Reklama

24 marca - Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów

Wspólna historia odrębna prawda

2019-03-20 09:25

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 42-43

W drugiej połowie lutego br. Polacy spotkali się z nową falą brutalnej agresji ze strony izraelskich polityków i środowisk żydowskich. Jest to bardzo przykre i nigdy nie możemy tego zaakceptować. Jednak czy nie ma w tym wydarzeniu także szansy na kolejne odblokowanie prawdy w publicznym sposobie opowiadania o naszej historii, tłumionym dotąd przez poszanowanie wrażliwości naszych „starszych braci w wierze”, a często też przez wpajaną nam „polityczną poprawność”?

Prezesi z Kalifornii

Przed kilkoma laty dostałem propozycję oprowadzenia po Muzeum Powstania Warszawskiego grupy „prezesów żydowskich wspólnot wyznaniowych z Kalifornii”. Było to dla mnie, przewodnika wolontariusza, duże wyzwanie, tym bardziej że dopiero zaczynałem wówczas oprowadzać w języku angielskim. Okazało się jednak, że moi goście to cztery sympatyczne małżeństwa z zachodnich stanów USA, mówiące globalnym językiem angielskim. Szybko nawiązaliśmy pozytywne relacje i ruszyliśmy naprzód przez historię muzealną ścieżką. Problemy zaczęły się już przy 1939 r. i ogólnym obrazie II wojny światowej. Sama informacja, że liczba Polaków zamordowanych lub poległych w tym okresie dochodzi do 2,5 mln ofiar, była trudna do zaakceptowania przez moich gości. Podobnie nieufnie została przyjęta historia o mordach na polskiej inteligencji dokonanych w Palmirach i innych miejscach straceń warszawskiego pierścienia śmierci. Żydzi nie potrafią uznać tego, że nie byli oni jedynymi ofiarami ludobójstwa dokonywanego w latach 30. i 40. XX stulecia. Po chwili weszliśmy do muzealnego pomieszczenia, gdzie przy starych maszynach drukarskich opowiadamy o prasie podziemnej. Kiedy zdziwienie wywołała informacja, że samych tytułów pism wychodzących w konspiracji było ponad tysiąc, pospieszyłem z następującym wyjaśnieniem: Tam, gdzie jest dwóch Polaków, tam potrzebne są trzy gazety, gdyż każdy z nich ma inne zdanie, ale jest też wiele spraw, w których się zgadzają i też chcieliby o tym napisać. Moi goście się roześmiali, a jeden z nich powiedział: – Wiesz, to zupełnie tak samo jak w Izraelu. Przez chwilę rozmawialiśmy o podobieństwach życia społecznego w Polsce i w kraju stworzonym przez ich rodaków na biblijnej ziemi. Bardzo mnie zaskoczyło, gdy się dowiedziałem, że tam nazwanie przeciwnika faszystą w ferworze politycznych kłótni jest tylko zwykłą banalną obelgą. Teraz i w Polsce już ten stan osiągnęliśmy. Od tej chwili mój kontakt z gośćmi ocieplił się do tego stopnia, że gdy opowiadałem o powstańczych szpitalach, wspomniałem też o tym, co w czasie okupacji robił chirurg urolog Stefan Wesołowski, a wykonywał on plastyczno-urologiczne operacje ukrywające obrzezanie u mężczyzn. Jedna z pań zapytała, ile mógł on dokonać takich zabiegów. – Nie wiem – odpowiedziałem – ale nie było ich dużo, kilka, kilkanaście, może więcej. Odpowiedzią był smutny uśmiech. Historia dr. Wesołowskiego z samego okresu walk powstańczych, które cudem przeżył w szpitalach na Woli, dzielnicy zagłady, jest tak nieprawdopodobna, że wystarczyłaby na kilka filmów fabularnych. Niestety, nie zrobiono ich ani w Hollywood, ani w Łodzi. Dobrze, że chociaż pod koniec długiego życia uhonorowano lekarza „Dyplomem dla Sprawiedliwego”, ustanowionym przez

Polsko-Amerykańsko-Żydowskie Stowarzyszenie na Rzecz Współdziałania Młodych (PAJA) dla osób, które ratowały Żydów w czasach Shoah. Przed opuszczeniem muzeum moi goście poprosili mnie jeszcze, abym zaprowadził ich do sklepu z pamiątkami i polecił jakąś książkę o Powstaniu Warszawskim. Zaproponowałem Normana Daviesa. Miła Amerykanka wzięła tom do ręki i uśmiechnęła się wymownie, było to ponad 800 stron drobną czcionką. – Ale może zobaczę o tych kamieniach? – zapytała. Teraz zrobiło mi się naprawdę wstyd. Gdy mówiłem o ruchu oporu, nieopatrznie wymieniłem tytuł wydanej w konspiracji książki Aleksandra Kamińskiego, która nigdy w Polsce w języku angielskim się nie ukazała. – Przepraszam, chwilowo brakuje – odpowiedziałem, częściowo mijając się z prawdą. – Szkoda – odparł mój gość. Podczas pożegnania poczułem w kieszeni rękę, domyśliłem się, że dostałem napiwek. Mam zasadę, że podobnych ofiarodawców odsyłam do puszki w muzealnej kaplicy. Jednak aby nie psuć pełnej harmonii rozstania, tym razem udałem, że nie zauważyłem tego zwykłego w USA wyrazu wdzięczności. Po kilku dniach banknot zostawiłem w puszce franciszkańskiego kościoła, podobnego do istniejących w Ziemi Świętej, wspólnej ojczyźnie naszych religii.

Reklama

Wrażliwość

Nie tylko ja, ale w pierwszym rzędzie przewodnicy zawodowi dokładamy wszelkich starań, aby nie urazić wrażliwości żydowskich gości. Nie opowiedziałem np. o współpracy mniejszości żydowskiej z czerwonym okupantem na terenach zajętych przez Sowietów w 1939 r., a polegała ona m.in. na pomocy w dokonaniu selekcji klasowej tak, aby nie ocalał nikt, kto według sowieckich kryteriów żyć nie miał prawa. Nie wprowadziłem też moich gości do czerwonego korytarza relacji o powojennych losach wielu powstańców warszawskich, nad którym unosi się złowrogi cień Jakuba Bermana jako symbolu kierowniczego sprawstwa zbrodni i terroru lat 1944-56. W historii opowiadanej o powstaniu w warszawskim getcie nie wspominałem o znikomym znaczeniu militarnym tego zrywu, określonym liczbą strat po niemieckiej stronie. Powstanie w 1943 r. uważane jest za największy zbrojny sprzeciw Żydów wobec zbrodni Holokaustu. Według raportu Jürgena Stroopa, dowódcy oddziałów tłumiących powstanie, w walkach zginęło 16 niemieckich żołnierzy. Nie ma podstaw do kwestionowania tych danych, administracja w SS była precyzyjna i wiarygodna, prawdopodobnie też ten wysoki niemiecki oficer nawet mentalnie nie byłby zdolny do fałszowania raportu. Kiedy przy muzealnej tablicy z napisem „GETTO” pytam niekiedy gości obcokrajowców zwiedzających muzeum, jakie, ich zdaniem, straty zdołali zadać żydowscy bojownicy Niemcom, otrzymuję odpowiedź, że od tysiąca do kilkunastu tysięcy żołnierzy. Fakt istnienia żydowskiej policji na terenie gett jest także zupełnie nieznany. Unikanie tematów trudnych i kontrowersyjnych w rozmowach z rodakami ofiar Shoah jest wyrazem naszego współczucia oraz szacunku dla ludzi walczących o godną śmierć, a także wszystkich ofiar. Jednak nie tylko. W wielu polskich rodzinach żyje wspomnienie kogoś, pochodzącego ze starego przymierza, kto włączył się kiedyś w ciąg pokoleń ich polskich przodków.

100 lat temu w Żarnowie

Na przełomie XIX i XX wieku żył i pracował w Żarnowie, miasteczku leżącym dziś w powiecie opoczyńskim, dr Ludwik Lubodziecki. Właściwie nazywał się on Libkind, jednak kiedy przyjął chrzest katolicki i ożenił się z Polką, zmienił nazwisko. Odtąd nie istniał dla swojej żydowskiej rodziny. To było naprawdę zero tolerancji. Przez ponad 40 lat był później prawdziwym błogosławieństwem dla mieszkańców Żarnowa i okolic. W „Gazecie Radomskiej” nr 28 z marca 1888 r. tak zraportowano jego sukcesy w zwalczaniu tyfusu: „(...) praktykujący tu stale od 12 lat dr. Lubodziecki opanował do tego stopnia epidemię, że na 80 chorych jak do tej chwili, były tylko 4 wypadki śmierci”. Zmarł w opinii świętości w 1916 r., gdy wracał od pacjenta. Na tablicy w kościele św. Mikołaja w Żarnowie można przeczytać inskrypcję ku jego czci.

W sytuacji, gdy znamy takie świadectwa i mamy takich przodków jak pradziadek mojej żony dr Ludwik Lubodziecki, nam, Polakom, trudno będzie pozbyć się empatii wobec wielowiekowych sąsiadów i odpowiadać obelgą na obelgę. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy stopniować prawdę i pozwolić znieważać jedno z najdzielniejszych i najbardziej doświadczonych pokoleń Polaków w naszej historii – pokolenie rówieśników II Rzeczypospolitej oraz nas wszystkich. Tu musi obowiązywać zasada: Zero tolerancji.

Wojciech Bobrowski
Autor jest przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego i jego filii „Cele Bezpieki”. Stały współpracownik „Niedzieli”.

Tagi:
polityka Żydzi Polacy

Reklama

CBOS: Polacy coraz bardziej zadowoleni ze swojej sytuacji materialnej

2019-05-07 12:53

CBOS, tk / Warszawa (KAI)

Od 2014 roku systematycznie rośnie liczba Polaków deklarujących, że żyje im się dobrze lub bardzo dobrze, a spada odsetek obawiających się biedy – podaje Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS). W perspektywie ponad 25-letniej, zauważyć można bardzo wyraźną poprawę ocen sytuacji finansowej. Uzyskane w tym roku rezultaty są najlepsze z dotąd rejestrowanych.

Ks. Paweł Kłys

Ankietowani obecnie Polacy, charakteryzując sposób gospodarowania pieniędzmi, najczęściej deklarują, że żyją na przeciętnym poziomie – starcza im na co dzień, lecz muszą oszczędzać na poważniejsze zakupy (51%). Co trzeci badany ma większą swobodę w gospodarowaniu domowym budżetem – starcza mu na wiele bez specjalnego oszczędzania (30%) bądź też może sobie pozwolić na pewien luksus (3%).

W porównaniu z ubiegłorocznymi wynikami zmniejszyły się odsetki żyjących biednie lub skromnie (o 4 punkty) oraz średnio (o 2 punkty), a zwiększył udział żyjących dobrze lub bardzo dobrze (o 5 pun-któw).

Uwzględniając dłuższą, ponaddwudziestopięcioletnią perspektywę, zauważyć można bardzo wyraźną poprawę ocen sytuacji finansowej. Na początku lat 90. mniej więcej połowa badanych deklarowała, że żyje skromnie lub bardzo biednie, a zadowolonych ze swojego położenia było wielokrotnie mniej (w 1993 roku 3% ankietowanych deklarowało, że żyje im się dobrze lub bardzo dobrze).

Z biegiem czasu mniej lub bardziej systematycznie przybywało zadowolonych z własnej sytuacji finansowej, a ubywało niezadowolonych. Bardzo wyraźną poprawę położenia materialnego zarejestrowano w latach 2004–2008. Także od 2014 roku sytuacja finansowa Polaków dosyć systematycznie się poprawia. Uzyskane w tym roku rezultaty są najlepsze z dotąd rejestrowanych.

Z analizy zróżnicowań społeczno-demograficznych wynika, że sytuacja finansowa w istotny sposób związana jest z wiekiem oraz wykształceniem. W gorszej sytuacji znajdują się starsi, gorzej wykształceni respondenci. Mniej więcej co czwarty ankietowany z wykształceniem zasadniczym zawodowym lub podstawowym oraz mający 55 lat lub więcej deklaruje, że żyje skromnie lub biednie.

Zauważyć można również, że nieco gorzej swoje położenie postrzegają badani mieszkający na wsi i w mniejszych miejscowościach, a nieco lepiej mieszkańcy miast powyżej 100 tys. mieszkańców. Oceny sytuacji finansowej korespondują również z poglądami politycznymi mierzonymi na skali lewica–centrum–prawica. Wyraźnie lepiej oceniają ją identyfikujący się z lewicą niż utożsamiający się z prawicą.

Niemal co piąty ankietowany obawia się biedy (19%), w tym 15% uważa, że jakoś sobie poradzi, a 4% odczuwa bezradność. Pozostali (80%) nie mają takich obaw, przy czym blisko dwie piąte ankietowanych uważa, że ich sytuacja materialna może się pogorszyć (39%) i zbliżona grupa respondentów jest spokojna o swoją finansową przyszłość (41%). W ciągu ostatniego roku minimalnie zmniejszył się odsetek obawiających się biedy (o 2 punkty), a zwiększył niewyrażających takich obaw (również o 2 punkty).

CBOS zwraca uwagę, że od około pięciu lat postrzeganie warunków materialnych poprawia się dynamicznie – zmniejsza się odsetek ocen negatywnych i przeciętnych, a zwiększa pozytywnych. Zaznaczyć należy, że dobre oceny warunków materialnych korespondują z rekordowo niskim poziomem bezrobocia.

Mniej więcej co piąty ankietowany uważa, że w ciągu najbliższego roku warunki materialne jego gospodarstwa domowego się poprawią (22%), co 20. – że się pogorszą (5%), a zdecydowana większość (73%) sądzi, że się nie zmienią.

Uzyskane w tym roku rezultaty wpisują się w trwający od kilku lat wyraźny trend poprawy położenia materialnego znajdujący odzwierciedlenie zarówno we wskaźnikach makroekonomicznych, jak i w wynikach innych badań CBOS.

Badanie przeprowadzono w dniach 7–14 marca 2019 roku na liczącej 1046 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież z biskupami sprzeciwiającymi się odstrzałowi narkomanów

2019-05-22 16:44

vaticannews / Watykan (KAI)

Papież jest bardzo poruszony, tym co dzieje się na Filipinach w ramach brutalnej walki, jaką tamtejszy prezydent wypowiedział narkomanii. Potwierdza to bp Pablo Virgilio David. Należy on do pierwszej grupy filipińskich biskupów, która odbywa wizytę ad limina i już została przyjęta przez Franciszka na audiencji. Jednym z głównych tematów tego spotkania była właśnie postawa filipińskiego episkopatu względem kontrowersyjnej polityki prezydenta Duterte.

Grzegorz Gałązka

Sytuację referował bp David, ponieważ to na terenie jego diecezji odnotowano największą liczbę zgonów w ramach brutalnego odstrzału narkomanów i handlarzy narkotyków. Ordynariusz Kalookan stanowczo się temu sprzeciwia i dokumentuje te zbrodnie. W konsekwencji również on sam znalazł się na celowniku filipińskich szwadronów śmierci.

Jak zaznacza bp David, sytuacja jest bardzo trudna, bo antynarkotykowa kampania prezydenta cieszy się poparciem większości społeczeństwa. Ja jako pasterz nie mogę się na to zgodzić. Na szczęście Papież mnie rozumie i w pełni popiera – mówi bp David.

"Opowiedziałem o tym wszystkim i poprosiłem go o modlitwę. Powiedziałem: «potrzebujemy Twojej modlitwy, bo za to, że bronimy ludzkiego życia i godności człowieka, grożą nam śmiercią. Ja sam otrzymałem takie pogróżki. Ale w sumieniu wiem, że właśnie taką postawę powinienem zająć jako pasterz». Papież słuchał bardzo uważnie, a nawet przerywał mi, mówiąc: «Tak, wiem o tym, śledzę informacje z waszego kraju». Papież zapewnił nas o swej modlitwie – powiedział Radiu Watykańskiemu bp David. – Prosił, byśmy nadal tak postępowali. «To ważne – powiedział – aby Kościół odgrywał w takiej sytuacji profetyczną rolę, zwłaszcza w obronie życia i godności człowieka». Bardzo mnie to wzruszyło, miałem łzy w oczach, kiedy Papież to mówił, kiedy potem mnie objął i modlił się za mnie, by Bóg, jak powiedział, zachował we mnie na zawsze serce pasterza".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świdnica: Prawie 17 mln na renowację katedry

2019-05-23 19:37

ako / Świdnica (KAI)

Parafia św. Stanisława, biskupa i męczennika i św. Wacława w Świdnicy otrzymała prawie 17 mln na ratowanie świdnickiej katedry. Minister kultury i dziedzictwa narodowego podjął decyzję o przyznaniu dofinansowania prac konserwatorskich w świątyni.

Mariusz Barcicki

15 maja Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego, podjął decyzję o dofinansowaniu projektu „Konserwacja, rewitalizacja i digitalizacja barokowego wnętrza gotyckiej Katedry Świdnickiej”.

Jak powiedział KAI ks. dr Daniel Marcinkiewicz, rzecznik świdnickiej kurii biskupiej prace konserwatorskie będą obejmowały m.in.: konserwację rzeźb znajdujących się w nawie głównej, konserwację malowideł na ścianach i sklepieniach prezbiterium oraz konserwację obrazów sztalugowych z nawy głównej wraz z ramami. Kwota dofinansowania wyniosła 16 977 602,47 zł. Inwestycja ma zostać zrealizowana do 30 czerwca 2022 r.

Katedra świdnicka jest jedną z najokazalszych świątyń na Dolnym Śląsku. W 2004 roku kościół pw. św. Stanisława i św. Wacława został poniesiony do rangi katedry. Fundatorem świątyni był w 1330 roku Bolko II Świdnicki. Katedra posiada wieżę o wysokości 101 m, jest to najwyższa gotycka wieża w Polsce. W bocznej kaplicy w barokowym ołtarzu znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej Uzdrowienia Chorych z drugiej połowy XV wieku, koronowany w 2017 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem