Reklama

Kapłaństwo sześćdziesięcioletnie

2019-06-12 09:02

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 24/2019, str. 4-5

TD
Ks. kan. Wiktor Zapart

Ks. kan. Wiktor Zapart 60 aktywnych, ciekawych, niewolnych od trudów i wyrzeczeń lat przeżył w kapłaństwie. Czasy, warunki, okoliczności – to wszystko się zmieniało, i to jak bardzo. Nie zmieniła się tylko misja – głoszenie Ewangelii wszędzie tam, gdzie jest się posłanym

Trzeba troszkę dźwigać ten swój krzyż, a często jest to krzyż niezrozumienia, trzeba być zawsze na niego gotowym i nie marudzić, nie narzekać, nie liczyć na łatwy chleb – mówi kapłan, dzisiaj mieszkaniec Domu Księży Emerytów, ale bardzo aktywny; wciąż gdzieś pomagający w parafiach, poruszający się własnym samochodem, posługujący się komputerem.

Furmanką do I Komunii św.

Wiktor Zapart przyszedł na świat 22 maja 1935 r. w miejscowości Brynica Sucha, parafia Cierno, gmina Jędrzejów (dzisiaj to parafia Skroniów). Do kościoła było 7 km, rodzice prowadzali tam dzieci i sami chodzili „na ile mogli”; owszem, przyszły kapłan odebrał dobre rodzinne wychowanie religijne, ale nie przypomina sobie jakiejś szczególnej gorliwości, choć tak – mama dużo się modliła. I wspólne majówki pod krzyżem, niezapomniane. Warunki także nie pozwalały na bycie ministrantem, kiedy to często – co poświadczają świadectwa księży, rodzi się powołanie. Jeśli myślał o kapłaństwie, to jeszcze na pewno nie wtedy. Było ich czworo rodzeństwa, on najstarszy (jedna z sióstr w dzieciństwie zmarła), rodzice mieli kilkuhektarowe gospodarstwo, co klasyfikowało rodzinę do tzw. klasy kułackiej i utrudniało dostanie się do niektórych wymarzonych szkół.

Ale najpierw, jak u każdego, była to szkoła podstawowa w Warzynie, 3 km na piechotę, codziennie. – Warunki, no cóż, były trudne, szczególnie w okupację. Pamiętam zimowe drewniaki, spód był z drewna, cholewki zrobione z czego się dało, w lecie – boso – wspomina dzieciństwo ks. Zapart. Do I Komunii św. przystąpił w 1944 r., przygotowywali ich, łącznie 2-3 liczne roczniki, dwaj księża wysiedleni z Poznania, ks. Len i ks. Ruchaj.

Reklama

Zbliżał się front, podczas uroczystości w kościele słychać było armaty. – Furmanką jechaliśmy, a że padało, przykryli mnie jakimś kocykiem. Po powrocie do domu przebrałem się, dostałem do ręki łańcuch i hajda pasać krowy, bo potrzeba było mleka… – opowiada kapłan. Tata spędzał całe dnie na budowie lotniska niemieckiego w Warzynie. Cała rodzina mieszkała w jednej izbie, w ciągłym poczuciu strachu (najbardziej przed Ukraińcami), może dlatego siostra poparzyła się, w tej ciasnocie?

To nadal tajemnica

W 1947 r. Wiktor Zapart przystąpił do sakramentu bierzmowania, którego udzielał bp Franciszek Sonik. Były to czasy powojennego chaosu i zaginionych dokumentów. Bierzmowanych był tłum, a świadek jeden dla chłopców, jeden dla dziewcząt. Czy już wtedy myślał o kapłaństwie? – Skąd, księdza widziałem tylko przy ołtarzu – mówi. Kolejny etap to liceum w Wodzisławiu, od X klasy – LO w Jędrzejowie; w tamtym okresie ks. Alfons Wileński stał się zapewne tą postacią w sutannie, która zrodziła pierwsze nieśmiałe myśli o kapłaństwie. I choć wtedy złożył podanie do Niższego Seminarium Duchownego, jednak maturę zdał w Jędrzejowie. – Do Wyższego Seminarium Duchownego przyjmował mnie ks. inf. Zygmunt Pilch i tak skomentował mój ubogi życiorys: „Laboga, nie wysiliłeś się”. Ale o czym tu było pisać? – wspomina dzisiaj ks. Zapart. Jestem księdzem już 60 lat, Pan mnie powołał, ale dlaczego, to nadal dla mnie wielka tajemnica – dodaje.

W seminarium studiował (ku zdumieniu wielu osób) w latach 1953-59. Łatwo nie było, po łacinie nie umiał ani słowa. Na pierwszym roku było ich 40, ale „część się wykruszyła”, ostatecznie wyświęcono 25, żyje ich siedmiu.

Niezapomnianą formację duchową wobec kleryków stosował ks. Wojciech Piwowarczyk, dzisiaj Sługa Boży. Przystępny, ludzki, nigdy nie krzyknął, „co tam synku zbroiliście”, zwykł mawiać. Na VI roku ks. Edward Chat – imponował pobożnością, spokojem. – Był moim wzorem i spowiednikiem, tak jak ks. Zygmunt Pilch, czy ks. Jan Mucha, późniejszy proboszcz na Baranówku. – Śpiewu uczył nas Jerzy Rosiński – lubiłem te zajęcia, z kolei łacinę wykładała bardzo wymagająca prof. Straszowa. Dużo tych teksów łacińskich trzeba było czytać, np. z teologii moralnej, dogmatycznej. Czasami klerycy szli na stadion (parami! ) aby pograć w piłkę nożną, a spróbowaliby zdjąć sutanny (raz dostali za to potężną reprymendę od ks. rektora Sobalkowskiego). Do zajęć fizycznych była sala gimnastyczna, a kleryk Zapart przez dwa lata opiekował się także kaplicą w starym budynku.

Wikariaty bez toalet? A jednak

Święcenia rocznik ks. Wiktora przyjmował przez posługę bp. Czesława Kaczmarka, ale w dwóch świątyniach: w Miechowie i kieleckiej katedrze, bo takie było życzenia Pasterza, by być bliżej diecezji.

Ks. Zapart otrzymał święcenia prezbiteratu 31 maja 1959 r. i dotąd na wspomnienie leżenia krzyżem, wilgotnieją mu oczy. Potem było śniadanie na plebanii, i tyle, jeśli chodzi o zewnętrzną oprawę uroczystości. – Samo ogromne przeżycie, świadomość wybrania i oddania się Bogu w całości, są pewnie dzisiaj podobne – zastanawia się kapłan.

Rozpoczęła się ciężka praca wikariuszowska, w trudnych warunkach, z ogromnym wysiłkiem katechezy, bez środków lokomocji, lata 1959-71.

Strożyska (brak światła, wieczory przy lampie naftowej, nie ma bieżącej wody, ponad 30 godzin lekcji); Bolesław k. Olkusza, gdzie rozłam wprowadzili narodowcy (zamiast łazienki miednica, ale jest już motocykl!), Goleniowy (trzy punkty katechetyczne, nadal bez sanitariatów); Pińczów (też trzy punkty, trochę lepsze warunki); św. Józef Robotnik w Kielcach, wreszcie kielecki Baranówek – do 1971.

– W tamtym okresie bardzo dużo uczyłem, były to liczne grupy i przeróżne szkoły, nawet specjalne, ale nigdy nie doznałem przykrości od ludzi – opowiada.

Czasy budowy

– Zostałem skierowany do tworzenia parafii NMP Matki Kościoła w podkieleckiej Dąbrowie. Zamieszkałem przy rodzinie z czwórką małych dzieci, a była to rodzina wspaniała, z którą do dzisiaj utrzymuję kontakt – mówi ks. Zapart. Okoliczności dla budowy kościoła były trudne, z nieprzychylnością władz i szykanami ze strony UB, z czym świetnie radził sobie np. bp Jaroszewicz. – Choć cisnęliśmy się w kaplicy, która mierzyła może ze 40 m (wchodziło 200 ludzi) albo pod plandeką, były to dla mnie wspaniałe czasy, ludzie chcieli mieć swój kościół, garnęli się do pomagania, wzrastała gorliwość religijna – na 2000 wiernych rozdaliśmy 44 tysiące komunii św. w jednym roku – opowiada ks. Zapart, wspominając także misje pallotyńskie czy peregrynację Obrazu MB Jasnogórskiej.

W 1976 r. zostaje mianowany proboszczem w Tumlinie, w par. św. Stanisława BiM i MB Śnieżnej. Pamięta prace remontowe przy kościele, budowę kaplicy w Kołomanii, inicjatywy duszpasterskie, które skutkowały wzrastającą gorliwością wiernych – 56 tys. komunii na ok. 3 tys. ludzi, jak cytuje z pamięci. W 1982 r. ks. Zapart został proboszczem w Chęcinach, ale zdrowie zaczęło mu poważnie podupadać, szczególnie nerki, jak przypuszcza – efekt tułaczych lat wikariuszowskich, lat spędzanych w zimnych kościołach i konfesjonałach. 4 lata w Chęcinach to także kościoły dojazdowe w Radkowicach i Woli Murowanej, no i pamiątka szczególna – praca magisterska poświęcona Chęcinom właśnie. Potem Suków – i to przeniesienie nazywa trafieniem z deszczu pod rynnę, bo kościół był równie zimny, zawartość kielicha zamarzała podczas Mszy św.; kapłan nie uniknął kilku poważnych operacji. – Głosiłem też wtedy dużo rekolekcji, misji – wspomina.

22 lata w Gołczy

Proboszczem w Gołczy w dekanacie miechowskim był do emerytury. Wprowadził kult MB Nieustającej Pomocy, Dzieciątka Jezus, nabożeństwa fatimskie. Regularnie do kościoła chodziło 60%, ok 20% – „często, ale nie zawsze”. Proboszcz prowadził bieżące remonty w kościele i na cmentarzu parafialnym, budował nową plebanię i małą kaplicę w Wielkanocy – w sumie daje to pokaźną listę prac prowadzonych równolegle z posługą duszpasterską. Ciepło wspomina odpusty, procesje Bożego Ciała, święta. Od czasu do czasu musiał się „podreperować w szpitalu” („cztery szpitale krakowskie zaliczyłem”) i to w Gołczy świętował bardzo uroczyście jubileusz 50-lecia kapłaństwa. Jest Honorowym Obywatelem Gołczy, otrzymał także złotą odznakę od OSP, a jubileusz dokumentują liczne pamiątki, albumy, statuetki.

– Jak przyglądam się tym minionym latom, to myślę, że starałem się pracować, na ile zdolności i siły pozwalały. Chyba dobrze mi szło prowadzenie chóru (w Strożyskach, na Baranówku), lubiłem też zajmować się ministrantami – opowiada. – Za pracę magisterską wziąłem się dość późno, na wikariacie na Baranówku – wspomina kapłan. Studiował na KUL w l. 1970-72, ale pracę magisterską pt. „Kościół parafialny w Chęcinach od XIII wieku do 1815 roku”, napisaną pod kierunkiem ks. prof. dr. hab. Anzelma Weissa obronił w 2006 r.

Czas emerycki

– Emerytura ani starość nie mogą być zaskoczeniem, bo to naturalny etap, do którego dobrze się przygotowałem – śmieje się ks. Wiktor Zapart. Na emeryturze jest od sierpnia 2010 r. W każdą niedzielę wyjeżdża swoim samochodem, aby pomagać w parafiach – ostatnio jest to parafia Chrystusa Króla na Baranówku (gdzie jeszcze jako wikariusz prowadził lekcje religii nad zakrystią), gdzie jest lubiany i ceniony za – no właśnie, za uśmiech, prostotę, postawę kapłańską. Ksiądz-emeryt dojeżdżał m.in. do Łosienia, Dąbrowy, Jaworzni i do wielu innych. Przestrzega codziennych ok. 2 km spacerów. Czyta, korzystając często z pomocy komputera – Pismo Święte, Kossak-Szczucką, Słowackiego, Mickiewicza.

Swoim samochodem był w Austrii, we Włoszech, pielgrzymował do Ziemi Świętej, Fatimy. Szczególne nabożeństwo żywi do MB Nieustającej Pomocy i do św. Józefa, codziennie odmawia cztery części różańca.

Co mógłby powiedzieć dzisiaj młodym kapłanom? – Starajcie się utrzymać dystans, poważnie traktujcie wiernych i swoje obowiązki, bo praca uszlachetnia. Nie ustawajcie w modlitwie, módlcie się nieustanie, także pracą.

Za 60 lat kapłaństwa ks. Wiktor Zapart wraz innymi księżmi dziękował w Częstochowie 23 maja br., a 29 maja w Domu Księży Emerytów Mszy św. w intencji jubilatów przewodniczył bp Jan Piotrowski.

Tagi:
kapłaństwo

Abp Depo: potrzeba wierności Chrystusowi do końca

2019-06-26 17:17

Ks. Mariusz Frukacz

„W sakramencie święceń Chrystus nie tylko przyniósł nam jakąś łaskę w kategoriach materialnego obdarowania, ale przyniósł nam i dał samego siebie” - mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 26 czerwca przewodniczył Mszy św. w kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Domu Księży Emerytów im. Jana Pawła II w Częstochowie, z racji jubileuszy kapłanów obchodzących 65-lecie i 60-lecie swoich święceń kapłańskich.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m. in. ks. prał. Czesław Mendak dyrektor Domu Księży Emerytów oraz kapłani jubilaci. W uroczystościach wzięli udział m. in. siostry ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia pracujące w Domu Księży Emerytów.

- Jubilaci pisali historię naszej archidiecezji swoją gorliwością, wiernością Bogu i Kościołowi. Dziękujemy za ich życie oddane Panu Bogu - mówił na początku Mszy św. ks. prał. Czesław Mendak.

Zobacz zdjęcia: Abp Depo: potrzeba wierności Chrystusowi do końca

W homilii abp Depo podkreślił, że „w dziękczynieniu za lata kapłańskiej posługi chcemy uczyć się na nowo myślenia i życia zgodnego z duchem Ewangelii. Świat bowiem uczy nas kroczenia własnymi drogami, które są wolnością od Chrystusa i Jego Kościoła”.

Metropolita częstochowski nawiązując do słów z Ewangelii: „Strzeżcie się fałszywych proroków” przypomniał, że „oni dzisiaj głoszą antyewangelię i antykościół”.

- W sakramencie święceń Chrystus nie tylko przyniósł nam jakąś łaskę w kategoriach materialnego obdarowania, ale przyniósł nam i dał samego siebie. Na tej drodze potrzebna jest zawsze łaska wzrastającej wiary, która nie jest rodzajem samoubezpieczenia na życie lecz łaską osobistych codziennych spotkań i brania własnego krzyża, aby iść za Nim – kontynuował abp Depo.

Arcybiskup przypomniał, że „na nasze trudne zobowiązania kapłańskie składają się: wierność, czyli posłuszeństwo wiary, czystość serca i dyspozycyjność w służbie Kościoła” . -To nie są i nie były zadania ponad siły ludzkie. Wszystko jest na miarę ludzkiego serca, które zdolne jest odpowiedzieć Bogu na całe życie i do końca, a nie na próbę. Zbyt wiele mamy postaw antychrystusowych, antyewangelijnych, antykościelnych naszych współbraci odchodzących z kapłaństwa – dodał arcybiskup.

- Świat dzisiejszy zwariował odchodząc od norm ludzkich i od norm Chrystusowego zobowiązania – mówił abp Depo i przypomniał, że „kapłaństwo jest zanurzeniem w życie samego Jezusa. Prośmy, abyśmy na miłość Chrystusa odpowiedzieli do końca swoją wiernością”.

Metropolita częstochowski wskazał na „rzeczywistość krzyża, pod którym stajemy każdego dnia, żeby powiedzieć kto jest moim Panem i Zbawicielem”. – Trzeba uchwycić się Jego zranionej dłoni i przebitego Serca i z Nim dotrzeć do drugiego brzegu – wołała arcybiskup.

Przed końcowym błogosławieństwem w imieniu jubilatów podziękował ks. kan. Czesław Kabała - Idź i nauczaj. Wskazuj na źródło. Te słowa w dniu naszego posłania powiedział do nas bp Zdzisław Goliński – mówił ks. Kabała.

Jubileusze święceń kapłańskich obchodzili: ks. kan. Czesław Kabała, ks. kan. Michał Sudoł (65. rocznicę kapłaństwa), ks. prał. Marian Jezierski, ks. kan. Franciszek Sas, ks. kan. Ryszard Stefański i ks. kan. Henryk Szydło (60. rocznicę kapłaństwa).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komandosi w habitach

2019-01-23 11:27

Iwona Flisikowska
Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 16-18

Niedawno zaskoczył wszystkich fakt brutalnego aresztowania czterech Szarych Braci z Bronksu za... wręczanie czerwonych róż kobietom przed kliniką aborcyjną Planned Parenthood w Trenton w stanie New Jersey, z prośbą, aby nie zabijały swoich dzieci, tylko je urodziły. „Nowe życie, jakkolwiek maleńkie, przynosi obietnicę niepowtarzalnej radości” – można było przeczytać na karteczce dołączonej do każdej róży

Jeffrey Bruno
Na ulicach Nowego Jorku z Matką Bożą z Guadalupe

W czasie cichego protestu zakonników jedna z par, która wypełniała dokumenty przed zaplanowaną aborcją, po rozmowie z braćmi opuściła budynek. – To było dla nas zwycięstwo. Nie wiemy, czy wrócą. Wszystko, co możemy powiedzieć, to to, że bardzo nas to zachęciło do dalszych protestów. Gdyby nas tam nie było, to dziecko pewnie już by nie żyło – powiedział aresztowany br. Fidelis Moscinski, którego dziadek był Polakiem. Kiedy policja zażądała, aby protestujący opuścili teren kliniki, bracia oznajmili, że nie mogą odejść. Powiedzieli: – Niewinne nienarodzone dzieci zaraz umrą, a my postanowiliśmy zostać razem z nimi.

Akcja „Czerwona Róża Ratuje” została rozpoczęta przez środowiska pro-life w 2017 r. Nie pierwszy raz członkowie tego zgromadzenia opuszczają siedzibę aborcyjnego molocha w policyjnych kajdankach. Inicjatywa ruchów pro-life od początku ma wsparcie „Braci z Bronksu”. W oficjalnym oświadczeniu przełożeni zakonu potwierdzili, że „(...) bracia nie wahają się uczestniczyć w aktach sprzeciwu sumienia wobec działań, które są wymierzone w nienaruszalność ludzkiego życia i niszczą wspólną więź ludzkiej solidarności”.

Nie dziwi więc fakt, że patronką Franciszkanów Odnowy jest Matka Boża z Guadalupe, opiekunka i patronka nienarodzonych.

Opowieść o Szarych Braciach

Pod tak swojsko brzmiącą nazwą bracia są znani w Polsce, zwłaszcza po ukazaniu się książki Luca Adriana pt. „Bracia z Bronksu”. Pełna nazwa zgromadzenia Szarych Braci to: Wspólnota Franciszkańskich Braci Odnowy (Community of the Franciscan Friars of the Renewal). Zostało ono założone w latach 80. ubiegłego wieku w Nowym Jorku. Bracia mieszkają m.in. w dzielnicach Harlem i Bronx i przebywają wśród najuboższych z ubogich – wyrzuconych, jak się często krzywdząco mówi, na „margines życia społecznego i nic więcej”.

O niezwykłych franciszkanach opowiada Roman Zięba, który razem z Wojtkiem Jakowcem przez pół roku pielgrzymował pieszo w misji „aCross America” przez Stany Zjednoczone:

– Nowojorscy (szarzy) Franciszkanie Odnowy gościli nas w swoim klasztorze na Manhattanie, gdzie kończyliśmy półroczną pielgrzymkę „Krzyż Ameryki”. Bracia zaczynają dzień o 5 rano od godzinnej adoracji, potem w planie dnia mają: Jutrznię, Mszę św., śniadanie i wyruszają na miasto, aby służyć bezdomnym. Byliśmy świadkami, jak przyprowadzili do klasztoru osobę o takim zapachu i w tak złym stanie, że wymagała pilnej interwencji medycznej. Od razu się o tego człowieka zatroszczyli...

Szarzy Bracia w swojej duchowości – kontynuuje Roman Zięba – odwołują się bezpośrednio do naszych współczesnych świętych: Matki Teresy z Kalkuty i Jana Pawła II. W większości nie mają prywatnych maili (posługują się zbiorczym) i korzystają z tradycyjnej centrali telefonicznej. Wielu zdobyczy cywilizacyjnych nie mają, ale za to są ciągle uśmiechnięci i mają drzwi cały czas otwarte dla potrzebujących. Jeżeli gdzieś w 6-miesięcznej pieszej drodze przez USA widziałem żywy Kościół Chrystusowy, to właśnie tam, na Manhattanie, w Harlemie. Nie mówią o reformach, oni są żywą reformą – opowiada Zięba.

Z wielką sympatią mówi też o Braciach z Bronksu ks. Piotr Wiśniowski, dyrektor EWTN Polska:

– Z Szarymi Braćmi z nowojorskiego Bronksu miałem okazję się spotkać w gościnnej parafii św. Bernadetty na Brooklynie. To było opatrznościowe spotkanie z prawdziwymi „Komandosami Pana Boga”, a wśród nich także z Polakiem, br. Sebastianem Marią Kajko, który jest praprawnukiem legendarnego Bartosza Głowackiego spod Racławic... Warto wiedzieć, że Szarzy Bracia z wielkim oddaniem zajmują się ludźmi będącymi w bardzo trudnych warunkach życiowych, materialnych czy moralnych. Pamiętajmy o nich w modlitwie i opowiadajmy o tych fantastycznych ludziach, powiedziałbym – Szarych Aniołach.

Stan Fortuna, rapujący Szary Brat

Wielu z nas na pewno słyszało niezwykle charyzmatycznego rapera Stana Fortunę – rodem z nowojorskiego Harlemu, gdzie powstał pierwszy klasztor Szarych Braci – i jego chyba najbardziej znany teledysk „Everybody Got 2 Suffer”. Miłą dla mnie niespodzianką w czasie przygotowywania tego artykułu była wiadomość, że br. Stan bardzo polubił Polskę i choć w swoim muzycznym grafiku ma mnóstwo spotkań i koncertów ewangelizacyjnych na całym świecie, to stara się do nas, a zwłaszcza do Częstochowy, przynajmniej dwa razy w roku przylecieć. Ostatnio gościł w Polsce jesienią – zaproszony przez znanego muzyka Marcina Pospieszalskiego brał udział m.in. w koncercie z okazji 40-lecia pontyfikatu św. Jana Pawła II w Rzeszowie i w koncercie promującym płytę „Dekalog” w Gdyni.

– Po raz pierwszy o niezwykłym rapującym franciszkaninie usłyszałem ponad 10 lat temu od braci Tadeusza i Macieja Syków, którzy mieli możliwość usłyszeć i zobaczyć br. Stana w czasie Światowych Dni Młodzieży w Toronto w 2002 r. – mówi dominikanin o. Andrzej Bujnowski, duszpasterzujący muzykom w Polsce, który od 27 lat tworzy Strefa Chwały Festiwal i współtworzy Song of Songs Festival oraz legendarny Magazyn Muzyczny „RUaH”. – Tadeusz i Maciej w tak entuzjastyczny sposób opowiadali o niezwykłym rapującym franciszkaninie, że kilka lat temu namówiłem dyrektora Song of Songs Festival, żeby zaprosić Stana do Polski. I tak się stało. Miłym akcentem dla naszego zespołu Deus Meus było to, że w jednym z utworów w czasie festiwalowego koncertu wystąpił gościnnie z nami „raper w habicie”, czyli Stan Fortuna! – wspomina o. Andrzej. Wśród Szarych Braci jest też br. Luis, który kiedyś był saksofonistą w zespole Bruce’a Springsteena i mimo że materialnie „miał świat u stóp”, porzucił swoje życie milionera i stał się ubogim wśród ubogich. Niebywałe, ale w szeregach Szarych Braci są także byli menadżerowie firm czy też osoby, które zajmowały się modą. To, co mnie najbardziej urzekło w tej niezwykłej opowieści o Komandosach z Harlemu i Bronksu, to wyjątkowość, a zarazem prostota ich życia, entuzjazm i szczery, niewymuszony uśmiech na twarzy w codzienności.

Specjalne podziękowania kieruję do Jeffreya Bruno – nowojorskiego fotografika, który towarzyszy Szarym Braciom i zapisuje ich życie obrazem.

Iwona Flisikowska
Dziennikarka, współpracuje z Aleteia i Catholic Journalists Association. Z zamiłowania fotograf, autorka wystaw zdjęć, m.in. „Dzieci z Betlejem” i „Shalom Salam. Pokój w oczach dziecka”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kotla: Msza za wędkarzy

2019-06-26 21:33

Radosław Grzesiński

23 czerwca, w niedzielę w oktawie Bożego Ciała w Kotelskim kościele miała miejsce Msza Święta w intencji wędkarzy. Należy podkreślić że jest to rok jubileuszowy dla miejscowego koła wędkarskiego Jaź, ponieważ obchodzi ono 20-lecie istnienia.

Kacper Kuczak

Członkowie dziękowali za ten jubileusz, a obchodząc również ogólnopolski dzień wędkarza prosili o wstawiennictwo patrona św. Zenona z Werony. Była to druga taka Msza wędkarska, proboszcz parafii wyszedł z ta inicjatywą ponieważ sam jest wędkarzem i członkiem koła. Mszy świętej towarzyszyła dekoracja akcesoriami wędkarskimi oraz imitacja stawu z żywymi rybami. Członkowie koła przynieśli w darach usmażone ryby. Gospodarzami uroczystości byli ks. kan. Andrzej Skoczylas - proboszcz parafii Kotla, Jan Grabia prezes Koła PZW nr 5 Jaź w Kotli, Wójt Gminy Kotla Łukasz Horbatowski, założyciel koła Sławomir Majewski - dyrektor Urzędu Pracy w Głogowie, który odczytał Modlitwę wiernych. Nna zakończenie Eucharystii na ręce prezesa zostało przekazane błogosławieństwo od bp. Tadeusza Lityńskiego z okazji jubileuszu. We Mszy uczestniczyła także szkółka wędkarska dzieci, którą prowadzą członkowie koła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem