Reklama

Odyseja małżeńska, czyli długa podróż do dzieciństwa

2019-04-03 10:09

Agata Pieszko
Edycja wrocławska 14/2019, str. VI

Archiwum prywatne
Monika i Kamil Waliccy

– Nie ma ludzi permanentnie niezdolnych do miłości – mówią Monika i Kamil Waliccy, małżeństwo psychologów, członkowie Wspólnoty Młodych Małżeństw „Życie”. – Zranienia, szczególnie te z dzieciństwa, mogą zamykać na miłość. To na pewno utrudnia naukę kochania, ale nie uniemożliwia jej. Monika i Kamil pomogą nam rozprawić się z przeszłością, która odbija się czkawką w naszych relacjach małżeńskich

Jabłko niezgody

Dzieciństwo. Czas, w którym dajemy się formować jak plastelina. Jesteśmy zlepkiem doświadczeń, otaczających nas wzorców, poprzez które postrzegamy świat. To właśnie w tym czasie kształtuje się w nas obraz mężczyzny i kobiety, matki i ojca – tworzymy własny konstrukt miłości. W dzieciństwie obserwujemy zachowania dorosłych i na ich podstawie uczymy się, jak okazywać miłość, co jest dozwolone, a czego należy się wystrzegać. – Czy mówić o niej, czy przedstawiać ją czynami np. robiąc herbatę? Czy dobrze jest mówić o swoich potrzebach drugiej osobie, czy lepiej zachować je dla siebie, oczekując ich spełnienia? Czy mówienie o swoich potrzebach jest oznaką słabości, czy służy nawiązywaniu bliskich relacji z drugą osobą? – wskazuje Kamil. Pytanie tylko, czy zinterpretowana przez nas rzeczywistość zadziała otwierająco na doświadczenie miłości i pozwoli nam nadal się kształtować, czy też sprawi, że zastygniemy jak modelina, sparaliżowani podjęciem walki o zdrowe uczucie? Ta druga postawa może się okazać jabłkiem niezgody w naszym małżeństwie.

Puszka Pandory

Okres dzieciństwa ma kluczowy wpływ na nasze życie. Niestety, wiele doświadczeń z najmłodszych lat kładzie się cieniem na naszych relacjach małżeńskich. Monika i Kamil na wybranych przykładach przedstawiają przyczyny i skutki problemów w związkach małżeńskich. W psychologii są one nazywane schematami, konstruktami, czy mechanizmami zachowania. Często są nieuświadomione. Otwieramy Puszkę Pandory...

Przykład pierwszy: dziewczynka, która wychowywała się w rodzinie, w której przedstawiono jej wzorzec silnej kobiety, w małżeństwie będzie czuła się samowystarczalna, natomiast mężczyzna w takiej relacji może czuć się niepotrzebny. Idźmy dalej – jeżeli chłopiec wychowywał się w domu, w którym nie szanowano kobiet, w przyszłości może mieć problem z okazywaniem szacunku żonie. W ogóle, jeżeli rodzice w małżeństwie źle się do siebie odnosili, dziecko mogło nauczyć się takiego wykrzywionego wzorca komunikacji damsko-męskiej. – W terapii systemowej pojawia się sformułowanie takie, jak mity rodzinne, czyli wzorce przekazywane z pokolenia na pokolenie, schematy funkcjonowania człowieka – mówi Monika. Należy do nich np. wyniesiony z rodzinnego podwórka wzorzec kobiety zajmującej się domem i mężczyzny utrzymującego rodzinę – w przyszłości takiemu mężczyźnie może być trudno przyjąć i zaakceptować, że jego żona ma pragnienie rozwoju zawodowego i chce podjąć pracę. Przyczynami problemów w małżeństwie mogą być także niewiara w siebie, własną wyjątkowość, potencjał i intelekt, jak i nawet lęk przed samą miłością spowodowany odrzuceniem w dzieciństwie, bądź utratą bliskiej osoby.

Reklama

Następnie – dziecko żyjące w rodzinie, gdzie była stosowana przemoc, jest często uczone tego, że na miłość trzeba zasłużyć. Dziecko wychowywane w domu, w którym rodzice ciągle się kłócą, może w przyszłości nie chcieć zawrzeć związku małżeńskiego, ponieważ miłość postrzega jako ciągłą kłótnię. Jeżeli wynosimy z domu obraz rozpadu małżeństwa, byliśmy świadkami rozwodu rodziców, możemy nawet stracić wiarę w miłość, bo kojarzy nam się ona wyłącznie ze zranieniem. Często osoba, która pełni rolę tzw. opiekuna w relacji małżeńskiej, w dzieciństwie też musiała się kimś zaopiekować. – Takie zjawisko nazywa się paternalizacją – podpowiada Monika. – Wtedy dziecko przejmuje w rodzinie funkcję osoby dorosłej. Zamiast zając się sobą, zajmuje się innymi. Taka osoba może być wreszcie zmęczona tą opieką i wtedy w dorosłym życiu może zbudzić się w niej małe, bezbronne dziecko. Czasami kobieta lub mężczyzna w relacji przejawiają zachowania depresyjne czy agresywne, ponieważ są przekonani, że tylko to może zwrócić na nich uwagę partnera.

Przed nami jeszcze kilka przykładów, o których opowiada Kamil. Kiedy dziecko widzi konflikt, w którym rodzice reagują wybuchowo lub wcale nie mówią o swoich uczuciach, potrzebach, obawach – kumuluje w sobie ten ładunek emocjonalny, a potem szuka sposobu jego ujścia. Sięga wtedy po alkohol, narkotyki, hazard, pornografię czy inne, mocno uzależniające używki. – Uważam, że żeby mówić o prawdziwej miłości, musi się ona składać z dwóch komponentów: z wymagań i afirmacji. Wymagania służą rozwojowi, a afirmacja sprawia, że czujemy się docenieni – dzieli się opinią Kamil. – Jeżeli w dzieciństwie doświadczyliśmy tylko jednego z tych komponentów, to bardzo prawdopodobne, że w dorosłości nie będziemy czuli się kochani. Obserwuję u wielu mężczyzn, którzy w dzieciństwie nie byli doceniani, a tylko od nich wymagano, że nie czują się w pełni wartościowi i ciągle poszukają dziedziny, która im to poczucie da. Oby znaleźli je w Bogu. Taki mężczyzna może nie być przyzwyczajony do doceniania bliskich osób. Jego żona, choć bardzo na to czeka, może nigdy nie usłyszeć, jakie pyszne kanapki przygotowała mu do pracy i jak wyjątkowo dziś wygląda, co z czasem wywoła w niej frustrację, a następnie odbije się na wzajemnej relacji.

To tylko niektóre z przykładów, które przybliżyli nam terapeuci. Ta lista zdaje się nie mieć końca, ale nie podajemy jej ze względu na efektywność, czy podkreślenie ogromu cierpień, jakich może doświadczać małżeństwo. Mamy nadzieję, że jeżeli ktoś dostrzeże w sobie podobne mechanizmy i uświadomi sobie ich podłoże, zechce działać i podjąć pracę nad sobą oraz swoim małżeństwem. Te informacje są także dobrymi wskazówkami dla narzeczonych oraz rodziców w relacjach ze swoimi pociechami.

Praca nad sobą

Dlaczego pielęgnujemy nasze zranienia?

– Jeżeli jestem zraniona, jestem słaba. Jeżeli jestem słaba, to ktoś się może mną zająć – odpowiada Monika. – Osoby zranione wyuczyły się bezradności. Nie wierzą w to, że może istnieć ktoś, kto nie będzie próbował ich zranić. Możemy bać się podjąć pracy nad sobą, bo wolimy żyć tak jak do tej pory. Wolimy dobrze dopasowaną, choć palącą koszulę Dejaniry, niż nowe szaty, które nie będą nas ranić. To, co nowe nas przeraża. Nasze zranienia są protezą, z którą nauczyliśmy się żyć. Po co więc przechodzić rehabilitację i korzystać ze zdrowej nogi? Poza tym ciężko nam przyjąć, że powinniśmy nad sobą pracować. Zazwyczaj chcemy zmieniać tę drugą osobę, szukać w innych naszego nieszczęścia.

Po pierwsze: zacznij od siebie. Pomyśl, co możesz zrobić, żeby w waszej relacji było lepiej. Co przeszkadza ci w kochaniu samego siebie? Otwórz swoje serce na zmianę, a myślenie zamień w działanie. Jeśli czujesz, że najbliżsi nie są w stanie ci pomóc – skorzystaj z pomocy specjalisty. Nasi psycholodzy podpowiadają, że na terenie Wrocławia działa kilkanaście poradni rodzinnych przy parafiach oraz mnóstwo gabinetów terapeutycznych poza parafiami, a nasze miasto rozwija się najprężniej w dziedzinie poradnictwa rodzinnego.

– Zranienia wymagają łamania schematów, czasu, a my jesteśmy pokoleniem instant – mówi Kamil. Warto jednak podjąć tę pracę. Poznawanie prawdy o samym sobie wymaga odwagi i działania, ale zapewniamy – to nagroda warta więcej, niż złote runo.

Tagi:
wspólnota małżeństwo

Reklama

Spotkanie autorskie z prof. UKSW Grzegorzem Łęcickim

2019-11-14 10:35

M.W.

Jaka jest recepta na szczęśliwe małżeństwo? Jaką rolę odgrywa Pan Bóg w życiu rodzinnym? Po co małżonkom wspólna modlitwa? Jak przetrwać kryzys? Dlaczego młodzi decydują się na narzeczeństwo często po trzydziestce? Na te i inne pytania odpowiedzą 14 listopada o godz. 18.00 zaproszeni goście wraz z autorem książki „Miłość i szczęście w nietrwałym świecie”

mat. prasowe
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Kancelarczyk: TK powinien się wypowiadać nt. wartości życia bez zająknięcia

2019-11-13 15:00

ar, lk / Warszawa (KAI)

Wartość życia nie powinna podlegać żadnym rozgrywkom politycznym. Na temat wartości życia takie gremium jak Trybunał Konstytucyjny powinno się wypowiadać bez zająknięcia - powiedział ks. Tomasz Kancelarczyk. Prezes i pomysłodawca Fundacji Małych Stópek w rozmowie z KAI skomentował brak orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ws. niezgodności z Konstytucją RP tzw. przesłanki eugenicznej, co oznacza, że poselski wniosek ten przepadł.

Fundacja Małych Stópek

Ks. Kancelarczyk podkreślił, że „sprawa tak oczywista, jak wartość życia człowieka, niezależnie od jego stanu zdrowia, nie powinna podlegać dyskusji”. - Dlatego dołączam się do ubolewania jakie wyraził abp Gądecki. Sprawa wartości życia nie powinna być ignorowana. W tak ważnej i oczywistej sprawie Trybunał Konstytucyjny powinien się jednoznacznie wypowiedzieć – ocenił, dodając, że wniosek poselski z pewnością zostanie ponowiony.

- Wartość życia nie powinna podlegać żadnym rozgrywkom politycznym, niestety tak się najwidoczniej stało. Na pewno ignorancja nie wynikała z braku czasu. Na temat wartości życia, takie gremium jak Trybunał Konstytucyjny, powinno się wypowiadać bez zająknięcia – podsumował duchowny.

Ponad dwa lata temu grupa posłów poprosiła o wydanie opinii ws. przesłanki eugenicznej zapisanej w obecnej ustawie aborcyjnej. 27 października 2017 r. do Trybunału Konstytucyjnego trafił wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej, dopuszczającej aborcję ze względu na podejrzenie upośledzenia lub nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu nienarodzonego dziecka.

Dokument autorstwa posła Bartłomieja Wróblewskiego (PiS) poparło wówczas 107 posłów z różnych ugrupowań – dwa razy więcej niż jest to wymagane. Nie wyznaczono jednak nawet terminu rozprawy.

Ponieważ wnioski poselskie przepadają z końcem kadencji Sejmu, oznacza to, że Trybunał Konstytucyjny nie wywiązał się ze swojego obowiązku i nie wyda już orzeczenia w sprawie aborcji.

Złożony w Sejmie projekt obywatelski “Zatrzymaj aborcję” może być procedowany w następnej kadencji Sejmu, gdyż w przeciwieństwie do TK, nie podlega zasadzie dyskontynuacji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Konferencja: Creatio Continua. Ekologia integralna i wyzwania antropocenu

2019-11-14 11:23

Naukowcy szacują, że do roku 2050 może zginąć nawet milion gatunków. Człowiek jest sprawcą i zarazem uczestnikiem VI masowego wymierania żywych organizmów na Ziemi. Czy katastrofa klimatyczna wyznaczy kres epoki człowieka?

Wraz z postępującą degradacją planety, człowiek zaczyna rozumieć, że na nim spoczywa odpowiedzialność za bioróżnorodność, za stan atmosfery, za klimat jednym słowem – za życie na Ziemi.

Encyklika „Laudato si” papieża Franciszka przestrzega przed tym procesem samozagłady, podtrzymując wezwanie do „nawrócenia ekologicznego”, które św. Jan Paweł II sformułował w encyklice „Centesimus annus” i w późniejszych katechezach. Wskazuje też drogi wyjścia.

Jeśli chcemy wygrać z kryzysem klimatycznym, musimy na nowo zrozumieć, co to naprawdę znaczy „czynić sobie ziemi poddaną”. Wiemy już, że panowanie człowieka nie jest absolutne, ale służebne — jest to rzeczywisty odblask jedynego i nieskończonego panowania Boga. Nie jest to misja absolutnego i niepodważalnego władcy, lecz sługi Królestwa Bożego (za Jan Paweł II). Stawiamy tezę, że odkrycie na nowo teologii stworzenia, ekologicznej duchowości i ekologicznej etyki – może wygenerować impuls niezbędny do skutecznej ochrony atmosfery, klimatu, bioróżnorodności – świata życia, który zamieszkuje człowiek.

Konferencja odbywa się w ramach projektu „Ekologia integralna encykliki Laudato si’ w działaniu wspólnot Caritas i społeczności lokalnych”, realizowanego przez Caritas Polska. Projekt został dofinansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za treść materiałów konferencyjnych odpowiada wyłącznie Caritas Polska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem