Reklama

Mama, babcia, prababcia

2019-01-16 11:11

Monika Jasina
Edycja przemyska 3/2019, str. I


Pani Aniela z prawnukami – Olą i Wojtusiem

„Rozmawiajcie z dziadkami, bo Oni są strażnikami pamięci” – mówi papież Franciszek. Pani Monika odkryła taki skarb w Przemyślu. Opowieść każdej babci czy dziadka ma wiele wspólnych nici, bo ich świat dzieciństwa był bardzo podobny. Zachęcamy do lektury tekstu, może to zainspiruje młodych do korzystania z błogosławieństwa, jakim jest życie z dziadkami

Pani Aniela Krawczyńska urodziła się przed wojną w Koszarawie, niewielkiej wiosce położonej między górami Beskidu Żywieckiego. Dziś to tylko kilka kilometrów w linii prostej od granicy ze Słowacją. I kilkadziesiąt lat na przełomie wieków, historii i obyczajów.

Szczęśliwe życie

Na stole stoją filiżanki z delikatnej porcelany, dzbanek aromatycznej herbaty i domowy, złoty biszkopt. Wyznaczają kierunek naszej rozmowy; spodziewam się historii wprost z życia. Długiego, trudnego i – jak twierdzi moja rozmówczyni – bardzo szczęśliwego życia. Pani Aniela skończyła osiemdziesiąt lat i choć kobiety nie pyta się o wiek, ona ze swojego jest dumna i chętnie podkreśla, że to już w zasadzie lat osiemdziesiąt dwa. Nalewanie herbaty do filiżanek w róże przerywa nam wibrujący sygnał najnowszego modelu smartfona. Potrzebna jest pomoc: nie działa dekoder telewizji kablowej. Nie, pani Aniela nie potrafi go naprawić, ale wie do kogo zatelefonować i już po kilku chwilach odpowiedni fachowiec zostaje umówiony. Gdyby ktoś potrzebował informacji podatkowych lub z zakresu księgowości, też z pewnością tutaj je uzyska i będą to informacje aktualne oraz praktyczne. Pani Aniela była czynna zawodowo jeszcze na początku roku 2018 i choć postanowiła już od pracy odpocząć, nadal interesuje się tym, co zajmowało ją całe dorosłe życie. Ma też swoje pasje, o których świadczy galeria zdjęć w telefonie i ulubione profile w portalu społecznościowym.

Dawno, dawno temu

W latach 30. XX wieku życie na wsi było trudne, po części z powodu niedostatku, a po części skutkiem dodatkowych obowiązków, jakie przynosiło gospodarowanie bez ułatwiających życie urządzeń. Dzieci włączano do pomocy w gospodarstwie już od najmłodszych lat i była to dla wszystkich naturalna kolej rzeczy. Na ten pracowity, spokojny świat nadciągał jednak nieuchronnie kataklizm – wojna. Miejscowość ukryta w dolinie rzeki nie leżała na głównej linii frontu, ale okupant nie miał zamiaru jej omijać. Pewnego wrześniowego dnia wjechał do wioski na warczącym motocyklu, rzucając wrogim spojrzeniem spod hełmu ocieniającego twarz. To najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa Anieli. Miała wówczas nieco ponad dwa lata, ale ten wojenny obraz jest w stanie odtworzyć dzisiaj ze szczegółami. Niemiecki motocykl był pierwszym pojazdem mechanicznym, jaki w życiu widziała. Wspomnienie drugie to biała, pszenna bułka. Jedna ze starszych dziewcząt służyła u Niemców w nieodległym Żywcu i kiedyś przywiozła ten wyjątkowy przysmak. – Zwykle jadaliśmy ciemny, ciężki chleb, z domieszkami jakichś otrąb – wspomina pani Aniela. – Ta puszysta, biała bułka była dla mnie symbolem luksusu wielkiego świata.

Reklama

Koszarawa

Do domowych obowiązków małej Anielci należało zamiatane podwórka. Dziś także bardzo lubi sprzątać, a od regularnego mycia okien nie odstraszają nawet zła pogoda czy gorsze samopoczucie. Samo mycie okazuje się zresztą dość łatwe, bo używa do tego celu nowoczesnego urządzenia na akumulator, prezentu od syna. Zanim jednak takie udogodnienia znalazły się w zasięgu ręki, dzieci w Koszarawie używały wiklinowych mioteł, pomagały przy wypasie zwierząt albo uprawie lnu. Pani Aniela potrafi bardzo dokładnie opisać cały cykl produkcyjny. Produkt końcowy był uzależniony od jakości płótna. Lepsze było przeznaczane na bluzki i koszule, z pozostałego robiono np. prześcieradła. Takie prześcieradło, zanurzone w źródlanej wodzie lub przyniesione prosto z mroźnego podwórka, było przez długi czas jedynym środkiem stosowanym na zbicie gorączki. Chorego szczelnie owijano w zimny materiał. Czy pomagało? Pani Aniela jest tego najlepszym dowodem.

Mimo wojennej zawieruchy, życie toczyło się w miarę spokojnym torem. Czasem tylko ktoś znikał ze wsi. Jako pierwsi, jeszcze przed wkroczeniem Niemców, wyjechali dwaj Żydzi, prowadzący w Koszarawie swoje interesy. Być może udało im się uniknąć najgorszego, ale tego nikt nie wiedział. Potem zniknęli niepełnosprawni. Szybko rozniosła się wieść, że „takich” Niemcy zabierają do Auschwitz. Może zabierali też innych, każdy odczuwał strach, ale twardą, góralską naturę niełatwo poskromić. Ojciec Anieli często znikał z domu. Przeprowadzał sobie znanymi ścieżkami ludzi, którzy nie chcieli lub nie mogli podróżować oficjalnie. Pod sam koniec wojny posadził córkę obok siebie, na wyładowanym sianem wozie i wyruszył na leśne trakty. Dziewczynka miała zmylić ewentualne patrole; pod sianem znajdowała się broń, którą trzeba było ukryć wobec nadchodzącej, niewiadomej przyszłości.

Codzienność

Z tych wczesnych lat powojennych pani Aniela pamięta jeszcze dzień swojej Pierwszej Komunii Świętej. Jakże dalekie wydają się te czasy, gdy dziecku i jego najbliższym wystarczała skromna biała sukienka i słodka drożdżówka w parafialnej salce. Potem już było jakby łatwiej, choć przecież czasy wcale łatwe nie były. Po ukończeniu szkoły średniej w Żywcu Aniela została skierowana do pracy w Katowicach. Przez dwadzieścia powojennych lat absolwenci szkół średnich i wyższych otrzymywali tzw. nakaz pracy. Miejsce jej wykonywania było wyznaczane z urzędu i nikt nie pytał zainteresowanych, czy im odpowiada. – W Katowicach pracowałam z takimi prawdziwymi Ślązakami – wspomina pani Aniela. – Nauczyłam się od nich nie tylko wszystkiego o księgowości, ale też rzetelnego, uczciwego podejścia do pracy.

Do Przemyśla ściągnęła ją miłość, jak się później okazało, niezbyt szczęśliwa. I choć została sama z dzieckiem, nigdy nie przyszło jej do głowy, by opuścić ręce i zacząć się skarżyć. Na co dzień pomagał jej góralski upór i obowiązkowość wyniesiona z domu rodzinnego. Pomagała też modlitwa. – Nie miałam czasu na długie pacierze. To były raczej krótkie westchnienia, takie podziękowania i prośby. Dopiero teraz nadrabiam zaległości – uśmiecha się pani Aniela, pokazując modlitewnik.

Autorytet

Pani Aniela jest na bieżąco we wszystkim, co dotyczy jej bliskich. A trzy pokolenia nie wyobrażają sobie życia bez babci Neli. Nie każdy młody człowiek przyznaje, że jego wzorem i autorytetem jest własna babcia. Kilka lat temu usłyszałam po raz pierwszy o pani Anieli od jej wnuczki, która z podziwem opowiadała o mądrej, wciąż aktywnej i wspierającej całą rodzinę babci. Nasze spotkanie przy herbacie było zwieńczeniem tej kilkuletniej, nietypowej znajomości. Teraz mamy kontakt również przez media społecznościowe, bo pani Aniela nie ma zamiaru pozostawać w tyle ani na krok. Świat jest zbyt ciekawy.

Tagi:
babcia

Powtórka z młodości

2018-01-17 10:05

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 3/2018, str. I

Dzień Babci obchodzimy 21 stycznia, a 22 stycznia to święto wszystkich dziadziusiów. Dla nich każdy wnuk to powtórka z młodości, jakby czas cofnął się dwadzieścia lat

©PointImages/fotolia.com

A po co w ogóle są dziadkowie? Dziadkowie są potrzebni, bo: oboje rodzice pracują zawodowo, dziecko choruje, jest mało samodzielne, dziadkowie pomagają w prowadzeniu gospodarstwa domowego i wychowania dzieci, wnoszą do rodziny różne wartości, przekazują swoim wnukom dawne zwyczaje i tradycje. Dzięki dziadkom dzieci od najmłodszych lat uczą się dostrzegać różne potrzeby innych ludzi, uczą się tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka. Dziadkowie mają wpływ na kształtowanie się w nich poczucia obowiązku oraz odpowiednich postaw. Należy zaznaczyć, iż w swoje role dziadkowie wchodzą stopniowo.

„Babcia jakby szybciej niż dziadek zdaje sobie sprawę ze swojej roli. Bo babcia wykorzystuje doświadczenia własnego macierzyństwa. Bliskość uczuciowa, skłonność do ponownego matkowania, jednakowe traktowanie wnuczek i wnuków, to niektóre cechy babć. Babcia wprowadza do rodziny bardzo cenne elementy tradycji. Umożliwia wnukom zrozumienie psychiki, potrzeb i postaw ludzi starszych. Obecność babci zwiększa poczucie bezpieczeństwa w rodzinie, sprzyja powstawaniu atmosfery spokoju i pogody. Dzięki babci szerzej spojrzymy na rodzinę i jej dzieje. Współczesna babcia, to kobieta jeszcze w sile wieku i często pracująca zawodowo. Pomimo to, bardzo kocha wnuki i zawsze można liczyć na jej pomoc. Wchodzenie w rolę dziadka, jej uczenie się odbywa się w sposób stopniowy i naturalny. Pojawia się w momencie przyjścia na świat wnuka czy też wnuczki. Dziadek staje się historykiem i kronikarzem rodziny, przyjacielem dla starszego wnuka, a bohaterem i czarodziejem dla młodszego. Relacje oparte na wspólnych spacerach, wycieczkach, grach i zabawach, czytaniu lektur, oglądaniu telewizji oraz rozmowach pozwalają na wzajemne poznawanie się. Z dziadkiem można wymienić informacje i poglądy, wysłuchać interesujących opowiadań. Zachowanie dziadka jest także dla dziecka źródłem informacji o sposobach postępowania w różnych sytuacjach. Silne związki emocjonalne, podtrzymywane i rozbudowywane przez wieloletni kontakt dziecka z dziadkiem, są bardzo ważne. To one w znacznej mierze wyznaczają dziecięcą koncepcję rodziny oraz wizję własnych, przyszłych ról społecznych – ojca i męża” – mówi Beata Drabek, psycholog z sosnowieckiej Poradni Zdrowia Psychicznego.

Uczucie, którym na ogół dziadkowie darzą swoje wnuki, można określić mianem „późnej miłości”. Deklarują miłość równie silną jak do własnych dzieci, ale kochają je „trochę inaczej”. Miłość do wnuków jest bardziej świadoma, a stosunek do nich łagodniejszy niż do własnych dzieci.

Dziadkowie tworzą dla wnuków emocjonalną świątynię, z dala od codziennego świata, w której wspólne przebywanie daje poczucie miłości i bezpieczeństwa. Wnuki kochają dziadków, bo „wszystko im kupią”, a dziadkowie od wnuków nauczą się na przykład obsługi komputera. To harmonijne współżycie obu pokoleniom dostarczą cennych wartości. W tych wyjątkowych dniach Babci i Dziadka pamiętajmy o tych ważnych osobach w życiu!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: tuż przed Bożym Narodzeniem odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena

2019-11-21 20:39

kg (KAI) / Peoria

W sobotę 21 grudnia w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej w Peorii, stan Illinois w Stanach Zjednoczonych, odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena na zakończenie obchodów setnej rocznicy jego święceń kapłańskich. Obrzędowi przewodniczyć będzie w imieniu papieża kard. Angelo Becciu, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Przyszły błogosławiony żył w latach 1895-1979, zasłynął jako znakomity mówca i kaznodzieja a w latach 1951-69 był czynnym biskupem, w tym przez 3 lata stał na czele diecezji Rochester.

Fred Palumbo / Wikipedia
abp. Fulton J. Sheen w 1952 r.

Wiadomość o beatyfikacji ogłosił 18 listopada „z wielką radością i wdzięcznością” podczas Mszy św. w katedrze w Peorii miejscowy biskup Daniel R. Jenky, powołując się na pismo z Watykanu. Ujawnił, że 6 marca br. dowiedział się, że 7-osobowy zespół ekspertów lekarskich, działający przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, uznał jednogłośnie cud przypisywany wstawiennictwu sługi Bożego, wymagany do ogłoszenia go błogosławionym. W lipcu br. Franciszek zatwierdził tę decyzję, co bezpośrednio otworzyło drogę do beatyfikacji.

Uroczysta Msza św. beatyfikacyjna rozpocznie się o godz. 10 rano czasu miejscowego w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Maryi, „w tej samej, w której sto lat temu [przyszły arcybiskup] Sheen przyjął święcenia kapłańskie” – powiedział z zadowoleniem bp Jenky. Tam też, w marmurowym grobowcu spoczywają obecnie doczesne szczątki kandydata na ołtarze.

Wspomniany cud dotyczy niewytłumaczalnego z naukowego punktu widzenia uzdrowienia Jamesa Fultona Engstroma, który urodził się martwy 16 września 2010. Jego rodzice – Bonnie i Travis Engstromowie natychmiast zaczęli się modlić za przyczyną abp. Sheena, zachęcając też innych do szukania wstawiennictwa u niego. Dokładnie w chwili, gdy lekarze ze szpitala św. Franciszka w Peorii mieli ogłosić śmierć chłopca, jego delikatne serce zaczęło bić w rytmie, typowym dla noworodków. Do tego czasu przez 61 minut chłopczyk nie miał tętna. Wzruszona matka opowiedziała o tym w 2011 w katedrze w Peorii przed wielkim portretem abp. Sheena obok ołtarza.

Mimo złych rokowań co do przyszłości malca, łącznie z przewidywaniami, iż prawdopodobnie będzie on niewidomy i nie będzie mógł chodzić, zaczął się on normalnie rozwijać. Obecnie 8-latek lubi zjeść udka kurczaka, oglądać „Gwiezdne wojny” i jeździć na rowerze.

Dekret o uznaniu uzdrowienia ukazał się mniej więcej w tydzień po przeniesieniu prochów arcybiskupa z Nowego Jorku do katedry w Peorii. „To naprawdę wspaniałe, jak Bóg nadal tworzy cuda” – skomentował bp Jenky dokument papieski.

Peter (Fulton) John Sheen urodził się 8 maja 1895 w El Paso w stanie Illinois jako najstarszy z czterech synów w średniozamożnej rodzinie rolniczej. Rodzice byli bardzo pobożni i w tym duchu wychowali swoje dzieci, które odznaczały się dużą inteligencją. Przyszły biskup ukończył studia w St. Paul oraz na uniwersytetach w Waszyngtonie i Lovanium, na którym jako pierwszy Amerykanin uzyskał w 1923 Nagrodę im. Kard. J. Merciera za najlepszą rozprawę filozoficzną. Święcenia kapłańskie przyjął 20 września 1919, po czym pracował duszpastersko w swej rodzimej diecezji Peorii i jako wykładowca w Waszyngtonie.

Szybko zasłynął jako znakomity kaznodzieja, rekolekcjonista, nauczyciel i wychowawca. W latach 1930-50 wygłaszał wieczorne pogadanki religijne w radiu, a w latach 1952-57 w telewizji. W szczytowym okresie jego audycji słuchało i oglądało ponad 30 mln Amerykanów. Pod wpływem jego nauk nawróciło się wiele sławnych osobistości, w tym działacze komunistyczni, agnostycy, aktorzy, np. producent samochodów Henry Ford II czy skrzypek i kompozytor Fritz Kreisler.

W 1948 na ks. Sheena zwrócił uwagę ówczesny arcybiskup Nowego Jorku kard. Francis Spellman. Na jego wniosek Pius XII mianował 28 maja 1951 (sakra – 11 czerwca) 56-letniego kapłana biskupem pomocniczym archidiecezji. Wkrótce potem rozpoczął on cykl cotygodniowych programów telewizyjnych pt. „Life is Worth Living”, cieszących się ogromną popularnością. Biskup mówił na żywo na różne tematy. Cykl ten trwał w latach 1951-57 i 1961-68.

21 października 1966 Paweł VI przeniósł go na stolicę biskupią Rochester, którą kierował prawie 3 lata – do 6 października 1969. Gdy hierarcha na własną prośbę ustąpił z tego urzędu, papież Montini obdarzył go godnością arcybiskupa. Mimo przejścia na emeryturę był nadal bardzo aktywny, pozostał znakomitym mówcą, którego nauki i kazania przyciągały tłumy. Zachowało się wiele nagrań z jego wystąpień. Napisał 66 książek, z których co najmniej 9 ukazało się też po polsku, i wiele artykułów. Tempa życia nie zwolnił nawet wtedy, gdy okazało się, że jest chory na serce. Podczas swej wizyty w Nowym Jorku w październiku 1979 św. Jan Paweł II nazwał arcybiskupa Sheena „wiernym synem Kościoła”. Zmarł on 9 grudnia tegoż roku w swej nowojorskiej kaplicy przed Najświętszym Sakramentem.

Jego zwłoki złożono w krypcie pod głównym ołtarzem katedry św. Patryka w Nowym Jorku, skąd 27 czerwca br., na prośbę jego bratanicy Joan Sheen Cunningham przewieziono je do nowego grobowca w katedrze w Peorii.

W 2002 rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. 28 czerwca 2012 roku Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót arcybiskupa, a 5 lipca 2019 Franciszek podpisał wspomniany dekret uznający cud za wstawiennictwem sługi Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Solarczyk udzielił bezdomnym sakramentu bierzmowania

2019-11-22 19:28

mag / Warszawa (KAI)

Każdy z nas jest świątynią Boga – powiedział do bezdomnych bp Marek Solarczyk. W domu Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, które zajmują się najuboższymi mieszkańcami stolicy, jedna osoba otrzymała sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego – chrztu, bierzmowania i Eucharystii, a cztery kolejne - bierzmowania. W czasie liturgii, której przewodniczył biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej, polecano Bogu osoby którym siostry na co dzień pomagają.

Magdalena Pijewska/Niedziela
Bp Marek Solarczyk

W homilii bp Solarczyk przekonywał, że każdy człowiek ma wartość w Bożych oczach i że Jezus nikogo nie wyklucza z powodu jego upadków. - Od nas, od naszej otwartości zależy czy przyjmiemy zaproszenie Pana i pozwolimy Mu wejść do domu naszego życia, do domy naszego serca – mówił duchowny przywołując postać biblijnego Zacheusza.

Przypomniał również słowa św. Matka Teresa z Kalkuty, która mówiła, że z nas jest świątynią Boga, każdy z nas może w swoim życiu i poprzez swoje życie spotkać Boga, przeżyć relację z Nim.

Mówiąc o wartości sakramentu bierzmowania podkreślił, że przyjmując dary Ducha Świętego człowiek powinien być gotowy wziąć odpowiedzialność za drugiego człowiek. – Nie możemy odwracać się od tych, którzy nie znają Boga, którzy mają wątpliwości w wierze, którzy może wielu spraw nie rozumieją, albo nie są na tym etapie w stanie zrozumieć – powiedział bp Solarczyk. Podkreślił, że tym co najmocniej przemawia do serca drugiego człowiek to osobiste świadectwo wiary, świadectwo przeżywania relacji z Chrystusem. Takiej postawy otwartości potrzeba nie tylko w sprawach ducha, ale także w tym co przynosi codzienność w naszych relacjach z innymi – podsumował kaznodzieja.

Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości od początku lat 90 mieszka w Domu Świętego Józefa na stołecznym Bródnie. Prowadzi tam przytułek dla najuboższych niosąc pomoc wszystkim potrzebującym. Siostry nie tylko zbierają z ulic miasta ludzi bezdomnych, aby ich umyć, opatrzyć im rany i nakarmić ich, ale także odwiedzają domy starców, szpitale, więzienia.

W samym domu jest 21 łóżek dla biednych. W zależności od potrzeby siostry przyjmują nieraz pod swój dach więcej potrzebujących rozkładając dodatkowe materace. W przeważającej większości są to osoby bezdomne po operacjach, z jakimiś poważnymi odmrożeniami, czy innymi chorobami, które nie mają gdzie się podziać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem