Reklama

Wiara w wielkim mieście

2019-06-12 09:02

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 16-17

Janusz Czyż
Sursum Corda – figura Chrystusa przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie

Pytanie, jak przekazać depozyt wiary, jest pewnie tak stare jak ludzkość i każde pokolenie musi na nie odpowiedzieć

W połowie lat 90. minionego wieku mój znajomy opuścił na stałe Warszawę i wraz z żoną oraz czwórką dorastających dzieci zamieszkał w okolicach Nowego Sącza. Jego motywacją było zapewnienie dzieciom takiego środowiska do wzrastania, w którym mniej będą narażone na zło niszczące proces kształtowania ich człowieczeństwa. Decyzja ta była wyjątkowa, nie słyszałem o innym podobnym przypadku. Wśród większości katolickich rodzin panował wówczas niewzruszony optymizm. Byliśmy przekonani, że bitwa o wiarę i świadomość młodego pokolenia Polaków jest w perspektywie naszego życia ostatecznie wygrana.

Pytanie, jak przekazać depozyt wiary, jest pewnie tak stare jak ludzkość i każde pokolenie musi na nie odpowiedzieć. Nasze dzieci miały możliwość słuchania Papieża Polaka, gdyż urodziły się przed tym pontyfikatem lub w jego pierwszych latach. Zabieraliśmy je na liturgie papieskie podczas kolejnych pielgrzymek. Zostały one nazwane pokoleniem JP2. Dziś wkraczają już powoli w drugą połowę swojego życia i same realizują zadanie przekazania następcom skarbu wiary – jeśli go zachowały i pragną nim obdarować kolejne pokolenia. „Musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali” – powiedział nam Jan Paweł II, ale z tym nie jest łatwo, gdyż zło bywa bardzo atrakcyjne, a nawet do czasu „fajne”.

Małe dzieci – mały kłopot, wielka radość

Jest sobotni lub niedzielny poranek. Do sypialni rodziców dochodzi z kuchni gwar śmiechów i przekomarzania dzieci. Przygotowują śniadanie. Wy nakryjecie do stołu, a ja usmażę jaja. Na jednej patelni będą równocześnie sadzone i jajecznica – to mistrzostwo świata. Najmłodsze z rodzeństwa pójdzie po mamę i tatę, najstarsze zaparzy kawę. Takie piękne chwile nie trwają jednak długo.

Reklama

Wpływ rodziców na swoje pociechy kończy się bardzo szybko, dużo wcześniej, niż zaczyna się choćby częściowa ich samodzielność. Dojrzałość biologiczna i niezależność materialna polskiej młodzieży coraz bardziej się od siebie oddalają. W Polsce różnica ta jest niepotrzebnie jeszcze bardziej pogłębiona przez późny wiek zdawania matury. W jakimś stopniu można było to uzasadniać wysokim bezrobociem istniejącym od transformacji ustrojowej do ostatnich lat. Szkoda, że przy ciągłej reformie edukacji zupełnie nie jest dyskutowany powrót do matury w wieku osiągnięcia pełnoletności.

Z sakramentami Pierwszej Komunii św. i bierzmowania w wielkomiejskich rodzinach katolickich zwykle nie ma problemu. Jednak młodzi ludzie nie do końca akceptują indeksy, pieczątki i podpisy, czyli to, że Kościół darzy ich zaufaniem popartym ciągłą kontrolą. Fala ofensywy ideologicznej zagraża dziś naszym szkołom, szczególnie tym w dużych miastach. Istnieją też różnice kulturowe w różnych regionach Polski, postępuje proces likwidacji gimnazjów. Może nadszedł czas, aby przemyśleć wiek i sposób przygotowania młodzieży do „sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej”, tak aby nie był on, jak mówią szydercy, „uroczystym opuszczeniem Kościoła w obecności biskupa” czy też by jego brak nie zniechęcał w przyszłości do liturgicznych zaślubin.

Smuga cienia

Zaczyna zwykle narastać już w starszych klasach szkoły średniej. Dziś rodzice o swoich dorastających dzieciach wiedzą mniej niż kiedykolwiek. Jeszcze przed kilkunastoma laty dobrym źródłem informacji był telefon domowy – nie jest to nawet kwestia podsłuchiwania, ale po prostu odebrane połączenie i chwila rozmowy z osobą po drugiej stronie linii. Obecnie istnieją chyba już dziesiątki sposobów porozumiewania się i dialogu bez potrzeby powiedzenia nawet jednego słowa. Dlatego też rodzice często jako ostatni dowiadują się o istniejącym lub planowanym mniej lub bardziej formalnym związku swoich dzieci. Zdarza się, że wybrankiem naszej pociechy i nadziei jest osoba pochodząca z domu, gdzie zwykle leży na stole jedno z pism, których tytułów przez szacunek do czytelników „Niedzieli” nawet nie będę tu wymieniał. Skutkiem związków nieformalnych, tych na próbę, „ad experimentum”, jest zwykle coraz późniejszy wiek urodzenia pierwszego dziecka i często też przekładanie jego chrztu na czas nieokreślony. Jeśli eksperyment kończy się wynikiem negatywnym, zawsze pozostawia ślady.

Ostatni wagon

Rusza, gdy dziecko jest w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Jeżeli rodzice nie zapewnią mu przez chrzest i domową lub szkolną katechezę włączenia we wspólnotę Kościoła, traci szansę na otrzymanie wiary jako dziedzictwa rodzinnego. Ubocznym skutkiem będzie również odcięcie dziecka od możliwości pełnego rozumienia na wskroś chrześcijańskiej polskiej kultury. Dla jego rodziców, jeśli byli ochrzczeni, oznacza to jego rzeczywistą apostazję. Często szafarz Komunii św. w domu pełnym ludzi pozostaje sam na sam z Panem Jezusem i starym chorym człowiekiem, gdyż nie ma chętnych do wspólnej modlitwy.

Wśród powodów zobojętnienia religijnego młodzieży często na pierwszym miejscu wymienia się przenikanie kultury zewnętrznej do katolickich rodzin. Jednak obecnie większość polskich rodzin jest już bardzo zróżnicowana religijnie. Atrakcyjny towarzysko wujek żeglarz czy narciarz, z którym wspólnie spędzamy wakacje, ma większy wpływ na nasze dzieci niż my. Jego obojętność i brak praktyk religijnych mogą po wspólnych wakacjach zostawić trudny do cofnięcia ślad. Po prostu dzieci przyjmą do wiadomości, że w niedzielę nie tak już koniecznie idziemy do kościoła.

Czasami tworzymy wokół siebie taką Bożą rodzinę zastępczą. Są to wspólnoty. Nierzadko taka droga pomaga naszym dzieciom w zachowaniu wiary. Znam wiele przykładów rodzin z pokolenia moich dzieci, w których zachowano mocną wiarę, mimo że mieszkają w Warszawie. Można je znaleźć w środowiskach Drogi Neokatechumenalnej, Opus Dei i innych. Wydaje mi się, że kluczem jest intensywne przeżywanie wiary w jedności przez rodziców. We wspólnocie zwykle też więcej mówimy o sobie niż w rodzinie. Jednak bardzo istotny jest wpływ rówieśników, z którymi codziennie przebywają nasze dorastające dzieci. Niestety, reguła jest taka, że im lepsza szkoła, wyższa w rankingach, tym mniej jest uczniów na lekcjach religii.

W ostatnich latach wystąpiły nowe zjawiska, których wcześniej nie było: internet i wielokanałowa telewizja. Telewizor można usunąć – komputera już nie, bo to tak, jakbyśmy zabronili dziecku czytać i pisać. Sieć to nic innego jak globalne drzewo wiadomości dobrego i złego z nieograniczonym dostępem.

Jezu, ufam Tobie

„Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam” (Łk 10, 13-14).

Doświadczyliśmy cudów – to Solidarność, bezkrwawa transformacja ustrojowa, dzieła Prymasa Tysiąclecia i Jana Pawła II. Czego chcieć więcej?

„Musimy być mocni mocą wiary” – powiedział nam święty polski Papież. Dziś można dodać, że jeśli nie będziemy mocni mocą wiary, to kościół Mariacki i klasztor jasnogórski spłoną nam niczym katedra Notre Dame w Paryżu – od profanacji ikony do spalenia świątyni nie jest już bardzo daleko.

Jezu, ufam Tobie. On nas nigdy nie zawiedzie i czeka na nawrócenie każdego z nas. „Sursum corda!” – W górę serca!

* * *

Wojciech Bobrowski
Mieszkaniec warszawskiego Ursynowa. Stały współpracownik „Niedzieli”.

Bp Kamiński: Doświadczenie choroby pozwala właściwie ustawić życiowe priorytety

2019-10-18 09:30

mag / Warszawa (KAI)

Doświadczenie choroby i cierpienie uczy człowieka pokory i pozwala właściwie ustawić życiowe priorytety - powiedział Przewodniczący Zespołu KEP ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, bp Romuald Kamiński. W wigilię wspomnienia św. Łukasza, patrona środowiska medycznego w bazylice katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika na stołecznej Pradze odbyło się doroczne spotkanie pracowników Służby Zdrowia. Zainaugurowała je uroczysta msza św., której przewodniczył biskup warszawsko-praski. Po liturgii w podziemiach świątyni odbyła się gala wręczenia medali i odznaczeń zasłużonym na polu posługi medycznej.

Artur Stelmasiak
Bp Romuald Kamiński

Chcieliśmy podziękować tym wszystkim, którzy na co dzień z całym oddaniem i zaangażowaniem służą pacjentom zarówno w wymiarze opieki lekarskiej, jak i pielęgniarskiej, czy w końcu jako wolontariusze poprzez swoja obecność, słowo oraz niesienie Najświętszego Sakramentu jak w przypadku nadzwyczajnych szafarzy komunii św. - powiedział Krajowy Duszpasterz Służby Zdrowia, ks. Arkadiusz Zawistowski.

W homilii bp Kamiński zachęcał do spojrzenia na chorobę i cierpienie w świetle wiary. Podkreślił, że zdrowie nie jest w życiu największą wartością, ale relacja z Bogiem i drugim człowiekiem. Przyznał, że trzeba czynić wszystko co jest możliwe by wesprzeć pacjenta, ale nie można nadmiernie obciążać się kiedy brakuje środków, wiedzy, czy postęp nauki okazują się nie wystarczające. - Są wartości wyższe. W tym wyścigu o zdrowie można coś ważnego przeoczyć, coś może nam umknąć i kosztem zdobytego dobrostanu fizycznego na innej płaszczyźnie naszego życia poniesiemy klęskę – ostrzegł duchowny.

Zachęcał, by w sytuacjach trudnych szukać mądrości i pomocy u Boga, który jest jedynym ratunkiem człowieka. - Nie potrzeba wiele trudu. Wystarczy delikatny poryw serca i wołanie do Chrystusa, a On przyjdzie ze swoją mocą i podniesie, umocni, da światło – przekonywał bp Kamiński nawiązując do spotkania Jezusa z uczniami zmierzającymi do Emaus.

Zwrócił uwagę, że niejednokrotnie doświadczenie choroby, które przyciska człowieka do ziemi jest dla niego czasem głębszej refleksji i przewartościowania własnego życia. - Jezus często poprzez trudne sytuacja doprowadza daną osobę do odzyskania wiary, nadając sens jej życiu, bądź pomnaża jej wiarę by wzrastała w świętości – powiedział biskup.

Jako przykład służby pacjentom wskazał postać miłosiernego Samarytanina z Ewangelii, który nie tylko zatrzymał się przy człowieku, ale również podjął konkretny wysiłek by przyjść mu z pomocą. – Trzeba mieć otwarte serce, by dostrzec cierpiącego, który potrzebuje naszej uwagi, towarzyszenia oraz wsparcia, które niekiedy będzie nas kosztowało czas i zaangażowanie – powiedział bp Kamiński.

Po liturgii w podziemiach katedry odbyła się uroczystość wręczenia medali i odznaczeń zasłużonym na polu posługi medycznej. Wśród nich znaleźli się między innymi: dr Hanna Sulikowska, dr Stanisław Nitek, dr Janusza Meder, dyr. Jarosław Chmielewski, Krystyna Starosta, Elżbieta Murawska, Iwona Stanis, Hanna Stanisławska, oraz s. Milena Kamieniecka.

Uroczystości uświetnił koncert muzyczny, który wykonał duet Beata i Jakub Paulscy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bracia 24h

2019-10-18 15:05

Marian Florek

Na pierwszy rzut oka trudno ich odróżnić od ojców zakonnych. Noszą takie same, przypisane dla danego zakonu, szaty. Na powitanie serwują szczery, serdeczny uśmiech; otwierają na oścież serca i ramiona. Chociaż nie są obiektem szczególnych zainteresowań mediów, to jednak na widok telewizyjnej kamery się nie peszą. Chętnie dzielą się myślami na temat swojego powołania.

Marian Florek

Przedstawiają proste, wiarygodne, czasami żarliwe świadectwo życia. Nic nie ujmując ojcom, zakonnym kapłanom, należy oddać braciom zakonnym to, co braterskie w ich powołaniu i posłudze i to, co ich odróżnia od innych profesji. Pytany o tę zauważalną przez postronnego obserwatora różnicę bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji ds. Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP, sięga do historii zakonów i przypomina, że pierwsi krzewiciele życia monastycznego byli tylko braćmi. Dalej zgodził się z opinią, że powołanie brackie ma swą specyfikę, obecną również w jakiś sposób w ojcowsko-kapłańskiej posłudze. „Tam gdzie nie dociera miłość Boga Ojca przez posługę kapłanów, tam my wchodzimy z darem pociechy, służby i dobrego słowa” powiedział br. Hieronim, duchacz. I rzeczywiście bracia chociaż nie mają przywileju przeistaczania w imieniu Chrystusa chleba i wina w Ciało i Krew Pańską to jednak swoją posługą i miłością potrafią przemieniać ludzkie cierpienia i łzy w sens, który nas wszystkich umacnia w cierpliwym znoszeniu przeciwności dnia codziennego.

Sami bracia, pytani o swoje powołanie, wskazują na tajemnicę. Trudno im tak po ludzku wytłumaczyć, dlaczego podjęli taki trud służenia Bogu i ludziom. I zgodnie, jak br. Serafin (bonifrater) i br. Dawid (redemptorysta), potwierdzają opinię, że nie ma kryzysu brackich powołań. Bóg stale powołuje, ale brak odwagi u młodych mężczyzn aby porzucić „oswojone życie”, i poddać się woli Pana Boga i zostać Jego bratem.

I właśnie pod hasłem „Być bratem Boga” w dniach od 17 do 18 października br. odbyła się 37. Pielgrzymka Braci Zakonnych na Jasną Górę. Rozpoczęła się od spotkania w Auli Jana Pawła II, w której grupa ok. 200 braci pod przewodnictwem braci redemptorystów odmówiła Jutrznię i wysłuchała słów umocnienia bp. Jacka Kicińskiego. Potem hierarcha w Kaplicy Matki Bożej odprawił dla brackich pielgrzymów Mszę św., na której wstępie wszystkich zebranych w imieniu Jasnej Góry powitał podprzeor o. Jan Poteralski.

Po obiedzie bracia zebrali się w bazylice jasnogórskiej i pod kierunkiem braci salwatorianów odmówili Koronkę do Miłosierdzia Bożego, a potem udali się na wały aby odprawić Drogę Krzyżową. Bracia z poszczególnych zgromadzeń nieśli krzyż w rytm rozważań przygotowanych przez braci chrystusowców.

Po zakończonej Drodze Krzyżowej w Domu Pielgrzyma odbyło się spotkanie przy kawie i ciastku.

W drugim i ostatnim dniu pielgrzymki harmonogram zajęć był podobny. Jutrzni przewodniczyli bracia michalici, a konferencyjny wykład zaprezentował ks. Dariusz Wilk, generał Zakonu Michalitów, który podczas odprawionej tradycyjnie w Kaplicy Matki Bożej Mszy św. - wygłosił również homilię

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem