Reklama

Dokumenty

Posynodalna Adhortacja Apostolska

Verbum Domini

Do biskupów i duchowieństwa
do osób konsekrowanych
i wiernych świeckich
o Słowie Bożym
w życiu i misji Kościoła

Hermeneutyka Pisma Świętego w Kościele

Kościół właściwym miejscem hermeneutyki Biblii

29. Innym wielkim tematem, który wyłonił się podczas Synodu, a na którym pragnę obecnie skupić uwagę, jest interpretacja Pisma świętego w Kościele. Właśnie ścisły związek między słowem i wiarą wskazuje, że autentyczna hermeneutyka Biblii jest możliwa tylko w wierze Kościoła, dla której wzorem jest «tak» Maryi. Św. Bonawentura twierdzi że bez wiary nie ma klucza umożliwiającego dostęp do świętego tekstu: «To jest poznanie Jezusa Chrystusa, z którego biorą początek, jak ze źródła, pewność i pojmowanie całego Pisma świętego. Dlatego jest rzeczą niemożliwą, aby ktoś mógł je zgłębiać, by je poznać, jeśli najpierw nie ma wiary w Chrystusa, będącej lampą, bramą i fundamentem całego Pisma świętego».84 A św. Tomasz z Akwinu, wspominając św. Augustyna, podkreśla z naciskiem: «Litera Ewangelii zabijałaby, gdyby wewnątrz nie istniała uzdrawiająca łaska wiary».85

Pozwala nam to przypomnieć podstawowe kryterium hermeneutyki biblijnej: właściwym miejscem interpretacji Biblii jest życie Kościoła. Stwierdzenie to nie wskazuje, że odniesienie do Kościoła stanowi zewnętrzne kryterium, któremu egzegeci powinni się podporządkować, ale że jest to wymóg samej natury Pism i tego, w jaki sposób formowały się one w czasie. Istotnie, «tradycje wiary kształtowały środowisko życia, którego częścią stała się działalność pisarska autorów Pisma świętego. Była ona powiązana również z uczestnictwem w życiu liturgicznym i w działalności zewnętrznej wspólnot, w ich świecie duchowym, w ich kulturze, a także w ich złożonych dziejach historycznych. Dlatego również interpretacja Pisma świętego wymaga od egzegetów wczuwania się w pełni w życie i wiarę wspólnoty wierzącej ich czasów».86 W konsekwencji, ponieważ «Pismo święte powinno być odczytywane i objaśniane w tym samym duchu, w którym zostało spisane»,87 trzeba, żeby egzegeci, teologowie i cały lud Boży traktowali je zgodnie z tym, czym jest naprawdę - jako Słowo Boże, które się nam objawia za pośrednictwem ludzkich słów (por. 1 Tes 2, 13). Jest to stała prawda, zakładana również w samej Biblii: «żadne proroctwo Pisma nie jest do prywatnego wyjaśniania. Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie» (2 P 1, 20-21). Zresztą, to właśnie wiara Kościoła uznaje Biblię za słowo Boże. Jak mówi wspaniale św. Augustyn, «nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby nie skłaniał mnie do tego autorytet Kościoła katolickiego».88 To Duch Święty, ożywiający życie Kościoła, uzdalnia do autentycznej interpretacji Pism. Biblia jest księgą Kościoła, a z jej immanencji w życiu kościelnym rodzi się również jej prawdziwa hermeneutyka.

30. Św. Hieronim przypomina, że «nie możemy nigdy sami czytać Pisma świętego. Spotykamy zbyt wiele zamkniętych drzwi i łatwo błądzimy. Biblia została napisana przez lud Boży i dla ludu Bożego, pod natchnieniem Ducha Świętego. Jedynie w tej komunii z ludem Bożym możemy rzeczywiście dotrzeć z naszym «my» do istoty prawdy, którą Bóg chce nam przekazać».89 Wielki uczony, dla którego «nieznajomość Pisma świętego to nieznajomość Chrystusa»,90 twierdzi, że eklezjalność interpretacji biblijnej nie jest wymogiem narzuconym z zewnątrz; Księga jest właśnie głosem pielgrzymującego ludu Bożego, i tylko w wierze tego ludu jesteśmy, jeśli tak można powiedzieć, odpowiednio «nastrojeni», by zrozumieć Pismo święte. Autentyczna interpretacja Biblii musi harmonijnie współbrzmieć z wiarą Kościoła katolickiego. Św. Hieronim tymi słowami zwraca się do pewnego kapłana: «Bądź mocno przywiązany do tradycyjnej nauki, która została ci przekazana, byś mógł nauczać zgodnie ze zdrową nauką i odpierać argumenty tych, którzy jej się przeciwstawiają».91

Badania świętego tekstu abstrahujące od wiary, koncentrując się na strukturze tekstu i jego formach, mogą zwracać uwagę na ciekawe elementy, jednak tego rodzaju próba byłaby niechybnie jedynie wstępna i strukturalnie niepełna. Jak bowiem stwierdziła Papieska Komisja Biblijna, nawiązując do zasady przyjętej we współczesnej hermeneutyce, «tekst biblijny może właściwe zrozumieć tylko ten, kto sam przeżył to, o czym mówi tekst».92 Wszystko to uwydatnia związek między życiem duchowym i hermeneutyką Pisma. Istotnie, «w miarę jak umacnia się życie Duchem Świętym czytelnika tekstów natchnionych, pogłębia się też zrozumienie rzeczywistości, o której mówią te teksty».93 Głębia autentycznego doświadczenia eklezjalnego sprzyja lepszemu zrozumieniu autentycznej wiary w odniesieniu do słowa Bożego; i na odwrót, trzeba powiedzieć, że czytanie w wierze Pism prowadzi do wzrostu życia eklezjalnego. Możemy tu w nowy sposób pojąć znane stwierdzenie św. Grzegorza Wielkiego: «Słowa Boże wzrastają z tym, kto je czyta».94 W ten sposób słuchanie słowa Bożego wprowadza w komunię kościelną z pielgrzymującymi w wierze i ją pogłębia.

«Dusza świętej teologii»

31. «Niech studium ksiąg świętych stanie się niejako duszą świętej teologii»95 - to stwierdzenie z Konstytucji dogmatycznej Dei verbum stało się nam w tych latach coraz bliższe. Możemy powiedzieć, że w epoce po Soborze Watykańskim II w dziedzinie studiów teologicznych i egzegetycznych często odwoływano się do tych słów jako znaku nowego zainteresowania Pismem świętym. Również XII Zgromadzenie Synodu Biskupów często nawiązywało do tego znanego stwierdzenia, aby wskazać na relację między badaniami historycznymi i hermeneutyką wiary w odniesieniu do świętego tekstu. W tej perspektywie ojcowie z radością stwierdzili, że doszło do pogłębienia studiów słowa Bożego w Kościele w ostatnich dziesięcioleciach i wyrazili z przekonaniem żywą wdzięczność licznym egzegetom i teologom, którzy z poświęceniem, zaangażowaniem i kompetencją wnieśli i nadal wnoszą istotny wkład w zgłębianie sensu Pism, zajmując się złożonymi problemami, jakie nasze czasy stawiają przed badaniami biblijnymi.96 Uczucia szczerej wdzięczności wyrazili także członkom Papieskiej Komisji Biblijnej, którzy pracowali w tych latach i którzy, utrzymując ścisły kontakt z Kongregacją Nauki Wiary, nadal wnoszą swój kompetentny wkład w rozpatrywanie szczegółowych kwestii związanych ze studium Pisma świętego. Ponadto Synod wyraził potrzebę zastanowienia się nad stanem aktualnych studiów biblijnych i ich znaczeniem dla teologii. Od owocnej bowiem relacji między egzegezą i teologią zależy w znacznym stopniu duszpasterska skuteczność działalności Kościoła oraz życia duchowego wiernych. Dlatego uważam, że ważne jest przypomnienie pewnych refleksji, które się wyłoniły na ten temat podczas prac Synodu.

Rozwój badań biblijnych i Magisterium Kościoła

32. Przede wszystkim trzeba uznać, że egzegeza historyczno-krytyczna oraz inne metody analizy tekstu, które rozwinęły się w ostatnich czasach, miały pozytywny wpływ na życie Kościoła.97 Dla katolickiej wizji Pisma świętego stosowanie tych metod jest nieodzowne i wiąże się z realizmem wcielenia: «Owa konieczność jest następstwem chrześcijańskiej prawdy, sformułowanej w Ewangelii według św. Jana 1, 14: Verbum caro factum est. Fakt historyczny jest konstytutywnym wymiarem wiary chrześcijańskiej. Historia zbawienia nie jest mitologią, ale prawdziwą historią, i dlatego do jej badania należy stosować metody poważnych studiów historycznych».98 A zatem studium Biblii wymaga znajomości i właściwego stosowania tych metod badawczych. To prawda, że ta wrażliwość w świecie naukowym wzrosła intensywniej w epoce współczesnej, chociaż nie wszędzie w tej samej mierze, jednakże do zdrowej tradycji kościelnej zawsze należało umiłowanie studium «litery». Wystarczy wspomnieć tu kulturę monastyczną, której ostatecznie zawdzięczamy fundament kultury europejskiej, a u której korzeni tkwi fascynacja słowem. «W pragnieniu Boga zawiera się miłość kultury literackiej, umiłowanie słowa, (…) w każdym wymiarze. W słowie biblijnym Bóg idzie do nas, a my do Niego, i dlatego (trzeba) uczyć się zgłębiać tajniki języka, rozumieć jego strukturę i zastosowania. Dlatego właśnie, ze względu choćby na poszukiwanie Boga, nauki świeckie, wskazujące drogę do języka, stały się niezbędne».99

33. Żywy Urząd Nauczycielski Kościoła, któremu zostało powierzone «zadanie autentycznego wyjaśniania słowa Bożego spisanego bądź przekazanego»,100 wypowiedział się w sposób mądry i zrównoważony na temat właściwego stanowiska odnośnie do wprowadzania nowych metod analizy historycznej. Mam na myśli w szczególności encykliki Providentissimus Deus papieża Leona XIII oraz Divino affl ante Spiritu papieża Piusa XII. Mój czcigodny poprzednik Jan Paweł II przypomniał znaczenie tych dokumentów dla egzegezy i teologii przy okazji obchodów setnej rocznicy opublikowania pierwszego i pięćdziesiątej drugiego.101 Zasługą wystąpienia papieża Leona XIII była obrona katolickiej interpretacji Biblii przed atakami racjonalizmu, lecz nie było ono ucieczką w sens duchowy, oderwany od historii. Nie stroniąc od krytyki naukowej, ostrzegał jedynie przed «stereotypami, które rzekomo opierają się na podstawach naukowych, a w rzeczywistości podstępnie wyprowadzają naukę poza właściwy jej zakres».102 Z kolei papież Pius XII odpierał ataki zwolenników tak zwanej egzegezy mistycznej, odrzucającej jakiekolwiek podejście naukowe. Encyklika Divino affl ante Spiritu z wielkim wyczuciem zapobiegła powstaniu idei, że istnieje dychotomia między «egzegezą naukową» na użytek apologetyczny i «interpretacją duchową zarezerwowaną do użytku wewnętrznego», potwierdziła natomiast zarówno «wartość teologiczną sensu dosłownego metodycznie określonego», jak i przynależność «określenia sensu duchowego (...) do zakresu nauk egzegetycznych».103 Tak więc obydwa dokumenty odrzucają «rozłam między tym, co ludzkie, i tym, co Boże, między badaniami naukowymi i spojrzeniem wiary, między sensem dosłownym i sensem duchowym».104 O tej równowadze jest mowa również w późniejszym dokumencie Papieskiej Komisji Biblijnej z 1993 roku: «W swojej pracy interpretacyjnej egzegeci katoliccy nie powinni nigdy zapominać, że tym, co interpretują, jest słowo Boże. Ich zadanie nie kończy się wraz z rozróżnieniem źródeł, określeniem form lub wyjaśnieniem zabiegów literackich. Cel ich pracy zostaje osiągnięty dopiero wtedy, gdy wyjaśnią sens tekstu biblijnego jako aktualnego słowa Bożego».105

Soborowa hermeneutyka biblijna: wskazówka, którą trzeba przyjąć

34. W tej perspektywie można lepiej docenić właściwe egzegezie katolickiej wielkie zasady interpretacji, wyrażone przez Sobór Watykański II, zwłaszcza w Konstytucji dogmatycznej Dei verbum: «Ponieważ (...) w Piśmie świętym Bóg przemówił przez ludzi na sposób ludzki, interpretator Pisma świętego, chcąc poznać to, co Bóg zechciał nam przekazać, powinien starannie dociekać, co hagiografowie rzeczywiście zamierzali powiedzieć i co przez ich słowa spodobało się Bogu ujawnić».106 Z jednej strony jako podstawowe elementy, pozwalające odkryć znaczenie zamierzone przez hagiografa, Sobór podkreśla badanie gatunków literackich i kontekstualizację. Z drugiej, ponieważ Pismo święte powinno być interpretowane w takim samym duchu, w jakim zostało spisane, Konstytucja dogmatyczna wskazuje trzy podstawowe kryteria, pozwalające uwzględnić Boski wymiar Biblii: 1) należy interpretować tekst, pamiętając, że Pismo stanowi jedną całość; dzisiaj nazywamy to egzegezą kanoniczną; 2) trzeba uwzględniać żywą Tradycję całego Kościoła, i w końcu 3) uwzględniać analogię wiary. «Tylko wtedy, gdy współistnieją te dwa nurty metodologiczne, historyczno-krytyczny i teologiczny, można mówić o egzegezie teologicznej, o egzegezie odpowiedniej w odniesieniu do tej Księgi».107

Ojcowie synodalni słusznie stwierdzili, że pozytywne efekty stosowania współczesnych metod historyczno-krytycznych są niezaprzeczalne. Jednakże, podczas gdy egzegeza akademicka, również katolicka, jest obecnie prowadzona na wysokim poziomie w zakresie metodologii historyczno-krytycznej, również dzięki najnowszym przyczynkom, konieczne jest wymaganie analogicznego studium wymiaru teologicznego tekstów biblijnych, aby miało miejsce pogłębienie zgodnie z trzema elementami wskazanymi w Konstytucji dogmatycznej Dei verbum.108

Niebezpieczeństwo dualizmu i hermeneutyka zsekularyzowana

35. W tym względzie należy zasygnalizować, że istnieje dziś poważne ryzyko powstania dualizmu w podejściu do świętych Pism. Rozróżnianie dwóch poziomów badania Biblii nie ma bowiem na celu ich rozdzielania ani przeciwstawiania, ani po prostu zestawiania. Występują one jedynie we wzajemnym powiązaniu. Niestety, nierzadko niepotrzebne ich rozdzielanie powoduje oddalenie egzegezy i teologii, do czego «dochodzi również na najwyższych poziomach akademickich».109 Chciałbym wskazać tu najbardziej niepokojące konsekwencje, których należy unikać.

a) Przede wszystkim, jeśli badania egzegetyczne sprowadzają się tylko do pierwszego poziomu, wówczas Pismo staje się jedynie tekstem z przeszłości: «Można z niego czerpać wnioski moralne, można uczyć się historii, ale Księga jako taka mówi tylko o przeszłości, egzegeza przestaje być naprawdę teologiczna, a staje się czystą historiografią, historią literatury».110 Jest rzeczą jasną, że przy tego rodzaju ograniczeniu nie sposób zrozumieć wydarzenia Objawienia Boga za pośrednictwem Jego słowa, które jest nam przekazane w żywej Tradycji i w Piśmie świętym.

b) Brak hermeneutyki wiary w odniesieniu do Pisma świętego nie oznacza wyłącznie jej niestosowania; jej miejsce nieuchronnie zajmuje inna hermeneutyka, hermeneutyka zlaicyzowana, pozytywistyczna, której podstawą jest przekonanie, że pierwiastek Boży nie występuje w ludzkich dziejach. Zgodnie z tą hermeneutyką, kiedy zdaje się, że element Boski istnieje, trzeba go wyjaśnić w inny sposób i sprowadzić wszystko do elementu ludzkiego. W konsekwencji «powstają interpretacje negujące historyczność elementów Boskich».111

c) Takie stanowisko może jedynie szkodzić życiu Kościoła, sieje bowiem zwątpienie co do podstawowych tajemnic chrześcijaństwa i ich wartości historycznej, takich jak na przykład ustanowienie Eucharystii i zmartwychwstanie Chrystusa. W ten sposób narzuca się bowiem hermeneutykę filozoficzną, która zaprzecza możliwości wejścia elementu Boskiego w historię i obecności w niej. Przyjęcie tego rodzaju hermeneutyki w obrębie studiów teologicznych wprowadza nieuchronnie ostry dualizm między egzegezą skupiającą się jedynie na pierwszym poziomie, i teologią, która dopuszcza nurt nadający znaczeniu Pisma charakter duchowy bez uwzględniania historycznego charakteru Objawienia.

To wszystko ma niewątpliwie negatywny wpływ na życie duchowe i działalność duszpasterską. «Skutkiem nieobecności drugiego nurtu metodologicznego jest powstanie głębokiego rozziewu między egzegezą naukową i lectio divina. To właśnie rodzi niekiedy swoistą niepewność, również w przygotowywaniu homilii».112 Należy także zaznaczyć, że ów dualizm jest niekiedy przyczyną niepewności i niedostatecznej rzetelności formacji intelektualnej także niektórych kandydatów do posług kościelnych.113 Ostatecznie «tam, gdzie egzegeza nie jest teologią, Pismo święte nie może być duszą teologii, i na odwrót, tam, gdzie teologia nie jest zasadniczo interpretacją Pisma świętego w Kościele, teologia pozbawiona zostaje fundamentu».114 Dlatego trzeba zdecydowanie i uważniej rozważyć ponownie wskazania w tym względzie, zawarte w Dei verbum. Wiara i rozum w podejściu do Pisma świętego 36. Sądzę, że do pełniejszego zrozumienia egzegezy, a więc jej relacji z całą teologią może przyczynić się to, co napisał papież Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio. Twierdzi on bowiem, że nie należy lekceważyć «niebezpieczeństwa, na jakie narażeni są ci, którzy próbują odczytywać prawdę Pisma świętego przy pomocy jednej tylko metodologii, zapominając o potrzebie bardziej wyczerpującej egzegezy, która pozwoliłaby im odkryć wraz z całym Kościołem pełny sens tekstów. Kto zajmuje się badaniem Pism świętych powinien zawsze pamiętać, że różne metodologie hermeneutyczne również opierają się na określonych koncepcjach filozoficznych, należy je zatem wnikliwie ocenić przed zastosowaniem ich do analizy świętych tekstów».115

Ta dalekowzroczna refleksja pozwala nam zauważyć, że od hermeneutycznego podejścia do Pisma świętego nieuchronnie uzależniona jest poprawna relacja między wiarą i rozumem. Zlaicyzowana hermeneutyka Pisma świętego stosowana jest bowiem przez rozum, który w sposób strukturalny nie dopuszcza możliwości, by Bóg wkroczył w życie ludzi i przemawiał do nich ludzkimi słowami. Dlatego także w tym przypadku trzeba zachęcać do «poszerzania przestrzeni własnej racjonalności».116 Toteż przy stosowaniu metod analizy historycznej należy unikać akceptowania, jeśli się pojawiają, kryteriów, które z góry odrzucają Objawienie Boże w życiu ludzi. Łączenie dwóch poziomów pracy nad interpretacją Pisma świętego zakłada ostatecznie harmonię między wiarą i rozumem. Z jednej strony potrzebna jest wiara, która zachowując właściwą relację z prawym rozumem, nie przerodzi się nigdy w fideizm, który sprzyjałby fundamentalistycznej lekturze Pisma świętego. Z drugiej strony, potrzebny jest rozum, który badając obecne w Biblii elementy historyczne, będzie otwarty i nie odrzuci a priori wszystkiego, co przekracza jego miarę. Zresztą religia wcielonego Logosu musi jawić się jako głęboko rozumna człowiekowi szczerze szukającemu prawdy oraz ostatecznego sensu własnego życia i dziejów.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół nie jest urzędem

Emocje, które poprzedziły pojawienie się adhortacji apostolskiej Querida Amazonia, ustąpiły bardzo szybko – z dniem, w którym dokument ujrzał światło dzienne. Przebiły się jedynie głosy, że papież Franciszek rozczarował. Ten tekst jest jednak zbyt ważny, by pozostawić go w świetle krzywdzących komentarzy. Co więcej – zawiera wiele cennych podpowiedzi dla chrześcijan w Polsce.

Tym, co może zaskakiwać, jest fakt, że Ojciec Święty dedykuje adhortację ludowi Bożemu i wszystkim ludziom dobrej woli. Nie czyni przy tym rozróżnienia na duchownych i świeckich. W przeważającej większości mówi o zadaniach, które stoją przed Kościołem, i uświadamia czytelnikowi, że misję głoszenia Ewangelii otrzymały nie pojedyncze osoby, ale cała wspólnota. To ważne spostrzeżenie.

Parafio, do dzieła!

Tylko jeden raz papież wspomina o tym, co jest specyficzne dla kapłanów, do czego nie można delegować osób, które nie przyjęły święceń. Zwraca uwagę, że są to dwa sakramenty: Eucharystia i pokuta. Docenia natomiast rolę świeckich w organizacji wspólnoty, głoszeniu słowa Bożego czy poszukiwaniu dróg wyrażania pobożności ludowej. Zauważa także ogromną rolę kobiet, dzięki którym wspólnoty „utrzymały się i przekazały wiarę przez długi czas, chociaż nie było tam żadnego kapłana, nawet przez dziesięciolecia”. Franciszek zaznacza, że w wielu miejscach to właśnie „kobiety podtrzymywały Kościół przy życiu, z godnym podziwu poświęceniem i żarliwą wiarą”.

Gdy czyta się te słowa, można pozostać myślami w Amazonii i tłumaczyć, że nasza rzeczywistość jest zgoła inna. W Polsce nie mamy jeszcze problemu z brakiem kapłanów. Nie wiemy też, co znaczy brak możliwości uczestniczenia w niedzielnej Mszy św. Może to prowadzić do przekonania, że w Kościele odpowiedzialnymi za głoszenie Dobrej Nowiny oraz za przekaz wiary są osoby duchowne. One ewangelizują, a świeccy są jedynie słuchaczami Ewangelii. Tymczasem papież mówi jasno: cały lud Boży głosi Ewangelię. Takie spojrzenie na nasze parafie kazałoby powiedzieć, że skutecznym głosicielem Dobrej Nowiny jest cała wspólnota parafialna: od księdza proboszcza poczynając, a na najmłodszych wiernych – przygotowujących się do bierzmowania czy nawet do przyjęcia Pierwszej Komunii św. – kończąc. Każdy we właściwy sobie sposób i właściwymi dla siebie metodami jest zaproszony do tego wspólnego dzieła. Tutaj nie ma ważniejszych i mniej ważnych. Najmocniej świadczymy o Ewangelii, kiedy jesteśmy wspólnotą.

Warto podkreślić, że papież nie poprzestaje jedynie na wskazywaniu ogólnych celów, ale tłumaczy krok po kroku, jak wspólnota (czytaj: cała parafia) ma głosić Ewangelię.

Pokusa przekształcania Kościoła

Fundamentalne w tym kontekście wydaje się stwierdzenie, że „Kościół jest powołany, by iść z ludami Amazonii”. Trudno nie dostrzec tutaj echa ewangelicznego opisu przedstawiającego uczniów w drodze do Emaus (Łk 24, 13). Zmartwychwstały Jezus, zanim będzie z nimi rozmawiał i wyjaśniał im teksty święte, przybliża się i idzie w rytm ich kroków. Wsłuchuje się w to, co mają do powiedzenia. Jeśli stawia pytania, to tylko w taki sposób, by uczniowie mogli wyrzucić z siebie to wszystko, co się w nich nagromadziło, opowiedzieć o swoim życiu, tęsknotach i bólach.

To nie jest nowość w nauczaniu Franciszka, ale mimo wszystko warte odnotowania, a jeszcze bardziej warte wdrożenia w życie:

nie można być skutecznym ewangelizatorem w odseparowaniu od ludzi.

Nie można głosić Ewangelii, pozostając na zewnątrz świata, w którym oni żyją, i nie znając ich, a przyznając sobie jedynie rolę recenzenta. Stąd papież zauważa, że Kościół musi wzrastać w „kulturze spotkania”, w duchu „miłości, szacunku i zrozumienia” drugiego człowieka. Powinien przy tym wyzbyć się prób narzucania wzorów świętości, które byłyby jedynie „kopiami wzorców z innych miejsc”.

Oczywiście, słowa te można interpretować bardzo wąsko – jako przestrogę przed proponowaniem ludom Amazonii form religijności charakterystycznych np. dla Europy, i wówczas zwolnić się z rozważania tej części adhortacji. Ale można też rozumieć tę kwestię szeroko, do czego Ojciec Święty zresztą zachęca, pisząc, że nie wolno nam nigdy myśleć o „chrześcijaństwie monokulturowym i uniformistycznym”. Oznacza to prawo każdego człowieka do osiągania świętości na „właściwej sobie drodze”.

Papież przestrzega przed zbyt pochopnym ocenianiem i kwalifikowaniem pewnych zachowań jako przesądu bądź pogańskiego błędu. Nie oznacza to jednak pełnej akceptacji dla wszystkich zachowań. Franciszek ma świadomość, że często wymagają one oczyszczenia i dojrzewania, jednak nie będzie to możliwe bez wcześniejszego przybliżenia się do drugiego człowieka i nawiązania z nim relacji. Chrześcijanie – zdaniem papieża – mają współpracować z ludźmi dobrej woli, nie wstydzić się Jezusa Chrystusa, mówić o Nim i nieść innym Jego propozycję nowego życia. Z tej perspektywy trudno za adresata tego apelu uznać jedynie wierzących mieszkańców Amazonii.

Jeszcze trudniej przejść obojętnie obok wezwania, by nie ulegać pokusie przekształcania Kościoła w urząd, którego działanie polegałoby jedynie na narzucaniu norm, ocenianiu i wykluczaniu. Raczej – mówi papież – mamy tworzyć wspólnotę, która stara się „zrozumieć, pocieszyć i włączyć”, szczególnie tych, którzy czują się zapomniani i odrzuceni. Warto przypomnieć, że pisząc o Kościele, papież ma na myśli cały lud Boży, duchownych i świeckich. Razem mają oni budować wspólnotę, która tak jak matka niesie innym miłosierdzie, i tworzyć atmosferę, w której to miłosierdzie przekłada się na konkretne czyny.

Ojciec Święty poucza, że Kościół Jezusa Chrystusa ma mieć twarz wspólnoty włączającej, tzn. jego główną troską ma być doprowadzenie do Boga tych, którzy są na zewnątrz i którzy z różnych powodów z Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego. Temat ten wymaga niewątpliwie osobnego przeanalizowania, jednak już dziś trzeba postawić pytanie o to, czy działania podejmowane w naszych parafiach, głoszone słowo Boże, katechizacja, działalność Caritas mają na uwadze horyzont włączania.

Czytać, modlić się i żyć

Przed ogłoszeniem adhortacji Querida Amazonia wielu publicystów lansowało swoją wizję papieskiego tekstu. Po jego ogłoszeniu okazało się, że te ich liberalne opinie, głoszone z pełnym przekonaniem, rozminęły się z nauczaniem papieża. I wtedy pojawiły się rozczarowanie, a nawet krytyka. Taka postawa każe zadać pytanie o to, czego oczekujemy od nauczania Piotra naszych czasów: realizacji naszych pomysłów na Kościół czy raczej wskazania dróg, którymi ten Kościół powinien dziś kroczyć. Jestem przekonany, że każdy, kto z otwartym sercem oczekiwał na adhortację, znajdzie w niej wiele inspiracji, wskazań i cennych wskazówek. Najważniejsze jest to, że dokument ten nie jest jedynie po to, byśmy go czytali i rozumieli, ale przede wszystkim byśmy się nim modlili i uczynili treścią swojego życia. Także w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Ignacy Jan Skorupka - kapłan, bohater, męczennik

Niedziela Ogólnopolska 33/2005

[ TEMATY ]

Bitwa Warszawska

Ks. Ignacy Skorupka

domena publiczna

Ksiądz Skorupka podczas bitwy Warszawskiej (ze zbiorów biblioteki narodowej, broszura wydana w Chicago w 1930 r.)

W bieżącym roku - 14 sierpnia - mija 100 lat od śmierci ks. Ignacego Jana Skorupki, który zginął od kul najeźdźcy bolszewickiego w Kobyłce pod Ossowem k. Radzymina. Stał się on w świadomości Polaków symbolem Cudu nad Wisłą.

O bohaterskim kapłanie usłyszałem po raz pierwszy w 1942 lub 1943 r. Wraz z rodzicami mieszkaliśmy wtedy w Olsztynie k. Częstochowy. Jako chłopiec należałem do ministrantów, nad którymi opiekę duchową sprawował niezrównany w swojej dobroci ks. prob. Józef Michałowski (proboszczował tu w latach 1937-56). W trakcie jednego ze spotkań - które obok nauki samej ministrantury zawsze były lekcją historii Polski - opowiedział nam o młodym kapłanie, który oddał swe życie w obronie niepodległości. Bohaterem tego opowiadania był ks. Ignacy Skorupka. Zaciekawiony niezwykłą sylwetką tego duchownego, zacząłem rozmawiać o nim z moim ojcem, który wojnę bolszewicką widział z bliska. Szczególnie zapadła mi w pamięci relacja ojca z pogrzebu kapłana, który odbył się w Warszawie 17 sierpnia 1920 r. Ojciec uświadomił mi wtedy, że ks. Skorupka stał się w świadomości Polaków symbolem Cudu nad Wisłą.

Do jego historii powróciłem w 1984 r. - po męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Pracowałem wtedy nad dziejami pielgrzymek w Polsce i na świecie i zastanowił mnie fakt, dlaczego pamięć i kult (jeżeli to można tak nazwać) ks. Ignacego nigdy nie osiągnęły tak spektakularnych form, jak miało to miejsce w przypadku ks. Jerzego.

Dlaczego grób kapłana męczennika na warszawskim Żoliborzu ściągał co roku setki tysięcy nawiedzających z całej Europy, a grób ks. Ignacego, również męczennika i bohatera, nawet w okresie II Rzeczypospolitej przyciągał stosunkowo niewiele osób. Mimo że żyli i działali w różnych epokach, łączyło ich wiele wspólnego. Obaj charakteryzowali się wielkim patriotyzmem, umiłowaniem prawdy, niezwykłą pobożnością. Obaj działali na rzecz Polski i Polaków w warunkach zniewolenia. Ks. Ignacy, pracując w Rosji, organizował polskie szkoły i harcerstwo. Na jego Msze św. patriotyczne przybywali Polacy z odległości nawet ponad 100 km. Podobną działalność prowadził ks. Jerzy. Obaj byli obiektem represji ze strony władz. Na ks. Ignacego organizowały zamach władze carskie (w Klińcach k. Homla), na ks. Jerzego - komuniści powiązani z Moskwą. Wreszcie obaj zginęli śmiercią męczeńską i bohaterską. I obu starała się wymazać z pamięci władza komunistyczna.

Ks. Ignacy Jan Skorupka urodził się 31 lipca 1893 r. w Warszawie. Po maturze wstąpił do Seminarium Duchownego na Krakowskim Przedmieściu. Studia kontynuował w Akademii Duchownej w Petersburgu. Święcenia kapłańskie przyjął w 1916 r. Był wikariuszem w polskich parafiach w Rosji (Bogorodzko pod Moskwą i Klińce k. Homla), a także w Łodzi i Warszawie. W 1919 r. otrzymał nominację na notariusza i archiwistę w Kurii Warszawskiej oraz powierzono mu funkcję kapelana i prefekta kilku zakładów oświatowych (kartka nr 1).

Gdy odradzającej się Polsce zaczęło zagrażać idące od Wschodu niebezpieczeństwo, ks. Ignacy niezwłocznie poprosił swego metropolitę - kard. Aleksandra Kakowskiego o zgodę na wstąpienie do wojska. Pierwotnie takiej zgody nie uzyskał. Dopiero później kardynał zdecydował się zaaprobować prośbę ks. Ignacego, na co niemały zapewne wpływ miał apel Józefa Piłsudskiego o zwiększenie liczby kapelanów.

Kard. Kakowski pisze w swych pamiętnikach: „Zgadzam się, rzekłem [do Skorupki], ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie, w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie”. Młody duchowny miał odpowiedzieć: „Właśnie dlatego […] chcę iść do wojska” (A. Kakowski, Z niewoli do niepodległości. Pamiętniki, Kraków 2000). Niemal wprost od metropolity udał się do biskupa polowego WP - ks. Stanisława Galla, który mianował go lotnym kapelanem garnizonu na Pradze. Ks. Skorupka trafił do 236. ochotniczego pułku piechoty, gdzie służył w 2. batalionie Legii Akademickiej, którą tworzyli studenci i uczniowie stolicy. Decydująca bitwa o Warszawę rozpoczęła się 12 sierpnia. Następnego dnia Armia Czerwona przypuściła atak na Radzymin, zajmując miasto i okoliczne wioski. Od strony Ossowa miało ruszyć kontrnatarcie polskie.

Taka była sytuacja, gdy ks. Ignacy wyruszał 13 sierpnia na front, po odbytej poprzedniego wieczoru spowiedzi w kościele Ojców Kapucynów. Historycy opisują moment z 14 sierpnia, gdy losy bitwy pod Ossowem k. Radzymina zaczęły być dla nas krytyczne. Polacy zaczęli się cofać przed wojskami sowieckimi. Ks. Ignacy zebrał wtedy wokół siebie grupę „chłopców” i poprowadził ich przeciw Rosjanom. Podczas tego - wydawało się - beznadziejnego kontrnatarcia, na czele którego szedł ubrany w stułę oraz z krzyżem w ręku, został rażony śmiertelnie granatem. Porwani przykładem kapelana żołnierze przestali się cofać i uderzyli na wroga. Kontrnatarcie zakończyło się sukcesem.

Kard. Kakowski pisał: „Dlaczego tak podnoszą i gloryfikują śmierć ks. Skorupki przed wszystkimi ofiarami wojny? Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny 1920 r. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami” (A. Kakowski, op. cit.). Według tradycji, nad idącym do ataku księdzem miała się unosić Matka Boża, która tak poraziła wroga, że nie mógł on strzelać do Polaków.

Ks. Skorupkę zaczęto nazywać nowym Kordeckim, a jego pogrzeb 17 sierpnia przeistoczył się w wielką manifestację patriotyczną. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i awansowany do stopnia majora WP.

Śmierć ks. Skorupki uwieczniali na płótnie polscy malarze. Najbardziej rozpowszechniony był obraz lwowskiego artysty Antoniego Bartkowskiego, którego kopie rychło znalazły się w większości szkół polskich (kartka nr 2). W sposób bardzo sugestywny twórca oddał moment śmierci bohaterskiego kapelana. Odmienny charakter miał inny znany obraz, zatytułowany Ksiądz Skorupka (kartka nr 3), którego twórcą był Jerzy Kossak (syn Wojciecha). Ten malarz - batalista ukazał nam ks. Ignacego w momencie prowadzenia polskiego kontrnatarcia przeciwko widocznym już blisko wojskom armii sowieckiej. Do dziś uznaje się go za najlepsze wyobrażenie wielkości ks. Ignacego. Wreszcie trzeci prezentowany tu obraz namalował w 1937 r. Wacław Boratyński (kartka nr 4). Artysta przedstawił swoją wizję momentu śmierci młodego kapelana. Ginie on jak dowódca wojskowy prowadzący do boju swych żołnierzy. Wszystkie wspomniane dzieła były reprodukowane jako pocztówki, trafiając w ten sposób ze swoim przesłaniem do setek tysięcy Polaków. Ponadto ukazywały się dzieła malarskie innych twórców, jak np. M. Byliny, W. Gutowskiego czy L. Wiatrowskiego. Wznoszono też pomniki czy okolicznościowe obeliski.

W 1999 r. miejsce bitwy pod Radzyminem nawiedził Ojciec Święty Jan Paweł II. Potem, wspominając o tej wizycie w homilii wygłoszonej w czasie liturgii słowa przed katedrą św. Floriana na warszawskiej Pradze (13 czerwca), powiedział m.in.: „Wspominamy, między innymi, bohaterskiego kapłana Ignacego Skorupkę, który zginął niedaleko stąd, pod Ossowem. Dusze wszystkich poległych polecamy miłosierdziu Bożemu”. Słowa Ojca Świętego niosą nadzieję, że bohaterski kapelan zostanie uznany za godnego kandydata na ołtarze.

Należy upowszechniać wiedzę o tym niezwykłym duchownym, który jako Polak i kapłan ofiarą swego życia przyczynił się do obrony swojego kraju i Europy przed nawałą bolszewicką. Cieszy fakt, że chociaż w skali regionalnej sylwetka bohaterskiego Polaka jest coraz szerzej znana, a dla młodych z rejonu Radzymina ks. Ignacy stał się wzorem do naśladowania. Równocześnie smuci okoliczność, że tej młodzieży jest ciągle tak niewiele.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa: procesja ulicami Starówki z okazji 100-lecia Cudu nad Wisłą

2020-08-14 19:16

[ TEMATY ]

Warszawa

100‑lecie Cudu nad Wisłą

Wikipedia

„Bitwa Warszawska ks. ignacy Skorupka” – obraz leonarda Winterowskiego

Ulicami warszawskiej Starówki przeszła procesja, w której mieszkańcy Stolicy nieśli figurę Matki Bożej Łaskawej – patronki Warszawy. Nabożeństwo nawiązywało do wielowiekowej warszawskiej tradycji i była elementem obchodów 100. rocznicy Cudu nad Wisłą.

Procesja z licznym udziałem mieszkańców Warszawy wyruszyła z sanktuarium Matki Bożej Łaskawej przy ul. Świętojańskiej, a jej trasa wiodła wzdłuż dawnych murów warszawskiego Starego Miasta, które istnieją dziś jedynie we fragmentach. Idąc ulicami Starówki, wierni modlili się na różańcu, a wspólną modlitwę animowali muzycy i ewangelizatorzy, współtworzący od lat rzeszowski koncert uwielbienia „Jednego Serca Jednego Ducha”: Jan Budziaszek, Hubert Kowalski i Leopold Twardowski.

„Maryjo, pomódl się teraz z nami i pomóż nam zrozumieć, jaki jest sens tego krzyża, który dziś niesiemy” - modlił się na rozpoczęcie nabożeństwa Budziaszek, który prowadził różańcowe rozważania. Przypominał w nich m.in. o tym, że najlepsza droga świadczenia o Jezusie w świecie, wiedzie przez Maryję. Modlącym się towarzyszył chór i orkiestra, złożone w większości z młodych muzyków, pod batutą kompozytora i multiinstrumentalisty Huberta Kowalskiego.

Tradycja procesji wzdłuż murów warszawskiej Starówki sięga roku 1652, nazywanego „rokiem czarnej śmieci”, ze względu na epidemię dżumy, która dziesiątkowała mieszkańców ówczesnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wobec rosnącego zagrożenia, ówczesny rektor klaszoru oo. Pijarów przy ul. Długiej w Warszawie, gdzie przechowywano i czczono wówczas obraz Matki Bożej Łaskawej, zarządził modlitwy i procesje przebłagalne, podczas których maryjny wizerunek niesiono ulicami miasta. Po ustaniu epidemii Matkę Bożą Łaskawą ogłoszono patronką Warszawy, złożono tzw. „Śluby Warszawskie”, a sam obraz ukoronowano koronami papieskimi – jako pierwszy na ziemiach polskich. Jak wyjaśniają jezuici, „na pamiątkę błagalnego pochodu z tego roku zaczęły się odbywać coroczne procesje, które wyruszały z ul. Długiej, przez dzisiejszy plac Krasińskich, skręcały w Świętojerską, potem szły ul. Freta i zatoczywszy koło powracały ul. Długą do kościoła pijarów. Ta procesja odpustowa w drugą niedzielę maja była w powszechnym odczuciu momentem odnowienia przyjęcia przez Maryję patronatu nad miastem”.

Od 1662 r. procesjom towarzyszyła figura Matki Bożej Łaskawej, wykonana z lipowego drewna, polichromowana i złocona, która do dziś przechowywana jest w zakrystii jezuickiego sanktuarium, i która także dziś została wyniesiona na ulice miasta. W 1778 r. doroczną procesję uwiecznił na swoim obrazie pt. „Pałac Rzeczpospolitej” nadworny malarz Stanisława Augusta Poniatowskiego – Canaletto. Procesje zostały przerwane po Powstaniu Listopadowym z rozkazu władz carskich. Wznowiono je 185 lat później – 9 maja 2015 r. w odpust ku czci Matki Bożej Łaskawej – ponownie na ulicach warszawskiej Starówki: od sanktuarium przy ul. Świętojańskiej, przez Rynek i Plac Zamkowy, ponownie do jezuickiego sanktuarium.

Po zakończeniu procesji w warszawskim sanktuarium rozpoczęła się Msza św. pod przewodnictwem abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję