Reklama

Na tę ewangeliczną działalność z serca błogosławię

2018-11-21 10:49

Monika Szczepańczyk
Edycja podlaska 47/2018, str. VI

Archiwum Redakcji
Bp Antoni Dydycz, Baciki 2001 r.

29 września 1994 r. w święto Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała, biskup drohiczyński Antoni Dydycz powołał dekretem do istnienia Caritas Diecezji Drohiczyńskiej. Patronem Caritas Diecezji Drohiczyńskiej został św. Antonii z Padwy. Wydarzenie wspomina ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz OFM Cap. – Biskup senior diecezji drohiczyńskiej

MONIKA SZCZEPAŃCZYK: – Czy Ekscelencja pamięta dzień, w którym powołał do istnienia Caritas Diecezji Drohiczyńskiej? Jakie nadzieje wiązał Ksiądz Biskup z powstaniem tej instytucji? Jak to się wszystko zaczęło?

BP ANTONI PACYFIK DYDYCZ: – To było nie tak dawno. Otóż 10 lipca 1994 r. w katedrze drohiczyńskiej otrzymałem święcenia biskupie i z woli Ojca Świętego Jana Pawła II podjąłem służbę duchową względem mieszkańców, w zaledwie przed trzema laty utworzonej diecezji. Dwa miesiące później, a więc 29 września w imię Boże powołałem do istnienia instytucję, zwaną Caritas Diecezji Drohiczyńskiej. Istniała ona w Polsce także przed II wojną światową, wypełniając szczególną misję, wychodząc naprzeciw wszystkim w jakikolwiek sposób poszkodowanym, potrzebującym wszelkiej pomocy, w tym przypadku chodziło o śpieszenie z pomocą ludziom cierpiącym, opuszczonym, poczynając od dzieci. Czasy bowiem różnych wojen, nie zawsze uczciwością słynących przemian społecznych i gospodarczych prowadziły do dużego zubożenia.
Tymczasem zaraz po II wojnie światowej rządy komunistyczne pozbawiły Caritas działalności. Zlikwidowano prowadzone przez Caritas dzieła, a wiec domy dziecka, ośrodki młodzieżowe, opiekę nad samotnymi i starymi ludźmi w ogólności. Zabrano domy opieki, a nawet ośrodki zdrowia prowadzone przez Caritas. To samo dotyczyło niepełnosprawnych... W miejsce Caritas nie powstało nic nowego. Kościół wszakże nie poddawał się, ale dyskretnie mimo trudności starał się wspomagać potrzebujących. Jakby przezwyciężając lęk władz komunistycznych przed dobrem i miłością względem poszkodowanych i czekających na pomoc.
Na szczęście dzięki nauczaniu Ojca Świętego Jana Pawła II pękły przeszkody. Stało się to przed 30 laty. Caritas mogła działać. Najpierw powstała struktura przejściowa, zwana Komisją Charytatywną. A potem można było już powołać Caritas i to dokonało się właśnie 29 września 1994 r.

– Czy Jego Ekscelencja jako „ojciec założyciel” Caritas Diecezji Drohiczyńskiej jest dumny z działalności swojego „Dziecka Caritasowskiego”?

– W odpowiedzi na to pytanie mogę wyznać, że mając na uwadze cele i zadania Caritas, trudno jest być dumnym. Można jedynie dziękować Bogu za to, że działalność Caritas mogła być wznowioną. Owszem początki przypominały nieco lata dziecięce, dlatego można nazwać odradzający się Caritas – „Dzieckiem Caritasowym”, a właściwie „Dzieckiem Miłości Bożej” jakże dziwnej, gdyż docierającym do potrzebujących pomocy przez miłość, której nosicielami okazują się ludzie, a nawet dzieci i młodzież. Caritas jest wyjątkową organizacją, która istotnie wychodzi naprzeciw ludziom cierpiącym, potrzebującym pomocy materialnej z duchową włącznie. I dobrze, że w to dzieło chętnie włączają się dzieci szkolne, młodzież i wszyscy, którzy wspierają Caritas swoim poświęceniem, pracowitością, ale też i materialnie. Znajduję zapytanie, czy jest coś, co należałoby jeszcze zrobić? Dużo jest do zrobienia, gdyż cierpień i niedostatków nie ubywa.

– Jakie rady Ksiądz Biskup ma dla nas, by Caritas w przyszłości rozwijało swoją działalność oraz szerzyło dzieło miłosierdzia w naszej diecezji?

– Sądzę, że trudno jest występować z radami dla tych, którzy już prowadzą i to z oddaniem dzieło Caritas. Mówimy o rozwijaniu się dzieła Caritas, ale w rzeczywistości to nie dzieło się rozwija, to ujawnia się miłość obecna w sercach pewnych ludzi. I dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak otwierać serca nasze i naszych bliskich właśnie na miłość. A miłość poradzi sobie ze wszystkim. Podpowie nowe inicjatywy, podrzuci pomysły, ukaże potrzebujących i zaprowadzi do nich. Nie pozostaje nam nic innego, jak dziękować Stwórcy za to, ze na różne sposoby dociera do naszej miłości oraz by nigdy nie zabrakło światła nadziei, nadziei w miłosierdzie Boże. Nadziei, że zrozumiemy wagę i znaczenie miłosierdzia i że poddamy się potędze Miłości, będącą duszą Caritas! Tego nam wszystkim życzę i o to się modlę.

Tagi:
wywiad Caritas bp Antoni Dydycz

Reklama

Z odwagą przeszedł drogę swego życia

2019-02-27 10:36

BP Antoni P. Dydycz OFMCap
Niedziela Ogólnopolska 9/2019, str. 42-45

Kazanie na pogrzebie śp. Jana Olszewskiego, wygłoszone w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie 16 lutego 2019 r.
„Sprawiedliwy (...) znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy; sędziwością u ludzi jest mądrość” (Mdr 4, 7-9)

PAP/Jakub Kamiński
Bp Antoni Pacyfik Dydycz opowiedział całe życie śp. Jana Olszewskiego, premiera niezłomnego

Szanowna Pani Marto, Małżonko śp. Jana Olszewskiego, którego dzisiaj żegnamy,
Droga Rodzino, Siostro, Krewni, Chrześniacy z Biskupem na czele,
Przyjaciele i Bliscy,
Wielce Szanowny Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej,
Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie Nuncjuszu Apostolski w Polsce,
Ekscelencje, Czcigodni Księża Biskupi,
Wielebni Kapłani różnych stopni i godności,
Osoby życia konsekrowanego,
Wielce Szanowni Marszałkowie Sejmu i Senatu,
Czcigodny Panie Premierze z Przedstawicielami Rządu,
Dostojni Posłowie i Posłanki, Senatorowie, Działacze Solidarności,
Przedstawiciele Służby Zdrowia, Kultury, Oświaty, Sztuki,
Ludzie Pracy wsi i miast,
Żołnierze i Oficerowie Wojska Polskiego wszystkich stopni, Weterani,
Przedstawiciele Służb Mundurowych:
Policji, Straży Pożarnej,
Straży Granicznej, Straży Miejskiej i Służb Celnych,
Adwokaci – koledzy Pana Jana, Prawnicy, Prokuratorzy i Sędziowie,
Harcerki i Harcerze, Młodzieży Szkolna i Akademicka z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży,
Członkowie Bractw Kurkowych,
Wolontariusze, Działacze charytatywni wraz z Caritas Polska,
Renciści i Emeryci, Chorzy oraz Więźniowie,
Rodacy z kraju i zagranicy, Goście!

W Imię Boże pozdrawiam wszystkich tu obecnych, ale także tych, którzy nie mogli wziąć udziału w tej pogrzebowej uroczystości. W sposób szczególny słowa współczucia kieruję do najbliższej rodziny z Panią Martą na czele. Nasz udział we Mszy św. pogrzebowej jest wyrazem wiary w życie nieśmiertelne i przejawem modlitewnej łączności ze śp. Janem, który odszedł z tego świata w 89. roku życia ziemskiego. Żegna nas wszystkich, śpiesząc na spotkanie ze Sprawiedliwym Sędzią, pełnym miłosierdzia. Z pewnością już mógł przekonać się o prawdzie słów zaczerpniętych ze Starego Testamentu, z których wynika, że „sędziwością u ludzi jest mądrość”. Znając śp. Jana, możemy wyznać, że istotnie swoim życiem potwierdził on prawdę zawartą w Księdze Mądrości. Jego bowiem sędziwość w pełni scaliła się z mądrością.

Jestem przekonany, że temu pierwszemu jego spotkaniu ze Zbawcą towarzyszyły słowa Psalmu 122 (121):

„Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:

«Pójdziemy do domu Pana!».

Już stoją nasze stopy

w twoich bramach, Jeruzalem (...).

Ze względu na moich braci i przyjaciół

będę wołał: «Pokój z tobą».

Ze względu na dom Pana, Boga naszego,

modlę się o dobro dla ciebie” (por. w. 1-2. 8-9).

Księga Apokalipsy zapowiada natomiast: „Błogosławieni, którzy w Panu umierają, niech odpoczną od swoich trudów, bo ich czyny idą za nimi” (por. w. 14). A skoro jest tak, to my dzisiaj, wdzięczni Chrystusowi za otwarcie bram do wieczności, z ufnością i spokojem żegnamy śp. Jana – męża, brata, krewnego, adwokata, polityka, posła i premiera, a przede wszystkim wiernego syna Polski i Kościoła.

Do takiej postawy zachęcają nas bowiem słowa Syna Bożego, nieco wcześniej odczytane. Warto do nich powrócić, bo „nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (por. J 12, 23-24). Ziemskie życie dobiega końca, obumiera, ale to nie oznacza kresu, gdyż może przynieść „plon obfity”. Jesteśmy więc wdzięczni Stwórcy, ponieważ powyższa zapowiedź Syna Bożego jest dla nas źródłem nadziei i zapowiedzią szczęśliwszego trwania. Ze spokojem starajmy się zatem przechodzić przez ziemię, gdyż nasze ziemskie rozstanie zwiastuje nam nowy początek.

Dlatego pogrzeb chrześcijański ma w sobie coś z pogody ducha, która płynie z wiary. Z tego też względu, jakkolwiek przeżywamy ból rozstania, to jednak nie odczuwamy lęku i nie ma mowy o buncie wewnętrznym, zwłaszcza kiedy wiemy, że ten, kto odchodzi, miał dar czasu, aby jak najlepiej przygotować się na spotkanie ze Stwórcą.

Korzenie

Co więcej, zmarły Jan zapisał się godnie w naszej pamięci. Z odwagą przeszedł drogę swego życia. Nie lękał się światła, chętnie wychodził naprzeciw prawdzie, bezinteresownie broniąc niesłusznie oskarżonych, a w sposób szczególny opiekował się walczącymi o wolność Polek i Polaków.

Tego wszystkiego nauczył się od swojej rodziny. Pamięcią sięgał do pradziadka, właściciela folwarku w pobliżu Okuniewa. Ów senior rodu musiał pozbyć się majątku, ponieważ najstarszy syn brał udział w powstaniu styczniowym, a to ze strony carskiej groziło wywłaszczeniem. Dziadek z kolei był gajowym. Mieszkał z rodziną w Okuniewie.

W drugiej połowie XIX wieku obok tendencji patriotycznych dają o sobie znać napięcia społeczne, z tego względu, że w związku z przemianami gospodarczymi społeczeństwa ubożały, co też prowadziło do biedy, a nawet nędzy. Świadczy o tym ówczesna literatura. Kto bowiem nie pamięta wiersza „W piwnicznej izbie”? I dlatego obok nurtu patriotycznego daje o sobie znać kierunek społeczny, o czym przypomina pojawienie się partii o nastawieniu socjalistycznym, a nawet komunistycznym. Tymczasem poszukiwania rozwiązań nie mają zaplecza moralnego. Młode pokolenie nie znajduje ratunku w oświacie, gdyż szkolnictwo jest poddane rusyfikacji albo germanizacji. Kościół jest mocno osłabiony. W zaborze rosyjskim i pruskim zniesione zostały wszystkie zakony. Kapłanów diecezjalnych także nie było wielu, ponieważ byli zsyłani na Sybir. Słynna encyklika Leona XIII „Rerum novarum”, poświęcona sprawiedliwości społecznej, nie dociera do większości Polaków. Służby carskie czujnie strzegą granic i nie dopuszczają do kontaktów z Watykanem.

A młodzież polska narażona jest na niewolę, i to z dwóch powodów. Najpierw z racji patriotycznych, a następnie z powodu manifestacji społecznych. Przykładem może być działalność Stefana Aleksandra Okrzei, stryjecznego brata matki Pana Jana, który szykował zryw zbrojny, ale pojmany przez carskie służby został stracony na stokach Cytadeli w 1905 r. Pewne przejawy zrywu wolnościowego i społecznego dadzą o sobie znać po klęsce Rosji pod Władywostokiem. Dotyczyły one odradzania się katolicyzmu choćby dzięki działalności licznych zgromadzeń zakonnych życia ukrytego, powstających pod wpływem działalności bł. Honorata Koźmińskiego.

Wypada w tym miejscu podkreślić wysiłki Józefa Piłsudskiego, który dążąc do niepodległości, zrezygnował z czerwonego wehikułu. Podobnie jak wielu innych. Do głosu dojdą również chłopskie zrywy, które w Wincentym Witosie znajdą przywódcę wyjątkowo wrażliwego na rzeczywistość polską. Odzyskanie niepodległości w 1918 r. przyjęto z entuzjazmem, chociaż bez solidnych programów na przyszłość. Wzruszenia nie ukrywano jednak na widok polskich mundurów i wyraźnie brzmiącej mowy polskiej.

Młodość

W takim duchu będzie rozwijał się i dojrzewał przyszły premier Polski, który urodził się 20 sierpnia 1930 r. w rodzinie kolejarskiej, mieszkającej na Bródnie. A była to rodzina na wskroś przesiąknięta tradycją niepodległościową. Młody Jasio zaczął chodzić do szkoły podstawowej jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Szybko włączył się w ruch harcerski. Już wówczas nucił jedną z najbardziej znanych pieśni harcerskich: „Wszystko, co nasze, Polsce oddamy”. I tak będzie przez lata niewoli niemieckiej. Naukę trzeba było ograniczyć do kompletów, ożywiać się harcerskimi spotkaniami, ćwicząc się w Szarych Szeregach i coraz bardziej oddając się konspiracji. Z pewnością przysłuchiwał się z uwagą, jak w jego rodzinnym domu dorośli konspirowali. Gdy miał 14 lat, otrzymał funkcję łącznika podczas zrywu powstańczego na Pradze. A po wkroczeniu Sowietów znalazł dla siebie przyszłość w pełnej opozycji. Początkowo działał w młodzieżowym kole Polskiego Stronnictwa Ludowego, ponieważ to środowisko skupiało większość sił opozycyjnych wobec komunistów i było w bardzo dobrych relacjach z Kościołem.

W 1949 r. rozpoczyna studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Kończy je w 1953 r. Bierze udział w półjawnym seminarium z kryminologii u prof. Stanisława Batawii. Od 1955 do 1957 r. przynależy do zespołu „Po prostu” – tygodnika studentów i młodej inteligencji, powstałego po śmierci Stalina. Pismo to siłą zostanie zamknięte dwa lata później, czyli w rok po Poznańskim Czerwcu i Październiku 1956, kiedy to mógł powrócić do pełnienia swojej misji pasterskiej kard. Stefan Wyszyński, co było wielkim darem ze strony Opatrzności dla naszego Narodu. Młody prawnik w owym czasie zabiega o przywrócenie czci żołnierzom Armii Krajowej, współtworząc tekst pt. „Na spotkanie ludziom AK”. A kiedy powstaje Klub Krzywego Koła, zostaje jego członkiem do 1962 r.

W tych też latach przystąpi do tajnej loży, chcąc zabezpieczyć się przed donosami, a loża miała opinię wyjątkowej wierności tajemnicy. Tego samego roku rozpoczyna praktykę adwokacką. Podejmuje się obrony w najgłośniejszych procesach politycznych. Nie uniknie kar dyscyplinarnych, a nawet czasowego pozbawienia możliwości pełnienia swojej misji. Jest jednym z sygnatariuszy i współautorem protestów kierowanych do władz komunistycznych. W 1976 r. współtworzy Polskie Porozumienie Niepodległościowe. W drugim obiegu publikuje poradnik „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. W tym samym roku okaże się współtwórcą Komitetu Obrony Robotników (KOR). Opracowuje „Apel do społeczeństwa i władz PRL”. Współdziała przy przygotowywaniu statutu dla wolnych związków zawodowych, które dadzą o sobie znać pod nazwą Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Uczestniczy w zabiegach o rejestrację „Solidarności” i „Solidarności” Rolników Indywidualnych. Bezinteresownie doradza Krajowej Komisji Porozumiewawczej, Komisji Krajowej „Solidarności” i „Solidarności” Regionu Mazowsze.

W czasie stanu wojennego pełni funkcję doradcy w Sekretariacie Episkopatu Polski. Z wyjątkową pasją występuje jako oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców bł. ks. Jerzego Popiełuszki. W 1988 r. współtworzy Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Opowiada się przeciwko dążeniu do porozumienia z komunistami, zdając sobie sprawę z ich nieszczerości i podstępu. Odmawia objęcia z ramienia strony społecznej stanowiska przewodniczącego podstolika reformy prawa i sądów przy „okrągłym stole”.

Kościół

Zanim jednak przejdę do lat posłowania i pełnienia misji premiera rządu polskiego, chciałbym przypomnieć obecność Kościoła katolickiego w życiu i działalności śp. Jana i jego więzi z Kościołem. Nie chcę sięgać zbyt daleko wstecz. Oczywiście, rodzina Olszewskich w minionych pokoleniach należała do wspólnoty kościelnej, a praktyki religijne z zasady były w niej obecne. Ale mogły być też pewne zachwiania w tej dziedzinie. Ważne wszelako jest to, że sam Zmarły szybko odkrył sens wiary w swoim życiu.

Zacznę od wydarzenia, na które położył duży nacisk Pan Jan. Jako stosunkowo jeszcze młody mężczyzna był włączony w ruch socjalistyczny. Cenił bardzo Kazimierza Pużaka, przywódcę niepodległościowego przedwojennego PPS, który zmarł w komunistycznym więzieniu w 1950 r. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. I tam, przy jego grobie, każdego roku

30 kwietnia zbierali się jego zwolennicy. Nie było ich wielu. Pewnego razu Jan przybył na cmentarz nieco wcześniej – było dość chłodno, więc wszedł do kościoła św. Karola Boromeusza, aby zaczekać na przybycie reszty. I co zobaczył i usłyszał? W kościele odprawiana była Msza św. Ludzi nie było wiele, ale ksiądz poinformował, że jest to Msza św. w intencji Kazimierza Pużaka, socjalistycznego działacza. Co więcej, kapłan wygłosił bardzo przekonujące kazanie. Po Mszy św. Jan udał się do zakrystii, gdzie spotkał ks. Stefana Niedzielaka. Rozmowa była dość długa. Doszło do powtórnych spotkań. Aż pewnego razu Jan wyznał przed księdzem, że ma pewien kłopot. Otóż ma żonę, ale nie mają ślubu, także cywilnego. Żona jest dziennikarką. Gdyby ktoś z rządzących dowiedział się, że jest żoną przeciwnika politycznego, to wszystko skończyłoby się wyrzuceniem z pracy. A ks. Stefan na to odpowiedział: To proszę wziąć ślub kościelny w tajemnicy, nocą. I tak się stało. Świadkowali temu małżeństwu: Wojciech Ziembiński, znany działacz antykomunistyczny, i prof. Maria Dernałowiczowa, specjalistka z zakresu literatury. A między celebransem i nowożeńcami zrodziła się wielka przyjaźń. To adwokat Jan Olszewski poświęci się w przyszłości ujawnianiu prawdy o morderstwie dokonanym na ks. Niedzielaku.

Pan Jan zbliżył się także do kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyły, kiedy to z myślą o żyjących legionistach Marszałka Józefa Piłsudskiego przygotowano specjalne odznaczenie – Order Virtuti Civili. Ten właśnie order otrzymali najpierw obaj kardynałowie, a potem: Władysław Siła-Nowicki, ks. Teofil Bogucki i Wojciech Ziembiński. Nie zdążono natomiast wręczyć go bł. ks. Jerzemu Popiełuszce. Oczywiście, Jan Olszewski był obecny przy procesie morderców ks. Jerzego Popiełuszki, po adwokacku przeżywał śmierć ks. Sylwestra Zycha i ks. Stanisława Suchowolca. Chętnie współpracował z kard. Józefem Glempem i abp. Bronisławem Dąbrowskim we wszystkich zawiłościach prawnych.

Premier

Przed nami kolejny rozdział życia Jana Olszewskiego. W pierwszych w pełni wolnych wyborach parlamentarnych 7 października 1991 r. został posłem na Sejm z listy Porozumienia Obywatelskiego Centrum. W kilka tygodni później, w dzień św. Mikołaja, stanął na czele pierwszego w pełni niekomunistycznego rządu odradzającej się Polski. To był dobry dar od jakże popularnego świętego. Nowy premier w swoim pierwszym wystąpieniu podkreślił, że pragnie, aby jego rząd był rządem nadziei, bo nadziei potrzebowała Polska. I w tym duchu postępował, zmierzając do uwolnienia Polski od różnorakiej obecności Rosji i starając się umacniać demokrację oraz samorządność. Ale spotkał się z ostrą opozycją, której, niestety, przewodniczył ówczesny prezydent. A partii było wiele..., za dużo.

Premier konsekwentnie zabiega o opuszczenie terytorium Polski przez wojska rosyjskie. Przeciwstawia się nieuczciwej prywatyzacji majątku narodowego. Podejmuje próby licznych reform, zwłaszcza w zakresie społecznym i gospodarczym. Sejm uchwala ustawę o lustracji, na którą nie chce się zgodzić prezydent, i nocą z 4 na 5 czerwca 1992 r. premier Jan Olszewski zostaje odwołany. Jednak nie podaje się do dymisji. A po ogłoszeniu wyników głosowania przez Sejm mówi na pożegnanie, że zastanawia się, „jaka będzie Polska, czyja ma być”. Zaznacza, że odchodzi ze spokojem, ponieważ wie, iż będzie mógł spokojnie patrzeć w oczy każdej spotkanej osobie.

Wkrótce zostanie posłem III i IV kadencji. W 1995 r. założy Ruch Odbudowy Polski. Będzie kandydował na prezydenta Rzeczypospolitej po pierwszym pięcioleciu Aleksandra Kwaśniewskiego, jednakże tuż przed wyborami zrezygnuje. Przy prezydencie Lechu Kaczyńskim będzie pełnił funkcję doradcy, a 3 maja 2009 r. zostanie odznaczony Orderem Orła Białego.

Polak

Nadal stara się uczestniczyć w życiu publicznym, zawsze patrzy prosto w oczy przechodniom i rozmówcom. Ale źle się zaczęło dziać w państwie polskim z powodu napięć politycznych i nadużyć, zwłaszcza gospodarczych. Polemiki między partiami zaczęły się przeradzać w agresję. I co najgorsze, niektóre formacje polityczne zaczęły ogłaszać wojnę polsko-polską. Coś straszliwego, niegodnego Polki i Polaka. Polska prowadziła wojny, nieraz bardzo ciężkie. Nie zawsze zwyciężała, ale nigdy nie prowadziła wojny ze sobą. To potworne oszczerstwo nie znajdowało zgody w umyśle i sercu byłego premiera.

A jeżeli były jakieś napięcia wewnętrzne, to nie Polski z Polską, ale Polski z liberum veto i ze wszystkimi, którzy zrywali obrady Sejmu lub w nich przeszkadzali. Polska walczyła ze zdrajcami, jak to miało miejsce w czasie rozbiorów. Ze wszystkimi, którzy chcieli handlować jej wolnością, którzy kolaborowali z wrogiem. Polska nigdy i nigdzie nie prowadziła wojny ze sobą. Z tym oszczerstwem nie godził się Jan Olszewski.

I dlatego jestem głęboko przekonany, że Zmarły już teraz modli się wespół ze św. Janem Pawłem II, z bł. ks. Jerzym Popiełuszką, upraszając Matkę Najświętszą, aby pukała do serc Polek i Polaków, iżby wyrzekli się takich postaw, a zwłaszcza praktyk. Trzeba walczyć ze złem. Ono przecież zdarza się w życiu, może mieć miejsce w naszych czasach, ale nigdy nie można nawet pomyśleć o tym, aby Polska walczyła z Polską, wszakże nie można lekceważyć, jak było wspomniane wcześniej, zdrad, chciwości, pychy i nienawiści. To nie Polska walczy z Polską. Taka choroba może dotknąć Polkę lub Polaka, ale nigdy Polski. Zresztą, pisze o tym poeta Aleksander Wat:

„A byli wśród nas tacy, co śpiewali obcym.

I wargi ich trądem poraził Sprawiedliwy.

Harfy ich strzaskane, świeczniki w proch wdeptane

I domy ich oddane w hańbę opuszczenia”. („Psalm”)

Mogą bowiem na jaw wychodzić różne nadużycia, przejawy wrogości, próby znieważania i zniewalania. Dają o sobie znać niekiedy „moce ciemności”. Ale to nie dotyczy Polski. Przed laty na grobie Agatona Gillera umieszczono napis, jakby ostrzeżenie:

„Przechodniu! Obyś w Polskę jak ten zmarły wierzył!

Idź w czyn! Dobry przykład serce twe ośmieli. (...)

A jeżeli już w Polskę zwątpiłeś bez końca,

Odejdź i cieniem swym nie zasłaniaj słońca”. (Teofil Lenartowicz)

Na tego rodzaju sytuacje wyjątkowo zdecydowanie odpowiada Henryk Sienkiewicz: „Gdy miłość Ojczyzny gaśnie, wtedy przychodzą czasy łotrów i szaleńców”. Czyż tak nie jest? Czy może być przyzwoity Polak i walczyć z Ojczyzną? Dlatego Józef Piłsudski zaleca, abyśmy poznawali nasze dzieje. Ponieważ – „Ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”.

Wszelako takie postawy wrogości nawet do własnej Ojczyzny mogą być niekiedy skutkiem zniewolenia. Piotr Kropotkin – kniaź rosyjski, a od rewolucji październikowej jeden z głównych działaczy komunistycznych, zanotował w swoim pamiętniku pod datą 11 grudnia 1920 r.: „Ileż setek lat potrzeba, aby dać ludziom świadomość tego, co mogliby zrobić, gdyby zechcieli być wolni! Ledwo to napisałem, mój szatan, który od pewnego czasu wtrąca się do każdej rozmowy, jaką sam ze sobą prowadzę, spytał ze śmiechem: «Ale czy sądzisz, że skłonni są oni zapłacić za wolność taką cenę, jaką byłoby nieczynienie krzywdy swoim bliźnim?»”. I stąd płynie mój apel, który z pewnością popiera Pan Jan: Nie wyrządzajcie krzywdy nikomu! Nie walczcie z Ojczyzną! Nie zapominajmy. To właśnie św. Jan Paweł II w poemacie „Myśląc Ojczyzna” napisał:

„Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam,

Mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica,

Która ze mnie przebiega ku innym”.

Jakie to proste i oczywiste przypomnienie. Mam nadzieję, że jeszcze pamiętamy, kim jest Adam Mickiewicz. Oto jego słowa:

„Polak, chociaż stąd między narodami słynny,

Że bardziej niźli życie kocha kraj rodzinny.

Gotów zawżdy rzucić go, puścić się w kraj świata,

W nędzy i poniewierce przeżyć długie lata,

Walcząc z ludźmi i z losem, póki mu śród burzy

Przyświeca ta nadzieja, że Ojczyźnie służy”

(„Pan Tedeusz”, księga X, „Emigracja”).

Testament

Nie znajdziemy w polskiej literaturze ani w sztuce w ogólności czy też w życiorysach Polek i Polaków godnych swojej Ojczyzny, aby gdziekolwiek dało się słyszeć o wojnie polsko-polskiej. Niestety, na dzisiaj nie można dać takiego zapewnienia. Ale na jutro – wierzę, że tak. Czas wypowiedzieć serdeczną walkę wszystkim, którzy wmawiają, że istnieje wojna polsko-polska. Wierzę głęboko, że dokładnie tego samego zdania jest wciąż jakże nam bliski Jan Olszewski. Zapiszmy sobie głęboko w pamięci i powtarzajmy każdego dnia słowa, które przypomina nam Polski Cmentarz na Monte Cassino: „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”.

A jeżeli już podejmujemy walkę, to nie zapominajmy, co napisał nasz współczesny myśliciel – Henryk Elzenberg: „Sens walki powinien być mierzony nie jej szansami na zwycięstwo, lecz wartościami, w obronie których walka została podjęta”. Pamiętajmy o tym!

Wówczas też i my za przykładem śp. Jana będziemy mogli patrzeć prosto w oczy wszystkim, z którymi się spotykamy i będziemy się spotykali przy najróżniejszych okazjach. Bo nasze oczy będą mówiły to, co oczy żyjącego jeszcze przed kilkoma dniami Premiera Polski, który za życia podpisywał się pod wyznaniem „Orlątka” lwowskiego:

„Z prawdziwym karabinem

U pierwszych stałem czat...

O, nie płacz nad Twym synem,

Co za ojczyznę padł!...

Z krwawą na kurtce plamą

Odchodzę dumny w dal...

Tylko mi Ciebie, Mamo,

Tylko mi Polski żal...”.

(Artur Oppman, „Orlątko”)

A my tutaj, na ziemi, pełni zadumy będziemy zabiegali, aby nasze postawy stale były pełne ufności. I oby zawsze były odbiciem naszych sumień i naszych serc. Abyśmy wszystkim, z którymi się spotykamy, mogli patrzeć w oczy ze spokojem i pogodnie. A jeżeli już będzie nam doskwierać jakaś trwoga lub niepokój, wówczas będziemy przypominali słowa Obrońcy Lwowa:

„Tylko mi Ciebie, Mamo,

Tylko mi Polski żal!”.

Wierzymy, Panie Premierze, że pamiętasz o nich. Zabrałeś je ze sobą, aby powtórzyć przed Królową Polski z serdeczną prośbą o opiekę nad Polską.

My zaś dzisiaj dziękujemy Ci, Panie Premierze, za twoją wierność Polsce zakorzenioną w Chrzcie Świętym, żywiącą się wiarą świętą i silną mocą Krzyża. Tego nam potrzeba! Niech Bóg błogosławi Polsce! Amen.

+ Antoni P. Dydycz OFMCap
Biskup Senior Diecezji Drohiczyńskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś rocznica urodzin Karola Wojtyły

2019-05-18 00:11

KAI

Grzegorz Gałązka

Karol Wojtyła urodził się 18 maja 1920 w Wadowicach, niedaleko Krakowa jako drugie z trójki dzieci Karola i Emilii Kaczorowskiej. Jego rodzeństwo dość szybko zmarło, wcześnie też osierociła go matka.

Karol Wojtyła rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1938 roku, lecz przerwał je wybuch II wojny światowej.

Podczas okupacji hitlerowskiej pracował fizycznie, a pod koniec wojny zaczął się kształcić w podziemnym seminarium duchownym. Święcenia kapłańskie przyjął 1 listopada 1946 z rąk kard. Adama Sapiehy w katedrze wawelskiej i wkrótce wyjechał na studia do Rzymu.

Po powrocie do kraju w 1948 był przez pół roku wikarym w wiejskiej parafii w Niegowici, potem w krakowskim kościele św. Floriana.

Od 1954 pracował jako profesor akademicki na KUL-u , prowadził duszpasterstwo akademickie, razem ze studentami wyjeżdżał na spływy kajakowe i wyprawy w góry. Sakrę biskupią przyjął 28 września 1958 r., a 13 stycznia 1964 r. papież Paweł VI mianował niespełna 44-letniego bp. Wojtyłę arcybiskupem metropolitą krakowskim. Ten sam papież powołał go w skład Kolegium Kardynalskiego 26 czerwca 1967 r.

Kard. Wojtyła brał czynny udział we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II, jeździł po świecie, odwiedzając przede wszystkim środowiska polonijne.

Wraz z prymasem Polski kard. Stefanem Wyszyńskim złożył we wrześniu 1978 historyczną rewizytę z ramienia episkopatu Polski w RFN.

6 października 1978 na konklawe w Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie 111 kardynałów wybrało 58,5-letniego arcybiskupa krakowskiego 264. Biskupem Rzymu. Przybrał imię Jana Pawła II. Był pierwszym od 1523 r. nie-Włochem na tym urzędzie, pierwszym Polakiem i Słowianinem.

Jego pontyfikat był najbardziej rekordowym, np. pod względem liczby podróży zagranicznych – 104 i odwiedzonych podczas nich krajów – 129, przemierzonych kilometrów – prawie 1,3 mln, przeprowadzonych beatyfikacji – 148 i kanonizacji – 51 oraz ogłoszonych podczas nich błogosławionych – 1343 i świętych – 482. Jan Paweł II zmarł po długiej chorobie 2 kwietnia 2005 roku w Watykanie. Jego pogrzeb odbył się 8 kwietnia i zgromadził miliony wiernych z całego świata.

1 maja 2011 roku podczas uroczystej Mszy świętej na Placu św. Piotra w Rzymie nastąpiła beatyfikacja Jana Pawła II. Błogosławionym ogłosił papieża Polaka jego następca na Tronie Piotrowym papież Benedykt XVI w obecności kilku tysięcy kardynałów, arcybiskupów i biskupów z całego świata.

27 kwietnia 2014 roku papież bł. Jan Paweł II został wspólnie z papieżem bł. Janem XXIII ogłoszony świętym. Kanonizacja odbyła się w obecności dwóch następców Jana Pawła II – urzędującego Franciszka oraz papieża-seniora Benedykta XVI.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska: Wczoraj Irlandia – dzisiaj Polska!

2019-05-19 14:30

Ewa H. Kowalewska, prezes Human Life International w Polsce / Gdańsk (KAI)

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą i powinny budzić nasz największy niepokój. Agresywne konfrontacje, dezinformacja, manipulacje faktami, dezintegrujące społeczeństwo akcje – wszyscy to odczuwamy. Można wyróżnić zasadnicze dwie linie tego ataku. Pierwsza dotyczy naszych dzieci, druga naszych duszpasterzy.

Archiwum HLI

Zaledwie 20 lat temu Irlandia była krajem jednoznacznie katolickim. W niedzielnej Mszy uczestniczyło ok. 90% obywateli. W 1983 roku społeczeństwo poparło w referendum poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia dla każdego poczętego dziecka i było z tego bardzo dumne. Większość za wielką wartość uznawała liczną, katolicką rodzinę, opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, która przekazuje wiarę i tradycję swoim dzieciom.

Dzisiejsza Irlandia całkowicie się zmieniła. Demokratycznie wybrany premier Leo Varadkar nie jest chrześcijaninem i publicznie oświadcza, że jest gejem. Doprowadził on do przeprowadzenia dwóch ogólnonarodowych referendów. Pierwsze dotyczące akceptacji tzw. małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, drugie na temat wprowadzenia swobody aborcji na życzenie. Obydwa zdecydowanie wygrał, bo młodzi odcięli się od fundamentalnych zasad moralnych, głoszonych przez Kościół katolicki i z radością poparli jego propozycje. Teraz kościoły świecą pustkami, bo kapłani stracili autorytet, mało kto z młodych chce ich słuchać. Katolicka Irlandia przeżywa dramat utraty wiary.

Tak szybko? Jak to możliwe? To ważne pytania, ponieważ te zmiany nie nastąpiły same z siebie, ale były konsekwentnie stymulowane według określonego programu, nazywanego „scenariuszem irlandzkim”.

Nie ulega wątpliwości, że zastosowana tu została fachowo opracowana inżynieria społeczna. Warto się jej przyjrzeć dokładniej, odnosząc się do tych dwóch referendów. W jaki sposób można zmienić poglądy dorosłych ludzi, w dodatku oparte na fundamencie wiary? Oni są odporni, po prostu wiedzą swoje. Zmiany należy więc rozpoczynać od dzieci.

Otóż w Irlandii ok. 30 lat temu wprowadzono do szkół permisywną edukację seksualną według wzorca brytyjskiego. Irlandzkie dzieci otrzymywały wielką dawkę antychrześcijańskiej ideologii od 4 roku życia po kilka godzin w tygodniu. Pod pretekstem tolerancji uczono je akceptacji dla aktywności osób LGBT (do wyboru) oraz swobody seksualnej i co za tym idzie przyzwolenia na przerywanie niechcianej ciąży. To pokolenie po 30 latach przestało chodzić do kościoła i samo zmieniło obowiązujące prawo.

Kościół katolicki w Irlandii, wcześniej posiadający olbrzymią władzę i autorytet, zdecydowanie przegrał. Pojawiło się wielu kapłanów bez powołania, który dopuszczali się nadużyć. Wystarczyło nagłośnienie skandali. W Irlandii było to wyjątkowo łatwe, bo przypadki pedofilii zdarzały się często. Ludzie nie są ślepi, a krzywdzenie dzieci budzi wielki sprzeciw i obrzydzenie oraz utratę zaufania. W tej sytuacji wielu kapłanów bało się (lub nie chciało) protestować przeciwko pierwszemu referendum. Zabrakło odwagi do głoszenia prawdy. Drugie referendum było jakby kontynuacją pierwszej ofensywy. Młodzi już nie chcieli słuchać, zabrakło autorytetu Kościoła i żywej wiary.

Porównajmy to z obecną sytuacją w jeszcze katolickiej Polsce, która na tle ateizującej się Europy została samotną wyspą i usiłuje bronić swoich wartości. Akcja zmiany świadomości społecznej staje się coraz bardziej agresywna i jest prowadzona dwutorowo, podobnie jak w Irlandii.

Warto się zastanowić, skąd ten atak na nasze dzieci! Batalię przeciwko edukacji seksualnej typu brytyjskiego wygraliśmy wiele lat temu. W polskiej szkole obowiązuje, pozytywny i akceptowany przez rodziców, przedmiot „Wychowanie do Życia w Rodzinie”. Właśnie dzięki dobrej podstawie programowej polska młodzież nadal w większości opowiada się za tradycyjną rodziną i ochroną życia. Atak zaczął się od akcji wmawiania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej. Nie jest to prawda, gdyż realizowana jest edukacja seksualna typu „A” – wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji seksualnej nastolatków (według Amerykańskiego Instytutu Pediatrii). Wszystkie badania potwierdzają pozytywne efekty tego przedmiotu. Pomimo tego w mediach nieustannie pojawiają się twierdzenia, że trzeba wreszcie edukację seksualną wprowadzić do szkół i wiele osób, nie znając problemu, publicznie je popiera.

Wyraźnie widać, że podstawowym celem ataku jest właśnie szkoła i nasze dzieci. Wbrew podstawie programowej, obowiązującej w szkołach, gminy kilku dużych miast (np. Gdańska czy Warszawy) podjęły akcje wejścia do szkół z promocją zachowań IGBT oraz ideologii gender. Szokiem dla wielu była wypowiedź nowego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, że te propozycje są jedynie programem przejściowym, a celem jest uchwalenie prawa do adopcji dzieci przez tzw. małżeństwa jednopłciowe.

Równolegle pojawiło się zamieszanie w szkolnictwie poprzez strajk płacowy nauczycieli, zagrożenie egzaminów itd. Bardzo poważnym następstwem jest obniżenie autorytetu wielu nauczycieli oraz doprowadzenie do konfrontacji z uczniami. W kontekście akcji strajkowej w ogóle nie poruszano problemu czego, jak i przez kogo są uczone nasze dzieci. Można się spodziewać dalszej konfrontacji z początkiem roku szkolnego. Jeżeli nie uda się powstrzymać akcji wchodzenia przedstawicieli LGBT do polskich szkól, za kilkanaście lat, tak jak w Irlandii, ta młodzież straci wiarę i sama zmieni obowiązujące prawo.

Drugim elementem ataku jest wmawianie społeczeństwu, że za dramaty związane z pedofilią jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie Kościół katolicki. Seksualne wykorzystywanie dzieci jest dramatem, wielką ohydą i podlega prawu karnemu. Osoba, która się dopuszcza takich czynów, powinna być surowo ukarana, niezależnie od tego z jakiego środowiska pochodzi i jaki wykonuje zawód. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowo surowe. Potrzebujemy obiektywnej prawdy, odpowiednich kar i prewencji. Ofiarom należny jest szacunek i pomoc. Można mieć jednak wątpliwości czy trafianie na łamy gazet jest dla nich w jakimkolwiek stopniu pomocne.

Problem pedofilii w szerokim zakresie ogólnoświatowym dotyczy milionów ludzi, zwłaszcza wykorzystywania biednych dzieci z Azji. Nikt nie przypomina o znanych sprawach sądowych w Polsce dotyczących nauczycieli, psychologów, trenerów, artystów czy znanych osób ze świata polityki i biznesu. Cisza!

Prowadzona akcja propagandowa ma na celu wskazać jako sprawców tylko kapłanów katolickich. Pseudo raport, przekazany papieżowi przez poseł Joannę Scheuring-Wielgus, składał się z doniesień prasowych bez weryfikacji. Na jego podstawie zrobiono mapę przypadków pedofilii w polskim Kościele, sugerującą, że jest to problem powszechny. Mnóstwo w tym pomówień i oszczerstw. Powstają kolejne filmy, których produkcja wiąże się z wielkimi kosztami. Przeciwko Irlandii szły wielkie pieniądze, które stymulowały realizację antykatolickich programów. Warto zadać pytanie, kto finansuje te filmy, manifestacje, raporty i programy czy kampanię „Wiosny” Biedronia, który coraz częściej jest przedstawiany jako kandydat na polskiego premiera.

Bieżących przypadków pedofilii niemal nie ma, więc ktoś wytrwale szuka w przeszłości, aby podgrzewać temat. Wyciągane są nazwiska zmarłych już dawno księży, którzy sami bronić się już nie mogą. Ten temat nie zniknie z naszych mediów. Będzie systematycznie wyciągany, stymulowany w celu podkręcania emocji i budowania postaw antykatolickich. Tymczasem jeżeli odetnie się pasterzy od stada, owce wilki zjedzą! To oczywiste! Kapłan jest krzewicielem wiary i szafarzem sakramentów, koniecznych do zbawienia. Zniszczenie zaufania do kapłanów, niszczy Kościół, pozbawia wiernych ochrony, naraża na odrzucenie wiary.

Widzę na Facebooku wypowiedzi nieznanych mi osób, że po obejrzeniu ostatniego filmu, nie puszczą dziecka do I Komunii. Nikt tego nie blokuje, tak jak moich informacji pro-life. Myślę, że to prowokacje, które mają służyć za przykład do naśladowania. Jeżeli dziecko nie będzie uczestniczyć w katechezie, nie będzie przystępować do sakramentów i uczestniczyć w grupach parafialnych, nie otrzyma żadnej „odtrutki” na indoktrynację ideologiczną serwowaną w szkole czy mediach. O to właśnie chodzi, bo głównym celem tej akcji jest doprowadzenie do kryzysu wiary! Chrystus i Jego przesłanie ma nie istnieć, tak jakby mogło być unicestwione przez ludzki grzech. Wtedy będzie można z nami zrobić dosłownie wszystko. Czyż to nam nie przypomina akcji z czasów komunizmu?

Polska ma szansę się obronić!

Polska nie jest jednak Irlandią. Mamy inne doświadczenia historyczne. Przeszliśmy przez trudny okres przymusowej ateizacji komunistycznej i obroniliśmy swoją wiarę! Do tych doświadczeń trzeba wracać i pokazywać naszym młodym tę perspektywę.

Po naszej stronie jest też czas. Takich zmian nie można przeprowadzić szybko, a oni tego czasu nie mają. Starają się więc atakować coraz bardziej frontalnie, a to budzi większy opór społeczny i daje dużo do myślenia.

Mamy też wiele ruchów i stowarzyszeń katolickich, również skupiających młodzież, które czynią Kościół żywym i zaangażowanym. Nie zabraniajmy dzieciom korzystać z tych spotkań. Te grupy są przyszłością Kościoła i naszą.

Polska jest bogata męczeństwem naszych kapłanów i podczas II wojny światowej, i w okresie dominacji komunizmu. Broni nas przesłanie, wielka odwaga i wiara Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, krew bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów bestialsko mordowanych w tamtych trudnych czasach. Mamy przesłanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Nie dziwią więc próby podważania tych wielkich autorytetów i skandaliczne, nie poparte faktami, próby dyskredytowania Papieża Polaka kłamliwymi pomówieniami, że nie sprzeciwiał się pedofilii w Kościele. Czy nawet bezczelne próby jego „dekanonizacji”! Obrażanie naszych biskupów, krzykliwe i bezpodstawne wnioski o „delegalizację Kościoła”, jakby był jakąś nikomu niepotrzebną, skompromitowaną organizacją pozarządową, bluźniercze ataki na Matkę Bożą Częstochowską, „artystyczne” bluźniercze wystawy i spektakle dopełniają tego obrazu. W przeproszeniu potrzebna jest wielka narodowa modlitwa i ekspiacja. Mieliśmy i mamy wielu wspaniałych kapłanów, którzy są ludźmi wielkich poświęceń – ofiarni, kochani, autentyczni. Stójmy za nimi, brońmy ich i wspomagajmy. Bardzo ich potrzebujemy!

Zachowując spokój, musimy zdać sobie sprawę, że obecny atak na wiarę naszych dzieci jest potężny i podstępny. Posługuje się fake newsami, króluje w liberalnych mediach oraz ukrywa się w ciszy mediów społecznościowych.

Pamiętajmy, że ateiści atakujący Kościół, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką siłę daje wiara i żywa Boża obecność. Wygramy z nimi tylko wtedy, jeżeli tę wiarę zachowamy, przekażemy ją naszym dzieciom i pozostaniemy wierni Jezusowi Chrystusowi, który jest naszym Królem i prowadzi swój Kościół. Wszystkie problemy musimy nieustannie zanosić przed Boży tron, prosząc o pomoc w tym dramatycznym zmaganiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem