Reklama

Podgrzewanie emocji

2019-06-12 09:02

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 38-39

nito – fotolia.com

O brutalizacji języka kampanii wyborczej z dr Karoliną Zioło-Pużuk rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – „To za mało! Za mało! Za mało!” – tym cytatem z wiersza Władysława Broniewskiego prezes PiS skwitował sukces obozu rządzącego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jarosław Kaczyński słowami poety domaga się większego poparcia w jesiennych wyborach parlamentarnych, poecie zaś chodziło o moc sprawczą poezji. Tymczasem polskie kampanie wyborcze nie mają w sobie nic z jakiejkolwiek poezji, nawet tej politycznie zaangażowanej...

DR KAROLINA ZIOŁO-PUŻUK: – To raczej brutalny mecz na słowa, który, jak wynika z zapewnień obu stron, dopiero się zaczyna, ale właściwie trwa już od jesieni ubiegłego roku, od wyborów samorządowych. A skończy się na przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Mamy i zapewne będziemy mieć do czynienia z dramatyczną eskalacją brutalizacji języka dyskusji politycznej, co może być naprawdę niebezpieczne. Za dużo emocji!

– Wielu komentatorów twierdzi, że ten sukces wyborczy nie jest wynikiem sprawnej – ani tym bardziej brutalnej – kampanii, lecz wyłącznie zasługą prospołecznej polityki rządu. Pani Doktor nie zgadza się z tą opinią. Dlaczego?

– Dlatego, że skoro obydwie strony mówią dziś o pewnym niedosycie, to pojawia się pytanie, jak uzyskać więcej. Wybory do PE pokazały nam właśnie, że dużą frekwencję można osiągać przez wzbudzanie negatywnych emocji, że raczej nie jest ona jakimkolwiek odbiciem poczucia „obywatelskości”. W takich warunkach decyzje wyborcze mogą być podejmowane w sposób irracjonalny i do końca nie wiadomo, jakie będą.

– Sugeruje Pani Doktor, że w jesiennych wyborach wszystko może się zdarzyć?

– Sądzę, że skoro politycy i PR-owcy, którzy obmyślają strategie kampanii, zobaczyli – oraz co znacznie ważniejsze: sprawdzili – że ten mechanizm wzajemnego straszenia się działa sprawnie, to teraz będą dokładali paliwa do tego pieca emocji. Można się obawiać, że cały mechanizm w końcu się przegrzeje. W większości przypadków rozgrzewanie emocji i granie na nich może mieć opłakane skutki, a politycy błędnie sądzą, że mogą je kontrolować. Niestety, dalsze ich rozgrzewanie widzimy już pierwszego dnia po wyborach.

– To nie zwykła radość z sukcesu, którym chełpią się nawet ci, którzy przegrali?

– Nie! Pojawiają się doniesienia na wyrost, np. że PiS „znokautował” Koalicję Europejską, co przecież nie jest prawdą, bo kilkuprocentowa przewaga to nie nokaut! Nokaut to cios ostateczny, po którym przeciwnik się nie podniesie, a przecież nie o to chodzi w polityce, by zniszczyć przeciwnika, ale by wygrać w sposób, który po wyborach pozwoli od czasu do czasu razem, wraz z opozycją, wypracować rozwiązania dobre dla Polski. Mówienie o nokaucie to wyklucza. Wolałabym, aby po obu spierających się stronach było mniej histerycznej euforii, a więcej wolnej przestrzeni do dyskusji o sprawach naprawdę ważnych. Tymczasem dochodzi do coraz większej wzajemnej dehumanizacji, nie tylko wśród polityków, ale także wśród ich elektoratów. Pojawiają się zapowiedzi „niszczenia”, „zajęcia się”, „rozprawienia się” i padają one ze strony zarówno zwycięzców, którzy chcą totalnego zwycięstwa, jak i przegranych, którzy pokazują, że mają siłę do walki i warto w nich inwestować głosy.

– Z czego bierze się ten obłęd, Pani Doktor?

– Między innymi z tymczasowości i krótkości przekazu (180-240 znaków Twittera) mediów społecznościowych; nie ma więc możliwości niuansowania treści przekazu, wytłumaczenia czegokolwiek; popularność zyskuje się zwięzłym, ale za to dosadnym przekazem. To psuje debatę, a właściwie ją uniemożliwia, lecz politycy chętnie z tej technicznej sposobności korzystają. Bo tą drogą najłatwiej się obraża, i to dosłownie, wszystkich, często z powodów całkowicie pozamerytorycznych, np. z powodu wieku, pochodzenia lub wyglądu. I tak, szczególnie dzięki emocjom kampanii wyborczej, wszyscy – nie tylko politycy – zapominamy o dobrym wychowaniu, dobrych obyczajach. Agresja wyraża się również w porzuceniu mówienia o swoich uczuciach, np.: „Takie zachowanie mnie obraża, czuję się z tego powodu źle”, i od razu sięganiu po kategoryczne stwierdzenia w stylu: „To atak na Polaków, na Polskę”.

– Niektórzy komentatorzy twierdzą, że gdyby TVP właściwie realizowała swą misję – choćby edukacyjną – to PiS miałby dziś dużo większe poparcie.

– Uproszczony i często niezdarny przekaz, zwielokrotnione do absurdu automatyczne powtórki, zbitki słowne – to wszystko może sprawiać wrażenie dość prymitywnej propagandy, która zawsze na dłuższą metę jest przeciwskuteczna i szkodliwa, choć, oczywiście, może dawać doraźne zwycięstwa za cenę psucia języka i debaty. Najgorsze jest to, że media publiczne w Polsce starają się być „lepsze” od komercyjnych. Tak było choćby z tematem pedofilii w Kościele. Gdy poruszony filmem braci Sekielskich Episkopat mówi o sprawie w sposób bardzo rzeczowy i stonowany, media publiczne – wtórując niektórym politykom – stają się „świętsze od papieża” i instrumentalizują temat, podobnie jak opozycyjne, tyle że z przeciwnych pozycji. Moim zdaniem, i jedna, i druga strona starały się w tej kampanii wykorzystać Kościół.

– Można chyba jednak przyznać, że wynik wyborów dowodzi, iż wszelka propaganda antykościelna nie ma szans powodzenia w Polsce.

– Myślę, że akurat to nie jest zasługą ani mediów, ani partii rządzącej, która obronę Kościoła ma na sztandarze. Zarówno reakcja Episkopatu Polski, jak i list biskupów czytany w niedzielę wyborczą pokazują wyraźnie, że Kościół w końcu chce i jest gotów sam rozmawiać na bolesny temat pedofilii. Obie strony sceny politycznej – po wyborach do PE widać wyraźnie, że polska scena polityczna ma tylko dwie strony – przynajmniej na razie, usiłowały temat pedofilii w Kościele wykorzystać dla doraźnych potrzeb kampanijnych. Pewnie dlatego list biskupów został odczytany właśnie w niedzielę wyborczą, aby pokazać, że nie można łatwo wpisać stanowiska Kościoła w narrację polityczną. Może nawet tym listem udało się Kościołowi „wyplątać” z bieżącej polityki.

– Skoro wybory do PE pokazały, że nawet najostrzejsza kampania wyborcza nie ma istotnego wpływu na wybory Polaków, że liczą się wyłącznie konkretne i spełniane propozycje ekonomiczno-gospodarcze, że wojna ideologiczna nie popłaca, to czego możemy się spodziewać w czekających nas wkrótce kampaniach wyborczych? Może wreszcie większego stonowania debaty?

– Kampania pokazała, że brutalne słowa umacniają elektorat, ale mają też moc mobilizowania i przeciągania na inną stronę. Eskalacja politycznych emocji w Polsce trwa już bardzo długo i nic nie wskazuje na to, by ta polityczna dehumanizacja, to wzajemne obrażanie się mogły się kiedyś skończyć. W ogóle nie mam na myśli zgody, bo wtedy nie byłyby potrzebne partie polityczne, wystarczyłaby jedna, a wiemy, że nie jest to model, do którego dążymy. Tłumacząc angielski zwrot: „Zgódźmy się, że się nie zgadzamy”, czyli nie prowadźmy dyskusji, aby zmusić drugą stronę do zmiany zdania, kapitulacji, lecz uznajmy, że inni mają swoje zdanie, a my swoje, gdyż dalsze prowadzenie zażartej dyskusji nie prowadzi do niczego konstruktywnego. Nie oznacza to akceptacji innych poglądów, ale zrozumienie, że po prostu są i, co najważniejsze, mogą istnieć. Uczestnicy debaty publicznej nie mogą przypominać trzylatka rzucającego się na podłogę z płaczem i wrzaskiem, bo kanapka została pokrojona w kwadraty, a nie w trójkąty. Trzylatek chce, aby cały świat działał pod jego dyktando, by wszyscy robili to samo, co on. A dojrzałość polega właśnie na rozumieniu swoich uczuć i emocji i akceptacji innych – nie zawsze zgody, ale tolerancji, nawet w jednym z jej pierwotnych znaczeń, czyli we wzajemnym znoszeniu się.

– Nie ma nadziei na przyzwoitą normalność demokracji, Pani Doktor?

– Jest, bo może się zdarzyć, że to sami wyborcy zechcą obniżenia emocji politycznych, dla własnego bezpieczeństwa, że kiedyś wreszcie zdecydowanie odrzucą tę wojenną retorykę polityków.

* * *

Dr Karolina Zioło-Pużuk
Adiunkt na Wydziale Nauk Humanistycznych UKSW

Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny

2017-11-21 07:52

malk/brewiarz.pl, katolik.pl, Adonai.pl/pch24

21 listopada w tradycji katolickiej przypada święto, na temat którego większość wiernych nie wie zbyt wiele. Inne święta i uroczystości związane z Matką Bożą są nawet przeciętnie zorientowanym dość dobrze znane – przeważnie wiemy bowiem, czym było Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny, Jej Wniebowzięcie, Niepokalane Poczęcie czy Zwiastowanie Pańskie, ale gdy słyszymy o ofiarowaniu, niejeden spośród wiernych ma problem ze zdefiniowaniem istoty tego święta. Przypomnijmy więc czym ono jest.

Wikimedia Commons
Prezentacja Marii w świątyni obraz Tycjana. By Titian [Public domain], via Wikimedia Commons

1. Czym było ofiarowanie w tradycji żydowskiej?

Zgodnie ze starotestamentowym zwyczajem Żydzi, zanim ich dziecko ukończyło piąty rok życia, zabierali swe dziecko do jerozolimskiej świątyni i oddawali kapłanowi, by ofiarował je Panu. Był to rytuał podobny w swej ziemskiej wymowie do ustawionego oczywiście później – już wśród chrześcijan – chrztu. Podobnie jak to przez wieki w późniejszej tradycji katolickiej, tak i wśród żydów niektóre matki, w związku ze szczególnymi dla siebie wydarzeniami, niektóre spośród swoich dzieci decydowały się, tuż po urodzeniu, oddać na służbę Bogu. To także odbywało się podczas obrzędu ofiarowania.

2. Dlaczego Maryja została ofiarowana Bogu?

Rodzice Najświętszej Maryi Panny, jak przekazuje nam Tradycja, przez wiele lat nie mogli mieć dzieci. Święta Anna, mimo tego nigdy nie utraciła wiary, że Bóg pobłogosławi ją potomstwem. Złożyła więc obietnicę, że jeśli urodzi dziecko, odda je na służbę Bogu. Jej modlitwy zostały wysłuchane – urodziła dziecko, córkę, której dała na imię Maria. Poświęciła więc na służbę Bogu swe jedyne, długo oczekiwane i wymodlone dziecko.

3. Kto ofiarował Maryję Bogu?

Święci Joachim i Anna, rodzice Maryi, udali się do świątyni, by ofiarować córkę Bogu prawdopodobnie gdy była w wieku około trzech lat. Kapłanem, który dokonał obrzędu był święty Zachariasz – ten sam, którego pamiętamy z Ewangelii głównie z roli ojca świętego Jana Chrzciciela. Według niektórych pism wczesnochrześcijańskich, Maryja mogła pozostawać w świątyni nawet przez kolejnych dwanaście lat.

4. Czym jest paralelizm świąt związanych z Maryją i Panem Jezusem?

O ustanowieniu kolejnego święta ku czci Najświętszej Maryi Panny zdecydowały nie tylko przekazy pisemne wynikające wprost z Tradycji, ale i inny owej Tradycji kontekst. Wśród katolików istnieje bowiem bardzo silny kult Maryi, przez niektórych nazywana jest nawet Współodkupicielką. Nie może więc dziwić, że skoro obchodzimy uroczyście Poczęcie Jezusa (25 III) i Poczęcie Maryi (8 XII), Narodzenie Jezusa (25 XII) i Narodzenie Maryi (8 IX), Wniebowstąpienie Jezusa i Wniebowzięcie Maryi (15 VIII), katolicy chcieli obchodzić także obok święta ofiarowania Chrystusa (2 II) także święto ofiarowania Jego Matki.

5. Kto szczególnie świętuje w dniu wspomnienia Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny?

W Kościele katolickim wspomnienie Ofiarowania NMP jest świętem patronalnym Sióstr Prezentek, a także dniem szczególnej pamięci o mniszkach klauzurowych. Przypominał o tym między innymi święty Jan Paweł II pisząc z okazji tego święta: „Maryja jawi się nam w tym dniu jako świątynia, w której Bóg złożył swoje zbawienie, i jako służebnica bez reszty oddana swemu Panu. Z okazji tego święta społeczność Kościoła na całym świecie pamięta o mniszkach klauzurowych, które wybrały życie całkowicie skupione na kontemplacji i utrzymują się z tego, czego dostarczy im Opatrzność, posługująca się hojnością wiernych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wenezuela: powołano wiceprezydenta ds. religii i wyznań

2019-11-21 13:44

jzd (KAI Caracas) / Caracas

José Gregorio Vielma Mora, znany działacz państwowy i partyjny w rządach Hugo Chaveza i Nicolasa Maduro stanął na czele Wiceprezydencji ds. Religii i Wyznań – nowego urzędu w gabinecie wenezuelskim. Ogłosił to publicznie na konferencji prasowej w Caracas 20 listopada pierwszy sekretarz Socjalistycznej Zjednoczonej Partii Wenezueli (PSUV) Diosdado Cabello.

Don-Perucho-Foter-CC-BY

Decyzję o utworzeniu nowego resortu podjęto na posiedzeniu Komitetu Centralnego PSUV. Uzasadniając ją D. Cabello powiedział: „Tak jak mamy ministerstwa, które zajmują się edukacją, kulturą, młodzieżą, tak samo będziemy mieli teraz wiceprezydenta, który będzie zajmował się religią i wyznaniami". Zwrócił uwagę, że rząd wraz z Kościołami katolickim i ewangelickim remontuje obecnie wiele świątyń w kraju. "Pracujemy dla dobra Wenezueli” – podkreślił I sekretarz partii.

Przy okazji pozdrowił on wiernych ze stanu Zulia na północnym wschodzie Wenezueli, w którym od ponad tygodnia odbywają się uroczystości związane z patronką tego regionu – Matką Boską, zwanej "La Chinita".

Dotychczas sprawami wyznań i kultów zajmował się specjalny wydział w Ministerstwie Władzy Ludowej, Spraw Wewnętrznych, Sprawiedliwości i Pokoju.

W Wenezueli istnieje rozdział Kościołów i religii od państwa oraz wolność wyznań. Ponad 90 proc. tamtejszego społeczeństwa wyznaje katolicyzm. Kościół w tym kraju dzieli się na 9 metropolii (prowincji), w których skład wchodzi tyleż archidiecezji i 23 diecezje. Istnieją ponadto 3 wikariaty apostolskie i ordynariat polowy, podlegające bezpośrednio Stolicy Apostolskiej oraz dwa egzarchaty apostolskie katolickich Kościołów wschodnich: melchickiego i syryjskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem