Reklama

Nie zakryć sobą Chrystusa Boga

2019-01-30 11:36


Edycja łódzka 5/2019, str. VI

Archiwum
Kościół parafialny w Niżynie

Ks. Witalij Prylepa z Niżyna na Ukrainie, który kilka dni temu zakończył kolędę w parafii Najświętszego Zbawiciela w Łodzi, opowiada o byciu proboszczem w malutkiej, jak na polskie realia, parafii, o ludziach tam mieszkających, pustoszejących miejscowościach i wojnie

Anna Skopińska: – Katolicy tu w Polsce różnią się od parafian Księdza?

Ks. Witalij Prylepa: – Jeśli to kwestia wiary, to nie. Bo ludzie wierzący są zawsze otwarci na przyjęcie Boga w drugim człowieku, Chrystusa w kapłanie. Widać jedynie różnicę w mentalności, kulturze i tę materialną.

– Na Ukrainie pracuje Ksiądz w malutkiej parafii...

– Jestem proboszczem dwu parafii diecezji kijowsko-żytomierskiej. Jedna Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Niżynie (150 km na północ od Kijowa) – 73-tysięcznym mieście – liczy 20-25 osób, a druga w Pryłukach to 5-7 osób.

– To możliwe, by prowadzić tak małe wspólnoty?

– Tak. Takie tu są parafie, bo to bardzo specyficzny teren. To jest prawosławny teren, historycznie bardzo prawosławny i tam prawie nigdy nie było katolików.

– I nagle się pojawili?

– To efekt rozwoju Kościoła rzymskokatolickiego po upadku Związku Radzieckiego i powstaniu Ukrainy. Kościół wyszedł wreszcie z katakumb i ci ludzie się teraz odnajdują. Parafia w Niżynie powstała w 2002 r. Najpierw dojeżdżali do niej księża oblaci Niepokalanej z Kijowa, a od 2012 r. jest ksiądz na stałe. Najpierw proboszczem był ks. Jerzy, obecnie ja. Jedynie kilku parafian to są katolicy z chrztu, np. pani Franciszka, żona wojskowego, która jeździła z mężem na różne placówki i zmieniała miejsce zamieszkania, pochodzi z Podola i ma korzenie katolickie.

– Parafianie to Ukraińcy?

– Większość to prawosławni Ukraińcy. Był też jeden Polak – pan Stefan, który miał swoją firmę u nas, ale przeszedł na emeryturę i wrócił już do Polski.

– Jak to jest taka mała wspólnota, to zna ich Ksiądz i pewnie każdego spowiada...

– W 2018 r. miałem Pierwsze Komunie czterech osób dorosłych. To prawosławni, którzy praktykują nasz obrządek i chcieli przyjąć Pana Jezusa. Pierwsza Komunia, a najpierw pierwsza spowiedź. Ale nie wszyscy jeszcze spowiadają się, tu jest jeszcze dużo pracy, bo ci ludzie bardzo emocjonalnie przywiązują się do osoby kapłana. To bardzo delikatne momenty, bo trzeba wyczuć i tak postępować, by sobą nie zakryć Chrystusa Boga. Dlatego czasami w duszpasterski sposób jest ciężko, bo chciałoby się, by oni przychodzili do Boga, a nie zawsze tak jest i się da.

– Posługę kapłańską pełni Ksiądz już 12 lat. Czemu taka droga, skoro na Ukrainie tak mało katolików?

– Nasza diecezja ma 4 województwa i nie wszystkie parafie są takie. Sam pochodzę z tradycyjnej rodziny, w której przekazano mi wiarę. Zrobiła to zwłaszcza babcia, mama taty. Ona w szczególny sposób przekazała mi wiarę – swoim świadectwem. A księża są tam, gdzie pośle ich biskup.

– W Niżynie i Pryłukach jest Ksiądz trochę misjonarzem?

– To za wielkie słowo. Chcę przekazać Chrystusa – robię to raz lepiej, raz gorzej, robię też co mogę, ale nie zawsze się udaje. I z wielką pokorą do tego podchodzę.

– A w pracy z taką małą grupą, są jakieś radości?

– Zawsze. To jak rodzina. Jak byłem w seminarium, marzyłem o takiej parafii. Bo pochodzę z tradycyjnej parafii i wiem, co to znaczy tradycyjność. Niestety – to nie zawsze wiara.

– Tu jest inaczej?

– Ci ludzie, którzy przychodzą – mam nadzieję, i czasami to widać – mają wiarę. Bo to jest nowe. Żniwo wielkie i nowa przestrzeń. A jeśli ludzie przychodzą autentycznie do Boga, to po nich to widać. Ale niestety jest bardzo ciężko. Jest zgorszenie – i w Kościele rzymskokatolickim i w prawosławnym. Choć mamy ze sobą dobre kontakty, jednak czasem coś zawodzi duchowo, kulturalnie, moralnie. Bo na prawosławnych ciąży duża odpowiedzialność za kulturę w mieście. Dostaję za to duże wsparcie od grekokatolika – ks. Romana. To pomaga. Musimy przecież dawać normalne świadectwo kapłana na tych terenach.

– To trudne tereny?

– Niestety tu nie ma przyszłości. Dużo osób wyjeżdża. Uczelnia im. Mikołaja Gogola narzeka na brak studentów. Mam w parafii dwie panie profesor, które skarżą się na to, że nie ma młodych ludzi. To też jedno z najbiedniejszych województw. Ogromny teren, ale mało mieszkańców, nie ma fabryk, zakładów, tylko rolnictwo takie małe, przydomowe. Ludzie wyjeżdżają do wielkich miast, a kto ma możliwość, to za granicę. Z mojej parafii wyjechało w tym roku 7 osób, dwoje umarło. Od o. Romana wyjechały cztery rodziny – to najczęściej nauczyciele i lekarze. Za pracą, za lepszym życiem. Ja to rozumiem. U nas jest praca, kto chce, ten ją znajdzie, ale wynagrodzenie za nią niewielkie. Gdy obok kościoła trzeba coś zrobić, bo to wszystko jest jeszcze surowe, znaleźć dobrego majstra w takim mieście jest problemem. Ludzie albo jeżdżą codziennie do Kijowa, albo za granicę. Pozostają tylko tacy, których mogę wziąć dorywczo i tacy, z którymi się chlebem dzielę, bo jak mnie uczyła mama – chleb jest święty i zawsze kawałkiem trzeba się podzielić.

– A czego potrzeba w Księdza parafiach?

– Najważniejsza jest modlitwa. Uczę parafian, by byli samodzielnymi. Mała parafia, wspomagają nas niektórzy – jak np. ks. Grzegorz, ale mówię im, że parafia nie jest moja, bo ja dziś tu, a jutro pójdę gdzie indziej. I oni biorą odpowiedzialność za to. To dzięki tym ludziom mam zawsze kawał chleba na stole. Sami zbierają pieniądze i dzięki temu mogę spokojnie zapłacić za wodę i za światło, dołożą też do drewna. Oni chcą to robić. Bo to bardzo ofiarni ludzie.

– Nie zazdrości Ksiądz parafii ks. Grzegorzowi?

– Ta parafia ma ducha, jest tu bardzo ładny kościół, ale pewnie – jaki proboszcz, taka parafia. Pan Bóg przecież widzi, jaki ksiądz jest. Te przyjazdy tu wspomagają parafie – materialnie. Dzięki sercu ks. Grzegorza i ofiarom można u nas sporo zrobić. Ale nie mam uczucia zazdrości. Zawsze lubiłem walczyć o swoje. I być godnym swojego. Malutka parafia to malutka, ale jeśli w Niżynie na 20 osób jeszcze nigdy nie odprawiałem Mszy św. codziennej w pustym kościele, bo zawsze jest 5-6 osób, to coś znaczy. Mam jednego ministranta – pana Włodzimierza, który pięć razy siedział w więzieniu. Przyszedł dlatego, że jego siostra raz czy dwa razy w miesiącu była na Mszy św. u nas. Przez dwa lata przygotowywał się i już przystępuje do Komunii św. i spowiedzi. Mam różnych parafian – i inteligencję, i ludzi zagubionych. I kiedy widzę, że obojętne, kto odprawia Mszę św., to przychodzą co niedzielę, to dla mnie dodatkowa satysfakcja. Bo to świadczy, że ten człowiek ma i chce mieć relację z Bogiem. To tylko dwadzieścia osób z całego miasta, kilka osób takich wierzących jest jeszcze u ks. Romana, grekokatolika, ale jeśli wziąć całe 73-tysięczne miasto, to serce chce, by ten poziom trochę wzrósł. Ale ziarno do ziarna.

– Być mniejszością w społeczności rożnych religii jest trudno?

– Jest szansa być naprawdę żywym świadkiem wiary. Kilka tygodni temu, gdy była u mnie Pasterka, a był przecież stan wojenny, przez dwa dni stała ekipa policjantów z bronią. Częstowałem ich kawą, i w pewnej chwili zaszedł policjant i pyta, czy nie będzie mieć grzechu, że do katolickiego kościoła wchodzi. Dużo jest takich sytuacji, że ludzie są nastawieni do nas jako do sekty, niewierzących, heretyków. A takie sytuacje daje Pan Bóg, że jest szansa powiedzieć i pokazać prawdę. Policjant mówi: „Nas uczono”. A ja mu na to: „To jest dom Boży, a ty jesteś dzieckiem Bożym i to ty masz prawo tu wejść, a nie mój zły czy dobry humor cię tu wpuścić. To jest twoje prawo jako dziecka Bożego”. Broń u mnie zostawili, bo do kościoła kazałem wejść bez broni. Ale myślę – jakie u ludzi jest myślenie o katolickim Kościele na tych terenach?

– A jak ta wojna wpływa na żyjących tam ludzi?

– Na początku była mobilizacja narodu. Nasz naród tak ma, że bieda wszystkich łączy i jednoczy. Teraz dużo chłopaków przychodzi z psychologicznymi problemami. Nie mówię już o tym, że oni są fizycznie poranieni. Z niektórymi prowadziłem rozmowy i wiem, że są w fatalnym stanie. Bo tam na froncie widzą całą prawdę. Oni idą oddawać swoje życie za państwo, za swoje rodziny, kraj i widzą, że są bezowocną ofiarą. I choć ta wojna jest odległa, bo od nas to prawie 800 km, to kiedy matka otrzymuje trumnę z ciałem swojego syna, to dla niej ta wojna jest tu.

– Widział Ksiądz takie sytuacje?

– Tak. Na cmentarzu były modlitwy za ofiary. Od nas są też chłopcy, którzy byli tam. Szli dobrowolnie. Jako ochotnicy...

– Żałuje Ksiądz takiej drogi?

– Nigdy. Na razie mówię to z pokorą. Lubię kapłaństwo, bo to jest Chrystusowy dar. Nie moja własność, bo to On mnie takiego wybrał. On, ja jestem niegodny. U nas ludzie myślą, że jeśli ksiądz został księdzem, to jest jakiś osobliwy, ale to nieprawda.

Tagi:
wywiad

Ks. Studnicki: kryzys Kościoła powinniśmy przeżywać we wspólnocie

2019-05-22 10:28

rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, to mnie nie dotyczy – podkreśla ks. Piotr Studnicki, koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka w rozmowie z KAI. Odnosząc się do problemu wykorzystywania małoletnich przez duchownych podkreśla, że czyny przestępców w sutannach rzucają cień na całą wspólnotę, dlatego wiernym tak bardzo potrzebne jest wyjaśnienie i głos ze strony duszpasterzy. Zwraca też uwagę, że potężny kryzys, w jakim znalazł się Kościół, to szansa na wspólnotowe i osobiste nawrócenie.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Ks. Piotr Studnicki: – To bardzo trudny film. Bolesne są świadectwa ofiar, a sceny konfrontacji głęboko przeszywające. Jest on także zawstydzający ponieważ sprawcami tych przestępstw są księża, a wszystko działo się we wspólnocie Kościoła. Zawstydza również odpowiedź Kościoła, która - jak boleśnie obnaża film - jest niewystarczająca.

W filmie widzimy np. jak są przyjmowane przez delegatów osoby pokrzywdzone. Chociaż zgodnie z kościelnymi procedurami osoba pokrzywdzona ma prawo, aby podczas rozmowy z delegatem towarzyszył jej ktoś bliski, członek rodziny, psycholog lub prawnik, osoba towarzysząca zostaje wyproszona. Widać więc, jaki ogrom pracy przed nami, przede wszystkim, aby zmieniać świadomość i wrażliwość, i to zaczynając od pierwszego kroku, jakim jest wysłuchiwanie ofiar.

- Film wywołał ogromną dyskusję. Czy będzie ona miała przełożenie na konkretne działania Kościoła?

- – Mam wielką nadzieję, że okażą się elementami mobilizującymi nas i przyspieszającymi nasze działania na rzecz ochrony dzieci i młodzieży. Liczę, że publiczna debata wywołana filmem braci Sekielskich uwrażliwi nas na temat wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele i społeczeństwie.
Dyskusja wokół filmu ma ogromną wartość. Czasem pojawiają się głosy, że pokazanie zła w Kościele jest atakiem na Kościół. Przeciwnie. W kontekście skandalu wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych papież Benedykt XVI powiedział, że największe prześladowania i cierpienia Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z wnętrza Kościoła. Atakiem na Kościół są przede wszystkim grzechy i przestępstwa ludzi Kościoła. Moment ujawnienia tego zła jest jakimś rodzajem błogosławieństwa. Gdy to straszne zło zostaje nazwane i potępione, mamy szanse się z nim zmierzyć i je odrzucić.
Zdaję sobie równocześnie sprawę, jak niełatwy jest to czas dla wielu osób w ten sposób skrzywdzonych. Tocząca się debata na ten temat – choć tak bardzo potrzebna – u wielu z nich boleśnie otwiera głębokie rany, które w sobie noszą. Musimy mieć tego świadomość i szukać takiego języka, by nie dodawać bólu osobom poranionym.

- Czy film i debata nie jest też szansą, pozytywnym bodźcem dla tych osób?

- – Osobom pokrzywdzonym, które swej historii nie zgłosiły jeszcze organom ścigania lub Kościołowi, może dodać odwagi, aby to uczyniły. Z wyników kwerendy przeprowadzonej przez ISKK jasno widać, że z roku na rok tych zgłoszeń jest więcej, ale dotychczas nie odnotowano jakiejś fali ujawnień, charakterystycznej przy przebiegu tego kryzysu w Kościele w innych krajach. Możemy się spodziewać, że taka bolesna fala jest dopiero przed nami.
Dlatego bardzo potrzebujemy uczyć się słuchać pokrzywdzonych, przyjmować z wdzięcznością i wspierać tych, którzy odważają się mówić o swoim cierpieniu. To wyzwanie dotyczy każdego. Szczególna odpowiedzialność spoczywa na spowiednikach, którzy są często powiernikami najgłębszych i najboleśniejszych ludzkich tajemnic. Choć sami są związani tajemnicą spowiedzi, powinni robić wszystko aby poprzez posługę sakramentalną wzmocnić i zachęcić osobę pokrzywdzoną do zgłaszania swojej krzywdy organom ścigania i Kościołowi. Przykładem może być ks. Jan Kaczkowski. Umiał dostrzec cierpienie osoby, która początkowo wcale nie miała zamiaru ujawniać swojej historii i pomógł jej opowiedzieć o swoim cierpieniu. To jest często konieczne dla rozpoczęcia procesu wewnętrznego uzdrowienia, podobnie zresztą jak fakt ukarania sprawcy.
Myślę, że w tym kontekście konieczne jest rozliczenie tych przypadków, w których pokrzywdzeni nie czuli się wysłuchani. Zgłaszali nadużycie, ale nie zostali przyjęci lub też przełożeni kościelni nie zareagowali w sposób właściwy. W filmie padają też takie zarzuty i wszystkie te sprawy muszą zostać wyjaśnione.

- Przełożeni kościelni będą musieli ponieść konsekwencje?

- – Już w 2002 r. papież Jan Paweł II wskazał, że kryzys ma dwie przyczyny. Pierwszą są przestępcze czyny duchownych względem małoletnich, a drugą – zaniedbania lub błędne decyzje przełożonych. Za opatrznościowy można uznać fakt, że ukazanie się filmu zbiega się w czasie z „Motu Proprio” papieża Franciszka. Dokument ten ustanawia precyzyjne procedury pociągania do odpowiedzialności przełożonych kościelnych, którzy wykazali się rażącymi zaniedbaniami w sprawie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Papież dał więc całemu Kościołowi odpowiednie narzędzia do rozwiązania tego problemu. To będzie wymagało wielkiej mobilizacji, ale Kościół – także w Polsce – będzie się musiał do tego zastosować.

- Co myśli Ksiądz o projekcie powołania niezależnej komisji, która mogłaby się zająć zbadaniem zjawiska wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele?

- – Nie mam wątpliwości, że potrzebne jest otwarcie na kompetentnych ludzi świeckich, do czego zresztą zobowiązuje papież Franciszek w najnowszym dokumencie. Konieczne są też badania historyczne, wyjaśnienie spraw z przeszłości, które do dziś bulwersują opinie publiczną. To wyjaśnianie powinno być maksymalnie transparentne. Trzeba się na to zdobyć ze względu na ewentualnych pokrzywdzonych lub, jeśli oskarżenia są bezpodstawne, z uwagi na dobre imię oskarżanego. Jeśli nie zmierzymy się z niewyjaśnioną przeszłością, będzie ona rzucała cień na teraźniejszość i konsekwentnie podważała naszą wiarygodność.

- Jak wygląda obecnie w Polsce pomoc dla ofiar wykorzystania seksualnego przez duchownych? Czy Kościół ma w tym względzie jakieś systemowe rozwiązania?

- – Wytyczne przyjęte przez Kościół przewidują pomoc prawną, psychologiczna i, o ile osoba sobie tego życzy, także duchową. Musimy jednak uderzyć się w pierś i przyznać, że z realizacją bywa bardzo różnie. Są diecezje, które są lepiej do tego przygotowane, inne zdecydowanie słabiej. Nie mam wątpliwości, że potrzeba w tym względzie o wiele więcej naszej inicjatywy i zbudowania systemu bardziej kompleksowej pomocy.

- Czy możemy mówić, że Kościół znalazł się w kryzysie?

- – Zdecydowanie tak i bardzo ważne, abyśmy w Kościele nauczyli się na ten temat rozmawiać, na różnych poziomach – począwszy od hierarchii, poprzez szeregowych księży i zgromadzenia zakonne, po wiernych świeckich, których przecież obecny kryzys głęboko dotyka. Duszpasterze nie mogą ich zostawić samych. Musimy się zastanawiać, jak przejść to doświadczenie razem, we wspólnocie Kościoła. Widzę tu też rolę do odegrania dla mediów katolickich.
Prowadzone są cykle szkoleń dla księży, kleryków, katechetów, które uwrażliwiają na problem wykorzystania seksualnego nieletnich. Ta tematyka powinna być też podejmowana w parafiach, tak, by wierni mieli szansę usłyszeć podczas kazania w kościele, na czym polega problem, jak należy właściwie reagować i na czym naprawdę polega w tym kontekście dobro wspólnoty.
Otwarta rozmowa jest szczególnie potrzebna, wręcz niezbędna, w parafiach, w których doszło do dramatu wykorzystania nieletnich. Nie może być tak, że wszyscy o tym wiedzą ale panuje milczenie. Transparentna komunikacja jest niezbędna na odbudowanie zaufania. W przeciwnym przypadku ojcowie i matki będą się słusznie obawiać powierzać swe dzieci duszpasterstwu parafialnemu. I to będzie w pełni zrozumiałe. Rodzice musza wiedzieć, że ich dziecko jest bezpieczne.

- Jak my, chrześcijanie, powinniśmy przeżywać ten kryzys?

- – W obecnym kryzysie powinniśmy widzieć szansę na spotkanie z Jezusem. W historii każdego pokrzywdzonego człowiek wierzący winien dostrzec cierpienie samego Jezusa. Chrystus utożsamia się ze skrzywdzonym dzieckiem, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Papież Franciszek wzywa nas, abyśmy w gniewie osób pokrzywdzonych dostrzegali gniew samego Boga – zranionego i sprofanowanego. Takie spojrzenie wiary służy naszemu nawróceniu.
Ten kryzys jest również szansą na oczyszczenie i umocnienie wspólnoty Kościoła. Przestępcze czyny niektórych rzuciły cień na całą wspólnotę. Nie ma się co dziwić, że to nas wszystkich dotyka i zawstydza. Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, mnie to nie dotyczy. W ten sposób z całym realizmem i bólem odczuwamy jak bardzo jesteśmy jednym organizmem.
W tym także powinniśmy widzieć możliwość naśladowanie Jezusa. Przecież on nie cierpiał za własne grzechy ale za grzechy nas wszystkich. Każdy uczeń Jezusa jest też powołany do takiego noszenia grzechów innych. „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”. Do pokutowania za grzechy innych wzywa nas też Matka Boża z Fatimy. Przyjmując i nosząc z godnością osobiście niezasłużone cierpienie wstydu, mam szansę spotkać i naśladować Chrystusa.
Wreszcie, ten kryzys jest też szansą na powszechne przeoranie świadomości i wrażliwości ludzi w kwestii wykorzystania seksualnego małoletnich. Jeśli nie zwyciężą w nas mechanizmy wyparcia i nauczymy się otwarcie rozmawiać na te tematy i odważnie i bezkompromisowo zwalczać wszelkie tego rodzaju patologie, to nasze wspólnoty staną się bardziej bezpieczne dla dzieci i młodzieży. Jeśli nie zabraknie zdrowego rozsądku i dobrej woli do współpracy, to te zmiany będą dotyczyły nie tylko Kościoła, ale także całego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek do Polaków: módlcie się, by wypełniła się wola Boga

2019-05-22 10:23

st (KAI) / Watykan

„Módlmy się do Ojca niebieskiego za nas, za nasze rodziny, za Kościół i za całą ludzkość, aby dla wszystkich wypełniała się Jego zbawcza wola”- zachęcił Ojciec Święty pielgrzymów polskich podczas dzisiejszej audiencji ogólnej.

Grzegorz Gałązka

Oto słowa papieża skierowane do Polaków:

Serdecznie pozdrawiam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, ożywieni przez Ducha Świętego i zachęceni przykładem naszego Pana Jezusa Chrystusa, z dziecięcą ufnością i oddaniem módlmy się do Ojca niebieskiego za nas, za nasze rodziny, za Kościół i za całą ludzkość, aby dla wszystkich wypełniała się Jego zbawcza wola. Zawierzam was i waszych bliskich matczynej opiece Maryi Wspomożycielki wiernych i z serca wam błogosławię.

Papieską katechezę streścił po polsku ks. prał. Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

Dzisiaj kończymy cykl katechez na temat „Ojcze nasz”. Możemy powiedzieć, że modlitwa chrześcijańska rodzi się z odwagi wzywania Boga jako Ojca. Wyraża ona dziecięcą bliskość, do której jesteśmy wprowadzeni przez łaskę: Jezus objawia nam Ojca i obdarza nas zażyłością z Nim. „Nie pozostawia nam jakiejś formuły do mechanicznego powtarzania. Jak w każdej modlitwie ustnej, przez Słowo Boże Duch Święty uczy dzieci Boże modlitwy do Ojca” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2766).

Pierwszym działającym w każdej modlitwie chrześcijańskiej jest Duch Święty, który tchnie w sercu ucznia. Duch czyni nas zdolnymi do modlitwy w postawie dzieci Bożych, którymi naprawdę jesteśmy na mocy chrztu. Duch Święty sprawia, że modlimy się z ufną uległością woli Pana. Oto tajemnica modlitwy chrześcijańskiej: dzięki łasce zostaliśmy włączeni w dialog miłości Trójcy Przenajświętszej.

Na zakończenie tej katechezy możemy powtórzyć modlitwę Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21 ).

W dzisiejszej audiencji udział więzili między innymi: Grupa pracowników Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa; Grupa pracowników PKP Polskich Linii Kolejowych z Radomia; pielgrzymi z parafii Podwyższenia Krzyża Św. ze Zwolenia (diec. radomska); parafii św. Jana Pawła II w Zgierzu (arch. łódzka); uczniowie, nauczyciele oraz pracownicy Zespołu Szkół Katolickich im. Jana Pawła II w Skawinie; z Zespołu Szkół Ogólnokształcących Nr 2 z Legionowa; uczniowie i nauczyciele ze Szkoły Podstawowej im. Wybickiego w Jastarni; ze szkoły podstawowej nr 1 Piwnicznej Zdroju; Katolickiej Szkoły św. Eryka w Sztokholmie, Szwecja; Grupa ministrantów z opiekunami z parafii Przemienienia Pańskiego z Brzozowa (arch. przemyska); Członkowie Służby Liturgicznej franciszkańskiej parafii MB Różańcowej w Kłodzku; Grupa pielgrzymów z Ząbkowic Śląskich; Pielgrzymi z Brzeźnicy koło Dębicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Silny Śląsk w Europie

2019-05-23 07:31

Daniel Gryt rozmowia z Grzegorzem Tobiszowskim

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach minister Krzysztof Tchórzewski zaproponował podatek od tzw. śladu węglowego. Czemu on ma służyć?

Dominik Różański
Grzegorz Tobiszowski Ekonomista, polityk, samorządowiec, poseł na Sejm RP V, VI i VII kadencji

W wielu krajach Unii Europejskiej przemysł oraz miejsca pracy są wypychane poza nasz kontynent. Wysokie opłaty za emisję CO2 powodują, że ceny energii rosną, tym samym rosną koszty produkcji. Fabryki, huty, zakłady produkcyjne konkurencyjnie nie wytrzymują z produktami z krajów, gdzie nikt nie patrzy tak restrykcyjnie na politykę klimatyczną. Przestaje się opłacać produkować, bo import jest tańszy. I tu są dwa problemy. Pierwszy to miejsca pracy i rozwój, który Europa po prostu oddaje innym kontynentom, a drugi to kwestie związane z klimatem. Co z tego, że Europa będzie ograniczać emisję CO 2, skoro kraje Afryki i Azji, do których został przeniesiony ten przemysł wyprodukują go znacznie więcej. Europa narzucając bardzo restrykcyjne normy, a jednocześnie korzystając z taniego importu, globalnie szkodzi i sobie i wszystkim. Znaczne pogorszenie klimatu następuje zwłaszcza tam, gdzie technologia jest przestarzała.

Polska Grupa Górnicza przyniosła w ubiegłym roku 493 miliony złotych zysku, Grupa JSW 1,76 miliarda. Żadna inna branża w Polsce w ostatnich latach nie zanotowała tak dynamicznego wzrostu.

W 2015 roku górnictwo przyniosło dwa miliardy złotych straty. Sytuacja spółek węglowych była katastrofalna - stały przed bardzo realną groźbą upadłości. Było wiele głosów, że z tej zapaści branża już się nie podniesie. Konieczne były natychmiastowe działania. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu i dialogowi ze stroną społeczną dziś kopalnie są sprawie działającymi przedsiębiorstwami, przynoszą zyski, dają stabilne miejsca pracy, a Polsce bezpieczeństwo energetyczne. No i wpływy budżetowe. W biegłym roku spółki górnicze w podatkach i opłatach wpłaciły do budżetu państwa i samorządów – ponad pięć miliardów złotych. I pamiętajmy - polskie górnictwo generuje ponad 300 tysięcy miejsc pracy, polski przemysł kolejne setki tysięcy. Nie możemy dopuścić do ich likwidacji.

Podczas Kongresu wiele było rozmów o energetyce, przemyśle, ale także transformacji energetycznej i wsparciu dla regionów górniczych.

Regiony górnicze w Europie stają przed dużymi wyzwaniami transformacyjnymi, takimi jak rekultywacja i rewitalizacja terenów poprzemysłowych, przy zagwarantowaniu sprawiedliwej transformacji społecznej. Pod koniec 2017 r. w Strasburgu Komisja Europejska oficjalnie zainaugurowała Program Wsparcia Regionów Górniczych”. Wśród uczestników konferencji byli zarówno przedstawiciele rządów, samorządów, jak i spółek oraz organizacji pozarządowych i społecznych, związanych z sektorem górnictwa z całej Europy. Ministerstwo Energii prowadzi bieżący dialog z Komisją Europejską. Platforma Wsparcia dla Regionów Górniczych ma dwa wymiary: proces restrukturyzacji regionów górniczych, w których zaprzestano wydobycia węgla oraz prace badawczo – rozwojowe dotyczące czystych technologii węglowych i alternatywnych metod wykorzystania węgla. To wsparcie dla Śląska, ale też okolic Wałbrzycha i Konina

Na Śląsku niezwykle ważnym tematem jest zanieczyszczenie powietrza – zwłaszcza smog.

Generalizowanie i stygmatyzowanie węgla jest złe. To jak z samochodami – nie możemy porównywać 20-letnich diesli z nowoczesnymi ekologicznymi hybrydami. Tak samo jest z węglem. Możemy ten najgorszej jakości spalać w starych piecach albo wykorzystywać dobrej jakości węgiel efektywnie i ekologicznie. Stawiamy na to drugie rozwiązanie. Główną przyczyną smogu jest spalanie śmieci i paliwa niskiej jakości. Wprowadzone zostały przepisy regulujące dwie niezwykle istotne sprawy. Pierwsza to ustawa o jakości paliw stałych, która zakazuje sprzedaży detalicznej najgorszej jakości węgla, a po drugie w 2017 roku zostało wydane rozporządzenie w sprawie wymagań dla kotłów, które dopuszcza do sprzedaży tylko te o najlepszych parametrach. Czyli z tynku eliminujemy tak zwane „kopciuchy” i najgorszej jakości paliwo do nich. Ponadto uruchomiliśmy program „Czyste Powietrze”, wspieramy prosumentów oraz elektryczny transport.

Mamy również „Program dla Śląska”.

Ponad 50 miliardów złotych na 70 projektów, które będą motorem napędowym regionu. Stawiamy na zwiększenie innowacyjności przemysły, inwestycje rozwojowe, infrastrukturę transportową, ale także poprawę jakości środowiska i podnoszenie kwalifikacji mieszkańców naszego regionu. Chcemy maksymalnie wykorzystać potencjał województwa śląskiego w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jestem przekonany, że razem z nowym zarządem województwa dobrze wykorzystamy te ogromną szansę na rozwój naszego regionu.

Do wyborów do Parlamentu Europejskiego zostało ledwie kilka dni. Jak wyobraża Pan sobie swoją działalność w Europarlamencie.

Jest pięć głównych obszarów, pięć priorytetów. Po pierwsze więcej funduszy dla województwa śląskiego z funduszy unijnych w tym na rekultywację terenów poprzemysłowych i wsparcie transformacji energetycznej. Wynegocjowaliśmy już miliardy dla naszego regionu. Wiem jak rozmawiać z Komisją Europejską, by zadbać o jeszcze większe wsparcie dla województwa śląskiego. Druga kwestia to obrona przemysłu, którego przyszłość w dużym stopniu będzie się ważyć w Brukseli. Przemysł to wciąż ogromna siła województwa śląskiego. Nie możemy się od niego odwracać, a wspierać i rozwijać. Będę walczył o polski przemysł, którego serce bije na Śląsku. Z tym też się wiążą miejsca pracy. Przypomnę - 300 000 miejsc pracy w województwie śląskim generują kopalnie. Nie pozwolę na ich likwidację. Stabilna i dobrze płatna praca na Śląsku to cel nadrzędny. Kolejna bardzo ważna kwestia to czystsze powietrze. Walka ze smogiem to mój priorytet równorzędny z ochroną i rozwojem przemysłu.

Mieszkańcy regionu zasługują na oddychanie czystym powietrzem. I ostatni priorytet - bezpieczeństwo energetyczne. W dzisiejszym świecie nie ma nic ważniejszego od energii - od zasilania urządzeń domowych po systemy bankowe, finansowe, drogowe, szkoły, szpitale i fabryki. Polska musi być niezależna, a prąd zawsze musi płynąć do przemysłu i gniazdek w naszych domach. Będę bronić energetycznej niezależności Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem