Reklama

Dokumenty

Posynodalna Adhortacja Apostolska

Verbum Domini

Do biskupów i duchowieństwa
do osób konsekrowanych
i wiernych świeckich
o Słowie Bożym
w życiu i misji Kościoła

Realizm Słowa

10. Kto zna słowo Boże, w pełni zna również znaczenie każdego stworzenia. Jeśli bowiem wszystko «ma istnienie» w Tym, który jest «przed wszystkim» (por. Kol 1, 17), to człowiek, budujący swoje życie na Jego słowie, buduje naprawdę w sposób solidny i trwały. Słowo Boże faktycznie skłania nas do zmiany naszej koncepcji realizmu: «Realistą jest ten, kto w słowie Bożym rozpoznaje fundament wszystkiego».31 Potrzebujemy tego szczególnie w naszych czasach, w których uwidocznia się nietrwałość wielu rzeczy, na których się opieramy, budując życie, w których jesteśmy skłonni pokładać nadzieję. Prędzej czy później okazuje się, że posiadanie, przyjemność i władza nie są zdolne zaspokoić najgłębszych pragnień serca człowieka. On bowiem do budowy własnego życia potrzebuje solidnych fundamentów, które trwają również wtedy, gdy zabraknie ludzkich pewników. Rzeczywiście «słowo Twe, Panie, trwa na wieki, niezmienne jak niebiosa», a wierność Pana trwa «z pokolenia na pokolenie» (Ps 119 [118], 89-90), i dlatego człowiek, budujący na tym słowie, buduje dom własnego życia na skale (por. Mt 7, 24). Oby nasze serce mogło codziennie mówić Bogu: «Ty jesteś obrońcą moim i moją tarczą, pokładam ufność w Twoim słowie» (Ps 119 [118], 114), i obyśmy jak św. Piotr mogli w codziennym postępowaniu powierzać siebie Panu Jezusowi: «na Twoje słowo zarzucę sieci» (Łk 5, 5).

Chrystologia Słowa

11. Patrząc na rzeczywistość jako na dzieło Trójcy Przenajświętszej, za pośrednictwem słowa Bożego, możemy zrozumieć słowa autora Listu do Hebrajczyków: «Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców [naszych] przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat» (1, 1-2). Jest to piękne, gdy stwierdzamy, że już cały Stary Testament jawi się nam jako historia, w której Bóg przekazuje swoje słowo, bowiem «przez przymierze z Abrahamem (por. Rdz 15, 18) i z ludem Izraela za pośrednictwem Mojżesza (por. Wj 24, 8) objawił się słowami i czynami ludowi w ten sposób nabytemu, jako jedyny, prawdziwy i żywy Bóg, po to, aby Izrael poznał, jakie są zamiary Boga wobec ludzi, oraz dzięki Bożemu przemawianiu poprzez proroków coraz pełniej i wyraźniej je rozumiał i coraz szerzej ukazywał je narodom (por. Ps 22 [21], 28n; 96 [95], 1-3; Iz 2, 1-4; Jr 3, 17)».32

Ta ustępliwość Boga urzeczywistnia się w sposób niepowtarzalny we wcieleniu Słowa. Odwieczne Słowo, które wyraża się w stworzeniu i przemawia w dziejach zbawienia, stało się w Chrystusie człowiekiem, «zrodzonym z Niewiasty» (por. Ga 4, 4). Słowo nie wyraża się tu przede wszystkim w sposób dyskursywny, poprzez pojęcia lub reguły. Obcujemy tutaj z osobą samego Jezusa. Jego jedyna i szczególna historia jest ostatecznym słowem, jakie Bóg kieruje do ludzkości. W tej perspektywie można zrozumieć, dlaczego «u początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie».33 Ponawianie tego spotkania oraz odnawianie tej świadomości budzi w sercach wierzących zachwyt nad Bożym zamysłem, którego nigdy nie mogłyby zrodzić zdolności umysłowe i wyobraźnia człowieka. Jest to nowość niesłychana i po ludzku niewyobrażalna: «Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas» (J 1, 14 a). Nie jest to figura retoryczna, lecz żywe doświadczenie! Opowiada o nim św. Jan, naoczny świadek: «oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy» (J 1, 14 b). Wiara apostolska zaświadcza, że odwieczne Słowo stało się jednym z nas. Słowo Boże naprawdę wyraża się ludzkimi słowami.

12. Kontemplując tę «chrystologię Słowa», tradycja patrystyczna i średniowieczna ukuła sugestywne wyrażenie: Słowo stało się krótkie.34 «Ojcowie Kościoła w ich greckim tłumaczeniu Starego Testamentu znajdowali słowa proroka Izajasza, które również św. Paweł przytacza, aby ukazać, w jaki sposób nowe drogi Boże były już zapowiadane w Starym Testamencie. Było tam napisane: „Bóg krótkim uczynił swe słowo, skrócił je” (por. Iz 10, 23; Rz 9, 28). (...) Sam Syn jest Słowem, Logosem. Odwieczne Słowo stało się małe - tak małe, że zmieściło się w żłobie. Stało się dzieckiem, aby Słowo było dla nas uchwytne».35 Słowo jest teraz nie tylko słyszalne, nie tylko posiada głos, obecnie Słowo ma widzialne oblicze Jezusa z Nazaretu.36

Zagłębiając się w to, co mówią Ewangelie, zauważamy, że szczególny charakter człowieczeństwa Jezusa ujawnia się w pełni w odniesieniu do słowa Bożego. Urzeczywistnia On bowiem w swoim doskonałym człowieczeństwie wolę Ojca w każdym momencie; Jezus słyszy Jego głos i jest Mu bezgranicznie posłuszny. Zna Ojca i zachowuje Jego słowo (por. J 8, 55). Mówi nam o sprawach Ojca (por. J 12, 50); «słowa (...), które Mi powierzyłeś, im przekazałem» (J 17, 8). Jezus pokazuje zatem, że jest Boskim Logosem, który obdarza nas sobą, ale także nowym Adamem, prawdziwym człowiekiem, tym, który w każdym momencie pełni nie swoją wolę, lecz wolę Ojca. On «czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi» (Łk 2, 52). W sposób doskonały słucha, urzeczywistnia w sobie i przekazuje nam słowo Boże (por. Łk 5, 1).

Posłannictwo Jezusa znajduje w końcu swoje spełnienie w Misterium Paschalnym: mamy tu «słowo krzyża» (por. 1 Kor 1, 18). Słowo cichnie, staje się śmiertelną ciszą, ponieważ mówiło, aż zamilkło, nie pominąwszy niczego, co miało nam przekazać. Ojcowie Kościoła, którzy kontemplowali tę tajemnicę, wkładają w usta Matki Bożej to sugestywne zdanie: «nie ma słów Słowo Ojca, które uczyniło wszelkie mówiące stworzenie; są bez życia zgasłe oczy Tego, którego słowo i skinienie porusza wszystko, co ma życie».37 Tutaj naprawdę mowa jest o «większej» miłości, która daje życie za przyjaciół swoich (por. J 15, 13).

W tej wielkiej tajemnicy Jezus objawia się jako Słowo Nowego i Wiecznego Przymierza: wolność Boża i wolność ludzka spotkały się ostatecznie w Jego ukrzyżowanym ciele, w nierozerwalnej umowie obowiązującej na zawsze. Ustanawiając Eucharystię podczas Ostatniej Wieczerzy, Jezus mówił o «nowym i wiecznym Przymierzu», zawartym w Jego przelanej Krwi (por. Mt 26, 28; Mk 14, 24; Łk 22, 20), objawiając się jako prawdziwy Baranek złożony w ofierze, w którym dokonuje się definitywne wyzwolenie z niewoli.38

W świetlistej tajemnicy zmartwychwstania odsłania się autentyczne i ostateczne znaczenie milczenia Słowa. Chrystus, wcielone, ukrzyżowane i zmartwychwstałe Słowo Boże, jest Panem wszystkiego. Jest On Zwycięzcą, Pantokratorem, i w Nim wszystko jest zjednoczone na zawsze (por. Ef 1, 10). Tak więc Chrystus jest «światłością świata» (J 8, 12), tą światłością, która «w ciemności świeci» (J 1, 5) i której ciemności nie pokonały (por. tamże). Pojmujemy tu w pełni znaczenie Psalmu 119 [118]: «Twoje słowo jest lampą dla moich kroków i światłem na mojej ścieżce» (w. 105): Słowo, które zmartwychwstaje, jest tym ostatecznym światłem na naszej drodze. Chrześcijanie od początku byli świadomi, że w Chrystusie Słowo Boże jest obecne jako Osoba. Słowo Boże jest prawdziwym światłem, którego potrzebuje człowiek. Tak, Syn Boży zmartwychwstał jako Światłość świata. Obecnie, żyjąc z Nim i dla Niego, możemy żyć w światłości.

13. Teraz, kiedy doszliśmy, że tak powiem, do sedna «chrystologii Słowa», musimy podkreślić jedność Boskiego zamysłu w Słowie wcielonym: dlatego Nowy Testament ukazuje nam zgodność Misterium Paschalnego ze świętymi Pismami, jako ich wewnętrzne wypełnienie się. Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian utrzymuje, że Jezus Chrystus umarł za nasze grzechy «zgodnie z Pismem» (15, 3) i że zmartwychwstał trzeciego dnia «zgodnie z Pismem» (15, 4). Tym samym Apostoł wiąże wydarzenie śmierci i zmartwychwstania Pana z historią Starego Przymierza Boga ze swoim ludem. Co więcej, daje nam do zrozumienia, że to ono nadaje tej historii logikę i prawdziwe znaczenie. «W Misterium Paschalnym wypełniają się słowa Pisma, to znaczy ta śmierć, do której dochodzi „zgodnie z Pismem”, jest wydarzeniem zawierającym w sobie pewien logos, pewną logikę: śmierć Chrystusa świadczy o tym, że Słowo Boże stało się w pełni „ciałem”, „dziejami” ludzkimi».39 Również zmartwychwstanie Jezusa ma miejsce «trzeciego dnia, zgodnie z Pismem»; zważywszy, że - w przekonaniu Żydów - rozkład zaczynał się po upływie trzech dni, słowo Pisma spełnia się w Jezusie, który zmartwychwstaje, zanim zacznie się rozkład. Tym samym św. Paweł, przekazując wiernie naukę Apostołów (por. 1 Kor 15, 3), podkreśla, że zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią następuje dzięki stwórczej mocy słowa Bożego. Ta Boża moc napełnia nadzieją i radością: taka jest w ostatecznym rozrachunku wyzwalająca treść Objawienia paschalnego. W wydarzeniu Paschy Bóg objawia samego siebie oraz moc trynitarnej miłości, która unicestwia niszczycielskie siły zła i śmierci.

Przypominając te istotne elementy naszej wiary, możemy kontemplować głęboką jedność stworzenia, nowego stworzenia oraz całych dziejów zbawienia w Chrystusie. Posługując się metaforą, możemy przyrównać «kosmos do „księgi” - mówił to również sam Galileusz - uznając go za dzieło Autora, który wyraża siebie za pośrednictwem „symfonii” stworzenia. W symfonii tej w pewnym momencie pojawia się „motyw solowy”, jak powiedzielibyśmy używając słownictwa muzycznego, czyli motyw powierzony pojedynczemu instrumentowi bądź głosowi, który jest tak ważny, że nadaje sens całemu dziełu. Tym „motywem” jest Jezus (...). Syn Człowieczy łączy w sobie niebo i ziemię, stworzenie i Stwórcę, ciało i Ducha. Jest centrum kosmosu i historii, ponieważ w Nim łączą się, zachowując jednak odrębność, Autor i Jego dzieło».40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół nie jest urzędem

Emocje, które poprzedziły pojawienie się adhortacji apostolskiej Querida Amazonia, ustąpiły bardzo szybko – z dniem, w którym dokument ujrzał światło dzienne. Przebiły się jedynie głosy, że papież Franciszek rozczarował. Ten tekst jest jednak zbyt ważny, by pozostawić go w świetle krzywdzących komentarzy. Co więcej – zawiera wiele cennych podpowiedzi dla chrześcijan w Polsce.

Tym, co może zaskakiwać, jest fakt, że Ojciec Święty dedykuje adhortację ludowi Bożemu i wszystkim ludziom dobrej woli. Nie czyni przy tym rozróżnienia na duchownych i świeckich. W przeważającej większości mówi o zadaniach, które stoją przed Kościołem, i uświadamia czytelnikowi, że misję głoszenia Ewangelii otrzymały nie pojedyncze osoby, ale cała wspólnota. To ważne spostrzeżenie.

Parafio, do dzieła!

Tylko jeden raz papież wspomina o tym, co jest specyficzne dla kapłanów, do czego nie można delegować osób, które nie przyjęły święceń. Zwraca uwagę, że są to dwa sakramenty: Eucharystia i pokuta. Docenia natomiast rolę świeckich w organizacji wspólnoty, głoszeniu słowa Bożego czy poszukiwaniu dróg wyrażania pobożności ludowej. Zauważa także ogromną rolę kobiet, dzięki którym wspólnoty „utrzymały się i przekazały wiarę przez długi czas, chociaż nie było tam żadnego kapłana, nawet przez dziesięciolecia”. Franciszek zaznacza, że w wielu miejscach to właśnie „kobiety podtrzymywały Kościół przy życiu, z godnym podziwu poświęceniem i żarliwą wiarą”.

Gdy czyta się te słowa, można pozostać myślami w Amazonii i tłumaczyć, że nasza rzeczywistość jest zgoła inna. W Polsce nie mamy jeszcze problemu z brakiem kapłanów. Nie wiemy też, co znaczy brak możliwości uczestniczenia w niedzielnej Mszy św. Może to prowadzić do przekonania, że w Kościele odpowiedzialnymi za głoszenie Dobrej Nowiny oraz za przekaz wiary są osoby duchowne. One ewangelizują, a świeccy są jedynie słuchaczami Ewangelii. Tymczasem papież mówi jasno: cały lud Boży głosi Ewangelię. Takie spojrzenie na nasze parafie kazałoby powiedzieć, że skutecznym głosicielem Dobrej Nowiny jest cała wspólnota parafialna: od księdza proboszcza poczynając, a na najmłodszych wiernych – przygotowujących się do bierzmowania czy nawet do przyjęcia Pierwszej Komunii św. – kończąc. Każdy we właściwy sobie sposób i właściwymi dla siebie metodami jest zaproszony do tego wspólnego dzieła. Tutaj nie ma ważniejszych i mniej ważnych. Najmocniej świadczymy o Ewangelii, kiedy jesteśmy wspólnotą.

Warto podkreślić, że papież nie poprzestaje jedynie na wskazywaniu ogólnych celów, ale tłumaczy krok po kroku, jak wspólnota (czytaj: cała parafia) ma głosić Ewangelię.

Pokusa przekształcania Kościoła

Fundamentalne w tym kontekście wydaje się stwierdzenie, że „Kościół jest powołany, by iść z ludami Amazonii”. Trudno nie dostrzec tutaj echa ewangelicznego opisu przedstawiającego uczniów w drodze do Emaus (Łk 24, 13). Zmartwychwstały Jezus, zanim będzie z nimi rozmawiał i wyjaśniał im teksty święte, przybliża się i idzie w rytm ich kroków. Wsłuchuje się w to, co mają do powiedzenia. Jeśli stawia pytania, to tylko w taki sposób, by uczniowie mogli wyrzucić z siebie to wszystko, co się w nich nagromadziło, opowiedzieć o swoim życiu, tęsknotach i bólach.

To nie jest nowość w nauczaniu Franciszka, ale mimo wszystko warte odnotowania, a jeszcze bardziej warte wdrożenia w życie:

nie można być skutecznym ewangelizatorem w odseparowaniu od ludzi.

Nie można głosić Ewangelii, pozostając na zewnątrz świata, w którym oni żyją, i nie znając ich, a przyznając sobie jedynie rolę recenzenta. Stąd papież zauważa, że Kościół musi wzrastać w „kulturze spotkania”, w duchu „miłości, szacunku i zrozumienia” drugiego człowieka. Powinien przy tym wyzbyć się prób narzucania wzorów świętości, które byłyby jedynie „kopiami wzorców z innych miejsc”.

Oczywiście, słowa te można interpretować bardzo wąsko – jako przestrogę przed proponowaniem ludom Amazonii form religijności charakterystycznych np. dla Europy, i wówczas zwolnić się z rozważania tej części adhortacji. Ale można też rozumieć tę kwestię szeroko, do czego Ojciec Święty zresztą zachęca, pisząc, że nie wolno nam nigdy myśleć o „chrześcijaństwie monokulturowym i uniformistycznym”. Oznacza to prawo każdego człowieka do osiągania świętości na „właściwej sobie drodze”.

Papież przestrzega przed zbyt pochopnym ocenianiem i kwalifikowaniem pewnych zachowań jako przesądu bądź pogańskiego błędu. Nie oznacza to jednak pełnej akceptacji dla wszystkich zachowań. Franciszek ma świadomość, że często wymagają one oczyszczenia i dojrzewania, jednak nie będzie to możliwe bez wcześniejszego przybliżenia się do drugiego człowieka i nawiązania z nim relacji. Chrześcijanie – zdaniem papieża – mają współpracować z ludźmi dobrej woli, nie wstydzić się Jezusa Chrystusa, mówić o Nim i nieść innym Jego propozycję nowego życia. Z tej perspektywy trudno za adresata tego apelu uznać jedynie wierzących mieszkańców Amazonii.

Jeszcze trudniej przejść obojętnie obok wezwania, by nie ulegać pokusie przekształcania Kościoła w urząd, którego działanie polegałoby jedynie na narzucaniu norm, ocenianiu i wykluczaniu. Raczej – mówi papież – mamy tworzyć wspólnotę, która stara się „zrozumieć, pocieszyć i włączyć”, szczególnie tych, którzy czują się zapomniani i odrzuceni. Warto przypomnieć, że pisząc o Kościele, papież ma na myśli cały lud Boży, duchownych i świeckich. Razem mają oni budować wspólnotę, która tak jak matka niesie innym miłosierdzie, i tworzyć atmosferę, w której to miłosierdzie przekłada się na konkretne czyny.

Ojciec Święty poucza, że Kościół Jezusa Chrystusa ma mieć twarz wspólnoty włączającej, tzn. jego główną troską ma być doprowadzenie do Boga tych, którzy są na zewnątrz i którzy z różnych powodów z Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego. Temat ten wymaga niewątpliwie osobnego przeanalizowania, jednak już dziś trzeba postawić pytanie o to, czy działania podejmowane w naszych parafiach, głoszone słowo Boże, katechizacja, działalność Caritas mają na uwadze horyzont włączania.

Czytać, modlić się i żyć

Przed ogłoszeniem adhortacji Querida Amazonia wielu publicystów lansowało swoją wizję papieskiego tekstu. Po jego ogłoszeniu okazało się, że te ich liberalne opinie, głoszone z pełnym przekonaniem, rozminęły się z nauczaniem papieża. I wtedy pojawiły się rozczarowanie, a nawet krytyka. Taka postawa każe zadać pytanie o to, czego oczekujemy od nauczania Piotra naszych czasów: realizacji naszych pomysłów na Kościół czy raczej wskazania dróg, którymi ten Kościół powinien dziś kroczyć. Jestem przekonany, że każdy, kto z otwartym sercem oczekiwał na adhortację, znajdzie w niej wiele inspiracji, wskazań i cennych wskazówek. Najważniejsze jest to, że dokument ten nie jest jedynie po to, byśmy go czytali i rozumieli, ale przede wszystkim byśmy się nim modlili i uczynili treścią swojego życia. Także w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: dotarli kolejni pielgrzymi mimo upału i większych zasad bezpieczeństwa

2020-08-12 19:14

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymka

pielgrzymi

materiały prasowe

Nie zniechęciła ich ani konieczność stosowania dodatkowych zasad bezpieczeństwa, ani upały. Na Jasną Górę dotarły kolejne pielgrzymki piesze i to te z najodleglejszych regionów Polski. „Długostansowcy” przyszli aż z Helu, Gdańska, Białegostoku czy Olsztyna. Do celu dotarły kolejne tysiące duchowych pielgrzymów, wśród których też widać wielką mobilizację i determinację.

Niektóre pielgrzymki, jak sandomierska czy gdańska szły sztafetowo, inne duchowo i zaledwie w kilku etapach, jak zielonogórsko-gorzowska, a jeszcze inne w małych grupach do 150 osób, przemierzały tradycyjny szlak z noclegami w namiotach, jak warmińska.

W czas pielgrzymowania sztafetowego z Helu wpisało się prawie 300 pątników. 20 osób stanowiło stały skład zabezpieczający pielgrzymkę organizacyjnie: służby sanitarne, porządkowe, diakonia muzyczna, kierowcy i oni pokonali całą drogę. Jak zapewnia ks. Robert Jahns, kierownik pielgrzymki, nie było opcji, żeby Kaszubi na Jasną Górę nie przyszli. - Kaszubi to jest naród dzielny, uparty, różne sytuacje i różne rzeczy w historii się działy, a z Kaszub ludzie zawsze pielgrzymowali. Oczywiście z poszanowaniem wszystkich zasad, chcieliśmy. żeby tegoroczne pielgrzymowanie było bezpieczne, więc w mniejszej grupie, w formie pielgrzymki sztafetowej, ale wyruszyliśmy, żeby ta historyczna ciągłość pielgrzymowania była podtrzymana - powiedział kapłan.

Tradycyjnie Kaszubi odśpiewali na jasnogórskich błoniach swą pieśń „Kaszëbskô Królewô!”. - W tej pieśni śpiewamy o naszej Kaszubskiej Królowej, która dla każdego z nas jest bliska i która zawsze w trudnych chwilach jest przy nas - powiedziała Małgorzata z diakonii muzycznej pielgrzymki kaszubskiej.

Wśród intencji niesionych przez pielgrzymów dominują dziś te za Kościół i o nowe powołania.

- Mamy też za co przepraszać, dużo dzieje się w obecnym świecie. Wiadomo, że Kościół nie zginie, bo Chrystus go ochrania i nie może nic złego Kościołowi się stać, ale my w drodze jesteśmy słabi, dlatego bardzo potrzebujemy tego wsparcia – mówili pielgrzymi. Anna z Sandomierza podkreślała, że na pewno ta modlitwa jest bardzo potrzebna, bo w dzisiejszych czasach „coraz bardziej atakują księży, by też pokazać innym, że można żyć inaczej, nie tylko atakować”.

38. Piesza Pielgrzymka Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej na Jasną Górę w tym roku miała głównie charakter duchowy. Pątnicy zostali zaproszeni do pielgrzymowania wewnątrzdiecezjalnego w dwóch jednodniowych etapach. Natomiast ostatniego dnia pielgrzymki przedstawiciele diecezji spotkali się na Przeprośnej Górce, skąd przyszli do sanktuarium. Ostatni etap pielgrzymki wraz z reprezentantami wszystkich grup pokonał także ordynariusz diecezji.

- Idziemy przez Częstochowę z hasłem „Samemu Bogu przez Maryję”, to jest nawiązanie do Sługi Bożego kard.Stefana Wyszyńskiego, ale także Jana Pawła II, obaj postawili na Maryję - powiedział bp Tadeusz Lityński.

W kompanii zielonogórsko - gorzowskiej byli także przedstawiciele polskich nauczycieli z grupy „Warsztaty w Drodze”, którzy przynieśli modlitwę za polską szkołę.

Obok przedstawicieli pieszych pielgrzymek na Jasną Górę dociera także wiele grup rowerowych. Też są mniej liczne i trwają krócej, ale organizatorzy także troszczą się o ich kontynuację.

- Jedzie na początku grupy krzyż, on nas prowadzi i od razu wszyscy wiedzą, że to jest pielgrzymka, że nie jedziemy na wycieczkę. Na Jasną Górę jedzie się ze względu na Matkę, na Maryję, to dla Niej pielgrzymujemy - powiedział jeden z cyklistów.

Wszyscy uczestnicy pielgrzymek modlą się o ustanie epidemii, dziękują za Cud nad Wisłą, za św. Jana Pawła II i o rychłą beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Św. Maksymilian wzorem miłości

2020-08-14 21:33

ks. Paweł Borowski

14 sierpnia w dniu wspomnienia św. Maksymiliana Kolbego toruńska parafia pod jego wezwaniem świętowała nie tylko odpust parafialny, ale także 40-lecie swojego istnienia. Mszy św. przewodniczył bp Wiesław Śmigiel.

Zobacz zdjęcia: 40 lat parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego w Toruniu

Biskup toruński w homilii podkreślił, że miłość jest tym, co wyróżnia uczniów Chrystusa. Przypominając bogatą historię życia patrona parafii zaznaczył, że był on Bożym szaleńcem, który miłość do Boga i bliźniego miał mocno wyryte w sercu, dlatego był w stanie dokonać tak wielkich dzieł, bo miłość uskrzydla, dodaje sił i kreśli przed nami szczytne cele.

Msza św. pod przewodnictwem pasterza diecezji toruńskiej była zwieńczeniem tygodniowych obchodów 40-lecia istnienia parafii.

Patronat nad obchodami objął Tygodnik Katolicki "Niedziela".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję