Reklama

Niedziela Kielecka

Kapłaństwo sześćdziesięcioletnie

Ks. kan. Wiktor Zapart 60 aktywnych, ciekawych, niewolnych od trudów i wyrzeczeń lat przeżył w kapłaństwie. Czasy, warunki, okoliczności – to wszystko się zmieniało, i to jak bardzo. Nie zmieniła się tylko misja – głoszenie Ewangelii wszędzie tam, gdzie jest się posłanym

Niedziela kielecka 24/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

kapłaństwo

TD

Ks. kan. Wiktor Zapart

Trzeba troszkę dźwigać ten swój krzyż, a często jest to krzyż niezrozumienia, trzeba być zawsze na niego gotowym i nie marudzić, nie narzekać, nie liczyć na łatwy chleb – mówi kapłan, dzisiaj mieszkaniec Domu Księży Emerytów, ale bardzo aktywny; wciąż gdzieś pomagający w parafiach, poruszający się własnym samochodem, posługujący się komputerem.

Furmanką do I Komunii św.

Wiktor Zapart przyszedł na świat 22 maja 1935 r. w miejscowości Brynica Sucha, parafia Cierno, gmina Jędrzejów (dzisiaj to parafia Skroniów). Do kościoła było 7 km, rodzice prowadzali tam dzieci i sami chodzili „na ile mogli”; owszem, przyszły kapłan odebrał dobre rodzinne wychowanie religijne, ale nie przypomina sobie jakiejś szczególnej gorliwości, choć tak – mama dużo się modliła. I wspólne majówki pod krzyżem, niezapomniane. Warunki także nie pozwalały na bycie ministrantem, kiedy to często – co poświadczają świadectwa księży, rodzi się powołanie. Jeśli myślał o kapłaństwie, to jeszcze na pewno nie wtedy. Było ich czworo rodzeństwa, on najstarszy (jedna z sióstr w dzieciństwie zmarła), rodzice mieli kilkuhektarowe gospodarstwo, co klasyfikowało rodzinę do tzw. klasy kułackiej i utrudniało dostanie się do niektórych wymarzonych szkół.

Ale najpierw, jak u każdego, była to szkoła podstawowa w Warzynie, 3 km na piechotę, codziennie. – Warunki, no cóż, były trudne, szczególnie w okupację. Pamiętam zimowe drewniaki, spód był z drewna, cholewki zrobione z czego się dało, w lecie – boso – wspomina dzieciństwo ks. Zapart. Do I Komunii św. przystąpił w 1944 r., przygotowywali ich, łącznie 2-3 liczne roczniki, dwaj księża wysiedleni z Poznania, ks. Len i ks. Ruchaj.

Reklama

Zbliżał się front, podczas uroczystości w kościele słychać było armaty. – Furmanką jechaliśmy, a że padało, przykryli mnie jakimś kocykiem. Po powrocie do domu przebrałem się, dostałem do ręki łańcuch i hajda pasać krowy, bo potrzeba było mleka… – opowiada kapłan. Tata spędzał całe dnie na budowie lotniska niemieckiego w Warzynie. Cała rodzina mieszkała w jednej izbie, w ciągłym poczuciu strachu (najbardziej przed Ukraińcami), może dlatego siostra poparzyła się, w tej ciasnocie?

To nadal tajemnica

W 1947 r. Wiktor Zapart przystąpił do sakramentu bierzmowania, którego udzielał bp Franciszek Sonik. Były to czasy powojennego chaosu i zaginionych dokumentów. Bierzmowanych był tłum, a świadek jeden dla chłopców, jeden dla dziewcząt. Czy już wtedy myślał o kapłaństwie? – Skąd, księdza widziałem tylko przy ołtarzu – mówi. Kolejny etap to liceum w Wodzisławiu, od X klasy – LO w Jędrzejowie; w tamtym okresie ks. Alfons Wileński stał się zapewne tą postacią w sutannie, która zrodziła pierwsze nieśmiałe myśli o kapłaństwie. I choć wtedy złożył podanie do Niższego Seminarium Duchownego, jednak maturę zdał w Jędrzejowie. – Do Wyższego Seminarium Duchownego przyjmował mnie ks. inf. Zygmunt Pilch i tak skomentował mój ubogi życiorys: „Laboga, nie wysiliłeś się”. Ale o czym tu było pisać? – wspomina dzisiaj ks. Zapart. Jestem księdzem już 60 lat, Pan mnie powołał, ale dlaczego, to nadal dla mnie wielka tajemnica – dodaje.

W seminarium studiował (ku zdumieniu wielu osób) w latach 1953-59. Łatwo nie było, po łacinie nie umiał ani słowa. Na pierwszym roku było ich 40, ale „część się wykruszyła”, ostatecznie wyświęcono 25, żyje ich siedmiu.

Reklama

Niezapomnianą formację duchową wobec kleryków stosował ks. Wojciech Piwowarczyk, dzisiaj Sługa Boży. Przystępny, ludzki, nigdy nie krzyknął, „co tam synku zbroiliście”, zwykł mawiać. Na VI roku ks. Edward Chat – imponował pobożnością, spokojem. – Był moim wzorem i spowiednikiem, tak jak ks. Zygmunt Pilch, czy ks. Jan Mucha, późniejszy proboszcz na Baranówku. – Śpiewu uczył nas Jerzy Rosiński – lubiłem te zajęcia, z kolei łacinę wykładała bardzo wymagająca prof. Straszowa. Dużo tych teksów łacińskich trzeba było czytać, np. z teologii moralnej, dogmatycznej. Czasami klerycy szli na stadion (parami! ) aby pograć w piłkę nożną, a spróbowaliby zdjąć sutanny (raz dostali za to potężną reprymendę od ks. rektora Sobalkowskiego). Do zajęć fizycznych była sala gimnastyczna, a kleryk Zapart przez dwa lata opiekował się także kaplicą w starym budynku.

Wikariaty bez toalet? A jednak

Święcenia rocznik ks. Wiktora przyjmował przez posługę bp. Czesława Kaczmarka, ale w dwóch świątyniach: w Miechowie i kieleckiej katedrze, bo takie było życzenia Pasterza, by być bliżej diecezji.

Ks. Zapart otrzymał święcenia prezbiteratu 31 maja 1959 r. i dotąd na wspomnienie leżenia krzyżem, wilgotnieją mu oczy. Potem było śniadanie na plebanii, i tyle, jeśli chodzi o zewnętrzną oprawę uroczystości. – Samo ogromne przeżycie, świadomość wybrania i oddania się Bogu w całości, są pewnie dzisiaj podobne – zastanawia się kapłan.

Rozpoczęła się ciężka praca wikariuszowska, w trudnych warunkach, z ogromnym wysiłkiem katechezy, bez środków lokomocji, lata 1959-71.

Strożyska (brak światła, wieczory przy lampie naftowej, nie ma bieżącej wody, ponad 30 godzin lekcji); Bolesław k. Olkusza, gdzie rozłam wprowadzili narodowcy (zamiast łazienki miednica, ale jest już motocykl!), Goleniowy (trzy punkty katechetyczne, nadal bez sanitariatów); Pińczów (też trzy punkty, trochę lepsze warunki); św. Józef Robotnik w Kielcach, wreszcie kielecki Baranówek – do 1971.

– W tamtym okresie bardzo dużo uczyłem, były to liczne grupy i przeróżne szkoły, nawet specjalne, ale nigdy nie doznałem przykrości od ludzi – opowiada.

Czasy budowy

– Zostałem skierowany do tworzenia parafii NMP Matki Kościoła w podkieleckiej Dąbrowie. Zamieszkałem przy rodzinie z czwórką małych dzieci, a była to rodzina wspaniała, z którą do dzisiaj utrzymuję kontakt – mówi ks. Zapart. Okoliczności dla budowy kościoła były trudne, z nieprzychylnością władz i szykanami ze strony UB, z czym świetnie radził sobie np. bp Jaroszewicz. – Choć cisnęliśmy się w kaplicy, która mierzyła może ze 40 m (wchodziło 200 ludzi) albo pod plandeką, były to dla mnie wspaniałe czasy, ludzie chcieli mieć swój kościół, garnęli się do pomagania, wzrastała gorliwość religijna – na 2000 wiernych rozdaliśmy 44 tysiące komunii św. w jednym roku – opowiada ks. Zapart, wspominając także misje pallotyńskie czy peregrynację Obrazu MB Jasnogórskiej.

W 1976 r. zostaje mianowany proboszczem w Tumlinie, w par. św. Stanisława BiM i MB Śnieżnej. Pamięta prace remontowe przy kościele, budowę kaplicy w Kołomanii, inicjatywy duszpasterskie, które skutkowały wzrastającą gorliwością wiernych – 56 tys. komunii na ok. 3 tys. ludzi, jak cytuje z pamięci. W 1982 r. ks. Zapart został proboszczem w Chęcinach, ale zdrowie zaczęło mu poważnie podupadać, szczególnie nerki, jak przypuszcza – efekt tułaczych lat wikariuszowskich, lat spędzanych w zimnych kościołach i konfesjonałach. 4 lata w Chęcinach to także kościoły dojazdowe w Radkowicach i Woli Murowanej, no i pamiątka szczególna – praca magisterska poświęcona Chęcinom właśnie. Potem Suków – i to przeniesienie nazywa trafieniem z deszczu pod rynnę, bo kościół był równie zimny, zawartość kielicha zamarzała podczas Mszy św.; kapłan nie uniknął kilku poważnych operacji. – Głosiłem też wtedy dużo rekolekcji, misji – wspomina.

22 lata w Gołczy

Proboszczem w Gołczy w dekanacie miechowskim był do emerytury. Wprowadził kult MB Nieustającej Pomocy, Dzieciątka Jezus, nabożeństwa fatimskie. Regularnie do kościoła chodziło 60%, ok 20% – „często, ale nie zawsze”. Proboszcz prowadził bieżące remonty w kościele i na cmentarzu parafialnym, budował nową plebanię i małą kaplicę w Wielkanocy – w sumie daje to pokaźną listę prac prowadzonych równolegle z posługą duszpasterską. Ciepło wspomina odpusty, procesje Bożego Ciała, święta. Od czasu do czasu musiał się „podreperować w szpitalu” („cztery szpitale krakowskie zaliczyłem”) i to w Gołczy świętował bardzo uroczyście jubileusz 50-lecia kapłaństwa. Jest Honorowym Obywatelem Gołczy, otrzymał także złotą odznakę od OSP, a jubileusz dokumentują liczne pamiątki, albumy, statuetki.

– Jak przyglądam się tym minionym latom, to myślę, że starałem się pracować, na ile zdolności i siły pozwalały. Chyba dobrze mi szło prowadzenie chóru (w Strożyskach, na Baranówku), lubiłem też zajmować się ministrantami – opowiada. – Za pracę magisterską wziąłem się dość późno, na wikariacie na Baranówku – wspomina kapłan. Studiował na KUL w l. 1970-72, ale pracę magisterską pt. „Kościół parafialny w Chęcinach od XIII wieku do 1815 roku”, napisaną pod kierunkiem ks. prof. dr. hab. Anzelma Weissa obronił w 2006 r.

Czas emerycki

– Emerytura ani starość nie mogą być zaskoczeniem, bo to naturalny etap, do którego dobrze się przygotowałem – śmieje się ks. Wiktor Zapart. Na emeryturze jest od sierpnia 2010 r. W każdą niedzielę wyjeżdża swoim samochodem, aby pomagać w parafiach – ostatnio jest to parafia Chrystusa Króla na Baranówku (gdzie jeszcze jako wikariusz prowadził lekcje religii nad zakrystią), gdzie jest lubiany i ceniony za – no właśnie, za uśmiech, prostotę, postawę kapłańską. Ksiądz-emeryt dojeżdżał m.in. do Łosienia, Dąbrowy, Jaworzni i do wielu innych. Przestrzega codziennych ok. 2 km spacerów. Czyta, korzystając często z pomocy komputera – Pismo Święte, Kossak-Szczucką, Słowackiego, Mickiewicza.

Swoim samochodem był w Austrii, we Włoszech, pielgrzymował do Ziemi Świętej, Fatimy. Szczególne nabożeństwo żywi do MB Nieustającej Pomocy i do św. Józefa, codziennie odmawia cztery części różańca.

Co mógłby powiedzieć dzisiaj młodym kapłanom? – Starajcie się utrzymać dystans, poważnie traktujcie wiernych i swoje obowiązki, bo praca uszlachetnia. Nie ustawajcie w modlitwie, módlcie się nieustanie, także pracą.

Za 60 lat kapłaństwa ks. Wiktor Zapart wraz innymi księżmi dziękował w Częstochowie 23 maja br., a 29 maja w Domu Księży Emerytów Mszy św. w intencji jubilatów przewodniczył bp Jan Piotrowski.

2019-06-12 09:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymas Polski do kapłanów o namaszczeniu współodpowiedzialności

[ TEMATY ]

kapłaństwo

Msza Krzyżma

KEP

„Nie otrzymaliśmy kapłańskiego namaszczenia dla samych siebie. Nie otrzymaliśmy go z powodu samych siebie, aby zatrzymać je w sobie. Mamy nim służyć innym” – mówił abp Wojciech Polak podczas Mszy św. krzyżma, której przewodniczył w czwartek 25 czerwca w katedrze gnieźnieńskiej.

Liturgia z poświęceniem olejów przełożona została z Wielkiego Czwartku, kiedy nie odbyła się z powodu rygorystycznych obostrzeń w związku z pandemią koronawirusa. Nawiązując do tego trudnego czasu abp Wojciech Polak najpierw podziękował kapłanom za ich pamięć, modlitwę i kapłańskie świadectwo.

„Jestem naprawdę Panu Bogu wdzięczny za Was, Drodzy Bracia, za to że pomimo różnych trudności jesteście wiernymi pasterzami owczarni, z którą cierpicie, którą pocieszacie i której naprawdę służycie” – podkreślił.

„Wiem, że nam wszystkim udzielała się i wciąż udziela atmosfera tych trudnych dni. Wiem, że musimy odbudować w sobie ufność i nadzieję. Wiem też, że jesteśmy dziś razem, tutaj, w naszym Wieczerniku, nie tylko po to, aby poświęcić nowe oleje, ale nade wszystko po to, aby jeszcze raz zawierzyć Jezusowi, aby w Nim znaleźć umocnienie i siłę, aby od Niego zaczerpnąć ducha na dalszą drogę” – mówił Prymas.

Przypominając dalej o istocie kapłańskiej posługi metropolita gnieźnieński podkreślił, że kapłańskiego namaszczenia nie otrzymuje się dla siebie i z powodu samych siebie, aby je w sobie zatrzymać. Otrzymuje się je, aby służyć i dawać innym, bo – jak powtórzył za papieżem Franciszkiem – „właściwością Ducha Świętego jest odwodzenie nas od skupienia się na naszym JA, aby nas otworzyć na MY”.

„Nie my jesteśmy w centrum, lecz jesteśmy narzędziem łaski dla innych” – dopowiedział za papieżem abp Polak przywołując dalej słowa kard. Stefana Wyszyńskiego, jakie w tym samym duchu, przeszło 70 lat temu, na początku swojej prymasowskiej posługi, Prymas Tysiąclecia skierował w swoim pierwszym liście do kapłanów. Słowa te – jak stwierdził abp Polak – nic nie straciły na aktualności.

„Całe nasze życie, w intencjach, czynach i celach, ma tchnąć nadprzyrodzonością” – cytował abp Polak powtarzając za poprzednikiem, że choć nie jest łatwo wznieść się ponad doczesne ludzkie sprawy, to jednak kapłańskim zadaniem jest uczyć, jak te doczesne sprawy po Bożemu prowadzić.

„Nie wolno wam – powtórzył za kard. Wyszyńskim Prymas – opuścić ludzi w ich walce o chleb, o sprawiedliwość, ale w ten ludzki wysiłek wprowadzać Bożą myśl, Bożą sprawiedliwość i wskazywać ostateczny Boży cel skłóconemu światu (…)”.

„Za jedną cenę tego dokonamy – stwierdził we wspomnianym liście kard. Wyszyński – gdy rozjaśnieje w nas moc życia nadprzyrodzonego, gdy przestaniemy być martwymi pozycjami, ludźmi ujętymi w kleszcze bezduszności, bez zapału i ognia Bożego. Żyjmy łaską Bożą, a odnowimy oblicze ziemi. To ona bowiem, to Chrystus wlewa w nas nowy zapał apostolski. Znikną wtedy spośród nas ci ludzie bez wyrazu, bez zapału, dziwnie obojętni na każdy poryw gorliwości i dobrego przykładu, zlaicyzowani w swym anemicznym życiu wewnętrznym, niemalże niemrawi w świątyni, choć tak sprytni i ruchliwi na ulicy i w towarzystwie” – powtórzył za Prymasem Tysiąclecia abp Polak.

Przywołał też wskazania i zachęty, jakie we wspomnianym liście kard. Wyszyński dał kapłanom. Jest wśród nich także wezwanie, aby nie narzekać na ciężkie czasy, ale dziękować Bogu za wielkie zaufanie nam okazywane.

„Jest też zachęta – mówił abp Polak – aby nikogo nie odpychać, ale wychodzić ludziom na spotkanie. Jest prośba, jakże wciąż aktualna i prawdziwie ponadczasowa, abyśmy, kochani Bracia, modlili się często za siebie. Nie żałujcie sobie modlitwy!” – prosił słowami kard. Wyszyńskiego abp Polak prosząc także o modlitwę za siebie i zachęcając kapłanów, by list Prymas Tysiąclecia jeszcze raz przemedytowali jako kapłańskie przygotowanie do jego beatyfikacji.

W czasie Mszy św. kapłani odnowili przyrzeczenia kapłańskie, a Prymas Polski konsekrował krzyżmo i pobłogosławił oleje chorych i katechumentów.

Razem z metropolitą gnieźnieńskim Mszę św. celebrowali: biskup pomocniczy gnieźnieński Krzysztof Wętkowski, abp senior Henryk Muszyński, kanonicy Kapituły Prymasowskiej oraz przybyli do Gniezna kapłani. Obecna była także wspólnota seminaryjna.

Na zakończenie Mszy św. Prymas Polski złożył życzenia kapłanom obchodzącym jubileusze, a tym, którzy rozpoczynają posługę w nowej placówce podziękował za przyjęcie posłania. Prosił też o modlitwę w intencji nowych, tak potrzebnych, powołań kapłańskich.

CZYTAJ DALEJ

Orzech pozdrawia pielgrzymów 40. PPW

2020-08-06 11:15

Agnieszka Bugała/Niedziela

Specjalne pozdrowienia dla pielgrzymów przekazał ks. Stanisław „Orzech” Orzechowski. Po raz pierwszy w historii uczestniczy jako pielgrzym duchowy w Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej na Jasną Górę.

- Tym razem nogi odmówiły mi posłuszeństwa, ale jestem duchowo ze wszystkimi pielgrzymami. Czuję doskonale łączącą nas więź. Teraz wiem, jak czas pielgrzymkowy przeżywają uczestnicy duchowi. Byłem od początku tworzenia się wrocławskiej pielgrzymki, jestem i dalej będę tu z Wami – mówił Orzech w rozmowie z dziennikarzem Niedzieli.

Odwiedziliśmy dzisiaj specjalnie ks. Orzechowskiego, żeby pokazać mu materiał filmowy, który udało nam się zebrać do tej pory z trasy pielgrzymki. Orzech obejrzał wywiad z bp Jackiem Kicińskim, „belgijkę” oraz świadectwa pielgrzymów. Bardzo współczuł tym, którzy zmokli na trasie i widać było ten błysk w oku, kiedy rozmawialiśmy o różnych etapach wędrówki.

Wspominał też jak uczył się organizacji pielgrzymki na przykładzie Warszawy, jak miał okazję się spotkać i porozmawiać z bł. ks. Jerzym Popiełuszko podczas pielgrzymki ludzi pracy. Dzisiejsze spotkanie było dobrą okazją, żeby nagrać specjalne pozdrowienia dla wszystkich pielgrzymów 40. PPW na Jasną Górę. Zobaczcie:

CZYTAJ DALEJ

Święty Antoni nauczycielem bliskości z Chrystusem

2020-08-09 22:39

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

– Niech wierni przybywający do sanktuarium doświadczają przemożnego wstawiennictwa św. Antoniego, doznają pociechy w strapieniach i umocnienia w radościach – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, ogłaszając kościół pw. św. Antoniego z Padwy w Zakopanem archidiecezjalnym sanktuarium.

W homilii arcybiskup nawiązał do fragmentu Ewangelii opisującego Jezusa kroczącego po wodach wzburzonego jeziora. – To zdarzenie ma charakter symboliczny. Pan Jezus szedł przez ziemię dobrze czyniąc, głosząc Bożą prawdę, wypędzając złe duchy i uzdrawiając – zaznaczył i dodał, że każdy uczeń Chrystusa, pomimo słabości i upadków, musi naśladować swojego Mistrza. Metropolita przypomniał, że po kilku latach, nad tym samym jeziorem, św. Piotr wyznał Chrystusowi miłość, którą ostatecznie potwierdził apostolską działalnością.

– Historie ludzi, którzy idą za Chrystusem na przekór temu światu, odkrywamy w życiu wielu świętych, także u św. Antoniego Padewskiego – podkreślił. – Św. Antoni szedł za Chrystusem zatroskany o to, by mógł coraz bardziej Go poznawać, kochać i skuteczniej głosić Ewangelię całemu ówczesnemu światu (…). Św. Franciszek i inni współbracia byli uderzeni mocą, z jaką św. Antoni głosił Boże prawdy, jego mądrością, wspaniałym głosem i pięknym słowem (…). Słuchały go tłumy, nauczał na placach miast – mówił arcybiskup i zwrócił uwagę na dwa niezwykłe wydarzenia z biografii świętego. Pierwsze z nich miało miejsce w Rimini, którego mieszkańcy wzgardzili przekazywaną im przez Antoniego prawdą Ewangelii. W odpowiedzi na ich zachowanie święty wygłosił kazanie do ryb. Drugie zdarzenie dotyczyło wygłodniałego muła, który przed spożyciem posiłku, ukląkł przed Najświętszym Sakramentem. – Inna piękna legenda mówi, że św. Antoniemu ukazało się Dzieciątko Jezus i go pocałowało. Trudno wyobrazić sobie coś piękniejszego i bardziej wzruszającego niż to, że Chrystus przychodzi pocałować kogoś, wyrażając swoją miłość i wdzięczność za wierność – kontynuował metropolita i wyjaśnił, że w ikonografii święty Antoni przedstawiany jest z małym Chrystusem w objęciach.

– Św. Antoni patronuje wszystkim stanom, trudnym sprawom i wielu zawodom. Dlaczego tak jest? – pytał arcybiskup. – Św. Antoni uczy, by być blisko z Chrystusem, iść przez świat z prawdą, która zwycięża i nie bać się dziejowych burz. Jest dla nas wzorem nieugiętej wiary i miłości, z jaką trzeba wychodzić do każdego człowieka, by w imię Chrystusa mówić: „Bóg cię kocha. Zależy Mu na twoim zbawieniu. Nawróć się, zmień swoje życie”. W świetle ostatnich wydarzeń targających naszą Ojczyznę, widzimy, że postawa, jakiej uczy nas św. Antoni, jest nam niezwykle potrzebna. Mamy nie lękać się Chrystusowej Ewangelii, z radością i miłością głosić ją światu, nie tracąc nadziei, że ci, którzy są daleko i z wrogością odnoszą się do symboli chrześcijańskiej wiary, powiedzą kiedyś na wzór św. Piotra: „Panie, ratuj mnie” – mówił metropolita. – Niech ta świątynia, ogłoszona jako sanktuarium św. Antoniego, promieniuje dobrocią Bożą, głęboką ludzką wiarą i radością tych, którzy dzięki św. Antoniemu doświadczą jak dobry i słodki jest nasz Pan – zakończył.

Prośbę o erygowanie zakopiańskiego sanktuarium skierował do metropolity krakowskiego proboszcz parafii i przełożony klasztoru OO. Bernardynów, o. Antoni Kluska, który dostrzegł wzrastające zainteresowanie wiernych postacią św. Antoniego z Padwy. – Jest to wielki i ważny święty na dzisiejsze czasy, kiedy tak wielu ludzi pogubiło się we współczesnym świecie – mówił.

Początki działalności bernardynów pod Tatrami sięgają 1902 roku. Zakupiono wówczas dla chorych zakonników dom wypoczynkowy, gdzie znajdowała się niewielka kaplica zakonna św. Antoniego z Padwy. Od sierpnia 1939 r. dom był zamieszkały na stałe. W związku z zamknięciem przez niemieckich okupantów kaplic w „Księżówce” i u sióstr urszulanek na Jaszczurówce, bernardyni pełnili posługę duszpasterską w swej kaplicy, gdzie sprawowali sakramenty i nabożeństwa. W 1950 r. rozpoczęto rozbudowę dotychczasowej świątyni, przy zachowaniu stylu zakopiańskiego. Nowy kościół został poświęcony w 1959 r. W 1976 r. kard. Karol Wojtyła powierzył bernardynom duszpasterstwo parafialne na Bystrem, Kozińcu i Antałówce, a w 1984 r. kard. Franciszek Macharski erygował parafię pw. św. Antoniego z Padwy.

Wewnątrz kościoła, w głównym ołtarzu, znajduje się figura św. Antoniego z Padwy wykonana z drewna modrzewiowego przez zakopiańskiego rzeźbiarza Pawła Szczerbę w 1951 r. Figurę otaczają liczne wota. W kościele odbywa się całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu, na którą szczególnie chętnie przybywają udający się w góry turyści.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję