Reklama

Putin przechodzi na fienię

2018-11-14 11:41

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 46/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Anna Łabuszewska Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka („Tygodnik Powszechny”), autorka blogu „17 mgnień Rosji”

W języku rosyjskim ukształtowała się tzw. fienia, czyli zjawisko językowe polegające na używaniu żargonu więziennego. Początkowo posługiwali się tym żargonem tylko złodzieje i bandyci, z czasem zaczęli go używać również nadzorcy więzienni i milicja

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od wielu już lat na Zachodzie mówi się z nadzieją, że Rosja to kraj w stanie upadłości, a niektórzy analitycy wieszczą nawet, że kraj ten za dwadzieścia lat znajdzie się w stadium ostatecznej destabilizacji. A to dlatego, że rządy Władimira Putina wyniszczają Rosję od środka. Wydaje się jednak, że ciągle mamy tu do czynienia z wielką, nieobliczalną niewiadomą.

ANNA ŁABUSZEWSKA: – Na pewno wiadomo, że Rosją rządzi bardzo sprawny reżim. Miarą jego sprawności jest to, że ta sama ekipa przez wiele lat utrzymuje się u władzy, a jej nadrzędnym celem jest... dalsze utrzymanie się u władzy, ponieważ Rosja z jej możliwościami i potencjałem to wspaniałe źródło dochodów dla elity rządzącej.

– Czyli dla wąskiego kręgu osób z najbliższego otoczenia prezydenta Putina?

– Tak. Jest to niewielka grupa ludzi, a przynależność do niej jest oparta na lojalności wobec wodza, który jest arbitrem przy rozdzielaniu dóbr. Stało się to bardzo widoczne, kiedy w 2014 r. zaczęły obowiązywać zachodnie sankcje wobec Rosji, które objęły różne dziedziny rosyjskiej gospodarki – przede wszystkim przemysł zbrojeniowy – ale dotkliwe okazały się także dla konkretnych osób z grona najbliższych współpracowników Putina.

– W jaki sposób?

– W taki, że częściowo zostały zablokowane przepływy finansowe krążące między rosyjskimi politykami a zachodnimi bankami. Widać, że w tym gronie pieniędzy jest coraz mniej, a nerwów coraz więcej. Oligarchowie zarządzający wielkimi państwowymi spółkami, należący do najbliższego otoczenia Putina, wyraźnie tracą z powodu sankcji – nie tylko zamrażane są ich zagraniczne aktywa, ale też nie mają już dawnej łatwości tworzenia rozmaitych układów międzynarodowych, tracą możliwość podpisywania dobrych dla siebie kontraktów.

– Możliwy jest zatem jakiś bunt na kremlowskim pokładzie?

– Nie sądzę, choć nie da się wykluczyć i takiego scenariusza; Kreml jest hermetyczny, wiele procesów dzieje się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Ale w sytuacji kryzysu i utrudnień we współpracy z zagranicą Putin składa oligarchom obietnice, że pieniądze, które stracili w wyniku sankcji, mogą spokojnie zarabiać w Rosji; zapewnia dofinansowanie z budżetu państwa wszelkich ich pomysłów, nawet tych nieudanych. To wszystko ma gwarantować osobistym przyjaciołom Putina utrzymanie dotychczasowego wysokiego poziomu życia. Jak donosi Aleksiej Nawalny – który nieustannie monitoruje majątki i styl życia elity władzy – niedawno jeden z osobistych przyjaciół Putina, Igor Sieczin, prezes państwowej spółki Rosnieft, nabył w centrum Moskwy pięciopiętrowy apartament z własną windą. W sytuacji kryzysu, do którego władze Rosji jednakowoż się przyznają, jest to wydarzenie dość szeroko komentowane.

– Tymczasem sam Putin wydaje się, że pokpiwa z nieskuteczności zachodnich sankcji.

– To typowo rosyjski sposób reakcji. Oczywiste jest, że sankcje dość mocno uderzają w rosyjską gospodarkę, pozbawiają ją nie tylko wpływów z handlu, ale też – co najbardziej dotkliwe – dostępu do nowoczesnych technologii. To bardzo istotne ograniczenie rozwoju. Ale Putin przyjmuje lekceważący ton i taką samą linię propagandową; tłumaczy społeczeństwu, że Rosja sama umie sobie świetnie poradzić w każdej sytuacji. Przykład z ostatnich dni: prezydent odwiedził wielki sad w Kraju Krasnodarskim i tam przekonywał telewidzów: „zanim nałożono na nas sankcje, sprowadzaliśmy jabłka, a teraz mamy swoje”...

– Ale to oczywiście tylko obrazek propagandowy?!

– Tak, bo przecież nawet sto takich sadów nie zapewni pełnego zaopatrzenia Rosji w jabłka. Podobnie jest z żywnością – Rosjanie mają teraz znacznie mniej możliwości kupienia dobrej żywności, a jednocześnie cały czas trwa akcja pokazowego niszczenia zachodnich towarów – objętych z kolei odwetowymi sankcjami rosyjskimi, czyli zakazem sprowadzania – które mimo wszystko okrężnymi drogami wjeżdżają jednak do Rosji. Te obrazki pokazują tylko to, w jaki sposób rządzi się system Putina.

– Nadal niewiele wiemy, jak naprawdę żyją Rosjanie?

– Z pewnością ludziom w Rosji żyje się dziś trudniej. Znamiennym wydarzeniem było ostatnio podniesienie wieku emerytalnego. Zapewne w celu zmniejszenia społecznego niezadowolenia ogłoszono je w dniu otwarcia mundialu, kiedy grała reprezentacja Rosji, a oczy wszystkich były zwrócone na stadion w Łużnikach... Mimo to podniosły się protesty, jednak nie miały one masowej skali. Protestowali m.in. komuniści, którzy są tzw. koncesjonowaną opozycją i zazwyczaj nie robią krzywdy rządowi. Tym razem jednak zwołali wiece protestacyjne. Prezydent Putin zaproponował więc nieco łagodniejszą zmianę wieku emerytalnego, ale – jak tłumaczył – konieczną, bo trendy demograficzne Rosji na najbliższe lata są naprawdę bardzo niepokojące; podaż rąk do pracy maleje, rynek musi się posiłkować migrantami z krajów Kaukazu Południowego i z Azji Centralnej, ale nawet to już nie wystarcza, by sprawnie funkcjonował.

– Mimo pogarszającej się sytuacji bytowej Rosjanie jednak gremialnie się nie buntują i raczej nie mają żalu do przywódcy. Czy to znaczy, że w Rosji telewizor (propaganda) nadal wygrywa z lodówką (biedą)?

– Trzeba przyznać, że już coraz mniej. A to głównie dlatego, że rosyjska telewizja, która bardzo się stara podtrzymywać kult wodza – np. niedawno wprowadzono cotygodniowy program, w którym omawiane są bieżące dokonania Putina – powoli przegrywa z innymi środkami społecznego przekazu, zwłaszcza z tzw. mediami społecznościowymi. To zjawisko, oczywiście, już bardzo niepokoi władze, które jednakże sądzą, że będą mogły ustawowo kontrolować to, co się dzieje w Internecie. Szukają tylko odpowiedniego narzędzia, na razie jednak go nie mają. Są więc tylko wyrywkowe represje, np. wobec bardziej niepokornych blogerów. Mimo to coraz więcej młodych ludzi wychodzi na ulicę na wezwanie Aleksieja Nawalnego – widać, że się nie boją.

– Można to uważać za pierwsze symptomy psucia się dobrych stosunków między rosyjskim społeczeństwem a kremlowskim reżimem?

– Być może. Sondaże odnotowują poważny spadek poparcia dla Putina – z ponad 76,56 proc. w czasie wyborów do nieco ponad 50 proc. w kilka miesięcy po wyborach. I chociaż nadal nie ma mowy o społecznej kontroli nad przepływem państwowych pieniędzy do prywatnych rąk przyjaciół Putina, to wyraźnie widać, że umowa społeczna zawarta nieformalnie przez Putina ze społeczeństwem – „my rządzimy, a wy też róbcie, co chcecie, żeby się bogacić, tylko nie wtrącajcie się do naszej polityki” – już dawno się skończyła. W tej chwili nie ma już żadnej innej umowy. A Putin cały czas przywołuje swoją „zasługę”, że przyłączył Krym, ale przecież „nowego Krymu” nie ma i nie będzie...

– A może tym propagandowym „nowym Krymem” są teraz Stany Zjednoczone, które wycofują się z traktatu rozbrojeniowego dotyczącego broni rakietowej na skutek niewywiązywania się Rosji z jego postanowień?

– Rzeczywiście, mamy obecnie do czynienia z propagandowym pompowaniem tego tematu i tłumaczeniem, że wszystko jest winą „złego Zachodu”. Przeciwstawienie się Zachodowi jest najmocniejszym trendem w kremlowskiej propagandzie skierowanej do rosyjskiego społeczeństwa. Po zdemaskowaniu metod działania rosyjskich służb specjalnych na Zachodzie – np. otrucie Julii i Siergieja Skripalów w Anglii – antyzachodnia kampania Putina przybrała na sile. Przekaz jest jasny – to niemoralny Zachód używa niegodnych metod, a nie my.

– Co na to rosyjskie społeczeństwo? Czy wyklucza jakąkolwiek możliwość rosyjskiej winy?

– W propagandzie działają odpowiednie mechanizmy zabezpieczające, które sprawiają, że rosyjskie społeczeństwo wie tylko to, co wiedzieć powinno, czyli że oskarżanie Rosji to wymysły jej nieprzyjaciół, że nie ma żadnego dowodu na istnienie nowiczoka, a jeśli naprawdę istnieje, to może został wyprodukowany na Zachodzie... Bo Zachód się zawziął na Rosję i teraz będzie się czepiał każdego szczegółu... A prezydent Putin powiedział przecież, że Siergiej Skripal to zdrajca, drań i szumowina. Publicznie użył takich wulgarnych słów.

– Prezydent Rosji ostatnio dość często używa wulgaryzmów. To znaczy, że puszczają mu nerwy?

– Faktem jest, że zazwyczaj, ilekroć się zdenerwuje, używa swojskiego języka podwórkowego. I nie tylko. W latach 50-60. XX wieku w języku rosyjskim ukształtowała się tzw. fienia, czyli zjawisko językowe polegające na używaniu żargonu więziennego. Początkowo posługiwali się tym żargonem tylko złodzieje i bandyci, z czasem zaczęli go używać również nadzorcy więzienni i milicja. Ten język przeniknął także do służb specjalnych, a Putin jako ich wychowanek do swojego podwórkowego stylu dołożył jeszcze fienię. Jest to więc niejako jego naturalny język i choć stara się go nie używać , to w zdenerwowaniu przestaje się kontrolować i automatycznie przechodzi na fienię...

– A denerwuje się chyba coraz częściej…

– To prawda. Na niedawnym spotkaniu klubu „Wałdaj” w Soczi na pytanie o broń jądrową, o możliwość jej użycia i zmiany doktryny wojennej, odpowiedział, że Rosja prewencyjnie uderzać nie będzie, ale jeżeli ktoś odpali w jej stronę ładunek jądrowy, to nie pozostanie dłużna. Właśnie wtedy wzburzony przeszedł na fienię: „Jeśli tak się stanie, to my, ofiary, męczennicy, pójdziemy do raju, a oni wszyscy zdechną”. Warto tu przypomnieć także jego słynną frazę, którą zapisał się w pamięci Rosjan już w momencie pojawienia się na scenie politycznej w 1999 r.; gdy we wrześniu tegoż roku doszło w Moskwie do zamachów bombowych na domy i zapanowały panika i strach, Putin jako premier wystąpił z mocno krzepiącym oświadczeniem, że „terrorystów będzie ścigać wszędzie i dorwie ich nawet w kiblu”. To było wtedy bardzo świadome użycie bardzo nieeleganckiego języka.

– Bo od samego początku wiedział, że właśnie to jego rodakom przypadnie do gustu?

– Na pewno. Zresztą nadal się to podoba. Rosjanie uważają, że tak mówi mocny lider, który nie przebiera w słowach, który się nie przymila salonom, który ma własne zdanie i własny język.

– I który się nikomu, przede wszystkim Zachodowi, nie zamierza kłaniać? To też Rosjanom się podoba?

– Zdecydowanie tak. Retoryka antyzachodnia w Rosji wyraźnie przybiera na sile. A głównym polem rywalizacji Rosji z Zachodem jest dziś Ukraina, której sytuacja kształtuje sytuację w Rosji, również politykę zagraniczną. Wydaje się że rosyjska elita nie rozumie sytuacji na Ukrainie, że próbuje budować jakąś własną narrację, ale mija się i z celem, i z prawdą. Teraz ta narracja brzmi następująco: Waszyngton rządzi na Ukrainie, a ekipa rządząca w Kijowie grzecznie wykonuje wszystkie polecenia Amerykanów.

– W interesie Rosji jest więc korzystna zmiana rządu na Ukrainie.

– Niedawno Putin mówił, że obecny ukraiński rząd należy przeczekać, bo z tymi obecnymi lokajami Stanów Zjednoczonych nie ma o czym rozmawiać. Oni uważają, że Krym jest ich, że na Donbasie jest wojna wywołana przez Rosję – użala się Putin – a przecież o przynależności Krymu zadecydowało referendum, w którym mieszkańcy opowiedzieli się za Rosją, a z wojną na Donbasie Rosja, oczywiście, nie ma nic wspólnego.

– Oliwy do rosyjsko-ukraińskiego ognia dolało postanowienie synodu biskupów Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, który 11 października br. unieważnił swoją decyzję z 1686 r. o przekazaniu metropolii kijowskiej pod jurysdykcję patriarchatu moskiewskiego oraz potwierdził, że będzie kontynuował działania na rzecz powołania autokefalicznej Cerkwi na Ukrainie. Jakie mogą być konsekwencje polityczne tego wydarzenia religijnego?

– Na pewno już teraz ma ono duże znaczenie polityczno-społeczne, nie tylko religijne. Mamy już krzepiącą Ukraińców zapowiedź powstania nowej Cerkwi ukraińskiej. Patriarcha Konstantynopola uznał istnienie niezależnego od Moskwy patriarchatu kijowskiego, na co Rosyjska Cerkiew Prawosławna, która uważa Ukrainę za swoje terytorium kanoniczne, zareagowała bardzo ostro – podjęła decyzję o zerwaniu stosunków i jedności eucharystycznej z Ekumenicznym Patriarchatem Konstantynopolitańskim. To bardzo znaczący krok.

– W wymiarze religijnym to nowa schizma, a w politycznym to poważna przeszkoda w podporządkowywaniu sobie Ukrainy przez Rosję?

– Zdecydowanie tak. To jest ogromny cios, ponieważ obecna na Ukrainie Cerkiew podporządkowana patriarchatowi moskiewskiemu była do tej pory pasem transmisyjnym i tubą utrwalającą wpływy Rosji na Ukrainie. Jeżeli faktycznie dojdzie do rozłamu, a wszystko na to wskazuje, jeżeli Ukraina rzeczywiście dostanie od patriarchy Konstantynopola możliwość stworzenia własnej Cerkwi lokalnej, to rosyjska Cerkiew, a za jej pośrednictwem Rosja, zostanie pozbawiona tego narzędzia wpływu. Obawiam się, że nie odbędzie się to spokojnie. Rosjanie będą jątrzyć, a być może znów wyślą na Ukrainę swoje „zielone ludziki”, żeby tu i ówdzie doprowadzić do walki wręcz, np. o jakąś konkretną świątynię, która będzie przedmiotem sporu. Wszystkiego możemy się spodziewać.

Anna Łabuszewska
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka („Tygodnik Powszechny”), autorka blogu „17 mgnień Rosji”

Tagi:
wywiad

Reklama

Czas najwyższy posprzątać po sobie

2019-08-21 11:24

Rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 44

O nowych regulacjach unijnych dotyczących tworzyw sztucznych z Pawłem Sałkiem, doradcą Prezydenta RP ds. ochrony środowiska, polityki klimatycznej i zrównoważonego rozwoju, rozmawia ks. Jacek Molka

KS. JACEK MOLKA: – Czy nowe przepisy Unii Europejskiej dotyczące tworzyw sztucznych to naprawdę innowacyjne rozwiązania?

PAWEŁ SAŁEK: – Zanieczyszczenie tworzywami sztucznymi to bardzo poważny problem dla środowiska. Musimy ograniczyć wykorzystywanie plastiku, a tam, gdzie to możliwe, zastąpić go innymi tworzywami oraz zwiększyć poziom recyklingu tworzyw sztucznych, m.in. butelek PET. Temu ma służyć dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie w sprawie fałszywych informacji dotyczących metropolity krakowskiego

2019-08-21 19:44

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Kraków (KAI)

"Prosimy o niepublikowanie oraz niepowielanie fałszywych informacji na temat rzekomych słów Metropolity Krakowskiego Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego" - czytamy w przesłanym KAI oświadczeniu Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej. Oświadczenie wydane zostało w związku z licznymi fałszywymi informacjami dotyczącymi metropolity krakowskiego pojawiającymi się i rozpowszechnianymi w mediach społecznościowych. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej podaje również adresy stron internetowych, które są autoryzowanym źródłem informacji nt. nauczania i posługi abp. Marka Jędraszewskiego.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Publikujemy oświadczenie w sprawie tworzenia i upowszechniania fałszywych informacji na temat rzekomych wypowiedzi, apeli i opinii przypisywanych Metropolicie Krakowskiemu Arcybiskupowi Markowi Jędraszewskiemu.

OŚWIADCZENIE

W związku z licznymi fałszywymi informacjami na temat rzekomych apeli, wpisów i opinii wyrażanych jakoby przez Metropolitę Krakowskiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, publikowanych i powielanych między innymi w mediach społecznościowych, oświadczamy, że Ksiądz Arcybiskup Marek Jędraszewski nie posiada prywatnego profilu w żadnym medium społecznościowym ani innym w Internecie. Żadna osoba prywatna ani instytucja poza Kurią Metropolitalną w Krakowie i Biurem Prasowym Archidiecezji Krakowskiej nie jest upoważniona przez Metropolitę Krakowskiego do publikowania jako źródło oświadczeń, listów, apeli, wystąpień i opinii w Jego imieniu, a tym bardziej do przedstawiania ich jako słów Księdza Metropolity. Wszelkie pojawiające się w przestrzeni medialnej strony nazwane „Abp Marek Jędraszewski” i podobne, powstały oraz publikują treści bez wiedzy i zgody Metropolity Krakowskiego.

Jedynym wiarygodnym, autoryzowanym źródłem informacji na temat wydarzeń w Archidiecezji Krakowskiej oraz nauczania i posługi Pasterskiej Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, z których mogą korzystać media i osoby prywatne na określonych zasadach, to strona Archidiecezji Krakowskiej diecezja.pl oraz oficjalne strony w Internecie:

Facebook https://www.facebook.com/ArchKrakowska/,

Twitter https://twitter.com/archkrakowska,

Instagram https://www.instagram.com/archidiecezja_krakowska/, Youtube https://www.youtube.com/channel/UCzzPqjb5brmGyU1sgsS0VWA/videos

Flickr https://www.flickr.com/photos/archidiecezjakrakow/albums

Prosimy o niepublikowanie oraz niepowielanie fałszywych informacji na temat rzekomych słów Metropolity Krakowskiego Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego i korzystanie z podanych wyżej źródeł.

Joanna Adamik

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Kraków 21.08.2019r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Między niewolą niemiecką i sowiecką

2019-08-22 21:45

Łukasz Krzysztofka

W przeddzień Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu, który obchodzony jest 23 sierpnia, na pl. Piłsudskiego w Warszawie otwarto plenerową wystawę pt. „Ściany Totalitaryzmów. Polska 1939-1945”.

Łukasz Krzysztofka

Wystawa ma formę instalacji inspirowanej dwoma ścianami, oznaczającymi dwa totalitaryzmy - III Rzeszę i Rosję Sowiecką. Teksty na wystawie można przeczytać w języku polskim, angielskim, rosyjskim i niemieckim. Osią narracji jest wybuch II wojny światowej, jego tragiczne konsekwencje oraz walka Polaków o wolność z dwoma okupantami. W dramatyczne realia wojny wprowadzają teksty kuratorskie i fotografie, umieszczone na zewnętrznych ścianach instalacji.

W uroczystym otwarciu wystawy uczestniczyli ambasadorzy Litwy, Łotwy, Niemiec, Ukrainy, Portugalii, przedstawiciele ambasady Estonii i Węgier, duchowni, posłowie i samorządowcy. List do uczestników uroczystości skierował premier Mateusz Morawiecki, który podkreślił, że wystawa jest ważnym wyrazem troski o prawdę historyczną i rozwijanie wiedzy o losach Polski czasów wojny. Szef polskiego rządu zaznaczył, że dzięki umieszczeniu ekspozycji w jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc stolicy, na pl. Józefa Piłsudskiego, zwiedzający z całego świata będą mogli bliżej poznać ważne karty naszych dziejów. „Wojna rozpętana przez dwa totalitaryzmy odebrała życie ponad sześciu milionów polskich obywateli. Dziś już w silnej i niepodległej Polsce wspominamy ich imiona, czcimy pamięć tych, którzy pozostawili nam w spadku wielki skarb - niepodległą i wolną ojczyznę. Wierzę, że dzięki tej wystawie dzieje Polski walczącej z nazizmem i komunizmem utrwalą się w narodowej pamięci” – napisał premier.

Otwierając wystawę dr Jarosław Szarek, prezes IPN-u zwrócił uwagę na fakt, że pakt Ribbentrop-Mołotow, zwany paktem Hitler-Stalin, dla Polski był czwartym rozbiorem. - W tajnym protokole znalazł się zapis, że interesy obu stron w przyszłości zadecydują, czy istnienie niepodległej Polski jest pożądane. Historia pokazała, że nie było. Porozumienie podpisane ponad narodami, które miało służyć złu przetrwało wiele lat. Niestety znaleźli się później przywódcy już wolnego świata, którzy poszli tym tropem. Bo II wojna dla narodów tej części Europy nie kończyła się wolnością – powiedział prezes IPN-u.

Ambasador Litwy Eduardas Borisovas podkreślił, że 80 lat temu dobiegł kresu porządek światowy ustanowiony na mocy traktatu wersalskiego. - Świat nie zdawał sobie sprawy, że odliczamy ostatnie minuty do wybuchu jednej z największych katastrof w historii ludzkości - II wojny światowej. Los Polski, Litwy, Łotwy i Estonii został tym samym przypieczętowany. Później Europa, a za nią cały świat, znalazły się na skraju przepaści. Oparty na nieludzkim prawie haniebny porządek ustanowiony na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow zastąpił stary porządek – zwrócił uwagę ambasador Litwy.

Na ścianie wystawy poświęconej okupacji niemieckiej zaprezentowano: terror wobec ludności cywilnej, Polskie Państwo Podziemne, w tym ruch oporu w obozach koncentracyjnych i raport Pileckiego, stosunki polsko-żydowskie - Żegotę, w tym misję Jana Karskiego i powstanie w getcie warszawskim, Powstanie Warszawskie, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie - Bitwę o Monte Cassino, Bitwę o Anglię, 1. Dywizję Pancerną gen. Maczka, Cichociemnych i wywiad.

Na ścianie poświęconej okupacji sowieckiej przedstawiono: wywózki, Katyń, łagry i epopeję Armii Andersa, jak również ustalenia jałtańskie, które usankcjonowały instalowanie reżimu komunistycznego w Polsce.

Na wewnętrznych płaszczyznach ścian umieszczone są cytaty ze wspomnień z czasów wojny i fotografie odwołujące się do życia codziennego podczas okupacji, naznaczonego represjami i zbrodniami. Efektem takiego rozwiązania jest pokazanie, że okupacyjna rzeczywistość była dla obywateli polskich ciągłą walką o byt, w warunkach wszechobecnego terroru. Poprzez zbudowanie atmosfery oddziałującej na emocje zwiedzający odwołają się do uniwersalnego doświadczenia tragedii II wojny światowej.

Wystawę IPN-u, którą honorowym patronatem objął prezydent RP Andrzej Duda, oglądać można do 30 września.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem