Reklama

Gdy zabraniano zabraniać

2019-04-16 18:54

O skutkach „rewolucji ’68” z Marcellem Venezianim rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 16/2019, str. 22-25

Internet
Gdy w maju 1968 r. wybuchła w Paryżu tzw. rewolucja studencka, nikt nie przewidział, że jej skutki będą miały tak bardzo destrukcyjny wpływ na społeczeństwa zachodnie. Jej hasła ciągle jeszcze oddziałują na naszą dzisiejszą rzeczywistość

W 2018 r. minęło dokładnie 50 lat od „rewolucji studenckiej” w 1968 r. W Polsce, w czasach reżimu komunistycznego, wydarzenia te miały niewielki odzew. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że radykalnie zmieniły one społeczeństwo i kulturę Zachodu tamtych czasów i wciąż wpływają na naszą dzisiejszą rzeczywistość. Aby przeanalizować tę rewolucję, która w pewnym sensie ciągle jeszcze trwa, rozmawiam z Marcellem Venezianim. W. R.

Włodzimierz Rędzioch: – Czy to, co wydarzyło się w 1968 r., to była prawdziwa rewolucja?

Marcello Veneziani: – W 1968 r. wszystko się zmieniło, chociaż w sumie nie było żadnego historycznego wydarzenia, nie zdobyto Bastylii ani Pałacu Zimowego. Powstanie w 1968 r. nie powiodło się jako rewolucja polityczna i gospodarcza, ale było sukcesem jako rewolucja obyczajów i kultury. W rzeczywistości nie uległy zmianie polityczne i gospodarcze struktury władzy, bo nie doszło do rewolucji ani radykalnego przełomu w systemie politycznym lub gospodarczym, ale wydarzenia z 1968 r. odcisnęły się wielkim piętnem w sferze moralności, w mentalności ludzi, w relacjach między pokoleniami; wywarły wpływ na rolę kobiet, na sytuację w szkołach i na uniwersytetach. Zmieniły się klimat, duch czasu, ale w żadnym kraju nie doszło do zmian politycznych i ekonomicznych klas rządzących.

– Czy za hasłem wyzwolenia, głoszonym przez protestujących, kryła się jakaś prawdziwa ideologia?

– Dominującą ideologią było „ojcobójstwo”, wyzwolenie od przeszłości, od tradycji, zerwanie z figurą ojca i każdego innego autorytetu, a także zerwanie z zasadami merytokracji, odpowiedzialności, zdolności indywidualnych. A równocześnie głoszono wyzwolenie seksualne, radykalną emancypację, utratę więzi i triumf „nieskończonej teraźniejszości globalnej”.

– Wyzwolenie „rewolucji ’68” oznaczało również eksplozję „nowych praw” – w praktyce każde pragnienie i kaprys stały się „prawem”. Jak wypaczyło to nasz sposób postrzegania praw?

– Brak związku między prawami i obowiązkami, między zasługami i nagradzaniem, między wolnością i odpowiedzialnością był najistotniejszą cechą „rewolucji ’68”. W ślad za tym zaczęto popierać „prawo do posiadania praw” (postulował to Stefano Rodot?), co w znaczny sposób doprowadziło do czynienia mas i jednostek nieodpowiedzialnymi – zastąpiono bowiem zasadę rzeczywistości zasadą przyjemności.

– Jakie konsekwencje dla edukacji nowych pokoleń miało hasło „rewolucji ’68”: „Zakazuje się zakazywać”?

– Konsekwencje były katastrofalne. Gdy oddzielano prawa od obowiązków i łączono je z pragnieniami, wyobrażano sobie społeczeństwo bez ograniczeń, bez granic, bez miary. Ale formuła ta zniszczyła tkankę łączną społeczeństwa i zrodziła permisywną nietolerancję – przeciwieństwo represyjnej tolerancji, którą Hubert Marcuse potępiał w zachodnim społeczeństwie. Ta permisywna nietolerancja oznacza, że wszystko jest dozwolone, ale biada tym, którzy nie zgadzają się z tą zasadą.

– Dziś do dawnych haseł wyzwolenia od państwa z jego prawami, od religii z jej dogmatami i od rodziny dołącza się roszczenia o „uwolnienie się” od naszej płci biologicznej, od prokreacji, od narodowych i kulturowych korzeni. Jak możemy przeciwdziałać tym żądaniom, za którymi kryje się próba narzucenia nowej wizji człowieka, przeciwnej antropologii chrześcijańskiej?

– „Rewolucja ’68” i kultura, która jest u jej podstaw, wypowiedziały wojnę przeznaczeniu, naturze, rzeczywistości, w imię wolnej woli, samookreślenia i utopii. Skutki tego widać przede wszystkim w sferze intymnej, osobistej i rodzinnej oraz w relacji z własną płcią. Jedynym sposobem na przywrócenie prawdziwego związku z życiem i jego ograniczeniami jest powrót do natury i rzeczywistości, pokochanie swojego przeznaczenia. To powrót do „amor fati”, czyli do akceptacji, wręcz miłości ludzkiego losu, o którym mówią starożytni stoicy, a także Friedrich Nietzsche czy Simone Weil.

– Jednym z fundamentów „starego świata”, zwalczanego przez rewolucjonistów 1968 r. i ich współczesnych naśladowców, jest Kościół katolicki, który dziś stał się celem ataków w skali globalnej. Znany włoski dziennikarz i komentator – Giuliano Ferrara uważa wprost, że jesteśmy świadkami „antychrześcijańskiej krucjaty” prowadzonej przez dominujące w świecie siły, które chcą „rzucić na kolana Kościół katolicki i jego moralność”, ponieważ jest on ostatnią barierą przed „powszechną homologacją do nowej, pozbawionej wymiaru chrześcijańskiego wizji seksu, reprodukcji, rodziny i płci, wizji bez Boga i prawa”. Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem Ferrary?

– Nietolerancja wobec cywilizacji chrześcijańskiej i Kościoła katolickiego jest jednym z najważniejszych punktów dominującej kultury, laicystycznej i materialistycznej, oraz centrów władzy unijnych biurokratów i sędziów. Chrześcijaństwo jest akceptowane tylko wtedy, gdy jest zredukowane do filantropii, pomocy humanitarnej, pauperyzmu, gdy przyjmuje migrantów, ale jest całkowicie eliminowane ze sfery prywatnej, nawet jeżeli dotyczy argumentów ściśle religijnych – wiary, misji ewangelicznej. Stanowisko chrześcijan na tematy życia, rodziny, prokreacji, płci nie jest akceptowane, dlatego jest poddawane cenzurze albo przemilczane.

– W ubiegłym roku obchodzono 70. rocznicę uchwalenia Powszechnej deklaracji praw człowieka. Przy tej okazji, zwracając się do Korpusu Dyplomatycznego, papież Franciszek powiedział, że „w następstwie wstrząsów społecznych roku 1968 interpretacja niektórych praw uległa stopniowo modyfikacji, aby objąć różnorodne «nowe prawa», nierzadko sprzeczne między sobą. Nie zawsze sprzyjało to promocji przyjaznych stosunków między państwami, ponieważ pojawiły się kontrowersyjne pojęcia praw człowieka, sprzeczne z kulturą wielu krajów, które z tego powodu nie odczuwają poszanowania dla swoich tradycji społeczno-kulturowych, a czują się raczej pominięte w obliczu rzeczywistych potrzeb, którym muszą stawić czoło. Może w związku z tym zrodzić się niebezpieczeństwo – w pewnym sensie paradoksalne – że w imię praw człowieka dochodzi do ustanowienia nowoczesnych form kolonizacji ideologicznej silniejszych i bogatszych kosztem najbiedniejszych i najsłabszych”. Jak Pan zinterpretuje słowa Papieża?

– Kiedy Papież mówi o migrantach, o ich przyjmowaniu, o granicach, które należy obalić, o pedofilii w Kościele, jest w wyjątkowy sposób nagłaśniany przez media. Kiedy natomiast porusza tematy, które są najbardziej związane z jego magisterium i misją, jest wyciszany lub przemilczany. Papież, który krytykuje tradycyjne społeczeństwo, jest dobrze akceptowany przez siły dominujące w świecie, natomiast papież, który krytykuje „rewolucję ’68” i jej owoce, takie jak aborcja, łatwy rozwód, relatywizacja pojęcia rodziny, jest ignorowany lub jego słowa są wypaczane.

– Ideologiczna kolonizacja, o której mówił Franciszek, jest możliwa w zglobalizowanym świecie, bez granic popieranych przez różnorodnych „globalistów”. Pan natomiast często mówi o konieczności powrotu do „murów”. Dlaczego?

– Mury nie zawsze – i tylko – symbolizują zło i zamknięcie, są także ochroną, gwarancją i bastionem cywilizacji. Mamy mury domostw, mury kościoła, mury obronne miast, które stanowiły kiedyś ochronę przed oblężeniami. Zresztą najbardziej niesławne mury to nie te, które zapobiegają wchodzeniu, ale te, które uniemożliwiają wyjście, takie jak mury więzień czy jak kiedyś mur berliński i druty kolczaste wzdłuż żelaznej kurtyny. W każdym razie, abstrahując od murów, granice są gwarancją, gdy chodzi o terytorium, o porządek prawny, moralny i cywilny, ale także gdy chodzi o tożsamość i spójność społeczeństwa.

– Na koniec chciałbym poprosić o skomentowanie faktu, który był ostatnio w centrum zainteresowania światowych mediów: to historia 16-letniej Szwedki z warkoczykami – Grety Thunberg. Gdy kilka lat temu zdiagnozowano u niej chorobę – zespół Aspergera, popadła w depresję (zespół Aspergera to zaburzenie rozwoju mieszczące się w spektrum autyzmu, które obejmuje przede wszystkim upośledzenie umiejętności społecznych, trudności w akceptowaniu zmian, ograniczoną elastyczność myślenia oraz pochłaniające, obsesyjne zainteresowania – przyp. W. R.). Gdy Greta usłyszała o zmianach klimatycznych, zaczęła się zastanawiać, jaka będzie jej przyszłość. Na początku zamknęła się w sobie, ale później uznała, że aby wyjść z depresji, musi się zająć kwestią klimatu. Oczywiście, ta młoda dziewczyna, uczęszczająca do szkoły, nie jest naukowcem ani ekonomistą, ani klimatologiem, a jej wiedza o zmianach klimatycznych odzwierciedla stereotypy i frazesy niektórych kręgów ekologów i „zielonych”. Ale mimo to stała się ona gwiazdą, która mobilizuje miliony ludzi na całym świecie. Niektórzy już domagają się dla niej Nagrody Nobla! Gdy widziałem Jeana-Claude’a Junckera, który całował ją w rękę, pomyślałem, że Greta Thunberg może być symbolem świata, o którym marzyli rewolucjoniści 1968 r. – świata z tradycyjnymi hierarchiami wywróconymi do góry nogami, bez merytokracji, bez prawdziwych autorytetów. Co Pan o tym myśli?

– Greta została użyta jako ikona, hasło, aby dotrzeć z przesłaniem do ludzi na całym świecie i wywołać globalną mobilizację. Moża powiedzieć –jest to ostatni krzyk rewolucji 1968 r.: mondializacja i ideologia ekologiczna wraz z ideą globalnej rewolty i ulicznymi manifestacjami. Oczywiście, za tym kryje się idea, że nie ma potrzeby posiadania autorytetu, doświadczenia i kompetencji, by zająć się nawet takimi złożonymi kwestiami i przewodzić buntowi. Wystarczy wykorzystać obraz zwykłej dziewczyny, „niewinność” nastolatki, najlepiej z problemami z niepełnosprawnością, aby wywołać „politycznie poprawny” młodzieńczy populizm.

Marcello Veneziani
Dziennikarz, pisarz, filozof, który założył wiele czasopism, współpracuje z włoską telewizją i różnymi dziennikami. Interesuje się szczególnie filozofią polityki – wydał kilka książek z tej dziedziny, m.in.: „Bóg, Ojczyzna, Rodzina”, „Nostalgia za bóstwami. Wizja świata w dziesięciu punktach”, „Nie wystarczy żyć”. W ubiegłym roku napisał książkę „Obalić ’68”, w której analizuje ideologię i konsekwencje ostatniej rewolucji na Zachodzie – rewolucji 1968 r.

Tagi:
historia

Zapomniana rocznica

2019-06-17 13:27

Jan Żaryn
Niedziela Ogólnopolska 25/2019, str. 31

Utrata przez Niemcy i Rosję ziem odebranych nam przed ponad stu laty stanowiła akt sprawiedliwości, a nie zaboru

Artur Stelmasiak
Prof. Jan Żaryn jest senatorem z klubu parlamentarnego PiS

Powód, dla którego zapomnimy o tej rocznicy, jest dwojaki. Po pierwsze, w polskiej narracji historycznej pokój wersalski nie jest doceniany, gdyż nie brał w nim udziału Józef Piłsudski. Jesteśmy przekonani, że jedynie walką zbrojną wykuwaliśmy granice Polski Odrodzonej. A to oczywista nieprawda. Drugi powód jest bardziej współczesny i polityczny zarazem. Mimo że nieczęsto omija się 100. rocznicę ważnego wydarzenia historycznego, tym razem także najwięksi europejscy gracze nie chcą przypominać o tym, co się stało po zakończeniu I wojny światowej. Już przyjazd Angeli Merkel na obchody rocznicy desantu w Normandii w 1944 r., a tym bardziej wypowiedziane przez nią słowa stanowiły zaskakującą mieszaninę wybuchową, ocierającą się o śmieszność i groteskę. Pani kanclerz stwierdziła bowiem, że dzięki aliantom Niemcy zostały wyzwolone od nazistów. Pokój wersalski jest jeszcze trudniejszy do skonsumowania w 2019 r. Zapytałem ambasadora Francji w Polsce, czy gospodarz konferencji z 1919 r. przygotowuje się do obchodów 100. rocznicy, a także czy wobec obecnej przyjaźni z Niemcami traktat wersalski taktowniej jest przemilczeć. I usłyszałem odpowiedź, że istotnie Francja nie będzie specjalnie uroczyście obchodzić 100. rocznicy traktatu wersalskiego, podpisanego w Sali Lustrzanej pałacu królewskiego – tego samego, który był świadkiem w 1871 r. sromotnej klęski wielkiej Francji. Pamiętam, że ambasador użył sformułowania: „kontrowersyjny pokój”.

I przypomniałem sobie wtedy spotkanie na Westerplatte 1 września 2009 r., kiedy to Władimir Putin w obecności polskiego prezydenta, śp. Lecha Kaczyńskiego, raczył go kontestować – adresując te zdania do obecnej w tym miejscu także kanclerz Niemiec Angeli Merkel – i mówić, że pokój wersalski był nie tylko kontrowersyjny, ale i niesprawiedliwy. Podkreślał jego tymczasowość i „koślawość”, a nie zamierzał przypomnieć, że traktat ten był wynikiem powrotu normalności. Śmiał to powiedzieć przy polskim prezydencie, gospodarzu spotkania. I pewnie Czytelnicy „Niedzieli” pamiętają, że Lech Kaczyński zmienił wówczas treść swego wystąpienia, by jednoznacznie przeciąć te niemiecko-rosyjskie umizgi dokonywane w tym miejscu – na Westerplatte! Tak, trzeba przypominać: Polska Odrodzona po 123 latach ponownie weszła na trwałe na mapę polityczną Europy w wyniku sprawiedliwości, którą była porażka w I wojnie światowej wszystkich trzech państw zaborczych, co zostało usankcjonowane i potwierdzone pokojem wersalskim. Utrata przez Niemcy i Rosję ziem odebranych nam przed ponad stu laty stanowiła akt sprawiedliwości, a nie zaboru. Nie ma powrotów do żadnej „macierzy”! I trzeba przypominać, że to właśnie Polska – obok dwudziestu kilku innych państw świata – tam, w Wersalu, współstanowiła pokój, mimo iż jeszcze niedawno nie było jej na mapach świata. Jej delegaci, Roman Dmowski i Ignacy Jan Paderewski, w imieniu Polski podpisali się pod traktatem. A było to 28 czerwca 1919 r., prawie sto lat temu. Może jeszcze zdążymy, może nie zapomnimy o tej rocznicy. Na przekór wszystkim, którzy chcą w milczeniu kontynuować europejskie umizgi.

* * *

Jan Żaryn
Redaktor naczelny „wSieci Historii”, historyk, wykładowca INH UKSW, publicysta i działacz społeczny, m.in. prezes SPJN, członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, senator RP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ksiądz uniewinniony, media milczą

2019-06-04 13:08

Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 23/2019, str. 16-17

Pod koniec stycznia 2019 r. światowe media nagłośniły sprawę ustąpienia z urzędu szefa biura Kongregacji Nauki Wiary – ks. Hermanna Geisslera po wysunięciu wobec niego przez byłą zakonnicę zarzutów o molestowanie

Włodzimierz Rędzioch
Ks. Hermann Geissler został uniewinniony od zarzucanego mu czynu przez Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej. Media, które nagłaśniały fałszywe oskarżenia, teraz milczą

Oskarżenie to wysunęła Doris Wagner-Reisinger, twierdząc, że do próby jej seksualnego wykorzystania doszło w 2009 r. w Rzymie przy okazji spowiedzi. Dla mediów była to bardzo „atrakcyjna” wiadomość, bo chodziło o księdza, którego do Watykanu sprowadził sam kard. Joseph Ratzinger. Hermann Geissler urodził się w Austrii niedaleko Innsbrucka w 1965 r. Gdy odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa, wstąpił do wspólnoty życia konsekrowanego „Das Werk” (Familia Spiritualis Opus). Przełożeni wkrótce docenili tego bardzo uzdolnionego i wszechstronnie wykształconego młodego kapłana – pracę w Kongregacji Nauki Wiary, u boku jej prefekta kard. Ratzingera, rozpoczął, gdy miał zaledwie 27 lat, i pracował w tej dykasterii aż do momentu wybuchu skandalu.

Dla mnie sprawa ks. Geisslera miała też inny, bardziej osobisty wymiar – agencje podawały informacje o zarzutach pod jego adresem z wykonanym przeze mnie zdjęciem ściągniętym bez mojego pozwolenia z internetu. Był to portret ks. Geisslera na tle obrazu z wizerunkiem kard. Ratzingera. Zrobiłem mu to zdjęcie, gdy udzielił mi wywiadu o swoim dawnym szefie, czyli kard. Ratzingerze (https://www.niedziela.pl/artykul/130330/nd/Pokora-i-zawierzenie-Panu-Bogu). W ten sposób łączono, niejako namacalnie, postać księdza, który miał się dopuścić nadużyć, z osobą Papieża emeryta.

W tej sytuacji 28 stycznia br. ks. Geissler złożył prośbę o dymisję na ręce prefekta kongregacji – kard. Luisa Ladarii Ferrera, który ją przyjął. Wyjaśnił jednak, że ustąpił ze stanowiska, „aby zmniejszyć rozmiary szkód, które już dotknęły kongregację i jego wspólnotę”. Podkreślił przy tym zdecydowanie, że oskarżenia pod jego adresem „nie są prawdziwe”, dlatego czeka na rezultaty procesu kanonicznego w tej sprawie. Poinformował także, że w przyszłości podejmie „ewentualne działania prawne”.

Kim jest dawna zakonnica, która oskarżyła ks. Geisslera? Niemka Doris Wagner należała do wspólnoty zakonnej „Das Werk”, do której należy również kapłan. Według niej, miała być molestowana 10 lat temu, w 2009 r., w Rzymie, gdy spowiadała się u ks. Geisslera. W zgromadzeniu problemy z dawną siostrą zaczęły się o wiele wcześniej – w 2008 r. odkryto, że miała romans i współżyła seksualnie ze współbratem – ks. B. W końcu, w październiku 2011 r., porzuciła wspólnotę i odbyło się to w sposób bezkonfliktowy. Sytuacja zmieniła się w 2012 r., kiedy dawna zakonnica rozpoczęła kampanię medialną i prawną. Zaczęła ukazywać swoją historię w perspektywie „nadużyć, przemocy i manipulacji”. W 2012 i 2013 r. oskarżyła ks. B. o wykorzystywanie seksualne, ale zarówno w Niemczech, jak i w Austrii jej oskarżenia zostały uznane za bezpodstawne. Pomimo tego Wagner zaczęła brać udział w konferencjach, wydała książkę, w której opowiada swoją historię, i wystąpiła w filmie „Female Pleasure” (Kobieca przyjemność), w którym krytykuje Kościół i żąda radykalnych zmian w jego nauczaniu moralnym. Dziś Doris Wagner-Reisinger mieszka w Wiesbaden w Niemczech razem z byłym księdzem, z którym pobrali się cywilnie i mają jedno dziecko.

15 maja br., po przeprowadzeniu procesu kanonicznego, Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej uniewinnił ks. Hermanna Geisslera. Celem procesu było wyjaśnienie, czy kapłan dopuścił się przestępstwa nakłaniania do grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu przy okazji spowiedzi (por. Kodeks prawa kanonicznego, kan. 1387). Decyzją samego Papieża to nie Kongregacja Nauki Wiary, kompetentna w sprawach tego rodzaju, zajęła się sprawą ks. Geisslera, który przez 25 lat pracował w tejże dykasterii, ale Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej. Do kompetencji tego trybunału należy bowiem m.in. rozpatrywanie spraw zleconych mu przez Papieża (konstytucja apostolska „Pastor Bonus” o Kurii Rzymskiej, art. 123 § 3). Po dochodzeniu zgodnie z kan. 1717 pięciu sędziów Sygnatury Apostolskiej rozpatrzyło sprawę, a na posiedzeniu 15 maja 2019 r. zdecydowało, że ks. Geissler nie dopuścił się przestępstwa, o które był oskarżany. Wyrok został przekazany kapłanowi listem (prot. n. 54121/19 CG), podpisanym przez kard. Dominique’a Mambertiego – prefekta trybunału i bp. Giuseppego Sciaccę – sekretarza. Jednym słowem, ks. Geissler został uniewinniony, a od decyzji Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej nie ma odwołania.

Niestety, wiadomość ta została prawie całkowicie zignorowana przez media, bo informacja o fałszywych oskarżeniach wysuwanych pod adresem księdza i o jego uniewinnieniu przez najwyższą instancję sądową Stolicy Apostolskiej nie jest dla nich „dobrą wiadomością”.

Afera z Doris Wagner to kolejny przypadek, który świadczy o tym, że była zakonnica po odejściu ze zgromadzenia postawiła sobie za cel walkę z Kościołem i ucieka się do każdej możliwej manipulacji oraz umiejętnie wykorzystuje do tego media.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Kazimierz Nycz odprawił Mszę św. dla członków Zakonu Maltańskiego

2019-06-24 19:57

kos / Warszawa (KAI)

Mszą św. w katedrze polowej damy i kawalerowie Zakonu Maltańskiego uczcili w poniedziałek święto swego patrona – św. Jana Chrzciciela. Eucharystii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. W czasie Eucharystii dziękowano m.in. za piętnaście lat służby ambasadorskiej Vincenzo Manno, ambasadora Zakonu Maltańskiego w Polsce, który kończy misję dyplomatyczną w naszym kraju.

Piotr Drzewiecki

– Gromadzimy się na modlitwie w intencji całego zakonu, w intencji realizacji wszystkich dzieł, którym damy i kawalerowie służą w swej odpowiedzialności, ale równocześnie modlimy się w intencji ambasadora Vincenzo Manno w 15 rocznicę jego posługi ambasadorskiej – powiedział kard. Nycz na początku Mszy św.

Homilię wygłosił bp Andrzej Dziuba, ordynariusz diecezji łowickiej. Hierarcha nawiązując do czytań z dnia mówił o powołaniu proroków Izajasza i św. Jana Chrzciciela oraz o charytatywnej działalności Zakonu Maltańskiego w Polsce oraz osobistej misji wieloletniego ambasadora Zakonu Vincenzo Manno. – Spoglądamy na cztery piękne powołania. Powołanie Izajasza, Jana Chrzciciela, Zakonu Maltańskiego i jednego z członków tego zakonu. To były piękne i owocne lata dla Zakonu Maltańskiego w Polsce – podkreślał.

Hierarcha życzył damom i kawalerom Zakonu Maltańskiego w Polsce, aby pamiętali o swej dewizie: Tuitio Fidei et obsequium pauperum (Obrona wiary i służba ubogim).

Eucharystię koncelebrowali ks. Aleksander Seniuk, rektor kościoła Sióstr Wizytek oraz ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego w Polsce. We Mszy św. uczestniczyło liczne grono dam i kawalerów maltańskich.

Po Komunii świętej Jerzy Baehr, prezydent Związku Polskich Kawalerów Maltańskich podziękował ambasadorowi Vincenzo Manno za jego działalność na rzecz rozwoju Zakonu w Polsce i dobrą współpracę z damami i kawalerami zakonu.

Biskup polowy uhonorował ambasadora Manno medalem „W służbie Bogu i Ojczyźnie”, ustanowionymi z okazji setnej rocznicy powołania Biskupstwa Polowego w Polsce.

Głos zabrał także ambasador Vincenzo Manno, który ze wzruszeniem mówił o pracy w naszym kraju. Jak podkreślił jest jedynym przedstawicielem korpusu dyplomatycznego w Polsce, którego służba trwa nieprzerwanie od czasów przywrócenia w Polsce urzędu prezydenta w 1989 r. Powiedział, że szczególne więzi łączyły go z prezydentem Lechem Kaczyńskim, podziękował też swoim współpracownikom, biskupowi polowemu za możliwość sprawowania w katedrze polowej Mszy św. w święto patronalne Zakonu oraz swojej małżonce Elżbiecie. Manno przywołał też kilka inicjatyw, które podjął jako ambasador Zakonu Maltańskiego m.in. wizytę prezydenta Kaczyńskiego na Malcie i zorganizowanie wystawy na Zamku Królewskim w Warszawie, poświęconej historii zakonu.

Zakon Maltański jest najstarszym zakonem rycerskim wywodzącym się ze wspólnoty mniszej, która w poł. XI wieku utworzyła w Jerozolimie szpital i przytułek dla pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej.

Pierwotnie wspólnotę rycerzy nazywano Rycerzami Św. Jana od imienia patrona - Św. Jana Jerozolimskiego (stąd joannici). Następne nazwy - Zakon Rodyjski, a potem Maltański - brały się od terytoriów, jakimi dysponowali w swojej historii. Pełna nazwa jest następująca: Suwerenny Wojskowy Zakon Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, Rodos i Malty. Powszechnie używa się nazwy Zakon Maltański. Na czele Zakonu stoi książę i wielki mistrz. Obecnie władzę tymczasową pełni Giacomo Dalla Torre del Tempio di Sanguinetto.

Działalność szpitalnicza i dobroczynna na rzecz chorych wyróżnia działania Zakonu od początku jego istnienia, aż do czasów współczesnych. Tradycja szpitalnicza i rycerska ukształtowały charakter posługi Zakonu, której dewizą stały się słowa Tuitio fidei et obsequium pauperum (z łac. Obrona Wiary i Służba Ubogim). Realizowana jest ona przez charytatywną pracę kawalerów i dam zakonu w ramach pomocy humanitarnej, medycznej i innych działań społecznych. Zakon utrzymuje stosunki dyplomatyczne z państwami – obecnie jest ich ok. 110 i ma status stałego obserwatora przy 12 organizacjach międzynarodowych, m.in. ONZ, UNESCO, FAO.

Polska wznowiła po kilkudziesięciu latach przerwy stosunki dyplomatyczne z Zakonem 6 lipca 1990 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem