Reklama

Wielkie rzeczy w małej Wiślicy

2019-06-04 13:09

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 23/2019, str. 4-5

TER
Jezus Eucharystyczny jest zawsze w centrum

Wiślica, jest jednym z najmniejszych miast Polski, lecz zna ją praktycznie każdy Polak. Według legendy nazwa nadnidziańskiej osady pochodzi od imienia jej założyciela, księcia Wiślan Wiślimira. Tradycja głosi, że ów książę miał przyjąć chrzest około 880 r. Wspomina o tym tak zwana legenda panońska. Pogański książę „silny wielce, siedzący u Wiślan (nad Wisłą) urągał chrześcijanom i szkody im wyrządzał”. Według tejże legendy św. Metody miał przepowiedzieć jego przyszłość. Święty zachęcał księcia: „Dobrze będzie dla ciebie synu ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony na ziemi cudzej, i będziesz mnie [wtedy] wspominał. I tak też się stało”. Według badaczy państwo Wiślan rzeczywiście zostało zniszczone, o czym świadczą znaleziska spalonych grodów. Jak było z chrztem w Wiślicy? O tym kroniki milczą, pozostały domysły i tradycja, której do dzisiaj jesteśmy wierni.

Sięgnąć do źródeł

Powszednie uznawany, chociaż nie do końca udokumentowany fakt, że to właśnie na tereny państwa Wiślan chrześcijaństwo dotarło najwcześniej na nasze ziemie, sprawia, że Wiślica jest miejscem szczególnym. Sięgając do tradycji, jesteśmy dumni z tego, że właśnie to miejsce wyznacza zetknięcie się naszych przodków z wiarą w Jezusa Chrystusa.

Wiele lat temu bp Marian Florczyk postanowił, że właśnie w tym historycznym miejscu odbywać się będą spotkania młodzieży, która jest przyszłością naszego narodu. Biskup swoim pomysłem podzielił się z ks. Stanisławem Langnerem – jak wspomina ks. Langner: „Pomysł dotyczył Wiślicy, jako najstarszego miejsca chrześcijaństwa na polskich ziemiach, sięgającego czasów misjonarzy przybyłych na ziemię Polan od Cyryla i Metodego. Z tym pomysłem zwróciłem się do biskupa kieleckiego Kazimierza Ryczana. Ksiądz Biskup zapytał mnie: Czy chcę się tego podjąć? Odpowiedź była pozytywna. I tak rozpoczęła się historia młodzieżowych spotkań w Wiślicy. Oczywiście, pomysł ten pojawił się w nawiązaniu do ogólnopolskich spotkań młodzieży w Lednicy. Rozmach, zasięg i olbrzymie zainteresowanie, z jakim się spotkało to wydarzenie, było inspiracją dla wielu diecezji, by zorganizować „swoją małą Lednicę”. Ktoś zapytał ks. Langnera: Czy w Wiślicy będzie mała Lednica? – Odpowiedziałem, że to ma być duża Wiślica. Chodziło o to, co już wcześniej wyraził o. Jan Góra, zapytany: Czy spotkania na Lednicy, to konkurencja dla Taizé? Odpowiedział, że w Kościele nie ma konkurencji, lecz komplementarność. Tak samo i ja odpowiadam zapytany o Wiślicę. Spotkanie Młodych w Wiślicy, to nie konkurencja dla Lednicy, ale kolejna propozycja dla młodzieży z naszej kieleckiej diecezji. Na spotkania lednickie jeździło nas około 200, a czasami i więcej osób. Lednica była adresowana głównie dla duszpasterstw akademickich w Polsce. Takie były początkowe założenia. Na spotkania młodzieży w Wiślicy przyjeżdżało nawet kilka tysięcy młodzieży z naszej diecezji. To potwierdziło trafność pomysłu i decyzji – wspomina ks. Langner.

Reklama

Przy bazylice i na polach wiślickich

Pierwsze spotkanie miało miejsce w 2003 r. i odbyło się pod hasłem „Wiślica – Chrzest – Jedność”. Inicjatorzy tego wydarzenia pragnęli pokazać, że Wiślica jest wyjątkowym miejscem, gdzie tak naprawdę znajduje się źródło chrztu. Na samym początku młodzi pielgrzymi gromadzili się przy kolegiacie wiślickiej. Jednak ks. Langner z ks. kan. Zygmuntem Pawlikiem, ówczesnym proboszczem Wiślicy, wybrali łąki parafialne nad rzeką Nidą. Wybierając ten teren byli świadomi, że Nida – kapryśna rzeka może po dużych opadach deszczu wylać, jednak mieli nadzieję, że tak się nie stanie. – Nazwałem ten teren Błoniami Polskich Świętych i Błogosławionych. Myślę, że to oni ukształtowali obecny obraz Kościoła w Polsce i wpłynęli na jej historię. Postawiliśmy, na wzór kolumnowy, otaczający plac św. Piotra w Rzymie, że nasze błonia otoczy poczet świętych i błogosławionych. Rzeźby wysokości do 4 m z drzewa topolowego wykonali podkieleccy rzeźbiarze ludowi Stanisława Porzucka i Krystian Janowski z Lesicy k. Piekoszowa. Przy wejściu na błonia stanęły dwie sceny, na wzór wiejskich chat, kryte trzciną. Centralnie na placu umieściliśmy rzeźbę św. Jana Pawła II. Przed rzeźbą papieża Polaka znajdowała się scena, na której występowały grupy teatralne dzieci i młodzieży – wspomina ks. Langner. Od samego początku ustalony został ramowy program wydarzenia. – Spotkania zaczynały się katechezą zaproszonego gościa, później odbywały się występy teatralne, śpiew uwielbienia, świadectwa. Ostatnim akcentem była uroczysta koncelebrowana Msza św. pod przewodnictwem biskupów Kazimierza Ryczana i Mariana Florczyka, a od 2005 r. bp. Kazimierza Gurdy. W początkowym okresie zrodził się też zwyczaj marszów promienistych młodzieży z pobliskich parafii. Wspomnę tu ks. Leszka Struzika, duszpasterza młodzieży w Busku-Zdroju, który organizował grupy z Buska i okolic. Po ks. Langnerze organizację spotkań przejął ks. Sławomir Sarek, później, w latach 2016-18 funkcję diecezjalnego duszpasterza młodzieży pełnił ks. Łukasz Zygmunt, a od sierpnia 2018 r. posługę objął ks. Marcin Boryń.

Po co ci to?

Niestety, Błonia Polskich Świętych i Błogosławionych nie przetrwały próby czasu. Ostatnie lata, a szczególnie miesiące maj i czerwiec były niezwykle deszczowe. Woda z Nidy podtapiała okoliczne pola, i nie można było na nich organizować żadnych masowych spotkań. W tym roku, jeśli pogoda dopisze, spróbujemy powrócić na błonia. Jeśli będzie deszczowo, spotkanie odbędzie się na placu miejskim. Ks. Marcin Boryń zaprasza na spotkanie młodych do Wiślicy już 15 czerwca, które będzie pod hasłem – Po co ci to? Pod prąd do źródła. To miejsce ma szczególny charakter, gdyż według wielu hipotez właśnie w tym miejscu był początek chrześcijaństwa na naszych ziemiach – mówi. Kiedy Chrystus w rozmowie z Samarytanką mówi o sobie, że jest źródłem wody, która wytryska ku życiu wiecznemu, to hasło nabiera wyjątkowego znaczenia. Idea spotkań Młodych w Wiślicy bierze swój początek w słowach Chrystusa. Chcemy pochylić się nad tym tematem, zadając sobie pytanie, jak dotrzeć do źródła, wybierając w wielu sytuacjach drogę pod prąd – podkreśla ks. Boryń. W tegorocznym wiślickim spotkaniu, które staje się częścią tej drogi, towarzyszyć młodym ludziom będą: pasterze Kościoła kieleckiego pod przewodnictwem bp. Jana Piotrowskiego i biskupów pomocniczych Mariana Florczyka i Andrzeja Kalety. Zespół TO ON, który od kilku lat współorganizuje Uwielbienie w Centrum Miasta, Andrzej Sowa, który mówi o sobie, „Złamałem wszystkie przykazania, ale Bóg uczynił dla mnie cud”. Obecni będą również: Zespół, NiemaGOtu, który zasłynął z hymnu na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Zespół ten poprowadzi również modlitwę uwielbienia. W tym czasie będziemy dziękować Bogu za dar wiary, a podczas uroczystej procesji zostanie wniesiony krzyż i figura Matki Bożej Łokietkowej. Spotkanie zakończy się koncertem Mietka Szcześniaka z zespołem. Jak widać program tegorocznego spotkania w Wiślicy jest bardzo ciekawy, na pewno trafi w „różne gusta”, ale tak naprawdę chodzi o jedno, by chociaż na chwilę oderwać się od otaczającej nas codzienności. By wśród setek osób poczuć się wspólnotą, by mieć chociaż chwilę na adorację Jezusa Eucharystycznego, aby zatrzymać się w pędzie swojego życia i nad swoim życiem chociaż przez chwilę pokontemplować. Wprawdzie spotkanie to jest ukierunkowane na ludzi młodych, ale ks. Marcin zaprasza wszystkich, którzy mają w swoich sercach młodzieńczy entuzjazm.

– Na to spotkanie zapraszamy wszystkich. Niech to będzie czas młodych, którzy dzielą się wiarą. Jeśli zaś młodzi nie jesteśmy, to zapraszam na spotkanie mimo wszystko, aby zaczerpnąć od młodych radości z przeżywania wiary – podkreśla i zaprasza.

Tagi:
Spotkanie młodzieży

Pod sztandarem krzyża

2019-12-04 07:37

Renata Czerwińska
Edycja toruńska 49/2019, str. III

Renata Czerwińska
Młodzież z KSM-u wraz z opiekunami i bp. Józefem Szamockim

Nie próbujmy porównywać Chrystusa do ziemskich królów, nawet świętych – bo i tacy bywali. On jest Dobrym Pasterzem. Sam o sobie powiedział, że zna owce swoje i daje im życie. Został posłany przez Ojca, aby nikt nie zginął. Nie chce wojować, odbierać życia – przeciwnie, chce dawać nam jego pełnię – mówił bp Józef Szamocki 24 listopada podczas uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w toruńskiej katedrze Świętych Janów. Ten dzień to jednocześnie święto patronalne Akcji Katolickiej i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, toteż w świątyni zgromadzili się licznie przedstawiciele ruchów wraz z księżmi asystentami. W otoczeniu braci i sióstr do KSM-u została przyjęta nowa druhna Wiktoria Grotkowska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spowiedź jak to (nie)łatwo powiedzieć

2019-12-04 07:07

Ks. Krzysztof Podstawka
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 16-17

„Przynajmniej raz w roku spowiadać się” – przypomina nam jedno z przykazań kościelnych. Zasadniczo nie kwestionuje się potrzeby spowiedzi, czyli, jak precyzuje to Katechizm Kościoła Katolickiego – „poddania się miłosiernemu osądowi Boga” (n. 1470). W praktyce jednak różnie z tym bywa. Zdarza się, że spowiedź przysparza wielu trudności i rodzi liczne kontrowersje. Przyjrzyjmy się niektórym stereotypom myślenia o tym sakramencie

stock.adobe.com

„Nie chodzę do spowiedzi, bo nie mam grzechów. Nikogo nie zabiłem, nie okradłem, nie zdradzam żony/męża i co niedzielę chodzę do kościoła, to czym mam Panu Bogu głowę zawracać”...
Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, by Bóg mógł ulec stanowi „zawrotu głowy”. Komu jak komu, ale Bogu na pewno „nic, co ludzkie, nie jest obce”. Przytoczona powyżej wypowiedź, dosyć znamienna zresztą i wyrażająca dość rozpowszechniony pogląd, stanowi – moim zdaniem – bardziej próbę samousprawiedliwienia się niż świadectwo własnej moralności. Przede wszystkim dziękowałbym Bogu za to, że ustrzegł mnie przed popełnieniem rzeczy ohydnej. Z troską pochyliłbym się natomiast nad tym, co mogło umknąć refleksji nad moim własnym życiem. Zakładam, że każdy człowiek jest zdolny do takiej refleksji i z pewnością prowadzi ją ze sobą samym w formie jakiegoś wewnętrznego dialogu. Stanięcie w prawdzie o swoim życiu uświadamia nam, że nie taki święty i nie taki straszny jest człowiek, jakim go malują. „Święty Jan Apostoł przypomina nam: «Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy» (1 J 1, 8). Sam Pan nauczył nas modlić się: «Przebacz nam nasze grzechy» (Łk 11, 4), łącząc wybaczanie sobie nawzajem win z przebaczeniem grzechów, jakiego udzieli nam Bóg” (KKK 1425).

„W czasie Mszy św. jest spowiedź powszechna – po co jeszcze konfesjonał? Dla mnie to trauma, której unikam jak ognia”.
Rzeczywiście, spowiedź nie jest łatwym doświadczeniem. Nieprzygotowana i niedbale przeprowadzona może prowadzić do różnorodnych traum, które rodzą się w konsekwencji nierozwiązanych problemów. Akt pokuty na początku Mszy św., zwany spowiedzią powszechną, nie jest sakramentem pokuty ani spowiedzią w pełnym znaczeniu. Jest stanięciem przed Bogiem w postawie skruchy, żalu z pragnieniem zmiany życia. Oczyszcza nas z grzechów lekkich, zwanych powszednimi, i przysposabia do pełnego uczestnictwa w Uczcie eucharystycznej, czyli do przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej. Zbawcza moc Eucharystii odpuszcza nam grzechy powszednie, ale nie grzechy śmiertelne. Niech nas nie zwodzi przekonanie, że uczestnictwo w Eucharystii zwalnia nas z obowiązku pozbycia się swych grzechów.

„Przez gardło mi nie przejdzie mówienie w konfesjonale o sprawach seksu. Ja nawet z mężem/żoną o tym nie rozmawiam, a co dopiero z księdzem... Jak mam niby o tym mówić: ile razy, z kim...? Czy to takie ważne? Przecież Pan Bóg dobrze wie, że nabroiłem(łam). A ciekawości księdza nie będę zaspokajać. Nie mówię o tym przy spowiedzi”.
Czy życie byłoby łatwiejsze i szczęśliwsze bez szóstego przykazania? Wątpię. Skoro Bóg je ustanowił, to coś w tym jest. Zbyt wiele nieszczęść i ogromnych tragedii wynikło z niegodnego używania i nadużywania ludzkiej płciowości. Wydaje się, że zbyt mało rozmawiamy o seksie z tymi, z którymi powinniśmy o nim rozmawiać. Zwłaszcza z tymi, za których jesteśmy odpowiedzialni (narzeczeni, współmałżonkowie, własne dzieci). Co do ciekawości księdza, proszę wierzyć, że jego ewentualne pytania służą jedynie doprecyzowaniu natury problemu, a nie zaspokajaniu własnej ciekawości. Mają pomóc w dotarciu do przyczyn grzechu, a w konsekwencji – w znalezieniu rozwiązania. Zatajanie grzechów nie tylko czyni spowiedź nieważną, ale również szkodzi temu, kto się spowiada, pozostawia go w sytuacji „wyjściowej”. Stwarza ryzyko bagatelizowania problemu i prowadzi do utrwalenia go, co naraża człowieka (oraz inne osoby) na ogromne niebezpieczeństwo.

„Od dziecka spowiadam się z kłamania/oszukiwania/plotkowania/intrygowania i... stale to robię. Nie wierzę, że uda mi się przestać, bo już próbowałem(łam). Po co ciągle powtarzać to samo, skoro i tak wiadomo, że swojej natury nie zmienię”...
Teologia przypomina, że łaska Boża buduje na naturze. Aby w pełni doświadczyć Bożej obecności i działania Boga w swoim życiu, należy pracować nad własnym charakterem. Tymczasem dość rozpowszechniony jest dziś pogląd wyrażający się w stwierdzeniu: „Jakiego mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takiego mnie masz”. Sakrament pokuty pomaga w odkryciu swojej prawdziwej natury, czyli takiej, w jaką wyposażył nas Bóg. Istotną właściwością tej natury jest to, że jako ludzie jesteśmy, z natury właśnie, otwarci na Boga, na nieskończoność, wieczność, tajemnicę. Twierdzenie, że niemożliwe jest dokonanie zmiany w swoim życiu, świadczy o słabości wiary, nie tylko w Boga, ale również w swoje własne siły. Dla własnego dobra warto nad tą wiarą pracować, a spowiedź doskonale w tym pomaga. Każda praca, która ma przynieść spodziewany rezultat, wymaga nieustannej walki, wzlotów i upadków. Jedynie wtedy można się cieszyć z odniesionych sukcesów. To wszystko kształtuje charakter i zmienia krnąbrną ludzką naturę.

„Zadośćuczynienie? Czyli mam iść do szefa i mu powiedzieć, że od lat wynoszę z pracy różne rzeczy? Spalę się ze wstydu i dobrze będzie, jak mnie nie wyrzucą z pracy – więc na co to komu, jaka z tego korzyść? ”.
Faktycznie, zadośćuczynienie Bogu i człowiekowi, zwłaszcza temu, któremu wyrządziło się krzywdę, jest jednym z istotnych warunków sakramentu pokuty. Należy bezwzględnie naprawić to, co się „zepsuło” (względem rzeczy, osób, sytuacji). Sakrament ten nie ogranicza się jedynie do spowiedzi, czyli: ustnego wyznania grzechów uprawnionemu do ich wysłuchania kapłanowi i ewentualnego udzielenia przez niego rozgrzeszenia. Jest natomiast jednym z jego elementów, zwanych warunkami, czyli rachunku sumienia, żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy oraz zadośćuczynienia właśnie. „Spalenie się ze wstydu” może się stać początkiem zadośćuczynienia, przywrócenia zniszczonej przez zły postępek sprawiedliwości. Wyrzucenie z pracy staje się bardziej ryzykowne w sytuacji, gdy o „recydywnej” kradzieży szef dowie się np. od innej osoby. Przyznanie się do winy może natomiast zostać odebrane jako wyraz uczciwości, nawet jeśli cnota ta niekoniecznie cieszy się w naszych czasach popularnością. Moim zdaniem, ryzyko wyrzucenia z pracy w takim przypadku jest znacząco mniejsze niż w sytuacji przyłapania na gorącym uczynku. Jeśli jednak wskutek popełnionych kradzieży przyszłoby pożegnać się z pracą, to zgodnie z przysłowiem – lepiej zawczasu dmuchać na zimne albo wypić to, co się nawarzyło. Najlepiej zaś dążyć do tego, by w każdej sytuacji być przyzwoitym.

„Mam się przyznać, że naopowiadałam(łem) nieprawdy koledze o jego narzeczonej, a on się tak wkurzył, że ją zostawił? Stracę przyjaciela, a oni i tak już ze sobą nie będą”...
Chciałoby się powiedzieć, że trzeba było pomyśleć wcześniej o ewentualnych konsekwencjach niepotrzebnego użycia języka. Kłamstwo zawsze i w każdej sytuacji jest złe i rodzi kolejne zło. W przytoczonym przypadku mamy do czynienia z niewłaściwie uformowanym sumieniem albo tzw. sumieniem niedojrzałym. Oto ktoś nazywa swoim przyjacielem osobę, której wyrządza krzywdę, przyczyniając się do zniszczenia jej związku. Czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o przyjaźni? Co więcej, wypowiadający cytowane słowa występuje w roli wróżki, która dokładnie wie, jak potoczą się dalsze losy wspomnianej pary. Na postawione na początku pytanie odpowiem: Tak, trzeba się przyznać. Trzeba się przyznać nie tylko w konfesjonale, ale i wobec kolegi. Wyrządzona krzywda musi zostać naprawiona stosownie do miary wyrządzonego zła. Przyznanie się jest istotnym warunkiem takiego zadośćuczynienia. Jedynie na prawdzie można budować autentyczną przyjaźń. Przyjaźnie nieautentyczne nie istnieją.

„Proszę księdza, ja się nie chcę spowiadać, ale tam siedzi mój wnuczek i chcę mu pokazać, że też chodzę do spowiedzi. Mogę chwilę posiedzieć? ” (autentyczne zdarzenie).
Nie i jeszcze raz – nie! Tylko autentyzm rodzi naśladownictwo, które zaprowadzi do prawdy. Trzeba się wystrzegać wszelkich form kłamstwa czy udawania, zwłaszcza, a może przede wszystkim w tzw. dobrej wierze. Poza tym nie wolno symulować uczestnictwa w sakramentach. Zatroskanej o wiarę swojego wnuczka babci warto doradzić odbycie rozmowy, w której wyjaśniłaby dziecku, o co tak naprawdę chodzi w spowiedzi i czemu ona służy. Nic nie zastąpi rodzinnej katechezy i nikt nie jest bardziej odpowiedzialny za rozwój wiary dziecka niż jego najbliższe, rodzinne środowisko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Brat Marek z Taizé: Wątpliwości są znakiem, że nasza wiara jest żywa

2019-12-15 09:07

mp / Warszawa (KAI)

- Wątpliwości w wierze są zaproszeniem do szukania Boga oraz do dalszego rozwoju - odpowiedział brat Marek z Taizé wczoraj podczas spotkania u jezuitów w Warszawie. Prowadził je Piotr Żyłka, redaktor naczelny portalu Deon.pl. Było ono poświęcone promocji książki: „Bóg. Cisza. Prostota”, która jest wywiadem-rzeką z bratem Markiem, przeprowadzonym właśnie przez Piotra Żyłkę. Ukazała się ona w tych dniach nakładem Wydawnictwa WAM.

www.spotkaniegrebocin.pl

- Młodych ludzi w Kościele powinno się przede wszystkim słuchać – powiedział brat Marek pytany jaka jest tajemnica sprawiająca, że do Taizé, tej skromnej burgundzkiej wioski, przyjeżdżają od lat setki tysięcy młodych z całego świata. Przypomniał, że brat Roger (założyciel wspólnoty) uczył braci, że w kontakcie z młodymi ludźmi nie należy stawiać się w roli mistrzów mających gotową odpowiedź na każde pytanie. Twierdził, że bracia powinni być ludźmi, którzy będą cierpliwie i życzliwie wysłuchiwać wszystkich, a w pierwszym rzędzie tych, którzy mają wątpliwości w wierze.

Zdaniem brata Marka, wątpliwości w wierze to sprawa, której nie powinniśmy się obawiać. Oznaczają one, że żyjemy i że szukamy. - A jeśli jesteśmy ludźmi, którzy zmierzają do Boga, to jest o co pytać do końca życia - podkreślił. - Wątpliwości są więc znakiem, że nasza wiara jest żywa. Ostrzegł, że jeśli w wierze operować będziemy tylko pewnikami, to nikt taką wiarą nie będzie zainteresowany. Wątpliwości są bowiem zaproszeniem do szukania.

Spotkania z młodymi – przyznał brat Marek – są też przynagleniem do zmiany czegoś w dzisiejszym świecie, do budowania pojednania i budowania więzi zaufania. „Dla mnie spotykanie się z młodymi jest nieustannym obdarowaniem świeżością powołania” - skonstatował.

Brat Marek wyjaśnił, że współczesny człowiek, w tym wielu młodych, jest głęboko zranionych i obarczonych często poważnym cierpieniem duchowym. Musimy więc starać się coraz lepiej rozumieć to wewnętrzne cierpienie. A tym, co najbardziej pomaga ludziom cierpiącym jest wysłuchanie i zaufanie.

Brat Marek mówił wczoraj nie tylko o relacjach ekumenicznych, które są codziennością wspólnoty z Taizé, ale także o nowym wyzwaniu, jakim jest obecność muzułmanów. Zapytany o weekend przyjaźni chrześcijańsko-muzułmańskiej, jaki odbył się przed dwoma miesiącami w Taizé, powiedział, że bracia mają kontakt z muzułmanami już od dawna, gdyż ich fraternie istnieją w niektórych krajach muzułmańskich np. w Bangladeszu. Tam kontakt z muzułmanami jest codzienny.

- Ze strachów przed wyznawcami islamu już się uleczyliśmy, gdyż poznaliśmy, że muzułmanie są to często prości, zwyczajni i Boży ludzie, głęboko traktujący swą wiarę – oświadczył. Opowiedział, że bracia doznają tam bardzo wiele życzliwości. Ostrzegł przed tendencją do odgradzania się od muzułmanów – jaka często nas charakteryzuje - gdyż znacznie lepszym wyjściem jest zacząć się nawzajem poznawać, spotykać i rozmawiać. - A wtedy odkryjemy, że ten kto swe życie opiera na wierze, ten nie szuka wojny. Natomiast wojny szuka ten, kto wiarą manipuluje, ale dotyczyć to może zarówno muzułmanów jak i chrześcijan – wyjaśniał.

Na pytanie jak rozumieć prostotę w naszym życiu, brat Marek odpowiedział, że prostota nie oznacza ucieczki od nowych wynalazków technicznych ale jest poszukiwaniem tego, co naprawdę jest mi potrzebne. - Prostota nie jest to więc odrzucanie tego, co człowiek wynalazł, ale korzystanie w taki sposób aby to służyło innym - wyjaśnił. Dodał, że powinna temu towarzyszyć podstawa samoograniczenia, ale nie może być ona przeżywana w smutku lecz w radości.

Brat Marek opowiadał też o swojej drodze do Taizé. Kiedy był studentem ekonomii w Poznaniu w latach 60-tych ubiegłego wieku, wielką rolę w jego życiu odegrało duszpasterstwo akademickie. Przeżył tam szczególną fascynację rozwijającym się wówczas ruchem ekumenicznym. Swego rodzaju objawieniem dlań była książka „Taizé i Kościół jutra”, która zawierała też regułę wspólnoty z Taizé. Reguła ta stała się wyznacznikiem dalszych jego poszukiwań duchowych, do tego stopnia, że wraz z przyjaciółmi z duszpasterstwa chciał w Polsce założyć wspólnotę na niej opartą. W końcu – po spotkaniu z bratem Clementem, który przybył do Polski - udało mu się uzyskać zaproszenie do Taizé.

W 1972 r. po raz pierwszy mógł udać się do Taizé. A kiedy jechał tam po raz drugi w 1975 r., miał już wewnętrzne przekonanie, że chce wstąpić na stale do wspólnoty. Bracia zgodzili się na to, ale postanowił jeszcze wrócić do Polski, aby załatwić niezbędne formalności. Przez kolejne 3 lata nie dostawał paszportu. W końcu, w 1977 r. po długich perypetiach go otrzymał. Zaraz po przybyciu został przyjęty jako brat do wspólnoty. A w drugiej połowie lat 90-tych – za namową brata Rogera oraz ks. Stanisława Dziwisza, wówczas sekretarza Jana Pawła II – przyjął święcenia kapłańskie.

Przez wiele lat brat Marek zajmował się Polakami przyjeżdżającymi do Taizé i był jednym z głównych organizatorów Europejskich Spotkań Młodych. Obecnie opiekuje się uchodźcami i migrantami przyjętymi przez wspólnotę.

Spotkanie u oo. jezuitów było organizowane przez warszawskie środowisko związane ze wspólnotą Taizé. Przy jezuickim duszpasterstwie DĄB co środa odbywają się modlitwy w duchu Taizé, a w ostatnią środę miesiąca tego typu spotkanie modlitewne ma miejsce w kościele św. Marcina na Piwnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem