Reklama

Byliśmy razem przy ołtarzu i przy redakcyjnym stole

2018-12-05 11:05

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 23

Archiwum „Niedzieli”
Podczas kolegium redakcyjnego edycji płockiej w centrali „Niedzieli” w Częstochowie, pierwszy z lewej – ks. Adam Łach

Wiadomość o nagłej śmierci ks. Adama Łacha, proboszcza w Nowym Duninowie, który przez niemal dekadę był redaktorem odpowiedzialnym za płocką edycję „Niedzieli”, z trudem jeszcze dociera do naszej świadomości

Przez wiele lat ks. Adam Łach był jednym z nas. Również wtedy, gdy przestał przyjeżdżać do Częstochowy, pozostał wierny „Niedzieli”, a my nadal traktowaliśmy go jak kogoś bardzo bliskiego. Należał do „niedzielnej” rodziny. Obok tego mocnego mężczyzny o szczerej twarzy, wielkim sercu i dużym poczuciu humoru nie sposób było przejść obojętnie. Ceniliśmy jego dobroć, pracowitość, profesjonalizm i oddanie dla misji „Niedzieli”. Ale nade wszystko kochaliśmy go jako człowieka i kapłana. Nie sposób zliczyć przegadanych w redakcji godzin i litrów wypitej kawy, setek pomysłów, dyskusji i kończonych salwami śmiechu anegdotek, którymi sypał jak z rękawa. Wielu z nas pamięta jubileusz edycji płockiej, na który zjechało się towarzystwo z 21 lokalnych edycji „Niedzieli”, z ówczesnym redaktorem naczelnym ks. inf. Ireneuszem Skubisiem na czele. Wspaniałe spotkanie okazało się wkrótce spotkaniem pożegnalnym z edycją, chociaż nitki wiążące ks. Adama z redakcją nigdy na dobre nie zostały zerwane.

Ks. Adam Łach współpracę z redakcją „Niedzieli” zaczął 1997 r., jako drugi z kolei redaktor edycji płockiej. W pracę redakcyjną wprowadzał go poprzednik ks. Jan Augustynowicz, który też już odszedł do wieczności. Ks. Adam miał redaktorskie oko. Jako dziennikarz kreatywny, rzutki i pracowity w krótkim czasie stał się jednym z najlepszych redaktorów edycyjnych. Po latach tak go pamięta redaktor naczelna „Niedzieli” Lidia Dudkiewicz: – Ks. Adam pracował w „Niedzieli” do 2008 r. Dziennikarze „Niedzieli”, którzy znali ks. Adama i z nim współpracowali, przyznają, że był to człowiek z niezwykłą charyzmą – ciepły, nieformalny, zwyczajny, a zarazem wyjątkowy. Zapamiętaliśmy go jako sumiennego redaktora i dobrego organizatora. Jego wiedza i rzetelność były podstawą w pracy dziennikarskiej, w pisaniu artykułów i organizowaniu materiałów do cotygodniowego wydania edycji płockiej „Niedzieli”. Miesiąc temu miałam łaskę spotkać ks. Adama na Jasnej Górze w przejściu między Kaplicą Cudownego Obrazu Matki Bożej a Bazyliką Jasnogórską. Kilka serdecznych słów starych przyjaciół, z zaproszeniem na spotkanie przy redakcyjnym stole podczas następnego jego pobytu na Jasnej Górze. Dziękujemy ks. Adamowi za współpracę i wierność „Niedzieli”, za ubogacanie nas świadectwem swojego kapłańskiego życia. Pozostanie w naszej pamięci i modlitwie.

Ks. Mariusz Frukacz, który pojawił się w „Niedzieli” w tym samym czasie co ks. Łach, pamięta dobrze tego nietuzinkowego kapłana: – Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jego pasją było kapłaństwo oraz drugi człowiek. I tę właśnie pasję przekładał na pracę dziennikarską. Wiedział, jak ważne jest dobrze prowadzone pismo katolickie. Sam bardzo kompetentnie podczas naszych spotkań wypowiadał się na temat roli mediów w Kościele. Bronił wartości pism katolickich. Robił wszystko, co było w jego mocy, aby „Niedziela” była obecna w przestrzeni publicznej. Był też bardzo otwarty na drugiego człowieka, koleżeński. Kierował się normalnością. Spotykałem go z różańcem w ręku.

Reklama

Ks. Tomasz Opaliński, obecnie proboszcz parafii w Janowie (diecezja płocka), a także nasz wieloletni przyjaciel i współpracownik, nie kryje emocji: – „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy” – głoszą słowa prefacji z Mszy św. za zmarłych. „Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się.

Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się.

Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy” (Edward Stachura). To, co Boże, i to, co ludzkie. Dwa teksty, które przecinają się tam, gdzie zaskakuje nas to, że ktoś może odejść z tego świata tak po prostu, z marszu, zamiast na Liturgię odprawianą w parafialnym kościele iść prosto na Liturgię Niebieską... Tak odszedł od nas ks. Adam Łach. Wśród tylu ludzi – parafian, rodziny, przyjaciół, znajomych na Facebooku – odchodził sam...

Zabolało... Bo to kolejny członek redakcyjnej rodziny „Niedzieli Płockiej”, który odszedł tak nagle i przedwcześnie – więzy przyjaźni mimo rozwiązania edycji płockiej przecież pozostały: cztery lata temu nasz redakcyjny fotograf Darek Świtalski, nieco ponad rok temu ten, który rozpoczynał działalność edycji – ks. Jan Augustynowicz... Ale skoro „życie wiernych się nie kończy”, skoro „cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy”, to niech ten ból utrwali wszystko to, co było dobre, aby pozostało nie tylko na służbowych i prywatnych (gdzie tu jest granica?) fotografiach, ale też w nas. Nie wiem, czy w niebie będzie taka kawa, jakiej morze wypiliśmy na redakcyjnych kolegiach i przy komputerach... Ale wierzę, że my, którzy tu jeszcze pielgrzymujemy, spotkamy się kiedyś z tymi, do których Ty, Księże Adamie, teraz dołączyłeś.

* * *

Ks. Adam urodził się w Przasnyszu w 1971 r., święcenie kapłańskie przyjął w 1995 r., tak więc w redakcji przy ul. 3 Maja 12 w Częstochowie pojawił się jako młodziutki ksiądz. Studiował na ówczesnej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, ukończył również studia na wydziale dziennikarskim UKSW. Z redakcją „Niedzieli” był związany przez 9 lat, do ostatniego numeru „Niedzieli Płockiej”. W swojej macierzystej diecezji duszpasterzował w parafii pw. Świętej Trójcy w Rypinie, a przez ostatnią dekadę był proboszczem w parafii pw. św. Mikołaja w Duninowie. Pracował też w Wydziale Kultury i Środków Społecznego Przekazu Kurii Diecezjalnej Płockiej (od 1997 r.). Pełnił funkcje diecezjalnego korespondenta KAI (od 2000 r.) oraz kapelana strażaków z OSP w gminie Nowy Duninów (od 2009 r.). W tym roku otrzymał urząd wicedziekana dekanatu gostynińskiego. Zmarł nagle 27 listopada 2018 r. na swojej plebanii.

Zgodnie z wolą wyrażoną w testamencie ciało ks. Adama Łacha spoczęło na cmentarzu w Duninowie. Mszy św. pogrzebowej, sprawowanej 1 grudnia br., przewodniczył bp Mirosław Milewski. Kochany nasz „Księże z Płocka”, będziemy pamiętać przede wszystkim w modlitwie.

Tagi:
wspomnienia wspomnienie

Nauczycielka niesienia krzyża

2018-11-19 07:08

Przemysław Wawer

Archiwum
s. Róża Wanda Niewęgłowska

Kiedy po raz pierwszy szukałem grobu siostry Róży Wandy Niewęgłowskiej na lubelskim cmentarzu przy ul. Unickiej, pobłądziłem między pomnikami. Doświadczył tego chyba każdy, gdy w gąszczu nagrobków wypatrywał znajomego nazwiska. Wreszcie trafiłem na karteczkę nieśmiało wskazującą drogę: „Do Siostry Róży”. Tam uderzył mnie widok prawdziwego morza kwiatów i zniczy szczelnie okrywających pomnik, a każda ze świec to świadectwo prośby lub podziękowania.

Historię s. Róży poznałem dzięki przyjacielowi - nieodżałowanej pamięci Jackowi Laskowskiemu, wieloletniemu pracownikowi Kurii Lubelskiej, który pokazał mi ulotkę wiszącą w gablocie sanktuarium oo. Dominikanów na lubelskiej Starówce ze słowami, że sam modli się za wstawiennictwem tercjarki. To właśnie dzięki takim świadectwom żywa jest pamięć o świętości siostry, choć jej geniusz poświęcenia dla Boga i ludzi coraz częściej zauważają i nagłaśniają również media.

Hiobowe cierpienia

Wanda Niewęgłowska urodziła się w Toczyskach w powiecie łukowskim. Jej życie od dzieciństwa naznaczyło wielkie cierpienie. Bardzo wcześnie straciła oboje rodziców, a w wieku 22 lat zapadła na chorobę Heinego Medina, znaną także jako polio. Choroba ta odpowiedzialna była za paraliż, który będzie towarzyszem Wandy do końca życia tj. przez kolejnych 40 lat.

W 1955 r. nasza bohaterka na stałe zamieszkała w Domu Pomocy Społecznej, a 7 lat później wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Dominika, uzyskując zgodę przełożonych na noszenie habitu. Wtedy przyjęła również imię zakonne Róża i od tego momentu stała się znana po prostu jako Siostra Róża.

Paraliż nie był jedynym powodem cierpień siostry. Dość powiedzieć, że Bóg doświadczył ją 4 zawałami serca, nowotworem nerek, astmą, chorobą wrzodową żołądka, pęknięciem kręgosłupa, częstymi wymiotami i gorączką oraz wieloma innymi dolegliwościami aż po trzykrotną śmierć kliniczną. Jak relacjonował opiekujący się nią dr Krzysztof Włoch: „W jej organizmie dokonywały się dziwne zmiany. Zdawało się, że to już koniec, a tu nagle, na naszych oczach, następowała poprawa zdrowia. To był sygnał, że dzieje się coś niezwykłego” (cyt. za br. Feliksem Grabowcem).

Droga ofiary drogą zbawienia

Patrząc przez okulary, które oferuje nam współczesna kultura, s. Róża przegrała swoje życie. Przecież dziś miarą wartości osoby uczyniono piękno ciała i tężyznę fizyczną (stąd tysiące diet, kuracji i zabiegów upiększających oraz tony takiego czy innego makijażu), karierę zawodową, a nade wszystko popularność, nawet za cenę utraty godności. Stawiając sobie tego rodzaju cele człowiek zamyka się sam w skorupie materializmu, zostając niewolnikiem „tu i teraz”, a kiedy nadchodzi choroba i cierpienie, które uniemożliwiają realizację przyziemnych ambicji, przychodzi poczucie bezsensu.

Takiej kulturze rzuca wyzwanie sparaliżowana od 22 roku życia, schorowana i zmuszona polegać na innych, niepozorna tercjarka z Lublina. Swoim życiem udowadnia ona, że miarą człowieka i jego prawdziwym sukcesem nie jest przemijające powodzenie w życiu ziemskim. Jak prawdziwa uczennica Chrystusa mierzy w cel większy niż medal olimpijski - w zbawienie duszy swojej i innych. Dlatego niewyobrażalne cierpienie s. Róża przyjmuje z radością. Może je bowiem ofiarować za zbawienie dusz ludzkich, powtarzając: „Jezu, spocznij w moim sercu, żebym ja cierpiała, a Ty byś mógł odpocząć”. Modli się też dniem i nocą, a jej ofiara i modlitwy są niezwykle skuteczne. Dlatego do s. Róży przychodzi coraz więcej osób z prośbą o wstawiennictwo, a ona mimo zmęczenia ciągłymi wizytami, nikomu nie odmawia. Proszący uzyskują łaski wyleczenia z chorób, Siostra słynie zaś zwłaszcza z wypraszania małżeństwom daru potomstwa.

S. Róża zdobyła swój laur, odchodząc do Pana 16 września 1989 r. Data ta jest niezwykle symboliczna, bowiem na dzień wcześniej przypada wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. Doczesne szczątki Siostry zostały złożone na cmentarzu przy ul. Unickiej (w sekcji II, grób 20).

Skarb odnaleziony

Br. Feliks Grabowiec, który wraz z o. prof. Celestynem Napiórkowskim (KUL) zajmuje się przygotowaniem procesu beatyfikacyjnego tercjarki, nazwał milczenie nt. s. Róży „zakopywaniem skarbu w ziemi”. Wiele osób skarb ten jednak odnalazło. Zaraz po śmierci Siostry Róży rozpoczął się jej oddolny kult, który cieszy się przychylnością władz kościelnych. Abp Bolesław Pylak zatwierdził modlitwę do prywatnego odmawiania za wstawiennictwem Siostry Róży. Msze św. o jej beatyfikację są odprawiane 16 dnia każdego miesiąca w katedrze lubelskiej i u Księży Salezjanów oraz w niedzielę po 16 dniu u Ojców Dominikanów, a także w kaplicy cmentarnej przy ul. Unickiej, jak również w bazylice w Niepokalanowie.

Dokumenty potrzebne do rozpoczęcia procesu informacyjnego dotyczącego Siostry Róży zostały złożone w Kurii Lubelskiej, a br. Feliks Grabowiec oraz o. Celestyn Napiórkowski planują w przyszłym roku - w 30-tą rocznicę śmierci tercjarki - zorganizować dzień modlitw w tej intencji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

List otwarty do Prezydenta Rzeszowa w sprawie Marszu Równości

2019-04-23 13:58

ADAM RAK

Szanowny Panie Prezydencie,
Kolejny już raz wyraził Pan zgodę na odbycie w naszym mieście Marszu Równości, który organizują środowiska lewicowe. W ubiegłym roku doszło do zamieszek podczas tej demonstracji , a zarazem afirmacji odmienności seksualnej, co daje podstawę prawną do nieudzielenia zgody na tę imprezę w tym roku. Zgody takiej nie udzielił między innymi prezydent Gniezna, w obawie o bezpieczeństwo i mienie mieszkańców.

Wiemy już z doświadczenia że nie ma u nas takich środowisk. Dlatego też planowany jest zjazd przedstawicieli LGBT z całego kraju i świata. Stanowczo przeciwstawiamy się organizacji w Rzeszowie tego rodzaju manifestacji, które godzą w podstawowe wartości chrześcijańskie i promują zachowania niezgodne z nauką Kościoła. Każdemu człowiekowi należy się szacunek. Nie zamierzamy nikogo potępiać, jednak ich czyny można i należy napiętnować. Pan Prezydent wyrażając swoją zgodę na to wydarzenie zdecydowanie je promuje.

W Dzienniczku Siostry Faustyny znajdziemy słowa, które usłyszała podczas modlitwy z ust Pan Jezusa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. (Dz. 1732). Chcemy być wierni i do tego wzywamy również Pana Prezydenta.

Pismo Święte nie pozostawia wątpliwości. Czyny homoseksualne są sprzeczne z naturą. Co więcej, już w Księdze Rodzaju czytamy o wydarzeniach w Sodomie i Gomorze. Pośród „bardzo ciężkich występków” tamtejszych mieszkańców to właśnie ich czyny homoseksualne były dla Boga najbardziej odrażające (por. Rdz 18, 20). Stąd nazywamy je „grzechem sodomskim”. W Księdze Kapłańskiej czyny homoseksualne także są surowo zakazane: „Nie będziesz obcował z mężczyzną tak, jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” (18, 22). Ich potępienie jest powtórzone również na kartach Nowego Testamentu. Św. Paweł wprost stwierdza, iż homoseksualiści czynni, podobnie jak inni grzesznicy, którzy nie chcą się nawrócić, ryzykują wieczne potępienie: „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą (...) nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10). Jako Rada Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Diecezji Rzeszowskiej zdecydowanie przeciwstawiamy się zorganizowaniu Marszu Równości w Rzeszowie i wzywamy Pana Prezydenta do wycofania zgody na tę manifestację i promocję zła.

Rzeszów, dnia 1.04.2019r.

Ks. Daniel Drozd, Asystent Kościelny
Halina Szydełko, Przewodnicząca Rady Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Diecezji Rzeszowskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Konferencja prasowa Dolnośląskiego Kuratora Oświaty

2019-04-26 17:33

Anna Majowicz

W sali im. Jerzego Woźniaka w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim odbyła się dziś konferencja prasowa, w której Dolnośląski Kurator Oświaty Roman Kowalczyk poruszył temat ustawy maturalnej, przebiegu matur, sytuacji w szkołach na Dolnym Śląsku i okrągłego stołu edukacyjnego.

Anna Majowicz
Dolnośląski Kurator Oświaty Roman Kowalczyk

- Chciałbym przede wszystkim oświadczyć, że w edukacji, w oświacie na Dolnym Śląsku i w całym kraju panują spokój, porządek, praca i zgoda – zaznaczył na początku spotkania Dolnośląski Kurator Oświaty. Dodał, że kuratorium oświaty z wielką satysfakcją przyjęło decyzję o zawieszeniu strajku i zapowiedź, że od poniedziałku zajęcia w szkołach będą odbywać się bez zakłóceń.

Nowelizacja przepisów prawa, która przeszła przez Sejm, została uchwalona przez Senat chwilę po północy. Polega ona przede wszystkim na tym, że jeżeli czynności klasyfikacyjne podejmowane przez poszczególnych nauczycieli, a przede wszystkim przez rady pedagogiczne, byłyby zagrożone, to obowiązek wykonania tych zadań i kompetencji będzie miał dyrektor szkoły. Jeżeli zaś z jakichś względów dyrektor szkoły nie będzie w stanie wykonać zadań, wówczas organ prowadzący wyznaczy w tym celu innego nauczyciela. Dolnośląski Kurator Oświaty Roman Kowalczyk jest jednak pewien, że z ustawy nie trzeba będzie korzystać. - Jeszcze dziś w niektórych szkołach odbywają się posiedzenia klasyfikacyjne rad pedagogicznych, ale uchwały będą podejmowane także w poniedziałek, a nawet we wtorek – mówił podczas konferencji.

Kurator zaznaczył, że matury nie są zagrożone, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. - Strajk został zawieszony, ale pozostaje pytanie jak ta decyzja zostanie przyjęta w społecznościach szkolnych. Monitorujemy sytuacje, ale o tym dowiemy się w poniedziałek, kiedy nauczyciele podejmą pracę. Tym niemniej w dalszym ciągu gromadzimy i prosimy o zgłaszanie się wolontariuszy, którzy posiadając przygotowanie pedagogiczne będą mogli wesprzeć zespoły nadzorujące. Oczywiście służymy również swoimi osobami, my pracownicy kuratorium, ponieważ posiadamy stosowne uprawnienia. Mamy ogromną nadzieję, że we wszystkich szkołach matura odbędzie się własnymi siłami, tzn. że w skład zespołów nadzorujących wejdą nauczyciele z poszczególnych szkół – dodał.

Strajk został zawieszony, ale Dolnośląski Kurator Oświaty patrzy w przyszłość. Roman Kowalczyk zauważa, że to dobry czas na poważne rozmowy, również o kwestiach finansowych, bo one są istotą tego protestu. Wspomniał na debatę, która odbędzie się w centrach konferencyjnych Stadionu Narodowego. - Dyskusja będzie wielowątkowa. W tym debata na temat sposobu finansowania. Myślę, że nie ma takiej kwestii, nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać w spokojnej, merytorycznej dyskusji. I dobrze, że ta debata rozpoczyna się już bez aury strajkowych emocji. Teraz będzie kilka miesięcy na poważną rozmowę od której, mam taką nadzieję, nikt się nie uchyli. Edukacja jest zbyt ważną sprawą, żeby się dąsać, kierować własnymi interesami. Warto usiąść, warto rozmawiać. My do takiej rozmowy jesteśmy gotowi – mówił.

Kolejna sprawa niezwykle ważna, to odbudowa wspólnotowości w szkołach. - W czasie strajku otworzyły się podziały. Zdarzało się, że padły ciężkie słowa, a słowa bywają cięższe niż kamienie. Ujawniły się często złe emocje. Prawa socjologii są żelazne, wiec w jakimś sensie jest to naturalne, ale przecież będziemy wspólnie pracować dla dobra Rzeczypospolitej, wychowując, kształcąc młode pokolenie, przebywając w tych samych pokojach nauczycielskich, siedząc przy tych samych stołach, realizując te same projekty. W związku z tym trzeba wielkiej wyobraźni, pracy i refleksji od wszystkich, ale przede wszystkim od osób zarządzających oświatą. Będziemy też prosić dyrektorów, aby odegrali poważna role w tym dziele integracji zespołów nauczycielskich i szerzej integracji szkolnych wspólnot. Mamy działać jako wspólnota, mamy szerzyć myśli w jedno ognisko. Mamy zbyt ważne zadania, żeby te podziały miały się konserwować – zauważył Roman Kowalczyk.

Na zakończenie podjął temat uzupełnienia zaległości. – Strajk trwał parę tygodni i dużo lekcji przepadło. Na razie nie ma żadnych dyspozycji i zapewne nie będzie, by rok szkolny przedłużać. Rok szkolny skończy się tak jak to zostało zaplanowane w terminarzu, czyli pod koniec czerwca. Jeżeli tak, to znaczy, ze trzeba będzie pracować inaczej. Intensywniej - to jedna droga.

Ale jest tez druga. – Pojawiło się mnóstwo komentarzy, dyskusji i artykułów dotyczących płacy za strajk. Cóż, to jest w kwestii wyłącznie samorządu. Prawo stanowi, że za strajk zapłacić nie mogą, a to oznacza, że powstaną pewne oszczędności. Zwróciłem się z gorącą prośbą do starostów o to, aby środki te, przynajmniej w jakiejś części, przeznaczyć na zajęcia wyrównawcze, pozalekcyjne, za które nauczyciele mieliby płacone. To rozwiązanie zgodne z przepisami prawa i jest odpowiedzią na dylemat, który jest przedmiotem naszej niesłabnącej troski. Pozwólmy młodzieży uzupełnić wiedzę i nabyć trochę umiejętności, by chociaż trochę wyrównać braki, które w czasie strajku powstały – apelował Dolnośląski Kurator Oświaty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem