Reklama

Wiadomości

Trzeba się urodzić we Lwowie

Jej życie to gotowy scenariusz na film, a nawet epopeję ze wszystkimi gatunkowymi elementami, gdzie życie bohaterki toczy się na tle istotnych dziejowych wydarzeń, które doprowadziły do przełomowych momentów w historii narodu

Niedziela Ogólnopolska 13/2019, str. 22-23

[ TEMATY ]

urodziny

Stanisław Malik

Prezydent Andrzej Duda wręcza pani Wandzie bukiet biało-czerwonych kwiatów

Prezydent Andrzej Duda wręcza pani Wandzie bukiet biało-czerwonych kwiatów

Pani Wanda Szajowska jest najstarszym człowiekiem w Małopolsce i jedną z najstarszych kobiet w Polsce – skończyła 108 lat. Mieszka w bloku na krakowskim Salwatorze. Tu wspomina przeszłość, czasem gra na fortepianie i zmaga się z trudnościami, które niesie codzienność. Gdy przychodzę na spotkanie, pani Wanda drzemie. Spoglądam na jej drobną postać, twarz okoloną siwymi, ładnie ułożonymi włosami i zastanawiam się: jak to jest mieć tyle lat? Po chwili pani Wanda się budzi. Zauważa nieznaną osobę, dopytuje, kto to jest. – I po co to wszystko? – wzrusza ramionami, gdy wyjaśniam cel wizyty. Stwierdza: – Bardzo szybko zapominam, bo za dużo mam lat. To się wymieszało. Za dużo przeżyłam... Raz rozmawiam zupełnie normalnie, a raz niekoniecznie...

Cudowna młodość

Poruszane wątki niejednokrotnie się urywają, ale powoli ze wspomnień, uzupełnianych dopowiedzeniami opiekunek – pani Zofii i pani Danuty, a także wiadomościami przekazanymi przez państwo Halinę i Andrzeja Roszkowskich, układa się opowieść o życiu Wandy Szajowskiej, z domu Zarzyckiej.

Reklama

Wszystko zaczęło się na Kresach Wschodnich, gdzie pani Wanda urodziła się w rodzinie należącej do elit przedwojennego Lwowa. Państwo Kazimiera i Aleksander Zarzyccy mieszkali w swej kamienicy przy ul. Chodkiewicza, niedaleko kościoła pw. św. Marii Magdaleny. Mamusia pani Wandy nigdy nie pracowała, a tatuś (jubilatka konsekwentnie mówi o swych rodzicach zdrobniale), był radcą wojewódzkim. Córka państwa Zarzyckich otrzymała stosowne wykształcenie. Wspomina: – Uczęszczałam do szkoły prowadzonej przez siostry Sacré Coeur. Miałyśmy zajęcia po polsku i francusku. Dzień zaczynał się apelem i modlitwą. Przełożona wyjaśniała nam nawet to, jak się mamy zachowywać w różnych sytuacjach. Polonista, matematyk, pan od przyrody to byli wspaniali nauczyciele – zapewnia pani Wanda i wzdychając, dodaje: – Ale tej szkoły już nie ma. Wszystko się skończyło...

We Lwowie panna Zarzycka ukończyła konserwatorium muzyczne i kursy administracyjno-handlowe. Wspomina: – Studiowałam muzykę w konserwatorium we Lwowie. Zdawałam w życiu masę egzaminów, w tym egzamin z fortepianu. Z dyplomu, wydanego we Lwowie 30 czerwca 1931 r., odczytuję: „Dyplom ten otrzymuje Zarzycka Wanda jako świadectwo wykształcenia artystycznego osiągniętego pilnością wytrwałą i postępami celującymi”.

Opowiadając o młodości, pani Wanda prostolinijnie wyznaje, że miała powodzenie u mężczyzn, którzy się jej oświadczali, że lubiła tamto życie, spotkania, bale. Kochała tańczyć, grać na fortepianie, spotykać dobrych i serdecznych ludzi. Wspomina: – Mogłam się cieszyć życiem, powodzeniem, przyjaźniami. Ale też starałam się pomagać innym, czego nauczyli mnie rodzice, zwłaszcza mamusia, która każdą sytuację, każde spotkanie wykorzystała, aby pozyskać pomoc dla potrzebujących. To zaowocowało wspaniałymi, trwającymi lata przyjaźniami.

Inny świat

Reklama

Opiekunki przyznają, że to prawda. Przez lata trwała np. przyjaźń pani Wandy z Witusią, koleżanką z lwowskich lat.

– Córka pani Witusi, pani Maria, jest emerytowanym profesorem w szwedzkiej uczelni, ale do dzisiaj utrzymuje kontakty z panią Wandą, nawet w zeszłym roku ją odwiedziła – mówi pani Danuta. Z kolei pani Zofia opowiada historię związaną z małżeństwem lwowianki:

– Pan Roman Szajowski, magister filologii polskiej, poprosił ojca pani Wandy o rękę córki, gdy ta miała 16 lat. Ale Aleksander Zarzycki zaznaczył, że odda mu córkę, gdy kandydat na zięcia zrobi doktorat. I tak się stało. Ciąg dalszy historii dopowiadają pochodzący ze Lwowa i utrzymujący kontakty z panią Wandą państwo Roszkowscy:

– Pan Szajowski wyemigrował zaraz na początku wojny do Anglii. Małżeństwo nie przetrwało.

Pani Wanda, wsłuchując się w te historie, z nostalgią stwierdza: – Nie wszystko pamiętam, za dużo rzeczy przeżyłam. A we Lwowie cudowną młodość miałam...

Wszystko zmieniła II wojna światowa. Pani Wanda stwierdza: – Przyszła wojna, a z nią inny świat. I ciężkie życie. Byłam kelnerką, pracowałam też w cukierni, która należała do Niemca. To było przy pl. Mariackim. Stary lokal trzeba było czyścić, szorować. Nie bałam się żadnej pracy... Gdy się zbliżał front wschodni, to obawiając się Sowietów, wspólnie z rodzicami młoda kobieta uciekła ze Lwowa. To było niełatwe przedsięwzięcie. W wagonie, w którym przewożono krowy, w kierunku Krakowa pojechały meble, fortepian, perskie dywany. Uciekający zatrzymali się najpierw w podkrakowskiej wsi, gdzie na fortepian... padał deszcz. Zanim zdobyli mieszkanie, część ich dobytku rozkradziono. Pani Wanda szczególnie nie może zapomnieć dywanów.

Rozglądam się po mieszkaniu; zabytkowe meble, ocalony dywan – nad łóżkiem, a w drugim pokoju – fortepian. I niedzisiejsze walizki, które towarzyszyły pani Wandzie w jej podróżach do Wielkiej Brytanii, Francji, Rzymu, Grecji... I w powrotach do Krakowa, gdzie lwowianka wspólnie z rodzicami musiała się na nowo nauczyć żyć. W niesprzyjającym im świecie wykonywała różne prace. Jak wspomniała, była kelnerką, pakowała ciastka, cukierki, grała w orkiestrze, nawet malowała drewniaki. Opowiada: – W Krakowie zapisałam się na historię sztuki. Na tym kierunku była architektura, muzealnictwo, a potem malarstwo i rzeźba... Opiekunki pokazują dyplom ukończenia studiów, a pani Wanda, spoglądając na dokument, stwierdza: – Ciągle się czegoś uczyłam, a po wojnie bardzo ciężko pracowałam. Cokolwiek mi zaproponowano, wszystko brałam. A łatwo nie było, bo mamusia nie pracowała, a tatuś nie miał już takiej pozycji jak w przedwojennym Lwowie.

Recepta

W końcu pani Wanda otrzymała pracę w Eksperymentalnym Studium Gry na Fortepianie (przy ul. Gołębiej), jako nauczyciel muzyki. W Krakowie minęły kolejne lata jej życia. Tu pracowała, mieszkała najpierw z rodzicami, a po ich śmierci – sama. Stąd wyjeżdżała do rodziny rozsypanej po całym świecie. I tu wracała. Spotykała się z przyjaciółmi, utrzymywała kontakty z rodziną. Tylko do Lwowa nie pojechała. Nie chciała.

– Czy poznały Panie receptę na długowieczność pani Wandy? – dopytuję opiekunek, które nie kryją sympatii dla lwowianki. – Pani Wanda nie ma jakiejś specjalnej diety – zapewnia pani Danuta i dodaje: – Je 4 posiłki dziennie. To, na co ma ochotę. Najbardziej lubi zupę pomidorową. Pani Zofia wyjaśnia: – To pani Wanda ustala menu. Ale nie jest wybredna. Jak sobie życzy kotlet schabowy, to jest kotlet, jak pieczeń, to pieczeń. Bardzo lubi też pierożki i inne mączne dania. A na deser – ptasie mleczko lub ciastko. Pani Zofia dodaje, że lwowianka lubi rozmawiać na różne tematy, utrzymuje kontakty z przyjaciółmi, przejmuje się ich losem i jest bardzo punktualna. A pani Wanda stwierdza: – Trzeba się urodzić we Lwowie i mieć humor, jaki tam był. Brać życie na wesoło, ale też pamiętać o obowiązkach...

Pani Zofia podkreśla, że najstarsza mieszkanka Małopolski nigdy nie przebywała w szpitalu, nadal nie zażywa lekarstw. Chyba że jest chora, jak to się zdarzyło po 108. urodzinach, to wtedy przyjmuje przepisane lekarstwo. Wsłuchując się w te opowieści, pani Wanda dodaje: – Pięć lat nie grałam na fortepianie, a teraz znów gram. Proszę sobie wyobrazić, że gdy miałam 99 lat, złamałam rękę w nadgarstku. I młody chirurg, a zawsze miałam szczęście do ludzi, złożył mi tę rękę z kawałków. Wprawdzie twierdził, że już nie zagram na fortepianie, a jednak gram!

Wizyta

Ostatnio pani Wanda zagrała prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie. Pomysłodawcą wydarzenia jest mieszkający na Salwatorze mec. Maciej Krzyżanowski, który nie kryje satysfakcji, że się udało zrealizować coś mało prawdopodobnego. Opowiada, jak poznał panią Wandę, gdy przed wyborami samorządowymi chodził do mieszkańców Salwatora, aby się przedstawić jako kandydat, zaprezentować swój program i poprosić o poparcie. Wspomina: – W jednym z mieszkań starsza pani powiedziała do mnie: „Ja bym ci, dziecino, zagrała, ale teraz już idę spać...”. Gdy usłyszałem, że pani Wanda niedługo kończy 108 lat, to prawie spadłem z krzesła (śmiech). A ponieważ to było w okolicy 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, więc pomyślałem, że najpiękniejszym prezentem dla pani Wandy byłoby spotkanie z prezydentem RP.

Przecież jubilatka przeżyła wszystkich prezydentów naszej ojczyzny, od początku II RP aż po obecnego.

Mec. Maciej Krzyżanowski przyznaje, że łatwo nie było, ale fakt, iż przed laty i on, i jego żona byli studentami dr. Andrzeja Dudy na UJ, pomógł w realizacji pomysłu. Wspomina z uśmiechem: – Do końca nie wierzyłem, że dojdzie do spotkania. Dopiero jak zobaczyłem oficera SOP-u, pomyślałem, że to się dzieje. Pani Wanda powitała wyjątkowego gościa słynnym walcem z „Nocy i dni”. A pan prezydent zachował się jak prawdziwy dżentelmen. Wręczył jubilatce piękny bukiet biało-czerwonych kwiatów i kilka upominków. Widać było jego zafascynowanie. Słuchał muzyki w wykonaniu pani Wandy, jej wspomnień i anegdotek. Okazywał jej szacunek. Odniosłem wrażenie, że po trwającym półtorej godziny spotkaniu z żalem opuszczał mieszkanie. W trakcie spotkania padło też obowiązkowe wręcz pytanie: Co robić, by tak długo żyć? Odpowiedź pani Wandy była krótka i zdecydowana: – Z Panem Bogiem układów się nie zawiera.

– To było dla mnie wielkie wydarzenie – stwierdza jubilatka, gdy dopytuję o wizytę prezydenta RP, i dodaje: – Nigdy się nie starałam o takie ekstra znajomości. Po wojnie moje życie było ciężkie, ale bardziej niż o sobie myślałam o innych. A gdy pytam, czy polubiła Kraków, po chwili zamyślenia mówi: – Po Lwowie żadne miasto, żadne miejsce na świecie mnie się już nie podobało. A jak zamykam oczy, to spaceruję lwowskimi ulicami. Tymi samymi, co kiedyś...

2019-03-27 10:20

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wadowice: 106. urodziny i 80. rocznica profesji zakonnej najstarszej albertynki

2020-09-07 19:16

[ TEMATY ]

siostry

albertynki

urodziny

wpolityce.pl

Siostra Adamina Maria Koczur jest albertynką, jedną z najstarszych sióstr zakonnych w Polsce. Jej jubileusze świętowano w Wadowicach, gdzie mieszka od czasu przejścia na emeryturę.

- Serce s. Adaminy jest nie tylko mocne, o czym świadczy kolejny jubileusz, ale i pojemne. Każdy z bliskich, zarówno tu obecnych, jak i na wspólnym świętowaniu nieobecnych, ma w tym sercu swoje wyjątkowe miejsce - mówiła w czasie uroczystości przełożona wadowickiej wspólnoty albertynek s. Urszula Zyzak.

Dziękczynnej Mszy za życie i posługę jubilatki przewodniczył o. Leszek Stańczewski, przeor klasztoru ojców karmelitów w Wadowicach, a jej wyjątkowym momentem było wspólne odnowienie zakonnych ślubów czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, które siostra jubilatka po raz pierwszy złożyła 8 grudnia 1940 roku.

W uroczystościach uczestniczyli m.in. krewni siostry, ks. prałat Stanisław Czernik z Andrychowa, jej rodzinnej miejscowości, ks. inf. Jakub Gil i ks. Jarosław Żmija z wadowickiej parafii pw. Ofiarowania NMP oraz przełożona generalna albertynek s. Teresa Maciuszek.

Po zakończeniu liturgii sędziwa jubilatka zdmuchnęła świeczki na 106-centymetrowym torcie.

Maria Koczur rodziła się 6 września 1914 r. w Andrychowie. Została ochrzczona w kościele św. Macieja, gdzie przynieśli ją 2 dni po urodzeniu rodzice Karolina i Franciszek. Gdy miała 23 lata, wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Albertynek w Krakowie. Przy obłóczynach otrzymała imię Adamina.

Zdaniem przełożonej wadowickiego domu, ponadstuletnią jubilatkę cechują wielki hart ducha, pokorna mądrość i niezwykła ufność w opiekę Bożą.

Od początku życia zakonnego z oddaniem realizowała albertyński charyzmat służby najbiedniejszym i najbardziej opuszczonym, m.in. w Bochni, Zakopanem, Poraju, Rząsce k. Krakowa, Radzyminie, Jarosławiu, Busku-Zdroju, Kielcach, Słupi, Krakowie, Grojcu i Przemyślu. Najdłużej posługiwała w Wadowicach, gdzie w latach 1975-1984 pełniła funkcję przełożonej domu zakonnego i domu opieki.

Od 1976 r. była odpowiedzialna za budowę nowego domu. Placówka miała służyć starszym siostrom jak i podopiecznym. W 1983 r. budynek stanął w stanie surowym. Obecnie dom służy siostrom emerytkom. Działa tu także Dom Opieki im. św. Brata Alberta. Siostry prowadzą także kuchnie dla bezdomnych w Wadowicach i Andrychowie.

Do Wadowic siostra Adamina powróciła w roku 1992. Jubilatka była i jest pogodna, uśmiechnięta, energiczna, pracowita, zatroskana o innych. - Świadectwo ludzkiej dobroci, cichej modlitwy, życzliwej rady, skromności, pogodnego znoszenia podeszłego wieku składa się na wartość jej długiego, pięknego życia - podkreśla przełożona domu.

CZYTAJ DALEJ

ONZ/ Prezydent Duda: Polska walczy o świat bez dominacji jednych państw nad drugimi

2020-09-21 19:02

[ TEMATY ]

Andrzej Duda

źródło: prezydent.pl

Prezydent Andrzej Duda

Prezydent Andrzej Duda

Tak jak 75 lat temu Polska walczyła o świat bez dominacji jednych państw nad drugimi, tak dąży do tego samego, aktywnie uczestnicząc w pracach Organizacji Narodów Zjednoczonych - powiedział prezydent Andrzej Duda podczas debaty poświęconej 75. rocznicy powstania ONZ.

W związku z pandemią koronawirusa podczas tegorocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ oraz towarzyszących mu debat uczestnicy dyskusji, szefowie państw i rządów, ministrowie i wiceministrowie mogli nagrać swoje wystąpienia; są one odtwarzane na sali obrad po krótkim wprowadzeniu przez fizycznie obecnego tam przedstawiciela danego kraju przy ONZ.

W poniedziałek odbywa się debata z okazji 75. rocznicy powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, w której bierze udział prezydent RP.

Duda w swoim wystąpieniu, które zostało odtworzone w sali obrad, podkreślił: "tak jak 75 lat temu Polska walczyła o świat bez dominacji jednych państw nad drugimi, tak samo przez ostatnie 75 lat dąży do tego samego, aktywnie uczestnicząc w pracach Organizacji Narodów Zjednoczonych".

Wskazał, że do polskiego dorobku w ramach ONZ "z pewnością należy włączyć wysiłki Rafała Lemkina na rzecz uwrażliwienia społeczności międzynarodowej na niewypowiedziane okrucieństwo zbrodni ludobójstwa". Duda zaznaczył, że Lemkin był najpierw autorem samego terminu, a następnie współtwórcą projektu konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 roku.

Innym ważnym osiągnięciem Polski w dziedzinie prawa międzynarodowego - mówił Duda - było uchwalenie przez ONZ Konwencji o prawach dziecka w 1989 roku.

Prezydent przypomniał też, że Polska sześciokrotnie była pochodzącym z wyboru państwem członkowskim Rady Bezpieczeństwa ONZ, zasiadając w niej łącznie przez 11 lat. Ostatni raz w latach 2018-2019.

Polski przywódca zaznaczył, że obecnie Polska kontynuuje tę misję w Radzie Praw Człowieka, w której będzie zasiadać do 2022 roku.

"We wszystkich naszych aktywnościach na forum ONZ kierujemy się zasadą, że tylko stosunki międzynarodowe oparte o pryncypia i normy prawa międzynarodowego mogą przynieść światu pokój, a prawo powinno być nie tylko przestrzegane, ale wciąż udoskonalane" - oświadczył polski przywódca.

Prezydent podkreślił też polski wkład w międzynarodowe wysiłki w walce ze zmianami klimatycznymi. Wskazał, że w ostatnich latach Polska trzykrotnie gościła konferencje klimatyczne ONZ. (PAP)

autor: Marzena Kozłowska

mzk/ mobr/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Ten katechizuje, kto doświadczył dobroci Jezusa

2020-09-21 21:59

Marzena Cyfert

Eucharystii z okazji 30-lecia katechezy w szkole przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski

Eucharystii z okazji 30-lecia katechezy w szkole przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski

Codzienne doświadczenie Kościoła nauczającego to właśnie katecheza. Wiemy, jaki to trud, ile poświęcenia, ile nerwów, ale ile też rozlewa się błogosławionego doświadczenia Bożej łaski, że udało się przekazać coś z wiary młodemu pokoleniu – mówił bp Andrzej Siemieniewski.


Hierarcha przewodniczył Eucharystii z okazji 30-lecia obecności katechezy w szkole, która miąła miejsce 21 września w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. W homilii podzielił się własnym doświadczeniem katechezy, na które patrzy z trzech perspektyw. Pierwsza to uczniowska, z którą zetknął się 50 lat temu jako uczeń. Uczęszczał na katechezę przy parafii Najświętszego Serca Jezusowego przy Moście Grunwaldzkim.

Zobacz zdjęcia: 30 lat katechezy w szkole - spotkanie we Wrocławiu

– Do Pierwszej Komunii Świętej uczyły nas siostry ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Pamiętam tę atmosferę modlitwy i tajemniczości wiary chrześcijańskiej, a także obrazki, które trzeba było wypełnić kolorami. Potem przyszli księża salezjanie, którzy też uczyli mnie katechezy w szkole podstawowej, a potem średniej. Potrafię wymienić ich imiona i nazwiska. Wspominam ten czas z wdzięcznością – mówił.

Kolejna perspektywa to katechizowanie w parafii świętych Stanisława i Wacława w Świdnicy. To wspomnienie dzielenia się z uczniami Ewangelią, ale także wspomnienie ich młodzieńczych wybryków.

– Wielu mówi, że gdyby religia była przy parafii, to nie pojawiałyby się problemy z zachowaniem i z dyscypliną. Uczyłem właśnie przy parafii i tam też bywały te problemy – mówił hierarcha.

Trzecie spojrzenie to perspektywa biskupa. – Składam podziękowanie w imieniu Kościoła wszystkim katechetom. I tym, którzy pamiętają jak to 30 lat temu zaczynało się w szkole i tym, którzy w kolejnych latach wstępowali w szeregi katechetyczne. Trudno nie zauważyć, że bardzo istotna część nauczania wiary dokonuje się właśnie przez katechetów i katechetki – mówił.

Nawiązując do Ewangelii odczytywanej tego dnia przypomniał, że Pan Jezus obdarza swoimi darami przez ludzi, którzy posługują w Kościele. Dlatego ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, ewangelistami, pasterzami, nauczycielami.

– Uczeń szkoły podstawowej może nie znać słowa „encyklika”, ale zna swoją katechetkę, bo nauczanie Kościoła w taki sposób do niego dociera. Im kto dłużej uczył katechezy, tym większą może mieć satysfakcję, że przyczynia się do budowania Ciała Chrystusowego, czyli Kościoła, budowli złożonej z ludzkich serc – mówił bp Siemieniewski i złożył podziękowanie katechetom za ich służbę.

– Przez św. Mateusza otrzymaliśmy wzór tego, czym jest katecheza. Przykład Mateusza sprawił, że za Panem Jezusem poszło wielu celników i grzeszników. Ten katechizuje, kto najpierw doświadczył dobroci Jezusa, potęgi Jego łaski. To w dużej mierze dzięki wam Kościół się buduje – zakończył bp Siemieniewski.

Po Eucharystii zebrani wysłuchali wykładu ks. dr Macieja Małygi pt. „Duchowość katechety”.

Prelegent podkreślił, że jest coś, co wyróżnia katechetę spośród chrześcijan. Jest to spojrzenie Jezusa podobne do Jego spojrzenia na Mateusza. – W oczach innych Mateusz był nikim. A w spojrzeniu Jezusa był pierwszy. To spojrzenie, które „nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knotka o nikłym płomieniu”. Nawet gdy ktoś odchodzi, jak to zrobił bogaty młodzieniec – mówił ks. Małyga.

Kolejnym elementem duchowości katechety jest czoło z diamentu. Jak mówi prorok Ezechiel: „Przekażesz im moje słowa: czy będą słuchać, czy też zaprzestaną”. – Jest to wspólne dla wszystkich próbujących żyć wiarą: księży, katechetów. Bycie prorokiem to wołanie na puszczy, owoce, których nie widać.

I trzeci a właściwie pierwszy i najważniejszy element to modlitwa – modlitwa duszy wzniesionej do Boga.

Podczas spotkania dyrektor Wydziału Katechetycznego ks. dr Mariusz Szypa wręczył specjalne wyróżnienia, pamiątki i podziękowania dla nestorów pracy katechetycznej obchodzących jubileusz 30-lecia. Odczytał również przygotowany z tej okazji list abp. Józefa Kupnego, metropolity wrocławskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję