Reklama

Irena i Jerzy Grzybowscy

Na czym polega towarzyszenie?

2018-09-04 13:40

Irena i Jerzy Grzybowscy
Niedziela Ogólnopolska 36/2018, str. 46-47

freshidea/fotolia.com

W pedagogice towarzyszenie oznacza koncepcję wychowania, w której wychowawca to przewodnik, będący na tyle blisko wychowanka, by go wspierać, ale na tyle daleko, by nie przeszkadzać mu w samodzielnym rozwoju. Jest szeroko opracowane w kontekście wychowania dzieci. Ale pojęcie „towarzyszenie” pojawiło się w adhortacji „Familiaris consortio” papieża Jana Pawła II, a wielokrotnie zostało powtórzone w adhortacji „Amoris laetitia” papieża Franciszka w kontekście narzeczonych, małżonków, a także związków niesakramentalnych. My przed wielu laty nazwaliśmy to, co robimy na Spotkaniach Małżeńskich, towarzyszeniem, by wyzwolić się od nieadekwatnych w naszej pracy pojęć „doradzanie” czy „pomaganie”. Z radością więc o towarzyszeniu czytamy w adhortacjach, choć autorzy obu dokumentów nie wyjaśniają konkretnie, co ono znaczy.

Dialog jako punkt wyjścia

Punktem wyjścia naszej pedagogii towarzyszenia są sformułowane przez nas, przed blisko 40 laty, zasady dialogu. Publikowaliśmy je wielokrotnie. Tu przypomnijmy, że do prawdziwego spotkania, w znaczeniu komunii osób (por. FC 18), w małżeństwie, z innymi ludźmi, a nade wszystko z Panem Bogiem potrzebne są słuchanie przed mówieniem, rozumienie przed ocenianiem, dzielenie się sobą przed dyskutowaniem, a zwłaszcza przebaczanie.

Na Rekolekcjach dla małżeństw, na Wieczorach dla zakochanych, na Rekolekcjach dla powtórnych związków po rozwodzie i na formacyjnych spotkaniach porekolekcyjnych inspirujemy uczestników naszymi wprowadzeniami do tego, by sami w swoich związkach uczyli się nawzajem słuchać, rozumieć, dzielić się sobą i przebaczać. Stawiamy im pytania, zachęcamy do pracy własnej, w którą nie ingerujemy. Stwarzamy im klimat bezpieczeństwa w często trudnych zmaganiach. Zasady dialogu rozpoczynają proces nawrócenia, umożliwiają wyjście przez uczestników naszych form pracy na drogę, na której będziemy blisko nich, ale bez narzucania się czy moralizowania.

Papież Franciszek pisze o dialogu jako o uprzywilejowanym sposobie rozmawiania ze sobą, że wymaga on długiej i mozolnej praktyki (por. AL 136). Potwierdzamy, że tak jest i że jest to droga trudna, ale nie ma lepszej. Nie siejemy propagandy sukcesu, ale pokazujemy trud, wysiłek, proces. Uczestnicy naszych form pracy, widząc, że animatorzy także przeżywają problemy i potrafią z nich wychodzić, sami czują się zainspirowani do własnego dialogu i pracy nad swoim związkiem. Naszym zadaniem jest stymulowanie ich dojrzałości emocjonalnej i dojrzałości osobowościowej w ogóle. Nie rozwiązujemy za nich ich problemów ani nie dajemy się w nie wciągnąć. Pozostajemy im bliscy, ale z właściwym dystansem.

Reklama

Towarzyszenie narzeczonym

– Wieczory dla zakochanych spowodowały wiele dyskusji, czasami sporów, kłótni, z których dzięki chęci zrozumienia i uczuciu, które nas łączy, wyszliśmy zwycięsko. Nauczyliśmy się rozmawiać na każdy, nawet trudny temat. Uświadomiliśmy sobie wiele rzeczy, w tym konieczność dialogu – powiedział ktoś z uczestników naszych kursów przygotowujących do sakramentu małżeństwa.

– Najważniejsze było to, że nikt nam niczego nie kładł do głowy na siłę – powiedział ktoś inny – tylko sami mogliśmy dochodzić do rewelacyjnych odkryć w naszym związku. Dzięki świadectwom prowadzących ich prawdy stały się naszymi.

Takie świadectwa często pojawiają się na zakończenie Wieczorów dla zakochanych i Rekolekcji dla narzeczonych. To owoc pracy warsztatowej, której metodą są zasady dialogu. Narzeczonym wydaje się, że rozmawiają o wszystkim, tymczasem jest wiele tematów, na które nawet nie przychodzi im do głowy, żeby rozmawiać, lub świadomie je pomijają. Pomagamy im podjąć te tematy i dbamy, by rozpoznali, że warto o tym rozmawiać przed zawarciem małżeństwa. My ich do tych rozmów inspirujemy, stwarzamy klimat życzliwości bezpieczny dla ich rozmów we dwoje. Bliskie są nam słowa papieża Franciszka: „«Nie obfitość wiedzy, ale wewnętrzne odczuwanie i smakowanie rzeczy zadowala i nasyca duszę» (Ignacy z Loyoli, «Ćwiczenia duchowe», Kontemplacja [pomocna] do uzyskania miłości, 2). Ważniejsza jest jakość niż ilość, a priorytetowo należy potraktować – wraz z odnowionym przepowiadaniem kerygmy – te treści, które przekazywane w sposób atrakcyjny i przyjazny pomogą im zaangażować się w proces trwający całe życie «z wielkodusznością i wolnością» (tamże, 5)” (AL 207). To nic innego jak istota naszej pracy na Wieczorach dla zakochanych. – Podczas spotkań dowiedzieliśmy się o sobie wielu rzeczy, które były dla nas trudne. Być może dzięki temu unikniemy problemów w małżeństwie, które miałyby takie podłoże, a nawet jeśli nie unikniemy, to przynajmniej mamy już świadomość, że musimy nad tym pracować... To nasza droga do świętości – musimy się porozumieć, a w tym pomoże nam dialog, którego chcemy się uczyć – powiedział ktoś z uczestników. Oni sami dochodzą do ważnych dla siebie wniosków i postanowień. To jedna z odsłon towarzyszenia.

Towarzyszenie małżeństwom

Wszystkie małżeństwa przeżywają mniejsze lub większe kryzysy. Są „małżeństwa na pokaz”, w maskach poprawności. Stworzenie na Spotkaniach Małżeńskich klimatu bezpieczeństwa pozwala im zdjąć maski przed samymi sobą, nie bać się prawdy i zobaczyć w ich związkach dobro. Najważniejsze, że to jest ich własny sukces.

– W świadectwach małżeństw prowadzących odnajdywaliśmy nasze problemy – powiedziała jedna z uczestniczek Spotkań Małżeńskich. – To zaskakujące, że ich doświadczenia były podobne do naszych. Ci ludzie stali się nam bliscy przez podobieństwo trudnych doświadczeń, które ich dotknęły. Oni sobie poradzili, więc mamy nadzieję, że i my sobie poradzimy.

Z tą wypowiedzią współbrzmią słowa innego uczestnika Spotkań Małżeńskich: – Parokrotnie już się przekonałem, że doświadczenia i rozwiązania dobre dla innych osób nie są odpowiedzią na nasze problemy. Tutaj nikt nie podawał nam gotowych rozwiązań ani nie stawał w pozycji autorytetu. Każde: problem, zwierzenie czy podzielenie się radością zamykały się w trójkącie – Bóg, żona i ja. (...) Mimo krótkiego stażu naszego małżeństwa i nie najgorszej jego kondycji wiele było rzeczy, które wymagały wyjaśnienia i odkrycia.

W bezpośredniej rozmowie możemy na ogół tylko wysłuchać uczestników i okazać im zrozumienie, ale często jest to „aż” wysłuchanie i „aż” zrozumienie. To, że drugi człowiek poczuje się wysłuchany i zrozumiany, zwykle dodaje mu sił do samodzielnego pokonania trudności, które przeżywa. Nasza pedagogia towarzyszenia polega na inspirowaniu do samodzielności. Zachęcamy do wytrwałości w dialogu, dzieląc się naszymi własnymi trudnościami.

W formacji animatorów bardzo dbamy, by unikać sformułowań takich jak: trzeba, należy, powinniście, a tym bardziej: musicie. Pokazujemy drogę. Decyzja, czy nią pójdą, należy do nich. Tego rodzaju pedagogia owocuje świadectwami w rodzaju: – Przyjechałam po to, by mój mąż się nawrócił, a zobaczyłam, że to ja potrzebuję nawrócenia; albo: – Przez te 2 doby poznaliśmy się lepiej niż przez (i tu padają liczby od 5 do 40)... lat naszego małżeństwa. To owoce towarzyszenia.

Towarzyszenie powtórnym związkom

Zasady dialogu okazały się szczególnie ważne w towarzyszeniu osobom w powtórnych, cywilnych związkach po rozwodzie. Przychodzą do nas małżeństwa cywilne przeorane cierpieniem. To są ludzie, którzy nie potrafili znaleźć rozwiązania swoich problemów inaczej niż przez rozwód. Oni poszukują sposobów na lepszą komunikację w swoim powtórnym związku, ale równie mocno – drogi spotkania z Bogiem. – Rośnie nasze zbliżenie do Boga – powiedziała jedna z uczestniczek rekolekcji.

– To sprawa ważna, ale i bolesna. Po rozwodzie zaczęłam się lękać Pana Boga, obchodziłam Go szerokim łukiem. Księży też. Miałam problem z przynależnością do Kościoła. Na tych spotkaniach po raz pierwszy zdecydowałam się rozmawiać z księżmi.

W Spotkaniach Małżeńskich chodzi o odbudowywanie przez żyjących w powtórnych związkach więzi z Panem Bogiem w kontekście ich sytuacji życiowej. Tematy naszych spotkań obejmują zarówno bezpośrednią więź z Panem Bogiem, jak i zupełnie konkretne problemy życia chrześcijańskiego: kwestie relacji ze współmałżonkiem, który odszedł lub którego samemu się opuściło, relacje z dziećmi ze związków, które się rozpadły. Poruszamy problem przebaczenia. Trafiają do nas na ogół ludzie, którzy przeżyli nawrócenie, gdy byli już w powtórnym związku. Raduje nas każdy ślub kościelny po stwierdzeniu nieważności poprzedniego związku, ale nie gorszy, jeżeli jakaś para nie decyduje się, przynajmniej na razie, na życie jak brat z siostrą. Każda para sama dojrzewa w swoich decyzjach. Nie popychamy, ale pokazujemy drogowskazy życia chrześcijańskiego. Na Spotkaniach Małżeńskich towarzyszenie powtórnym związkom po rozwodzie nie polega na tworzeniu dla nich spokojnej przystani uwalniającej od poczucia winy, ale na umocnieniu ich na drodze życia chrześcijańskiego.

Towarzyszenie duchowe

Przez inspirowanie dialogu, w którego wyniku uczestnicy różnych form naszej pracy będą mogli podejmować decyzje w miłości, otwieramy im drogę realizowania słów Jezusa: „Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15, 9b), i życia zgodnego z przykazaniem miłości Boga i bliźniego (por. Mt 22, 37-40). A dzieje się to na ich drodze do Emaus. Na tej drodze Jezus okazał dwóm uczniom swoje zainteresowanie. Zapytał ich, o czym rozmawiają. Oni opowiedzieli, czym żyją, poczuli się wysłuchani i dlatego sami mogli wysłuchać Nieznajomego, który wytłumaczył im sens wydarzeń w Jerozolimie. Poczuli do Niego zaufanie i zaprosili Go do domu. Wtedy Jezus objawił im siebie. To ich uzdolniło do podjęcia dobrej decyzji o powrocie do Jerozolimy.

Towarzysząc małżonkom, próbujemy, tak jak Jezus, wysłuchać ich i zrozumieć, towarzyszymy im w ich drodze do poznania Pana Boga i odnajdywania dróg do trwania w miłości Jezusa. Nie narzucamy im religijności. Oni sami prędzej czy później „otwierają oczy” i mówią: „Bez Bożej łaski to byłoby niemożliwe”.

Reasumując: towarzyszyć to słuchać drugiego, rozumieć go, dzielić się z nim sobą, przebaczać, prosić o przebaczenie i w ten sposób pozwolić drugiemu „być”, wzrastać. Zarówno w małżeństwie, jak i na wszystkich innych płaszczyznach relacji międzyludzkich. Oznacza wolność i reguły, szacunek i zaufanie, kompetencje, wysiłek, ciekawość, wzajemne uczenie się od siebie. To okazuje się skuteczniejsze niż wszystkie dobre rady i nakazy.

Reklama

Ewa Kowalewska: Wczoraj Irlandia – dzisiaj Polska!

2019-05-19 14:30

Ewa H. Kowalewska, prezes Human Life International w Polsce / Gdańsk (KAI)

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą i powinny budzić nasz największy niepokój. Agresywne konfrontacje, dezinformacja, manipulacje faktami, dezintegrujące społeczeństwo akcje – wszyscy to odczuwamy. Można wyróżnić zasadnicze dwie linie tego ataku. Pierwsza dotyczy naszych dzieci, druga naszych duszpasterzy.

Graziako

Zaledwie 20 lat temu Irlandia była krajem jednoznacznie katolickim. W niedzielnej Mszy uczestniczyło ok. 90% obywateli. W 1983 roku społeczeństwo poparło w referendum poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia dla każdego poczętego dziecka i było z tego bardzo dumne. Większość za wielką wartość uznawała liczną, katolicką rodzinę, opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, która przekazuje wiarę i tradycję swoim dzieciom.

Dzisiejsza Irlandia całkowicie się zmieniła. Demokratycznie wybrany premier Leo Varadkar nie jest chrześcijaninem i publicznie oświadcza, że jest gejem. Doprowadził on do przeprowadzenia dwóch ogólnonarodowych referendów. Pierwsze dotyczące akceptacji tzw. małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, drugie na temat wprowadzenia swobody aborcji na życzenie. Obydwa zdecydowanie wygrał, bo młodzi odcięli się od fundamentalnych zasad moralnych, głoszonych przez Kościół katolicki i z radością poparli jego propozycje. Teraz kościoły świecą pustkami, bo kapłani stracili autorytet, mało kto z młodych chce ich słuchać. Katolicka Irlandia przeżywa dramat utraty wiary.

Tak szybko? Jak to możliwe? To ważne pytania, ponieważ te zmiany nie nastąpiły same z siebie, ale były konsekwentnie stymulowane według określonego programu, nazywanego „scenariuszem irlandzkim”.

Nie ulega wątpliwości, że zastosowana tu została fachowo opracowana inżynieria społeczna. Warto się jej przyjrzeć dokładniej, odnosząc się do tych dwóch referendów. W jaki sposób można zmienić poglądy dorosłych ludzi, w dodatku oparte na fundamencie wiary? Oni są odporni, po prostu wiedzą swoje. Zmiany należy więc rozpoczynać od dzieci.

Otóż w Irlandii ok. 30 lat temu wprowadzono do szkół permisywną edukację seksualną według wzorca brytyjskiego. Irlandzkie dzieci otrzymywały wielką dawkę antychrześcijańskiej ideologii od 4 roku życia po kilka godzin w tygodniu. Pod pretekstem tolerancji uczono je akceptacji dla aktywności osób LGBT (do wyboru) oraz swobody seksualnej i co za tym idzie przyzwolenia na przerywanie niechcianej ciąży. To pokolenie po 30 latach przestało chodzić do kościoła i samo zmieniło obowiązujące prawo.

Kościół katolicki w Irlandii, wcześniej posiadający olbrzymią władzę i autorytet, zdecydowanie przegrał. Pojawiło się wielu kapłanów bez powołania, który dopuszczali się nadużyć. Wystarczyło nagłośnienie skandali. W Irlandii było to wyjątkowo łatwe, bo przypadki pedofilii zdarzały się często. Ludzie nie są ślepi, a krzywdzenie dzieci budzi wielki sprzeciw i obrzydzenie oraz utratę zaufania. W tej sytuacji wielu kapłanów bało się (lub nie chciało) protestować przeciwko pierwszemu referendum. Zabrakło odwagi do głoszenia prawdy. Drugie referendum było jakby kontynuacją pierwszej ofensywy. Młodzi już nie chcieli słuchać, zabrakło autorytetu Kościoła i żywej wiary.

Porównajmy to z obecną sytuacją w jeszcze katolickiej Polsce, która na tle ateizującej się Europy została samotną wyspą i usiłuje bronić swoich wartości. Akcja zmiany świadomości społecznej staje się coraz bardziej agresywna i jest prowadzona dwutorowo, podobnie jak w Irlandii.

Warto się zastanowić, skąd ten atak na nasze dzieci! Batalię przeciwko edukacji seksualnej typu brytyjskiego wygraliśmy wiele lat temu. W polskiej szkole obowiązuje, pozytywny i akceptowany przez rodziców, przedmiot „Wychowanie do Życia w Rodzinie”. Właśnie dzięki dobrej podstawie programowej polska młodzież nadal w większości opowiada się za tradycyjną rodziną i ochroną życia. Atak zaczął się od akcji wmawiania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej. Nie jest to prawda, gdyż realizowana jest edukacja seksualna typu „A” – wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji seksualnej nastolatków (według Amerykańskiego Instytutu Pediatrii). Wszystkie badania potwierdzają pozytywne efekty tego przedmiotu. Pomimo tego w mediach nieustannie pojawiają się twierdzenia, że trzeba wreszcie edukację seksualną wprowadzić do szkół i wiele osób, nie znając problemu, publicznie je popiera.

Wyraźnie widać, że podstawowym celem ataku jest właśnie szkoła i nasze dzieci. Wbrew podstawie programowej, obowiązującej w szkołach, gminy kilku dużych miast (np. Gdańska czy Warszawy) podjęły akcje wejścia do szkół z promocją zachowań IGBT oraz ideologii gender. Szokiem dla wielu była wypowiedź nowego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, że te propozycje są jedynie programem przejściowym, a celem jest uchwalenie prawa do adopcji dzieci przez tzw. małżeństwa jednopłciowe.

Równolegle pojawiło się zamieszanie w szkolnictwie poprzez strajk płacowy nauczycieli, zagrożenie egzaminów itd. Bardzo poważnym następstwem jest obniżenie autorytetu wielu nauczycieli oraz doprowadzenie do konfrontacji z uczniami. W kontekście akcji strajkowej w ogóle nie poruszano problemu czego, jak i przez kogo są uczone nasze dzieci. Można się spodziewać dalszej konfrontacji z początkiem roku szkolnego. Jeżeli nie uda się powstrzymać akcji wchodzenia przedstawicieli LGBT do polskich szkól, za kilkanaście lat, tak jak w Irlandii, ta młodzież straci wiarę i sama zmieni obowiązujące prawo.

Drugim elementem ataku jest wmawianie społeczeństwu, że za dramaty związane z pedofilią jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie Kościół katolicki. Seksualne wykorzystywanie dzieci jest dramatem, wielką ohydą i podlega prawu karnemu. Osoba, która się dopuszcza takich czynów, powinna być surowo ukarana, niezależnie od tego z jakiego środowiska pochodzi i jaki wykonuje zawód. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowo surowe. Potrzebujemy obiektywnej prawdy, odpowiednich kar i prewencji. Ofiarom należny jest szacunek i pomoc. Można mieć jednak wątpliwości czy trafianie na łamy gazet jest dla nich w jakimkolwiek stopniu pomocne.

Problem pedofilii w szerokim zakresie ogólnoświatowym dotyczy milionów ludzi, zwłaszcza wykorzystywania biednych dzieci z Azji. Nikt nie przypomina o znanych sprawach sądowych w Polsce dotyczących nauczycieli, psychologów, trenerów, artystów czy znanych osób ze świata polityki i biznesu. Cisza!

Prowadzona akcja propagandowa ma na celu wskazać jako sprawców tylko kapłanów katolickich. Pseudo raport, przekazany papieżowi przez poseł Joannę Scheuring-Wielgus, składał się z doniesień prasowych bez weryfikacji. Na jego podstawie zrobiono mapę przypadków pedofilii w polskim Kościele, sugerującą, że jest to problem powszechny. Mnóstwo w tym pomówień i oszczerstw. Powstają kolejne filmy, których produkcja wiąże się z wielkimi kosztami. Przeciwko Irlandii szły wielkie pieniądze, które stymulowały realizację antykatolickich programów. Warto zadać pytanie, kto finansuje te filmy, manifestacje, raporty i programy czy kampanię „Wiosny” Biedronia, który coraz częściej jest przedstawiany jako kandydat na polskiego premiera.

Bieżących przypadków pedofilii niemal nie ma, więc ktoś wytrwale szuka w przeszłości, aby podgrzewać temat. Wyciągane są nazwiska zmarłych już dawno księży, którzy sami bronić się już nie mogą. Ten temat nie zniknie z naszych mediów. Będzie systematycznie wyciągany, stymulowany w celu podkręcania emocji i budowania postaw antykatolickich. Tymczasem jeżeli odetnie się pasterzy od stada, owce wilki zjedzą! To oczywiste! Kapłan jest krzewicielem wiary i szafarzem sakramentów, koniecznych do zbawienia. Zniszczenie zaufania do kapłanów, niszczy Kościół, pozbawia wiernych ochrony, naraża na odrzucenie wiary.

Widzę na Facebooku wypowiedzi nieznanych mi osób, że po obejrzeniu ostatniego filmu, nie puszczą dziecka do I Komunii. Nikt tego nie blokuje, tak jak moich informacji pro-life. Myślę, że to prowokacje, które mają służyć za przykład do naśladowania. Jeżeli dziecko nie będzie uczestniczyć w katechezie, nie będzie przystępować do sakramentów i uczestniczyć w grupach parafialnych, nie otrzyma żadnej „odtrutki” na indoktrynację ideologiczną serwowaną w szkole czy mediach. O to właśnie chodzi, bo głównym celem tej akcji jest doprowadzenie do kryzysu wiary! Chrystus i Jego przesłanie ma nie istnieć, tak jakby mogło być unicestwione przez ludzki grzech. Wtedy będzie można z nami zrobić dosłownie wszystko. Czyż to nam nie przypomina akcji z czasów komunizmu?

Polska ma szansę się obronić!

Polska nie jest jednak Irlandią. Mamy inne doświadczenia historyczne. Przeszliśmy przez trudny okres przymusowej ateizacji komunistycznej i obroniliśmy swoją wiarę! Do tych doświadczeń trzeba wracać i pokazywać naszym młodym tę perspektywę.

Po naszej stronie jest też czas. Takich zmian nie można przeprowadzić szybko, a oni tego czasu nie mają. Starają się więc atakować coraz bardziej frontalnie, a to budzi większy opór społeczny i daje dużo do myślenia.

Mamy też wiele ruchów i stowarzyszeń katolickich, również skupiających młodzież, które czynią Kościół żywym i zaangażowanym. Nie zabraniajmy dzieciom korzystać z tych spotkań. Te grupy są przyszłością Kościoła i naszą.

Polska jest bogata męczeństwem naszych kapłanów i podczas II wojny światowej, i w okresie dominacji komunizmu. Broni nas przesłanie, wielka odwaga i wiara Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, krew bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów bestialsko mordowanych w tamtych trudnych czasach. Mamy przesłanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Nie dziwią więc próby podważania tych wielkich autorytetów i skandaliczne, nie poparte faktami, próby dyskredytowania Papieża Polaka kłamliwymi pomówieniami, że nie sprzeciwiał się pedofilii w Kościele. Czy nawet bezczelne próby jego „dekanonizacji”! Obrażanie naszych biskupów, krzykliwe i bezpodstawne wnioski o „delegalizację Kościoła”, jakby był jakąś nikomu niepotrzebną, skompromitowaną organizacją pozarządową, bluźniercze ataki na Matkę Bożą Częstochowską, „artystyczne” bluźniercze wystawy i spektakle dopełniają tego obrazu. W przeproszeniu potrzebna jest wielka narodowa modlitwa i ekspiacja. Mieliśmy i mamy wielu wspaniałych kapłanów, którzy są ludźmi wielkich poświęceń – ofiarni, kochani, autentyczni. Stójmy za nimi, brońmy ich i wspomagajmy. Bardzo ich potrzebujemy!

Zachowując spokój, musimy zdać sobie sprawę, że obecny atak na wiarę naszych dzieci jest potężny i podstępny. Posługuje się fake newsami, króluje w liberalnych mediach oraz ukrywa się w ciszy mediów społecznościowych.

Pamiętajmy, że ateiści atakujący Kościół, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką siłę daje wiara i żywa Boża obecność. Wygramy z nimi tylko wtedy, jeżeli tę wiarę zachowamy, przekażemy ją naszym dzieciom i pozostaniemy wierni Jezusowi Chrystusowi, który jest naszym Królem i prowadzi swój Kościół. Wszystkie problemy musimy nieustannie zanosić przed Boży tron, prosząc o pomoc w tym dramatycznym zmaganiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Sekretariacie KEP obradował Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi

2019-05-24 22:16

BP KEP / Warszawa (KAI)

W Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski zakończyło się spotkanie Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi z udziałem bp. Henryka Ciereszki, delegata ds. Dialogu Katolików i Muzułmanów.

Archiwum Artura Dąbrowskiego

Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi, który wchodzi w skład Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego Konferencji Episkopatu Polski, gromadzi się kilka razy w roku. Zajmuje się tematyką dialogu międzyreligijnego, głównie z Islamem. Komitet organizuje każdego roku Dzień Islamu w Kościele katolickim dnia 26 stycznia.

„Każdego roku jest inna tematyka. W tym roku skupia się ona wokół promocji powszechnego braterstwa. W tym kierunku staraliśmy się poprowadzić nasze przygotowania na przyszłoroczny Dzień Islamu” – powiedział bp Ciereszko.

Delegat ds. Dialogu Katolików i Muzułmanów podkreślił, że „celem Dnia Islamu jest spotkanie, dzielenie się i zbliżanie tych środowisk religii chrześcijańskiej i Islamu”.

Agata Skowron-Nalborczyk zauważyła, że spotkania te są ważne, gdyż pokazują katolikom mniejszość innego wyznania. „Okazuje się, że muzułmanie zajmują stanowisko bardzo bliskie naszemu, wbrew temu co w mediach słyszymy. Dla tej większości katolickiej jest to przeżycie spotkania drugiego człowieka. Bo właśnie dialog polega na spotkaniu i wzajemnym poznaniu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem