Reklama

Łódzka „owieczka” w Szwecji

2018-11-21 10:49

Ks. Paweł Kłys
Edycja łódzka 47/2018, str. IV-V

Archiwum sióstr
Charyzmat sióstr to dawanie Jezusowi dusz

Z s. Marią Karlą ze zgromadzenia Owieczek Maryi – łodzianka posługującą w Szwecji pod Kołem Podbiegunowym – o powołaniu i katolickiej posłudze wśród protestanckiej ludności rozmawia ks. Paweł Kłys

KS. PAWEŁ KŁYS: – Jak to się stało, że łodzianka, która skończyła Akademię Medyczną w Łodzi, została Misjonarką Miłości?

S. MARIA KARLA: – Pod koniec nauki w liceum – także w Łodzi (XXVI LO) Bóg obdarzył mnie bezcenną łaską nawrócenia. Zapragnęłam przemienić moje życie, zerwać ze wszelkim grzechem, ze wszystkim, co mogłoby obrazić Boga. Zaczęłam systematycznie i często przystępować do sakramentu spowiedzi i brałam udział w codziennej Mszy św. Zapragnęłam poznawać Pana Jezusa i tak naprawdę całym sercem i ze wszystkich sił Go kochać.
Dowiedziałam się, że Bóg ma konkretny plan – powołanie dla każdego człowieka. Modliłam się, pytałam, co mam robić w życiu? Wydawało mi się, że jestem otwarta na wszystko – chciałam wiedzieć, co Pan Bóg chce. W „międzyczasie”, czekając na odpowiedź, zaczęłam studia na Akademii Medycznej, żeby później moc służyć cierpiącym ludziom. W wakacje po 4-tym roku studiów, odpoczywając w kapliczce na Rusinowej Polanie (uwielbiałam wędrować po górach!), usłyszałam od znajomego dominikanina, że są w Warszawie siostry zakonne. – Niesamowite – mówił – radykalnie ubogie, żyją w bardzo prymitywnych warunkach, ciężko pracują, a takie są radosne!
Pojechałam na Grochowską, pobyłam u sióstr św. Matki Teresy przez tydzień i sama się przekonałam, że miał rację. Siostry zaprosiły mnie na uroczystość składania ślubów zakonnych i wtedy po raz pierwszy zobaczyłam św. Matkę Teresę. Podczas tamtej Mszy św. stało się dla mnie jasne, że mam natychmiast wszystko zostawić i cokolwiek to mnie będzie kosztować, mam pójść za Jezusem, tak jak czyni to ta maleńka, pochylona trudem życia zakonnica ubrana w sari.
Św. Matka Teresa przykazała mi skończyć najpierw medycynę, studiowałam więc jeszcze rok, ale zaraz po ostatnim egzaminie zgłosiłam się do aspiratu w Chorzowie. Łaska powołania zakonnego to jest niesamowity dar! Także niesamowita siła, dzięki której można pokonać wszelkie, największe nawet przeszkody! Było to na początku lipca 1989 r., minęło już wiele lat, ale nigdy, nawet przez chwilę, nie żałowałam tego wyboru. Moje serce jest pełne wdzięczności dla Boga!

– Jak Siostra trafiła ze zgromadzenia Sióstr Matki Teresy do Owieczek Maryi?

– Wciąż rosło we mnie pragnienie życia dla Boga, na modlitwie, w milczeniu, w samotności z Panem Jezusem... I ten ból, że Pan Jezus nie jest kochany, że ludzie nic sobie z Niego nie robią, że tak łatwo Go obrażają grzesznym życiem... Na misjach: w Albanii, w Kalkucie spotkałam się ze skrajną biedą. Poznałam wielu, wielu ludzi – najbiedniejszych z biednych, ale szczęśliwych i mocnych, bo mieli wiarę.
Dam tylko jeden przykład z Puke w Albanii. Dwudziestokilkuletni Luan spadł z rusztowania na budowie w Grecji i zginął na miejscu. Poszedł tam pieszo, żeby pomóc skrajnie biednej rodzinie. Poszłam do tego domu z drugą siostrą, żeby się razem z nimi pomodlić i ich podnieść na duchu, ale... stało się zupełnie przeciwnie... Gdy zobaczyłam biedę, czarne okopcone ściany, tłum biednych ludzi otaczających ciało zmarłego Luana..., to się rozpłakałam. Podszedł do mnie jego ojciec, mocno przytulił do siebie i powiedział: „Siostro, nie martw się – Bóg o nas nie zapomniał”. Największa bieda człowieka to brak wiary i miłości do Boga, to grzeszne życie.
Coraz bardziej pragnęłam modlitwy – modlić się o łaskę nawrócenia dla biednych ludzi, o łaskę wiary, ale jeszcze więcej pragnęłam przepraszać Boga i coraz więcej z Nim być, coraz bardziej Go kochać...
Widziałam też, że jest bardzo wiele osób, organizacji i zakonów, które niosą rożnego rodzaju pomoc ludziom w potrzebie. W samej Kalkucie, pracując w domu dla umierających, spotykałam tłumy woluntariuszy przeróżnego pochodzenia, statusu, wiary i bez wiary... A z drugiej strony rosło we mnie przekonanie, że potrzeba ludzi, którzy będą żyli tylko dla Boga, trwając na modlitwie, adorując Najświętszy Sakrament i ja coraz bardziej pragnęłam takiego życia.
Gdy tylko dowiedziałam się, że s. Amada odejdzie, najpierw na próbę, żeby założyć taki kontemplacyjny klasztor, poprosiłam o pozwolenie, żeby do niej dołączyć. Mam w sercu ogromną wdzięczność dla sióstr św. Matki Teresy za wszystko, czego wśród nich doświadczyłam, za wszystkie lata przeżyte razem!

– Jak powstało zgromadzenie zwane Baranki albo Owieczki Maryi?

– Marias Lamm (Owieczki Maryi) założyła s. Amada Moberg, która po trzydziestu latach bardzo odpowiedzialnego i szczęśliwego życia wśród Misjonarek Miłości poprosiła o trzyletni czas próby, by rozpocząć tę nową, kontemplacyjną drogę życia za zgoda ks. bpa Szwecji, a teraz kard. Andersa Arboreliusa i w jego diecezji.
S. Amada odpowiedziała na rosnącą w jej sercu miłość do Maryi, Bożej Matki i naszej najprawdziwszej Matki i na rozwijające się w niej jednocześnie, przez wiele lat, pragnienie rozpoczęcia nowej drogi życia, całkowicie skupionej przy Maryi – należeć całkowicie, bez reszty do Maryi, wraz z Maryją i za Nią iść nieustannie do Jezusa i jak pasterka zwołuje, i wiedzie owce, tak, wraz z Maryją i z Jej pomocą, prowadzić dusze do Jezusa – jedynego Źródła i Celu życia każdego człowieka. Kochać Boga w całkowitym ogołoceniu ze wszystkiego, należąc bez reszty do Niego, ofiarować Mu cały swój czas, siły, wszystko, modląc się o zbawienie ludzi.
Powstawanie klasztoru tu w tej części Europy, gdzie ludzie przez wieki pozbawieni byli katolickiej wiary, jest bardzo trudne – po każdym względem – materialnym, duchowym, warunków atmosferycznych..., lecz każdego dnia, od początku w grudniu 2011 r. przepełniał nasze serca głęboki pokój i wdzięczność wobec Boga za dar tego życia zakonnego dla Niego i z Nim, po raz pierwszy obecnym tutaj w Najświętszym Sakramencie. 1 maja 2015 r. Ksiądz Biskup oficjalnie nas przyjął i wtedy s. Ama-
da pierwsza złożyła swoje wieczyste śluby.

– Czym charakteryzuje się Sióstr duchowość i kto patronuje zgromadzeniu?

– Nasza duchowość jest na wskroś maryjna. Być jak Maryja całkowicie oddane Jezusowi, w Jego Kościele. Jako oblubienice Jezusa ofiarować Mu nasze życie z bezgraniczną wdzięcznością za to, że nas kocha i powołał, by żyć tylko dla Niego samego. Ofiarować się Chrystusowi dla zbawienia dusz tutaj w Skandynawii i dla świętego Kościoła katolickiego. Naszą patronką jest Matka Boża Fatimska, a św. Józef jest opiekunem klasztoru.

– Jak Siostry realizują swój charyzmat?

– Nasz charyzmat to dawać Panu Jezusowi dusze, najpierw nasze własne, pragnąc tylko zbawienia dusz, które jest dane ludziom w Kościele katolickim. Ale to zaczyna się dla nas w głębokim pragnieniu naszego własnego zjednoczenia z Chrystusem. Co nie znaczy, że spędzamy całe dnie w kaplicy, ale jest to nieustanne wewnętrzne skupienie na tym celu i ofiarowanie wszystkich chwil codziennego życia w klasztorze: milczenie, samotność, modlitwa, monastyczna praca... i nasze śluby zakonne.
Razem ze ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa składamy też czwarty ślub – nieustannego nawracania się. Wszystko przepełnione jest duchem wdzięczności i radości. Staramy się jak najpiękniej przeżywać i akcentować świętą liturgię. Kochamy śpiew gregoriański, choć nie śpiewamy wszystkich godzin brewiarzowych – tylko Jutrznię, Nieszpory i Kompletę, gdyż więcej czasu poświęcamy na cichą adorację Najświętszego Sakramentu.
Tutaj w krajach protestanckich Pan Bóg nie jest adorowany w Najświętszym Sakramencie, nie jest znany. Dzięki Jego Opatrzności adorujemy Najświętszy Sakrament codziennie przez kilka godzin i raz w tygodniu w nocy.
Jeden Różaniec odmawiamy codziennie razem, także codziennie śpiewamy Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Marii Panny i uroczyście obchodzimy wszystkie święta Matki Bożej. Jesteśmy zawsze otwarte dla odwiedzających gości, którymi w ogromnej większości są protestanci. Całym sercem pragniemy dzielić się z nimi prawdą, pięknem i światłem tego bezcennego skarbu, jakim jest katolicka wiara.
Pracujemy w samotności i w milczeniu. Rzeźbimy w drewnie, produkujemy naturalne mydło, odlewamy i malujemy świece. Będąc tylko dwie, mamy dużo pracy z utrzymaniem dwóch starych budynków (dawno opuszczona szkoła i dom, gdzie mieszkali nauczyciele), które czekają na przebudowę, gdy tylko będą na to pieniądze.
Nasz klasztor leży na uboczu wioski, na dość wysokim wzgórzu. Zimą ten stromy podjazd jest bardzo trudny, a dla naszego starego samochodu często niemożliwy. Bardzo jest nam potrzebny nowy, mocny samochód, napędzany na cztery kola, dostosowany do tych bardzo trudnych warunków: mróz każdej zimy minus czterdzieści stopni, utrzymujący się przez kilka tygodni, ciemno, dużo śniegu, ślisko, losie i renifery wybiegające na drogę... Nie mając kapłana na stale, najczęściej musimy przemierzać 400 km w jedna stronę do najbliższego kościoła katolickiego (nasza parafia w Lulea) na niedzielna Mszę św.

– Gdyby jakaś dziewczyna chciała jak Siostry posługiwać w zgromadzeniu to, co powinna zrobić?

– Najpierw powinna zdawać sobie sprawę, że każdy początek jest bardzo trudny, że nie wszystko jest w pełni zorganizowane, zapewnione, zabezpieczone... Zupełnie polegamy na Opatrzności Boga i na Jego ojcowskiemu prowadzeniu dzień po dniu. Całą nasza ufność pokładamy w Bogu! Powinna do nas napisach i przyjechać, najpierw na czas próby, a później, jeśli taka jest wola Boża, rozpocząć tutaj zakonną formację.

Jeśli ktoś z Czytelników zechciałby poznać bliżej siostry lub napisać od nich, to może to zrobić zaglądając na: www.mariaslamm.se lub pisząc na adres: stjosefskloster@gmail.com. Można także wspomóc posługę Sióstr, a przez to przyczynić się do zakupu przez siostry tak potrzebnego do ich posługi samochodu, wypłacając swój dar serca na konto: Marias Lamm, cel: kupno samochodu, Iban: SE 7060 000000000 4961 43611, Swift: Handsess Clearing: 6208 HANDELSBANKEN. Adres: Marias Lamm, St. Josefs Kloster, Skolvägen 7, 980 13 Lannavaara, Sverige.

Tagi:
wywiad

Reklama

Ks. Studnicki: kryzys Kościoła powinniśmy przeżywać we wspólnocie

2019-05-22 10:28

rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, to mnie nie dotyczy – podkreśla ks. Piotr Studnicki, koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka w rozmowie z KAI. Odnosząc się do problemu wykorzystywania małoletnich przez duchownych podkreśla, że czyny przestępców w sutannach rzucają cień na całą wspólnotę, dlatego wiernym tak bardzo potrzebne jest wyjaśnienie i głos ze strony duszpasterzy. Zwraca też uwagę, że potężny kryzys, w jakim znalazł się Kościół, to szansa na wspólnotowe i osobiste nawrócenie.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Ks. Piotr Studnicki: – To bardzo trudny film. Bolesne są świadectwa ofiar, a sceny konfrontacji głęboko przeszywające. Jest on także zawstydzający ponieważ sprawcami tych przestępstw są księża, a wszystko działo się we wspólnocie Kościoła. Zawstydza również odpowiedź Kościoła, która - jak boleśnie obnaża film - jest niewystarczająca.

W filmie widzimy np. jak są przyjmowane przez delegatów osoby pokrzywdzone. Chociaż zgodnie z kościelnymi procedurami osoba pokrzywdzona ma prawo, aby podczas rozmowy z delegatem towarzyszył jej ktoś bliski, członek rodziny, psycholog lub prawnik, osoba towarzysząca zostaje wyproszona. Widać więc, jaki ogrom pracy przed nami, przede wszystkim, aby zmieniać świadomość i wrażliwość, i to zaczynając od pierwszego kroku, jakim jest wysłuchiwanie ofiar.

- Film wywołał ogromną dyskusję. Czy będzie ona miała przełożenie na konkretne działania Kościoła?

- – Mam wielką nadzieję, że okażą się elementami mobilizującymi nas i przyspieszającymi nasze działania na rzecz ochrony dzieci i młodzieży. Liczę, że publiczna debata wywołana filmem braci Sekielskich uwrażliwi nas na temat wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele i społeczeństwie.
Dyskusja wokół filmu ma ogromną wartość. Czasem pojawiają się głosy, że pokazanie zła w Kościele jest atakiem na Kościół. Przeciwnie. W kontekście skandalu wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych papież Benedykt XVI powiedział, że największe prześladowania i cierpienia Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z wnętrza Kościoła. Atakiem na Kościół są przede wszystkim grzechy i przestępstwa ludzi Kościoła. Moment ujawnienia tego zła jest jakimś rodzajem błogosławieństwa. Gdy to straszne zło zostaje nazwane i potępione, mamy szanse się z nim zmierzyć i je odrzucić.
Zdaję sobie równocześnie sprawę, jak niełatwy jest to czas dla wielu osób w ten sposób skrzywdzonych. Tocząca się debata na ten temat – choć tak bardzo potrzebna – u wielu z nich boleśnie otwiera głębokie rany, które w sobie noszą. Musimy mieć tego świadomość i szukać takiego języka, by nie dodawać bólu osobom poranionym.

- Czy film i debata nie jest też szansą, pozytywnym bodźcem dla tych osób?

- – Osobom pokrzywdzonym, które swej historii nie zgłosiły jeszcze organom ścigania lub Kościołowi, może dodać odwagi, aby to uczyniły. Z wyników kwerendy przeprowadzonej przez ISKK jasno widać, że z roku na rok tych zgłoszeń jest więcej, ale dotychczas nie odnotowano jakiejś fali ujawnień, charakterystycznej przy przebiegu tego kryzysu w Kościele w innych krajach. Możemy się spodziewać, że taka bolesna fala jest dopiero przed nami.
Dlatego bardzo potrzebujemy uczyć się słuchać pokrzywdzonych, przyjmować z wdzięcznością i wspierać tych, którzy odważają się mówić o swoim cierpieniu. To wyzwanie dotyczy każdego. Szczególna odpowiedzialność spoczywa na spowiednikach, którzy są często powiernikami najgłębszych i najboleśniejszych ludzkich tajemnic. Choć sami są związani tajemnicą spowiedzi, powinni robić wszystko aby poprzez posługę sakramentalną wzmocnić i zachęcić osobę pokrzywdzoną do zgłaszania swojej krzywdy organom ścigania i Kościołowi. Przykładem może być ks. Jan Kaczkowski. Umiał dostrzec cierpienie osoby, która początkowo wcale nie miała zamiaru ujawniać swojej historii i pomógł jej opowiedzieć o swoim cierpieniu. To jest często konieczne dla rozpoczęcia procesu wewnętrznego uzdrowienia, podobnie zresztą jak fakt ukarania sprawcy.
Myślę, że w tym kontekście konieczne jest rozliczenie tych przypadków, w których pokrzywdzeni nie czuli się wysłuchani. Zgłaszali nadużycie, ale nie zostali przyjęci lub też przełożeni kościelni nie zareagowali w sposób właściwy. W filmie padają też takie zarzuty i wszystkie te sprawy muszą zostać wyjaśnione.

- Przełożeni kościelni będą musieli ponieść konsekwencje?

- – Już w 2002 r. papież Jan Paweł II wskazał, że kryzys ma dwie przyczyny. Pierwszą są przestępcze czyny duchownych względem małoletnich, a drugą – zaniedbania lub błędne decyzje przełożonych. Za opatrznościowy można uznać fakt, że ukazanie się filmu zbiega się w czasie z „Motu Proprio” papieża Franciszka. Dokument ten ustanawia precyzyjne procedury pociągania do odpowiedzialności przełożonych kościelnych, którzy wykazali się rażącymi zaniedbaniami w sprawie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Papież dał więc całemu Kościołowi odpowiednie narzędzia do rozwiązania tego problemu. To będzie wymagało wielkiej mobilizacji, ale Kościół – także w Polsce – będzie się musiał do tego zastosować.

- Co myśli Ksiądz o projekcie powołania niezależnej komisji, która mogłaby się zająć zbadaniem zjawiska wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele?

- – Nie mam wątpliwości, że potrzebne jest otwarcie na kompetentnych ludzi świeckich, do czego zresztą zobowiązuje papież Franciszek w najnowszym dokumencie. Konieczne są też badania historyczne, wyjaśnienie spraw z przeszłości, które do dziś bulwersują opinie publiczną. To wyjaśnianie powinno być maksymalnie transparentne. Trzeba się na to zdobyć ze względu na ewentualnych pokrzywdzonych lub, jeśli oskarżenia są bezpodstawne, z uwagi na dobre imię oskarżanego. Jeśli nie zmierzymy się z niewyjaśnioną przeszłością, będzie ona rzucała cień na teraźniejszość i konsekwentnie podważała naszą wiarygodność.

- Jak wygląda obecnie w Polsce pomoc dla ofiar wykorzystania seksualnego przez duchownych? Czy Kościół ma w tym względzie jakieś systemowe rozwiązania?

- – Wytyczne przyjęte przez Kościół przewidują pomoc prawną, psychologiczna i, o ile osoba sobie tego życzy, także duchową. Musimy jednak uderzyć się w pierś i przyznać, że z realizacją bywa bardzo różnie. Są diecezje, które są lepiej do tego przygotowane, inne zdecydowanie słabiej. Nie mam wątpliwości, że potrzeba w tym względzie o wiele więcej naszej inicjatywy i zbudowania systemu bardziej kompleksowej pomocy.

- Czy możemy mówić, że Kościół znalazł się w kryzysie?

- – Zdecydowanie tak i bardzo ważne, abyśmy w Kościele nauczyli się na ten temat rozmawiać, na różnych poziomach – począwszy od hierarchii, poprzez szeregowych księży i zgromadzenia zakonne, po wiernych świeckich, których przecież obecny kryzys głęboko dotyka. Duszpasterze nie mogą ich zostawić samych. Musimy się zastanawiać, jak przejść to doświadczenie razem, we wspólnocie Kościoła. Widzę tu też rolę do odegrania dla mediów katolickich.
Prowadzone są cykle szkoleń dla księży, kleryków, katechetów, które uwrażliwiają na problem wykorzystania seksualnego nieletnich. Ta tematyka powinna być też podejmowana w parafiach, tak, by wierni mieli szansę usłyszeć podczas kazania w kościele, na czym polega problem, jak należy właściwie reagować i na czym naprawdę polega w tym kontekście dobro wspólnoty.
Otwarta rozmowa jest szczególnie potrzebna, wręcz niezbędna, w parafiach, w których doszło do dramatu wykorzystania nieletnich. Nie może być tak, że wszyscy o tym wiedzą ale panuje milczenie. Transparentna komunikacja jest niezbędna na odbudowanie zaufania. W przeciwnym przypadku ojcowie i matki będą się słusznie obawiać powierzać swe dzieci duszpasterstwu parafialnemu. I to będzie w pełni zrozumiałe. Rodzice musza wiedzieć, że ich dziecko jest bezpieczne.

- Jak my, chrześcijanie, powinniśmy przeżywać ten kryzys?

- – W obecnym kryzysie powinniśmy widzieć szansę na spotkanie z Jezusem. W historii każdego pokrzywdzonego człowiek wierzący winien dostrzec cierpienie samego Jezusa. Chrystus utożsamia się ze skrzywdzonym dzieckiem, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Papież Franciszek wzywa nas, abyśmy w gniewie osób pokrzywdzonych dostrzegali gniew samego Boga – zranionego i sprofanowanego. Takie spojrzenie wiary służy naszemu nawróceniu.
Ten kryzys jest również szansą na oczyszczenie i umocnienie wspólnoty Kościoła. Przestępcze czyny niektórych rzuciły cień na całą wspólnotę. Nie ma się co dziwić, że to nas wszystkich dotyka i zawstydza. Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, mnie to nie dotyczy. W ten sposób z całym realizmem i bólem odczuwamy jak bardzo jesteśmy jednym organizmem.
W tym także powinniśmy widzieć możliwość naśladowanie Jezusa. Przecież on nie cierpiał za własne grzechy ale za grzechy nas wszystkich. Każdy uczeń Jezusa jest też powołany do takiego noszenia grzechów innych. „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”. Do pokutowania za grzechy innych wzywa nas też Matka Boża z Fatimy. Przyjmując i nosząc z godnością osobiście niezasłużone cierpienie wstydu, mam szansę spotkać i naśladować Chrystusa.
Wreszcie, ten kryzys jest też szansą na powszechne przeoranie świadomości i wrażliwości ludzi w kwestii wykorzystania seksualnego małoletnich. Jeśli nie zwyciężą w nas mechanizmy wyparcia i nauczymy się otwarcie rozmawiać na te tematy i odważnie i bezkompromisowo zwalczać wszelkie tego rodzaju patologie, to nasze wspólnoty staną się bardziej bezpieczne dla dzieci i młodzieży. Jeśli nie zabraknie zdrowego rozsądku i dobrej woli do współpracy, to te zmiany będą dotyczyły nie tylko Kościoła, ale także całego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskupi do wiernych: nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom

2019-05-22 16:40

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom” – napisali biskupi do wiernych w liście przeznaczonym do odczytania w kościołach w niedzielę 26 maja. List zatytułowany "Wrażliwość i wierność" napisali hierarchowie zebrani dziś w Warszawie na posiedzeniu Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski.

KEP

Publikujemy treść listu:

WRAŻLIWOŚĆ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Słowo biskupów do wiernych
Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych,
którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej
kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mk 9, 42)

Drogie Siostry i drodzy Bracia!
W ostatnim czasie wspólnota Kościoła w Polsce wstrząsana jest kolejnymi bolesnymi informacjami o wykorzystywaniu seksualnym dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych. Przestępstwa te są źródłem głębokiego cierpienia osób pokrzywdzonych. Nie ma słów, aby wyrazić nasz wstyd z powodu skandali seksualnych z udziałem duchownych. Są one powodem wielkiego zgorszenia i domagają się całkowitego potępienia, a także wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec przestępców oraz wobec osób skrywających takie czyny.

Cierpienia osób pokrzywdzonych dotykają nie tylko ich samych, ale także całych rodzin oraz wspólnot kościelnych. Przestępstwa te „przysłoniły blask Ewangelii takim mrokiem, jakiego nie znały nawet wieki prześladowań” (Benedykt XVI, List do katolików w Irlandii, 19.03.2010).

Głęboko tkwią w nas wykrzyczane słowa świadectwa osoby pokrzywdzonej, iż Chrystus nie krzywdził dzieci. „To [co ksiądz zrobił] naprawdę odcisnęło bardzo duże piętno na moim dorosłym życiu. Ja do tej pory mam koszmary. Cały czas jest to we mnie” – tak powiedziała w filmie w czasie konfrontacji z oprawcą 39-letnia Anna, przed laty 9-letnia uczennica. I drugie świadectwo, przekazane w artykule napisanym przez dorosłego dziś mężczyznę: „Nie mam żalu do Kościoła. Wiem, że skrzywdził mnie nie [cały] Kościół, lecz konkretna osoba. Nie wiem, czy ktokolwiek z przełożonych cokolwiek o tym wiedział. Ale martwi mnie, że tacy jak ja, pozostają poza kościelną sferą uwagi”. Obydwa wyznania są wstrząsające – to nigdy nie powinno się było wydarzyć.

1. Świadectwo cierpienia

Wielu z nas obejrzało film „Tylko nie mów nikomu”. Ten dokument, to przede wszystkim wstrząsające relacje dorosłych dziś osób, wykorzystywanych w dzieciństwie przez duchownych. Zawiera on także przykłady braku wrażliwości, grzechu zaniedbania i niedowierzania osobom skrzywdzonym, co w konsekwencji chroniło sprawców. Film, przyjmując perspektywę pokrzywdzonych, uświadomił nam wszystkim ogrom ich cierpienia. Każdy, kto jest wrażliwy, poznając losy osób pokrzywdzonych, odczuwa ból, wzruszenie i smutek wobec ich cierpienia. Dziękujemy wszystkim, którzy mieli odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że żadne słowo nie jest w stanie wynagrodzić im krzywd, jakich doznali.

Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom.

Dla wielu wiernych, szczególnie dla młodych szczerze szukających Boga, skandale seksualne z udziałem duchownych stają się ciężką próbą wiary i powodem do wielkiego zgorszenia. Rozczarowanie i oburzenie jest tym większe i boleśniejsze, że dzieci zamiast troskliwej miłości i towarzyszenia w szukaniu bliskości Jezusa doświadczyły przemocy i brutalnego odarcia z godności dziecka. Od początku swego istnienia wspólnota kościelna uznawała takie zachowania za wyjątkowo ciężki grzech; według słów Chrystusa „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mk 9,42). „Biada człowiekowi przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18,7).

2. Wrażliwość

Wszyscy, zarówno duchowni, jak i świeccy, jako społeczność, musimy stworzyć właściwą przestrzeń do przywrócenia pokrzywdzonym jak najbardziej normalnego życia, a także do odbudowania zaufania wobec duszpasterzy i biskupów.

Wyznania pokrzywdzonych przynaglają nas, biskupów, ale i wszystkich ludzi dobrej woli do większego wyczulenia na zagrożenia; do większej wrażliwości na pomoc pokrzywdzonym. Zarówno niebezpieczeństwa, jak i konieczność wsparcia dotyczą każdego środowiska, nie tylko kościelnego, ale i rodzin, szkół, klubów sportowych i wielu innych grup. Sytuacje życiowe pokrzywdzonych skłaniają do szybszego i skuteczniejszego pomagania im. Oni potrzebują wielkiej wrażliwości i wsparcia, by odnaleźć równowagę życia.

Prosimy osoby pokrzywdzone przez duchownych, aby zgłaszały doznaną krzywdę do przełożonych kościelnych oraz do odpowiednich organów państwowych. W każdej diecezji i w wielu prowincjach zakonnych został wyznaczony delegat upoważniony do przyjmowania zgłoszeń o wykorzystaniu seksualnym małoletnich przez osobę duchowną. Ma on też pomóc w otrzymaniu wsparcia psychologicznego, prawnego i duszpasterskiego. Chcemy wspierać pokrzywdzonych od początku tej drogi w podjęciu kroków potrzebnych do przezwyciężania skutków doznanej krzywdy.

Przyjmujemy z wdzięcznością nowe motu proprio papieża Franciszka, w którym Ojciec Święty nakazuje zgłaszanie takich przestępstw i przewiduje poważne kary dla przełożonych, którzy zaniedbywali swoje obowiązki chronienia owczarni Chrystusowej. Pamiętamy też o tym, że według zawartych w tym dokumencie nowych norm prawa kościelnego nikogo przy zgłaszaniu przestępstwa nie wolno zobowiązywać do milczenia. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby te zgłoszenia w instytucjach kościelnych przebiegały ze współczuciem i z jak największą wrażliwością oraz w poczuciu bezpieczeństwa dla każdej osoby i jej dramatu. Będziemy też nadal zgłaszać przestępstwa państwowym organom ścigania.

Wielu duchownych i świeckich pracuje z osobami, które odważyły się powiedzieć o swoich traumatycznych doświadczeniach. Nie rozgłaszamy tego, ponieważ szanujemy ich prawo do prywatności. Być może sami zdecydują się o tym głośno mówić. Reakcja najbliższego otoczenia rzadko niestety opiera się na życzliwości i wrażliwości. Często jest okrutna, bezmyślna i bezlitosna, czasem pełna wyrzutów, przez co nam wszystkim potrzebna jest zmiana mentalności, by osoby poszkodowane w dzieciństwie lub młodości w delikatnej sferze seksualności były chronione i wspierane.

3. Odpowiedzialność

Zwracamy coraz większą uwagę na wychowanie w seminariach i kształtowanie osobowości przyszłych księży. Nie chcemy dopuścić, aby w szeregach duchowieństwa znalazły się osoby niedojrzałe, niezdolne do wierności złożonym ślubom i przyrzeczeniom. Ponadto, od sześciu lat koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży powołany przez Konferencję Episkopatu Polski organizuje wraz z zespołem współpracowników Centrum Ochrony Dziecka liczne szkolenia dla duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Przygotowujemy w diecezjach i w zgromadzeniach zakonnych także system zapobiegania; ma on pomóc ochronić dzieci i młodzież przed potencjalnym wykorzystaniem seksualnym. Chcemy, by ich bezpieczeństwo stało się priorytetem we wszystkich środowiskach.

W tym kontekście w szczególny sposób doceniamy pracę zdecydowanej większości kapłanów, którzy wierni Ewangelii gorliwie i ofiarnie służą Bogu i ludziom. Nie pozwólmy, by dobro, które dokonuje się w Kościele przez ich posługę, przesłoniły nam grzechy konkretnych osób. Na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej nie przenośmy też win konkretnych osób w sutannach na wszystkich księży. Tych czynów dopuścili się konkretni ludzie i oni powinni zostać ukarani za swoje czyny. Wesprzyjmy w tych trudnych chwilach kapłanów pracujących z poświęceniem, by nie utracili zapału i otrzymali umocnienie ze strony wiernych świeckich.

Wspólnie ze wszystkimi ludźmi dobrej woli jednoczymy wysiłki w rozpoznawaniu i eliminowaniu czynników sprzyjających przestępstwom. Prosimy o wsparcie wychowawców i opiekunów dzieci i młodzieży w przedszkolach i szkołach oraz w zakładach opiekuńczo-wychowawczych. Prosimy o pomoc w zdobywaniu odpowiedniej wiedzy i umiejętności, by wszystkie placówki prowadzone przez Kościół stały się domami bezpiecznymi, wyznaczającymi najlepsze standardy ochrony dzieci. Taki sam apel kierujemy do odpowiedzialnych za ruchy katolickie i organizacje młodzieżowe. Bądźmy wszyscy bardziej wrażliwi wobec dzieci i młodzieży, a także wobec osób pokrzywdzonych.

Zakończenie

Nasze słowo do wszystkich ludzi dobrej woli kończymy modlitwą do Ducha Świętego:
Oto jesteśmy, Panie, Duchu Święty.
Jesteśmy – wprawdzie obciążeni grzechem,
lecz zgromadzeni w imię Twoje.
Przyjdź do nas i bądź z nami,
Racz obmyć nasze serca
i naucz nas, co mamy czynić,
dokąd mamy zmierzać,
Powiedz, co mamy podjąć,
abyśmy wsparci Twoją mocą
Tobie zdołali podobać się we wszystkim. (św. Augustyn)

Przyzywając mocy Ducha Świętego i wstawiennictwa Maryi, Matki Kościoła,
Jej powierzając osoby skrzywdzone, rodziny, dzieci i młodzież oraz wspólnoty kościelne,
upraszamy w modlitwie ducha pokory i odwagi,
aby nie dać się zwyciężyć złu i ogarnąć troską wszystkich.

Podpisali:
Biskupi zebrani na posiedzeniu Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski

Warszawa, 22 maja 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek spotkał się z lekarzem, który naprawia kobiety

2019-05-22 18:17

vaticannews / Watykan (KAI)

Papież Franciszek spotkał się Denisem Mukwegą, który jest ubiegłorocznym laureatem pokojowej Nagrody Nobla. Otrzymał ją za działania mające na celu ukrócenia barbarzyńskiego procederu stosowania przemocy seksualnej jako narzędzia wojny. Ten 64-letni lekarz pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga, jest ginekologiem-położnikiem i protestanckim pastorem. Popularnie nazywany jest „lekarzem który naprawia kobiety””.

wikipedia.org

Denis Mukwega rozmawiał z Ojciec Świętym na zakończenie audiencji środowej. Podkreśla, że jest pod ogromnym wrażeniem Papieża i jego zaangażowania na rzecz ubogich i potrzebujących na całym świecie. „Franciszek odważnie upomina się o konieczność poszanowania godności każdego człowieka. W moim kraju jest to bardzo ważne, bo życie ludzkie straciło tam jakąkolwiek wartość” – mówi Denis Mukwega.

"Papież Franciszek dobrze zna problemy mojego kraju, w którym od 20 lat trwa niekończący się konflikt. Kosztował on życie ponad 5 mln ludzi, a świat tego nie chce widzieć. Mamy 4 mln wewnętrznych uchodźców pozostawionych na łaskę losu, bez koniecznych leków i żywności – mówi Radiu Watykańskiemu Denis Mukwega. – Papież troszczy się o potrzebujących. Jestem przekonany, że jest człowiekiem Boga i spotkanie z nim umocniło mnie w mej służbie. Ważne jest zaangażowanie Stolicy Apostolskiej w obronę wartości i godności każdego człowieka. To jest fundamentalne. W Kongu doprowadzono do tego, że życie ludzkie nie ma najmniejszej wartości, ludzie giną z byle powodu, a niby jesteśmy chrześcijańskim krajem. Musimy młodemu pokoleniu zaszczepić szacunek dla drugiego człowieka i w tym dziele chcemy współpracować z ludźmi, którzy tę wartość powierzoną nam przez Boga podzielają".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem