Reklama

Polityka klimatyczna bez hipokryzji

2018-12-05 11:05

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 36-37

Bożena Sztajner/Niedziela

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W 2015 r. podczas kolejnej Konferencji Stron Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych COP21 w Paryżu podjęto postanowienie o wzmożonej współpracy państw w celu takiego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, aby wzrost temperatury na Ziemi nie przekraczał 2oC. Odbywające się właśnie w Katowicach COP24 to kolejne przybliżenie do wyznaczonego celu, Panie Profesorze?

PROF. JAN SZYSZKO: – Tak, oby tak było. Porozumienie paryskie to nic innego jak akt wykonawczy, załącznik do konwencji klimatycznej, podobny jak protokół z Kioto podpisany w 1997 r. Są między nimi spore różnice, lecz najważniejsza jest ta, że porozumienie paryskie mówi, iż wszystkie państwa mają się włączyć w politykę klimatyczną, a nie tylko, jak zapisano w protokole z Kioto, państwa wysokorozwinięte. W porozumieniu paryskim podkreślono ustaloną już wcześniej konieczność dążenia do utrzymania wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie nie wyższym niż 2oC, zakłada się też osiągnięcie tzw. neutralności klimatycznej do 2050 r.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że powinniśmy dążyć do tego, by emitować tyle gazów cieplarnianych, ile będziemy mogli ich pochłonąć. A w ten proces redukcji emisji mają się włączyć wszystkie państwa, ale na bazie i z poszanowaniem swojej specyfiki gospodarczej, co znaczy, że mają teraz dwie możliwości działania: redukcję emisji oraz ich pochłanianie.

– I to Pan Profesor, jako polski minister środowiska, forsował w Paryżu to rozsądne – i korzystne nie tylko dla Polski – rozwiązanie. Zapewne nie było łatwo...

– Rzeczywiście, podczas negocjacji był spór, a Polska odegrała w nim istotną rolę. W Europie mamy dość szczególną sytuację; Komisja Europejska zawsze dążyła do tego, aby pochłanianie emisji w ogóle nie było brane pod uwagę, żeby całą politykę klimatyczną oprzeć wyłącznie na redukcji emisji. W Paryżu udało nam się przezwyciężyć to podejście, korzystne tylko dla wysokorozwiniętych i bogatych krajów.

– Jakim cudem, w jaki sposób?

– Potrzebne były rozsądna alternatywna propozycja oraz zwykła determinacja.

– Pilnowanie interesów własnego kraju?

– Tak!

– Można było nie podpisać porozumienia, i co wtedy?

– Zgodnie z prawem ONZ każde z państw mogło złożyć weto i wtedy prawdopodobnie pojawiłyby się jakieś kłopoty... Ale muszę tu powiedzieć, że nasze polskie stanowisko znalazło jednak duże poparcie innych państw – z jednej strony Stanów Zjednoczonych, a z drugiej – państw rozwijających się z grupy G77. Teraz ważne jest, aby podczas COP24 powstała „mapa drogowa” realizacji porozumienia paryskiego, aby zgodnie z prawem mogło ono w pełni funkcjonować od 2020 r.

– Jak doszło do tego, że COP24 jest organizowany właśnie w Polsce?

– To wynik pewnych ustalonych procedur, ale rzecz jasna, nie tylko. Przyznaję, że osobiście bardzo zależało mi na tym, aby COP24 w 2018 r. odbył się właśnie w Polsce, która akurat w tym roku obchodzi 100. rocznicę odzyskania niepodległości i 40. rocznicę wyboru Polaka na papieża.

– A zatem lobbował Pan Profesor ostro na rzecz Polski!

– Wtedy to był mój oczywisty obowiązek jako ministra. Chodziło nie tylko o te najważniejsze dla Polaków symboliczne rocznice, ale także o możliwość uzyskania większego wpływu Polski i naszych pomysłów na wytyczanie kierunków rozwoju globalnej polityki klimatycznej. Zaraz po konferencji paryskiej trzeba było więc podjąć intensywne zabiegi, by COP24 mógł się odbyć w Polsce. Wiadomo było, że według procedur organizacja kolejnych COP co 5 lat przypada innej grupie krajów ONZ, a ta przypadająca na 2018 r. będzie w gestii grupy wschodnioeuropejskiej, składającej się obecnie z kilkudziesięciu państw. W 2016 r. na COP22 w Marrakeszu Polska uzyskała nominację ze strony swej grupy i tam też przez aklamację przyjęto naszą kandydaturę. Pozostało tylko wytypować miasto.

– Dlaczego Katowice?

– Zgłosiły się dwa miasta – Gdańsk i Katowice. Wybór padł na Katowice jako miasto wielkiego sukcesu w dziedzinie poprawy klimatu, co jest widoczne gołym okiem. To znakomity przykład, w jaki sposób Polska realizuje swoją politykę klimatyczną. Katowice są tu najlepszą ilustracją; 30 lat temu to miasto było czarne, a teraz jest zielone. I warto też przypomnieć, że Polska jako jedno z niewielu państw wysokorozwiniętych wykonała z dużą nadwyżką zobowiązania wynikające z protokółu z Kioto, czego nie udało się dokonać nawet wyposażonej w nowoczesne technologie redukcji emisji tzw. starej piętnastce, która w dodatku postanowiła się rozliczać wspólnie. Polska w latach 2008-12, w porównaniu z tzw. rokiem bazowym 1988, miała zredukować emisję o 6 proc., a osiągnęliśmy 30 proc., przy równoczesnym wzroście gospodarczym. Mieliśmy nadwyżkę redukcji emisji na poziomie ok. 150 mln ton, podczas gdy „stara piętnastka” miała 300 mln ton niedoboru redukcji emisji.

– Tymczasem to przede wszystkim właśnie te państwa zarzucają Polsce klimatyczną niesubordynację...

– Gdy tłumaczyłem tę dziwną sytuację, niejednokrotnie mówiłem i nadal będę powtarzał – już zostałem za to ukarany dymisją – że KE, a dokładniej właśnie ta tzw. stara piętnastka, te nasze sukcesy przypisała sobie i w imię własnych interesów gospodarczych zaczęła nam blokować możliwości rozwoju gospodarki na bazie węgla kamiennego, posługując się przy tym metodami nie zawsze fair. Dlatego tak bardzo mi zależało, gdy rozpoczynałem działania przygotowujące COP24, żeby pokazać światu polskie osiągnięcia, żeby cały świat wreszcie zobaczył, że Polska jest krajem ogromnego sukcesu w tej dziedzinie. Wiadomo było przecież, że do Katowic przyjadą reprezentanci prawie 200 krajów świata, a być może i najwyższe władze poszczególnych państw. Moje ambicje sięgały bardzo wysoko; miałem nadzieję, że na COP24 pojawią się prezydenci Rosji i Stanów Zjednoczonych, a nawet papież Franciszek, który jest bardzo zaangażowany w politykę klimatyczną... Była przewidziana cała seria odpowiednich konsultacji i uzgodnień międzypaństwowych, w ramach tzw. Pre-COP. Uważałem, że dla wzmocnienia polskiego przekazu – który wciąż do świata zbyt słabo dociera – te konsultacje powinny się odbywać w Polsce.

– W jakim stopniu przez minione 3 lata udało się zarysować kontury tej „mapy drogowej” dla polityki klimatycznej, której ostateczny kształt powinien powstać w czasie katowickiego COP24?

– Mogę powiedzieć tylko tyle, że gdy składałem swój urząd w styczniu tego roku, to mieliśmy już – w dużej mierze dzięki znakomitej pracy mojego zastępcy, min. Pawła Sałka, który dzielnie stawiał czoła wszystkim problemom związanym z UE i który również odszedł z Ministerstwa Środowiska – dopracowaną w szczegółach naszą wewnętrzną „mapę drogową”, jako przykład dochodzenia do wyznaczonego przez ONZ celu. Zakładaliśmy wtedy, że do tego celu można się będzie znacząco przybliżyć, jeśli na polski COP24 przyjadą ze świata osoby mające decydujący głos w sprawach polityki klimatycznej, a także ci, którzy – jak prezydent Donald Trump – zapowiadają odejście od forsowanego przez ONZ modelu polityki klimatycznej, którym nie podoba się model wdrażany przez UE, ponieważ – trzeba by to wreszcie otwarcie powiedzieć – mimo swej restrykcyjności i ogromnych kosztów nie przynosi on właściwie żadnych wymiernych efektów.

– Pan Profesor jest autorem i od lat orędownikiem pomysłu, aby w polityce klimatycznej uwzględnić wreszcie lasy, jako największy możliwy pochłaniacz emisji gazów cieplarnianych. To naprawdę może się na świecie udać?

– Właśnie to musi się udać! Wszelkie działania w tym kierunku mogą doprowadzić do naprawdę wymiernego postępu, do znaczącej poprawy jakości środowiska i klimatu. Bo to przecież lasy, gleby i oceany są głównym rezerwuarem dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery ziemskiej w wyniku spalania węgla, ropy i gazu. Niestety, obecnie mamy w skali globalnej do czynienia z zanikiem bioróżnorodności, z niedostatkiem wody, degradacją gleb, wręcz z pustynnieniem, co prowadzi do braku żywności, a więc do masowych migracji ludności w poszukiwaniu wody i jedzenia. O tym wszystkim, a zwłaszcza o powiązaniach przyczynowo-skutkowych tych niekorzystnych zjawisk, mówi się wciąż niewiele... Dlatego trzeba koniecznie przypomnieć akurat te zapisy w porozumieniu paryskim, które są zasługą Polski. W Paryżu nalegaliśmy na to, aby państwa – przede wszystkim te biedniejsze – podjęły wszelkie możliwe działania prowadzące do regeneracji gleb, do zwiększania lesistości.

– Chyba jednak nie wszystkich to przekonuje, a lasy jako efektywny pochłaniacz dwutlenku węgla są co najmniej bagatelizowane, zwłaszcza przez bogatych posiadaczy nowoczesnych technologii redukcji gazów cieplarnianych...

– To dlatego, że oni mają na uwadze przede wszystkim swoje własne interesy gospodarcze. Reperkusje takiego podejścia odczułem na własnej skórze – jako polski minister środowiska nie podobałem się niektórym z europejskich przywódców. Do tego stopnia, że musiałem odejść...

– Jednak nie zaprzestał Pan Profesor działania na rzecz przekonywania „wszystkich świętych” o zasadności uwzględnienia lasów w praktyce polityki klimatycznej?

– Działam teraz przede wszystkim w sferze naukowej, jednakże z naciskiem na praktyczne rozwiązania. Jesienią tego roku zorganizowałem w Tucznie międzynarodowe seminarium. Było ono kontynuacją konferencji w Sejmie w 2016 r., która była naszą odpowiedzią na papieską encyklikę ekologiczną „Laudato si’” i podczas której zastanawialiśmy się, w jaki sposób należy i można realizować politykę klimatyczną prowadzącą do redukcji emisji i jednocześnie nie odbierać biednym państwom prawa do rozwoju gospodarczego. Uważam, że należy propagować to rozwiązanie, które znaleźliśmy w Polsce: radykalne zwiększanie roli lasów w oczyszczaniu atmosfery. Chętnie udostępniamy nasze polskie doświadczenia, jako że jesteśmy liderem w pochłanianiu CO2 przez nasze lasy.

– Mimo tego, Panie Profesorze, ta stara prawda, że las jest magazynem świeżego powietrza, jest traktowana niczym nowe i nie całkiem jeszcze sprawdzone odkrycie naukowe.

– Takie przekonanie panuje tylko w krajach Unii Europejskiej mocno przywiązanych do tego wytworu ich wyobraźni, którym jest tzw. pakiet energetyczno-klimatyczny. Podkreślam, że już 3 lata temu w Paryżu to nowatorskie polskie podejście dostało bardzo mocne wsparcie ze strony innych państw. A dziś jest już realizowane w wielu krajach. Państwa afrykańskie np. podjęły inicjatywę tworzenia „zielonego muru” – czyli sadzenia drzew – na granicy Sahary, aby w ten sposób rozpocząć regenerację gleby, poprawić dostępność i jakość wody, i w konsekwencji zmniejszyć głód, poprawić jakość życia. Tym Europa się niespecjalnie interesuje...

– ...a takich jak Pan Profesor bojowników „sprawiedliwej polityki klimatycznej” odsyła na margines tzw. unijnego mainstreamu...

– I trudno się dziwić, bo choć zawsze zgadzałem się z tym, że redukcji dwutlenku węgla należy dokonać jak najszybciej, jak najtaniej i jak najefektywniej, to wielokrotnie zbyt wyraźnie przeciwstawiałem się unijnej hipokryzji w zakresie polityki klimatycznej. Wyrażałem zdziwienie, że unijni specjaliści i urzędnicy ignorują to, iż w rozrachunku redukcji CO2 naprawdę wymierną i sprawdzalną fizycznie wielkością jest jedna tona węgla pochłoniętego przez las, zaś efektów jednej tony tzw. zredukowanej emisji trudno się dopatrzyć.

– Czy, zdaniem Pana Profesora, sprawiedliwa transformacja polityki klimatycznej w przypadku takich krajów jak Polska, obwarowanych restrykcyjnymi regulacjami UE, jest możliwa?

– Nie można ot tak sobie od kogokolwiek domagać się sprawiedliwego traktowania. Trzeba je po prostu wymóc, zwłaszcza jeśli ma się do tego prawo oraz odpowiednie atuty. W 2007 r. ówczesny rząd PiS powołał Komisję Europejską przed Trybunał Sprawiedliwości UE z powodu zaniżenia limitu emisji dla Polski. Wtedy wygraliśmy z Komisją, ale następny rząd nie spożytkował tej wygranej.

– Dlaczego?

– Naprawdę nie wiem. Nie wiem, dlaczego nie stać nas na taką determinację w dbaniu o swe prawa, jaką mają inne kraje, np. Niemcy, które walczą z kornikiem przez wycinkę drzew. A my przeciwnie – zazwyczaj kładziemy uszy po sobie.

– Jak w sprawie kornika i Puszczy Białowieskiej?

– Powiem więcej – właśnie w tej sprawie nie szanujemy wyroku TSUE!

– Jak to? Przecież nie wycinamy już zakażonych drzew.

– Nie wycinamy, mimo że przecież nie ma w tym wyroku mowy ani o konieczności wstrzymania wycinki, ani o karach. Powiedziano tylko, że Polska uchybiła unijnym przepisom Natura 2000, ponieważ nie udowodniła, że nie będzie straszyła owadów i ptaków, że gdy będzie wdrażała proces naprawczy obszarów zaatakowanych przez kornika, spowoduje, być może, zakłócenie integralności obszarów z 2008 r. (wtedy włączono Puszczę Białowieską do sieci Natura 2000). Tyle że tej integralności już dawno tam nie ma! A my odpuszczamy nawet kornikowi.

Jan Szyszko
Profesor nauk leśnych, polityk, poseł na Sejm V, VI, VII i VIII kadencji, minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie J. Buzka (1997-99), minister środowiska w rządach K. Marcinkiewicza i J. Kaczyńskiego (2005-07) oraz w rządzie B. Szydło (2015-17) i M. Morawieckiego (odwołany w styczniu 2018 r.). Laureat „Nagrody dla Pokoju” (2008), przyznawanej przez Papieską Akademię Nauk, Światową Federację Naukowców i Fundację Ettore Majorany za osiągnięcia naukowe m.in. w dziedzinie badań nad znaczeniem długofalowych zmian w systemie klimatycznym i nad ochroną klimatu, badań nad wymianą dwutlenku węgla między ekosystemem i atmosferą, nad ochroną środowiska i bioróżnorodności.

Tagi:
wywiad

Reklama

Wotum wdzięczności za 50-lecie istnienia archidiecezji

2019-06-20 10:11

pk / Szczecin (KAI)

Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska chce zbudować kościół i szkołę na Madagaskarze. Ma to być wotum wdzięczności na zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Zbiórka funduszy na ten cel już trwa, a konsekracja kościoła ma nastąpić w 2022 r. W Szczecinie w ostatnich dniach przebywał misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak z Madagaskaru, który opowiadał o całym projekcie. O szczegółach pomysłu i o chrześcijaństwie na Madagaskarze mówi KAI ks. dr. Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej.

Archiwum
Ks. dr Paweł Płaczek

KAI: – Skąd pomysł na kościół na Madagaskarze?

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej: – Wybudujemy szkołę i kościół na Madagaskarze jako wotum wdzięczności za zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Wspomożemy tym projektem ojców oblatów, którzy już od 30 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Będzie to dar naszego serca, a jednocześnie przywrócenie godności dzieciom, które żyją w Kościele pierwszej ewangelizacji. Tytuł kościoła będzie związany z główną patronką naszej Archidiecezji – Matką Kościoła i Jej ten dar dedykujemy. Konsekracja kościoła i otwarcie budynku szkoły planowane są w 2022 r.
Projekt kościoła i szkoły oraz kosztorys przedstawił misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak posługujący 24 lata na Madagaskarze. Budynek kościoła ma mieć wymiary 20 na 10 metrów. Będzie pełnił również funkcję szkoły. Poza tym budynkiem chcemy też wybudować przynajmniej dwie dodatkowe klasy, żeby grupa dziecięca, podstawowa i starsze dzieci mogły się uczyć. Kościół i szkoła kosztowałyby około 15 tys. euro. Taki kościół czy szkołę można wybudować w 4 miesiące, jeśli wszystko idzie według planów. Gdybyśmy wybudowali nowy kościół, który byłby też szkołą, to byłby to prawdziwy cud dla wioski. Budowa takich budynków jest bardzo droga, gdyż wszystko trzeba przywieźć z dużego miasta, którego odległość wynosi od 60 do 100 kilometrów i do tego trzeba przebyć wyschniętą rzekę. W porze suchej jest piaszczysta, a w porze deszczowej ma 7 m głębokości. Oczywiście nie ma mostu. Czasem nawet do 4 miesięcy miejscowi są odcięci od świata. Transporty mogą być tylko od czerwca do grudnia. Te warunki podrażają budowę. Na Madagaskarze są półpustynne warunki.

– Skąd Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej znalazło się na Madagaskarze?

– Przed 1980 r. biskup z Tamatave - największego miasta portowego na Madagaskarze - pojechał do Rzymu szukać misjonarzy, ponieważ przebywający tam monfortani się starzeli i była potrzeba poszukiwania nowych misjonarzy. Pierwsza piątka oblatów na wniosek Generała Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, który jest w Rzymie wyjechała z Polski 3 grudnia 1980 r. Na początku tylko do diecezji Tamatave, potem trafili również do stolicy Antananarywy, dziś są w 4 na 18 diecezji. W sumie jest 90 misjonarzy Zgromadzenia (miejscowych i polskich). Oblaci rozpoczęli misję na Madagaskarze właściwie od zera. Trzydzieści lat temu był mały kościół, który właściwie był ruiną. Najpierw zaadoptowali zdewastowany budynek, aby mieć gdzie mieszkać, na początku spali na workach po cemencie. Do misji przynależy 5 wiosek, w tym 3 duże wioski, czyli z 200 chat. Jedna z wiosek, której chcemy pomóc to Misokitsy. W tym roku zakonnicy rozpoczęli nauczać dzieci w baraku. Jest prawie 70 dzieci. W całej wiosce jest prawie 300 dzieci.
Gdybyśmy jednak chcieli podsumować liczbę misjonarzy na całym Madagaskarze, to jak podaje o. Marek Ochlak, jest około 70 misjonarzy z Polski. To księża, siostry i bracia zakonni. Jest też kilku Polaków misjonarzy świeckich. Ważną rolę w historii Madagaskaru odgrywają jezuici i tu szczególnie należy podkreślić rolę o. Jana Beyzyma, który posługiwał wśród trędowatych. Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Vincentego a Paolo, franciszkanie, kapucyni i salezjanie też zostawili swój ślad na Madagaskarze.
W sumie, patrząc na religijny przekrój społeczeństwa, 40 proc. to chrześcijanie, w tym 20 proc. to katolicy. Potem luteranie, kalwiniści i anglikanie, którzy, jak dodaje o. Marek Ochlak, stworzyli pierwszy przekład Biblii tłumaczony na oficjalny język malgaski. Najmniej wśród chrześcijan jest prawosławnych. 50 proc. społeczeństwa jednak stanowią animiści, dla których podstawa to oparcie się na wierzeniach plemiennych. Chrześcijaństwo na Madagaskarze to około 150 lat historii i Malgasi są otwarci na wiarę w Jezusa Chrystusa. Przy chorobach i pogrzebie jednak wciąż jeszcze udają się do miejscowych czarowników, by złożyć ofiary.
Na początku września z wizytą do stolicy Madagaskaru udaje się papież Franciszek i jak podkreśla o. Marek, to ma być okazja dla miejscowych, aby ludzie na świecie odkryli, że Madagaskar liczy się w Kościele Katolickim.
KAIŁ Jakie inne inicjatywy podejmują Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej?

– To wsparcie duchowe – modlitwa za misje i o powołania misyjne, budzenie i pogłębianie świadomości odpowiedzialności za misje katolickie w świecie wśród katechetów, a poprzez nich wśród dzieci, młodzieży i rodziców.

– Inne formy pomocy to trzy wyjazdy do Kenii katechetów zaangażowanych w działalność misyjną w parafiach i szkołach posługi (2017, 2018 i 2019), warsztaty metodyczne dla katechetów Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej poświęcone zagadnieniom misyjnym, włączenie się w „Program adopcji ucznia” w Kenii. Obecnie pomocą stypendialną objętych jest 447 dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych, średnich i z Niższego Seminarium Duchownego w Isiolo w Kenii, dwie animacje misyjne w szkołach i parafiach przeprowadzone przez ks. Jeremy Kabuga Murithi – proboszcza parafii w Kipsing i s. Mary Casty Kanyaki Kiraithe ze zgromadzenia sióstr felicjanek. Przeprowadziliśmy także akcję pt. „Piórnik i lizak dla ucznia z Kipsing”. W trakcie trwania akcji zebrano około sześciu tysięcy piórników wraz z lizakami. Finansowo wspieramy przedszkole w Kipsing w wysokości 2 tys. dol. rocznie, w ramach akcji „Okulary dla Kenii” zebraliśmy już ok. 28 tys. par okularów.
Kupiliśmy 25 materacy dla internatu przy szkole podstawowej w Kipsing, pompę wodną dla Kipsing oraz sfinansowaliśmy przeszkolenie miejscowego pracownika do jej obsługi. Dzięki funduszom jest też 40 ławek w szkole podstawowej w Kipsing, 15 stołów i 30 ławek do jadalni szkoły podstawowej w Kipsing. Kupiliśmy ok. 1500 kg kukurydzy i 1500 kg fasoli (podczas każdego z 3 wyjazdów do Kenii - dla dzieci ze szkoły w Kipsing), a także wózek inwalidzki. Wspieramy działalność misyjną placówek prowadzonych przez siostry felicjanki (Zgromadzenie Sióstr Św. Feliksa z Kantalicjo), szczególnie misję w Kipsing - najbardziej ubogi z ośrodków. Wsparliśmy misję Missiones w Argentynie – o. Bernardynów; wspieramy obecnie projektem ojców Oblatów z Madagaskaru. Wszystkie dzieła są owocem zbiórek w zachodniopomorskich szkołach, ale także hojności przedsiębiorców i indywidualnych darczyńców.

– To wszystko wpisuje się szczególnie w miesiąc misyjny...

– Niebawem rozpocznie się ogłoszony przez Ojca Świętego Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w całym Kościele. Będzie to październik. Ufam, że ten czas pozwoli nam wszystkim zrozumieć, że misje są dla nas wszystkich zadaniem. Kościół ze swojej natury jest misyjny. Jednym z sześciu zadań katechezy jest wprowadzenie do misji. Misje są sprawą całego Ludu Bożego. Każdy kapłan musi mieć w sobie choć małą cząstkę zapału misyjnego. To jest również wyznacznik jego codziennego powołania. Jestem przekonany, że to nasze wotum na Madagaskarze będzie z jednej strony potwierdzeniem serca, że rozumiemy naturę Kościoła, a z drugiem strony pokazaniem wdzięczności, bo przecież i my 50 lat temu dostaliśmy finansowe wsparcie na budowę struktur pastoralnych w naszej Archidiecezji. I nie było to przecież z Polski. Dlatego czas i teraz na nas, by w ten symboliczny sposób uruchomić pomost materialnej pomocy dla Kościoła na misjach.

– Skąd ta pasja i miłość do misji?

– Z jednej strony z usłyszanego słowa, a z drugiej z doświadczenia Kościoła pierwszej ewangelizacji. Pamiętam jak św. Matka Teresa z Kalkuty apelowała do ludzi: „Jeśli nie potrafisz nakarmić głodnych całego świata, nakarm choć jedno dziecko”. Słowo plus nasze doświadczenie mobilizują nas do działania na rzecz misji. Wszystkie nasze spotkania, zarówno w Kenii, jak i tutaj – to wzajemne ubogacanie się poprzez poznawanie innej kultury, innego sposobu życia, wyznawania wiary i chwalenia Pana Boga. To działa w obie strony: my poznajemy ich, a oni nas. My im dajemy coś materialnego, a oni modlą się za nas. Siostra Casty, felicjanka posługująca w Kipsing powiedziała, żegnając w Kipsing szczecińskich katechetów: „Chociaż Rok Miłosierdzia już się skończył, jesteście dla nas jednym z jego owoców. Dziękujemy za wiarę i nadzieję, którą się z nami podzieliliście. Dziękujemy za wszystko, co przywieźliście, ale jeszcze bardziej dziękujemy za waszą obecność wśród nas”. Grono ludzi zainteresowanych projektami misyjnymi w naszej Archidiecezji stale rośnie. Widać wyraźne ożywienie w tej dziedzinie. Katecheci promują Papieskie Dzieła Misyjne, biorą czynny udział w Orszaku Trzech Króli, uczniowie naszych szkół uczestniczą w konkursach misyjnych i olimpiadzie misyjnej. Zawsze brali udział w akcjach misyjnych, ale były to zadania wyznaczane odgórnie, a więc nie wzbudzały takiego entuzjazmu. Może nie do końca katecheci rozumieli te inicjatywy misyjne. W tej chwili wszelkie inicjatywy dotyczące misji przyjmowane są z pełnym zrozumieniem, wielkim entuzjazmem i chęcią działania.

– Dziękuję za rozmowę.

– Rozmawiał Piotr Kołodziejski
Część pieniędzy jest już zebrane podczas zbiórek szkolnych, parafialnych. Każdy może wesprzeć nowe dzieło ofiarą na specjalne konto misyjne diecezjalnej Fundacji “Szczecińska”:

18 1750 0012 0000 0000 2691 4078 z dopiskiem: budowa szkoły i kościoła na Madagaskarze Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Fundacja SZCZECIŃSKA ul. Królowej Korony Polskiej 28E, 70-485 Szczecin

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komunikat kurii gliwickiej w związku z zatrzymaniem proboszcza z Pawonkowa

2019-06-17 18:18

ks. sw / Gliwice (KAI)

Kuria gliwicka poinformowała w przesłanym KAI komunikacie, że z głębokim ubolewaniem i zaskoczeniem przyjęła informację o zarzutach postawionych proboszczowi parafii św. Katarzyny w Pawonkowie oraz prowadzonym dochodzeniu prokuratorskim. Wobec księdza podejrzanego o przestępstwa seksualne wobec osoby małoletniej niezwłocznie wszczęto postępowanie kanoniczne, a proboszcz został zawieszony we wszelkich obowiązkach duszpasterskich.

pixabay.com

Kuria odnosi się w komunikacie do sprawy ks. Waldemara C., proboszcza z parafii w Pawonkowie w powiecie lublinieckim. Kapłan został zatrzymany pod zarzutem przestępstw o charakterze seksualnym, m.in. dopuszczania się tzw. innych czynności seksualnych wobec osoby małoletniej oraz prezentowania jej treści o charakterze pornograficznym. Po przesłuchaniu w prokuraturze w Lublińcu ksiądz został aresztowany na trzy miesiące.

Mieszkanie ks. C. zostało przeszukane w ubiegły czwartek. Został zabezpieczony sprzęt komputerowy, który zostanie zbadany przez biegłego z zakresu informatyki. Tego samego dnia zatrzymano księdza.

Poniżej pełny tekst komunikatu:

Gliwice, 17 czerwca 2019 roku

KOMUNIKAT KURII DIECEZJALNEJ W GLIWICACH W ZWIĄZKU Z ZATRZYMANIEM PROBOSZCZA PARAFII W PAWONKOWIE

Z głębokim ubolewaniem i zaskoczeniem przyjęliśmy informację o zarzutach postawionych proboszczowi parafii św. Katarzyny w Pawonkowie oraz prowadzonym dochodzeniu prokuratorskim. Po otrzymaniu tej informacji została niezwłocznie wszczęta procedura kościelna, zaś proboszcz parafii został zawieszony we wszelkich obowiązkach duszpasterskich.

Równocześnie Kuria Diecezjalna deklaruje wszelką pomoc instytucjom publicznym w wyjaśnieniu sprawy oraz osobom poszkodowanym. Deklarujemy ponadto, że ze strony kościelnej zostaną dołożone wszelkie starania w celu wyjaśnienia okoliczności sprawy.

Kuria Diecezjalna w Gliwicach Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzeszów: wyruszyła piesza pielgrzymka do Lwowa

2019-06-25 21:18

tn / Rzeszów (KAI)

Pod hasłem „Miłość żyje w rodzinie” wyruszyła dziś 11. Rzeszowska Pielgrzymka Piesza do Lwowa. Grupa liczącą 258 osób zamierza pokonać 184 kilometrową trasę i 30 czerwca stanąć przed obliczem Matki Bożej Łaskawej w katedrze lwowskiej.

Krzysztof Świertok

Tegoroczne hasło pielgrzymki nawiązuje do trwającego w archidiecezji lwowskiej Roku Świętości Małżeństwa. „Nasze rozważania, konferencje i modlitwy w dużej mierze będą się koncentrować na darze rodziny, która jest wspólnotą przekazywania miłości i wiary. Codziennie będziemy rozważać historię innych rodzin: Józefa i Wiktorii Ulmów, Karola i Emilii Wojtyłów, Juliusza i Marianny Kolbe, świętych Ludwika i Zelii Martin oraz błogosławionych Luigiego i Marii Beltrame Quattrocchi” – wyjaśnia ks. Władysław Jagustyn, proboszcz parafii św. Krzyża w Rzeszowie i dyrektor pielgrzymki.

Pielgrzymka rozpoczęła się Mszą św. w kościele św. Krzyża w Rzeszowie. Eucharystii przewodniczył bp Jan Wątroba. W homilii biskup mówił o trudzie pielgrzymowania. „Chrystus zaprasza nas na drogę pośród trudów, drogę wąską i bramę wąską, ale to jedyna szansa, byśmy nie tylko w wieczności odnaleźli szczęście, ale już tu na ziemi otrzymali dobra duchowe, o które się modlimy dla siebie i innych” – mówił biskup.

W pielgrzymce uczestniczy dwie siostry zakonne: Terezitta i Zachariasza ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej (Służebniczki Dębickie) pracujące w Tarnowie i trzech kleryków z Wyższego Seminarium Duchownego w Rzeszowie.

Wśród pątników są osoby z całej Polski, m.in. z Białegostoku, Gorzowa Wlk., Gdyni Inowrocławia, Kielc, Krakowa, Lublina, Olkusza, Stalowej Woli, Szczecina, Torunia, Warszawy, Złotoryi. Grupa jest również zróżnicowana wiekowo. Najmłodszy pielgrzym ma 11 lat, a najstarszy 78.

Pielgrzymi codziennie będą pokonywać około 30 kilometrową trasę. Po stronie polskiej zaplanowano dwa noclegi: w Kańczudze i Żurawicy. W czwartek, 27 czerwca pielgrzymi przekroczą granicę. Po stronie ukraińskiej zaplanowano trzy noclegi: w Gródku, Mościskach i Hodowicji.

W niedzielę, 30 czerwca pielgrzymi po pokonaniu najkrótszego, liczącego 20 kilometrów odcinka, dojdą do Lwowa. Po Eucharystii i modlitwie przed obrazem Matki Bożej Łaskawej w lwowskiej katedrze pątnicy i goście, którzy przyjadą do Lwowa autokarami, odwiedzą Cmentarz Łyczakowski oraz Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie odprawią Drogę Krzyżową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem