Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Kościół bogatszy o 15 lat szafarskiej posługi

O specyfice misji niesienia Komunii św. chorym i roli szafarzy nadzwyczajnych we współczesnym życiu Kościoła opowiada ks. kan. dr Wojciech Zimny

Niedziela szczecińsko-kamieńska 6/2019, str. I

[ TEMATY ]

Szafarze Komunii św.

Archiwum prywatne

Ks. Wojciech Zimny wśród nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. podczas jednego z dni skupienia

Nie tak dawno, we wrześniu ubiegłego roku, odbyły się jesienne rekolekcje formacyjne dla nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. Tym razem świeccy niosący Pana Jezusa chorym i wspomagający w uzasadnionych wypadkach kapłanów w rozdzielaniu Komunii św. wiernym podczas Eucharystii, spotkali się w Nadmorskim Domu Rekolekcyjnym w parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Mrzeżynie. Wspólny czas modlitw i rozważań słowa Bożego upłynął pod hasłem zaczerpniętym z Pisma Świętego: „Żarliwością zapłonąłem o Pana, Boga Zastępów” (1 Krl 19, 10.13). Takie spotkania odbywają się cyklicznie, w ramach duchowej formacji szafarskiej wspólnoty i są okazją do szczególnego, wewnętrznego umocnienia w tej posłudze, wymagającej, jak każda posługa, także poświęceń. W przeszło 30-osobowym gronie przybyłych znaleźli się pomocnicy Komunii św. z różnych parafii archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, w tym także z samego Mrzeżyna. Jesienne rekolekcje poprowadził ks. kan. dr Wojciech Zimny, diecezjalny duszpasterz świeckich szafarzy Komunii św. Warto przypomnieć, że posługa nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. w naszej archidiecezji została wprowadzona w 2004 r. Wówczas abp Zygmunt Kamiński pobłogosławił pierwszych absolwentów specjalnego kursu, udzielając im misji niesienia Komunii chorym, starszym i niepełnosprawnym. Mija właśnie 15 lat od tego wydarzenia, jest to zatem dobra okazja, by przyjrzeć się jak dziś wygląda pełnienie owej misji w Kościele nad Odrą i Bałtykiem. Do rozmowy na ten temat zaprosiłem wspomnianego opiekuna duchowego szczecińsko-kamieńskich nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. ks. Wojciecha Zimnego:

Adam Szewczyk: – Już prawie 15 lat mija od chwili ustanowienia pierwszej grupy nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej w naszej archidiecezji. Dziś grono świeckich niosących Najświętszy Sakrament osobom chorym, niepełnosprawnym, starszym, liczy grubo ponad sto osób. W ciągu tego okresu posługa tych szczególnych pomocników Eucharystii uległa pewnym przeobrażeniom, zważywszy, iż pierwsza grupa została delegowana dekretem w 2004 roku tylko do niesienia Komunii świętej właśnie chorym, niepełnosprawnym i starszym...

Ks. Wojciech Zimny: – Tak, rzeczywiście. Na początku ta posługa była przede wszystkim udzielona w tym celu, by zanosić Komunię św. chorym, chociaż już ówczesna instrukcja dotycząca posługi szafarzy w naszej archidiecezji dawała możliwość szafarzom nadzwyczajnym udzielania pomocy w rozdzielaniu Komunii św. podczas Mszy św. w sytuacjach, gdy jest duża liczba wiernych i brakuje kapłanów, albo są zajęci innymi czynnościami duszpasterskimi, albo nie pozwala im na to stan zdrowia lub podeszły wiek. Ponieważ ta posługa była wówczas novum w naszej archidiecezji, to zapewne, by nie wywoływać zbyt wielkiego zdziwienia u wiernych, zdecydowano się wprowadzić ją w taki właśnie stopniowy sposób. Na pierwszym miejscu akcentowano potrzebę i możliwość niesienia Komunii św. chorym w każdą niedzielę, a nawet w tygodniu, by ta świadomość rozpowszechniła się wśród wiernych. Chodziło o to, by osoby chore, starsze, które pozostają w domach i często przeżywają duchowo uczestnictwo w Mszy św., np. za pośrednictwem radia lub telewizji, mogły także przyjąć Chrystusa w Komunii św. Księża odwiedzają chorych przeważnie raz w miesiącu, w pierwszy piątek lub pierwszą sobotę, a szafarze nadzwyczajni, realizując ten wymiar swojej posługi, mogą czynić to częściej.

– Dziś już raczej nie dziwi wiernych parafii szczecińsko-kamieńskich obraz mężczyzn posługujących przy ołtarzu, wspomagających księży w szczególnych (nadzwyczajnych) przypadkach w rozdawaniu Komunii. Ksiądz pełni funkcję diecezjalnego duszpasterza nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej, proszę powiedzieć jak postrzegana jest ta posługa przez proboszczów, bowiem zauważalne jest obecnie zjawisko krzewienia się jej nie tylko w parafiach wielkomiejskich, miejskich, ale także w różnych mniej lub bardziej odległych miejscowościach na terenie naszej archidiecezji…

– Przede wszystkim trzeba podkreślić, że upoważnienie do pełnienia posługi kandydaci otrzymują na podstawie pisemnej prośby księdza proboszcza skierowanej do Pasterza diecezji. W większości przypadków to proboszczowie, rozeznając taką potrzebę w parafii, proszą konkretnych mężczyzn o podjęcie posługi szafarza. W kilku przypadkach inicjatywa wyszła od przyszłych szafarzy, którzy przedstawili proboszczowi swoją chęć i gotowość służenia w ten sposób wspólnocie parafialnej. Księża proboszczowie, z którymi przy różnych okazjach rozmawiałem, są wdzięczni, cieszą się z tej pomocy. Tym bardziej, że często wykracza ona poza wymiar sakramentalny, czyli tej pomocy w ścisłym zakresie, do którego przeznaczeni są nadzwyczajni szafarze Komunii św. Jest to też po prostu zaproszenie mężczyzn, osób świeckich, do różnych prac w parafii, np. w ramach przygotowania różnych uroczystości. Oczywiście w wymiarze sakramentalnym jest to również duża pomoc. Oprócz parafii wielkomiejskich, o których mowa w pytaniu, są też parafie np. nadmorskie, gdzie w sezonie letnim jest duża liczba wczasowiczów, turystów, jest więcej ludzi na Mszach św. i wtedy pomoc szafarzy jest czymś bardzo cennym.

– Pewnemu przemodelowaniu uległa „Instrukcja dotycząca nadzwyczajnych szafarzy Komunii św.” z 1991 r. Episkopat Polski w jednym z zapisów „Wskazań odnośnie do nadzwyczajnego szafarza Komunii św.” z marca 2006 r. dopuścił do sprawowania tej posługi siostry zakonne i niewiasty życia konsekrowanego, obniżając jednocześnie granicę wieku (z 35 na 25 lat) osób mogących ją pełnić. Z czego wynika ta nowelizacja i czy obniżenie wieku dla kandydatów do szafarskiej posługi nie odbija się negatywnie na organizacji życia rodzinnego, małżeńskiego osób, które zwykle w tym wieku wkraczają dopiero w okres samodzielności?

–Powody nowelizacji przytoczone są zaraz na wstępie wspomnianych Wskazań: „Uwzględniając rozwój posługi nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. w diecezjach polskich oraz postanowienia II Polskiego Synodu Plenarnego, gdzie dla stałego akolity podany jest niższy wiek dopuszczenia do tej posługi, oraz biorąc pod uwagę głosy biskupów i przedłożenie Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów…” i następuje wyliczenie konkretnych wskazań. Powodów było więc kilka, były one natury duszpasterskiej i prawnej. Jeśli chodzi o siostry zakonne, to zapewne były – tak się domyślam – takie postulaty ze strony osób życia konsekrowanego, sióstr zakonnych. Natomiast obniżenie wieku trzeba traktować z rozwagą, bo jak słusznie zauważasz, może to mieć wpływ na życie małżeńskie i rodzinne. Posługa szafarska realizuje się najczęściej w niedziele, w czasie i po Mszy św., kiedy udaje się on nieraz do kilku osób chorych, starszych. Dla mężczyzn, którzy wchodzą dopiero w etap życia małżeńskiego i rodzinnego, mogłoby rodzić to pewne trudności. Na tym etapie lepiej będzie pozostać przy rodzinie, przy dzieciach. Bywa jednak i tak, że ktoś wstępuje w związek małżeński po trzydziestce i może się okazać, że będzie bardziej dyspozycyjny właśnie w wieku lat 25. W każdym razie dobre jest to zauważenie, że jest pewna zależność, że ta posługa wpływa na organizację życia małżeńskiego i rodzinnego. Warto to brać pod uwagę.

–Wiem, że szczecińsko-kamieńscy szafarze nadzwyczajni posługują nie tylko wiernym z ich parafii macierzystych. Służą również w szpitalach. Czy jeszcze gdzieś?

– W szpitalach raczej nie, są tam wyznaczeni kapelani, chyba że w pojedynczych przypadkach. Natomiast dla przykładu szafarze z parafii św. Ottona w Szczecinie zanoszą Komunię św. seniorom w Domu Kombatanta i Pioniera Ziemi Szczecińskiej przy ul. Romera, który znajduje się na terenie parafii. Zasadniczo więc pełnią funkcję w swojej parafii. Owszem, zdarza się, że ktoś posługuje we wspólnocie, np. neokatechumenalnej, do której należy, a która spotyka się niekoniecznie na terenie parafii miejsca zamieszkania szafarza. Wtedy występującym o udzielenie upoważnienia jest proboszcz parafii, w której odbywają spotkania wspólnoty i szafarz przede wszystkim tam wypełnia swoją posługę. Warto jednak wiedzieć, że wspomniane Wskazania Episkopatu pozwalają na pełnienie posługi także poza swoją parafią. Czytamy tam w p. 6: „Może on (szafarz) w ramach ważności upoważnienia świadczyć pomoc na terenie całej diecezji; poza diecezją na stałe może to czynić tylko za zgodą ordynariusza tamtej diecezji”.

– Funkcja nadzwyczajnego szafarza w wyobraźni wielu wiernych przypisywana jest mężczyznom raczej w jesieni życia. Kim są współcześnie nadzwyczajni szafarze Komunii św. w naszej archidiecezji – czy w tej ponad 100-osobowej grupie większość stanowią emeryci?

– Wbrew temu powszechnemu przekonaniu zdecydowaną większość wśród szafarzy stanowią mężczyźni czynni zawodowo, jeszcze przed wiekiem emerytalnym. Co więcej, często poza swoimi zajęciami zawodowymi są społecznie zaangażowani. Z drugiej strony jest też górna granica wieku, 65 lat, choć jeśli w poszczególnych przypadkach siły i zdrowie pozwalają, ktoś może nadal wypełniać tę posługę. Warto przywołać w tym miejscu śp. Stanisława Orłowskiego z Polic, który wspomagał w katedrze szczecińskiej ks. prał. Jana Kazieczkę praktycznie do późnej starości.

– Niedawno zakończyły się jesienne rekolekcje dla nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. Proszę powiedzieć jaki jest ich cel i jak często je się organizuje w ciągu roku?

–Raz do roku odbywają się rekolekcje weekendowe, od piątku do niedzieli. Natomiast dwa razy w ciągu roku, zwykle w okresie Adwentu i Wielkiego Postu są jednodniowe dni skupienia. Są to więc cykliczne spotkania. Ich celem jest pogłębianie wiary, umacnianie swej więzi z Jezusem i odnawianie się w posłudze. Z czasem pewne rzeczy nam powszednieją, popadamy w przyzwyczajenia, rutynę. Takie wspólne spotkanie, dzień skupienia, rekolekcje, odświeżają nas, są źródłem nowych impulsów. Jest to również okazja do podejmowania aktualnych tematów z zakresu teologiczno-pastoralnego, np. związanych z hasłem roku duszpasterskiego, i przyjrzenia się pewnym zjawiskom, kościelnym i religijnym, by móc je dostrzec, rozeznać, ocenić, umieć na nie popatrzeć w perspektywie wiary. Te spotkania temu właśnie służą – odnowieniu się w gorliwości, w posłudze, w tożsamości bycia szafarzem w zmieniającym się świecie, by podejmować nowe wyzwania, zapoznawać się z bieżącymi tematami z życiu Kościoła. Wreszcie to również niezwykle cenne spotkania braterskie, okazja do umacniania więzi szafarskiej wspólnoty. W niektórych parafiach są grupy szafarzy, w wielu innych jednak szafarze pełnią posługę w pojedynkę, zatem te spotkania zawierają same w sobie walor braterski i są okazją do dzielenia się radościami i smutkami, spędzania ze sobą czasu, wzajemnego wzbogacania się, świętowania.

– Czy kolejne edycje kursów dla nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. realizowane są cyklicznie, czy dyktowane są tylko potrzebami zgłoszenymi przez proboszczów?

– Początkowo planowałem organizować takie kursy co dwa lata, później zauważyłem, że potrzeba jest większa, zatem były organizowane częściej – zdarzało się, że co roku. Choć to wiąże się w zasadzie z drugą częścią tego pytania. Pocztą kurialną jest wysyłana informacja do parafii o organizowaniu nowego kursu na szafarza i o możliwości zgłaszania kandydatów w określonym czasie. Gdy przychodzi ten czas i jest odpowiednia liczba kandydatów, rozpoczyna się nowa edycja. Zatem rozpoczęcie kolejnego kursu uzależnione jest od liczby zgłoszeń.

– Czy funkcja diecezjalnego duszpasterza nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. jest mocno absorbująca i czego, prócz pamięci w modlitwach, można Księdzu życzyć w tym zakresie?

– Jest absorbująca, ale bez przesady. W ramach formacji stałej spotkań jest zaledwie kilka w ciągu roku. Owszem, gdy organizuję kurs przygotowawczy, zajęć jest więcej. W trakcie kursu spotkania odbywają się zwykle raz w miesiącu przez pół roku. To absorbuje, ale jest do pogodzenia z obowiązkami, jakie mam w Seminarium jako ojciec duchowny oraz innymi posługami poza Seminarium. Zresztą, ponieważ kurs odbywa się w Seminarium, mogę liczyć na pomoc kleryków. Zapraszam również do pomocy innych księży, na przykład do przedstawienia jakiegoś tematu w trakcie kursu oraz na spotkania z szafarzami w ramach formacji stałej. Jest to więc, jak się dzisiaj mówi, do ogarnięcia. A czego można życzyć…? Moja radość jest wtedy, kiedy widzę, że szafarze mogą spełniać swoją posługę i im samym daje radość fakt, że mogą wzrastać w wierze, w doświadczeniu przynależności do Kościoła i odpowiedzialności za ten Kościół, w odkrywaniu w ten sposób jakiejś swojej życiowej misji, roli w parafii, powołania. A życzyć można, by ta radość się w nich i we mnie wciąż pomnażała.

2019-02-06 11:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Gądecki: nadzwyczajnym szafarzom Komunii św. najbardziej potrzebna jest wiara

– Gdy zapytamy, co jest najbardziej potrzebne nadzwyczajnym szafarzom, którzy pragną wiernie wypełnić swoje szafarskie zadanie, jedyna odpowiedź brzmi: wiara – powiedział abp Stanisław Gądecki podczas Mszy św. połączonej z promowaniem 207 nowych nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. Wśród nich był pierwszy w Polsce szafarz głuchoniemy, ustanowiony dla duszpasterstwa głuchoniemych. Uroczystość odbyła się 30 czerwca w kościele pw. Nawiedzenia NMP w Poznaniu.

W homilii metropolita poznański, nawiązując do Ewangelii św. Mateusza o uciszeniu przez Jezusa burzy na jeziorze, zauważył, że w słowach Zbawiciela skierowanych do uczniów: „ludzie małej wiary”, kryje się nie wymówka, ale pouczenie.

– Uciszenie burzy na jeziorze miało inny cel niż tylko ukazanie Jezusa jako Pana natury i żywiołu. Wydarzenie z burzą miało pouczyć przyszłych apostołów, że wiara w Jego moc i potęgę, nawet w takich okolicznościach, nigdy nie zawodzi – tłumaczył metropolita poznański. Podkreślił, że Jezus, nawet w sytuacjach po ludzku beznadziejnych, domaga się absolutnej wiary w siebie od tych, którzy są Jego uczniami.

Abp Gądecki zaznaczył, że wiara nie jest bezkrytycznym wielkim oczekiwaniem cudu czy też ślepym przywiązaniem, ona żąda całkowitego zaufania Mistrzowi.

„Gdzie jest wiara w Jezusa, tam cichną burze życiowe, gdzie panuje smutek, tam wiara w moc Jezusową zapewnia pociechę, gdzie miotają nami burze zwątpienia, wiara daje nam pewność” – przekonywał przewodniczący KEP.

Abp Gądecki, mówiąc o posłudze nadzwyczajnych szafarzy Komunii św., zauważył, że głównym powodem wprowadzenia ich posługi jest duchowe dobro wiernych, a nie wygoda duszpasterzy. „Cieszymy się z tak wielkiej liczby szafarzy w liczbie 2000 osób. To wzmocnienie duszpasterstwa naszej diecezji” – stwierdził metropolita poznański.

Przewodniczący KEP przypomniał także, że szafarz powinien mieć też odpowiednie kwalifikacje intelektualne oraz aktywnie uczestniczyć w życiu parafialnym. „Po to, by uniknąć podejrzenia o niską motywację szafarze nie mogą być politykami, przedsiębiorcami ani tzw. działaczami społecznymi” – zaznaczył abp Gądecki. Wskazał, że niezwykle cenna w kontaktach z chorymi i osobami w podeszłym wieku jest służebna postawa wobec drugich, serdeczność i łatwość nawiązywania relacji.

Kandydaci na nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. ukończyli stosowne przygotowanie.

Nadzwyczajni szafarze Komunii św. są ustanowieni przede wszystkim po to, aby zanosić Komunię św. chorym w niedziele i święta do ich domów.

Jeśli zachodzi potrzeba, nadzwyczajny szafarz może pomagać rozdzielać wiernym Komunię św. w czasie Mszy św.

W ciągu roku trwa stała formacja szafarzy. W każdym kwartale odbywa się spotkanie formacyjne w mniejszych, rejonowych grupach. Raz na trzy lata szafarz zobowiązany jest uczestniczyć w rekolekcjach zamkniętych.

Pierwsi szafarze w archidiecezji poznańskiej zostali ustanowieni w 1999 r. Dziś są niemal w każdej parafii, w wielu, zwłaszcza budujących się czy w nowo powstałych po kilku mężczyzn pełni tę posługę. Wśród nich są też siostry zakonne. Zanoszą Jezusa Eucharystycznego chorującym współsiostrom.

W archidiecezji poznańskiej posługuje ok. 2000 nadzwyczajnych szafarzy Komunii św.

Szafarzami mogą zostać mężczyźni w wieku od 25 do 65 lat. Kandydaci muszą wyróżniać się dojrzałością w wierze, prowadzić wzorowe życie moralne i aktywnie uczestniczyć w życiu parafialnym.

29 grudnia 2017 r. abp Stanisław Gądecki wydał odnowioną instrukcję w sprawie formacji i sposobu wykonywania posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii św. w archidiecezji poznańskiej.

CZYTAJ DALEJ

Chłopak z krzyżem dotarł na Jasną Górę

2020-07-30 14:07

[ TEMATY ]

Jasna Góra

BPJG

Michał Ulewiński, 27-latek, który od miesiąca przemierza Polskę z 15-kilogramowym krzyżem na plecach i błaga o nawrócenie narodu, przybył w środę, 29 lipca na Jasną Górę.

Michał wyruszył w swą wędrówkę 24 czerwca z miejscowości Różaniec w woj. warmińsko-mazurskim, by przemierzając Polskę z krzyżem na plecach, modlić się o nawrócenie narodu i odkupienie grzechów Polaków. Jego wędrówka ma potrwać do września. Chce, by trasa pielgrzymki wyznaczyła krzyż na mapie Polski.

Pielgrzym przemierza Polskę w lnianym płaszczu pokutnym i w sandałach, a w ręce niesie różaniec. Ma tylko plecak i nie ma żadnych pieniędzy, korzysta z łask ludzi, którzy dadzą mu coś do jedzenia lub zapewnią miejsce do spania.

„Wydaje mi się, że kilometrów mam już około 1000 - szacuje Michał w rozmowie z Radiem Jasna Góra - Dzień zawsze staram się rozpoczynać modlitwą, potem śniadanie i Msza św. Różaniec towarzyszy mi praktycznie przez cały dzień. Każdego dnia jestem gdzieś zapraszany na obiad, jak zjem, ruszam dalej. Potem jakieś lokum, ale tak naprawdę nie wiem każdego dnia, gdzie będę spał. Pan Bóg się wszystkim opiekuje i naprawdę błogosławi. Jeżeli my zjednoczymy się i wspólnie podejmiemy tę pokutę i Pan Bóg będzie nam błogosławił tak, jak mi błogosławi w tej podróży, to Polska będzie wielkim narodem”.

27-latek osobiste nawrócenie przeżył pod koniec 2015 r: „Poszedłem do spowiedzi i od tego się tak naprawdę wszystko zaczęło, zacząłem żyć z Panem Bogiem fair i budować swoje życie na jego przykazaniach. Cały czas staram się to robić, codziennie się nawracać. Wcześniej moje życie było bardzo dalekie od Boga, na niczym mi nie zależało, imprezy, tak to głównie wyglądało. Teraz jest zmiana o 180 stopni. To była taka religijność tradycyjna, bo trzeba iść do kościoła, nie było tam żadnej głębi, żadnej osobistej relacji z Panem Bogiem”.

Inspiracją do wybrania się w niezwykłą pielgrzymkę były słowa z „Dzienniczka” s. Faustyny oraz czytanie Słowa Bożego. „Studiując pewne fragmenty, po prostu poczułem w sercu, że Bóg chce, żebym podjął taką inicjatywę - wyjaśnia pielgrzym - Żebym nakreślił na Polsce znak krzyża i uzyskał błogosławieństwo do budowania 'państwa Bożego', żeby Polska była takim państwem, jakim Pan Bóg chce. Ale wiedziałem, że do tego potrzebna jest pokuta, więc właśnie taką podjąłem pokutę za każdego Polaka, i mam nadzieję, że owoce będą takie, że po prostu Polacy zrozumieją, że my potrzebujemy tej pokuty”.

Punktem kulminacyjnym pielgrzymowania było zdobycie Giewontu. 20 lipca pielgrzym z krzyżem na plecach stanął z krzyżem na Giewoncie, gdzie odmówił modlitwę w intencji Polski zakończoną słowami „W całym Narodzie i Państwie Polskim - Króluj nam,Chryste!". Po drodze spotykał ludzi, którzy pomagali mu nieść 15-kilogramowy krzyż.

Michał Ulewiński podkreśla, że nie chodzi mu o sławę, czy gromadzenie fanów. „Rozmawiając po drodze z ludźmi, wiele osób przyznaje mi rację, że jest potrzebna ta pokuta, ta zmiana, żeby Polska była jedna. Teraz jest bardzo duży podział, a Pan Jezus mówił, że ‘królestwo wewnętrznie skłócone nie ostoi się’, i tego możemy doczekać, jeżeli się nie nawrócimy”.

Jak się okazuje, Michał na Jasną Górę pieszo przybył po raz pierwszy: „To jest mój pierwszy raz, ale to podobnie, jak nigdy nie byłem na Giewoncie, czy w Wadowicach, także Pan Bóg mi wyznaczył tutaj naprawdę bardzo ciekawą trasę. Tutaj chcę prosić, w 100. rocznicę Cudu nad Wisłą, aby Matka Boża łaskawa zjednoczyła serca wszystkich Polaków”.

Swoją pielgrzymkę Michał Ulewiński relacjonuje na Facebooku i w krótkich nagraniach na kanale YouTube „Państwo Boże".

Podczas swojego pobytu w Częstochowie Michał odwiedził także redakcję "Niedzieli"

Damian Krawczykowski /Niedziela

Michał w odwiedzinach w redakcji "Niedzieli"

CZYTAJ DALEJ

Zjednoczenie z Jezusem pierwszym etapem uzdrowienia

2020-08-04 08:05

[ TEMATY ]

uzdrowienie

Archiwum Kazimierza Ożoga

Zanim powiemy o konkretnych, fizycznych, psychicznych i duchowych uzdrowieniach, zanim zastanowimy się, jak ustępują choroby, musimy dobrze uzmysłowić sobie, czym jest fundament uzdrowienia.

Chodzi o tę podstawową prawdę, że Jezus przez swój sposób przeżywania cierpienia nie tylko niweczy jego przyczynę, czyli grzech, nie tylko daje nam wzór do naśladowania, lecz także czyni z cierpienia szczególną przestrzeń, w której możemy Go odnaleźć i wejść z Nim w szczególną, zażyłą bliskość – zawiązać z Nim więź.

Chodzi więc o zjednoczenie. Ponieważ Jezus już przez sam fakt wcielenia bierze na siebie naszą dolę, nasz umęczony ludzki los, a w swej męce w szczególny sposób otwiera się na nasze cierpienie, w bardzo konkretny, duchowy sposób nasza męka jest w Nim, a Jego męka w nas. Realizuje się to w każdym indywidualnym cierpieniu poszczególnego człowieka, który przyjmując cierpienie i jednocząc się w swym sposobie jego przeżywania z Chrystusem, otwiera się na tę tajemnicę pasyjnego zjednoczenia – na przemieniające go i upodabniające do udręczonego Syna Bożego współcierpienie z Nim.

Mogę więc przeżywać mój ból i chorobę ze świadomością, że Jezus obarczył się moim cierpieniem i że to nie jest zamierzchła przeszłość, ale coś stale aktualnego, co od strony Boga uobecnia się dziś na wiele sposobów (najbardziej radykalnie w każdej Eucharystii), a od mojej strony w każdym moim udręczeniu.

To niezwykłe. Mogę żyć ze świadomością, że w tym, co przeżył Jezus i co wciąż aktualizuje się w Kościele przez moc Ducha Świętego, są ślady mojego cierpienia że moje rany mają swe konkretne duchowe odniesienie do obrażeń zadanych Jego ciału, do przemocy dotykającej Jego psychiki, do krzywdy raniącej Jego duszę. Jezus to wszystko przeżył w sobie, nadając temu wciąż aktualne konsekwencje. Moje rany mają w sobie coś z Jego męki, dlatego mogę się z Nim na tej płaszczyźnie spotkać.

Wchodząc w cierpienie i przyjmując je w zjednoczeniu z Jezusem, mam szansę być szczególnie blisko serca Boga. Rozdarte serce Syna staje się jakby szczeliną, przez którą mogą się zobaczyć, spotkać i połączyć czuwające przy sercu Syna kochające serce Ojca oraz moje ludzkie serce. To nie są jakieś tanie metafory. To dostępna nam w wierze autentyczna duchowa rzeczywistość.

Ewangelia mówi, że po zmartwychwstaniu Jezus przychodzi mimo drzwi zamkniętych do zgromadzonych w Wieczerniku przerażonych apostołów. I co wówczas się dzieje? Jezus pokazuje im swoje rany. W ten sposób pozwala im się zidentyfikować, potwierdza autentyczność swej męki i fakt zmartwychwstania. Trzeba jednak podkreślić, że rany, które Jezus pozostają otwarte. To niezwykle istotne – w zmartwychwstałym, uwielbionym ciele Jezusa pozostają wciąż żywe, otwarte rany. Przecież te rany mogłyby się zabliźnić. A jednak Bóg pozostawia je otwarte. To niesamowity znak, że Jego męka żyje w zmartwychwstaniu, że dzięki zmartwychwstaniu nie stała się tylko wspomnieniem, ale jest nieustannie żywą aktualnością.

Dzięki zmartwychwstaniu Jezusa moja męka i Jego męka mogą się więc połączyć. Misterium Paschalne Jezusa nie jest więc czymś, co należy już tylko do dziedzictwa historii. Moje cierpienie może wciąż łączyć się z Jego cierpieniem, nieustannie kontemplować Jego rany, bez przerwy czerpać z nich ożywiającą moc.

Zmartwychwstały i obecny w Duchu Świętym pośród nas – w Kościele i w świecie – Jezus zachowuje swe otwarte rany, znak Jego nieustannie aktualnej i żywej męki, która uobecnia się w Jego zmartwychwstaniu i udostępnia każdemu. Od nas tylko zależy, czy ten dar przyjmiemy.

Jeżeli tak się stanie, jeżeli przyjmujemy cierpienie z taką świadomością, wówczas stajemy jakby wobec Jego otwartych ran, możemy w nie wnikać i zstępować w głąb – w strumieniach Jego najświętszej krwi spływać aż do serca Boga, stając się duchowo częścią Jego „krwiobiegu”, żyjąc namiastką Jego wewnętrznego życia. Dlatego rany Jezusa są cały czas otwarte – one cały czas czekają, aby mnie przyjąć w mojej męce, aby usensownić moje cierpienie, abym w nim mógł spotkać się z żywą obecnością Boga.

Co się wtedy dzieje? Moje cierpienie przestaje mnie niszczyć. Znika z niego rozgoryczenie, rozbijający lęk, poczucie porzucenia przez Boga, totalna bezradność, psychiczne rozbicie. Przeciwnie, moje cierpienie ulega transformacji, przeobraża się do tego stopnia, że właściwie przestaje być tym, czym było na początku. Dalej przeżywam ból mojej choroby, ale nie cierpię już w takim sensie jak kiedyś – nie ma we mnie tego dramatycznego rozpadu, tego ościenia, który skrywał najgłębsze pokłady prastarego grzechu. Ból pozostał, ale pradawne, zasilające go przekleństwo zamieniło się w błogosławieństwo.

_____________________________________

Artykuł zawiera fragment książki Aleksandra Bańki „4 wymiary uzdrowienia”, wyd. RTCK. Zobacz więcej: rtck.pl

rtck.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję