Reklama

W 40. rocznicę wielkiego pontyfikatu

2018-10-03 08:01

Jan Żaryn
Niedziela Ogólnopolska 40/2018, str. 35

Archiwum „Aspektów”

Zbliża się rocznica wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową. Już teraz stała się ona dobrym pretekstem do tego, byśmy się mogli przyjrzeć tamtym wydarzeniom. Próbowaliśmy to czynić – my, czyli naukowcy zajmujący się dziejami Kościoła katolickiego w XX wieku – podczas specjalnego panelu zorganizowanego na Zamku Królewskim w Warszawie przez Centrum Myśli Jana Pawła II.

Nagła śmierć Jana Pawła I spowodowała, że kardynałowie ponownie musieli zjechać do Wiecznego Miasta. Wydawało się z ludzkiego punktu widzenia, że konklawe będzie przewidywalne – kolejnym papieżem musi być Włoch. Tak przecież było niemal od zawsze. Jednak scenariusz konklawe napisał kto inny. Po kolejnych głosowaniach okazało się bowiem, że żaden z dwóch włoskich kardynałów nie może uzyskać wymaganej większości. Zrezygnowali. I pojawiła się w kuluarach kandydatura kardynała Polaka. 16 października 1978 r. Jan Paweł II z balkonu Bazyliki św. Piotra w Rzymie skierował pamiętne słowa, których sensu do końca jeszcze wtedy nikt nie mógł zrozumieć. Powiedział, że nowy papież przybył „z dalekiego kraju”. A przecież geograficznie Polska nie jest dalekim krajem. Z Warszawy do Rzymu leci się samolotem nie więcej niż 3 godziny. A jednak Polska i inne kraje znajdujące się za żelazną kurtyną były wówczas dalekie. Zachód nie znał i nie rozumiał komunistycznej rzeczywistości, co więcej elity intelektualne starej Europy poddawały się moskiewskiej propagandzie, zafascynowane rzekomym postępem i umiejętnością tworzenia przez marksistów nowego ładu społecznego. To dopiero za kilka lat prezydent USA nazwie Związek Sowiecki: Imperium Zła. Papież przybyły z dalekiego kraju skrócił dystans poznawczy między Wschodem i Zachodem, między światem wolności i światem zakłamania.

Reklama

W tym samym czasie, gdy na balkonie Bazyliki św. Piotra pojawił się nowy papież, rozpoczął się w Moskwie i w krajach komunistycznych bój o jego unicestwienie. Zanim doszło do zamachu 13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra, komunistyczny wywiad nie raz poddał analizie pontyfikat Papieża Polaka. Jak mówił podczas wspomnianego panelu dr Andrzej Grajewski, w jednej z pierwszych analiz pojawiło się charakterystyczne sformułowanie: „Najgorsze, że nowy papież jest «stąd»”. Co to znaczy? To znaczy, że nie da się go oszukać. To znaczy, że będzie dawał świadectwo o komunizmie; przerwie żelazną kurtynę – gwarantkę panowania niewiedzy, ignorancji i manipulacji.

Jest „stąd” i jednocześnie „z dalekiego kraju”. Te słowa mogą stać się kluczem do zrozumienia pontyfikatu Jana Pawła II z punktu widzenia jego politycznych skutków. My dziś bardziej pamiętamy o pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski i się nią fascynujemy. I słusznie. To wtedy bowiem padły historyczne słowa na ówczesnym placu Zwycięstwa w Warszawie i wtedy rozpoczął się wewnętrzny dialog wielomilionowego narodu – samego ze sobą, bez udziału ateistycznej władzy. Rzęsiste oklaski towarzyszące słowom Jana Pawła II stanowiły znak dialogu, tym razem prawdziwego. Bo Papież, jak wielokrotnie to sobie powtarzaliśmy, mówił do nas i za nas. Zaczął wprowadzać w przestrzeń publiczną zajętą przez wroga słowa prawdy. O nas i o naszej przeszłości. Dzięki wyzwolonej przez niego energii powstała Solidarność – wielomilionowy ruch społeczny oparty w swych wewnętrznych umowach na etyce chrześcijańskiej. Polscy robotnicy nie poszli za głosem rzekomego postępu, a posłuchali konserwatywnego Papieża Polaka.

Jan Żaryn
Redaktor naczelny „wSieci Historii”, historyk, wykładowca INH UKSW, publicysta i działacz społeczny, m.in. prezes SPJN, członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, senator RP

Tagi:
jubileusz

Wrocław: szósta rocznica ingresu abp. Kupnego do katedry wrocławskiej

2019-06-15 13:06

ks.rk / Wrocław (KAI)

– W codzienność Kościoła wrocławskiego wnosisz swój pasterski charyzmat, pasterza który słucha, prowadzi i wskazuje – mówił, zwracając się do abp. Józefa Kupnego bp Jacek Kiciński, głosząc homilię podczas uroczystej Mszy św. z okazji szóstej rocznicy objęcia posługi biskupiej przez metropolitę wrocławskiego. – Niech Bóg prowadzi Cię i wspiera we wskazywaniu wszystkim na Boga, który do końca nas umiłował – dodał kaznodzieja.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Rozpoczynając homilię bp Kiciński podkreślił, że wszystkich, zgromadzonych we wrocławskiej katedrze i świętujących rocznicę ingresu do niej abp. Józefa Kupnego łączą: wiara, ołtarz i osoba pasterza. Zaznaczył przy tym, że słowo Boże, którego słuchanie rodzi wiarę powinno stawać się przewodnikiem całego życia każdego: tak pasterza, jak i owiec. Przywołał również treść najważniejszego przykazania tłumacząc, że miłość do Boga sprawia, że Bóg staje się centrum ludzkiego życia. – Uświadamiamy sobie, że On jest tym, od którego wszystko zależy, który nas posyła, który nas prowadzi i który nam towarzyszy – mówił biskup pomocniczy wrocławski, dopowiadając: – Wiara w Boga rodzi zaufanie i świadomość, że bez Boga nic nie możemy uczynić.

W dalszej części homilii ojciec biskup powiedział, że kiedy człowiek stawia siebie w miejsce Boga, wówczas traci wartość ludzkie słowo. – Jesteśmy świadkami pewnego kryzysu wiary, któremu towarzyszy kryzys wierności i zaczyna brakować czytelnego świadectwa o Bogu, który jest miłością – mówił bp Kiciński, dodając: – Dziś trudno nam słuchać Boga, drugiego człowieka, nawet głosu własnego sumienia i natchnień Ducha Świętego. Dziś liczy się efekt, dlatego z jednej strony doświadczamy wielkiej aktywności człowieka, nawet jej nadmiaru, a z drugiej – braku aktywności, marazmu i uśpienia. Owocem tych postaw jest pragnienie zmiany wszystkiego i wszystkich za wyjątkiem samego siebie, albo postawa wyrażająca się w twierdzeniu: „nie da się nic zrobić”, „przecież zawsze tak było”.

Ojciec biskup przestrzegał, że postawy te mogą również cechować osoby powołane do kapłaństwa, tłumacząc, że źle przeżywana działalność apostolska, pozbawiona motywacji sprawia, iż człowiek bardzo szybko stygnie w entuzjazmie wiary, a pragnienie osiągniecia szybkich wyników sprawia, że nie lubi on porażek, trudności oraz nie radzi sobie w kryzysach. To – jego zdaniem – sprawia, że wiara się wyczerpuje i stacza w miernotę. – Nie pozwólmy okraść się z radości ewangelizacji – wzywał, dodając: – Potrzeba wrócić do słowa Bożego i odkryć Bożą obecność w słowach Pisma Świętego, w sakramentach i drugim człowieku i wskazując osobę pasterza w Kościele, jako tego, który na tej drodze powrotu do Boga ma być przewodnikiem wszystkich.

Zwracając się bezpośrednio do metropolity wrocławskiego bp Kiciński wskazał, że zgodnie ze swoim zawołaniem biskupim „Chrystus nas umiłował” abp Kupny w swojej posłudze każdego dnia podejmuje zadanie bycia narzędziem jednania ludzi z Bogiem. – Dziś jako Kościół wrocławski otaczamy cię naszą modlitwą i prosimy, by Bóg, który cię wybrał do przewodzenia naszej wspólnocie, nieustannie cię wspierał w dawaniu świadectwa o Ojcu, który do końca nas umiłował – zakończył bp Jacek.

Wspólnie z metropolitą wrocławskim Eucharystię sprawowało prawie 100 kapłanów z całej archidiecezji. Modlili się przedstawiciele władz państwowych i samorządowych. Obecni byli również członkowie Liturgicznej Służby Ołtarza z Dolnego Śląska, jako, że kilkudziesięciu z nich otrzymało w czasie Mszy św. z rąk abp. Kupnego posługę lektora i ceremoniarza.

Na zakończenie Mszy św. metropolita wrocławski wspomniał, że kiedy obejmował posługę w archidiecezji wrocławskiej była również piękna pogoda. Podkreślił przy tym, że jego święto, jest świętem całej archidiecezji. Zwracając się zaś do nowo ustanowionych lektorów i ceremoniarzy hierarcha poprosił, by mieli świadomość, iż są szczególnie wezwani do dawania świadectwa swojej przynależności do Jezusa. Dziękował ich rodzicom i najbliższym za to, że wychowują swoich synów w wierze i że są oni tak blisko ołtarza.

Wyrażając wdzięczność wszystkim za obecność, pamięć i modlitwę abp Kupny odznaczył także pięciu kapłanów tytułami kanoników Kapituł Kolegiackiej Świętego Krzyża oraz Kapituły Katedralnej. Wśród nich znalazł się ks. prałat Aleksander Radecki, który dodatkowo został mianowany kanonikiem penitencjarzem archikatedry wrocławskiej. Pięć osób także otrzymało z rąk hierarchy Medal św. Jadwigi, najwyższe odznaczenie archidiecezji wrocławskiej, jakie może otrzymać osoba świecka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dyrektor ISKK: wyraźnie rośnie grupa młodzieży deklarującej się jako niewierząca

2019-06-07 09:29

lk / Warszawa (KAI)

Dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca. Stanowi ona już niemal 1/3 całej młodzieży – zauważa ks. dr Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, komentując dla KAI najnowsze wyniki badań religijności polskiej młodzieży, opracowane przez CBOS.

Martinan/Fotolia.com

Polska młodzież jest coraz mniej religijna. Jako głęboko wierzący i wierzący łącznie określiło się w 2018 r. 63% uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych, podczas gdy w 2008 r. było ich 81%. Coraz mniej młodych chodzi też na religię – w 2018 r. zadeklarowało to 70%, a jeszcze w 2010 - 93% - wynika z badania CBOS zrealizowanego w ramach projektu „Młodzież”.

Najnowsze badanie zostało przeprowadzone jesienią ub. roku na ogólnopolskiej losowej próbie 80 dziennych szkół ponadgimnazjalnych różnego typu (liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych). Szkoły, a w nich klasy, były losowane do badania. Próba objęła 1609 uczniów ostatnich klas tychże szkół.

Poniżej komentarz ks. dr Wojciecha Sadłonia:

Kolejne młode pokolenie Polaków podlega głębokim przemianom pod względem religijnym. Generalnie rysuje się wyrazisty trend, że dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa młodzieży, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca i stanowi ona grupę już niemal 1/3 całej młodzieży. Największemu osłabieniu podlegają przede wszystkim praktyki religijne. W 1996 r. 62% młodzieży deklarowało, że chodzi co tydzień do kościoła, obecnie jest to 35%. Ponad połowa młodzieży w największych miastach w ogóle nie praktykuje swojej wiary.

Badania CBOS w tym względzie potwierdzają wyniki wielu innych badań, w tym również ISKK zapoczątkowane w 1988 r. Przemiany religijne wpisują się również częściowo w rosnący indywidualizm polskiej młodzieży. Dzisiejsza młodzież w odróżnieniu do wcześniejszego pokolenia bardziej ceni sobie miłość i przyjaźń, mniej zaś życie rodzinne. Znacznie częściej również biorą pod uwagę wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy.

Z drugiej strony, z badań CBOS wynika, że mimo powiększającej się grupy młodzieży niereligijnej, nie zmniejsza się grupa młodzieży najbardziej religijnej. Potwierdza to proces obserwowany również w innych badaniach, który można by nazwać polaryzacją religijną młodzieży. Polega ona na tym, że zmniejsza się grupa osób o średnich wskaźnikach religijności, rośnie zaś grupa osób niereligijnych przy utrzymywaniu się grupy o najwyższej religijności.

W deklarowanym uczestnictwie w lekcjach religii widać wyraźnie cezurę roku 2010. Do tego momentu rosło uczestnictwo w lekcjach religii do ponad 90% i od tego momentu obserwujemy wyraźne zmniejszanie się uczestnictwa w lekcjach religii, które wynosi obecnie 70%. W największych miastach już mniejszość (44%) młodzieży deklaruje udział w lekcjach religii.

Stosunek do lekcji religii zawiera w sobie nie tylko religijność, ale również nastawienie do Kościoła jako instytucji mającej swoją rolę społeczną. Rok 2010 jest momentem, od którego wyraźnie rośnie negatywne nastawienie do Kościoła. Wiąże się to z głębokimi procesami społecznymi oraz słabnącą rolą Kościoła w integrowaniu ogółu polskiego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Orzechu, dziękujemy!

2019-06-16 21:13

Agata Pieszko

Weszłam dziś do małej, dusznej kaplicy na Bujwida. Dawno mnie tu nie było. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to piękne, polne kwiaty, które stały przed ołtarzem na drewnianych pniach. Następnie tłum ludzi, w tym studenci siedzący starym zwyczajem na czerwonym dywanie w czarne kropki. Nazwaliśmy go kiedyś „arbuzem”. Za chwilę rozbrzmiała pieśń do Ducha Świętego i rozpoczęła się jubileuszowa Msza Święta. Msza kapłana, który służy Bogu i ludziom od 55 lat!

Agnieszka Bugała
Ks. Stanisław Orzechowski, bp Andrzej Siemieniewski i najmłodszy z braci Orzecha wraz z małżonką

–Tak na oko, to wszystkich Was znam – mówił do wiernych ks. Stanisław Orzechowski – Ze wszystkich rzeczy, które spotkały mnie na świecie, najlepszą jest Msza Święta. Cieszę się, że mogę w tej Mszy Świętej Was przygarnąć i polecić Panu Bogu.

Dziś spotkaliśmy się na styku pokoleń. Orzech faktycznie nas wszystkich zna. Kojarzy studentów, którzy przychodzili do duszpasterstwa 55 lat temu, poznał ich dzieci, które swoją drogą niejednokrotnie też zadomowiły się w „Wawrzynach”.

Dzisiejszy dzień jest uroczystością Trójcy Świętej. O. Piotr Bęza zastanawiał się, jak połączyć Orzecha z tą niezwykłą tajemnicą.

–To, co jest ważne w Trójcy Świętej, to relacja. Jak patrzymy na życie Orzecha, to jego relacja z Panem Bogiem wychodzi na pierwszy plan, ale także relacje z drugim człowiekiem. Ja zwracam uwagę na to, że Orzech ma niezwykłą pamięć i jak na początku Mszy Św. powiedział, że wszystkich tutaj zna, to nie kłamał. On troszczy się o relacje – mówił o. Piotr Bęza CMF, Prowincjał Polskiej Prowincji Misjonarzy Klaretynów

– Mam powiedzieć kazanie na 55-lecie kapłaństwa Orzecha, a ja nawet nie żyję tyle lat. Większość z nas pewnie chciałaby dziś usłyszeć właśnie jego, bo przez wiele lat karmił nas swoimi kazaniami, więc wpadłem na genialny pomysł-będę go cytował – powiedział na rozpoczęcie homilii o. Piotr.

Ojciec Piotr przez 6 lat pomagał Orzechowi w prowadzeniu studentów. Przez ten czas zdążył zapisać wiele jego złotych myśli oraz wiążących się z nim zabawnych sytuacji, którymi podzielił się z nami z ambony. Każdy cytat Orzecha wywoływał albo poruszenie, albo salwy śmiechu.

Każdy z nas zebranych dziś w kaplicy na Bujwida mógłby się podzielić co najmniej jednym szczególnym wspomnieniem z Orzechem. My przywołaliśmy na pamięć np. dyżury kuchenne na Białym Dunajcu, które wzbudzały niepokój szczególnie u studentek.

– Jedna ze studentek na Obozie w Białym Dunajcu po dyżurze kuchennym podeszła do mnie i powiedziała: Proszę Ojca, ja się już nie boję żadnej rozmowy kwalifikacyjnej. Wystarczyły trzy dni dyżuru z Orzechem – wspominał o. Piotr.

Fakt. Orzech jest wymagający. Czasem szorstki. Nie szczędzi ostrych słów. Ja właśnie za to go cenię. W duszpasterstwie zrozumiałam, że życie takie jest. Czasem szorstkie, nie szczędzi gorzkich słów i nieustannie wymaga.

Orzech jest wymagający, ale przede wszystkim wobec siebie. Uczył nas nie tylko tego, że trzeba pracować nad sobą, ale sam przez całe swoje życie pracował fizycznie, pracował z nami. Uczył dziewczyny jak oskubać gęś, a chłopaków, jak po wykopkach usypać kopiec z ziemniaków. Pokazywał, że trzeba wziąć się do ciężkiej pracy, żeby to wymagające życie było piękne.

„Wawrzyny”. Miejsce, w którym muzyczni się mylą, ktoś przejęzycza się przy ogłoszeniach, a ksiądz krzyczy z ambony. I co z tego? Właśnie nic! Tutaj można być nieidealnym, tutaj można się pomylić, tutaj Orzech nauczył nas, że nie można być „dudusiem”, albo „pudelkiem mamusi”, tylko pracować nad sobą i żyć blisko Boga, przyjmując nawet krytyczne uwagi. W jednej chwili zrozumiałam, dlaczego było mi tu tak dobrze. Tutaj mogłam być sobą, bo Orzech swoją postawą pokazał mi niezwykły dystans.

Dzisiejsza Eucharystia była taka, jakiej Orzech by chciał. Nie był w centrum. W centrum stał jak zwykle Jezus Chrystus w Trójcy Najświętszej i ukochana Matka Boska, która jak sam stwierdził „doskonale do Nich pasuje”. Uwielbienie było pełne tańca, a schola zaśpiewała jedną z jego ukochanych pieśni „Wody Jordanu”.

Orzechowi na koniec jubileuszowej Mszy Świętej oficjalnie dziękowali obecni Prezydenci Duszpasterstwa, Wspólnota Rodzin „Wiosna”, chór „Szumiący Jesion”, członkowie „Solidarności”, „Ruch Rodzin Nazaretańskich”, animatorzy Seminarium Odnowy Wiary, natomiast poza oczami odbyło się jeszcze wiele czułych rozmów, padło dużo ciepłych słów, pocałunków i uścisków. Jubileusz „Orzecha” przeżywał z nim jego najmłodszy brat z małżonką oraz bp. Andrzej Siemieniewski.

Oprócz mnóstwa kwiatów, owoców i słodkości Orzech otrzymał kołpaki jako zadatek na nowy samochód. Zbiórka na nowe, niepsujące się auto dla Orzecha ma potrwać do końca czerwca. Zbiórka na samochód dla Orzecha.

Po Mszy Świętej był czas na spotkanie, wspólne zdjęcia, wspomnienia i rozmowy przy cieście. Nie przy cateringu w dobrej restauracji dla wybranych. Spotkaliśmy się wszyscy. Po swojsku. Jak zwykle, bo tak chciałby nasz ukochany Wielkopolanin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem