Reklama

Ambasador niezłomny

2019-04-03 10:07

O historycznym ambasadorze Polski przy Stolicy Apostolskiej z prof. Janem Żarynem rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 14/2019, str. 14-15

Grzegorz Gałązka
4 marca 2019 r. w Rzymie na cmentarzu Flaminio – przy grobie ambasadora Kazimierza Papée podczas uroczystości upamiętniających 40. rocznicę jego śmierci (1889 – 1979). Na zdjęciu m.in. wnuczka ambasadora – Maria Isabel Papée z rodziną

W 2019 r. mija 40 lat od śmierci Kazimierza Papée, który przez kilkadziesiąt lat był ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej. Z tej okazji z inicjatywy min. Jana Józefa Kasprzyka, szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, oraz obecnego ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej Janusza Kotańskiego
4 marca 2019 r. w Rzymie odbyły się uroczystości upamiętniające jego osobę. Najpierw modlono się przy jego grobie na cmentarzu Flaminio, a następnie w kościele św. Stanisława sprawowana była uroczysta Msza św. pod przewodnictwem kard. Zenona Grocholewskiego. Na zakończenie prof. Jan Żaryn wygłosił wykład o ambasadorze Papée.
Poprosiłem prof. Jana Żaryna o przypomnienie postaci niezwykłego sługi Rzeczypospolitej, którym był Kazimierz Papée.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Kim był człowiek, który w roku wybuchu II wojny światowej został ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej?

PROF. JAN ŻARYN: – Historia Ambasady Rządu RP na Uchodźstwie jest niezwykła, zapewne nieznana, a wiąże się ściśle z postacią dr. Kazimierza Papée (1889 – 1979), dyplomaty, który począwszy od 1919 r., przez cały okres II RP pełnił coraz ważniejsze godności, reprezentując MSZ i polskie państwo, m.in. w latach 30. ubiegłego wieku jako komisarz generalny w Wolnym Mieście Gdańsk czy też jako poseł nadzwyczajny w Pradze. W lipcu 1939 r. został mianowany ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej i – proszę sobie wyobrazić – pozostał nim de iure do 1972, de facto do 1976 r. Jego żoną była Leonia z d. Dobrzańska, rodzona siostra majora „Hubala”, który był ojcem chrzestnym ich syna Henryka.

– Jakie wyzwania stanęły przed ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej po wybuchu wojny?

– Ambasador objął placówkę w trudnym momencie. Po wybuchu wojny natychmiast starał się podczas audiencji u papieża Piusa XII, by potępił on agresora – III Rzeszę. Misja nie powiodła się, ale jego relacje z dyplomacją watykańską układały się dynamicznie i pozytywnie. W 1940 r., gdy Włochy przystąpiły do wojny, Stolica Apostolska zaprosiła ambasadę do Watykanu (wraz z innymi placówkami państw, które prowadziły wojnę z Niemcami); Papée razem z innymi, m.in. radcą kanonicznym ks. Walerianem Meysztowiczem, zamieszkał w starym budynku Domu św. Marty, gdzie dziś mieszka i stołuje się papież Franciszek. Jego raporty nadsyłane do rządu RP w Londynie i liczne spotkania z mons. Domenico Tardinim (późniejszy sekretarz stanu – za pontyfikatu Jana XXIII) oraz mons. Giovannim Battistą Montinim (papież Paweł VI) świadczyły o tym, że polska placówka dostarczała obfitych i sprawdzonych informacji na temat okupacji niemieckiej na ziemiach polskich; informował o Zagładzie i o polskich cierpieniach, egzekucjach i oporze. Dzięki temu, ostatecznie najmocniej w 1943 r., papież zdecydował się zabrać głos w sprawie polskich cierpień. Dyplomacja papieska uaktywniła się jednak dopiero po zajęciu Rzymu, m.in. przez 2. Korpus Polskich Sił Zbrojnych, czyli od czerwca 1944 r. Dzięki zabiegom ambasadora wsparła polskie starania u aliantów, by wspomóc Powstanie Warszawskie i nie oddawać chrześcijańskiej Europy Środkowej w ręce pogańskiej i bolszewickiej Rosji. Papież uruchomił w tym celu nuncjatury rozsiane po świecie, a także prasę katolicką, w tym watykańską. Antykomunizm papieża zbiegł się z polskimi interesami niepodległościowymi.

– Jednak mimo tych zabiegów Polska znalazła się w sferze bolszewickiej Rosji...

– Tak, ale efektem tej aktywności był sprzeciw dyplomacji watykańskiej wobec ustaleń jałtańskich. W lipcu 1945 r. kolejne rządy zachodnie uznały Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej (TRJN). Jednym z państw – i najważniejszym z punktu widzenia moralnego oddziaływania – które nadal podtrzymało relacje z rządem RP na uchodźstwie, była Stolica Apostolska. Co więcej, w latach 1945-58 (do śmierci Piusa XII) ambasador pozostawał dziekanem korpusu dyplomatycznego, a więc m.in. był tolerowany – co najmniej – przez dyplomatów państw, które utrzymywały stosunki z rządem warszawskim. Papée wysyłał niemal codziennie raporty do „polskiego Londynu”, był bardzo aktywnym dyplomatą, spotykał się z Polonią, przedstawicielami Episkopatu Polski, a przede wszystkim z dyplomatami oraz Tardinim i Montinim, prosekretarzami stanu, niemal bez przerwy. W 1953 r., po aresztowaniu prymasa Polski, z jego inicjatywy dyplomaci zachodni przy Stolicy Apostolskiej opublikowali protest, solidaryzując się z polskim kardynałem.

– Jak wyglądała dalsza misja ambasadora w sytuacji rozbicia Polonii i skomplikowanej sytuacji rządu na emigracji?

– Placówka prowadzona przez Papée działała bardzo sprawnie, o czym świadczą zachowane dokumenty, głównie jego raporty, które dziś znajdują się w Papieskim Instytucie Studiów Kościelnych (PISK) w Rzymie oraz w Polskim Instytucie i Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego (PIiMS) w Londynie. Ambasador prowadził też specjalne biuletyny prasowe, jeden w języku francuskim, skierowany do innych placówek dyplomatycznych, i kolejny – do „polskiego Londynu”. Na tej podstawie swego czasu wydałem część tej dokumentacji w dwóch kolejnych książkach. Relacje Kazimierza Papée z rządem RP na uchodźstwie stawały się coraz trudniejsze wobec rozbicia emigracji, począwszy od czerwca 1947 r. Brakowało pieniędzy na utrzymanie ambasady, Papée musiał się stale przenosić do coraz mniej prestiżowych dzielnic Rzymu. Jednak do końca lat 60. jeździł – np. do kościoła św. Stanisława, gdzie miał swój stały klęcznik i ławkę – samochodem z flagą II RP. Od 1954 r. pozostawał na utrzymaniu m.in. biskupów amerykańskich i Polonii, która przekazywała – via Sekretariat Stanu – rocznie 15 tys. dolarów na potrzeby placówki. Kryzys polityczny powstał w 1958 r., po śmierci Piusa XII, kiedy to Papée nie mógł przedstawić listów uwierzytelniających jego misję, gdyż emigracja pozostawała w rozbiciu. Papież Jan XXIII podtrzymał jednak placówkę, obniżył jedynie jej rangę. W latach 60. Kazimierz Papée m.in. wspierał przygotowania obchodów milenijnych w Rzymie, prowadził ożywioną korespondencję. Dopiero w 1972 r., z racji ustanowienia stałych diecezji na ziemiach zachodnich i północnych oraz podjęcia rozmów roboczych między PRL a Stolicą Apostolską, kard. Jean-Marie Villot poinformował Papée o zakończeniu jego misji. Ambasador jednak pozostał w Rzymie i nadal – tym razem wobec zjednoczenia się emigracji w 1972 r. – reprezentował prezydenta i rząd na uchodźstwie. Z racji pogarszającego się zdrowia w 1976 r. musiał zakończyć swą misję. Pod koniec życia opiekowały się nim siostry felicjanki i urszulanki rzymskie, gdyż jego żona zmarła w 1960 r.

– Na czym polegała wyjątkowa rola ambasady RP prowadzonej przez Kazimierza Papée?

– Niezwykłość placówki polegała na tym, że w kolejnych dekadach powojennych, gdy świat pogodził się z ładem jałtańskim (nieład moralny), daleko od głównych stron gazet i telewizyjnych przekazów żył człowiek, który za zgodą kolejnych papieży reprezentował polskie prawo do niepodległości.

Tagi:
historia

Nauka bezwarunkowej miłości

2019-10-08 14:19

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 41/2019, str. 4-5

Na cmentarzu wojennym w Banachach – w związku z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej oraz bitwą pod Banachami – miały miejsce uroczystości w dniu 22 września

Joanna Ferens
Poświęcenie i odsłonięcie pomnika

W okresie działań wojennych we wrześniu 1939 r. Banachy należały do powiatu biłgorajskiego. Tutaj osiemdziesiąt lat temu toczyły się walki związane z bitwą o Biłgoraj i osłanianiem wycofywania się Armii „Kraków” i Armii „Lublin” w kierunku wschodnim. Stoczone pod Banachami od 13 do 16 września 1939 r. potyczki Wojska Polskiego z oddziałami niemieckimi były niezwykle zacięte. 14 września 12. Pułk Piechoty z 6. Dywizji Piechoty pod dowództwem ppłk. Mariana Strażyca po długim i męczącym marszu zza Sanu dotarł do miejscowości Banachy. W tym samym dniu podczas postoju pułk został zbombardowany przez niemieckie lotnictwo. Zginęło wówczas 2 oficerów i 27 żołnierzy. Dnia 15 września 73. Pułk Piechoty z 23. Dywizji Piechoty grupy operacyjnej „Jagnin”, maszerujący w straży tylnej dywizji, zaskoczył i rozbił w Banachach oddział piechoty niemieckiej z baterią artyleryjską. Następnego dnia „Jagnin” zaskoczył w Banachach niemiecką kompanię kolarzy, otoczył ją i zniszczył. Dobitnie pisał o tym dowódca 23. Dywizji Piechoty płk Władysław Powierzy: „Przebieg walk pod Banachami i Biłgorajem w Puszczy Solskiej świadczy o tym, jak nasz żołnierz, aczkolwiek przemęczony i głodny, palił się do walki zaczepnej. W Puszczy Solskiej dochodziło do zaskoczeń i pięknych walk spotkaniowych, których przebieg wykazywał, że mimo śmiertelnego zmęczenia, żołnierz nasz zachował wspaniałą postawę”.

Pamięć i modlitwa

Proboszcz parafii w Starym Bidaczowie, ks. Rudolf Karaś wyjaśniał, iż celem uroczystości jest przede wszystkim pamięć i modlitwa. – Banachy jest to miejscowość, która leży na trasie między Biłgorajem a Harasiukami. To właśnie tam znajduje się mały cmentarz wojskowy, gdzie spoczywają żołnierze, którzy w 1939 r. znaleźli się w tych okolicach. Jaki więc cel mają takie uroczystości? Kiedyś znalazłem słowa, które pięknie odpowiadają na to pytanie: „Wojsko i naród. Awers i rewers tej samej historii. Obowiązek żołnierza wobec państwa kończy się wraz z jego śmiercią, ale obowiązek państwa wobec swych żołnierzy nie kończy się nigdy”. Jest to coś naturalnego, że państwo powinno się zatroszczyć przede wszystkim o pamięć o tych ludziach. Ta uroczystość ma również charakter religijny, bo państwo ma zapewnić pamięć, a państwo to obywatele. Naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest modlitwa w intencji tych żołnierzy, szczególnie ta najdoskonalsza, jaką jest Eucharystia – wskazał ks. Karaś.

Cena wolności

Uroczystości rozpoczęły się od odsłonięcia i poświęcenia nowego Pomnika Żołnierzy Poległych w Bitwie pod Banachami, następnie poszczególne delegacje władz parlamentarnych, samorządowych i poszczególnych jednostek złożyły pod nim wieńce i kwiaty. Dalsza część uroczystości miała miejsce na cmentarzu wojennym, gdzie w intencji spoczywających na nim żołnierzy została odprawiona Msza św., którą sprawował pasterz diecezji zamojsko-lubaczowskiej, bp Marian Rojek.

– Nie możemy zapominać o korzeniach – mówił podczas homilii ksiądz biskup – Korzenie nawiązują do tradycji, do tego, co przeżył indywidualny człowiek, ale i cały naród. Stąd płynie także przesłanie, siła, przestroga i mądrość na dzień dzisiejszy i na przyszłość. Wspominając wydarzenia trudne i bolesne dla historii Polski sprzed osiemdziesięciu lat, wpisujące się w kampanię wrześniową, uświadamiamy sobie, jaką ofiarę zapłacono za wolność Ojczyzny – wskazał bp Rojek.

Biskup ordynariusz w rozmowie podkreślał, że wszyscy mamy dług wdzięczności wobec żołnierzy, którzy wywalczyli nam wolność za cenę swojego życia. – Tu możemy sobie przypomnieć słowa, którymi przestrzegał nas św. Jan Paweł II, abyśmy nie zapominali o korzeniach, bo to one nawiązują do tradycji i do tego, czego doświadczyliśmy. I to, co dzisiaj tutaj świętujemy, te wydarzenia bolesne i trudne dla naszej historii, uświadamiamy sobie, że ci ludzie, którzy tutaj zginęli, oddali swoje życie za Ojczyznę, za jej wolność i niepodległość, która ma oparcie na fundamencie chrześcijańskim, pochodzącym od samego Pana Boga. To, co tutaj świętujemy, to jest oddanie czci i hołdu tym żołnierzom, którzy tu walczyli i ginęli, ale także przypomnienie, jaką wartość dla nich stanowiła Ojczyzna, Bóg i honor. Cieszę się, że widzę tutaj dużo młodych ludzi, dzieci, gdyż oni tutaj szczególnie tym duchem patriotyzmu się umacniają. Musimy sobie też szczerze powiedzieć, że nas wolność Polski niewiele kosztowała, gdyż nikt z nas nie zapłacił takiej ceny, jak ci żołnierze, którzy tutaj spoczywają. Dlatego modlitwa i pamięć jest to nasz obowiązek i nasz dług wobec tych zmarłych żołnierzy – tłumaczył bp Rojek.

W miejscu walki

Chcemy w szczególny sposób upamiętnić żołnierzy, którzy tutaj walczyli i ginęli – mówił wójt gminy Harasiuki, Krzysztof Kiszka. – W tym roku jest wyjątkowa uroczystość. Spotykamy się, aby złożyć hołd żołnierzom poległym tutaj w czasie walk II wojny światowej, kiedy to Armia „Kraków” toczyła zacięte walki z najeźdźcą hitlerowskim. W tym roku te obchody są szczególne, gdyż wybudowaliśmy nowy pomnik i odnowiliśmy cmentarz wojenny, co mówi o tym, że nasza społeczność lokalna w szczególny sposób dba o to miejsce, zarówno duchowo, jak i materialnie. Jesteśmy dumni z naszych przodków, chcemy im podziękować za wolność i w szczególny sposób ich upamiętnić – podkreślił wójt.

– Czułam, że muszę tu być, że to mój obowiązek, bo jestem częścią całego narodu – tłumaczyła przewodnicząca Komisji Spraw Emigracji i Polaków za Granicą, senator Janina Sagatowska. – To jest moja ziemia. Jestem zawsze tam, gdzie dzieją się ważne rzeczy dla naszego narodu, a szczególnie kiedy należy oddać hołd ludziom, dzięki którym dziś cieszymy się błękitem spokojnego nieba w pięknej, rozwijającej się Ojczyźnie, w której możemy swobodnie rozmawiać. Jak mogę tu nie być z narodem, którego jestem cząstką? Wiem, że musimy tu uklęknąć, pochylić się, pomodlić się o ich szczęście wieczne. Przyjeżdżam tu z wdzięcznością, że jesteśmy w takim miejscu na kuli ziemskiej, gdzie możemy spokojnie i bezpiecznie żyć, wychowywać dzieci i każdego dnia cieszyć się wolnością – podkreśliła senator.

– Ważna jest pamięć i oddanie czci tym, dla których wolna i suwerenna Polska była dobrem największym. Ale to świadectwo odwagi i poświęcenia naszych przodków to także testament, który musimy wypełnić. Żyjąc w wolnej Polsce musimy budować silny, spójny wewnętrznie kraj i musimy budować dobrobyt, tworzyć skonsolidowane społeczeństwo, które oprze się wszelkim trudnościom i by nasz kraj się rozwijał i był domem dla każdego obywatela – zaznaczał Rafał Weber, wiceminister infrastruktury.

Po Eucharystii został odczytany apel poległych i oddana salwa honorowa, zaś wydarzenie zakończył program artystyczny w wykonaniu dzieci i młodzieży z Publicznej Szkoły Podstawowej z Huty Krzeszowskiej. Wydarzenie zostało zorganizowane przez Wójta Gminy Harasiuki we współpracy z parafią pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Starym Bidaczowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Marcin Konik-Korn
Edycja małopolska 43/2008

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

pixabay.com

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXX Olimpiada Teologii Katolickiej

2019-10-23 22:52

Agata Pieszko/inf.org.

W imieniu Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej, zachęcamy wszystkie szkoły do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej „Dumni z Ewangelii i z Polski".

mat.org.

Etap szkolny olimpiady należy przeprowadzić 20 listopada 2019 r., natomiast zgłoszenia udziału należy dokonać do 10 listopada 2019 r. drogą elektroniczną. Formularz zgłoszenia oraz wszelkie niezbędne informacje można znaleźć na stronie: OTK.

Po zgłoszeniu, szkoły otrzymają od Wydziału Katechetycznego komplet materiałów potrzebnych do przeprowadzonego etapu szkolnego. Organizatorzy informują, że do etapu diecezjalnego zostają zakwalifikowani uczestnicy Olimpiady, którzy zdobyli co najmniej 50% punktów w etapie szkolnym.

-Regulamin

-Harmonogram olimpiady.

Zapraszamy wszystkich katechetów, nauczycieli oraz uczniów do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej, która będzie miała swój finał w 2020 r. w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem