Reklama

Niedziela w Warszawie

Warszawskie Pompeje

Na Tarchominie powstaje pierwsza w stolicy parafia Matki Bożej Pompejańskiej. Za wiernymi wstawia się nie tylko Matka Boża, ale i św. o. Pio. Do kaplicy przy ul. Myśliborskiej wprowadzono relikwie tego zakonnika

Niedziela warszawska 8/2019, str. IV-V

[ TEMATY ]

parafia

http://mysliborska28.pl

Przy Myśliborskiej jest już schola parafialna i 40 ministrantów

Ośrodek duszpasterski pw. Matki Bożej Pompejańskiej ma dopiero dwa lata, ale już teraz działa pełną parą. Przed Najświętszym Sakramentem w modlitwie różańcowej wypraszane są łaski, a w rodzinach rodzą się długo wyczekiwane dzieci, rozwiązują się trudne sprawy.

Maryja w centrum

W Warszawie będzie to pierwsza parafia, której patronuje Matka Boża Pompejańska. Ośrodek duszpasterski, liczący 4 tys. wiernych, wydzielono z dwóch sąsiadujących parafii: św. Jadwigi Śląskiej na Żeraniu oraz Najświętszej Maryi Panny Matki Bożej Pięknej Miłości na Tarchominie. Przy Myśliborskiej jest już schola parafialna, 40 ministrantów, tworzy się także chór oraz porządkowa służba kościelna Totus Tuus. – Ludzie z radością przychodzą do tego naszego skromnego, pompejańskiego wieczernika, do którego zaprasza Pan Jezus z Matką Bożą – mówi ks. Roman Kot, administrator ośrodka duszpasterskiego i diecezjalny moderator Kół Żywego Różańca.

Wiele osób przybywa tutaj z różnych stron stolicy. Nie straszna im odległość i zimno w skromnej kaplicy, zbudowanej z płyt. Rozpoczynają tutaj modlitwę Nowenną Pompejańską, kontynuują ją potem w swoich domach.

Reklama

Duchowość maryjna przy Myśliborskiej jest żywa. Potwierdzeniem tego są kolejne kółka różańcowe. Ostatnio, podczas uroczystego wprowadzenia relikwii św. Ojca Pio, przyjęto dwa nowe koła rodzinne, którym patronują św. Klara i św. Marta. – Są one maryjnym zasiewem. Ich członkowie pragną razem z Matką Bożą apostołować, zachęcając innych do wstąpienia do wspólnoty różańcowej – zaznacza ks. Kot.

Pięć kilometrów z Różańcem

Wierni należą też do Nieustającego Jerycha Różańcowego. W pierwsze soboty miesiąca uczestniczą w tzw. wieczerniku. Modlitwa rozpoczyna się wystawieniem Najświętszego Sakramentu i Mszą św. Wiosną i latem pierwszosobotniemu zawierzeniu towarzyszy procesja maryjna z lampionami wokół kaplicy. – Na znak jedności z Matką Bożą oddajemy cześć obrazowi Matki Bożej Pompejańskiej, a potem odmawiamy Różaniec we wszystkich intencjach, które wierni nadsyłają na skrzynkę mailową naszej parafii. Lista intencji jest długa, często związane są one z różnymi chorobami czy kryzysami w małżeństwie – opowiada ks. Kot.

Na Tarchominie szczególnie czczony jest każdy 13. dzień miesiąca. To dzień związany z objawieniami fatimskimi. Od lipca ubiegłego roku, bez względu na porę roku i pogodę, parafianie wraz z ks. Romanem, z lampionami w ręku udają się w pięciokilometrową drogę różańcową w kierunku wałów wiślanych. Rozważają wszystkie tajemnice Różańca, odmawiają Litanię Loretańską, a modlitwę kończą Apelem Jasnogórskim w kaplicy przy Myśliborskiej. – Dołączają do nas też osoby z innej parafii. Dajemy świadectwo naszej wiary, gdy wychodzimy na ulice – uważa ks. Kot.

Reklama

Św. Ojciec Pio oręduje

Od minionej niedzieli wierni z tego ośrodka duszpasterskiego mają szczególnego orędownika, którym jest św. Ojciec Pio. Podczas porannej Mszy św., której przewodniczył bp Marek Solarczyk, uroczyście wprowadzono relikwie tego świętego.

Wszystko zaczęło się od zorganizowanej w ubiegłym roku pielgrzymki do Włoch, gdzie odwiedzono m.in. San Giovanni Rotondo, gdzie znajduje się nierozłożone do dziś ciało św. Ojca Pio. Pątnicy przywieźli figurę włoskiego kapucyna, a po powrocie powstała 40-osobowa Grupa Modlitwy św. Ojca Pio, którą trzeba było zarejestrować u braci kapucynów w Krakowie. Osoby należące do tej grupy spotykają się każdego 23. dnia miesiąca na wspólnej modlitwie. – Czujemy, że św. Ojciec Pio wstawia się za nami – mówi p. Renata, koordynatorka Grupy i zelatorka Koła Różańcowego, któremu patronuje oczywiście św. Ojciec Pio.

Po zarejestrowaniu grupy ks. Roman Kot otrzymał informację, że kapucyni mają dla wiernych z powstającej parafii Matki Bożej Pompejańskiej relikwie św. Ojca Pio. – Postanowiliśmy je uroczyście przyjąć. To święty, który jest związany z naszą patronką. W jego zapiskach widać, że przylgnął szczególnie do Pompejów i do znajdującego się tam obrazu Matki Bożej Pompejańskiej – opowiada ks. Kot. Dodaje, że św. Ojciec Pio wybrał sobie miejsce w skromnej kaplicy.

Cudowne uzdrowienie

Wstawiennictwo św. Ojca Pio daje się we znaki. Zwłaszcza w przypadku małego Piotrusia. Jego chrzest wstępnie zaplanowano na 17 lutego, zanim jeszcze było wiadomo, że tego dnia odbędzie się uroczyste wprowadzenie relikwii świętego kapucyna. Mama chłopca mówiła, że nie wiadomo czy jego chrzest odbędzie się, bo chłopiec mógł trafić do szpitala. Dziecko traciło wzrok, miało problemy ze słuchem i funkcjonowaniem wielu organów.

Mama Piotrusia, gdy usłyszała, że przybędą relikwie św. Ojca Pio, zawierzyła wstawiennictwu tego świętego swojego syna. Po modlitwie do świętego, lekarze byli zdumieni natychmiastowym powrotem do zdrowia dziecka. – Kilka dni przed chrztem kobieta przyszła ze łzami, informując, że dziecko, które cierpiało na bardzo ciężkie schorzenia, zostało uzdrowione – opowiada ks. Roman Kot.

Relikwie Ojca Pio to nie jedyny skarb skromnej kaplicy. Znajdują się tu także relikwie bł. Bartolo Longo, byłego okultysty i budowniczego sanktuarium w Pompejach. – Nie było mu łatwo wybudować świątynię na pompejańskich zgliszczach, zwłaszcza, że miał też dużo przeciwników, ale Matka Boża dała mu ludzi do pomocy. My też ufamy, że na Żeraniu powstania świątynia, skoro mamy takich orędowników jak św. Ojciec Pio i bł. Bartolo Longo – zaznacza ks. Kot. – Teraz będziemy mieć kolejnego mocnego orędownika w sprawach dotyczących budowy naszej świątyni.

2019-02-20 11:35

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pogłębić wiarę

2020-08-12 08:35

Niedziela podlaska 33/2020, str. VII

[ TEMATY ]

wywiad

duszpasterstwo

parafia

Archiwum

Wnętrze świątyni parafialnej

O bogactwie duchowym i kulturowym parafii Liw oraz wyzwaniach, przed jakimi stoi wspólnota parafialna, opowiada ks. Henryk Sączek, proboszcz parafii św. Leonarda, w rozmowie z ks. Marcinem Gołębiewskim.

Ks. Marcin Gołębiewski: Historia parafii Liw oraz samej miejscowości jest niezwykle bogata i ciekawa. Jak dzisiaj właściwie korzystać z doświadczeń minionych pokoleń w budowaniu przyszłości?

Ks. Henryk Sączek: W naszej parafii istniało w przeszłości wiele dzieł duchowych, w których uczestniczyli parafianie. Dziś możemy się nimi inspirować i kontynuować je. Jedną z takich dawnych inicjatyw był kult Najświętszego Sakramentu oraz nabożeństwo do Krzyża Świętego, czego dowodem jest odnaleziona książeczka należąca do śp. Stefanii Grużewskiej, wydana w XIX wieku przez ks. Ignacego Kłopotowskiego.
Obecnie przywróciliśmy działalność Bractwa Adoracji Najświętszego Sakramentu, którego modlitewne pierwszopiątkowe czuwania połączyliśmy z uwielbieniem i czcią relikwii Krzyża Świętego, znajdujących się w liwskim kościele. W czuwaniu uczestniczą dorośli i młodzież. Istnieje wówczas możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.
Ideę dawnego Dzieła Duchowej Pomocy Powołań przejęły dwie grupy „Margaretek”, modlące się za kapłanów i powołania kapłańskie. Z naszej parafii wywodzi się 13 żyjących księży. Pochodzącą z przeszłości tradycją jest odmawianie Różańca przed niedzielną Mszą św. Śpiewane są również Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Maryi Panny oraz odmawiana Koronka do Miłosierdzia Bożego. Od święta Miłosierdzia Bożego 2019 r. trwa również codzienne indywidualne odmawianie Koronki w intencji naszej wspólnoty i Ojczyzny. Parafia posiada także służbę liturgiczną. Są to ministranci, czterech lektorów. Niezwykle cenny jest ich czynny udział w liturgii.
Uroczystości parafialne tradycyjnie uświetnia chór oraz istniejąca od 1906 r. orkiestra dęta. Wszystkie wymienione inicjatywy mają za zadanie wzbudzić gorliwość i zaangażowanie oraz pogłębić wiarę, która stanowi wielką siłę i dodaje otuchy w trudnych czasach.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Ignacy Jan Skorupka - kapłan, bohater, męczennik

Niedziela Ogólnopolska 33/2005

[ TEMATY ]

Bitwa Warszawska

Ks. Ignacy Skorupka

domena publiczna

Ksiądz Skorupka podczas bitwy Warszawskiej (ze zbiorów biblioteki narodowej, broszura wydana w Chicago w 1930 r.)

W bieżącym roku - 14 sierpnia - mija 100 lat od śmierci ks. Ignacego Jana Skorupki, który zginął od kul najeźdźcy bolszewickiego w Kobyłce pod Ossowem k. Radzymina. Stał się on w świadomości Polaków symbolem Cudu nad Wisłą.

O bohaterskim kapłanie usłyszałem po raz pierwszy w 1942 lub 1943 r. Wraz z rodzicami mieszkaliśmy wtedy w Olsztynie k. Częstochowy. Jako chłopiec należałem do ministrantów, nad którymi opiekę duchową sprawował niezrównany w swojej dobroci ks. prob. Józef Michałowski (proboszczował tu w latach 1937-56). W trakcie jednego ze spotkań - które obok nauki samej ministrantury zawsze były lekcją historii Polski - opowiedział nam o młodym kapłanie, który oddał swe życie w obronie niepodległości. Bohaterem tego opowiadania był ks. Ignacy Skorupka. Zaciekawiony niezwykłą sylwetką tego duchownego, zacząłem rozmawiać o nim z moim ojcem, który wojnę bolszewicką widział z bliska. Szczególnie zapadła mi w pamięci relacja ojca z pogrzebu kapłana, który odbył się w Warszawie 17 sierpnia 1920 r. Ojciec uświadomił mi wtedy, że ks. Skorupka stał się w świadomości Polaków symbolem Cudu nad Wisłą.

Do jego historii powróciłem w 1984 r. - po męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Pracowałem wtedy nad dziejami pielgrzymek w Polsce i na świecie i zastanowił mnie fakt, dlaczego pamięć i kult (jeżeli to można tak nazwać) ks. Ignacego nigdy nie osiągnęły tak spektakularnych form, jak miało to miejsce w przypadku ks. Jerzego.

Dlaczego grób kapłana męczennika na warszawskim Żoliborzu ściągał co roku setki tysięcy nawiedzających z całej Europy, a grób ks. Ignacego, również męczennika i bohatera, nawet w okresie II Rzeczypospolitej przyciągał stosunkowo niewiele osób. Mimo że żyli i działali w różnych epokach, łączyło ich wiele wspólnego. Obaj charakteryzowali się wielkim patriotyzmem, umiłowaniem prawdy, niezwykłą pobożnością. Obaj działali na rzecz Polski i Polaków w warunkach zniewolenia. Ks. Ignacy, pracując w Rosji, organizował polskie szkoły i harcerstwo. Na jego Msze św. patriotyczne przybywali Polacy z odległości nawet ponad 100 km. Podobną działalność prowadził ks. Jerzy. Obaj byli obiektem represji ze strony władz. Na ks. Ignacego organizowały zamach władze carskie (w Klińcach k. Homla), na ks. Jerzego - komuniści powiązani z Moskwą. Wreszcie obaj zginęli śmiercią męczeńską i bohaterską. I obu starała się wymazać z pamięci władza komunistyczna.

Ks. Ignacy Jan Skorupka urodził się 31 lipca 1893 r. w Warszawie. Po maturze wstąpił do Seminarium Duchownego na Krakowskim Przedmieściu. Studia kontynuował w Akademii Duchownej w Petersburgu. Święcenia kapłańskie przyjął w 1916 r. Był wikariuszem w polskich parafiach w Rosji (Bogorodzko pod Moskwą i Klińce k. Homla), a także w Łodzi i Warszawie. W 1919 r. otrzymał nominację na notariusza i archiwistę w Kurii Warszawskiej oraz powierzono mu funkcję kapelana i prefekta kilku zakładów oświatowych (kartka nr 1).

Gdy odradzającej się Polsce zaczęło zagrażać idące od Wschodu niebezpieczeństwo, ks. Ignacy niezwłocznie poprosił swego metropolitę - kard. Aleksandra Kakowskiego o zgodę na wstąpienie do wojska. Pierwotnie takiej zgody nie uzyskał. Dopiero później kardynał zdecydował się zaaprobować prośbę ks. Ignacego, na co niemały zapewne wpływ miał apel Józefa Piłsudskiego o zwiększenie liczby kapelanów.

Kard. Kakowski pisze w swych pamiętnikach: „Zgadzam się, rzekłem [do Skorupki], ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie, w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie”. Młody duchowny miał odpowiedzieć: „Właśnie dlatego […] chcę iść do wojska” (A. Kakowski, Z niewoli do niepodległości. Pamiętniki, Kraków 2000). Niemal wprost od metropolity udał się do biskupa polowego WP - ks. Stanisława Galla, który mianował go lotnym kapelanem garnizonu na Pradze. Ks. Skorupka trafił do 236. ochotniczego pułku piechoty, gdzie służył w 2. batalionie Legii Akademickiej, którą tworzyli studenci i uczniowie stolicy. Decydująca bitwa o Warszawę rozpoczęła się 12 sierpnia. Następnego dnia Armia Czerwona przypuściła atak na Radzymin, zajmując miasto i okoliczne wioski. Od strony Ossowa miało ruszyć kontrnatarcie polskie.

Taka była sytuacja, gdy ks. Ignacy wyruszał 13 sierpnia na front, po odbytej poprzedniego wieczoru spowiedzi w kościele Ojców Kapucynów. Historycy opisują moment z 14 sierpnia, gdy losy bitwy pod Ossowem k. Radzymina zaczęły być dla nas krytyczne. Polacy zaczęli się cofać przed wojskami sowieckimi. Ks. Ignacy zebrał wtedy wokół siebie grupę „chłopców” i poprowadził ich przeciw Rosjanom. Podczas tego - wydawało się - beznadziejnego kontrnatarcia, na czele którego szedł ubrany w stułę oraz z krzyżem w ręku, został rażony śmiertelnie granatem. Porwani przykładem kapelana żołnierze przestali się cofać i uderzyli na wroga. Kontrnatarcie zakończyło się sukcesem.

Kard. Kakowski pisał: „Dlaczego tak podnoszą i gloryfikują śmierć ks. Skorupki przed wszystkimi ofiarami wojny? Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny 1920 r. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami” (A. Kakowski, op. cit.). Według tradycji, nad idącym do ataku księdzem miała się unosić Matka Boża, która tak poraziła wroga, że nie mógł on strzelać do Polaków.

Ks. Skorupkę zaczęto nazywać nowym Kordeckim, a jego pogrzeb 17 sierpnia przeistoczył się w wielką manifestację patriotyczną. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i awansowany do stopnia majora WP.

Śmierć ks. Skorupki uwieczniali na płótnie polscy malarze. Najbardziej rozpowszechniony był obraz lwowskiego artysty Antoniego Bartkowskiego, którego kopie rychło znalazły się w większości szkół polskich (kartka nr 2). W sposób bardzo sugestywny twórca oddał moment śmierci bohaterskiego kapelana. Odmienny charakter miał inny znany obraz, zatytułowany Ksiądz Skorupka (kartka nr 3), którego twórcą był Jerzy Kossak (syn Wojciecha). Ten malarz - batalista ukazał nam ks. Ignacego w momencie prowadzenia polskiego kontrnatarcia przeciwko widocznym już blisko wojskom armii sowieckiej. Do dziś uznaje się go za najlepsze wyobrażenie wielkości ks. Ignacego. Wreszcie trzeci prezentowany tu obraz namalował w 1937 r. Wacław Boratyński (kartka nr 4). Artysta przedstawił swoją wizję momentu śmierci młodego kapelana. Ginie on jak dowódca wojskowy prowadzący do boju swych żołnierzy. Wszystkie wspomniane dzieła były reprodukowane jako pocztówki, trafiając w ten sposób ze swoim przesłaniem do setek tysięcy Polaków. Ponadto ukazywały się dzieła malarskie innych twórców, jak np. M. Byliny, W. Gutowskiego czy L. Wiatrowskiego. Wznoszono też pomniki czy okolicznościowe obeliski.

W 1999 r. miejsce bitwy pod Radzyminem nawiedził Ojciec Święty Jan Paweł II. Potem, wspominając o tej wizycie w homilii wygłoszonej w czasie liturgii słowa przed katedrą św. Floriana na warszawskiej Pradze (13 czerwca), powiedział m.in.: „Wspominamy, między innymi, bohaterskiego kapłana Ignacego Skorupkę, który zginął niedaleko stąd, pod Ossowem. Dusze wszystkich poległych polecamy miłosierdziu Bożemu”. Słowa Ojca Świętego niosą nadzieję, że bohaterski kapelan zostanie uznany za godnego kandydata na ołtarze.

Należy upowszechniać wiedzę o tym niezwykłym duchownym, który jako Polak i kapłan ofiarą swego życia przyczynił się do obrony swojego kraju i Europy przed nawałą bolszewicką. Cieszy fakt, że chociaż w skali regionalnej sylwetka bohaterskiego Polaka jest coraz szerzej znana, a dla młodych z rejonu Radzymina ks. Ignacy stał się wzorem do naśladowania. Równocześnie smuci okoliczność, że tej młodzieży jest ciągle tak niewiele.

CZYTAJ DALEJ

Diecezja kaliska: abp Ryś ustanowił diecezjalne sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Skalmierzyckiej

2020-08-15 15:52

[ TEMATY ]

sanktuarium

abp Grzegorz Ryś

youtube.com/archidiecezjalodzka

Abp Grzegorz Ryś nadał dziś kościołowi parafialnemu pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Skalmierzycach tytuł Diecezjalnego Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Skalmierzyckiej. Dekret odczytano podczas Mszy św., której przewodniczył bp Henryk Ciereszko, biskup pomocniczy archidiecezji białostockiej. - W modlitwie i zawierzeniu się Wniebowziętej przyszedł znak „cudu nad Wisłą", zwycięstwo po raz kolejny przyszło przez Maryję – mówił celebrans.

- Matka Boża Skalmierzycka nieprzerwanie do dnia dzisiejszego odbiera od wiernych na tym miejscu cześć i jest wzywana jako szczególna pomoc w trudach życia codziennego. Przybywający pielgrzymi, zawierzając siebie Matce Syna Bożego i oddając się w Jej opiekę, odnawiają w tym miejscu swe życie w łasce Bożej, aby jak Maryja nieść Jezusa Chrystusa do swych domów i rodzin – napisał w dekrecie abp Grzegorz Ryś, administrator apostolski diecezji kaliskiej.

W homilii biskup pomocniczy archidiecezji białostockiej podkreślał, że Maryja jest wielkim znakiem, który według słów św. Jana z Apokalipsy „ukazał się na niebie”. – Ten znak jest równocześnie związany z ziemią. Jest to z jednej strony znak zmagania się ze „smokiem”, ale też zwycięstwa. W tym zmaganiu odczytujemy całe dzieje Kościoła na ziemi: zmaganie z szatanem, zmaganie z mocami ciemności, które nie zaprzestają napaści na Królestwo Boże. Dzisiaj także jesteśmy świadkami, jak moce zła w postaci współczesnych ideologii godzą w odwieczne wartości i prawa kształtujące życie ludzkie, wyrastające z prawa naturalnego i Boskiego – zaznaczył kaznodzieja.

Wskazywał, że uroczystość Wniebowzięcia NMP jest wielkim świętem wiary. – Trzeba wytężać wzrok wiary, ażeby tajemnica Wniebowzięcia mogła swobodnie działać w naszym umyśle i naszym sercu, ażeby stawała się również dla nas znakiem ostatecznego zwycięstwa, które poprzedzone jest zmaganiem i walką z mocą ciemności – powiedział celebrans.

Przypomniał, że przed stu laty Maryja wyprosiła naszej ojczyźnie i narodowi obronę przed nawałą barbarzyństwa i bezbożnictwa bolszewickiego najazdu. - Właśnie w modlitwie i zawierzeniu się Wniebowziętej przyszedł znak „cudu nad Wisłą", zwycięstwo po raz kolejny przyszło przez Maryję. To zwycięstwo tak zbawienne dla naszego narodu, Kościoła i wiary, które w tych dniach wspominamy i za nie Bogu dziękujemy – mówił duchowny.

Przekonywał, że zwycięstwo, które Bóg okazał w Maryi jest nadzieją dla człowieka. – To zwycięstwo Maryi niesie nam zapewnienie, że Bóg w nas dokonuje zwycięstwa nad naszym grzechem, naszymi wadami, uzależnieniami, że Bóg chroni nas przed zwodniczymi ideologiami łudzącymi fałszywą wolnością, lekceważącą prawo moralne, że chroni nasze rodziny, ustrzeże wiarę dzieci i młodzieży – podkreślał hierarcha.

Zachęcał wiernych, aby stawali się świadkami wiary. – Musimy jasno i wyraźnie sobie powiedzieć, że bez naszej modlitwy codziennej, bez Eucharystii w niedzielę i święta, bez przystępowania do sakramentu pokuty, bez zachowywania Bożych przykazań, wierności naszym zadaniom i obowiązkom wypływającym z życia rodzinnego i zawodowego, pobożność nasza i samo wołanie do Boga nie wystarczą. Stawajmy się świadkami życia chrześcijańskiego. Przez nasze świadectwo będziemy przyczyniali się do zachowania wiary, do jej przekazywania dzieciom i młodzieży, będziemy się też stawali apostołami Chrystusa wobec tych, którzy poddają się dziś temu światu, czy gdzieś zagubili się na ścieżkach życia – stwierdził bp Ciereszko.

Podczas Mszy św. biskup poświęcił wieńce żniwne przyniesione przez rolników.

Odpust zakończyła procesja wokół kościoła, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem i odśpiewanie hymnu „Boże coś Polskę”.

Kaplica Matki Bożej jest najstarszą częścią kościoła św. Katarzyny w Skalmierzycach. Pochodzi z 1621 r. i posiada renesansową kopułę przypominającą kopułę Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Narodowy charakter kaplicy przejawia się w polichromii przedstawiającej w narożnikach orły piastowskie i jagiellońskie.

Centralne miejsce w drewnianym ołtarzu w stylu późnorenesansowym zajmuje duży (104x154) obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem. Pochodzenie obrazu nie jest znane. Prawdopodobnie powstał w XV w. i został przywieziony z Włoch. Madonna i Jezus przybrani są w piękne kute w srebrze i złocone sukienki zdobione motywami aniołów i kwiatów. Nad ich głowami widnieją złote korony wysadzane szlachetnymi kamieniami. Wśród wotów znajduje się tabliczka z 1634 r. podarowana przez króla Władysława IV Wazę.

Koronacji obrazu, który czczony jest od ponad pięciu wieków, dokonał koronami papieskimi Pawła VI 4 września 1966 r. ks. kard. Stefan Wyszyński. Pomimo utrudnień i zakazów ze strony komunistycznych władz na uroczystości zgromadziło się ok. 50 tys. wiernych. Inicjatorem koronacji słynącego cudami był ówczesny proboszcz ks. Alfons Czwojda. Na uroczystości koronacji obok ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego i ks. abp Antoniego Baraniaka obecnych było 10 biskupów i 200 kapłanów.

Od 2017 r. Matka Boża Skalmierzycka jest patronką Miasta i Gminy Nowe Skalmierzyce.

Kustoszem skalmierzyckiego sanktuarium jest ks. kan. Sławomir Nowak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję