Reklama

Kraków

Wyjść do tych, którzy sami nie przyjdą

2019-03-20 09:26

Małgorzata Czekaj
Edycja małopolska 12/2019, str. VI

Małgorzata Czekaj
Zupa się gotuje! Na twarzach kucharzy gości uśmiech (z prawej strony stoi Jacek Dunikowski

– Ludzie w kryzysie bezdomności byli dla mnie wcześniej zupełnie przezroczyści. Kiedy mijałem ich na ulicy, nie zastanawiałem się, kim są. Traktowałem ich jak kłody pod nogami – mówi Piotrek Żyłka, jeden z inicjatorów krakowskiego projektu Zupa na Plantach, redaktor naczelny portalu deon.pl

Oczywiście, od czasu do czasu dałem komuś pieniądze, ale bardziej po to, żeby samemu poczuć się lepiej, uspokoić swoje sumienie i powiedzieć sobie, że jestem dobry, że komuś pomogłem, tak dla świętego spokoju. To podejście zmieniło się, gdy do rąk wpadła mi książka abp. Grzegorza Rysia o św. Bracie Albercie – wspomina. Ponad dwa lata temu w listopadzie 2016 r. wraz z grupą przyjaciół wspólnie ugotowali ciepłą zupę i wyszli na krakowskie Planty na spotkanie najbardziej ubogich. Wkrótce okazało się, że chętnych do pomocy jest więcej, a Zupa rozlała się na kilkanaście innych miast Polski.

Zupa

W niedzielne popołudnie w Żywej Pracowni przy ul. Celnej w Krakowie wrze nie tylko woda w dwóch 40-litrowych garnkach. Drzwi co chwilę otwierają się i wchodzi ktoś nowy. Łącznie – kilkadziesiąt wolontariuszy. Młodzi i starsi, rodziny z dziećmi i single; studenci, emeryci, pracujący. Przy kuchennym stole razem kroją warzywa, kiełbasę i chleb katolicy, protestanci, niewierzący, a nawet żydzi czy muzułmanie. Ci ostatni Zupę na Plantach gotowali z okazji Dnia Islamu w Kościele Katolickim. Gotował też i znany kucharz i podróżnik, Robert Makłowicz, który serwował na Plantach krupnik wschodniotyrolski. Wszyscy pokazują, że można zrobić coś razem, ponad podziałami. Że ubóstwo osób bez domu łączy tych, co domy mają. I że pragnienie spotkania jest – podobnie jak pragnienie niesienia pomocy – uniwersalne.

Kanapki

Obok mnie przy stole siedzi Jacek Dunikowski. – Trafiliśmy tu z żoną Małgosią ponad dwa lata temu – opowiada, gdy wspólnie kroimy warzywa do grochówki. – O akcji dowiedzieliśmy się z portalu społecznościowego. Postanowiliśmy, że przyjdziemy pomóc; i od tamtego czasu jesteśmy prawie co tydzień. Zajmujemy się organizacją Grupy Roboczej, czyli wszystkich wolontariuszy, którzy włączają się w gotowanie Zupy. Czasami trzeba coś kupić, czasami obrać ziemniaki, czasami postać przy garach; dzielimy się obowiązkami – mówi.

Reklama

Po niecałej godzinie obrane i pokrojone warzywa lądują w gotującej się zupie. Przychodzi pora na kanapki. Gabriela i Bogusław szykują kromki z masłem, pasztetem, pastą rybną, serem żółtym i pomidorem. Ich kilkuletnia córeczka Marysia przygotowuje na nie opakowania, ozdabiając serwetki flamastrami. Gdy pytam, dlaczego wybrali akurat ten sposób spędzenia wolnego niedzielnego popołudnia, Boguś odpowiada: – Nie jesteśmy tu co tydzień. Najbardziej angażuje się żona, a my z Marysią postanowiliśmy jej dziś towarzyszyć. To także czas dla nas, kiedy możemy wspólnie zrobić coś dla innych – podkreśla. Po kanapkach pozostaje jeszcze przygotować kawę i herbatę oraz coś słodkiego. Okazuje się, że ktoś przyniósł dwa kartony smacznych drożdżówek; jeszcze ktoś inny domowe ciasto, są też ciasteczka. Sporo tego. Naszykowane jedzenie czeka na transport na Planty.

Ciepło

– Był taki moment w moim życiu, w którym otarłem się o depresję – wyznaje Jacek Dunikowski. – Zrozumiałem, jak cienka jest ta granica od zdrowia do choroby. Teraz, gdy mijam osobę leżącą np. na ławce, myślę, że może to być człowiek, któremu życie legło w gruzach. Może on nie umie się z tego podnieść, może jest jedną, wielką, chodzącą depresją? A tak łatwo jest przecież pomyśleć, że to taki „nikt” i minąć z obojętnością – mówi. Dlatego przy Zupie działa Magazyn Ciepła. To miejsce, w którym jest wszystko. Wszystko, co potrzebne do przetrwania na ulicy: śpiwory, koce, kołdry, ciepłe i wygodne ubrania, bielizna, środki czystości, artykuły higieniczne i… książki. – Co tydzień przy gotowaniu zupy robimy listę osób, które chcą dostać paczkę. W każdym tygodniu przygotowujemy ok. 60-70 paczek, bo ok. tylu chętnych zwykle się zgłasza – opowiada jedna z wolontariuszek. Paczki wraz z jedzeniem zostaną przetransportowane na Planty.

Lekarze

Kasia Cholewa już w trakcie studiów medycznych pomagała w Przychodni dla Bezdomnych i Ubogich prowadzonej przy Dziele Pomocy św. Ojca Pio przez Lekarzy Nadziei. – Słuchając historii osób, które tam przychodziły, historii często pogmatwanych i trudnych, odkrywałam w sobie pragnienie zrobienia czegoś więcej – wspomina. Jako lekarka trafiła do społeczności Zupy na Plantach na początku 2017 r. – Spodobało mi się, że powstała w Krakowie oddolna inicjatywa, stwarzająca przestrzeń prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem, także i przede wszystkim z tym wykluczonym lub żyjącym na granicy wykluczenia. Można tu spotkać się i porozmawiać, nawiązać relację z osobami, które z różnych powodów nie trafiają do instytucji świadczących pomoc, również tę medyczną – wyjaśnia Kasia i opowiada: – Na nasze spotkania przychodzą różne osoby, część z nich potrzebuje czasem słowa zachęty i motywacji, żeby pójść do noclegowni czy coś ze sobą zrobić. Często jednak nie wystarczy tylko powiedzieć, wyjaśnić, ale trzeba kogoś zawieźć, pokazać, gdzie można się przespać, gdzie umyć, gdzie coś zjeść. Są też tacy, którzy potrzebują mocnej prawdy o tym, że umrą, jeśli nie podejmą leczenia, nie pójdą do szpitala. Przychodzą też osoby, które choć dość dobrze zorientowane w formach pomocy, nie są nimi zainteresowane i nie oczekują od nas żadnego wsparcia.

Skala problemów zdrowotnych jest szeroka. Stan psychiczny osób w kryzysie bezdomności, czego sobie często nie uświadamiamy – jest różnorodny. Jedni potrafią o siebie zadbać, umyć się, ubrać; inni, wpadając w ciągi alkoholowe, zaniedbują higienę osobistą, co przy różnych dolegliwościach i chorobach powoduje zagrażające zdrowiu i życiu komplikacje. Ekipa z Przystani Medycznej udziela pomocy osobom, które same najczęściej nie odważyłyby się pójść do lekarza. Do niedawna robili to na ławkach na Plantach – także w deszcz, śnieg i mróz. Obecnie mają do dyspozycji karetkę podarowaną przez archidiecezję krakowską. – Pomoc lekarzy jest z pewnością bardzo potrzebna, chociażby po to, żeby uświadomić niektórym, że dolegliwości, z którymi się zmagają, są poważne – wyjaśnia Kasia. I dodaje: – Często nie wiedzą, że w przypadku zagrożenia życia mogą udać się do szpitala czy oddziału ratunkowego nawet bez ubezpieczenia. Potrzebne jest również dotarcie do tych osób, które mają mniej poważne dolegliwości, ale również wymagają pomocy. Łatwiej jest im przyjść do nas, bo często lęk czy opór wywołuje u nich wejście do budynku przychodni czy proces, przez który trzeba przejść przy rejestracji.

Spotkanie

– Zupa, oprócz faktu, że w zimie jest często jedynym ciepłym posiłkiem w ciągu dnia dla wielu osób w kryzysie bezdomności, to przede wszystkim narzędzie, dzięki któremu tworzymy przestrzeń, w której możemy być ze sobą i budować relacje – mówi Piotrek Żyłka i wyjaśnia: – Kiedy kogoś poznajesz, ta osoba przestaje być dla ciebie anonimowym człowiekiem proszącym o kilka złotych, a staje się kimś z konkretną twarzą i historią. Wtedy nie da się tej relacji ograniczyć do kilku godzin w niedzielę. Zaczynasz zastanawiać się, jak tej osobie pomóc, czy w ciągu tygodnia ma wszystko, co potrzebne, aby żyć z godnością – tłumaczy i dodaje: – Relacje z osobami bez domu są bardzo trudne, są to relacje z ludźmi, którym w większości już na starcie zabrakło w życiu fundamentu, na czym wszystko się buduje – miłości, rodziny, bo np. wychowywali się w domu dziecka. Do tego braku dochodzą krzywdy, które wyrządzili im inni, lub które wyrządzili sobie sami przez alkohol, narkotyki, którymi próbują zagłuszać przytłaczające ich problemy.

Piotrek Żyłka ma nadzieję, że chociaż w małej skali zupowiczom uda się „odczarować” stereotypy związane z osobami bezdomnymi. – Jeszcze kilka lat temu, nawet w środowiskach kościelnych o osobach w kryzysie bezdomności mówiło się najczęściej bezosobowo i dyskusja kończyła się na stawianiu pytania: dawać pieniądze czy nie? Nam chodzi o rodzaj pewnej wrażliwości. Mogę z pogardą i wyższością rzucić pieniędzmi albo mogę zatrzymać się i chwilę porozmawiać, z uważnością dać komuś swój czas – mówi.

***

Gdy wszystko już gotowe, pozostaje tylko przetransportować cały ekwipunek na Planty, koło wejścia do tunelu w kierunku Dworca Głównego, naprzeciwko Teatru Słowackiego. Ciepłe jedzenie i picie; paczki z ciepłymi kocami i ubraniami; ciepłe spojrzenie lekarza schylonego nad ludzkim bólem lub czyjąś samotnością – kolejny raz tego wieczoru trafią do ludzi, którzy niekiedy prawdziwego ciepła zaznali w życiu niewiele.

Tagi:
Misja ZUPA

Misja ZUPA

2018-11-28 18:18

Anna Majowicz

Caritas Archidiecezji Wrocławskiej we współpracy z wrocławską Policją i Strażą Miejską rozpoczęła projekt pilotażowy ,,Misja ZUPA”. Jadłodajnia Caritas Archidiecezji Wrocławskiej przez całą zimę będzie przygotowana na wydanie 100 porcji gorącej zupy dla bezdomnych i ubogich wrocławian.

Anna Majowicz

- Od dłuższego już czasu wspólnie podejmujemy różnego rodzaju działania na różnych polach i były też dyskusje jak wesprzeć działania interwencyjne – wyjaśnia ks. Dariusz Amrogowicz, dyrektor Wrocławskiej Caritas. – Po kilku spotkaniach z funkcjonariuszami doszliśmy do wniosku, że każdy z nas ma inny potencjał, który realizujemy. W Caritas możemy przygotować posiłek, służby są w stanie go dostarczyć do tych, do których idą interwencyjnie. Wspólnie połączyliśmy siły. Nad tym wszystkim sprawuje piecze miasto Wrocław, które prowadzi 4 jadłodajnie. Przychodzą tam osoby potrzebujące ale bywa i taki moment kiedy przyjdą mrozy. Ludzie, którzy ukrywają się czasami w dziwnych miejscach nie wyjdą z nich i wtedy przychodzą służby z tą pomocą, z tą gorącą zupą, z tą misją. Pragniemy ją w tym roku zainaugurować i prowadzić regularnie co roku by wspomóc tych najbardziej potrzebujących – dodaje.

Każdego dnia, wrocławska Caritas przygotowywać będzie 100 porcji zupy. - Mamy przygotowane pojemniki styropianowe, a do nich specjalne kontenery termiczne, które tak jak termosy będą w stanie utrzymać odpowiednią temperaturę, abyśmy mogli dotrzeć do potrzebujących z gorącym posiłkiem – zaznacza Paweł Trawka, rzecznik wrocławskiej Caritas. Jak dodaje, akcja przeznaczona jest nie tylko dla osób bezdomnych. – Służby proszą, abyśmy informowali o potrzebie dotarcia z zupą do każdego, kto takiej pomocy potrzebuje. Nie jest powiedziane, że musi być to osoba bezdomna, być może pomoc potrzebna będzie osobom starszym, samotnym, które mogą nie poradzić sobie z ogrzaniem mieszkania, czy z przygotowaniem posiłku – dodaje rzecznik Caritas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jego kapłaństwo to znak dla Kościoła

2019-05-28 13:07

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 7

Ks. Michał Łos FDP otrzymał święcenia diakonatu i prezbiteratu podczas jednej liturgii na sali oddziału onkologicznego. Nie musiał kłaść się krzyżem podczas uroczystości – jego krzyżem jest szpitalne łóżko

Decyzja o święceniach orionisty została podjęta błyskawicznie, bo jest on śmiertelnie chory. Za kilka tygodni jego stan może się tak pogorszyć, że przyjęcie sakramentu święceń mogłoby być niemożliwe. – Jego największym marzeniem było kapłaństwo. Chciał odprawić choć jedną Mszę św. – mówi Mariusz Talarek, przyjaciel ks. Michała.

Święcenia kapłańskie w szpitalu

30-letni kleryk o chorobie nowotworowej dowiedział się ponad miesiąc temu. Gdy jego stan okazał się bardzo ciężki, władze zgromadzenia złożyły do Ojca Świętego Franciszka prośbę o dyspensę z zapisów konstytucji Zgromadzenia Małego Dzieła Boskiej Opatrzności, a także o uchylenie wymaganego odstępu czasu między święceniami diakonatu i prezbiteratu. – To był kościelny ekspres. Dokumenty zostały złożone w Watykanie w poniedziałek 20 maja, a już w środę 22 maja mieliśmy papieski dokument – powiedział ks. Michał Szczypek, sekretarz polskiej prowincji orionistów.

Księża orioniści nie tracili czasu. W środę dostali papieską dyspensę, następnego dnia zorganizowali w szpitalu uroczystość złożenia wieczystych ślubów zakonnych, a w piątek – liturgię, podczas której biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk udzielił kl. Michałowi święceń diakonatu i prezbiteratu. – Choć nie ma przepisów, które regulują udzielanie tych święceń podczas jednej liturgii, to powołaliśmy się na bardzo jednoznaczny dokument z Watykanu. Papież Franciszek napisał, że udziela wszelkich koniecznych dyspens, aby Michał Łos przyjął święcenia kapłańskie – wyjaśnił ks. Szczypek.

Sala warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów musiała zastąpić prezbiterium świątyni. święcenia odbywały się w obecności księży orionistów, rodziny i znajomych. Michał Łos przyjął sakrament święceń na leżąco. Gdy sprawował swoją upragnioną pierwszą Mszę św., również leżał na szpitalnym łóżku. – Zawierzam Panu Bogu ciebie, Michale, i wszystko, co sakrament święceń w tobie dokona. Proszę Boga, abyś był świadkiem Jego miłości – powiedział bp Solarczyk i dodał: – Największym znakiem miłości Boga jest dar życia. W różny sposób to realizujemy, a ty dzisiaj także niesiesz to orędzie.

Boża determinacja

Ks. Michał Łos w czerwcu br. skończy 31 lat. Jest magistrem teologii. Odbywał właśnie 2-letnie praktyki zakonne w parafii księży orionistów w Kaliszu, które zakończyłby się w przyszłym roku ślubami wieczystymi. Pomagał w parafii i uczył religii w szkole. – Ciężka choroba przerwała jego formację, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób i decyzji papieża Franciszka został kapłanem. Jego trudna historia mówi nam, że przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów – podkreślił ks. Antoni Wita FDP, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Kaliszu. – Michał ze swoimi święceniami, które oglądało tysiące osób, jest jakimś znakiem dla nas wszystkich. Swoim cierpieniem i pragnieniem kapłaństwa dosłownie wszedł w misję Jezusa Chrystusa. Jego postawa ma bardzo mocny wymiar ewangelizacyjny, który może zaowocować w sposób dla nas nieprzewidywalny.

Neoprezbiter jest ciężko chory na raka. Po ludzku jego stan jest tak ciężki, że lekarze praktycznie rozkładają ręce. – W swoim cierpieniu jest bardzo pokorny i ufa Bogu. Z determinacją dziecka Bożego pragnął zostać kapłanem i tak się stało – powiedział Mariusz Talarek. Oby wielu tak bardzo chciało realizować swoje kapłańskie powołanie, jak on tego pragnie.

Ornat z Panamy

Po liturgii święceń i błogosławieństwie bp Solarczyk ukląkł przy łóżku ks. Michała, ucałował ręce kapłana i poprosił go o błogosławieństwo prymicyjne. O błogosławieństwo poprosili neoprezbitera księża orioniści oraz jego rodzina. W prezencie prymicyjnym biskup ofiarował ks. Michałowi swój ornat, w którym odprawiał Mszę św. Posłania na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w 2019 r. – Jest trochę używany – zażartował.

Książa orioniści na całym świecie modlą się o łaskę zdrowia dla ks. Michała. Dziękują wszystkim, którzy towarzyszyli w tej wzruszającej uroczystości za pośrednictwem transmisji w mediach społecznościowych. Śmiertelnie chory neoprezbiter pokazał, że kapłaństwo jest darem i wielkim cudem. – On jest dla nas wszystkich świadkiem wiary. Jest też ważnym symbolem dla polskiego Kościoła w trudnych czasach, gdy nie wszyscy księża z należytym szacunkiem podchodzą do swojego kapłaństwa – podkreślił ks. Szczypek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy mogą istnieć parafie bez księży?

2019-06-24 17:55

vaticannews / Torreglia (KAI)

Czy mogą istnieć parafie bez księży? To pytanie staje się coraz bardziej aktualne w wielu krajach europejskich. Pochylają się nad nim również uczestnicy 69. Tygodnia Duszpasterskiego organizowanego aktualnie w Torreglia we Włoszech. Tytuł spotkania brzmi: „Parafia bez księży. Od kryzysu powołań do odnowionej misyjności świeckich”.

pixabay.com

Temat zrodził się z obiektywnej obserwacji rzeczywistości: we Włoszech jest coraz mniej księży i tym samym wzrasta ilość parafii, gdzie ich brak. Uczestnicy spotkania podkreślają, że nie może istnieć wspólnota chrześcijańska, która nie spotyka się wokół Eucharystii. Wspólnota bowiem ze swej istoty opiera się zarówno na Eucharystii, jak i na słowie oraz na miłości. Te trzy rzeczy trzeba widzieć łącznie. I nawet jeśli będzie mniej Mszy odprawianych z powodu niedoboru księży, to wspólnota chrześcijańska nie przestanie istnieć. Parafie nie stanowią już swoistych, pojedynczych wiosek. Trzeba będzie je łączyć, aby optymalizować „siły kapłańskie”. Wtedy wierni będą mieli okazję doświadczyć bardziej Kościoła misyjnego. Kościoła, który wychodzi poza siebie.

"Chcemy uświadomić, że wybór opcji z łączeniem parafii czyni Kościół bardziej misyjnym, bardziej uczestniczącym, szczególnie jeżeli chodzi o podejmowania współodpowiedzialności przez osoby świeckie. Społeczność żyje bardziej zakorzeniona w Kościele lokalnym. To jest nasza wizja. Nie chodzi bynajmniej o łatanie dziur. Ale dowartościowanie darów i posług, które im przynależą poprzez chrzest, kapłaństwo, poprzez małżeństwo. Mamy wiele racji, dla których bardziej trzeba angażować świeckich we wspólnocie chrześcijańskiej. Powtarzam, nie chodzi o łatanie dziur, czynienie ze świeckich kogoś w rodzaju «półksięży», czy «małych księży»” - powiedział bp Domenico Sigalini, specjalista w dziedzinie teologii pastoralnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem