Reklama

Niedziela w Warszawie

Wyszyński był proliferem

Warto przypomnieć trochę zapomniany wymiar nauczania Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego nt. ochrony życia ludzkiego

Niedziela warszawska 12/2019, str. V

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Papieski Instytut Studiów Kościelnych

Kard. Stefan Wyszyński sprzeciwiał się ustawie aborcyjnej z 1956 r., która doprowadziła do zabicia ok. 20 mln Polaków

Szybkimi krokami zbliża się beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego. W tym kontekście bardzo często przypominane są historyczne zasługi Prymasa Polski. W Narodowy Dzień Życia szczególnie ważne są jego słowa nt. aborcji. Dziś powiedzielibyśmy, że kard. Wyszyński był proliferem. – Pasterz Stolicy woła dziś do Was, woła do całej Stolicy i Diecezji, woła do Narodu: Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem – mówił w 1959 r. Prymas Polski.

Aborcja jak hitlerowskie zbrodnie

Posługa Prymasa Polski przypadała w bardzo trudnych czasach. Kard. Wyszyński był represjonowany, inwigilowany i bardzo mocno ograniczany w swoich pasterskich działaniach. Ale z prawdziwym złem, w czystej postaci musiał się zmierzyć po 1956 r., gdy komuniści wprowadzili „prawo”, które pochłonęło o wiele więcej polskich ofiar niż II wojna światowa. To wówczas wprowadzono aborcję na życzenie, w wyniku której zamordowano ok. 20 mln najbardziej bezbronnych Polaków.

To wydarzenie skłoniło Prymasa Polski do porównania aborcji ze zbrodniami hitlerowskimi, z obozami zagłady, które współcześnie stanowią przestrogę dla narodu polskiego i całej ludzkości. W tym kontekście kard. Wyszyński apelował do sumienia lekarzy. W czasie II wojny światowej historia pokazała tragedię powołania lekarskiego, kiedy to ci, którzy mieli ratować życie, niszczyli je i brali aktywny udział w realizacji hitlerowskich planów eksterminacji narodów. Szczególna rola przypadła tu lekarzom pracującym w obozach koncentracyjnych, którzy przeprowadzali zbrodnicze eksperymenty pseudomedyczne. Doprowadziło to do skrajnej degradacji ich godności lekarskiej. – Żaden z 23. oskarżonych lekarzy nie objawił najmniejszego poczucia winy. Szokowało to bardziej niż same zbrodnie – przestrzegał Ksiądz Prymas w 1964 r.

Reklama

Patriotyczny obowiązek

Prymas Polski wspólnie z polskimi biskupami wydał list, w którym aborcję nazwano „pokojowym samobójstwem narodu”.

Kard. Wyszyński wskazał na potrzebę obrony życia nienarodzonych, która jest polską racją stanu i nadrzędnym interesem państwowym. Apelował do sumień Polaków i ich patriotyzmu, przypominając wydarzenia wojenne, kiedy to z narażeniem własnego życia ratowali dzieci, a tym samym własną Ojczyznę. Przypominał, że w duszy narodu musi być miejsce na nowe życie i musi być ono uznane. – Dlatego matka musi pamiętać, że została powołana do dawania życia, a nie do zadawania śmierci. Ojciec musi wiedzieć, że jego zaszczytną funkcją jest stanie frontem ku rodzinie, ku nowemu życiu, a lekarz musi pozostać obrońcą życia, a nie jego „grabarzem” – podkreślał metropolita warszawski.

Kardynał wskazywał, że czasem trzeba znieść nawet prześladowania dla dobra Narodu i jasno opowiedzieć się za życiem. W nauczaniu odwoływał się do heroicznych postaw rodaków mówiąc, że Polska to kraj bohaterów, którzy z butelkami benzyny szli na czołgi wrogiej armii. Dlatego teraz nie można rezygnować z największego daru Bożego dla Narodu, z daru życia. – Kościół podnosi potężny głos w obronie życia Polaków. I tego głosu nie obniży! Będzie wołał coraz głośniej, coraz potężniej, coraz nieustępliwiej: Otrzeźwiejcie! Aby ziemia nasza nie stała się krainą Herodów i herodowych zbrodni! – przypominał kard. Wyszyński.

Reklama

Społeczność morderców

Dziś lewicowe media próbują wmówić nam, że nie wolno pokazywać skutków aborcji, ani używać określeń typu „morderstwo”, zabicie człowieka. W ten sposób wypacza się prawdziwe oblicze tzw. zabiegów usuwania ciąży i dehumanizuje się jej ofiary. Prymas Tysiąclecia nie bał się mówić prawdy i używać mocnych porównań. – Jeszcze przed laty sale położnicze były miejscami, gdzie rodziło się nowe życie Polski. Dziś tego powiedzieć nie można, bo to już są raczej kostnice! – stwierdził Ksiądz Kardynał.

Prymas Tysiąclecia wiedział, że w czasach komunistycznych Kościół nie miał wpływu na stanowione prawo państwowe. Dlatego też z całą mocą apelował do rodzin, by one stały na straży życia. – Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli rodzina domowa będzie rodzić żywych, to i Naród będzie żył. (...) Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach – wskazywał kard. Wyszyński. – W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (...). Taki naród się skończy.

2019-03-20 09:26

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święta z Prymasem

2020-04-07 14:12

Niedziela Ogólnopolska 15/2020, str. 78

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

kard. Wyszyński

Uniwersytet kard. Stefana Wyszyńskiego

Arch. Instytutu Prymasowskiego

W Wielkanoc Prymas odprawiał Mszę św. w warszawskiej archikatedrze

Kard. Wyszyński Wielkanoc spędzał zawsze w Warszawie. Gdy mógł, przewodniczył liturgii w archikatedrze św. Jana Chrzciciela.

Celebracja Triduum Paschalnego była dla kard. Wyszyńskiego szczególnie ważna. W Wielki Czwartek wieczorem przewodniczył liturgii Mszy św. Wieczerzy Pańskiej.

CZYTAJ DALEJ

Papież u św. Marty: Niech Bóg nawróci wyzyskiwaczy

2020-04-08 09:44

[ TEMATY ]

Franciszek

Vatican News

Do modlitwy za ludzi wykorzystujących kryzys spowodowany pandemią koronawirusa dla własnych korzyści a także odkrycia w nas pokus zdrady Jezusa zachęcił Franciszek podczas porannej Eucharystii transmitowanej z Domu Świętej Marty przez media watykańskie.

Wprowadzając w liturgię Ojciec Święty powiedział: „Módlmy się dzisiaj za ludzi, którzy w tym czasie pandemii uprawiają handel na potrzebujących: wykorzystują potrzeby innych i ich sprzedają: mafiosów, lichwiarzy i wielu innych. Niech Pan poruszy ich serca i je nawróci” – zachęcił papież.

W homilii Franciszek skomentował czytany dzisiaj fragment Ewangelii wg. św. Mateusza (Mt 26, 14-25), mówiący o zdradzie Judasza, który sprzedał swojego Mistrza. Zauważył, że zazwyczaj, kiedy myślimy o handlu ludźmi przychodzą nam na myśl sceny sprzedaży czarnych niewolników z Afryki do Ameryki, czy dziewcząt jezydów przez tzw. Państwo Islamskie. Ale również dzisiaj mamy do czynienia z handlem ludźmi.

„Są tacy Judasze, którzy sprzedają swoich braci i siostry, wyzyskując ich w pracy, nie płacąc sprawiedliwego wynagrodzenia, nie uznając swoich obowiązków... Co więcej, często sprzedają to, co najdroższe. Myślę o sytuacjach, w których człowiek, dla własnej wygody potrafi usunąć swoich rodziców, umieścić ich w domu starców a potem ich nie odwiedzać. Jest takie bardzo znane powiedzenie, które mówi o takich ludziach: «potrafiłby sprzedać własną matkę»” – przypomniał Ojciec Święty.

Papież przytoczył znane słowa Pana Jezusa: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Łk 16,13) i zaznaczył, że jeśli służymy Bogu, to będziemy wolni, natomiast jeśli staniemy się sługami pieniędzy, będziemy ich niewolnikami.

„Taka jest opcja a wielu ludzi chce służyć Bogu i pieniądzom. Tego jednak nie da się zrobić. W końcu udają, że służą Bogu, aby służyć pieniądzom. To ukryci wyzyskiwacze, którzy są społecznie nieskazitelni, ale pod stołem handlują, nawet ludźmi: nie przejmują się tym. Wyzysk ludzi polega na sprzedaży bliźniego” – podkreślił Franciszek.

Następnie Ojciec Święty zastanawiał się nad przyczyną zdrady Judasza, podkreślając jego chciwość, ale zaznaczając także słabość charakteru. Dodał, że także i on został powołany przez Pana Jezusa do grona apostołów, ale był przywiązany do pieniędzy: ten, kto za bardzo kocha pieniądze, zdradza. Z kolei sam Judasz został zdradzony przez diabła, który jest złym płatnikiem i odszedł zrozpaczony. W końcu się powiesił.

„Pomyślmy o wielu zinstytucjonalizowanych Judaszach na tym świecie, którzy wykorzystują ludzi. Pomyślmy też o małym Judaszu, którego każdy z nas ma w sobie w godzinie wyboru: między lojalnością a interesem. Każdy z nas jest zdolny do zdrady, sprzedaży, decyzji na rzecz własnej korzyści. Każdy z nas może dać się pociągnąć miłości do pieniędzy lub dóbr albo przyszłego dobrobytu. «Judaszu, gdzie jesteś?» Każdemu z nas zadaję pytanie: «Ty, Judaszu, mały Judaszu we mnie: gdzie jesteś?» - powiedział papież kończąc swą homilię.

Celebracja zakończyła się adoracją Najświętszego Sakramentu i błogosławieństwem eucharystycznym, a Franciszek zachęcił osoby śledzące Mszę św. za pomocą mediów do Komunii św. duchowej.

CZYTAJ DALEJ

Ameryka na wojnie z wirusem

2020-04-08 21:52

[ TEMATY ]

USA

pomoc

wojna

epidemia

Stany Zjednoczone

Ameryka

koronawirus

Mikołaj "Vonsky" Teperek, "Vonsky Channel"

Chicago

Gwałtownie rosnąca w Ameryce liczba zakażonych nowym chińskim koronawirusem SARS-CoV-2, która w chwili pisania tego artykułu wynosiła już ponad 400 tyś. osób, zmusza władze federalne oraz stanowe do podejmowania coraz dalej idących środków prewencyjnych mających ograniczyć skutki pandemii. Do tej pory w USA zmarło prawie 13 tyś. obywateli.

Prezydent Donald Trump zdecydował o wprowadzeniu w USA stanu nadzwyczajnego, taki krok miał m.in. umożliwić przekazanie poszczególnym stanom dodatkowych miliardów dolarów na walkę z koronawirusem. Stany Zjednoczone postanowiły przeznaczyć na ten cel astronomiczne kwoty pieniędzy i tym samym, mówiąc kolokwialnie, utopić skutki pandemii w morzu gotówki. Jeszcze w połowie marca, na Kapitolu przyjęto pierwszą specustawę pomocową, którą następnie podpisał prezydent Trump. Przewidywała ona m.in. nieodpłatne wykonywanie testów na obecność koronawirusa oraz płatne urlopy dla chorych na Covid-19 pracowników, za które zapłaci rząd federalny. Sprawa była istotna, bowiem w Ameryce nie ma gwarancji płatnych urlopów zdrowotnych na poziomie federalnym – kwestie tą reguluje ustawodawstwo stanowe oraz indywidualne umowy na linii pracodawca-pracownik.

Zaraz po ogłoszeniu swojej decyzji o stanie nadzwyczajnym republikański prezydent zawierzył Stany Zjednoczone opiece Boga. „Jesteśmy krajem, który na przestrzeni swojej historii zawsze zwracał się do Boga po ochronę i siłę na trudne czasy” – stwierdził Trump, prosząc Amerykanów o modlitwę za ojczyznę.

Obniżka podatków?

W kolejnym kroku Biały Dom rozważał radykalną obniżkę podatków od wynagrodzeń pracowniczych, co miało odciążyć zwykłych amerykańskich pracowników oraz przedsiębiorców. Pomysł ten napotkał jednak na ponadpartyjny sprzeciw w Kongresie. Republikanie oraz demokraci byli zgodni co do tego, że jest to rozwiązanie niezwykle kosztowne dla skarbu państwa, a pomoc jaka za jego sprawą dotarłaby do Amerykanów byłaby zbyt wolna i niewystarczająco skuteczna. Na Kapitolu oszacowano te koszty na 90 miliardów dolarów miesięcznie, co w skali roku dałoby astronomiczną kwotę rzędu 1 biliona dolarów amerykańskich. Dziennik „The New York Times” przypomniał, że to więcej niż kwota, którą w 2008 roku rząd federalny USA przeznaczył na ratowanie sektora finansowego Wall Street oraz więcej niż zakładała specjalna ustawa pomocowa z 2009 roku mająca zminimalizować skutki ogromnej wówczas recesji gospodarczej.

Pozbawiony tych wpływów budżet Ameryki, mógłby mieć problem z wypłatą emerytur oraz świadczeń socjalnych dla najbiedniejszych obywateli. Obniżka podatków najbardziej odcisnęłaby się bowiem na funduszu ubezpieczeń społecznych, programach darmowej opieki medycznej medicare oraz medicaid dla osób ubogich oraz w podeszłym wieku i innych świadczeniach pomocowych dla najbiedniejszych.

Proponowana przez Biały Dom obniżka podatków zwiększyłaby wynagrodzenia średnio o 7,65 proc. jednak nie uwzględniałaby osób zarabiających głównie z napiwków oraz pracowników sezonowych, a to właśnie te grupy zawodowe bardzo mocno odczuwają negatywne skutki obecnej sytuacji. Zmniejszenie opodatkowania wynagrodzeń dotyczyłoby także wyłącznie osób zatrudnionych, bezrobotni nie skorzystaliby w żaden sposób z tej pomocy, a tych za oceanem niestety lawinowo przybywa.

Tylko w przeciągu dwóch tygodni pracę w USA straciło 10 milionów Amerykanów, realia okazały się więc dużo gorsze od i tak nieoptymistycznych prognoz. Po drugiej stronie Atlantyku w jeden zaledwie miesiąc bezrobocie wzrosło aż o 0,9 punktów procentowych z pułapu 3,5 proc. w lutym do 4,4 proc. w marcu. Co więcej, eksperci spodziewali się znacznie mniejszego wzrostu – zaledwie do poziomu 3,8 proc.

Jest pewne, że statystyka ta ulegnie radykalnemu pogorszeniu w kwietniu, kiedy spłynął nowe dane. Obecne pochodzą bowiem z połowy marca, czyli z okresu przed największą falą zwolnień spowodowanych pandemią chińskiego koronawirusa. Dziennik „The Wall Street Journal” sugeruje, że w najbliższym czasie z amerykańskiego rynku pracy znikną wszystkie miejsca pracy, które przez ostatnią dekadę wytworzyli przedsiębiorcy z USA. Za oceanem mówi się, że bezrobocie może tu wynieść nawet 25 proc., czyli podobnie jak w czasach Wielkiego Kryzysu z 1929 roku. Po kryzysie finansowym z lat 2008 – 2009 wzrosło ono do poziomu ok. 10 proc. co jak na realia amerykańskie było wynikiem tragicznym. Obecnie problemem nie jest już tylko sam fakt masowego zwalniania pracowników, ale nader wszystko dynamika tego procesu – ludzie tracą pracę de facto z dnia na dzień. Ponadto, obecny wśród amerykańskich konsumentów wysoki optymizm w okresie poprzedzającym kryzys spowodował, że nie są oni przygotowani na zbliżający się wielki krach.

Czeki dla każdego

Widząc brak aprobaty w Kongresie dla pomysłu daleko idącej obniżki podatków od wynagrodzeń pracowniczych, administracja Donalda Trumpa zaproponowała odmienną strategię polegającą na jednorazowym przekazaniu większości Amerykanom czeków finansowych. Chodzi o osoby zarabiające poniżej 75 tyś. dolarów rocznie.

Podatnicy otrzymają 1200 dolarów oraz po 500 dolarów na każde dziecko. Dla mocno wolnorynkowej Ameryki takie posunięcie jest czymś absolutnie ekstremalnym.

Zachodnioeuropejski model państwa opiekuńczego o wysokich i powszechnym zasiłkach socjalnych, jest bowiem przez ogromną część amerykańskiego społeczeństwa oraz tutejszej klasy politycznej uważany za rozwiązanie niezwykle szkodliwe. Niemniej, nie jest ono czymś nowym w amerykańskiej polityce. W trakcie kryzysu ekonomicznego z roku 2008 Kongres wprowadził podobny pakiet stymulujący gospodarkę. Wówczas na konta amerykańskich podatników wpłynęło średnio po 600 dolarów jednorazowego zasiłku, a całość tej pomocy w perspektywie kilku miesięcy wyniosła ok. 100 miliardów dolarów. Dzisiaj panuje przekonanie, że wpompowanie tak dużej sumy pieniędzy było dla amerykańskiej gospodarki bardzo istotnym środkiem minimalizującym druzgocące skutki załamania się rynków finansowych. Obecna skala pakietu pomocowego jest jednak bezprecedensowa w amerykańskiej historii. Specustawa pod koniec marca została przegłosowana przez Senat oraz Izbę Reprezentantów, a prezydent Trump podpisał ją 27 marca. Przewiduje ona wpompowanie w amerykańską gospodarkę astronomicznej kwoty 2,2 bilionów dolarów. Ojczyzna Wuja Sama w walce ze skutkami pandemii wytoczyła zatem najcięższe działa, z którymi nie mogą równać się żadne rozwiązania zaproponowane przez jakikolwiek inny kraj na świecie.

Oprócz bezpośrednich transferów pieniężnych, które trafią do kieszeni obywateli USA, ustawa przewiduje także ogromną pomoc dla biznesu.

Waszyngton przeznaczy 500 miliardów dol. dla branż, które znalazły się w kryzysie, a kolejnych 350 miliardów trafi do amerykańskich przedsiębiorców w formie specjalnych rządowych pożyczek dla małych firm. Mają one pokryć pensje pracowników przez 8 tygodni i zostaną umorzone w przypadku, gdy dana firma nie będzie w tym okresie przeprowadzać zwolnień. „Pomoże to firmom utrzymać swoich pracowników i pozwoli naszej gospodarce szybko przyspieszyć, gdy tylko pokonamy wirusa” – powiedział prezydent Donald Trump.

Steven Munchin, sekretarz skarbu USA oświadczył, że jego departament przygotuje regulacje, które umożliwią udzielanie tych kredytów przez praktycznie wszystkie banki ubezpieczone przez Federalną Korporację Gwarantowania Depozytów. Chodzi o to, by pożyczki szybko i w łatwy sposób trafiały bezpośrednio do przedsiębiorców. Munchin obiecał także, że cały proces będzie niezwykle prosty, a przyznanie kredytu i jego wypłacenie na konto przedsiębiorcy ma odbywać się jeszcze tego samego dnia.

„To będzie bardzo prosty system, dzięki któremu pieniądze trafią do kieszeni małych przedsiębiorców” – zapowiedział na konferencji prasowej w Białym Domu sekretarz Steven Munchin.

Wyniki badania opinii publicznej przeprowadzonego w połowie marca przez amerykański bank inwestycyjny Goldman Sachs wskazują, że 51 proc. małych przedsiębiorców w USA nie będzie wstanie przetrwać kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa dłużej niż 3 miesiące. Natomiast 96 proc. z nich już teraz przyznaje, że ich biznes ucierpiał w wyniku rozprzestrzeniania się choroby Covid-19 wywoływanej przez groźny patogen z Chin. Według danych amerykańskiej, federalnej agencji ds. małych przedsiębiorstw (SBA – przyp. red.) w całych Stanach Zjednoczonych istnieje prawie 31 milionów małych firm, które odpowiadają za zatrudnienie 47,3 proc. osób pracujących dla sektora prywatnego. Ustawa przewiduje również 250 mld. na pomoc bezrobotnym oraz 100 miliardów dolarów pomocy dla szpitali.

Demokratka Nancy Pelosi, spikerka Izby Reprezentantów zapowiedziała utworzenie specjalnej, ponadpartyjnej komisji mającej monitorować działania Białego Domu względem pandemii koronawirusa oraz to, jak administracja prezydenta Trumpa rozdysponowuje przegłosowane w Kongresie 2,2 biliony dolarów. Na tą informację szybko zareagował Trump, który określił te próby mianem kolejnego polowania na czarownice. Podobnego zdania są republikańscy liderzy w Kongresie, którzy również widzą w tym próbę uprawiania polityki w sytuacji, gdy potrzeba ponadpartyjnej solidarności i współpracy.

To, co proponuje Nancy Pelosi to jest uprawianie polityki i partyjnych śledztw w dobie walki z pandemią. Nie! To nie czas na takie rozgrywki! Wszystkie ręce na pokład, wszyscy jesteśmy Amerykanami i zapominamy o różnicach, bo teraz czas na jedność narodową i walkę z wirusem – tak w skrócie można podsumować stanowisko przywództwa partii republikańskiej i samego prezydenta Donalda Trumpa. Pojawiają się głosy, że to będzie komisja całkowicie partyjna, służąca politycznym celom partii demokratycznej i mająca uderzyć w Trumpa przed wyborami prezydenckimi. Sam fakt tego, że będą w niej zasiadać również kongresmeni republikańscy nie zmieni tego faktu.

Testy to podstawa

Na mocny prezydenckiego dekretu zamknięto granicę z Kanadą, a wcześniej wstrzymano także ruch z Unii Europejskiej. Biały Dom swoją decyzję tłumaczył m.in. tym, że kraje UE nie wprowadziły na czas tak rygorystycznych środków prewencyjnych jak jego administracja. Chodzi m.in. o szybkie zamknięcie swoich granic dla przybyszów z Chin i innych punktów zapalnych.

Po drugiej stronie Atlantyku, na wywoływaną przez koronawirusa chorobę zmarło do tej pory 161 chorych. Realna liczba zainfekowanych jest jednak znacznie większa. Nie widać tego w statystykach z powodu braku możliwości przebadania wszystkich obywateli. W połowie marca władze stanu Ohio szacowały jednak, że chorzy mogą tam stanowić nawet 1 proc. społeczeństwa, czyli ok. 100 tyś. ludzi. Tamtejszy departament zdrowia zdecydował o wstrzymaniu lokalnych prawyborów partii demokratycznej. Pomimo pandemii odbyły się one jednak w wielu innych stanach, m.in. na Florydzie i w Arizonie. Obecnie w kuluarach waszyngtońskiej polityki coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu głosowania korespondencyjnego w zbliżających się jesiennych wyborach prezydenckich oraz parlamentarnych. Prezydent Donald Trump stwierdził jednak, że takie rozwiązanie może stwarzać niebezpieczeństwo nadużyć i oszustw wyborczych. Dodał także, że termin wyborów nie zostanie przesunięty z uwagi na trwającą pandemię koronawirusa.

Administracja USA była oskarżana o zbyt małą liczbę przeprowadzanych testów oraz opóźnioną reakcję i początkowe bagatelizowanie problemu. Wynikało to jednak po części z faktu, że Amerykanie chcieli opracować własne, dokładniejsze sposoby wykrywania koronawirusa, niż te rekomendowane przez WHO i stosowane w Europie.

Początkowo prace nad testami przeprowadzały wyłącznie państwowe laboratoria należące do rządowej agencji CDC – Centrów Kontroli i Prewencji Chorób, amerykańskiego odpowiednika sanepidu. W dodatku opracowane przez CDC testy okazały się wadliwe i agencja musiała wprowadzić do nich ulepszenia. Obecnie do akcji wkroczyły także prywatne laboratoria, co w czasie stanu nadzwyczajnego wymagało specjalnej zgody ze strony amerykańskiej Agencji Żywności i Leków.

Amerykańska służba zdrowia pod względem dostępności miejsc w szpitalach oraz liczby sprzętu medycznego, w szczególności kluczowych przy walce z koronawirusem respiratorów, jest dużo lepiej przygotowana do stawienia czoła trwającej pandemii, niż kraje Starego Kontynentu. Amerykański prezydent może powołać się na specjalne prawo z lat 50-tych dające mu prawo zmuszać prywatne firmy do przestawiania swojej produkcji na wytwarzanie np. respiratorów oraz innego kluczowego sprzętu. Obecnie taki krok nie jest konieczny, bowiem wielkie amerykańskie koncerny wyrażają chęć współpracy z rządem federalnym i już teraz rozpoczynają ich produkcję. Donald Trump planuje rozpocząć zakrojony na szeroką skalę eksport respiratorów do Europy, gdy tylko zaspokojone zostaną wewnętrzne potrzeby Stanów Zjednoczonych.

Działania lokalne i federalne

Działania prewencyjne podejmowane za oceanem nie są ujednolicone w skali całego kraju. Wszelkie restrykcje różnią się w zależności od konkretnego regionu. Władze stanowe oraz lokalne mają bowiem w tej kwestii dużą niezależność od rządu federalnego. Prezydent Donald Trump zaapelował o unikanie zgromadzeń większych niż 10 osób. Burmistrz Nowego Jorku, podobnie jak jego koledzy z wielu innych dużych miast, a także gubernatorowie rosnącej liczby stanów wydali decyzje o zamknięciu restauracji, barów, szkół, a często także teatrów, kin, kasyn i podobnych miejsc.

W wielu częściach kraju ograniczone zostało także świadczenie usług medycznych. Gubernator Florydy – republikanin Ron DeSantis – 19 marca wydał zakaz obsługiwania pacjentów, których przypadki nie są pilne. Restrykcje mają póki co obowiązywać do 8 maja. Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielami stanowej branży medycznej, wcześniej istniało jedynie takie zalecenie, do którego nie wszyscy od razu się zastosowali. „Możemy jedynie przyjmować pacjentów w nagłych wypadkach, takich jak ból zęba, dyskomfort, infekcja. Dozwolone są również zabiegi, które będą zapobiegać pogorszeniu się zdrowia pacjenta, czyli np. założenie korony na zęba, który nie boli, jednak opóźnienie leczenia spowoduje infekcje lub też jego utratę.” – mówi „Niedzieli” Renata Szyfner-Hurd, menadżerka dużego zakładu dentystycznego Dr. Ilya Freyman DMD w Longwood na Florydzie. W Ameryce całkowicie sparaliżowany jest także sport zawodowy. Wraz z nadejściem wiosny nie ruszyła tam ciesząca się ogromną popularnością liga bejsbolowa MLB. Wszystkie inne ligi również zostały zawieszone, w tym rozgrywki futbolu amerykańskiego – ulubionej dyscypliny po drugiej stronie Atlantyku.

Godzina policyjna?

Gubernator stanu New Jersey Philip D. Murphy nie wykluczył wprowadzenia godziny policyjnej. Na podobny krok zdecydowało się już należące do USA Portoryko. Jak podał konserwatywny dziennik „New York Post”, administracja Białego Domu zaprzeczyła jednak, jakoby rozważała wprowadzenie godziny policyjnej w całej Ameryce.

Pod koniec marca prasa za oceanem poinformowała, że Pentagon opracował tajny plan działania na wypadek, gdyby sprawy zaczęły przybierać tragiczny obrót. Jeżeli zagrożona będzie ciągłość władzy np. w skutek zarażenia się członków gabinetu Donalda Trumpa, kolejnych amerykańskich kongresmenów czy wiekowych przecież sędziów Sądu Najwyższego, wówczas władzę w kraju ma przejąć wojsko. Wprowadzenie przepisów tożsamych ze stanem wojennym rozważane jest także w sytuacji masowych zamieszek z użyciem przemocy wywołanych ogromną recesją, drastycznym wzrostem bezrobocia i problemami z zaopatrzeniem sklepów w niezbędne do życia produkty spożywcze.

Wiele sklepów m.in. w Nowym Jorku i Chicago, barykaduje swoje witryny w obawie przed włamywaczami oraz ewentualnymi zamieszkami. Ulice wielkich amerykańskich metropolii, na co dzień tętniących życiem, całkowicie opustoszały. Obrazki te coraz bardziej przywołują na myśl post-apokaliptyczną rzeczywistość znaną z filmów Hollywoodu. Ameryka wstrzymuje oddech i czeka.

Nowy Jork w potrzasku

Amerykańskim epicentrum koronawirusa jest miasto Nowy Jork, to tam sytuacja jest najtragiczniejsza.

W popularnym Central Parku zbudowano szpital polowy mający odciążyć te, które zajmują się pacjentami chorymi na Covid-19. Znajduje się tam 68 łóżek. Pentagon wysłał także do Nowego Jorku „Comfort” – statek szpitalny amerykańskiej marynarki wojennej. Na jego pokładzie pomoc medyczną uzyskują chorzy znajdujący się w pilnej sytuacji, która jednak nie jest związana z koronawirusem. Liczba łóżek na tym pływającym kolosie wynosi aż 1000. W szpital przekształcono także centrum kongresowe Javits Center tworząc dodatkowych 1000 łóżek oraz kompleks stadionowy USTA Billie Jean King National Tennis Center zapewniając kolejnych 350.

Burmistrz miasta Bill de Blasio powiedział, że Nowy Jork potrzebuje większej pomocy, by poradzić sobie z pandemią koronawirusa i zaapelował do Białego Domu o przysłanie dodatkowej pomocy medycznej, m.in. lekarzy wojskowych. Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego wysłała na pomoc Nowojorczykom 250 karetek pogotowia, 85 ciężarówek-chłodni, które będą służyć jako tymczasowej, polowe kostnice oraz 500 techników i ratowników medycznych. Z całego kraju do Nowego Jorku przybywa także inni pracownicy medyczni, lekarze oraz 2 tyś. pielęgniarek.

Sytuacja jest tak tragiczna, że władze Nowego Jorku szykują się do organizacji tymczasowych pochówków dla ofiar zmarłych na Covid-19. Ciała mają być chowane w masowych grobach, które powstaną na wyspie Hart Island należącej administracyjnie do nowojorskiej dzielnicy Bronx.

Pustki w sklepach

O historycznej skali kryzysu za oceanem świadczą puste półki w wielu amerykańskich sklepach. Dla kapitalistycznej Ameryki, na co dzień przepełnionej masą wszelakich, różnorodnych produktów, taka sytuacja to niezwykła rzadkość. Amerykanie w obawie o problemy z dostawami żywności i brak najpotrzebniejszych produktów tłumnie ruszyli do marketów, wykupując ogromne ilości asortymentu. Najszybciej zabrakło papieru toaletowego. Ogólnonarodowa histeria udzieliła się wielu ludziom do tego stopnia, że zaczął on znikać również z publicznych toalet np. na lotniskach. W drugiej kolejności Amerykanie zaopatrują się w produkty spożywcze o długiej dacie przydatności – makarony, mąki, mleko UHT czy konserwy. Pozostałych produktów spożywczych nie brakuje.

Braki towarów widać również w popularnej wśród nowojorskiej Polonii Biedronce, znajdującej się na Greenpoincie.

Są to dokładnie te same schematy zachowań, które obserwujemy w Polsce. Jak widać, wbrew niektórym opiniom, nie jest to skutek postkomunistycznej mentalności naszych rodaków, a typowe dla każdego społeczeństwa zachowanie w czasach kryzysu i zbiorowej paniki. Prezydent Donald J. Trump zaapelował do obywateli, by nie ulegali zakupowej histerii i nie szturmowali sklepów w celu wykupowania ogromnych ilości produktów. Powiedział także, że nie ma potrzeby gromadzenia zapasów, bo dostawy nie zostaną wstrzymane. Przedstawiciele sklepów detalicznych, o czym poinformował Trump, mieli go poprosić o zwrócenie się do Amerykanów, by ci odwiedzając markety kupowali po prostu mniej.

„Nie musicie aż tyle kupować. Spokojnie. Rozluźnijcie się.” – powiedział rodakom prezydent USA.

Do broni!

W czasach kryzysu Amerykanie mają także w zwyczaju masowo ruszać do sklepów sprzedających broń palną. Po drugiej stronie Atlantyku wielu ludzi upatruje w broni palnej środek gwarantujący bezpieczeństwo, szczególnie w sytuacji, gdy pomoc ze strony lokalnej policji czy biura szeryfa może nie nadejść na czas. Z całego kraju spływają filmiki i zdjęcia przestawiające opustoszałe sklepy oferujące wszelakiego rodzaju pistolety, karabinki i strzelby. W dużych ilościach wykupowana jest także amunicja. W większości stanów przepisy regulujące dostęp do broni są bardzo liberalne. Amerykanie uważają to za jedną ze swoich podstawowych konstytucyjnych wolności i lubią z niej korzystać.

„Pomimo wczesnych godzin popołudniowych, gdy normalnie zbyt wielu ludzi tu nie ma, kolejka była przeogromna. Ludzie kupują amunicję w ogromnych ilościach.” – mówi „Niedzieli” Sebastian Niegowski, polski dziennikarz z Florydy.

Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielem jednej z polskich firm produkujących broń m.in. na rynek amerykański, jeżeli kryzys potrwa dłużej, to w USA może zacząć brakować również popularnych karabinków z serii AK. Ich produkcja odbywa się głównie w krajach byłego Układu Warszawskiego.

„O ile my pracujemy, o tyle Bułgarzy i Rumuni zatrzymali swoje fabryki” – mówi „Niedzieli” nasz informator.

Jedzenie „na wynos”

Wiele firm z branży gastronomicznej niezależnie od rozporządzeń lokalnych władz wprowadza własne ograniczenia dotyczące dalszego świadczenia swoich usług. McDonald’s – jedna z najpopularniejszych amerykańskich sieci fast-food – zapowiedział zamknięcie wszystkich swoich restauracji w Stanach Zjednoczonych. Pozostawiona została jedynie opcja zamawiania jedzenia w okienkach samochodowych McDrive, „na wynos” oraz w dostawie przez UberEats, firmę obecną także na polskim rynku. Zwiększono także liczbę pojemników z żelami dezynfekującymi. Przedstawiciel innej popularnej sieci „Five Guys” poinformował o nowej polityce firmy – chorzy pracownicy proszeni są o pozostanie w domach, a w samych restauracjach zwiększono częstotliwość sprzątania i dezynfekcji. Wiele firm gastronomicznych ogranicza również swoje godziny otwarcia. Stołówki w nowojorskich szkołach publicznych, do których codziennie uczęszcza ok. 1,1 miliona uczniów, cały czas będą wydawały swoim podopiecznym posiłki na wynos.

Sytuacja wygląda podobnie w wielu innych amerykańskich miastach i stanach, w których podjęto decyzję o zamknięciu szkół publicznych m.in. w Baltimore w stanie Maryland. Na terenie całego miasta działa tam już 10 punktów wydawania posiłków, a służby sanitarne dbają, by ich dystrybucja odbywała się bezpiecznie, bez generowania dużych skupisk ludzi. Z takiej formy żywienia oprócz uczniów poniżej 18. roku życia korzysta także wiele osób borykających się z różnymi formami niepełnosprawności.

Anthony Fauci, szef amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia oszacował, że upłynie przynajmniej kilka miesięcy, zanim życie w Stanach Zjednoczonych powróci do normy.

Wskaźniki poparcia dla Trumpa w początkowym stadium ataku chińskiego wirusa były korzystne, natomiast obecnie trend ten ulega pogorszeniu. Według badań, na które powołuje się telewizja CNN, 55 proc. Amerykanów uważa, że władze federalne wykonały „słabą robotę” i nie sprostały zadaniu przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa.

Trwająca w USA kampania prezydencka sprawia, że pandemia koronawirusa będzie dla urzędującego prezydenta najważniejszym testem, który przesądzi o jego ewentualnej reelekcji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję