Reklama

Przyjaciel Jana Pawła II w drodze na ołtarze

2019-02-27 10:36

Z Ludmiłą Grygiel rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 9/2019, str. 12-15

Arturo Mari
Bp Jan Pietraszko

Mija 31. rocznica śmierci krakowskiego biskupa pomocniczego Jana Pietraszki.
Zmarł 2 marca 1988 r. i zgodnie z życzeniem został pochowany w podziemiach swej umiłowanej kolegiaty św. Anny w Krakowie. Po śmierci biskupa krakowianie tłumnie nawiedzali jego grób i modlili się za jego pośrednictwem. Szybko też rozwinął się jego kult. Proces beatyfikacyjny bp. Pietraszki rozpoczął w 1994 r. kard. Franciszek Macharski na polecenie Jana Pawła II. 21 grudnia 2018 r. papież Franciszek ogłosił heroiczność cnót bp. Pietraszki. Teraz do beatyfikacji tego sługi Bożego konieczne jest jeszcze uznanie cudu za jego wstawiennictwem.
Aby przybliżyć postać tego wielkiego duszpasterza akademickiego, biskupa pomocniczego Krakowa, przyjaciela Jana Pawła II, przeprowadziłem rozmowę z Ludmiłą Grygiel, która znała Jana Pietraszkę od czasów studenckich i była świadkiem jego życia i działalności. W. R.

Włodzimierz Rędzioch: – Kiedy po raz pierwszy usłyszała Pani o ks. Pietraszce?

Ludmiła Grygiel: – O ks. Pietraszce usłyszałam już na pierwszym roku studiów, gdyż był on znanym duszpasterzem akademickim. Studenci, którzy szukali kościoła – szli do kolegiaty św. Anny, która była dla nas drugim uniwersytetem. Na Uniwersytecie Jagiellońskim zdobywaliśmy wiedzę naukową i przygotowywaliśmy się do pracy zawodowej, a u św. Anny pogłębialiśmy naszą wiarę i uczyliśmy się, jak nią żyć na co dzień. Naszym „profesorem” i ojcem duchowym był ks. Jan Pietraszko. W swoich kazaniach pokazywał, co Ewangelia mówi nam dzisiaj, uczył, jak być dojrzałym chrześcijaninem, jak czuć się wolnym w reżimie komunistycznym. On po prostu mówił nam, co powinniśmy robić, by żyć jak chrześcijanie. W każdy wtorek i czwartek po Mszy św. wieczornej odbywały się konferencje o tematyce religijnej i kulturowej. Nasz duszpasterz dbał także o naszą formację kulturową: zachęcał do lektury literatury klasycznej, którą doskonale znał, zapraszał z konferencjami wybitnych intelektualistów i pisarzy katolickich, np. Antoniego Gołubiewa czy Hannę Malewską, których tylko w kościele mogliśmy usłyszeć. Pietraszko nigdy nie zajmował się polityką, oceniał ją z punktu widzenia chrześcijańskiej doktryny. W czasach rozruchów studenckich i represji reżimu na początku rekolekcji powiedział: „Moi drodzy, przyszliśmy tutaj do Chrystusa Eucharystycznego. Zostawmy Heroda w jego pałacu. Skupmy się na Chrystusie”. Nie wahał się jednak ostro krytykować władze komunistyczne za brak szacunku dla człowieka i błędną politykę gospodarczą, prowadzącą do zubożenia społeczeństwa. Kazania Pietraszki były bardzo ważnym momentem w naszym życiu – głosił je w czasie niedzielnej Mszy św. o godz. 10, na którą zjeżdżali wierni z całego Krakowa, a wyłącznie dla studentów – w czasie wieczornych Mszy św. we wtorki i czwartki. W ten sposób ks. Pietraszko przez 40 lat wychował trzy pokolenia inteligencji. Przeprowadził je „suchą stopą” przez morze czerwone komunizmu.

– Jaki był program duszpasterski ks. Pietraszki?

– Trudno mówić o jakimś szczególnym, wypracowanym przy biurku programie. Jego programem była Ewangelia, a wzorcem osobowym – Chrystus. Chrześcijanin powinien przestrzegać wszystkich przykazań Bożych i nie zaniedbywać przystępowania do sakramentów. Chciałam podkreślić, że kładł duży nacisk na sakrament pokuty. Sam spowiadał rano, po południu, a nawet wieczorem, kiedy ktoś go prosił. Pamiętam, że kiedyś przyjechała Czeszka, która chciała się wyspowiadać „w tajemnicy”. Zadzwoniliśmy do niego o 22, a on zszedł do kościoła i ją wyspowiadał. Był spowiednikiem surowym i wymagającym, ale kochającym. Oczywiście, ta jego dyspozycyjność nie dotyczyła tylko spowiedzi. Zawsze był do dyspozycji wszystkich, którzy przychodzili, aby im pomóc rozwiązać problemy duchowe i materialne. Bardzo dużo pomagał biednym studentom i parafianom, a czynił to tak, żeby nikt nie poczuł się poniżony czy urażony. Nie zapominajmy, że w tamtych czasach w centrum Krakowa mieszkali nie tylko profesorzy, ale także biedota zajmująca sutereny pięknych kamienic. I do tych potrzebujących ludzi ks. Jan wysyłał swoich młodych z jedzeniem, węglem czy pieniędzmi. Poza tym zajmował się duszpasterstwem chorych, a także wraz ze studentami otaczał opieką chorych w ich domach, podobnie jak bł. Hanna Chrzanowska. Ale nigdy nie nagłaśniał swojej działalności charytatywnej ani się nią nie chlubił. Kiedyś przepraszał swojego brata, że nie przyjechał do rodziny na Boże Narodzenie, gdyż wydał wszystkie pieniądze na bilety dla studentów, by mogli pojechać do swoich domów. Wspomnę tylko jeden epizod. Kiedyś przyszli do ks. Jana studenci pierwszego roku na AGH, którzy pochodzili z małej wsi, nie znali Krakowa i nie mogli znaleźć mieszkania. Ponieważ nie było żadnego mieszkania zgłoszonego w kancelarii, ks. Pietraszko kazał wikaremu rozłożyć łóżka polowe w mieszkaniu księży, aby tam spali, dopóki nie znajdzie się dla nich jakieś lokum. Jeden z tych studentów był pod takim wrażeniem postawy księdza, że po pierwszym roku studiów postanowił iść w jego ślady i wstąpił do seminarium. Trzeba dodać, że nie było to jedyne powołanie kapłańskie spośród studentów słuchających kazań ks. Pietraszki. Wspomnę tylko Józefa Tischnera, który jako student pierwszego roku prawa po wysłuchaniu wtorkowych konferencji duszpasterza u św. Anny porzucił studia i mimo sprzeciwu rodziców wstąpił do krakowskiego seminarium. Do końca życia mówił i pisał o Pietraszce jako swoim mistrzu.

– Chciałbym wrócić nieco do historii. Ks. Pietraszko jeszcze przed wojną był kapelanem księcia metropolity Adama Sapiehy. Jaki to miało wpływ na młodego kapłana?

– Pietraszko był dwukrotnie kapelanem abp. Sapiehy: w latach 1938-39 oraz 1943-44. Posługa, szczególnie ta pełniona w czasie wojny, wywarła ogromny wpływ na formację kapłańską ks. Jana. Sapieha stał się dla niego wzorem kapłana i biskupa. Przy nim nauczył się np. wizytacji duszpasterskich w parafiach oraz współpracy ze środowiskiem kulturalnym i uniwersyteckim Krakowa. Nauczył się też skutecznej służby sprawie polskiej w czasach wolności i niewoli.

– A jakie były związki Karola Wojtyły z ks. Pietraszką?

– Spotkali się jeszcze w czasie wojny, prawdopodobnie zimą 1944 r., gdy Wojtyła był w tajnym seminarium, a seminarzyści mieszkali we własnych domach. Wówczas ustalono, że codziennie rano jeden z kleryków będzie przychodzić przez tydzień służyć do Mszy św. abp. Sapiesze. Pewnego dnia książę metropolita poinformował swego kapelana, że nazajutrz przyjdzie student, któremu po Mszy św. trzeba będzie dać dobre śniadanie, bo nie dojada. Po czym dodał: „Zajmij się nim, bo przed nim jest wielka przyszłość”. Ks. Pietraszko wspominał to pierwsze spotkanie z Wojtyłą: ujrzał szczupłego studenta, który przyszedł z książkami związanymi szpagatem i z wielkim skupieniem służył do Mszy św. Drugie spotkanie prawdopodobnie miało miejsce, gdy abp. Sapieha przyjął seminarzystów w Pałacu Arcybiskupim. Poprosił wówczas księży, by przynieśli klerykom sutanny. Pierwszą sutannę przyniósł ks. Pietraszko i być może spotkał Wojtyłę.

– Ks. Pietraszkę i młodego ks. Wojtyłę łączyła działalność duszpasterska wśród młodzieży...

– To prawda. Ks. Wojtyła od marca 1949 r. pracował w parafii św. Floriana, gdzie spotykał się z młodymi, głównie studentami pobliskiej politechniki, i głosił dla nich konferencje, jeździł z nimi na wycieczki. Ks. Pietraszko natomiast rok wcześniej rozpoczął duszpasterstwo akademickie w kolegiacie św. Anny. Gdy w 1951 r. ks. Wojtyła opuścił kościół św. Floriana i zajął się pracą naukową, większość młodych z jego grupy (m.in. Czcigodny Sługa Boży Jerzy Ciesielski, pochowany w kolegiacie uniwersyteckiej) przeniosła się do św. Anny. Należy dodać, że ks. Karol Wojtyła nigdy nie przestał się włączać w duszpasterstwo akademickie, o czym świadczą jego wizyty w kolegiacie św. Anny, gdzie często głosił rekolekcje lub odprawiał Mszę św. na ich zakończenie.

– Jaka więź łączyła tych dwóch kapłanów?

– Była to szczególna więź duchowa i wzajemne zrozumienie. Dyskretna i wierna przyjaźń. Wiele elementów owego duchowego pokrewieństwa można dostrzec w kazaniach ks. Pietraszki oraz w nauczaniu i pismach ks. Wojtyły. Było to szczególnie ważne w czasach komunistycznych; wówczas każdy z nich demaskował błędy antropologiczne marksizmu i starał się chronić wiernych przed szkodliwością tej ideologii. Kierowała nimi ta sama troska o człowieka, o pogłębienie wiary powierzonych im ludzi. W ich duszpasterstwie przekazowi prawd wiary towarzyszył przekaz chrześcijańskiej kultury.

– Czy ta współpraca trwała nadal, gdy ks. Karol Wojtyła został arcybiskupem metropolitą, a ks. Jan Pietraszko biskupem pomocniczym?

– Po nominacji ks. Pietraszki na biskupa pomocniczego ich współpraca zacieśniła się i jeszcze bardziej ubogaciła. Chociaż Pietraszko był tylko sufraganem, to dla Wojtyły pozostał nadal bardziej mistrzem niż podwładnym; liczył się bardzo z jego zdaniem, nawet jeżeli nie zostało wypowiedziane, a tylko dyskretnie zasugerowane. Służba Bezpieczeństwa dostrzegła tę więź i próbowała ich poróżnić. Bezskutecznie.

– Kard. Wojtyła i bp Pietraszko uczestniczyli w Soborze Watykańskim II. Co biskup opowiadał wam o pracach soborowych?

– Bp Jan był pod wielkim wrażeniem soboru. Po powrocie z trzeciej sesji głosił rekolekcje o Kościele i jego nowej wizji wyłaniającej się z obrad soborowych. Pokazywał wszystkie pozytywy soboru. Podkreślał, że w czasie prac soboru dało się odczuć wielką troskę i odpowiedzialność za Kościół. Powtarzał: „Nie słuchajcie wszystkich dyskusji dziennikarskich. Myślcie, jaki powinien być Kościół. A później zajmiemy się konkretnymi dokumentami”. Przygotowywał nas do reformy liturgicznej; jako pierwszy w Krakowie odprawiał Mszę św. przy prowizorycznym ołtarzu zwrócony twarzą do wiernych – tłumaczył, że druga strona ołtarza-stołu jest przeznaczona dla nas.

– Co się stało po wyborze kard. Wojtyły na papieża?

– Pozostali w kontakcie, chociaż bp Jan nie jeździł często do Rzymu i nie chwalił się swoją przyjaźnią z Papieżem. Miesiąc po wyborze na papieża Jan Paweł II wysłał do bp. Pietraszki wzruszający list, w którym napisał m.in.: „Dziękuję Ci więc, że mi swego czasu pokazałeś, drogi Biskupie Janie, drogę do młodzieży akademickiej. A także za to, że mnie – i wielu innych – stale uczyłeś i uczysz, z jaką czcią, miłością i rzetelnością należy traktować tę podstawową naszą posługę, która wiąże się z przepowiadaniem słowa Bożego”. Bp Pietraszko pozostał dla Wojtyły autorytetem. Potwierdza to pewne zdarzenie, którego byłam świadkiem. W pierwszych latach pontyfikatu Ojciec Święty gościł na kolacji bp. Pietraszkę wraz ze mną i moim mężem. Biskup przyniósł mu w prezencie swoją ostatnią książkę. W pewnym momencie Papież, przeglądając książkę, powiedział: „Biskupie Janie, ja od ciebie uczę się teologii”. Bp Pietraszko trochę się speszył i powiedział: „A ja myślałem, że moje książki są przeznaczone dla proboszczów i dla wikarych”. Po wyjściu z Watykanu zapytał nas, czy Papież mówił to na serio, czy tylko żartował. Ale Papież nie żartował, bo uważał Pietraszkę za jednego z największych nauczycieli wiary w Kościele polskim XX wieku. Podziwiał jego zrozumienie Ewangelii i dar jej przekazywania.

– Co bp Pietraszko mówił publicznie o Janie Pawle II?

– Pietraszko w dawnym arcybiskupie krakowskim widział przede wszystkim następcę św. Piotra i starał się uczyć tego Polaków, którzy skłonni byli traktować Papieża ze zbytnią poufałością lub jedynie z zewnętrznie manifestowaną miłością. Ucząc właściwego stosunku do Papieża, uczył poprawnego spojrzenia na Kościół. Wypowiedzi bp. Pietraszki dotyczące osoby i nauczania Jana Pawła II odbiegały od powszechnych emocji i powierzchownych ocen.

– Czy kazania bp. Pietraszki są dostępne dzisiaj?

– Tak, większość z nich została wydana, gdyż bp Jan każde swoje kazanie pisał; już w poniedziałek zaczynał przygotowywać kazanie na następną niedzielę. Jego nauczanie jest ciągle aktualne i warto je poznać. Jako ciekawostkę powiem, że kazania bp. Pietraszki były nagrywane nie tylko przez wiernych, ale także przez ubeków, i wiele z nich zachowało się dzięki nagraniom służb specjalnych (znajdują się w archiwach IPN).

– W życiorysie bp. Pietraszki uderzyło mnie to, że ten duszpasterz był również odpowiedzialny za budownictwo sakralne i sztukę kościelną...

– Bp Pietraszko miał wielkie wyczucie piękna, dlatego kościół św. Anny był zawsze bardzo ładnie urządzony. On również przeprowadził pierwszą jego renowację. Współpracował z artystami i respektował ich wiedzę. Gdy były jakieś różnice zdań, zawsze ustępował, by uszanować wizję artysty. Nie ustępował tylko w jednym punkcie – uważał, że centralnym miejscem kościoła jest tabernakulum i musi ono mieć godne miejsce oraz formę.

– 21 grudnia 2018 r. Papież Franciszek polecił Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych publikację dekretu o heroiczności cnót bp. Pietraszki. Teraz do beatyfikacji konieczne będzie jeszcze uznanie cudu za jego wstawiennictwem i jego kultu. Czy możemy mówić o ciągłym kulcie sługi Bożego?

– Grób bp. Pietraszki w kolegiacie św. Anny jest miejscem ciągłej modlitwy. Regularnie są odprawiane Msze św. w intencji jego rychłej beatyfikacji. Odczytywane są wtedy prośby o wstawiennictwo i podziękowania za otrzymane łaski. Zostały zgłoszone trzy przypadki domniemanego cudu, ale niestety, przedstawiona dokumentacja nie została uznana za wystarczającą do uznania cudu. Niedawno został zgłoszony niewytłumaczalny z punktu widzenia medycyny przypadek wybudzenia ze śpiączki, ale nie został on jeszcze oceniony przez watykańską komisję lekarską. Jest mi trochę przykro, że znajomość postaci i nauczania bp. Pietraszki nie rozszerza się poza Kraków. My, Polacy, nie za bardzo potrafimy promować naszych świętych i dbać o ich kult. Łatwo przejmujemy zagraniczne wzorce i „kopiujemy” kult postaci z innych krajów. A bp Jan Pietraszko zasługuje na to, by poznali go ci, którzy go nigdy nie spotkali. Zdaję sobie sprawę, że wzorzec jego świętości jest mało atrakcyjny i mało „medialny”, żeby go odkryć, trzeba poznać jego postać, a przede wszystkim – zagłębić się w jego nauczanie. Wymaga to trudu, ale warto go podjąć dla ubogacenia wiary i poznania ewangelicznego świętego.

Bp Jan Pietraszko
Urodził się 7 sierpnia 1911 r. w Buczkowicach k. Żywca w rodzinie rolników, Józefa i Anny z d. Migdał. Jego matka zmarła, gdy miał 3 lata – osierociła troje dzieci. Ojciec ożenił się z siostrą zmarłej żony, z którą miał siedmioro dzieci. Jan Pietraszko po maturze wstąpił do seminarium krakowskiego i w 1936 r. przyjął święcenia z rąk abp. Adama Stefana Sapiehy, którego później był kapelanem. Pracował jako wikariusz w Rabce i Zakopanem, a następnie w parafii św. Szczepana w Krakowie. W 1947 r. został prefektem Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie. Rok później powierzono mu duszpasterstwo akademickie w uniwersyteckiej kolegiacie św. Anny, której w 1957 r. został proboszczem. Wychował trzy pokolenia studentów i inteligencji krakowskiej. W 1963 r. ks. Pietraszko został biskupem pomocniczym krakowskim, a sakrę biskupią przyjął na Wawelu z rąk prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego. Był jednym z ojców Soboru Watykańskiego II. Blisko współpracował z kard. Karolem Wojtyłą, a następnie z Janem Pawłem II. Zmarł 2 marca 1988 r. w Krakowie i został pochowany w podziemiach swej umiłowanej kolegiaty św. Anny. Po śmierci bp. Pietraszki szybko rozwinął się jego kult, a jego grób stał się miejscem pielgrzymek, nie tylko dla krakowian. W 1994 r. proces beatyfikacyjny bp. Pietraszki rozpoczął na polecenie Jana Pawła II kard. Franciszek Macharski.
Red.

Tagi:
sługa Boży Bp Jan Pietraszko

Potrzebny jest cud

2019-02-27 11:01

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 9/2019, str. VI

Myślę, że biskup Jan Pietraszko był jak pole magnetyczne, oddziaływał na nas swoją osobowością – mówi „Niedzieli” ks. inf. Władysław Gasidło o swoim proboszczu w parafii św. Anny w Krakowie, od grudnia 2018 r. czcigodnym słudze Bożym

Maria Fortuna-Sudor
Ks. inf. Władysław Gasidło przy grobie czcigodnego Sługi Bożego bp. Jana Pietraszki w kolegiacie św. Anny. W tym miejscu w każdy 2. dzień miesiąca wierni modlą się o dar beatyfikacji

Maria Fortuna-Sudor: – Księże Infułacie, w jakich okolicznościach poznał Ksiądz bp. Jana Pietraszkę?

Ks. infułat Władysław Gasidło: – Byłem na drugim roku w seminarium. Ks. proboszcz u św. Anny, jeszcze nie biskup, wymyślił ołtarz twarzą do ludu. I poprosił kleryków z krakowskiego seminarium na pierwszą celebrę, byśmy pomagali w podtrzymywaniu liturgii, zwłaszcza w śpiewach.

– W latach 60. taka Eucharystia to była rewolucja…

– Parafrazując, w czasie homilii ks. Pietraszko powiedział: „…Nigdzie takiego ołtarza nie widzieliście, bo takiego ołtarza jeszcze nie ma. Nie chcę, żebyście to nazywali jakąś rewelacją, czymś co sprawia, że trzeba się tu schodzić z miasta i patrzeć, co u św. Anny robią. Nie chciałbym, żebyście uważali, że teraz jest lepiej, a przedtem było gorzej. Teraz jest inaczej. A to dlatego, że chciałem wam pokazać, co kapłan czyni w czasie Eucharystii. Jak będziecie znać znaki, które wykonuje, ich symbolikę, to będziecie lepiej widzieć, jak ta tajemnica objawia się na ołtarzu…”. Ks. Pietraszko zauważył, że niektórzy stoją na polu albo pod chórem, i przekonywał: „Ale wasze miejsce jest przy stole. Jego druga strona jest dla was. Jesteśmy wszyscy razem i razem sprawujemy Eucharystię…”. To był ten ołtarz Soboru Watykańskiego II, ale przed soborem.

– Jak klerycy odebrali te zmiany?

– Dzisiaj klerycy są przemądrzali i więcej wiedzą niż papież, a wtedy słuchali, co Kościół mówi… (uśmiech)

– A pierwsze spotkanie Księdza z biskupem Pietraszką?

– W parafii w Luborzycy, gdzie jako neoprezbiter byłem wikarym. Bp Jan przyjechał tam na bierzmowanie, chociaż miał być kard. Karol Wojtyła. Głośno wyraziłem zdziwienie; przecież miał być ksiądz kardynał... I do dziś nie mogę sobie podarować tego gadania, na które zareagował ks. Dziwisz, towarzyszący biskupowi. Pamiętam, że ówczesny kapelan kard. Wojtyły, stojąc za biskupem, dawał mi znaki, abym sobie te komentarze podarował… Tymczasem bp Pietraszko zaproponował, abym wrócił do przygotowań i dał mu znać, gdy wszystko będzie gotowe. Sam udał się do kościoła i modlił się przez godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Potem bierzmował licznych kandydatów ustawionych wokół świątyni, a w homilii nawiązał do kraczących w czasie obrzędu wron, zauważając: „Byliśmy świadkami wielkiego krzyku czarnych ptaków. W przeciwieństwie do tego, co się dziś z wami stało; biały ptak, Duch Święty zstąpił na was. Jest On zupełnym przeciwieństwem tego wszystkiego, co jest na świecie czarne…”. To przykład, jak bp Pietraszko potrafił odnieść się do otaczającej rzeczywistości.

– Biskup Pietraszko był równocześnie proboszczem. To nietypowa sytuacja…

– Takich biskupów – proboszczów było niewielu. W Krakowie decyzję podjął kard. Karol Wojtyła, który będąc wikariuszem kapitulnym, czyli administratorem archidiecezji krakowskiej, wyprosił u Jana XXIII sakrę biskupią dla proboszcza Pietraszki, a tym samym biskupa pomocniczego.

– Jak parafianie odbierali proboszcza – biskupa?

– Oni go szanowali. U św. Anny panował rodzinny klimat. Trzeba zaznaczyć, że proboszcz Pietraszko wychował sobie ludzi, np. przez duszpasterstwo akademickie, którym od lat kierował. Parafianie ucieszyli się z wyróżnienia proboszcza, ale też się zmartwili, że jako biskup będzie miał mniej czasu dla parafii.

– Miał mniej czasu?

– Siłą rzeczy. Musiał być w kurii, jeździć na wizytacje… Ale nie opuścił nigdy Mszy św. sprawowanej o 10. Nie zrezygnował z konfesjonału. Dlatego niektórzy mówili, że on się bardziej czuje proboszczem niż biskupem. W czasie homilii powiedział kiedyś, że nie jest łatwo chodzić w czarnej sutannie, a tym bardziej – w fioletowej.

– A był bp Jan Pietraszko szczególnie znany z homilii…

– Te kazania szły w Kraków dzięki ludziom, którzy ich słuchali, a potem przekazywali dalej...

– Jak to z tymi homiliami było? Na jednym z portali internetowych przeczytałam, że biskup Jan wszystkie homilie miał napisane…

– To bzdura! Przygotowując się do wygłoszenia homilii, bp Jan z szacunkiem pochylał się nad każdym słowem w Ewangelii. Szukał różnych tłumaczeń, sięgał do oryginału i pisał sobie szeroką dyspozycję, z którą szedł na ambonę. Miał wtedy pewność, że o niczym nie zapomni. Zachowały się konspekty i nagrania kazań. Gdy przygotowywaliśmy je do publikacji, to można było porównać i zauważyć wielką różnicę na korzyść wygłoszonych kazań. Biskup Pietraszko rozwijał zanotowane myśli, mądrze te cytaty wykorzystywał. To był jego język, jego styl. Zresztą, niepowtarzalny! Byłem przy powstawaniu 12 tomów kazań bp. Jana i wiem, skąd się wzięły. Konspekty służyły nam, gdy trudno było odtworzyć fragmenty nagranych homilii. Były osoby, które je zapisywały. Gdy nastały magnetofony, kazania nagrywano. Czyniono to z własnej inicjatywy. Nagrywali też klerycy. A słuchać bp. Pietraszkę przychodzili również księża.

– Jakim był proboszczem dla księdza wikarego?

– Jak się znajdzie w nowym miejscu, to się nie wie wszystkiego, więc proboszcz ma prawo zwrócić uwagę. Pamiętam, że gdy przyszedłem do parafii św. Anny, bp Pietraszko przekazywał mi ewentualne uwagi, chociaż to się nie zdarzało często, przez innych, mówiąc: „Powiedzcie mu, bo jak ja to zrobię, to będzie myślał, że go biskup upomniał...”. I to jest zrozumiałe, bo upomnienie biskupa ma dla kapłana jakąś rangę kanoniczną. A biskup chciał, żeby było serdecznie. Myślę, że był jak pole magnetyczne. Oddziaływał na nas swoją osobowością. Wiadomo, wikary ma swego proboszcza, a tu przyszło zostać wikarym u biskupa… Cierpła skóra na plecach! Ale bp Pietraszko nigdy nie upomniał. Spokojny, stateczny, ułożony. Nie wymagał, abyśmy do niego podchodzili z jakąś czołobitnością. Chociaż niektórzy myśleli, że tak trzeba. Ja byłem sobą, mówiłem, co myślałem i biskup to cenił. Śmiał się z tego, chociaż niektórzy truchleli, gdy mnie słyszeli (uśmiech).

– A co z tej postawy biskupa Pietraszki zabrał Ksiądz do swej posługi proboszczowskiej?

– Z wielką pokorą i lękiem przyjąłem obowiązki proboszcza. Starałem się tak, jak potrafiłem, wpisać w tradycję tego miejsca i włączyć w nurt duszpasterstwa, jaki przez kilkadziesiąt lat wypracował Ksiądz Biskup. Jako wikariusz zorientowałem się, że parafia ma swój charakter. Większość wiernych to parafianie z wyboru. Oni przychodzą tu z różnych krakowskich parafii. Tworzą specyficzną wspólnotę św. Anny. Przyjąłem sprawdzoną w kościele zasadę kontynuacji i wg moich możliwości starałem się utrzymywać w tym nurcie. Z bogactwa tego skarbca, jaki pozostawił sługa Boży bp Pietraszko, ciągle można wydobywać ewangeliczne skarby. Ja nie potrafiłem ze wszystkich skorzystać.

– W 1994 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny bp. Jana Pietraszki. Został Ksiądz postulatorem.

– Byłem postulatorem na etapie procesu diecezjalnego. Do mnie należały sprawy organizacyjne, m.in. stworzenie warunków dla pracy Trybunału, sporządzenie listy świadków, kompletowanie dokumentacji i przygotowanie tłumaczeń do Kongregacji Rzymskiej. W Krakowie proces został zamknięty 24 kwietnia 2001 r., a 17 czerwca dokumenty przekazano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Od tej chwili postulatorem jest kard. Stanisław Ryłko, a ja – wicepostulatorem.

– Jak Ojciec Święty odnosił się do tego procesu beatyfikacyjnego?

– Jan Paweł II bardzo cenił bp. Jana, o czym mogą świadczyć wypowiedzi skierowane pod jego adresem, na przykład po śmierci w 1988 r. Zresztą, gdy jechałem do Kongregacji z z zebranymi dokumentami, to najpierw byłem u Ojca Świętego, który się bardzo ucieszył z przekazanych informacji.

– 21 grudnia 2018 r. papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót sługi Bożego bp. Jana Pietraszki. Jak Ksiądz odebrał tę decyzję?

– Najpierw podziękowałem Bogu i bardzo się ucieszyłem. Wyznałem, że to był dla mnie miły prezent na święta. Myślę, że to bardzo ważne wydarzenie i dla archidiecezji krakowskiej, i całej Polski. No bo jak patrzymy na historię procesów, to niektóre trwają i kilkaset lat. Nawet te z naszych czasów też się ciągną i ciągną.

– Co dalej?

– Potrzebny jest cud. Jeśli zostanie uznany przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych, wtedy ustala się termin beatyfikacji. W kolegiacie św. Anny modlimy się w każdy 2. dzień miesiąca o beatyfikację sługi Bożego bp. Jana Pietraszki. Przy jego grobie są odczytywane prośby i podziękowania za otrzymane łaski za wstawiennictwem sługi Bożego bp. Pietraszki. Jest ich wiele, ale cud, to wg kanonicznych wymogów, zawieszenie praw natury. Po ludzku coś niemożliwego. Najczęstszymi cudami są uzdrowienia. Dokumentacja lekarska orzeka, że jest to fakt niewytłumaczalny.

– Czyli modlimy się o cud?

– Zachęcam do modlitwy w tej intencji. I z ufnością powtarzam: „Bądź wola Twoja”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo: Dziękujemy za wierną posługę abp. Stanisława Nowaka

2019-11-21 21:28

Maciej Orman

– „Iuxta Crucem Tecum stare” – te słowa sekwencji mszalnej ku czci Matki Bożej Bolesnej wypowiadamy z wdzięcznością za 35 lat posługi ks. abp. Stanisława. Jednocześnie prosimy: Maryjo, prowadź – powiedział 21 listopada w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie abp Wacław Depo podczas Mszy św. z okazji 35. rocznicy święceń biskupich abp. seniora Stanisława Nowaka

Maciej Orman

W homilii metropolita częstochowski podkreślił, że „jako ludzie obdarowani łaską mamy obowiązek związania się z Bogiem poprzez dar pobożności”. – Nie chodzi tylko o pobożność uczuciową i zewnętrzną, ale przede wszystkim o dar Ducha Świętego, o pobożność rozumną, spokojną i żywą – zaznaczył abp Depo.

Zobacz zdjęcia: 35-lecie święceń biskupich abp. seniora Stanisława Nowaka

Metropolita akcentował słowa Chrystusa z Ewangelii, mówiące o tym, że Jego bratem, siostrą i matką są „wszyscy, którzy tak jak Maryja słuchają słowa Bożego, i wypełniają je”. – Każdy człowiek winien jest Bogu objawionemu w Chrystusie cześć, pamięć, wdzięczność i posłuszeństwo – kontynuował abp Depo.

Hierarcha powiedział, że najczystszym źródłem miłości jest Serce Jezusa. – To w nim człowiek może znaleźć odpowiedź na swoje pytania, niepokoje i bóle. Prosimy dzisiaj gorąco Serce Jezusa, aby było dla nas natchnieniem i światłem – powiedział metropolita częstochowski.

Abp Depo wyraził również wdzięczność za służbę i poświęcenie Jubilata. – Dzisiaj dziękujemy za światło, które jest wśród nas poprzez wierną posługę Kościołowi ks. abp. Stanisława.

– Prosimy Maryję, aby nic nas nie zdołało odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym – zakończył abp Depo.

Po Komunii św. i odśpiewaniu hymnu „Ciebie, Boga, wysławiamy” słowo do Jubilata skierował bp Andrzej Przybylski. – W rocznicę Twojej sakry biskupiej chcemy powiedzieć, że jesteś Kościołowi częstochowskiemu bardzo potrzebny. Potrzebujemy Twojej ofiary i modlitwy. Życzymy zdrowia, sił i radości – powiedział bp Przybylski.

Życzenia złożyli również klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie.

Dziękując za modlitwę, pamięć i życzenia, abp senior Stanisław Nowak przyznał, że bardziej niż rocznice obchodzi miesięcznice przyjęcia wszystkich sakramentów. – Rocznice przypominają trochę pogrzeby – przyznał z uśmiechem Jubilat. Z wdzięcznością wspominał zaufanie okazywane mu przez bp. Karola Wojtyłę, czego wyrazem była nominacja na ojca duchownego w krakowskim seminarium, oraz sakrę w częstochowskiej archikatedrze. – Ucieszyłem się, że tam się narodziłem jako biskup. To nasza Notre Dame. Jest za co Bogu dziękować – powiedział abp senior i dodał: – W ostatnich latach trochę cierpię fizycznie, ale to jest łaska. Męka Pańska jest wszystkim, a Matka Boża stoi pod krzyżem i pomaga.

Jubilat wspomniał też obrazek prymicyjny, na którym wypisał słowa: „Miłość Chrystusa przyciska nas”. – Ciągle czuję ten ucisk Serca Jezusa – przyznał.

– Pomóżcie mi dalej przeżywać to biskupstwo. Wszystkim dziękuję i proszę: módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg, Ojciec Wszechmogący. Bóg zapłać – zakończył abp senior.

Mszę św. koncelebrowali: biskupi częstochowscy, ks. Paweł Rytel-Andrianik – rzecznik Konferencji Episkopatu Polski i księża z archidiecezji częstochowskiej.

25 listopada 1984 r. w częstochowskiej bazylie archikatedralnej ks. Stanisław Nowak został wyświęcony na biskupa przez kard. Józefa Glempa, kard. Franciszka Macharskiego i bp. Juliana Groblickiego. Uroczysty ingres do bazyliki odbył się 8 grudnia 1984 r., a 25 marca 1992 r. bp Stanisław Nowak został podniesiony do godności arcybiskupa metropolity.

29 grudnia 2011 r. papież Benedykt XVI przyjął rezygnację abp. Stanisława Nowaka z posługi arcybiskupa metropolity częstochowskiego, złożoną zgodnie z kan. 401 §1 Kodeksu Prawa Kanonicznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wilno: uroczystości pogrzebowe uczestników powstania styczniowego

2019-11-22 18:07

kos / Wilno (KAI)

Z udziałem prezydentów Litwy Gitanasa Nausėdasa i Polski Andrzeja Dudy, w Wilnie odbyły się uroczystości pogrzebowe 20 uczestników powstania styczniowego. Trumny ze szczątkami poległych zostały złożone w odnowionej kaplicy na wileńskiej Starej Rossie. Pochowani w niej zostali m. in. Konstanty Kalinowski, przywódca powstania na Litwie oraz gen. Zygmunt Sierakowski, jeden z dowódców insurekcji. Uroczystości poprzedziła Msza św. sprawowana w archikatedrze wileńskiej pw. św. Stanisława i św. Władysława przez abp. Gintarasa Grušasa, metropolitę wileńskiego.

Mszę św. koncelebrowali polscy, litewscy, białoruscy i łotewscy biskupi oraz księża i kapelani wojskowi. Obecni byli m.in. abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita archidiecezji mińsko-mohylewskiej na Białorusi oraz biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek. Eucharystię poprzedził apel wojskowy.

Podczas uroczystości pogrzebowych pochowani zostali: Konstanty Kalinowski, gen. Zygmunt Sierakowski, Bolesław Kołyszko, ks. Rajmund Ziemacki, Julian Leśniewski, Albert Laskowicz, Józef Jabłoński, Aleksander i Józef Rewkowscy, Karol Sipowicz, Jan Bieńkowski, Jan Marczewski, Edward Czapliński, Mieczysław Dormanowski, Ignacy Zdanowicz, Tytus Dalewski, Henryk Makowiecki, Władysław Nikolai, Kazimierz Syczuk i Jakub Czechan.

Trumny ze szczątkami zostały złożone przed ołtarzem katedry. Dwie z nich, gen. Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego zostały okryte czerwonymi flagami z odwzorowaniem pieczęci powstania styczniowego, na której znalazły się Orzeł Biały, Pogoń oraz św. Michał Archanioł. Przed rozpoczęciem Mszy św. wieńce przy trumnach przywódców powstania złożyli prezydenci Polski i Litwy.

W homilii abp. Gintaras Grušas przypomniał, że powstanie styczniowe było walką prowadzoną nie tylko za „naszą i waszą wolność”, ale także walką o godność. Podkreślił, że wolność należy do wartości, które chrześcijaństwo ceni najwyżej. – Walka o wolność nigdy nie jest zbyteczna – powiedział.

Metropolita wileński przywołał postacie gen. Zygmunta Sierakowskiego, ks. Antoniego Mackiewicza oraz słowa Konstantego Kalinowskiego, bohaterów powstania styczniowego. Podkreślił, że pozostawione przez nich świadectwa „są głębokim przesłaniem silnej wiary w sens walki”. – Nadziei, która przewyższa wydarzenia teraźniejszości, świadectwem spojrzenia w przyszłość, której sami nie doświadczyli – przekonywał.

Arcybiskup wskazywał, że często podkreślamy zasługi przywódców powstania, jednak nie można zapomnieć o innych jego uczestnikach, „którzy zginęli albo zostali deportowani”. – Wszyscy oni stali się kamieniem węgielnym naszej wolności. Ich śmierć miała sens, dziś musimy im podziękować za wolność – zachęcał abp Gintar Grušas.

Kaznodzieja podkreślił, że „nadzieja jest transcendentną Bożą cnotą, która pozwala wytrwać we własnych decyzjach pomimo trudów, prześladowań, a nawet pomimo groźby śmierci”. Przywołał fragment Listu do Filipian: „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować”. – Dziękując tym żołnierzom za poświęcenie życia za naszą wolność i dokonując ich chrześcijańskiego pochówku módlmy się o miłosierdzie Boże dla nich – zaapelował.

Przed błogosławieństwem głos zabrał bp Józef Guzdek, który podkreślił, że „są czyny, których ocena mimo zmieniających się okoliczności jest zawsze pozytywna”. – Należą do nich walka o wolność i sprawiedliwość. Od wybuchu powstania styczniowego minęło już ponad 150 lat, a my nadal pamiętamy o jego uczestnikach – powiedział. Ordynariusz Wojskowy zwrócił uwagę, że „wspólna modlitwa w obecności najwyższych władz państwowych świadczy o tym, że ten powstańczy czyn oceniamy jednoznacznie, pozytywnie”. – Naszych przodków połączyła walka o wolność i sprawiedliwość. Walczyli pod wspólnymi sztandarami „W imię Boga za naszą i waszą wolność” – powiedział.

Dodał, że „wspominając przeszłość i zjednoczenie wokół idei walki o wolność miejmy coraz większą świadomość wspólnej odpowiedzialności za przyszłość i harmonijną współpracę naszych narodów”. – Razem pielęgnujmy i rozwijajmy gen wolności, który został zaszczepiony w każdym z nas, a pogłębiony wraz z przyjęciem chrześcijańskiej wiary, wszak „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Obyśmy tej wolności nigdy nie utracili. Niech Maryja, Matka Miłosierdzia z Ostrej Bramy, wyprasza u Boga potrzebne łaski! Niech nam Bóg błogosławi! – powiedział.

Abp Kondrusiewicz przypomniał, że powstańcy byli przedstawicielami różnych narodów i wyznań, ale wszyscy walczyli z caratem o wolność swoich narodów. Przywołał postać Konstantego Kalinowskiego, „syna narodu białoruskiego, przywódcę ruchu narodowo-wyzwoleńczego, publicystę i poetę oraz szlachetnego człowieka, który wyróżniał się niezwykłą siłą ducha i był jednym z przywódców powstania”. – Konstanty Kalinowski należy do naszej historii jako ten, który uświadamiał sobie, że Białorusini są osobnym narodem, mającym prawo do samostanowienia. W nim i jego współtowarzyszach widzimy swoisty altruizm, oddanie i uświadomienie własnej godności – powiedział. Dodał, że choć powstanie nie odniosło spodziewanego zwycięstwa, to odcisnęło swój wkład w historii narodów.

Zwierzchnik katolików na Białorusi zwrócił uwagę, że dzisiejsze uroczystości nie są rozdrapywaniem ran, ale „okazją do spojrzenia i zrozumienia konsekwencji braku miłości bliźniego i poszanowania praw człowieka otrzymanych od Boga”. – Symboliczne, że pogrzeb szczątków powstańców odbywa się w Wilnie – mieście miłosierdzia Bożego. Swoimi modlitwami towarzyszymy poległym powstańcom i polecamy ich dusze miłosiernemu Bogu – powiedział.

Prezydent Litwy Gitanas Nausėdas podkreślił, że odnalezienie powstańców i ich ponowny pochówek jest okazją „do ponownego spojrzenia w przeszłość” i „przemyślenia XIX-wiecznej historii Litwy i całego regionu”. – Pozwoli lepiej zrozumieć jej złożoność i godniej uplasować powstanie w naszej pamięci historycznej – powiedział. Dodał, że idee za które walczyli powstańcy są aktualne do dziś a ich ofiara nie była daremną.

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że uroczystość jest uczczeniem bohaterów powstania styczniowego. – Spotkaliśmy się pod znakiem Orła Białego, Pogoni i św. Michała Archanioła – godłami Polski, Litwy i Rusi, które widnieją na pieczęci Rządu Narodowego. Zryw 1863 roku skierowany był przeciwko imperium carów, które zniszczyło nasze wspólne państwo i zniewoliło nasze narody – podkreślił.

Jak zauważył powstanie styczniowe „było ostatnim akordem tej przepięknej symfonii różnych kultur, języków i wyznań, jaką niegdyś rozbrzmiewała dawna Rzeczpospolita”.

Zwrócił uwagę, że odnalezieni przez archeologów powstańcy styczniowi zostali wrzuceni przez Rosjan do zbiorowych dołów śmierci, a ich ręce były skrępowane. – Dobrze znamy ten charakterystyczny barbarzyński obyczaj, kontynuowany „od białego do czerwonego caratu”. Dodał, że „wszyscy oni – zarówno ci sprzed 150 lat, jak też ci sprzed 70 lat – są dla naszych narodów bohaterami wolności”.

– W osobach bohaterów, którzy dziś otrzymują wreszcie należny im godny pochówek, składamy hołd wszystkim uczestnikom zrywu 1863 roku. Był to wspólny bój wielu narodów dawnej Rzeczypospolitej – powiedział. Zauważył, że „upamiętniamy naszych historycznych bohaterów, ale robimy to, myśląc nie o przeszłości, lecz – ze względu na wspólną przyszłość”. – Łączy nas wspólnota doświadczeń i wartości, z których najważniejszą jest – dla nas wszystkich – wolność. Łączy nas również dzień dzisiejszy: partnerska współpraca, aspiracje i dążenia. Wreszcie, łączy nas właśnie przyszłość: aby była ona dobra i pomyślna, musimy opierać się na zasadzie solidarności, przyjaźni i wzajemnej pomocy – zaapelował.

Prezydent Duda zakończył swoje wystąpienie apelem o jedność krajów regionu. – Jedność narodów Europy Środkowej to niezbędny, niezawodny i najmocniejszy fundament i gwarancja wolności, suwerenności, siły i niepodległości naszych państw. I głęboko, mocno wierzę, że właśnie w tym duchu będziemy nadal działać, razem budując szczęśliwą Europę Środkową Wielu Narodów – powiedział.

Głos zabrał także Ihar Pietryszenko, wicepremier Białorusi, który wyraził wdzięczność za umożliwienie uczestniczenia w uroczystości Białorusinom. – Jestem przekonany, że kaplica na Rossie stanie się miejscem, gdzie będą przychodzić Polacy, Litwini, Białorusini, aby mogli oddać hołd swoim bohaterom – powiedział.

Po zakończeniu Mszy św. spod katedry wileńskiej wyruszył kondukt pogrzebowy. Procesja przeszła ulicami Wilna na cmentarz na Starej Rossie. Kondukt przeszedł przez Ostrą Bramę. Przejściu przez miasto towarzyszyły pieśni śpiewane w językach litewskim, polskim i białoruskim. Powstańcom styczniowym w ich ostatniej drodze towarzyszyli prezydenci Polski i Litwy, przedstawiciele rządów, m.in. premier Polski Mateusz Morawiecki, parlamentarzyści z Polski, Litwy, Łotwy, Ukrainy i Białorusi, wojskowa asysta honorowa, duchowni oraz mieszkańcy Wilna. Przemarszowi towarzyszył dźwięk dzwonów kościołów wileńskich.

Po przybyciu na cmentarz, trumny ze szczątkami dowódców i uczestników powstania styczniowego zostały wniesione do kaplicy na Starej Rossie, gdzie nastąpiło ostatnie pożegnanie. Wejściu na cmentarz towarzyszyły salwy honorowe oddane na cześć bohaterów powstania styczniowego.

Następnie odbyło się poświęcenie krypt odnowionej kaplicy, modlitwy oraz umieszczenie w krypcie przez żołnierzy kompanii honorowej trumienek ze szczątkami powstańców.

***

W latach 1863–1864 na placu Łukiskim w Wilnie władze carskie dokonały z rozkazu generał-gubernatora Michaiła Murawjowa serii egzekucji przywódców i uczestników powstania styczniowego. Pierwszy śmierć poniósł ks. Stanisław Iszora (3 czerwca 1863 r.). Generała Zygmunta Sierakowskiego ps. „Dołęga”, przywódcę powstania styczniowego na Żmudzi, stracono 15 czerwca 1863 r. Konstantego Kalinowskiego zamordowano zaś z wyroku zaborczych władz 22 marca 1864 roku. Wyrok na nim wykonano jako na ostatnim z grupy kilkudziesięciu skazańców. Ciała powstańców Rosjanie ukryli, choć w powszechnej świadomości mieszkańców Wilna trwała pewność co do złożenia ich na Górze Giedymina, na której od czasów cara Mikołaja I znajdowało się więzienie.

Pochówki powstańców zostały odkryte w 2017 r. w trakcie prowadzenia prac archeologicznych. Powstańców odnaleziono złożonych bez trumien i ze związanymi rękoma. Badania genetyczne potwierdziły tożsamość pogrzebanych tam bohaterów powstania styczniowego. Odnaleziono szczątki 20 powstańców.

Uroczystościom pogrzebowym towarzyszy wystawa „Przebudzenie. Historia powstańców odnalezionych na Górze Giedymina”, prezentująca zdjęcia, archiwalia oraz fotografie z prac archeologicznych, podczas których zostały odnalezione szczątki powstańców styczniowych. Zaprezentowane zostały przedmioty znalezione przy szczątkach: medaliki, krzyżyki, guziki, klamra oraz obrączka ślubna Zygmunta Sierakowskiego z napisem na stronie wewnętrznej: „Zygmund Apolonija 11 Sierpnia/30 Lipca 1862 r.”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem