Reklama

W poszukiwaniu szczęścia

2018-12-18 11:05

Renata Czerwińska
Edycja toruńska 51/2018, str. VII

Renata Czerwińska
Na spotkanie przybyło wielu słuchaczy

„Czy pani nie przesadza? Wróżby andrzejkowe – przecież to tylko zabawa”. „Czy długo pani miała te nadprzyrodzone zdolności?”. Drobna blondynka uśmiecha się – „Nie przesadzam. A „zdolności” – to wcale nie jest szczęście. Grzech to nie przyjemność – to wielkie cierpienie”

W przeddzień wieczoru andrzejkowego Duszpasterstwo Akademickie św. Józefa, działające przy kościele pw. św. Józefa w Toruniu, zorganizowało spotkanie z Patrycją Hurlak, aktorką i reżyserem, znaną z książki „Nawrócona wiedźma”.

Chciałam być szczęśliwa

Świadectwo gościa poprzedza Eucharystia. Kaplica szkolna szybko napełnia się ludźmi, którzy zostają, by posłuchać dramatycznej historii nawrócenia. Skutki wejścia w okultyzm?”Przez 20 lat nie przespałam ani jednej nocy”, „miałam wrażenie, że ściany się ruszają”. To lęki, koszmary, nienawiść do Kościoła, w życiu dorosłym niemożność wejścia w trwałe związki albo wiązanie się z osobami stosującymi przemoc. W opowieści jak bumerang wracają słowa: „Nikt mi nie powiedział, że to, co robię, jest złe!” oraz „Ja tylko chciałam być szczęśliwa”.

Całkowicie rozbita, zaczyna wreszcie wołać do Boga – którego nie znała, bo wychowała się w rodzinie niepraktykującej, a jej środowisko szkolne prędzej podałoby jej książkę z zaklęciami niż różaniec – a On odpowiada. Posyła ludzi, którzy wskazują jej drogę. Pierwsza spowiedź po latach przynosi upragniony pokój serca, a spotkanie z Chrystusem w Eucharystii to początek niezwykłej przygody miłości. „Zakochałam się w żywym Jezusie!” – wyznaje. Po kilku latach od nawrócenia, trwając w Kościele, korzystając z kierownictwa duchowego, rozpoznaje, że Bóg powołuje ją do życia konsekrowanego w świecie. „Jezus jest tym idealnym mężem, o jakim zawsze marzyłam! Choć nie jest to łatwy związek, nieraz się kłócimy, bo jestem choleryczką”.

Reklama

Wybór

Czy może dziwić, że takie spotkanie ktoś chce zakłócić? Okazuje się, że do kaplicy przyszły osoby, które zamiast rozmawiać, stawiają fałszywe zarzuty, przerywają, nie pozwalają gościowi dojść do słowa. Rozwiązaniem staje się... wystawienie przez ojca redemptorystę Najświętszego Sakramentu. Tylko na chwilę, a atmosfera się uspokaja, zupełnie jak podczas uciszenia burzy na Jeziorze Galilejskim.

Po spotkaniu z Jezusem Eucharystycznym słuchacze znów nabierają ochoty do stawiania pytań. Jak osoba wierząca radzi sobie w teatrze czy w filmie, gdzie nieraz trzeba zagrać rolę negatywną, niemoralną? – To bardzo trudne – odpowiada Patrycja Hurlak – moglibyśmy odejść z tej branży, ale kto by tam poszedł? Wskazuje przy tym na nieocenioną rolę modlitwy, która przemienia zarówno serca osób, które bywają trudne, jak i sytuację zewnętrzną (np. jakiś serial zostaje zdjęty z anteny). Czasami jednak trzeba postawić bardzo jasne granice. Sama – postawiona w sytuacji, w której miałaby poprowadzić program zawierający wątki okultystyczne – odmówiła udziału mimo zdziwienia współpracowników. „Wiara to nie uczucia – to łaska i wybór”. Co jednak pocieszające: „Jakkolwiek by diabeł mieszał w mediach, i tak Pan Jezus jest silniejszy”.

Jedno z pytań dotyczy także przyjaźni aktorki z bł. Karoliną Kózkówną. Jej relikwie zabiera ze sobą wszędzie. Szczególnymi miejscami stają się Smoleńsk i Katyń, gdzie błogosławiona upominała się, aby głosić orędzie o przebaczeniu. Uczestnicy spotkania pytają również o jej szczególne powołanie. Czy chodzi na randki? „Na adorację? Tak!”. Pojawia się jeszcze kilka sceptycznych głosów na temat zagrożeń okultyzmu, ale aktorka wyjaśnia, że robi to, co prorok Ezechiel: tylko napomina, resztę zostawia Bogu (por. Ez 3, 16-21).

– Codziennie jestem świadkiem cudów – wyznaje osoba, która doświadczyła wyjścia z mroku grzechu i spotkania z żywym Bogiem. Oby każdy z nas, obecny na tym spotkaniu, miał oczy otwarte na Jego działanie.

Tagi:
wróżby

Reklama

Kościół w sprawie magii

2017-11-29 10:28

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 49/2017, str. VIII

Zbliżający się koniec roku to czas, kiedy pojawiają się refleksje dotyczące przemijania i niepokój o nadchodzącą przyszłość. Właśnie wtedy wzrasta popyt na usługi wróżek i podobnych profesji. Chcemy wiedzieć kiedy spotkamy miłość, czy grożą nam choroby lub inne niebezpieczeństwa, i jak sprzyjać nam będzie fortuna

Bożena Sztajner/Niedziela

Spoglądając na statystyki zauważa się, iż coraz więcej osób korzysta z usług wróżek, jasnowidzów, posługuje się magią, a przynajmniej czyta horoskopy i stosuje się do ich zaleceń. Nasuwa się w takiej sytuacji pytanie: dlaczego ludzie chcą poznać swoją przyszłość, dlaczego nie poprzestają na tym, co jest pewne i co objawia się nam w miarę upływu czasu? Horoskopy są obecne w większości mediów, w różnego rodzaju reklamach, a nawet – w relacjach międzyludzkich. W niektórych środowiskach np. przedstawiając się, do imienia i nazwiska obowiązkowo dodaje się znak zodiaku. Jaki powinien być stosunek chrześcijan do tych spraw i czy wiara w magię jest grzechem?

Kościół o wróżbach

Tymczasem osoba wierząca, która na serio traktuje wiarę i nauczanie Kościoła katolickiego, nie ma prawa korzystać z usług wróżbitów czy jasnowidzów. Pokusa poznania przyszłości czy odpowiedzi na palące pytania potrafi być jednak w człowieku bardzo silna. Pójście za nią do gabinetu wróżki wiąże się z grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Stanowisko Kościoła katolickiego jest w tej kwestii bardzo klarowne, co tak zapisane jest w Katechizmie: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy – praktyki te są sprzeczne z czcią i szacunkiem, połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu” (KKK 2116).

Wszystkiemu winne gwiazdy?

Dla wielu ludzi przepowiednie są formą zrzucenia odpowiedzialności za własne grzechy, słabości czy też niepowodzenia na przyrodę nieożywioną – np.: „małżeństwo mi się nie udaje, bo żona jest spod niewłaściwego znaku” albo: „dziś jestem nieznośny dla innych, bo w horoskopie wychodzi wpływ Marsa” itp.

Tymczasem ludzie mają wolną wolę i ich życie nie może wynikać z konstelacji gwiazd. Gdyby tak było, bylibyśmy z góry zaprogramowanymi robotami. Na cóż zdałyby się nam rozum, wolna wola i uczucia?

Żniwo infolinii

Zbliżający się koniec roku to czas, kiedy „magiczne” infolinie zbierają prawdziwe żniwo. Jak dowiadujemy się z reklam: „wystarczy zadzwonić na nr 0 700..., aby uzyskać profesjonalną przepowiednię. Dochodowość biznesu, gdzie za minutę połączenia trzeba zapłacić nawet kilka do kilkunastu złotych sprawia, że tele-salony wróżb wyrastają jak grzyby po deszczu. Równym powodzeniem cieszą się serwisy sms-owe, dzięki którym można otrzymać poradę – zazwyczaj wylosowaną przez komputer.

Uwaga na wróżby

Wiara w magię to nie tylko grzech. Korzystanie z porad wróżbitów jest także niebezpieczne dla naszego umysłu. – Nie wolno zapomnieć, że wśród wielu uzależnień jest również uzależnienie od wróżb i przepowiedni. Osoby cierpiące na tę przypadłość tracą zdolność samodzielnego podejmowania decyzji i kontrolę nad własnym życiem. Powierzają ją często amatorom łatwego zysku. Zanim więc wydamy pieniądze na złudne wizje przyszłości, zapytajmy lepiej psychologa czy dobrze panujemy nad swoimi emocjami, relacjami ze światem zewnętrznym i najbliższym otoczeniem. Czy nasza wewnętrzna harmonia nie jest zaburzona. Tym bardziej, że taką poradę możemy uzyskać za darmo – mówi psycholog, Agata Bieniec z Sosnowca.

Szczęścia, nieszczęścia...

A szczęścia nie zapewni kominiarz i mój guzik, nieszczęścia natomiast nie ominę, gdy będę unikał czarnych kotów, witania się w progu itp.

Na tym tle magia i wróżby rysują się jako zabobonna wiara, iż to, co mnie spotka jutro czy w przyszłym miesiącu, zależy nie od kochającego Pana Boga w niebie, nie od moich modlitw i wysiłków, ale od bezrozumnych planet i gwiazd, które w momencie mego urodzenia tak, a nie inaczej się ułożyły.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska: Wczoraj Irlandia – dzisiaj Polska!

2019-05-19 14:30

Ewa H. Kowalewska, prezes Human Life International w Polsce / Gdańsk (KAI)

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą i powinny budzić nasz największy niepokój. Agresywne konfrontacje, dezinformacja, manipulacje faktami, dezintegrujące społeczeństwo akcje – wszyscy to odczuwamy. Można wyróżnić zasadnicze dwie linie tego ataku. Pierwsza dotyczy naszych dzieci, druga naszych duszpasterzy.

Graziako

Zaledwie 20 lat temu Irlandia była krajem jednoznacznie katolickim. W niedzielnej Mszy uczestniczyło ok. 90% obywateli. W 1983 roku społeczeństwo poparło w referendum poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia dla każdego poczętego dziecka i było z tego bardzo dumne. Większość za wielką wartość uznawała liczną, katolicką rodzinę, opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, która przekazuje wiarę i tradycję swoim dzieciom.

Dzisiejsza Irlandia całkowicie się zmieniła. Demokratycznie wybrany premier Leo Varadkar nie jest chrześcijaninem i publicznie oświadcza, że jest gejem. Doprowadził on do przeprowadzenia dwóch ogólnonarodowych referendów. Pierwsze dotyczące akceptacji tzw. małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, drugie na temat wprowadzenia swobody aborcji na życzenie. Obydwa zdecydowanie wygrał, bo młodzi odcięli się od fundamentalnych zasad moralnych, głoszonych przez Kościół katolicki i z radością poparli jego propozycje. Teraz kościoły świecą pustkami, bo kapłani stracili autorytet, mało kto z młodych chce ich słuchać. Katolicka Irlandia przeżywa dramat utraty wiary.

Tak szybko? Jak to możliwe? To ważne pytania, ponieważ te zmiany nie nastąpiły same z siebie, ale były konsekwentnie stymulowane według określonego programu, nazywanego „scenariuszem irlandzkim”.

Nie ulega wątpliwości, że zastosowana tu została fachowo opracowana inżynieria społeczna. Warto się jej przyjrzeć dokładniej, odnosząc się do tych dwóch referendów. W jaki sposób można zmienić poglądy dorosłych ludzi, w dodatku oparte na fundamencie wiary? Oni są odporni, po prostu wiedzą swoje. Zmiany należy więc rozpoczynać od dzieci.

Otóż w Irlandii ok. 30 lat temu wprowadzono do szkół permisywną edukację seksualną według wzorca brytyjskiego. Irlandzkie dzieci otrzymywały wielką dawkę antychrześcijańskiej ideologii od 4 roku życia po kilka godzin w tygodniu. Pod pretekstem tolerancji uczono je akceptacji dla aktywności osób LGBT (do wyboru) oraz swobody seksualnej i co za tym idzie przyzwolenia na przerywanie niechcianej ciąży. To pokolenie po 30 latach przestało chodzić do kościoła i samo zmieniło obowiązujące prawo.

Kościół katolicki w Irlandii, wcześniej posiadający olbrzymią władzę i autorytet, zdecydowanie przegrał. Pojawiło się wielu kapłanów bez powołania, który dopuszczali się nadużyć. Wystarczyło nagłośnienie skandali. W Irlandii było to wyjątkowo łatwe, bo przypadki pedofilii zdarzały się często. Ludzie nie są ślepi, a krzywdzenie dzieci budzi wielki sprzeciw i obrzydzenie oraz utratę zaufania. W tej sytuacji wielu kapłanów bało się (lub nie chciało) protestować przeciwko pierwszemu referendum. Zabrakło odwagi do głoszenia prawdy. Drugie referendum było jakby kontynuacją pierwszej ofensywy. Młodzi już nie chcieli słuchać, zabrakło autorytetu Kościoła i żywej wiary.

Porównajmy to z obecną sytuacją w jeszcze katolickiej Polsce, która na tle ateizującej się Europy została samotną wyspą i usiłuje bronić swoich wartości. Akcja zmiany świadomości społecznej staje się coraz bardziej agresywna i jest prowadzona dwutorowo, podobnie jak w Irlandii.

Warto się zastanowić, skąd ten atak na nasze dzieci! Batalię przeciwko edukacji seksualnej typu brytyjskiego wygraliśmy wiele lat temu. W polskiej szkole obowiązuje, pozytywny i akceptowany przez rodziców, przedmiot „Wychowanie do Życia w Rodzinie”. Właśnie dzięki dobrej podstawie programowej polska młodzież nadal w większości opowiada się za tradycyjną rodziną i ochroną życia. Atak zaczął się od akcji wmawiania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej. Nie jest to prawda, gdyż realizowana jest edukacja seksualna typu „A” – wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji seksualnej nastolatków (według Amerykańskiego Instytutu Pediatrii). Wszystkie badania potwierdzają pozytywne efekty tego przedmiotu. Pomimo tego w mediach nieustannie pojawiają się twierdzenia, że trzeba wreszcie edukację seksualną wprowadzić do szkół i wiele osób, nie znając problemu, publicznie je popiera.

Wyraźnie widać, że podstawowym celem ataku jest właśnie szkoła i nasze dzieci. Wbrew podstawie programowej, obowiązującej w szkołach, gminy kilku dużych miast (np. Gdańska czy Warszawy) podjęły akcje wejścia do szkół z promocją zachowań IGBT oraz ideologii gender. Szokiem dla wielu była wypowiedź nowego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, że te propozycje są jedynie programem przejściowym, a celem jest uchwalenie prawa do adopcji dzieci przez tzw. małżeństwa jednopłciowe.

Równolegle pojawiło się zamieszanie w szkolnictwie poprzez strajk płacowy nauczycieli, zagrożenie egzaminów itd. Bardzo poważnym następstwem jest obniżenie autorytetu wielu nauczycieli oraz doprowadzenie do konfrontacji z uczniami. W kontekście akcji strajkowej w ogóle nie poruszano problemu czego, jak i przez kogo są uczone nasze dzieci. Można się spodziewać dalszej konfrontacji z początkiem roku szkolnego. Jeżeli nie uda się powstrzymać akcji wchodzenia przedstawicieli LGBT do polskich szkól, za kilkanaście lat, tak jak w Irlandii, ta młodzież straci wiarę i sama zmieni obowiązujące prawo.

Drugim elementem ataku jest wmawianie społeczeństwu, że za dramaty związane z pedofilią jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie Kościół katolicki. Seksualne wykorzystywanie dzieci jest dramatem, wielką ohydą i podlega prawu karnemu. Osoba, która się dopuszcza takich czynów, powinna być surowo ukarana, niezależnie od tego z jakiego środowiska pochodzi i jaki wykonuje zawód. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowo surowe. Potrzebujemy obiektywnej prawdy, odpowiednich kar i prewencji. Ofiarom należny jest szacunek i pomoc. Można mieć jednak wątpliwości czy trafianie na łamy gazet jest dla nich w jakimkolwiek stopniu pomocne.

Problem pedofilii w szerokim zakresie ogólnoświatowym dotyczy milionów ludzi, zwłaszcza wykorzystywania biednych dzieci z Azji. Nikt nie przypomina o znanych sprawach sądowych w Polsce dotyczących nauczycieli, psychologów, trenerów, artystów czy znanych osób ze świata polityki i biznesu. Cisza!

Prowadzona akcja propagandowa ma na celu wskazać jako sprawców tylko kapłanów katolickich. Pseudo raport, przekazany papieżowi przez poseł Joannę Scheuring-Wielgus, składał się z doniesień prasowych bez weryfikacji. Na jego podstawie zrobiono mapę przypadków pedofilii w polskim Kościele, sugerującą, że jest to problem powszechny. Mnóstwo w tym pomówień i oszczerstw. Powstają kolejne filmy, których produkcja wiąże się z wielkimi kosztami. Przeciwko Irlandii szły wielkie pieniądze, które stymulowały realizację antykatolickich programów. Warto zadać pytanie, kto finansuje te filmy, manifestacje, raporty i programy czy kampanię „Wiosny” Biedronia, który coraz częściej jest przedstawiany jako kandydat na polskiego premiera.

Bieżących przypadków pedofilii niemal nie ma, więc ktoś wytrwale szuka w przeszłości, aby podgrzewać temat. Wyciągane są nazwiska zmarłych już dawno księży, którzy sami bronić się już nie mogą. Ten temat nie zniknie z naszych mediów. Będzie systematycznie wyciągany, stymulowany w celu podkręcania emocji i budowania postaw antykatolickich. Tymczasem jeżeli odetnie się pasterzy od stada, owce wilki zjedzą! To oczywiste! Kapłan jest krzewicielem wiary i szafarzem sakramentów, koniecznych do zbawienia. Zniszczenie zaufania do kapłanów, niszczy Kościół, pozbawia wiernych ochrony, naraża na odrzucenie wiary.

Widzę na Facebooku wypowiedzi nieznanych mi osób, że po obejrzeniu ostatniego filmu, nie puszczą dziecka do I Komunii. Nikt tego nie blokuje, tak jak moich informacji pro-life. Myślę, że to prowokacje, które mają służyć za przykład do naśladowania. Jeżeli dziecko nie będzie uczestniczyć w katechezie, nie będzie przystępować do sakramentów i uczestniczyć w grupach parafialnych, nie otrzyma żadnej „odtrutki” na indoktrynację ideologiczną serwowaną w szkole czy mediach. O to właśnie chodzi, bo głównym celem tej akcji jest doprowadzenie do kryzysu wiary! Chrystus i Jego przesłanie ma nie istnieć, tak jakby mogło być unicestwione przez ludzki grzech. Wtedy będzie można z nami zrobić dosłownie wszystko. Czyż to nam nie przypomina akcji z czasów komunizmu?

Polska ma szansę się obronić!

Polska nie jest jednak Irlandią. Mamy inne doświadczenia historyczne. Przeszliśmy przez trudny okres przymusowej ateizacji komunistycznej i obroniliśmy swoją wiarę! Do tych doświadczeń trzeba wracać i pokazywać naszym młodym tę perspektywę.

Po naszej stronie jest też czas. Takich zmian nie można przeprowadzić szybko, a oni tego czasu nie mają. Starają się więc atakować coraz bardziej frontalnie, a to budzi większy opór społeczny i daje dużo do myślenia.

Mamy też wiele ruchów i stowarzyszeń katolickich, również skupiających młodzież, które czynią Kościół żywym i zaangażowanym. Nie zabraniajmy dzieciom korzystać z tych spotkań. Te grupy są przyszłością Kościoła i naszą.

Polska jest bogata męczeństwem naszych kapłanów i podczas II wojny światowej, i w okresie dominacji komunizmu. Broni nas przesłanie, wielka odwaga i wiara Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, krew bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów bestialsko mordowanych w tamtych trudnych czasach. Mamy przesłanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Nie dziwią więc próby podważania tych wielkich autorytetów i skandaliczne, nie poparte faktami, próby dyskredytowania Papieża Polaka kłamliwymi pomówieniami, że nie sprzeciwiał się pedofilii w Kościele. Czy nawet bezczelne próby jego „dekanonizacji”! Obrażanie naszych biskupów, krzykliwe i bezpodstawne wnioski o „delegalizację Kościoła”, jakby był jakąś nikomu niepotrzebną, skompromitowaną organizacją pozarządową, bluźniercze ataki na Matkę Bożą Częstochowską, „artystyczne” bluźniercze wystawy i spektakle dopełniają tego obrazu. W przeproszeniu potrzebna jest wielka narodowa modlitwa i ekspiacja. Mieliśmy i mamy wielu wspaniałych kapłanów, którzy są ludźmi wielkich poświęceń – ofiarni, kochani, autentyczni. Stójmy za nimi, brońmy ich i wspomagajmy. Bardzo ich potrzebujemy!

Zachowując spokój, musimy zdać sobie sprawę, że obecny atak na wiarę naszych dzieci jest potężny i podstępny. Posługuje się fake newsami, króluje w liberalnych mediach oraz ukrywa się w ciszy mediów społecznościowych.

Pamiętajmy, że ateiści atakujący Kościół, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką siłę daje wiara i żywa Boża obecność. Wygramy z nimi tylko wtedy, jeżeli tę wiarę zachowamy, przekażemy ją naszym dzieciom i pozostaniemy wierni Jezusowi Chrystusowi, który jest naszym Królem i prowadzi swój Kościół. Wszystkie problemy musimy nieustannie zanosić przed Boży tron, prosząc o pomoc w tym dramatycznym zmaganiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: coraz więcej profanacji, kościoły pozostaną otwarte

2019-05-22 07:21

vaticannews.va / Poitiers (KAI)

We Francji narasta liczba profanacji katolickich miejsc kultu. W samej archidiecezji Poitiers doszło w ostatnich trzech miesiącach do kilkunastu włamań do kościołów. Za każdym razem celem włamania było tabernakulum i profanacja Najświętszego Sakramentu.

iankelsall1/pixabay

Jak podkreśla miejscowy arcybiskup, czegoś takiego jeszcze w tym kraju nie było. Zdarza się to co raz częściej. Nie są to oczywiście prześladowania – dodaje abp Pascal Wintzer – ale profanacja Najświętszego Sakramentu zadaje realny ból kapłanom i wiernym.

Podkreśla on, że cyboria, w których przetrzymywane są konsekrowane hostie nie mają żadnej wartości. Agresorzy ugodzili jednak w to, co w każdym kościele jest najcenniejsze – mówi abp Wintzer. Podkreśla, że nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za te profanacje. Nie są znane motywy tego działania. Nie wyklucza, że może w nich chodzić o wymazanie chrześcijańskiej obecności.

- Nie chciałbym, by na skutek tych włamań zamknięto kościoły, bo doprowadziłoby to do wymazania chrześcijańskiej obecności. Tymczasem kiedy kościoły są otwarte, wielu ludzi chętnie je odwiedza i to nie tylko chrześcijanie. Różne są tego powody. Niektórzy ze względów estetycznych, inni znajdują w kościele ciszę, łatwiej jest im się skupić. Odnajdują w nich pokój ducha. Bardzo mi zatem zależy, by kościoły pozostałe otwarte. Trzeba zabezpieczyć niektóre przedmioty i to należy do obowiązku właściciela, czyli gminy. Można też zastanowić się nad usunięciem Najświętszego Sakramentu, jeśli kościół nie jest regularnie używany. Wolę takie rozwiązanie, niż całkowite zamknięcie kościoła - wyjaśnia arcybiskup Poitiers.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem