Reklama

Wizyta Franciszka bardzo oczekiwana

2015-02-02 08:52

kg (KAI/RV) / Sarajewo / KAI

foter.com
Sarajewo

Zapowiedź podróży Franciszka do Sarajewa 6 czerwca została tu przyjęta bardzo dobrze - zapewnił nuncjusz apostolski w Bośni i Hercegowinie abp Luigi Pezzuto. W rozmowie z Radiem Watykańskim 1 lutego oświadczył, że wizyty tej oczekiwano od dawna i wszyscy tutaj są "pewni, że przyniesie ona wiele dobrego, i to nie tylko katolikom".

Wiadomo, że Sarajewo jest trochę skrzyżowaniem nie tylko kulturalnym, lecz także na płaszczyźnie, są tu obecne różne wyznania chrześcijańskie i różne religie - przypomniał dyplomata papieski. Wyznał, że niedawno najwyższy zwierzchnik tamtejszych muzułmanów powiedział mu, aby zaprosił papieża. "Będzie to dobre dla wszystkich mieszkańców Bośni i Hercegowiny, nawet jeśli wizyta ograniczy się w praktyce jedynie do Sarajewa ze względu na czas" - przytoczył nuncjusz słowa swego rozmówcy. Powtórzył, że "na wszystkich szczeblach jest ona bardzo oczekiwana", dodając: "Już od teraz".

Abp Pezzuto przywołał również słowa Ojca Świętego, iż jego przyjazd do Sarajewa jest ważny dla pokoju w tym kraju i regionie. "Proces pokojowy, jak w każdym kraju, trwa, ale nigdy nie jest zakończony. Jest też problem dialogu międzyreligijnego, a następnie dialogu ekumenicznego. Jest więc jasne, że podróż ta ma ogromne, powiedziałbym: najwyższe znaczenie" - podkreślił rozmówca rozgłośni papieskiej.

Mówiąc o trudnych sprawach i wyzwaniach, stojących obecnie przed Bośnią i Hercegowiną, hierarcha wymienił m.in. liczne ofiary zakończonej niespełna 20 lat temu wojny, i to na różnych poziomach: fizycznym, psychicznym, ubóstwa. "Wizyta ta wpisuje się w styl papieża Franciszka, który wychodzi naprzeciw potrzebom" - dodał dyplomata.

Reklama

Nawiązując do prośby Ojca Świętego o modlitwę w intencji tej podróży, zaznaczył, że jest to naprawdę potrzebne, aby wizyta ta przyniosła obfite owoce zarówno miejscowemu Kościołowi katolickiemu, jak i wszystkim warstwom tamtejszego społeczeństwa. Chodzi o to, aby można było kroczyć naprzód ku klimatowi pokoju i współżycia. "Ten proces już się rozpoczął, ale musi dojrzewać i trzeba doprowadzić go do zakończenia" - stwierdził abp Pezzuto, który swój urząd w Sarajewie pełni od końca 2012.

Sarajewo już raz gościło Ojca Świętego: w dniach 12-13 kwietnia 1997 odwiedził je św. Jan Paweł II, odprawiając tam 13 tego miesiąca Mszę św. w warunkach zamieci śnieżnej. Ten sam papież przebywał w Bośni i Hercegowinie ponownie w 6 lat później - 22 czerwca 2003 przybył z jednodniową wizytą do Banja Luki, gdzie ogłosił błogosławionym świeckiego katolika Chorwata, ale związanego z tym krajem - Jana (Ivana) Merza (1896-1928).

Tagi:
Bośnia

Na skrzyżowaniu kultur i religii

2015-06-02 12:39

Z kard. Vinko Puljiciem – arcybiskupem stolicy Bośni i Hercegowiny – rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 23/2015, str. 12-13

Z kard. Vinko Puljiciem – arcybiskupem stolicy Bośni i Hercegowiny – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Grzegorz Gałązka
Kard. Vinko Puljić

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Eminencjo, po Albanii, Papież zdecydował się 6 czerwca br. odwiedzić Sarajewo w Bośni i Hercegowinie. Jak to się stało, że Franciszek podjął taką decyzję?

KARD. VINKO PULJIĆ: – Franciszek dobrze zna sytuację w Bośni i Hercegowinie, w szczególności sytuację Kościoła katolickiego. Ojciec Święty bardzo zainteresował się naszym krajem jeszcze przed jego wyborem na papieża. Na naszym pierwszym spotkaniu po konklawe powiedział mi: „Jesteś z Kościoła cierpiącego”. Później inni biskupi z Konferencji Episkopatu informowali Ojca Świętego o sytuacji w Bośni i Hercegowinie. Z okazji oficjalnej wizyty w Watykanie – przywódcy państwa zaprosili Papieża, aby odwiedził nasz kraj. Oczywiście ja też zapraszałem go w imieniu wszystkich biskupów.

– Oczywiście dla katolików to wielka radość podejmować Papieża w Sarajewie, ale chciałem spytać, jak na wiadomość o papieskiej wizycie zareagowali muzułmanie i prawosławni, a także świat polityki?

– Już od dość dawna mówiono o wizycie Papieża w naszym mieście, ale bez szczegółów. Gdy Papież osobiście zapowiedział swoją wizytę w Sarajewie, wszystkie media nagłośniły tę informację. Zarówno środowiska polityczne, jak i religijne przyjęły tę wiadomość z zadowoleniem, a niektóre nawet z wielkim entuzjazmem. Należy również podkreślić, że społeczność międzynarodowa zaczęła z większym zainteresowaniem śledzić naszą sytuację. Dlatego również politycy są bardzo wdzięczni Ojcu Świętemu za to, że w pewnym sensie zmobilizował potęgi tego świata, by zajęły się rozwiązaniem problemów w Bośni i Hercegowinie. Także przywódca miejscowych muzułmanów zaoferował Papieżowi swoje wsparcie i pomoc.

– Sytuacja w Bośni i Hercegowinie jest naznaczona dramatycznymi wydarzeniami ostatnich lat. Przypomnijmy deklarację niepodległości z 3 marca 1992 r., wojnę rozpętaną przez przywódców serbskich, oblężenie Sarajewa, które trwało 4 lata – zginęło wtedy 12 tys. ludzi (200 tys. w całej Bośni i Hercegowinie), traktat pokojowy z Dayton, podpisany w 1995 r. dzięki staraniom prezydenta Clintona. Kiedy spotkaliśmy się z okazji 10. rocznicy porozumień z Dayton, Eminencja powiedział mi, że umowy przyniosły pokój, ale wcale nie rozwiązały innych problemów Bośni i Hercegowiny. Dlaczego? Jak wygląda sytuacja teraz?

– To, co powiedziałem 10 lat temu, mogę powtórzyć i dziś – 20 lat od wejścia w życie porozumień z Dayton. To prawda, że dzięki nim skończyła się wojna, ale z drugiej strony – i to jest tragedia – zalegalizowały podbój terytorium i czystki etniczne. Dzięki porozumieniom pokojowym powstało państwo, w którym zalegalizowano prawa, ale nie takie same dla wszystkich.

– Państwo, w którym prawo daje przywileje muzułmanom…

– Tak. Ci, którzy podpisali traktaty, zostawili rozwiązanie wynikających z nich problemów władzom lokalnym. Problem w tym, że strona uprzywilejowana nie chce zrezygnować ze swych przywilejów, a inni nie mogą uzyskać takich samych praw, ponieważ nie ma mechanizmów, które by pozwalały na zniesienie nierówności.

– W okresie powojennym wiele krajów muzułmańskich chciało uczynić z Bośni i Hercegowiny pierwsze państwo muzułmańskie w Europie. Temu służyło finansowanie budowy meczetów, szkół islamskich, islamskich ośrodków charytatywnych oraz masowy napływ cudzoziemców, islamskich fundamentalistów. Jakie są skutki polityki islamizacji kraju?

– To bardzo delikatna sprawa, nie tylko dla nas, żyjących w Bośni i Hercegowinie, ale również dla całego świata, zwłaszcza gdy wzrasta islamski radykalizm i terroryzm. Wielokrotnie ostrzegałem przed tym niebezpieczeństwem, ale nikt mnie nie słuchał. Te problemy nie pojawiły się wczoraj, to trwa już 20 lat. Niestety, w polityce wspólnoty międzynarodowej najwyższym priorytetem jest własny interes i pragmatyzm codziennych rozwiązań.

– Jak Ksiądz Kardynał ocenia politykę Europy i Stanów Zjednoczonych wobec Bośni i Hercegowiny?

– Ze smutkiem muszę powiedzieć, że nie potrafię zrozumieć polityki Europy, która marginalizuje Bośnię i Hercegowinę, pomimo że jesteśmy newralgicznym punktem, gdzie spotykają się Wschód i Zachód, różne kultury, religie i tradycje. Odnoszę wrażenie, że politycy europejscy albo nie chcą, albo nie potrafią rozwiązać problemu Bośni i Hercegowiny. A może nie zdają sobie z niego sprawy – być może jesteśmy zbyt małym państwem, by się nami interesować. Gdyby nie Stany Zjednoczone, trudno byłoby zatrzymać wojnę 20 lat temu. Z drugiej strony, nie możemy jednak zrozumieć, dlaczego USA – państwo, które tak bardzo interesuje się prawami człowieka i demokracją – zaakceptowały i zalegalizowały niesprawiedliwość. Odnosimy wrażenie, że zostawiono nas samym sobie.

– Przed wojną w Bośni i Hercegowinie było 820 tys. katolików. Ilu jest ich teraz i jaka jest sytuacja Kościoła?

– Według danych nieoficjalnych, katolicy w Bośni i Hercegowinie stanowią nieco więcej niż 14 proc. ludności kraju. Według danych kościelnych natomiast, liczba katolików bardzo się zmniejszyła – obecnie jest ich tylko połowa w porównaniu z ich liczbą przed wojną. Nas, katolików, w Bośni i Hercegowinie było więcej w 1914 r. niż dzisiaj. Również w mojej archidiecezji, w Sarajewie, sytuacja jest niepokojąca, a przecież przed wojną było tutaj ponad 520 tys. katolików. To straszne, dlatego nie mogę milczeć – ktoś próbuje wykorzenić nas z ziem, na których jesteśmy od tysiącleci.

– Kilka lat temu Eminencja powiedział, że Sarajewo stało się „miastem jedynie bośniackich muzułmanów, a wszyscy inni, którzy tam mieszkają, nie mają tych samych praw”. Czy to znaczy, że papież Franciszek odwiedzi „miasto muzułmańskie”?

– Sarajewo jest stolicą Bośni i Hercegowiny. Niestety, dziś jest to miasto, w którym większość stanowią muzułmanie, a my, katolicy, chociaż obecni od zawsze, jesteśmy w mniejszości. W Sarajewie mamy również wiernych Kościoła prawosławnego oraz społeczność żydowską. Papież przyjeżdża do Sarajewa, ale zgromadzą się tutaj nie tylko katolicy ze stolicy oraz Bośni i Hercegowiny, ale również z sąsiednich krajów. Poza tym Papież spotka się nie tylko z katolikami. Wiem, że również niekatolicy chcą być obecni na Mszy św., której będzie przewodniczył Franciszek. Ten kraj i to miasto potrzebuje takich pozytywnych wydarzeń.

– Jakie są oczekiwania Eminencji w związku z wizytą papieża Franciszka?

– Przede wszystkim należy wyjaśnić, że wizyta Franciszka ma charakter duszpasterski. Papież chce zachęcić katolików, aby pozostali w kraju i kontynuowali swoją misję chrześcijańską na tym skrzyżowaniu kultur i religii. Potrzebujemy wsparcia Ojca Świętego, aby pozostać mocnymi w wierze, nadziei i miłości. W kategoriach politycznych owoce wizyty Papieża są już widoczne – jej zapowiedź rozbudziła zainteresowanie polityków międzynarodowych i miejscowych rozwiązaniem problemów wynikających z istniejących w naszym kraju nierówności.

* * *

Vinko Puljić został arcybiskupem Sarajewa, gdy miał 45 lat – było to jeszcze przed wojną, która w latach 90. ubiegłego wieku wstrząsnęła Bośnią i Hercegowiną. W swoim mieście przeżył najdłuższe oblężenie w najnowszych dziejach Europy, które trwało od 5 kwietnia 1992 r. do 29 lutego 1996 r. W tym tragicznym okresie, w 1994 r., Jan Paweł II wyniósł go do godności kardynalskiej. Kard. Puljić witał Papieża podczas jego historycznej wizyty w Sarajewie w 1997 r. Niestety, po zakończeniu wojny, która została przerwana dzięki porozumieniom w Dayton (USA), sytuacja w Bośni i Hercegowinie pozostawała niepewna i delikatna, także ze względu na ingerencję niektórych krajów muzułmańskich, które chciały przekształcić tę część Bałkanów w pierwsze państwo islamskie Europy. Co gorsze, USA i Europa przestały interesować się sprawami Bośni i Hercegowiny oraz losem miejscowych katolików.

Kard. Bergoglio znał sytuację w Bośni i Hercegowinie, o czym świadczy fakt, że gdy spotkał się z kard. Puljiciem tuż po wyborze na papieża, pozdrowił go słowami: „Jesteś z Kościoła, który wycierpiał”. Gdy przy tej okazji Kardynał zaprosił papieża Franciszka do odwiedzenia Sarajewa, dodając: „Ojcze Święty, nie jesteśmy daleko, tylko godzinę lotu”, usłyszał odpowiedź: „Tak, tak, przyjadę”. 12 lutego tego roku, w pierwszy dzień konsystorza, Papież pozdrowił kard. Puljicia i, uśmiechając się, powiedział do niego: „Tak jak obiecałem, przyjeżdżam”.

Wiadomość o planowanej wizycie Franciszka w Sarajewie była zaskoczeniem, ale Papież przyzwyczaił już nas do niespodzianek. I tak celem jego trzeciej wizyty w Europie, po Albanii i Strasburgu, nie jest stolica jakiegoś dużego i ważnego kraju, ale „peryferie” kontynentu.

Podczas przygotowań do podróży Ojca Świętego spotkałem się z kard. Puljiciem, aby porozmawiać o sytuacji w Bośni i Hercegowinie.

(W.R.)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

100. rocznica powstania Policji Państwowej

2019-07-18 20:13

Agata Pieszko

Z przeprowadzonych w 2019 r. badań opinii publicznej wynika, że 75 % Polaków wystawiło pozytywną ocenę polskiej policji, 89% Polaków powiedziało, że Polska jest krajem, w którym żyje się bezpiecznie, a 98 % rodaków stwierdziło, że czuje się bezpiecznie w okolicach swojego miejsca zamieszkania. To piękny prezent na 100. rocznicę powstania Policji Państwowej.

Agata Pieszko

Obchody 100-lecia Policji Państwowej rozpoczęły się we Wrocławiu 17 lipca. Ten dzień był poświęcony uczczeniu pamięci poległych polskich policjantów. Ciąg dalszy uroczystości miał miejsce 18 lipca. W kościele św. Stanisława, św. Doroty i św. Wacława odprawiono Mszę św., po której na Placu Wolności odbył się uroczysty apel z wręczeniem odznaczeń i nominacji dla funkcjonariuszy policji.

– Tylko w służbie drugiemu policjant może odnaleźć siebie i swoje miejsce w społeczeństwie. Na służbę policjanta należy patrzeć nie jak na każdą inną profesję, ale szukać w niej powołania, pewnej misji. Czy mamy świadomość, że każdego dnia na służbę wychodzi rzesza funkcjonariuszy, aby przede wszystkim służyć człowiekowi? My spokojnie śpimy, pracujemy, spacerujemy, odpoczywamy, a gdzieś na ulicy, w parku, na wodzie, w powietrzu, także przy biurku służbę pełni mnóstwo funkcjonariuszy i funkcjonariuszek. To oni służą człowiekowi każdego dnia i nocy – mówił podczas homilii ks. Stanisław Stelmaszek, kapelan dolnośląskiej policji

W wydarzeniach na Placu Wolności udział wzięli m.in. generalny inspektor Policji Jarosław Szymczyk, wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak, marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski, starosta powiatu wrocławskiego Roman Potocki, wiceprezydent Wrocławia Jakub Mazur oraz Komendant Wojewódzki Policji we Wrocławiu nadinspektor Tomasz Trawiński.

– Kłaniam się przed wami nisko, jako szef polskiej Policji i dziękuję za ten ogromny trud i wysiłek, który włożyliście w taką ocenę i w taki poziom bezpieczeństwa naszej ojczyzny. Bardzo proszę, abyście nie ustawali w tych wysiłkach i kontynuowali tę misję. Misję bezpieczeństwa Polski i Polaków. W sposób szczególny proszę, abyśmy konsekwentnie i bezwzględnie oczyszczali środowisko policyjne z tych, którzy nie są godni nosić munduru, abyśmy zjednoczyli siły i wykluczyli fałszywą zawodową solidarność i abyśmy dbali o tych, którzy rzetelnie i pełni poświęcenia pracują w polskiej Policji – mówił do funkcjonariuszy Policji gen. insp. Jarosław Szymczyk, komentując wyniki tegorocznych badań opinii publicznej

Obchody święta Policji Państwowej honorowym patronatem objęła Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Elżbieta Witek.

– Bez bezpiecznego państwa nie można budować przyszłości dla naszych obywateli. Dolny Śląsk, miejsce szczególne mojemu sercu, bo jestem stąd, jest terenem trudnym dla policji. Mamy bliskość granic, autostradę A4, drogę S3, jesteśmy świetnie skomunikowani, mamy wielu turystów, bo mamy wiele atrakcji i cieszymy się z tego, ale to są zwiększone zagrożenia i to wymaga zwiększonej czujności. Mundur wiąże się z odwagą, determinacją i honorem, pamiętajcie, abyście nigdy tego honoru nie splamili – przypominała Elżbieta Witek policjantom i policjantkom

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zakomunikowała, że dzięki 2 edycji Programu Modernizacji Służb Mundurowych do 2020 r. na służy mundurowe, w tym na policję zostaną przekazane środki w wysokości 9,2 mld złotych.

– Chcemy zainwestować w ludzi, którzy na co dzień narażają swoje życie – dodała Elżbieta Witek

Obchody 100. rocznicy powstania Policji Państwowej uświetniła Orkiestra Policyjna Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu na czele z kapelmistrzem nadkom. Adamem Witiwem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem