregowych księży i zgromadzenia zakonne, po wiernych świeckich, których przecież obecny kryzys głęboko dotyka. Duszpasterze nie mogą ich zostawić samych. Musimy się zastanawiać, jak przejść to doświadczenie razem, we wspólnocie Kościoła. Widzę tu też rolę do odegrania dla mediów katolickich.
Prowadzone są cykle szkoleń dla księży, kleryków, katechetów, które uwrażliwiają na problem wykorzystania seksualnego nieletnich. Ta tematyka powinna być też podejmowana w parafiach, tak, by wierni mieli szansę usłyszeć podczas kazania w kościele, na czym polega problem, jak należy właściwie reagować i na czym naprawdę polega w tym kontekście dobro wspólnoty.
Otwarta rozmowa jest szczególnie potrzebna, wręcz niezbędna, w parafiach, w których doszło do dramatu wykorzystania nieletnich. Nie może być tak, że wszyscy o tym wiedzą ale panuje milczenie. Transparentna komunikacja jest niezbędna na odbudowanie zaufania. W przeciwnym przypadku ojcowie i matki będą się słusznie obawiać powierzać swe dzieci duszpasterstwu parafialnemu. I to będzie w pełni zrozumiałe. Rodzice musza wiedzieć, że ich dziecko jest bezpieczne.

- Jak my, chrześcijanie, powinniśmy przeżywać ten kryzys?

- – W obecnym kryzysie powinniśmy widzieć szansę na spotkanie z Jezusem. W historii każdego pokrzywdzonego człowiek wierzący winien dostrzec cierpienie samego Jezusa. Chrystus utożsamia się ze skrzywdzonym dzieckiem, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Papież Franciszek wzywa nas, abyśmy w gniewie osób pokrzywdzonych dostrzegali gniew samego Boga – zranionego i sprofanowanego. Takie spojrzenie wiary służy naszemu nawróceniu.
Ten kryzys jest również szansą na oczyszczenie i umocnienie wspólnoty Kościoła. Przestępcze czyny niektórych rzuciły cień na całą wspólnotę. Nie ma się co dziwić, że to nas wszystkich dotyka i zawstydza. Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, mnie to nie dotyczy. W ten sposób z całym realizmem i bólem odczuwamy jak bardzo jesteśmy jednym organizmem.
W tym także powinniśmy widzieć możliwość naśladowanie Jezusa. Przecież on nie cierpiał za własne grzechy ale za grzechy nas wszystkich. Każdy uczeń Jezusa jest też powołany do takiego noszenia grzechów innych. „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”. Do pokutowania za grzechy innych wzywa nas też Matka Boża z Fatimy. Przyjmując i nosząc z godnością osobiście niezasłużone cierpienie wstydu, mam szansę spotkać i naśladować Chrystusa.
Wreszcie, ten kryzys jest też szansą na powszechne przeoranie świadomości i wrażliwości ludzi w kwestii wykorzystania seksualnego małoletnich. Jeśli nie zwyciężą w nas mechanizmy wyparcia i nauczymy się otwarcie rozmawiać na te tematy i odważnie i bezkompromisowo zwalczać wszelkie tego rodzaju patologie, to nasze wspólnoty staną się bardziej bezpieczne dla dzieci i młodzieży. Jeśli nie zabraknie zdrowego rozsądku i dobrej woli do współpracy, to te zmiany będą dotyczyły nie tylko Kościoła, ale także całego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prokuratura w Łomży: śmierć kleryka najprawdopodobniej przez powieszenie

2019-05-20 17:10

lk, lomza.po.gov.pl, diecezja.lomza.pl / Łomża (KAI)

Do śmierci kleryka seminarium duchownego w Łomży, którego ciało znaleziono w nocy z 18 na 19 maja, doszło najprawdopodobniej przez powieszenie - poinformowała w wydanym dziś komunikacie Prokuratura Okręgowa w Łomży. Śledztwo w tej sprawie prowadzi tamtejsza Prokuratura Rejonowa.

ChiccoDodiFC/pl.fotolia.com

O nagłym zgonie kleryka I roku miejscowego seminarium duchownego Prokuratura Rejonowa w Łomży została powiadomiona w nocy z 18/19 maja ok. godz. 23.12. Poinformował o tym oficer dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Łomży.

"Zwłoki mężczyzny ujawniono na strychu budynku seminarium. Na miejscu przeprowadzono z udziałem prokuratora oględziny miejsca ujawnienia zwłok. W ich wyniku ustalono, że do śmierci doszło najprawdopodobniej przez powieszenie" - brzmi komunikat Prokuratury Okręgowej w Łomży.

Prokuratura Rejonowa w Łomży wszczęła śledztwo w sprawie o czyn z art. 151 k.k.: „Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie”.

W toku śledztwa zlecono Zakładowi Medycyny Sądowej w Białymstoku przeprowadzenie sekcji zwłok. Na obecnym etapie postępowania wykluczono udział osób trzecich w zdarzeniu. "Trwają intensywne czynności śledcze, zmierzające do wszechstronnego wyjaśnienia sprawy w tym przede wszystkim ustalenia powodów targnięcia się na życie przez kleryka" - czytamy w komunikacie.

W sprawie tragicznego zgonu alumna wypowiedziały się także władze łomżyńskiego seminarium duchownego.

"Z bólem zawiadamiamy, iż dzisiejszej nocy w tragiczny sposób odszedł alumn pierwszego roku Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży. Bardzo prosimy o modlitwę w intencji naszego zmarłego współbrata, jego rodziny oraz wspólnoty seminaryjnej" - napisał w przesłanym KAI komunikacie ks. dr Jarosław Kotowski, rektor WSD w Łomży.

Termin pogrzebu kleryka nie jest jeszcze znany z uwagi na trwające czynności śledcze.

Przeczytaj także: Łomża: tragiczna śmierć alumna pierwszego roku
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocław: kard. Henryk Gulbinowicz w szpitalu

2019-05-23 09:56

lk, xrk / Wrocław (KAI)

Emerytowany metropolita wrocławski kard. Henryk Gulbinowicz trafił do szpitala. Jak poinformował KAI rzecznik archidiecezji wrocławskiej, doszło do nagłego pogorszenia zdrowia 96-letniego hierarchy. O hospitalizacji kardynała zadecydowali po serii badań lekarze.

Agnieszka Bugała

Kard. Gulbinowicz przedwczoraj poczuł się gorzej i został odwieziony do jednego z wrocławskich szpitali. Po wykonaniu serii badań lekarze zadecydowali o pozostawieniu księdza kardynała na obserwacji – powiedział KAI ks. Rafał Kowalski, rzecznik prasowy Archidiecezji Wrocławskiej.

"Jego stan jest dobry, nie zagraża życiu, choć w przypadku 96-letniego człowieka pogorszenie stanu zdrowia wymaga dokładnego zbadania. O tym, kiedy kardynał będzie mógł opuścić szpital, zdecydują lekarze" - dodał rzecznik.

Ks. Kowalski nie umiał odpowiedzieć na pytanie, czy na gorsze samopoczucie hierarchy mogły wpłynąć pojawiające się w przestrzeni medialnej zarzuty o molestowanie seksualne sprzed lat. Wytoczył jej poeta Karol Chum. - Trudno powiedzieć. Nikt z nas nie informował o tym księdza kardynała ze względu na stan jego zdrowia - powiedział rzecznik archidiecezji wrocławskiej.

Henryk Gulbinowicz urodził się 17 października 1923 r. w podwileńskich Szukiszkach, w archidiecezji wileńskiej. Szkołę podstawową i gimnazjum ukończył w Wilnie.

W roku 1944 rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Wilnie, przeniesionym – w roku 1945 – do Białegostoku, gdzie 18 czerwca 1950 r. otrzymał święcenia kapłańskie.

W roku 1959 podjął wykłady z teologii moralnej i etyki w Wyższym Seminarium Duchownym „Hosianum” w Olsztynie oraz pełnił szereg funkcji wychowawczych: prefekta studiów, wicerektora, wreszcie rektora (1968-1970). Równocześnie angażował się dynamicznie w pracę duszpasterską wśród miejscowej młodzieży akademickiej i pracowników nauki.

W 1970 r. został mianowany administratorem apostolskim w Białymstoku, konsekrowany został 8 lutego 1970 roku.

W 1975 r. został mianowany metropolitą wrocławskim, dziesięć lat później został kardynałem. Funkcję metropolity wrocławskiego kard. Gulbinowicz pełnił do 2004 r., kiedy to osiągnął wiek emerytalny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem