Reklama

Mezopotamia albo oblicze „demokratycznej żandarmerii”

2018-12-11 12:41

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 14

Często to, czego dowiadujemy się z mediów, niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Nie dzieje się tak jednak z powodu braku możliwości informowania o prawdzie – po prostu media stały się raczej środkami mentalnej przemocy, a nie są już rzetelnymi źródłami informacji o świecie.

Jestem właśnie w Mezopotamii i śpię w Karbali. Gdybym się kierował opowieściami dziennikarzy i medialnymi sensacjami, to pewnie nigdy by tu moja noga nie postała. Mam jednak taki uporczywy zwyczaj, że wszystko lubię sprawdzić na własnej skórze. Inaczej w tym zawodzie po prostu się nie da.

Właśnie z ekipą realizującą „Świętych z Doliny Niniwy” przenieśliśmy się w „najbardziej niebezpieczny rejon” Iraku, do Karbali. Chcemy poznać myślenie szyickich przywódców, a to przecież „królestwo” Muktady as-Sadra, którego partia niedawno zwyciężyła w wyborach do irackiego parlamentu. As-Sadr to ten sam przywódca, którego bojownicy stoczyli w kwietniu 2004 r. bitwę o City Hall z polskimi żołnierzami. Nasi żołnierze zabili tam wówczas wielu szyickich bojowników, każdy z nich miał swoją rodzinę.

Reklama

W polskich gazetach, jeżeli w ogóle pisano o Karbali, to tylko jako o bardzo niebezpiecznym miejscu Iraku. Powstał nawet nieudany film fabularny o bitwie Polaków z bojownikami As-Sadra, która miała miejsce właśnie w świętym mieście Karbala.

Tymczasem my – było nie było ekipa filmowa z Polski – przejechaliśmy z Bagdadu do Karbali właściwie bez żadnych większych przygód. Droga wiedzie przez terytoria, które jeszcze do niedawna były we władaniu terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego. Wcześniej przelot ze stolicy Kurdystanu – Erbilu do Bagdadu, a więc teoretycznie sami prosiliśmy się o kłopoty, tymczasem wszystko odbyło się nieomal bez trudności. Gdyby nie liczyć zatrzymania przez partyjną milicję Nuriego al-Malikiego (tuż przed samą Karbalą), to właściwie nic się nie wydarzyło.

Na miejscu nie spotkaliśmy się ze spodziewaną wrogością – czekali na nas niezwykle gościnni ludzie. Czekał na nas także pachnący z daleka tradycyjny posiłek – tashrib. Zabito barana i podano go ze świeżymi warzywami, prosto z ogrodu, i z przepysznymi chlebkami naan. Nasz gospodarz Mohamed otoczył nas opieką do tego stopnia, że towarzyszył nam – wraz ze swoim pistoletem – przez cały dzień, gdy nagrywaliśmy wywiady i sytuacje w najświętszych miejscach szyitów – meczetach imama Husajna i imama Abbasa.

Ludzie w Karbali są życzliwi i dobrze do Polski usposobieni, ze zdziwieniem obserwowaliśmy, jak serdecznie odnoszą się do siebie i jak głęboko przeżywają swoje religijne uczucia. Karbala jest po prostu inna niż jej medialny obraz.

Wszystkie te – dość proste i banalne – obserwacje piszę, aby opowiedzieć Państwu, jak głęboko jesteśmy manipulowani przez światowe media, jak bardzo wciska się nam do głów nieprawdziwe obrazy i informacje. Karbala, położona nad starożytnym Eufratem, jest miastem, które trzeba długo poznawać, aby zrozumieć jego rytm i niezrozumiałe dla przybyszów reguły. Jest tu dużo biedy i chaosu, akurat spadły ulewne deszcze i wszystkie ulice przykrył dywan błota. Ludzie sprawiają wrażenie zadowolonych, są jednak biednie odziani i jedzą proste, niewyszukane posiłki.

Cała nasza podróż na południe Iraku budzi jednak niewesołe refleksje. Ten kraj jeszcze na początku nowego wieku był dobrze zorganizowanym i dostatnim organizmem. Miał jednak poważną wadę – rządził w nim dyktator, który nie chciał słuchać globalnych nauczycieli. Wyznaczał Irakowi swój własny rytm życia. Tego różnym zakątkom świata nie mogą darować ci, którzy wiedzą lepiej, jak żyć i jak „wprowadzać demokrację”. Kraj, który leży na morzu ropy, jest teraz biedny, opanowany chaosem i podzielony. Ktoś zapyta: Kto na tym skorzystał? Odpowiedź jest najprostsza z możliwych: Ano ci, którzy zarabiają krocie na ropie naftowej – globalne koncerny. Czy zatem nie jest tak, że pod płaszczykiem „wprowadzania demokracji” załatwia się zupełnie inne interesy?

Jakiś czas temu byłem w Iranie i tam także ze zdziwienia przecierałem oczy – wielka kultura, wysoki poziom nauczania, miłe odnoszenie się ludzi wobec siebie. Ale przecież jest to jeden z najbardziej znienawidzonych przez światowe media krajów, newralgiczny punkt wytyczonej przez Stany Zjednoczone „osi zła”. Czy zatem ludzie nie mają prawa żyć po swojemu, muszą koniecznie przechodzić „demokratyczne rewolucje”? Co dobrego wynikło z tej zachodniej walki o prawa człowieka w Egipcie, Iraku, Syrii, Libii i wielu innych krajach? Przecież w każdym z nich wydarzenia przebiegają według tego samego schematu: najpierw pojawiają się „demokratyczni rewolucjoniści”, potem Zachód udziela im coraz większej pomocy, wybuchają walki, następuje coraz większe skłócenie, tworzą się samozwańcze milicje i prywatne armie, czasem dochodzi do interwencji zbrojnej wojsk z krajów „demokratycznej demokracji” i w efekcie ludzie stają się biedakami uzależnionymi od pomocy serwowanej im przez organizacje z kręgu tzw. „charity business”, których działacze – za ogromne pieniądze – goszczą się w pięciogwiazdkowych hotelach i pomagają w ten sposób, że coraz bardziej uzależniają ludzi od swojej – mocno symbolicznej – pomocy. Bogacą się na tym ci, którzy ową pomocą zawiadują, a... biedni stają się coraz biedniejsi.

Wiem, że opisywanie spraw w ten sposób ściąga na głowę kłopoty, ale dalibóg nie mogę przejść w milczeniu wobec faktów. Krajem, w którym naprawdę łamane są prawa człowieka, choćby prawo do swobodnego wyznawania własnej religii, jest Arabia Saudyjska, nikt z dziennikarzy wielkich mediów nie odważy się jednak wytykać tego Saudom. To przecież najlepszy sojusznik USA, po cichu – pomimo bycia kolebką najbardziej fanatycznej odmiany islamu – akceptowany także przez Izrael. Tuż za granicą Arabii Saudyjskiej rozgrywa się teraz najbardziej przerażająca i nieludzka wojna w Jemenie. Nikt jednak nie publikuje sążnistych apeli o zaprzestanie mordowania Jemeńczyków. Nikogo nie obchodzą zagłodzone tam dzieci. Wojna w Jemenie jest udziałem Saudów i jest na rękę Izraelowi, więc należy o niej po prostu taktownie milczeć. W Palestynie snajperzy izraelskiej armii mordują nieposiadających broni Palestyńczyków, którzy demonstrują, upominając się o najbardziej elementarne prawa współczesnego człowieka. I co? Czy przeczytaliście gdzieś rzetelne relacje o zbrodniach popełnianych na Palestyńczykach?

W Chinach komunistyczna partia, z zimną krwią, masakruje muzułmańskich Ujgurów. Czy ktoś głośno o tym mówi, czy ktoś upomina się o prawa człowieka? Nie! Dobre relacje z chińską satrapią są bowiem – chociażby z biznesowego punktu widzenia – dużo bardziej cenne niż „szerzenie demokracji”, wszak z Chińczykami każdy, prędzej czy później, będzie ubijał interesy.

Powiecie: jak świat światem tak było, jest i będzie, czy ma to jednak oznaczać, że na świecie żyją równi i równiejsi ludzie?!

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Decyzja Prokuratury ws. obrazu Matki Bożej z tęczową aureolą

2019-10-23 12:09

red/wpoloityce.pl

Osoby, które podczas czerwcowego Marszu Równości w Częstochowie niosły wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczową aureolą nie dopuściły się przestępstwa obrazy uczuć religijnych - uznała częstochowska prokuratura, umarzając postępowanie w tej sprawie.

youtube.com

Postępowanie umorzono ze względu na brak znamion czynu zabronionego — powiedział w środę PAP prok. Piotr Wróblewski z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Dochodzenie toczyło się w Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ. Trafiło do niej kilka doniesień osób, które obserwowały marsz i poczuły się urażone zachowaniem organizatorów i uczestników zgromadzenia.

Uczestnicy zorganizowanego 16 czerwca marszu mieli tęczowe flagi i elementy odzieży – skarpetki, czapki czy torby; nieśli także tęczową flagę z wizerunkiem orła białego, a także pojawiającą się także w innych miejscach kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, na którym aureola otaczająca głowy Maryi i Dzieciątka miała tęczowe barwy. To właśnie obraz niesiony przez uczestników marszu rozpalił emocje wśród kontrmanifestantów. Krzyczeli: „Oddać obraz!” i na chwilę zablokowali trasę przemarszu.

Postępowanie toczyło się pod kątem art. 196 Kodeksu karnego. Stanowi on, że „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Jak wyjaśnił prok. Wróblewski, zgodnie z wykładnią, musi to być czyn, który nosi znamiona wulgarności i ma na celu ubliżenie osobom wyznającym religię.

Z argumentacji postanowienia o umorzeniu wynika, że sama tęcza, symbol tęczy, takiego charakteru ubliżającego czy wulgarnego nie ma; brak też dowodów, że organizatorzy marszu mieli na celu obrazę uczuć religijnych — wskazał prokurator.

W II Marszu Równości w Częstochowie brało udział ok. 600 osób. Legalny marsz był zakłócany przez kontrmanifestantów, rekrutujących się m.in. ze środowiska kibiców, którzy nie mieli zgody władz miasta na manifestację. Policja informowała po imprezie, że nie odnotowała poważniejszych zdarzeń i naruszeń prawa, na kilka osób nałożono mandaty.

Częstochowska prokuratura prowadziła wcześniej podobne postępowanie, dotyczące transparentu z białym orłem na tęczowym tle, niesionym na wcześniejszym Marszu Równości w tym mieście. Także w tamtym przypadku nie dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła śledztwo. Biegły, który wypowiedział się w tej sprawie ocenił, że niesiony podczas manifestacji przedmiot trudno uznać za flagę, był to jedynie transparent z aluzyjną interpretacją flagi, a intencją jego twórców nie było znieważenie symboli państwowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem