Reklama

Bierzmowanie to zadanie dla całej wspólnoty parafialnej

2018-10-10 11:21

Ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 41/2018, str. IV

PB
Ks. Piotr Hoffmann

O nowym programie przygotowania młodych do przyjęcia sakramentu bierzmowania z ks. Piotrem Hoffmannem rozmawia ks. Piotr Bączek

Ks. Piotr Bączek: – Pod koniec września ruszył pierwszy etap programu „Młodzi na progu”. Wystartowała diecezjalna szkoła animatorów dla bierzmowanych. Na początek zapytajmy, dlaczego w ogóle wprowadzamy nowy sposób przygotowania młodzieży do sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej?

Ks. Piotr Hoffmann: – Chyba jasne jest, że w tym wszystkim chodzi o młodych ludzi, o konkretnego młodego człowieka. Patrząc na współczesny świat, w zderzeniu z otaczająca rzeczywistością, widać, że młodzi szukają jakiejś swojej drogi życia. W momencie, kiedy nie mają podsuniętej propozycji, wybierają różnie, nie zawsze szczęśliwie. Chcemy więc młodzieży pomóc. To – po pierwsze.
Po drugie, często dotychczasowe przygotowanie do bierzmowania i sam sakrament traktowano jako coś, co trzeba „zaliczyć” na swojej drodze życia. Po prostu trzeba było przyjść na spotkania, podpisać indeks, potem odbywało się bierzmowanie i... z tego wydarzenia nie wynikało nic dalej. Stąd zrodził się pomysł, żeby stworzyć taką formułę formacji, która będzie z jednej strony umocnieniem wiary, a z drugiej wprowadzi jakiś powiew ewangelizacji dla tych młodych ludzi. Ale przede wszystkim będzie zaproszeniem do pozostania we wspólnocie Kościoła.

– Ale przecież te same cele, te same założenia, można przypisać do starej formy przygotowania. O to samo przecież chodziło duszpasterzom pięć, dziesięć czy dwadzieścia lata temu...


– Zgadzam się z tym. Aczkolwiek dotychczasowa forma może jest już zbyt skostniała jak na dzisiejsze czasy. Wydaje się, że tam brakowało świadectwa żywego człowieka, spotkania z kimś, kto bierzmowanie przeżył i dzielił się swoim doświadczeniem, że to bierzmowanie było wspaniałym darem, który pozwolił mu odkryć bardziej Pana Boga, siebie samego, drugiego człowieka. Odkryć przede wszystkim drogę swojego życia.
Nowy program, nowy sposób przygotowania ma być w założeniu i w praktyce czasem pogłębionej ewangelizacji. Odkrycia na nowo tego wszystkiego, co de facto powinniśmy wiedzieć, ale czasem znamy to, by tak rzec, teoretycznie, w skostniały sposób. Wiemy o tym, przyznajemy temu rację, ale przechodzimy obok, dalej. Chodzi zatem o to, by te wszystkie treści, przekazywane przez cały okres katechezy szkolnej dla młodego człowieka, stały się żywe.

– Jak taki cel chcemy osiągnąć?


– Idea jest taka, że młodzież, która przygotowuje się do bierzmowania, w czasie bezpośrednich spotkań z drugim człowiekiem, przede wszystkim ze świeckim, który z nimi rozmawia, porusza tematy, które ich życia dotyczą, a których nie mają odwagi poruszyć z kapłanem czy z rodzicami w domu – by to wszystko zaowocowało w formie odpowiedzi płynącej z doświadczenia wiary. By stało się nowym początkiem ich życia, ich relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem. Sakrament bierzmowania będzie tym momentem, kiedy oni odkryją, że droga z Panem Jezusem będzie najwspanialszą przygodą, przygodą całego życia.
Ten czas ma pokazać młodym, że oni mają w Kościele swoje miejsce, które na nich czeka, które nie może być puste. Chodzi o to, by młodzi odnaleźli się w tej wspólnocie również poprzez udział w różnego rodzaju grupach, które działają w naszych parafiach. Niekoniecznie muszą to być grupy stricte młodzieżowe. W naszych parafiach mamy bardzo wiele możliwości zaangażowania się młodego człowieka – to ruchy i organizacje religijne, to posługa charytatywna osobom starszym, potrzebującym. Tych potencjalnych miejsc aktywności młodego człowieka w Kościele jest bardzo wiele. Program ma im także pokazać te wszystkie miejsca, gdzie mogą się realizować i rozwijać: w swojej parafii, tam gdzie żyją na co dzień, gdzie spotykają się ze swoimi rówieśnikami.

– W pewnym sensie będzie to praca młodych z młodymi...


– Ważną cechą tego programu jest to, by młodzi ludzie stali się świadkami dla swoich rówieśników, również dla tych, którzy idą po nich. Chodzi o to, by kolejne roczniki, które będą przystępować do sakramentu bierzmowania, wchodziły w swoją – prawie dorosłą drogę wiary – i mogły zobaczyć, że być młodym katolikiem, być człowiekiem wiary to nie jest obciach, ale coś niesamowitego: wyznawać określone wartości, być uczniem Jezusa i się tego nie wstydzić. Taka będzie rola animatora.
W wielu przypadkach ci ludzie zgłaszają się sami. To są ludzie młodzi, którzy całkiem niedawno przyjęli sakrament bierzmowania i teraz chcą być świadkami wiary dla swoich młodszych kolegów. To są także rodziny i małżeństwa zaangażowane w Ruchu Światło-Życie. I to jest kapitalna sprawa. Bo dla wielu młodych spotkanie, np. z rodzicem, może być świetną okazją do porozmawiania o problemach, które są w rodzinach. Być może ze swoimi rodzicami nie ma możliwości rozmawiać, nie mają na to czasu, może nie chce. I oto pojawia się osoba z zewnątrz, która ma się stać dla niego przyjacielem.
Animator nie ma być kimś w rodzaju nauczyciela, katechety, kimś, kto będzie zapisywał na kartce pozytywne, negatywne zachowania. Ma być przyjacielem, towarzyszem, kimś, przed którym kandydat do bierzmowania się otworzy. W miejscach, gdzie taki program już wprowadzono, są dowody, że animatorzy z młodymi ludźmi na długo po bierzmowania utrzymywali znajomości, nawet przyjaźnie.

– Może jest tutaj jakaś szansa, by młodzi – obok tak intensywnych „kontaktów” internetowych komunikatorów – odkryli głębię i siłę spotkania z realnym człowiekiem?


– W portalach społecznościowych młody człowiek często kreuje się na takiego, jakim nie jest, a jakim chciałby być. Proces formacji do bierzmowania ma pokazać, że w życiu liczy się spotkanie z drugim człowiekiem, liczy się przyjaźń, poświęcony czas dla drugiego. Oni doświadczą tego, że ktoś dla nich poświęca swój czas, w którym mógłby robić zupełnie inne, dla siebie fajne rzeczy. Ale ktoś jednak decyduje się tę godzinę dla młodych poświęcić. To ważne pokazać, że można dziś „być dla”. Dziś chyba wielu ludzi potrzebuje spotkania, dobrego słowa, obecności.
Mamy okazję pokazania młodemu człowiekowi, że on nie jest jakimś tam elementem, trybikiem, ale że jest najważniejszy. Dla Pana Boga, dla konkretnych ludzi. Program opiera się w gruncie rzeczy na tych podstawowych rzeczach, które we współczesnym świecie często nam uciekają. I to jest szansa.

– To są założenie ideowe. Dla rodzica nie mniej ważne jest pytanie o praktyczną stronę tego procesu. Jak on będzie przebiegać?


– Teraz jesteśmy w takim przejściowym okresie, który potrwa trzy lata. Trzeba przygotować grupy animatorów, a to nie mogą być przypadkowi ludzie. Chcemy, by to były osoby zaangażowane i mające także podstawy teologiczne, psychologiczne, pedagogiczne, żeby po prostu mogli lepiej się dzielić tym, co sami przeżywają. Okres przejściowy to czas budowania kadry, zaplecza, fundamentu. Kilkadziesiąt parafii już rozpoczęło pilotażowo przygotowanie według nowego programu.
W naszej diecezji przyjęliśmy, że będzie to program zapożyczony z diecezji gliwickiej „Młodzi na progu”. On zawiera spotkania zarówno dla młodych, jak i dla rodziców, opiera się też o rekolekcje ewangelizacyjne. Docelowo założyliśmy w naszej diecezji, że mamy trzy lata na wdrożenie tego programu. Czyli do roku 2021 ta forma ewangelizacyjna przygotowania do bierzmowania winna być realizowana we wszystkich parafiach. Dla młodego człowieka ten proces przygotowania rozpoczyna się w ósmej klasie i trwa przez jeden rok. Ale chcemy, by to był jakiś czas otwarcia.
Spotkania odbywać się będą w małych grupach, by dać szansę na dialog, rozmowę świadectwo, nawiązywanie więzi. To również czas wspólnej modlitwy. Ale to także przestawienie z „muszę” na „chcę”. Trzeba przestawić myślenie.

– Czyli dajemy pewną dowolność. Nic nie może dziać się „na siłę”. Czy tak?

– Dotychczas też nie było żadnego przymusu. Kto nie chciał iść do bierzmowania, nie musiał tego robić. Chodzi tu raczej o odejście od myślenia, że bierzmowanie, jakikolwiek sakrament, to jest na zasadzie „odfajkowania” pewnych rzeczy – zrobić i zapomnieć. Bardziej chodzi o to, by być, otworzyć swoje serce i doświadczyć spotkania.

– Jakieś egzaminy? Weryfikacja?

– Nie ma egzaminu. Katecheza i przyswajanie teorii odbywa się w szkołach. Przygotowanie do bierzmowania to ewangelizacja, spotkanie z żywym Bogiem i z drugim człowiekiem. Myślę że egzaminem będzie to, na ile młody człowiek się zaangażuje, otworzy. Owocem tego przygotowania jest to, co uda nam się zrobić nam wszystkim. Bo to jest odpowiedzialność całej wspólnoty parafialnej. Nie tylko księdza czy animatora.

– Ważną sprawą jest wobec tego odpowiednia informacja dla rodziców i przedstawienie im założeń tego programu.

– Oczywiście. Rodzic ma prawo wiedzieć, co się będzie działo. Trzeba pokazać rodzicom, jak wielka to jest szansa rozwoju dla ich dzieci. Że ten czas jest szansą dla całej rodziny na pogłębienie wiary i przypomnienie, że rodzice są pierwszymi świadkami wiary dla swoich dzieci. Dziś często o tym zapominamy. Młodzi w świecie wiary są wiele razy zostawieni sami sobie – z jednej strony coś słyszą, z drugiej widzą coś zupełnie innego i zaczyna się huśtawka nie tylko emocjonalna, ale także duchowa. Może akurat ten sposób oparty o dialog i obecność sprawi, że rodziny się na siebie bardziej otworzą. Doświadczenie wspólnoty w procesie przygotowania otworzy być może bardziej człowieka na prawdę, że rodzina jest też wspaniałą wspólnotą obecności.

– Mówi się, że w przygotowanie winna być zaangażowana cała wspólnota parafialna.

– Młody człowiek powinien się przekonać, że parafia to jest przede wszystkim wspólnota. Ksiądz nie jest tylko urzędnikiem, a ludzie petentami zgłaszającymi się załatwiać jakieś tam sprawy. Parafia to wspólnota. I oto jestem do niej zaproszony, mogę wnieść w nią siebie, swoje zdolności, radość, młodość, zapał. Ale też wiem, że ta wspólnota daje mi oparcie. Wiem, że oni pokażą mi, jak warto żyć.

– Gdyby zamknąć tę różnicę między dotychczasowym, a nowym sposobem przygotowania w słowach kluczach, to…?

– To byłoby: spotkanie, świadectwo, modlitwa, obecność i wolna decyzja. Młody człowiek ma być nie tyle jakimś petentem przychodzącym załatwić sprawę bierzmowania. On jest istotną częścią procesu formacji. O jego życie przecież chodzi. O jego przyszłość.

– Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad bierzmowanie

Reklama

Wotum wdzięczności za 50-lecie istnienia archidiecezji

2019-06-20 10:11

pk / Szczecin (KAI)

Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska chce zbudować kościół i szkołę na Madagaskarze. Ma to być wotum wdzięczności na zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Zbiórka funduszy na ten cel już trwa, a konsekracja kościoła ma nastąpić w 2022 r. W Szczecinie w ostatnich dniach przebywał misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak z Madagaskaru, który opowiadał o całym projekcie. O szczegółach pomysłu i o chrześcijaństwie na Madagaskarze mówi KAI ks. dr. Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej.

Archiwum
Ks. dr Paweł Płaczek

KAI: – Skąd pomysł na kościół na Madagaskarze?

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej: – Wybudujemy szkołę i kościół na Madagaskarze jako wotum wdzięczności za zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Wspomożemy tym projektem ojców oblatów, którzy już od 30 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Będzie to dar naszego serca, a jednocześnie przywrócenie godności dzieciom, które żyją w Kościele pierwszej ewangelizacji. Tytuł kościoła będzie związany z główną patronką naszej Archidiecezji – Matką Kościoła i Jej ten dar dedykujemy. Konsekracja kościoła i otwarcie budynku szkoły planowane są w 2022 r.
Projekt kościoła i szkoły oraz kosztorys przedstawił misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak posługujący 24 lata na Madagaskarze. Budynek kościoła ma mieć wymiary 20 na 10 metrów. Będzie pełnił również funkcję szkoły. Poza tym budynkiem chcemy też wybudować przynajmniej dwie dodatkowe klasy, żeby grupa dziecięca, podstawowa i starsze dzieci mogły się uczyć. Kościół i szkoła kosztowałyby około 15 tys. euro. Taki kościół czy szkołę można wybudować w 4 miesiące, jeśli wszystko idzie według planów. Gdybyśmy wybudowali nowy kościół, który byłby też szkołą, to byłby to prawdziwy cud dla wioski. Budowa takich budynków jest bardzo droga, gdyż wszystko trzeba przywieźć z dużego miasta, którego odległość wynosi od 60 do 100 kilometrów i do tego trzeba przebyć wyschniętą rzekę. W porze suchej jest piaszczysta, a w porze deszczowej ma 7 m głębokości. Oczywiście nie ma mostu. Czasem nawet do 4 miesięcy miejscowi są odcięci od świata. Transporty mogą być tylko od czerwca do grudnia. Te warunki podrażają budowę. Na Madagaskarze są półpustynne warunki.

– Skąd Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej znalazło się na Madagaskarze?

– Przed 1980 r. biskup z Tamatave - największego miasta portowego na Madagaskarze - pojechał do Rzymu szukać misjonarzy, ponieważ przebywający tam monfortani się starzeli i była potrzeba poszukiwania nowych misjonarzy. Pierwsza piątka oblatów na wniosek Generała Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, który jest w Rzymie wyjechała z Polski 3 grudnia 1980 r. Na początku tylko do diecezji Tamatave, potem trafili również do stolicy Antananarywy, dziś są w 4 na 18 diecezji. W sumie jest 90 misjonarzy Zgromadzenia (miejscowych i polskich). Oblaci rozpoczęli misję na Madagaskarze właściwie od zera. Trzydzieści lat temu był mały kościół, który właściwie był ruiną. Najpierw zaadoptowali zdewastowany budynek, aby mieć gdzie mieszkać, na początku spali na workach po cemencie. Do misji przynależy 5 wiosek, w tym 3 duże wioski, czyli z 200 chat. Jedna z wiosek, której chcemy pomóc to Misokitsy. W tym roku zakonnicy rozpoczęli nauczać dzieci w baraku. Jest prawie 70 dzieci. W całej wiosce jest prawie 300 dzieci.
Gdybyśmy jednak chcieli podsumować liczbę misjonarzy na całym Madagaskarze, to jak podaje o. Marek Ochlak, jest około 70 misjonarzy z Polski. To księża, siostry i bracia zakonni. Jest też kilku Polaków misjonarzy świeckich. Ważną rolę w historii Madagaskaru odgrywają jezuici i tu szczególnie należy podkreślić rolę o. Jana Beyzyma, który posługiwał wśród trędowatych. Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Vincentego a Paolo, franciszkanie, kapucyni i salezjanie też zostawili swój ślad na Madagaskarze.
W sumie, patrząc na religijny przekrój społeczeństwa, 40 proc. to chrześcijanie, w tym 20 proc. to katolicy. Potem luteranie, kalwiniści i anglikanie, którzy, jak dodaje o. Marek Ochlak, stworzyli pierwszy przekład Biblii tłumaczony na oficjalny język malgaski. Najmniej wśród chrześcijan jest prawosławnych. 50 proc. społeczeństwa jednak stanowią animiści, dla których podstawa to oparcie się na wierzeniach plemiennych. Chrześcijaństwo na Madagaskarze to około 150 lat historii i Malgasi są otwarci na wiarę w Jezusa Chrystusa. Przy chorobach i pogrzebie jednak wciąż jeszcze udają się do miejscowych czarowników, by złożyć ofiary.
Na początku września z wizytą do stolicy Madagaskaru udaje się papież Franciszek i jak podkreśla o. Marek, to ma być okazja dla miejscowych, aby ludzie na świecie odkryli, że Madagaskar liczy się w Kościele Katolickim.
KAIŁ Jakie inne inicjatywy podejmują Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej?

– To wsparcie duchowe – modlitwa za misje i o powołania misyjne, budzenie i pogłębianie świadomości odpowiedzialności za misje katolickie w świecie wśród katechetów, a poprzez nich wśród dzieci, młodzieży i rodziców.

– Inne formy pomocy to trzy wyjazdy do Kenii katechetów zaangażowanych w działalność misyjną w parafiach i szkołach posługi (2017, 2018 i 2019), warsztaty metodyczne dla katechetów Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej poświęcone zagadnieniom misyjnym, włączenie się w „Program adopcji ucznia” w Kenii. Obecnie pomocą stypendialną objętych jest 447 dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych, średnich i z Niższego Seminarium Duchownego w Isiolo w Kenii, dwie animacje misyjne w szkołach i parafiach przeprowadzone przez ks. Jeremy Kabuga Murithi – proboszcza parafii w Kipsing i s. Mary Casty Kanyaki Kiraithe ze zgromadzenia sióstr felicjanek. Przeprowadziliśmy także akcję pt. „Piórnik i lizak dla ucznia z Kipsing”. W trakcie trwania akcji zebrano około sześciu tysięcy piórników wraz z lizakami. Finansowo wspieramy przedszkole w Kipsing w wysokości 2 tys. dol. rocznie, w ramach akcji „Okulary dla Kenii” zebraliśmy już ok. 28 tys. par okularów.
Kupiliśmy 25 materacy dla internatu przy szkole podstawowej w Kipsing, pompę wodną dla Kipsing oraz sfinansowaliśmy przeszkolenie miejscowego pracownika do jej obsługi. Dzięki funduszom jest też 40 ławek w szkole podstawowej w Kipsing, 15 stołów i 30 ławek do jadalni szkoły podstawowej w Kipsing. Kupiliśmy ok. 1500 kg kukurydzy i 1500 kg fasoli (podczas każdego z 3 wyjazdów do Kenii - dla dzieci ze szkoły w Kipsing), a także wózek inwalidzki. Wspieramy działalność misyjną placówek prowadzonych przez siostry felicjanki (Zgromadzenie Sióstr Św. Feliksa z Kantalicjo), szczególnie misję w Kipsing - najbardziej ubogi z ośrodków. Wsparliśmy misję Missiones w Argentynie – o. Bernardynów; wspieramy obecnie projektem ojców Oblatów z Madagaskaru. Wszystkie dzieła są owocem zbiórek w zachodniopomorskich szkołach, ale także hojności przedsiębiorców i indywidualnych darczyńców.

– To wszystko wpisuje się szczególnie w miesiąc misyjny...

– Niebawem rozpocznie się ogłoszony przez Ojca Świętego Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w całym Kościele. Będzie to październik. Ufam, że ten czas pozwoli nam wszystkim zrozumieć, że misje są dla nas wszystkich zadaniem. Kościół ze swojej natury jest misyjny. Jednym z sześciu zadań katechezy jest wprowadzenie do misji. Misje są sprawą całego Ludu Bożego. Każdy kapłan musi mieć w sobie choć małą cząstkę zapału misyjnego. To jest również wyznacznik jego codziennego powołania. Jestem przekonany, że to nasze wotum na Madagaskarze będzie z jednej strony potwierdzeniem serca, że rozumiemy naturę Kościoła, a z drugiem strony pokazaniem wdzięczności, bo przecież i my 50 lat temu dostaliśmy finansowe wsparcie na budowę struktur pastoralnych w naszej Archidiecezji. I nie było to przecież z Polski. Dlatego czas i teraz na nas, by w ten symboliczny sposób uruchomić pomost materialnej pomocy dla Kościoła na misjach.

– Skąd ta pasja i miłość do misji?

– Z jednej strony z usłyszanego słowa, a z drugiej z doświadczenia Kościoła pierwszej ewangelizacji. Pamiętam jak św. Matka Teresa z Kalkuty apelowała do ludzi: „Jeśli nie potrafisz nakarmić głodnych całego świata, nakarm choć jedno dziecko”. Słowo plus nasze doświadczenie mobilizują nas do działania na rzecz misji. Wszystkie nasze spotkania, zarówno w Kenii, jak i tutaj – to wzajemne ubogacanie się poprzez poznawanie innej kultury, innego sposobu życia, wyznawania wiary i chwalenia Pana Boga. To działa w obie strony: my poznajemy ich, a oni nas. My im dajemy coś materialnego, a oni modlą się za nas. Siostra Casty, felicjanka posługująca w Kipsing powiedziała, żegnając w Kipsing szczecińskich katechetów: „Chociaż Rok Miłosierdzia już się skończył, jesteście dla nas jednym z jego owoców. Dziękujemy za wiarę i nadzieję, którą się z nami podzieliliście. Dziękujemy za wszystko, co przywieźliście, ale jeszcze bardziej dziękujemy za waszą obecność wśród nas”. Grono ludzi zainteresowanych projektami misyjnymi w naszej Archidiecezji stale rośnie. Widać wyraźne ożywienie w tej dziedzinie. Katecheci promują Papieskie Dzieła Misyjne, biorą czynny udział w Orszaku Trzech Króli, uczniowie naszych szkół uczestniczą w konkursach misyjnych i olimpiadzie misyjnej. Zawsze brali udział w akcjach misyjnych, ale były to zadania wyznaczane odgórnie, a więc nie wzbudzały takiego entuzjazmu. Może nie do końca katecheci rozumieli te inicjatywy misyjne. W tej chwili wszelkie inicjatywy dotyczące misji przyjmowane są z pełnym zrozumieniem, wielkim entuzjazmem i chęcią działania.

– Dziękuję za rozmowę.

– Rozmawiał Piotr Kołodziejski
Część pieniędzy jest już zebrane podczas zbiórek szkolnych, parafialnych. Każdy może wesprzeć nowe dzieło ofiarą na specjalne konto misyjne diecezjalnej Fundacji “Szczecińska”:

18 1750 0012 0000 0000 2691 4078 z dopiskiem: budowa szkoły i kościoła na Madagaskarze Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Fundacja SZCZECIŃSKA ul. Królowej Korony Polskiej 28E, 70-485 Szczecin

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Narodzenie św. Jana Chrzciciela

Ks. Dariusz Gronowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 25/2004

Bożena Sztajner
Miejsce narodzenia św. Jana Chrzciciela w Ain Karem

Św. Jan Chrzciciel to jeden z najbardziej znanych świętych. Nowy Testament poświęca mu niemal tyle miejsca, co samej Najświętszej Maryi Pannie. Wspomnienie jego narodzin obchodzimy w liturgii w randze uroczystości 24 czerwca, a oprócz tego 29 sierpnia wspominamy jego śmierć męczeńską.

Imię Jan znaczy „Bóg jest łaskawy”. Narodzenie Jana, syna kapłana Zachariasza i Elżbiety, archanioł Gabriel zwiastował Zachariaszowi; powołał się również na nie podczas zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. W istocie poprzez swoją matkę Elżbietę Jan był krewnym Pana Jezusa. To jego Bóg powołał, by przygotował drogę na przyjście Mesjasza.

Św. Jan Chrzciciel czczony jest m.in. w Łagowie Lubuskim, który bierze swój początek od rycerskiego Zakonu św. Jana Chrzciciela, czyli joannitów. Oni to wznieśli zamek, stojący tam po dziś dzień, wokół niego zaś rozwinęła się osada. Obecnie stojący tam kościół parafialny pw. św. Jana Chrzciciela został wzniesiony na miejscu kaplicy przyzamkowej w 1726 r., a przebudowany i rozbudowany o wieżę i transept w 1867 r. Ponieważ przez wieki świątynia była użytkowana przez ewangelików, została poświęcona po wojnie, po osiedleniu się ludności polskiej 28 października 1945 r. Od 1951 r. jest to kościół parafialny. Św. Jana Chrzciciela zobaczymy w nim na witrażu po prawej stronie prezbiterium. Natomiast stary ołtarz z tego kościoła obecnie znajduje się w osiemnastowiecznym kościele filialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Jemiołowie. Na obrazie w centrum ołtarza widzimy młodego Jana z barankiem. Jest to ilustracja ewangelicznego zdania św. Łukasza: „Dziecię rosło i umacniało się w duchu i przebywało na miejscach pustynnych aż do czasu ukazania się swego w Izraelu” (por. Łk 1, 80).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wręczono medale zasłużonym dla Archidiecezji Warszawskiej

2019-06-24 22:37

Łukasz Krzysztofka

40 osób świeckich i jedna siostra zakonna zostało nagrodzonych medalami "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej", które w archikatedrze warszawskiej, w jej święto patronalne św. Jana Chrzciciela, wręczył metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

Łukasz Krzysztofka
Odznaczeni medalem "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej" z kard. Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim

Uhonorowanie medalami odbyło się przed uroczystą Mszą św. odpustową, którą z metropolitą warszawskim koncelebrowali proboszczowie parafii nagrodzonych osób.

- Najbardziej cenię sobie to, że wszyscy odznaczeni w sposób szczególny potrafią praktykować swoje powołanie na mocy powołania chrzcielnego, które jest u podstaw wszystkich powołań – powiedział w homilii podczas Mszy św. metropolita warszawski. Kard. Nycz przywołał słowa papieża Franciszka, który uczy, że u podstaw wszystkich szczegółowych powołań stoi miłość. - Jeśli nie ma miłości u podstaw, będzie się tylko krążyć wokół spraw własnych – nawiązywał do słów Ojca św. metropolita warszawski.

Pasterz Kościoła warszawskiego podkreślił również, że przyznane dzisiaj odznaczenia, do których kandydatów zgłaszali proboszczowie ich parafii, są dowodem na mocną współpracę duchownych ze świeckimi i ich odpowiedzialność za Kościół lokalny. – Za tę współpracę bardzo wam dziękuję i proszę Boga, żeby nigdy nie zabrakło takich katolików świeckich, przez których Słowo Chrystusa jest obecne wszędzie tam, gdzie są posłani ludzie – powiedział na zakończenie homilii kard. Nycz.

Wśród uhonorowanych medalem „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” znalazł się m.in. prof. Włodzimierz Kluciński – wieloletni rektor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, należący od lat do Komitetu Promocyjnego Budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz jego małżonka Jadwiga Klucińska, z zawodu ekonomistka, zaangażowana m.in. w budowę kościoła oraz wolontariat Caritas w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie.

Jedyna w gronie odznaczonych siostra zakonna – s. Leonia Maria Kalandyk ze Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej od 20 lat pracuje w parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Była katechetką w szkole podstawowej i gimnazjum. Założyła wspólnotę Kręgu Biblijnego RUAH, ponadto pracuje jako kancelistka, przygotowuje młodzież i dorosłych do przyjęcia sakramentów.

Z sylwetkami wszystkich nagrodzonych osób można zapoznać się na stronie archidiecezji warszawskiej:

http://archidiecezja.warszawa.pl/aktualnosci/zaangazowani-swieccy-z-medalami-za-zaslugi-dla-archidiecezji-warszawskiej/

Medale „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” przyznawane są dwa razy w roku: w uroczystość Objawienia Pańskiego – 6 stycznia i uroczystość patronalną stołecznej archikatedry św. Jana Chrzciciela – 24 czerwca. Otrzymują je przede wszystkim świeccy zaangażowani w prace na rzecz diecezji lub parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem