Reklama

„Chciałem cię zabić”

2019-01-08 11:58

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 27


Archiwum prywatne

Długo stał na korytarzu, przestępował z nogi na nogę, schodził trzy stopnie niżej, aby za chwilę powrócić pod same drzwi. Wcześniej wielokrotnie widział tę scenę w wyobraźni. Czuł, jak naciska klamkę, wchodzi do środka... Dalej nie starczało mu już odwagi, by przewidywać, co się stanie. Teraz wreszcie stał przed tymi drzwiami. Przemógł chęć ucieczki i był tu... Uniesiona w górę dłoń lekko zadrżała. W końcu mruknął coś do siebie, przełknął ślinę i nacisnął dzwonek. Otworzył mu wysoki, niemal równy mu wzrostem mężczyzna. Miał bujną szpakowatą czuprynę i głębokie bruzdy pod dużymi niebieskimi oczami. Jego nieogolone policzki były blade jak u człowieka, który jest bardzo zmęczony.

– Dzień dobry, jestem... – zaczął.

– Wiem, kim jesteś – przerwał mu starszy mężczyzna i krótkim gestem dłoni zaprosił go do wnętrza mieszkania.

Reklama

Z korytarza wyjrzały dwie zaciekawione twarze ślicznych dziewcząt, bez skrępowania patrzyły mu prosto w oczy.

– Moje córki – na twarzy gospodarza pojawił się wątły uśmiech.

Weszli do przestronnego pokoju. Był pełen słonecznego światła i ciężkich, staromodnych mebli. Smugi światła wydobywały obraz wirowania drobinek kurzu, które kłębiły się tuż nad podłogą. Usiedli przy przedwojennym dębowym stole.

– Palisz? – starszy mężczyzna wyciągnął ku niemu paczkę czerwonych Marlboro.

– Nie, dziękuję – odruchowo pokręcił głową.

Rozległ się trzask zapałki i starszy chciwie zaciągnął się papierosem. Słyszał, jak dziewczyny cicho szepczą za drzwiami, nie był jednak w stanie złowić sensu ich ożywionego trajkotania.

Przybysz miał ściśnięte szczęki, z trudem przeciskały się przez nie słowa. Ukradkiem spoglądał na szpakowatego gospodarza i musiał przyznać, że za młodu był zapewne bardzo przystojny. Do teraz jego twarz zachowała harmonijne, szlachetne rysy. Córki urodę odziedziczyły pewnie po nim.

Pokój był urządzony ze smakiem, regały z tysiącami książek, masywne biurko, na którym stała prawdziwa lampa od Tiffany’ego. Młody sam robił szklane witraże, potrafił więc rozpoznać precyzyjne, ręcznie wykonywane łączenia różnokolorowych kawałków barwnego szkła. W tym pokoju królował człowiek, który dobrze wiedział, czym są wyrafinowanie i dobry smak.

– Chciałem cię zabić! – powoli uniósł twarz, tak aby dojrzeć wyraz źrenic człowieka, który siedział naprzeciw.

Szpakowaty mężczyzna zgarbił się, ale ani na moment nie opuścił wzroku, wytrzymał jego spojrzenie. W pokoju zaległo ciężkie milczenie. Nawet drobiny kurzu sprawiały wrażenie, jakby zastygły w swoim bezrozumnym tańcu. Miast oczekiwanego przerażenia przybysz dojrzał, jak gospodarz spogląda na niego z rosnącym zaciekawieniem. Czuł, jak dyskretnie omiata go ciepłym spojrzeniem, wpatruje się w jego twarz, przygląda się jego dłoniom. Coś w myślach precyzyjnie szacuje.

Czytał jego ostatnią książkę. Wzruszała go i przez to jeszcze bardziej go nienawidził. Przez wiele nocy przewracał kolejne kartki, aby chwilę potem rzucać książką z rozmachem o ścianę i mleć w ustach najwulgarniejsze przekleństwa. Nienawidził tej patetycznej, napuszonej frazy, nie mógł znieść pewności, z jaką autor wypowiadał swoje ostateczne sądy. Gdyby wtedy był w pokoju obok, z całą pewnością dźgnąłby go nożem i spokojnie spoglądał na krew, która sączyłaby się z rany. Zapamiętał nawet fragment, za który najbardziej go nienawidził: „Brat Andrzej wiedział, że umrze – skromnie, bez komunikowania tego komukolwiek i rozgłaszania o nadchodzącej nieuchronności, czekał na ostatni moment. Uśmiechał się jak człowiek nie tylko pogodzony z opuszczeniem swojej doczesnej postaci, ale także rozliczony ze wszystkim, co w życiu zrobił i pomyślał, ze wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i czego nigdy nie osiągnął. Nadchodząca śmierć przynosiła mu poczucie coraz większej i coraz bardziej bezwarunkowej wolności”.

– Pieprzony obserwator! – młody czytelnik warczał w myślach, wspominając opis ostatnich chwil brata Andrzeja.

Gospodarz nadal palił papierosa i ciągle patrzył na niego, tak jakby starał się zapamiętać najdrobniejszy szczegół jego oblicza. Wyglądał jak człowiek, który chce się nauczyć tego, co widzi, i wbić sobie ten widok w najbardziej wytrzymałe struktury pamięci. Głosy dziewcząt za drzwiami dawno już umilkły. Znudzone zapewne poszukały sobie bardziej stosownej dla ich wieku rozrywki. W wypełnionym już wieczornym półmrokiem pokoju nagle rozległy się słowa przybysza:

– Matka nigdy mi o tobie nie opowiadała. Gdy byłem mały, mówiła, że zginąłeś w wypadku samochodowym, tuż przed moim narodzeniem – młodzieniec przerwał i nerwowo wstał z fotela. Zaczął krążyć po rozległym pokoju, aż w końcu zatrzymał się tuż przed oknem. Gospodarz widział teraz jego barczyste plecy obrysowane gasnącym światłem dnia.

– Kiedyś, jak byłem już w liceum, znalazłem wasze zdjęcia ze studiów. Wtedy powiedziała mi prawdę – młodzieniec zaśmiał się nerwowo. – Wtedy dowiedziałem się, że żyjesz. Była bardzo dumna, ale wymusiłem na niej, aby opowiedziała mi całą prawdę.

Gospodarz niepewnie podniósł się ze swojego fotela.

– Nie, jeszcze nie teraz! – warknął przybysz. Ciągle stał przed oknem, wpatrując się w pierwsze zapalone latarnie. – Jeszcze ja chcę mówić!

– Ale ja...

– Jeszcze chwila! – przybysz ponownie brutalnie mu przerwał.

– Wiem, że nie wiedziałeś. Dałeś jej przecież pieniądze na skrobankę, a potem zniknąłeś. Nigdy więcej jej nie zobaczyłeś.

– Pięć lat temu napisała do mnie list – głos gospodarza był spokojny i cichy, brzmiał jak bardziej chropawa wersja tembru młodzieńca.

Młody mężczyzna odwrócił się zaskoczony.

– List?

– Tak. Napisała do wydawnictwa. Opisała mi ciebie, twoje studia...

– Zmarła dwa miesiące temu – młodzieniec znów mu przerwał, tym razem jednak jego głos nie był już tak zimny jak kilka minut wcześniej. Podszedł do fotela i znów usiadł naprzeciw gospodarza. – Nie wiedziałem, że cię znalazła. Szukałem wśród waszych starych znajomych ze studiów. W końcu dowiedziałem się, że wyjechałeś do Łodzi, że założyłeś rodzinę. Przez te wszystkie lata życzyłem ci śmierci. Modliłem się, aby Bóg zesłał na ciebie śmiertelną chorobę, uderzył cię nieszczęściem. Przez te wszystkie lata nienawidziłem cię najmocniej, jak tylko potrafiłem.

– Wiem – szpakowaty mężczyzna znów skurczył się w ramionach.

– Skąd ty to możesz wiedzieć?! Przyjechałem tu... – młody głos zawisł na chwilę w powietrzu.

Zaskoczony gospodarz dostrzegł łzy w oczach młodzieńca.

– Przyjechałem tu, aby cię przeprosić, aby...

– Przeprosić? – starszy stuknął się dłonią w czoło.

– Tak. I prosić, byś mi wybaczył.

– Ja tobie?!

– Tak.

Starszy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach, jego plecy zadrgały w bezgłośnym szlochu.

***

Kiedy z wielkiego okna na powrót zaczęły się sączyć pierwsze promienie porannego słońca, młody mężczyzna wstał i pocałował gospodarza w dłoń.

– Dziękuję.

– To ja dziękuję – odpowiedział gospodarz. – Wyzwoliłeś mnie z więzienia mojej bezsenności – dodał, zauważywszy pytające spojrzenie młodzieńca. – Od dwudziestu lat nie mogłem spać. Myślałem o dziecku, które się nie narodziło, o jego małych rączkach, ustach, sercu. Potem, pięć lat temu, gdy dowiedziałem się, że jednak istniejesz, dziękowałem Bogu, napisałem tę książkę, a teraz przyniosłeś mi wolność.

Młodzieniec cicho przeszedł przez korytarz – dziewczyny spokojnie spały w swoim pokoju. Zamknął drzwi najciszej jak umiał i lekko zbiegł po schodach.

Ośno Lubuskie: Codziennie o 21.00 odgrywają Apel Maryjny

2019-05-23 11:30

Kamil Krasowski

Od kilku lat w maju codziennie o godz. 21 z wieży kościoła św. Jakuba w Ośnie Lubuskim rozbrzmiewa Apel Maryjny. Pomysł jednej z uczennic wcielił w życie pan Roman Stefaniak, nauczyciel muzyki i kapelmistrz orkiestry.

Roman Stefaniak
Roman Stefaniak i jego uczennice każdego dnia maja o godz. 21.00 odgrywają Apel Maryjny

Pomysł zrodził się 5 lat temu z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. - Jedna z uczennic miała taki pomysł, aby codziennie w maju o godz. 21.00 odgrywać Apel Maryjny. Najpierw to miało być tylko raz, spontanicznie, z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Jednak okazało się, że jest to ciekawy pomysł, dlatego codziennie pokonujemy ponad 100 schodów na wieżę i o 21.00 gramy Apel Maryjny - mówi Roman Stefaniak, nauczyciel muzyki i kapelmistrz orkiestry w Ośnie Lubuskim. - Towarzyszą mi moje uczennice, grające tutaj w orkiestrze na co dzień. Tak nam się to spodobało, że oprócz tego w czerwcu o godz. 21.00 gramy pieśni związane z Najświętszym Sercem Pana Jezusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie mylić księdza z aniołem

2019-05-24 12:47

Ewa Oset

Ewa Oset
Ks. Rafał Kowalski, Michał Płóciennik, o. Michał Legan

Kim jest kapłan i czy współcześnie jest on jeszcze potrzebny ludziom? Dlaczego dzisiaj tak mało młodych mężczyzn chce zostać księdzem? Czy ksiądz może być niewierzący? Czego wierni oczekują od kapłanów? – to tylko kilka z pytań, na które próbowali odpowiedzieć sobie zgromadzeni 22 maja w Muzeum Częstochowskim na spotkaniu z cyklu „Filozofujemy...”. Tym razem temat dyskusji brzmiał: „Być księdzem dzisiaj – zawód, powołanie czy misja?”. Gośćmi tej edycji byli ks. Rafał Kowalski, psycholog, i o. Michał Legan, paulin, a prowadził ją Michał Płóciennik, teolog i filozof.

– Bóg podzielił się z ludźmi wszystkim, podzielił się również swoim kapłaństwem. Wszyscy zostaliśmy włączenie w kapłańską misję Chrystusa, ale szczególną rolę odgrywa kapłaństwo służebne – mówił o. Michał Legan. Czy potrzebujemy kapłana? – Trzeba odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie, czy potrzebujemy Chrystusa? – dodał o. Legan. Ludzie oczekują, co zostało również wypowiedziane przez zgromadzonych na spotkaniu, aby przez kapłana przebiło się światło Chrystusa. W dyskusji wskazana została też różnica między mnichem a księdzem – kapłan ma być na rozdanie, na rozszarpanie dla świata, tak jak Chrystus ofiarował swoje Ciało i Krew, mnich natomiast ma prawo powiedzieć: „Jestem nikim dla świata”.

Czy ksiądz może przeżywać kryzys wiary, kryzys powołania? Czy może stanąć na ambonie i powiedzieć wiernym to, co przeżywa, i prosić ich o modlitwę? – Kiedy próbuję wyobrazić sobie taką sytuację, w której ksiądz deklaruje, że traci wiarę, na myśl przychodzi mi stwierdzenie, że to nie wydarzyło się w jednej sekundzie. Zastanawiam się, czy dbał on o spowiedź, sakramenty, modlitwę osobistą. Jeżeli tego nie wykorzystał, nie umacniał więzi z Chrystusem, nie szukał pomocy spowiednika, kierownika duchowego, to taki występ jest mało konstruktywny, mało odpowiedzialny – mówił ks. Rafał Kowalski.

Ojciec paulin kontynuował tę myśl: – Nie jesteśmy maszynami do wierzenia, mamy prawo do kryzysów wiary, ale mamy obowiązek o tę wiarę dbać i o nią walczyć, mamy obowiązek ją odzyskiwać. Nie można jednak mylić księdza z aniołem. Wystąpienie księdza na ambonie i ogłoszenie: „Mam kryzys wiary” byłoby nieodpowiedzialne, jak nieodpowiedzialny byłby ojciec rodziny, który zebrałby dzieci przy stole i powiedziałby: „Jakoś ostatnio nie kocham waszej mamy”.

Jak patrzeć na kapłaństwo, Kościół w świetle ujawnionych niedawno przypadków pedofilii wśród duchowieństwa? – Myślę, że jesteśmy nieustannie wzywani do rachunku sumienia. Czy czasami nie przymykaliśmy oka na różne sytuacje – mówił o. Legan. – A „wybicie szamba”, które wydawałoby się katastrofą, w perspektywie Ewangelii może być błogosławioną chwilą, że Bóg zlitował się nad swoim Kościołem i ujawnił rzeczy, które były poukrywane. I dodał, tłumacząc swoją wypowiedź: – Moje życie polega na desperackiej próbie życia Ewangelią i będę Boga wplatał we wszystko, co mnie dotyczy. Jeżeli Pana Boga nie ma w tych wydarzeniach, to nic nie ma sensu. Sensem mojego życia jest upodabnianie się do Chrystusa, które przychodzi mi z wielkim bólem.

Jak wytłumaczyć ukrywanie grzechu, przestępstwa? Ks. Rafał, który jako psycholog spotyka się z różnymi sytuacjami, tłumaczy: – Powód zamiatania pod dywan jest jeden – strach. Coś się stanie, coś mnie spotka, będzie jakaś kara. Większość facetów nie szuka pomocy, bo się boi. Jak „się kisimy” we własnych trudnościach, to gaśniemy w oczach. Jeśli wydarzyło się zło, trzeba coś z tym zrobić, żeby nie wydarzyło się drugie, a później trzecie.

O. Legan przestrzegał też przed pochopnym osądzaniem ludzi. – Bóg nas osądzi, bo tylko On zna nas naprawdę – podsumował.

Czy zwrot „Ojcze” nie powinien być zarezerwowany tylko dla Boga? – Człowiek nie jest w stanie zdobyć sam sobie wiary. Do wiary musi zostać zrodzony. Jeżeli muszę zostać zrodzony do wiary przez kogoś, to ten, który mnie do niej zrodził, jest dla mnie ojcem. Przyjmuję także, że ten, który mnie zrodził do wiary, działa jako Chrystus. Przez to zauważenie w kimś Chrystusa mogę powiedzieć do niego: „Ojcze” – stwierdził o. Legan. – Przede wszystkim do Ojca Świętego, bo rodzi Kościół do wiary, i np. do ojców jasnogórskich. Jeśli ktoś mówi do mnie: „Ojcze”, czuję się najdumniejszy na świecie. Dlatego, że coś „się przebiło”, że ktoś „dostał” tę wiarę.

Ks. Józef Tischner mówił, że najpierw jest człowiekiem, potem filozofem, a na końcu księdzem. Czy kapłaństwo nie powinno być pierwsze? – W myśli ks. Tischnera chodziło to, że filozof to jest ktoś, kto szuka prawdy. Efektem tego, że ją znajduje, jest to, że jest kapłanem. Ta kolejność jest dla mnie logiczna. Jego bycie kapłanem było oznaką tego, że szukał – tłumaczył ks. Kowalski.

Tron, jedwabne szaty, złoty kielich... Czy ksiądz to książę? – Kiedy siadam na tronie, siadam w imieniu Chrystusa, aby On tam siedział. Zakładam jedwabny ornat, biorę złoty kielich – wtedy występuję „in persona Christi” (w osobie Chrystusa) – powiedział o. Legan.

Dlaczego tak mało młodych w kościele? Czy postawa niektórych księży ich zniechęca? Jedna z uczestniczek spotkania zauważyła, że młodzi często nie mają okazji nawet spotkać księdza, bo nie chodzą do kościoła. Tu przede wszystkim ogromna rola spoczywa na rodzicach, którzy powinni uczyć od najmłodszych lat swoje dzieci miłości do Boga, Kościoła i drugiego człowieka.

Zarówno pytań, jak i odpowiedzi było wiele, jak to podczas dysput filozoficznych, które w Muzeum Częstochowskim będą kontynuowane po okresie wakacyjnym. Spotkaniu towarzyszył Chór i Zespół Kameralny Jasnogórskiej Szkoły Muzycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem