Reklama

Świadczę o żywym Chrystusie

2019-02-13 07:44

Z Bartkiem Krakowiakiem rozmawia Natalia Janowiec
Edycja rzeszowska 7/2019, str. VII

Natalia Janowiec

Wychowywał się w rodzinie z problemem alkoholowym. Odkąd pamiętał, słyszał zewsząd, że jest do niczego. W wieku 14 lat zaczął sięgać po alkohol i używki. Jako młody chłopak doszedł do przekonania o kompletnej bezsensowności i bezcelowości swojego życia. Jednak przyszedł taki moment, w którym spotykał Chrystusa i odczuł pragnienie wewnętrznej przemiany

Natalia Janowiec: – W 2017 r. wyruszyłeś z Warszawy do Medjugorie. Dlaczego jako cel pielgrzymki obrałeś sobie to miejsce?

Bartek Krakowiak: – Medjugorie było dla mnie obce. Nie znałem tego miejsca. W pewnym momencie usłyszałem w mojej głowie, że mam się tam udać, a było to w dniu uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Za ostatnie 100 zł kupiłem plecak i na drugi dzień rano po prostu wyszedłem. Wiedziałem jedynie to, że Medjugorie położone jest w Bośni i Hercegowinie. Ta wędrówka była najpiękniejszym okresem mojego życia. Mimo że nie miałem nic, czułem niebywałą bliskość Pana Boga.

– Medjugorie to miejsce Twojego nawrócenia?

– Droga do Maryi odmieniła moje życie, ale była raczej nagrodą oraz owocem, dopełnieniem. Kiedy dotarłem do celu, zrozumiałem o co tak naprawdę chodzi. Teraz nie wyobrażam sobie wakacji bez Medjugorie.

– Wielu młodych ludzi nazywa Cię „apostołem Chrystusa”, „apostołem Maryi”. Jaki jest więc najważniejszy cel tego apostolstwa?

– Moim celem jest głoszenie prawdy, że wśród nas jest obecny Bóg. Cieszę się, że jako zwykły chłopak niemający w zanadrzu tak naprawdę nic, mogę świadczyć o Jezusie. Moim życiem chcę pokazać, że wiara w Boga, wiara w Kościół nie jest nudna i stara. Mimo iż nie jestem filozofem i teologiem, mogę trafiać do ludzi. Jeżdżę po kryminałach, poprawczakach, szkołach i parafiach, gdzie tylko mogę, i staram się mówić o Chrystusie, świadczyć o Jego prawdziwym i żywym istnieniu.

– Młodzi ludzie zwłaszcza po przejściach boją się powrotu do Boga, obawiając się, iż pozostali skreśleni w Jego oczach. Czy powinni się tego obawiać?

– Kiedyś poruszyła mnie historia św. Pawła. W czasie spowiedzi jeden z duchownych powiedział mi, że jestem bardzo podobny do Szawła. Od tej chwili zacząłem interesować się jego osobą oraz życiem. Przekonałem się, że przed nawróceniem prowadził bardzo złe życie. Zabijał ludzi, krzywdził niewinnych. Uważam, że każdy człowiek, który jest takim właśnie Szawłem, może odmienić swoje życie i stać się św. Pawłem. Na przykładzie tego człowieka pragnę pokazać, że Bóg nikogo nigdy nie skreśla. Św. Paweł nie znał fizycznie Chrystusa, a po swoim nawróceniu zbliżył do Niego wielu ludzi. Każdy z nas ma szansę być kochanym przez Boga, każdy z nas ma szansę, by powrócić i odmienić swoje życie.

– Twoja definicja współczesnego nawrócenia?

– Nawrócenie kojarzy mi się z człowiekiem, który totalnie miał przekręcone życie. Nawrócenie to odcięcie się od dawnego życia, ale także wzięcie ze sobą dobrych rzeczy z przeszłości. Kiedyś narzekałem na swoje życie – na ból, cierpienie, przykrości. Dzisiaj dziękuję Bogu za to wszystko, ponieważ przez takie doświadczenia mogę służyć pomocą innym ludziom.

Zainteresowanych wyjazdem do Medjugorie zachęcamy do pielgrzymowania z „Niedzielą Rzeszowską”. Są jeszcze wolne miejsca na pielgrzymkę na Bałkany w dniach 30 czerwca – 6 lipca. Koszt 600 zł + 130 euro + 40 euro (dodatkowe opłaty). Szczegółowe informacje na stronie biura El Holiday lub pod nr. tel. 604 247 912.

Tagi:
świadectwo świadkowie wiary

Sól ziemi i światło świata

2016-06-09 10:15

Bp Ignacy Dec
Edycja świdnicka 24/2016, str. 5

fotolia.com

„Wy jesteście solą dla ziemi” (Mt 5,13). Żeby to zrozumieć, przypomnijmy sobie, czym jest sól i jakie ma właściwości, kiedy się ją stosuje. Sól pełni dwie funkcje: po pierwsze, nadaje smak potrawom, po drugie – chroni je przed zepsuciem. Mówiąc o nas: „Wy jesteście solą dla ziemi”, Pan Jezus zobowiązał nas, żebyśmy nadawali smak ludzkiemu życiu naszą miłością, naszą dobrocią, naszą uczciwością. Mamy nadawać smak życiu innych ludzi na ziemi. Jako chrześcijanie mamy być jakby środkiem konserwującym, mamy dbać o to, żeby świat nie popadł w zepsucie, ochronić ludzkość przed zepsuciem moralnym. Tak jak sól chroni mięso przed zepsuciem, bo jeśli się zepsuje, to trzeba je wyrzucić i nie ma z niego żadnego pożytku, tak my naszym postępowaniem mamy być taką solą konserwującą, zachowującą świat przed zepsuciem moralnym. Bo Pan Jezus mówi, że inni będą patrzeć na nas i będą się nami budować. To jest pierwsze przypomnienie kierowane do nas przez Chrystusa: „Wy jesteście solą dla ziemi”.

Pan Jezus powiedział także: „Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,14). Żeby lepiej zrozumieć, co to dla nas oznacza, popatrzmy na światło fizyczne, a zwłaszcza na światło słoneczne. To słońce przede wszystkim daje nam światło. Można powiedzieć, że światło też pełni dwie ważne funkcje. Po pierwsze, światło oświeca przedmioty, umożliwia widzenie. Gdy świeci słońce, widzimy siebie nawzajem, widzimy świat. A w nocy, gdy jest ciemno lub gdy niebo jest zachmurzone, wtedy nic nie widać. Potrzebujemy światła sztucznego, by coś zobaczyć, by móc coś poznać. A więc światło umożliwia nam widzenie, poznawanie świata, w którym żyjemy. To jest jedna rola światła. A druga rola światła polega na tym, że daje nam ciepło. Ciepło też pochodzi od słońca. Może w tej chwili to ciepło nam się trochę przykrzy, bo jest za dużo tego ciepła, ale przypomnijmy sobie mrozy w zimie, gdy trzeba opalać mieszkanie i ubierać się w grube płaszcze, żeby nie zmarznąć. Dlatego w naszych domach mamy ogrzewanie. Światło nas także ogrzewa.

Mamy być światłem, które umożliwia innym ludziom poznanie prawdy, poznanie Pana Boga. A jesteśmy światłem, gdy czynimy dobro. Dlatego Chrystus powiedział: „Tak niech świeci waszeświatło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16). Aby patrząc na nasze postępowanie, mogli mieć doświadczenie wielkości i dobroci Boga, skoro ma On takich wyznawców. Będąc światłem dla świata, mamy także ten świat ogrzewać, dawać ciepło. Chrześcijanie mają promieniować moralnym, duchowym ciepłem, czyli miłością i dobrocią. Gdzie rządzi nienawiść, wrogość do ludzi, tam panuje zimnica, jest nam wtedy duchowo zimno. Marzniemy. A gdzie panuje serdeczność, dobroć, wrażliwość na sprawy drugiego człowieka, tam grzeje jakieś ciepło. To duchowe ciepło nas ogrzewa, przy nim tak dobrze się czujemy. Przez nasze dobre uczynki, przez piękne chrześcijańskie życie mamy przybliżać innych do Pana Boga i ułatwiać im Jego poznanie. Mamy też innych moralnie i duchowo ogrzewać. Takie zadanie zleca nam Jezus, gdy mówi: „Wy jesteście solą dla ziemi”, „wy jesteście światłem świata”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Brat Marek z Taizé: Wątpliwości są znakiem, że nasza wiara jest żywa

2019-12-15 09:07

mp / Warszawa (KAI)

- Wątpliwości w wierze są zaproszeniem do szukania Boga oraz do dalszego rozwoju - odpowiedział brat Marek z Taizé wczoraj podczas spotkania u jezuitów w Warszawie. Prowadził je Piotr Żyłka, redaktor naczelny portalu Deon.pl. Było ono poświęcone promocji książki: „Bóg. Cisza. Prostota”, która jest wywiadem-rzeką z bratem Markiem, przeprowadzonym właśnie przez Piotra Żyłkę. Ukazała się ona w tych dniach nakładem Wydawnictwa WAM.

www.spotkaniegrebocin.pl

- Młodych ludzi w Kościele powinno się przede wszystkim słuchać – powiedział brat Marek pytany jaka jest tajemnica sprawiająca, że do Taizé, tej skromnej burgundzkiej wioski, przyjeżdżają od lat setki tysięcy młodych z całego świata. Przypomniał, że brat Roger (założyciel wspólnoty) uczył braci, że w kontakcie z młodymi ludźmi nie należy stawiać się w roli mistrzów mających gotową odpowiedź na każde pytanie. Twierdził, że bracia powinni być ludźmi, którzy będą cierpliwie i życzliwie wysłuchiwać wszystkich, a w pierwszym rzędzie tych, którzy mają wątpliwości w wierze.

Zdaniem brata Marka, wątpliwości w wierze to sprawa, której nie powinniśmy się obawiać. Oznaczają one, że żyjemy i że szukamy. - A jeśli jesteśmy ludźmi, którzy zmierzają do Boga, to jest o co pytać do końca życia - podkreślił. - Wątpliwości są więc znakiem, że nasza wiara jest żywa. Ostrzegł, że jeśli w wierze operować będziemy tylko pewnikami, to nikt taką wiarą nie będzie zainteresowany. Wątpliwości są bowiem zaproszeniem do szukania.

Spotkania z młodymi – przyznał brat Marek – są też przynagleniem do zmiany czegoś w dzisiejszym świecie, do budowania pojednania i budowania więzi zaufania. „Dla mnie spotykanie się z młodymi jest nieustannym obdarowaniem świeżością powołania” - skonstatował.

Brat Marek wyjaśnił, że współczesny człowiek, w tym wielu młodych, jest głęboko zranionych i obarczonych często poważnym cierpieniem duchowym. Musimy więc starać się coraz lepiej rozumieć to wewnętrzne cierpienie. A tym, co najbardziej pomaga ludziom cierpiącym jest wysłuchanie i zaufanie.

Brat Marek mówił wczoraj nie tylko o relacjach ekumenicznych, które są codziennością wspólnoty z Taizé, ale także o nowym wyzwaniu, jakim jest obecność muzułmanów. Zapytany o weekend przyjaźni chrześcijańsko-muzułmańskiej, jaki odbył się przed dwoma miesiącami w Taizé, powiedział, że bracia mają kontakt z muzułmanami już od dawna, gdyż ich fraternie istnieją w niektórych krajach muzułmańskich np. w Bangladeszu. Tam kontakt z muzułmanami jest codzienny.

- Ze strachów przed wyznawcami islamu już się uleczyliśmy, gdyż poznaliśmy, że muzułmanie są to często prości, zwyczajni i Boży ludzie, głęboko traktujący swą wiarę – oświadczył. Opowiedział, że bracia doznają tam bardzo wiele życzliwości. Ostrzegł przed tendencją do odgradzania się od muzułmanów – jaka często nas charakteryzuje - gdyż znacznie lepszym wyjściem jest zacząć się nawzajem poznawać, spotykać i rozmawiać. - A wtedy odkryjemy, że ten kto swe życie opiera na wierze, ten nie szuka wojny. Natomiast wojny szuka ten, kto wiarą manipuluje, ale dotyczyć to może zarówno muzułmanów jak i chrześcijan – wyjaśniał.

Na pytanie jak rozumieć prostotę w naszym życiu, brat Marek odpowiedział, że prostota nie oznacza ucieczki od nowych wynalazków technicznych ale jest poszukiwaniem tego, co naprawdę jest mi potrzebne. - Prostota nie jest to więc odrzucanie tego, co człowiek wynalazł, ale korzystanie w taki sposób aby to służyło innym - wyjaśnił. Dodał, że powinna temu towarzyszyć podstawa samoograniczenia, ale nie może być ona przeżywana w smutku lecz w radości.

Brat Marek opowiadał też o swojej drodze do Taizé. Kiedy był studentem ekonomii w Poznaniu w latach 60-tych ubiegłego wieku, wielką rolę w jego życiu odegrało duszpasterstwo akademickie. Przeżył tam szczególną fascynację rozwijającym się wówczas ruchem ekumenicznym. Swego rodzaju objawieniem dlań była książka „Taizé i Kościół jutra”, która zawierała też regułę wspólnoty z Taizé. Reguła ta stała się wyznacznikiem dalszych jego poszukiwań duchowych, do tego stopnia, że wraz z przyjaciółmi z duszpasterstwa chciał w Polsce założyć wspólnotę na niej opartą. W końcu – po spotkaniu z bratem Clementem, który przybył do Polski - udało mu się uzyskać zaproszenie do Taizé.

W 1972 r. po raz pierwszy mógł udać się do Taizé. A kiedy jechał tam po raz drugi w 1975 r., miał już wewnętrzne przekonanie, że chce wstąpić na stale do wspólnoty. Bracia zgodzili się na to, ale postanowił jeszcze wrócić do Polski, aby załatwić niezbędne formalności. Przez kolejne 3 lata nie dostawał paszportu. W końcu, w 1977 r. po długich perypetiach go otrzymał. Zaraz po przybyciu został przyjęty jako brat do wspólnoty. A w drugiej połowie lat 90-tych – za namową brata Rogera oraz ks. Stanisława Dziwisza, wówczas sekretarza Jana Pawła II – przyjął święcenia kapłańskie.

Przez wiele lat brat Marek zajmował się Polakami przyjeżdżającymi do Taizé i był jednym z głównych organizatorów Europejskich Spotkań Młodych. Obecnie opiekuje się uchodźcami i migrantami przyjętymi przez wspólnotę.

Spotkanie u oo. jezuitów było organizowane przez warszawskie środowisko związane ze wspólnotą Taizé. Przy jezuickim duszpasterstwie DĄB co środa odbywają się modlitwy w duchu Taizé, a w ostatnią środę miesiąca tego typu spotkanie modlitewne ma miejsce w kościele św. Marcina na Piwnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nigeria: w tym roku zamordowano już ponad 1000 chrześcijan

2019-12-15 18:32

Paweł Pasierbek SJ/vaticannews.va / Abudża (KAI)

W Nigerii od stycznia tego roku zamordowano już ponad 1000 chrześcijan. Głównymi sprawcami zabójstw nie są terroryści z Boko Haram, ale bojówki z pasterskiego plemienia Fulani.

Graziako

Dane te opublikowała brytyjska organizacja pozarządowa Hart (Humanitarian Aid Relief Trust) w raporcie „Wasza ziemia lub wasza krew”. Duża część z tych zabójstw miała miejsce w stanie Kaduna, leżącym w środowej części Nigerii. Fulani nie tylko mordują ludzi, ale także burzą kościoły i niszczą całe wioski.

Zdaniem Caroline Anne Cox założycielki Hart i członkini brytyjskiej Izby Lordów, napady bojówek z plemienia Fulani na chrześcijańskie plemiona rolnicze nie są podyktowane jedynie poszukiwaniem nowych pastwisk z powodu pustynnienia i zmian klimatycznych, ale mają także podłoże ideologiczne. Niektórzy nigeryjscy biskupi oskarżają ich o próbę islamizacji kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem