Reklama

Kościół i wiara stróżami polskiej niepodległości

2018-11-07 08:41

Joanna Szczerbińska
Niedziela Ogólnopolska 45/2018, str. 22-23

Modne jest dzisiaj wylewanie na Kościół kubłów pomyj, obrzucanie błotem ludzi wierzących, obrzydzanie hierarchów, ale także zwyczajnych duchownych, sióstr czy braci zakonnych. Modne jest szarganie świętości i łamanie wszelkiego tabu, przekraczanie kolejnych granic nieprzyzwoitości. To, że odzierany z sacrum człowiek niszczeje przy tym duchowo, niszczycieli wcale nie interesuje, kierują się bowiem zasadą, że im gorzej – tym lepiej dla szerzenia ich ateistycznych ideologii. Człowiek pozbawiony Boga, pozbawiony jest nie tylko wiary, ale też nadziei i miłości, a takim człowiekiem łatwo jest manipulować i sterować. Łatwo podpowiadać mu antywartości, głosić relatywizm i postprawdę. Wszystko to oczywiście – ma się rozumieć – w imię wolności jednostki, której Kościół rzekomo ma zagrażać i którą bezwzględnie ma tłamsić.

Trudno dziś przebija się przez hałas i chaos informacyjny prawda o wielkich zasługach Kościoła w czasie tysiąclecia polskiej państwowości. Lewackie kręgi karmione mediami głównego nurtu nie chcą nawet słyszeć, że nie było Polski przedchrześcijańskiej, że Polska zrodziła się wraz przyjęciem chrztu i że od początku Kościół stał na straży polskiej wolności. A gdy tę wolność w 1795 r. na 123 lata utraciliśmy rozdarci pomiędzy trzech zaborców, wtedy rola Kościoła okazała się dla narodu polskiego wprost nie do przecenienia. Wiara była czynnikiem najmocniej łączącym i cementującym Polaków od pokoleń, a świątynie enklawami najprawdziwszej wolności w najszlachetniejszym ewangelicznym rozumieniu. Nie inaczej było i od września 1939 r., kiedy nasza Ojczyzna musiała się zmierzyć z zabójczą nawałnicą niemieckiego i sowieckiego totalitaryzmu. Dzięki wielu bohaterskim i niezłomnym kapłanom oraz takimże świeckim wyznawcom Chrystusa, którzy kierowali się w swym życiu ewangelicznym męstwem, Polska pozostała Polską i nigdy się nie poddała. Pięknie i wzruszająco piszą o tym w wydanej przez Białego Kruka książce „Kościół na straży polskiej niepodległości” prof. Martyna Deszczyńska i prof. Andrzej Nowak.

Dwoje wybitnych historyków snuje na kartach tej bogato ilustrowanej książki, wydanej z okazji stulecia odzyskania niepodległości, opowieść o przemożnym pragnieniu wolności polskiego narodu. Przewodnikami po dziejach niepodległościowych zmagań stają się tu takie wielkie postacie, jak chociażby św. abp Zygmunt Szczęsny Feliński, który pisał groźne listy do cara, domagając się dla Polski wolności, sługa Boży prymas August Hlond prowadzący Polskę i Kościół przez tragedię II wojny światowej, sługa Boży Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński, niezłomny kapłan bł. ks. Jerzy Popiełuszko czy św. Jan Paweł II, który bezkompromisowo zwalczał komunizm i wprowadził Kościół w nowe tysiąclecie. Tekst uzupełnia blisko 90 bardzo ciekawych, unikatowych ilustracji, zdjęć archiwalnych, map i wiele mówiących tabel (zestawień), dzięki którym rysuje się jeszcze pełniejszy obraz opisywanych przez Martynę Deszczyńską i Andrzeja Nowaka czasów.

Reklama

Jakże wymowna i poruszająca jest okładka tej pięknej i mądrej książki. Oto dźwigający krzyż Chrystus ze wzniesioną wysoko prawicą – sprzed warszawskiego kościoła Świętego Krzyża – owinięty biało-czerwoną flagą, niczym współczesny zwycięzca sportowych zmagań, idzie na przedzie, wskazuje drogę i zachęca do walki. Nie pozwala, by ucichło w nas jego wołanie: „Sursum corda” – W górę serca! Zachęca dzisiejszych, tak bardzo zdezorientowanych Polaków, by szli za Nim, bo tylko wtedy będą mogli kiedyś powtórzyć za św. Pawłem: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”. Sprawa Polski i jej niepodległości to bowiem sprawa nie tylko polityków, ale także każdego obywatela, każdego katolika, który winien naznaczać ją piętnem swej wiary oraz zgodnie ze wskazaniami i wymaganiami Dekalogu zmieniać oblicze Polski i świata. Również takie bowiem przesłanie płynie z kart tej niezwykłej książki. Jest ona nie tylko opisem dziejów, ale ukazuje historię jako zjawisko żywe i jako – o czym tak często się dziś zapomina – nauczycielkę życia.

Nieprzypadkowo ostatnią ilustracją w książce jest rysunek Artura Grottgera z 1865 r. „Chrystus w koronie cierniowej”, któremu towarzyszą wiele mówiące słowa prof. Andrzeja Nowaka: „drogi Kościoła i polskiej wolności rozejść się nie mogą, gdyż albo Kościół musiałby porzucić swą wieczną misję wyzwalania człowieka, albo Polska musiałaby ostatecznie wyrzec się swej tożsamości – czyli przestać być sobą, albo wreszcie wolność, wpisana także, razem z chrześcijaństwem, z Kościołem w tę tożsamość – musiałaby zamienić się w swoją karykaturę”.

SUPEROKAZJA dla Czytelników „Niedzieli”!
Pojedynczy egzemplarz książki „Kościół na straży polskiej niepodległości” można nabyć za 44 zł (cena detal. 57 zł) oraz dodatkowo można dokupić za 26 zł bestsellerową książkę prof. Andrzeja Nowaka „Filary niepodległości” (cena det. 79 zł) – w sumie oszczędność 66 zł!
Uwaga, oferta ważna do wyczerpania nakładu.

Reklama

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Drugie życie strajkowego ,,ogórka"

2019-06-26 22:58

Anna Majowicz

W gmachu głównym Politechniki Wrocławskiej podpisano dziś (26.06) list intencyjny, którego celem jest renowacja zabytkowego autobusu Jelcz 043, zwanego ze względu na swój kształt ,,ogórkiem”.

Archiwum Centrum Historii Zajezdnia
Podczas konferencji w gmachu głównym Politechniki Wrocławskiej

Pojazdem tym 26 sierpnia 1980 r. Tomasz Surowiec zablokował wyjazd z Zajezdni nr VII we Wrocławiu, co doprowadziło do strajku. Jego uczestnicy solidaryzowali się z robotnikami z Wybrzeża. Tak narodziła się Wrocławska „Solidarność”.

Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” postanowił przeprowadzić przedsięwzięcie, pt.: „Drugie życie strajkowego Jelcza 043”. Inicjatywę podjęły Politechnika Wrocławska, Jelcz Spółka z o. o., Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne Spółka z o. o. oraz NSZZ „Solidarność” Region Dolny Śląsk. Rezultatem współdziałania tych instytucji będzie renowacja autobusu Jelcz 043 oraz przywrócenie jego wyglądu z 1980 r., przy jednoczesnym nadaniu mu cech pojazdu nowoczesnego, odpowiadającego najnowszym standardom. – Mamy nadzieję, że autobus uda się odrestaurować do sierpnia przyszłego roku, kiedy to obchodzić będziemy 40-lecie powstania ,,Solidarności” – mówi Marek Mutor, dyrektor Centrum Historii Zajezdnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem