Reklama

350-lecie Kalwarii Wileńskiej

2019-06-12 09:02

Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 24/2019, str. 6-8

Leszek Wątróbski

Z ks. Rusłanem Wilkielem, proboszczem Kalwarii Wileńskiej, rozmawia Leszek Wątróbski

LESZEK WĄTRÓBSKI: – W tym roku przypada okrągły jubileusz Waszej świątyni…

KS. RUSŁAN WILKIEL: – 350-lecie kościoła pw. Odnalezienia Krzyża Świętego (Kalwaria Wileńska) w Wilnie. Pierwszy drewniany kościół w tym miejscu został zbudowany i poświęcony wraz w pierwszymi kaplicami drogi krzyżowej w 1669 r. – w dniu Zesłania Ducha Świętego, które wtedy przypadało 9 czerwca.

– Ksiądz jest tu proboszczem od 5 lat…

– Pierwsze spotkanie z tą miejscowością miało miejsce prawie 20 lat temu, kiedy wstąpiłem do wileńskiego seminarium. Nasz kurs jako pierwszy rozpoczął studia i formację wraz z innymi starszymi alumnami już w nowo wybudowanym seminarium w dzielnicy Jerozolimka. I 6 lat spędziłem w sąsiedztwie z kościołem kalwaryjskim. Pracowałem tu wcześniej jako wikariusz, a od 2014 r. jako proboszcz.

– W XIV wieku król Jagiełło zakłada biskupstwo wileńskie…

– ...a tereny położone na północnych obrzeżach Wilna przekazuje w posiadanie biskupom. W taki sposób tworzy się później kompozycja szerszego układu przestrzennego: miasto – zespół pałacowo-parkowy i park kalwaryjski.
W XVII wieku Wilno nawiedza wiele nieszczęść – m.in. pożary, okupacja moskiewska i najazdy Kozaków organizowane przez cara Aleksieja Michajłowicza. W czasie tych najazdów spalony zostaje zamek wileński i podupadły pałac biskupów. Po wygnaniu wojsk rosyjskich w 1661 r. ówczesny bp diecezji wileńskiej Jerzy Baiłłozor czynnie uczestniczy w procesie odbudowy zniszczonego Wilna. Z jego to inicjatywy postanowiono upamiętnić zwycięstwo nad Moskalami i podziękować za nie Bogu. Pomnikiem wdzięczności i hołdu staje się właśnie Kalwaria Wileńska...

– ...na którą biskupi wileńscy przeznaczyli sporą część swoich posiadłości…

– ...około 140 ha ziemi. Ponadto ze swego skarbca jednorazową dotację pieniężną przekazała również Kapituła Wileńska. Rozpoczęła się wówczas budowa kompleksu kalwaryjskich kapliczek oraz kościoła pw. Odnalezienia Krzyża Świętego.
Po śmierci bp. Białłozora opiekę nad fundacją kalwaryjską przejął jego następca bp Aleksander K. Sapieha. Pod jego patronatem w 1669 r. ukończono budowę drewnianego kościoła kalwaryjskiego oraz drewnianych kaplic pielgrzymkowych. Uroczystego otwarcia Kalwarii Wileńskiej dokonał w 1669 r. podczas święta Zesłania Ducha Świętego bp Aleksander K. Sapieha, który osobiście rozsypał tam ziemię przywiezioną z Jerozolimy.

– Jakie były kolejne dzieje Kalwarii?

– W roku otwarcia Kalwarii bp Sapieha podpisał akt nadania jej ojcom dominikanom z wileńskiej parafii Świętego Ducha. Musieli oni raz do roku organizować uroczystą pielgrzymkę od swego kościoła do Kalwarii oraz obejść tzw. ścieżki Matki Bożej Bolesnej, a w czasie tego drugiego nabożeństwa obowiązkowy był udział Bractwa Różańca św., które działało przy kościele Świętego Ducha w Wilnie. Początki nie były wcale łatwe. Nie uniknięto wielu nieporozumień. W 1676 r. kolejny bp Mikołaj Pac, w niejasnych okolicznościach podjął decyzję o wypędzeniu dominikanów wileńskich i osadzeniu w niej w 1657 r. dominikanów warszawskich. Wydarzenia te zapoczątkowały, trwający ok. 80 lat spór między zakonnikami z Warszawy a współbraćmi z Wilna. W każdym razie, kiedy w 1675 r. spłonął pierwszy drewniany kościół, warszawscy dominikanie zbudowali murowany pod patronatem bp. Konstantego Brzostowskiego. On też w końcu XVII wieku ufundował kościół z klasztorem dla Zakonu Trynitarzy.
Po latach zaś, kiedy nuncjusz apostolski zwrócił Kalwarię wileńskim dominikanom, zaczęło się wiele zmieniać. Zaplanowano zbudowanie 20 kaplic murowanych oraz klasztor. Pieniądze na ten cel ofiarowali bardziej zamożni parafianie, mieszkańcy Wilna oraz biskupi. W kościele kalwaryjskim po obu stronach organów wiszą dwa portrety: skarbnika z Orszy Mikołaja Piotrowskiego i jego żony Krystyny, którzy na budowę kościoła i klasztoru ofiarowali 2500 złotych monet.

– Obecna świątynia parafialna w Kalwarii Wileńskiej to nieduży kościół...

– ...bo w istocie jest jedną ze stacji drogi krzyżowej. Zachwyca jednak swoją przytulną atmosferą. W wystroju wnętrza zachowane zostały formy typowe dla późnego baroku. Wyraziste freski przyciągają wzrok, pociągają. Ponieważ kościół jest 32. stacją całego kompleksu drogi krzyżowej – „Jezus umiera na krzyżu”, nad głównym ołtarzem wisi duży krzyż z męką Pańską. Obok niego w roku jubileuszowym umieściliśmy zebrane wota, które wierni tu przynosili w intencjach dziękczynnych czy też błagalnych, dziękując czy też prosząc Boga o łaskę. Jest ich tu ponad 150.
Po prawej stronie głównego ołtarza w szklanej obudowie znajduje się relikwiarz z Relikwiami Krzyża Świętego. Relikwie należą do kościoła od XVIII wieku. Warty jest także uwagi obraz Matki Bożej Bolesnej w ołtarzu maryjnym i figura Jezusa Frasobliwego w drugim ołtarzu bocznym.

– Wasza parafia liczy dziś prawie 100 tys. mieszkańców…

– ...Żartujemy czasami, że mogłaby utworzyć własną diecezję, bo należy do niej liczebnie ok. 100 000 mieszkańców. Nasza parafia jest też centrum dekanatu kalwaryjskiego, do którego należy 10 bliższych parafii (Rzesza, Podbrzezie i Ejtminiszki, Korwie, Majszagoła i Olany, Dukszty, Suderwa, Szyłany). Na terenie parafii obok kościoła znajdują się Wileńskie Seminarium Duchowne, katolickie przedszkole, a w sąsiedztwie z nami mieszka kard. A. J. Baczki.
Nasi parafianie należą do ponad 20 różnych grup modlitewnych, takich jak np.: kółka różańcowe, miłośników dróżek kalwaryjskich, kółka modlitewnego matek, grupy Kościoła Domowego, grupy rodzin ze wspólnoty litewskiej „Gyvybes Duona” czy grupy ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli. W naszej parafii działa też Caritas parafialna, która troszczy się i udziela pomocy ponad 1000 osób.
Parafia ma też swoją stronę internetową, którą obecnie próbujemy uaktualnić. Wszyscy chętni mogą nas znaleźć i śledzić na parafialnym FB. Jest pomysł, aby stworzyć program, który parafianie, a tym bardziej pielgrzymi, czy wreszcie turyści mogliby umieścić w swoim telefonie komórkowym i przy jego pomocy, nawet pojedynczo, obejść dróżki kalwaryjskie. Nad tym jeszcze pracujemy...

– Fenomen odbywania Drogi Krzyżowej to jedna z największych kościelnych tradycji związanych nie tylko z Wielkim Postem…

– W „Dzienniczku” s. Faustyny czytamy: „Jedna godzina rozważania mojej bolesnej męki większą zasługę ma, aniżeli cały rok biczowania się aż do krwi; rozważanie moich bolesnych ran jest dla ciebie z wielkim pożytkiem, a mnie sprawia wielką radość” (Dz. 369). Tę „zachętę” Zbawiciela już w średniowieczu dobrze zrozumieli franciszkanie, którzy oprowadzając pątników, zatrzymywali się przy stacjach przedstawiających historię śmierci Jezusa. Tę zachętę dobrze też zrozumiał papież św. Jan Paweł II, który odprawiał nabożeństwo Drogi Krzyżowej w każdy piątek przez cały rok i każdego dnia w Wielkim Poście.

– Jakie są systematyczne tradycje Waszych parafialnych nabożeństw? Czy ktoś spoza Litwy, planujący nabożeństwo z grupą pielgrzymów, powinien się rejestrować?

– Kiedy rozpocząłem posługę w Kalwarii Wileńskiej, kiedy pewnego wieczoru wróciłem późno na plebanię i usłyszałem, że ktoś krząta się przy kaplicy Grobu Pańskiego. Poszedłem więc w stronę krzątających się tam ludzi. Kiedy się do nich zbliżyłem, zobaczyłem kilkuosobową grupę ze świeczkami w rękach odmawiającą pacierz. Z ich głosów rozpoznałem niektórych naszych stałych parafian. Okazało się, że była to grupka osób, którzy z powodu pracy nie zawsze w ciągu dnia mogą obejść Kalwarię, dlatego w I piątki miesiąca, po powrocie z pracy, wyruszają na kilkugodzinną modlitwę.
Dotychczas wraz ze wspólnotą parafialną obchodziliśmy dróżki kalwaryjskie kilka razy w roku: na początku sezonu odpustów, zwykle w pierwszą sobotę maja, w dni głównych dni odpustów parafialnych, czyli w uroczystość Zesłania Ducha Świętego i na zakończenie odpustów, czyli w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, w środku września. Często idziemy tam razem, modląc się w językach polskim i litewskim, nieraz osobno.
Wraz z początkiem obecnego roku jubileuszowego postanowiliśmy obchodzić Kalwarię w każdą I sobotę miesiąca, rozpoczynając od kaplicy Matki Bożej Bolesnej, kończąc Mszą św. w kościele. Jest to duże ułatwienie dla pielgrzymów z innych parafii Wilna czy Wileńszczyzny, którzy nie zawsze mają swego własnego przewodnika. Cieszy to, że nawet zimą, kiedy mieliśmy kilka stopni mrozu i sporo śniegu, zawsze jest ok. 50, 70 pątników.
Zwykle większe grupy, zwłaszcza spoza kraju, informują nas wcześniej o chęci obejścia drogi krzyżowej czy odprawienia Mszy św. Dlatego wszystkich pielgrzymów serdecznie zapraszam do wspólnej modlitwy w pierwsze soboty każdego miesiąca.

– Zmieniają się czasy, zmienia się także charakter nabożeństw, ale jest coś mistycznego we wspólnej modlitwie wśród setek lub tysięcy ludzi…

– W „Przewodniku po Wilnie i jego okolicach” z 1880 r. Adam Honory Kirkor. pisał: „Co roku podczas uroczystości Zesłania Ducha Świętego tłumy wiejskiego, obojej płci, ludu, w liczbie kilkadziesiąt tysięcy, z różnych stron kraju, do kalwarii {wileńskiej} na odpust przybywają... Rozmaitość barw jaskrawych ubiorów kobiecych, starcy pomieszani z młodzieżą i dziećmi idą z wolna, śpiewając pieśni, lub głośne odmawiając pacierze. Nieraz jedna gromada spotyka się i rozmija z drugą, nieraz w piętrowej kaplicy głos przewodnika odczytującego modlitwę właściwą stacji, miesza się z głosem innego czytającego tamże na dole, jakby w podziemiu, i w tymże czasie kiedy jedna gromada schodzi na dół, inna wstępuje po drugich schodach na górę...”. Dzisiaj podczas tychże uroczystości Zielonych Świątek mimo skomplikowanej historii, jest podobnie. W główne dni obchodów na dróżkach spotykamy grupy modlących się liczące od kilkudziesięciu przez kilkaset do ponad 1000 osób. Jednego dnia są to księża, siostry i bracia zakonni, klerycy. W innym dniu dzieci przed albo po I Komunii św., albo młodzież ze szkół czy ze wspólnot modlitewnych; a w przeddzień Zesłania Ducha Świętego jest dzień wspólnot polskich, a w samą uroczystość pielgrzymi modlą się po litewsku.
Przybywają tu nie tylko katolicy z Wilna, Wileńszczyzny i Litwy, ale też z Polski, czasem z Białorusi czy Łotwy. Każdy ma swoją intencję błagalną czy dziękczynną, może też ktoś w taki sposób spełnia zadaną przez spowiednika pokutę, czy też ofiaruje to nabożeństwo za zmarłych.
Zapraszam serdecznie wszystkich na tegoroczne obchody 350-lecia Kalwarii Wileńskiej w czerwcu br.

Tagi:
wywiad Wilno Kalwaria Wileńska

Na szlaku miłosierdzia

2019-08-21 11:25

Ks. Paweł Liszka
Edycja rzeszowska 34/2019, str. 3

Miejsca związane z kultem Bożego Miłosierdzia były motywem pielgrzymowania 51 pątników, którzy w dniach 29-31 lipca wyruszyli do Sokółki, Augustowa, Wilna i do Świętej Lipki . Wyjazd został zorganizowany przy parafii pw. Matki Bożej Różańcowej w Rzeszowie.

Dominik Sobczyk
Na polskim cmentarzu na Rossie

W Sokółce, w parafii pw. św. Antoniego Padewskiego, gdzie w 2008 r. dokonało się cudowne zjawisko eucharystyczne, pielgrzymi mieli Mszę św., a potem projekcję filmu o tych wydarzeniach. W Augustowie odbył się rejs po Kanale Augustowskim, tą samą trasą i tym samym statkiem, którym płynął Jan Paweł II w 1999 r. do sanktuarium Matki Bożej Studzienicznej , położonego na wyspie w malowniczej scenerii wód jeziora Necko. Następnie grupa nawiedziła sanktuarium Matki Bożej w Sejnach.

W kolejnym dniu pielgrzymi wyruszyli do Wilna. Zwiedzanie rozpoczęło się od wizyty w Zgromadzeniu Sióstr Jezusa Miłosiernego, w którym przebywała św. Siostra Faustyna Kowalska. To właśnie tu dostała ona nakaz od Pana Jezusa, aby został namalowany Jego obraz. Pielgrzymi odwiedzili miejsce, gdzie znajdowała się pracownia, w której powstało to dzieło. Zwiedzano domek, w którym Pan Jezus podyktował św. Siostrze Faustynie modlitwę w formie Koronki do Bożego Miłosierdzia. Tam również wspólnie odmówiono tę wyjątkową modlitwę. Największym przeżyciem dnia była Msza św. odprawiona w kaplicy przed obrazem Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie. Później zwiedzanie monumentalnej cerkwi Świętego Ducha.

Będąc w Wilnie, trzeba było też skosztować typowych litewskich potraw, by móc dalej pielgrzymować i nawiedzić katedrę wileńską pw. św. Stanisława, pałac prezydencki i sanktuarium Miłosierdzia Bożego, w którym znajduje się oryginał pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego. Następnie dziedziniec Uniwersytetu Wileńskiego im. Piotra Skargi, by zobaczyć miejsca, gdzie mieszkali wielcy Polacy, jak: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Eliza Orzeszkowa czy Czesław Miłosz. Ostatnim punktem zwiedzania Wilna był polski cmentarz na Rossie z grobami wielkich Polaków.

W ostatnim dniu pielgrzymki odwiedzono pokamedulski Zespół Klasztorny w Wigrach, a następnie Suwałki, gdzie można było zobaczyć m.in. dom Marii Konopnickiej oraz kościół św. Aleksandra. Stamtąd udano się do krainy mazurskich jezior, czyli do Giżycka, tu też miał miejsce spacer nad jeziorem Niegocin.

Msza św. w bazylice mniejszej pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i koncert organowy to ostatnie punkty pielgrzymowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od Ducha Świętego do ludu lubelskiego

2019-10-21 05:14

Ks. Mieczysław Puzewicz

Archiwum KUL

Gdy opuszczałem Lublin, zostawiłem w pałacu biskupim wszystko, nawet moje sutanny fioletowe i dary osobiste. Nie chciałem „robić majątku” na pasterzowaniu. Drugi raz uczyniłem to samo we wrześniu pamiętnego roku. Wszystko, co posiadam w tej chwili, nie pochodzi z moich starań. Jest zwykłym owocem współczucia ludzkiego. Wszystko dałeś, wszystko jest Twoje - tak Prymas Tysiąclecia pisał pod datą 20 czerwca 1956 r.

Wobec bolszewickiej zarazy

W autobiograficznych „Zapiskach więziennych”, obejmujących lata aresztowania i internowania kard. Stefana Wyszyńskiego, Lublin nie pojawia się często. Oprócz powyższej refleksji, odnoszącej się do wyjazdu z Lublina w dn. 12 listopada 1948 r. bardzo zabawnie brzmi opis snu. Wyszyński wspomina, że przyśnił mu się spacer z ówczesnym prezydentem Polski, pochodzącym z Lublina Bolesławem Bierutem. Szli razem alejami Racławickimi i Krakowskim Przedmieściem, Bierut łamiąc zasady przeszedł pod skosem ulicę, co kardynał skomentował: „Jemu wszystko wolno, nawet gwałcić przepisy o ruchu ulicznym”. Tego samego dnia wieczorem Wyszyński dowiedział się o tajemniczej śmierci Bieruta w Moskwie. W „Zapiskach” kardynał pisał też o swojej nominacji na biskupa lubelskiego: - „Duch Święty wymagał wtedy, bym poszedł do kleru i ludu lubelskiego”. Duchowieństwu i wiernym naszej diecezji służył dwa i pół roku, od maja 1946 do listopada 1948 r. Za biskupią dewizę przyjął słowa „Soli Deo”, czyli „Samemu Bogu”.

W opowieściach lubelskich księży seniorów zachowała się historia wizytacji w jednej z parafii pod Szczebrzeszynem. Na przywitanie pasterza ustawiono na placu przed kościołem kołchoźniki, czyli uliczne głośniki odkupione przez kogoś z parafian od żołnierzy radzieckich. Wyszyńskiego przez kilka kilometrów eskortowała banderia z dwunastoma końmi, a kiedy rozległy się słowa: „Jego Ekscelencjo! Z radością gościmy Cię …”, spłoszone rykiem megafonów wierzchowce stanęły dęba. Bp Wyszyński chcąc rozładować sytuację zażartował do proboszcza: - „Patrz, nawet konie poznały się na bolszewickiej zarazie!”.

Pół wieku z KUL

Rok po przyjęciu święceń kapłańskich we włocławskiej katedrze ks. Stefan Wyszyński trafia w 1925 r. do Lublina, aby podjąć studia na KUL. Tak zaczęła się jego ponad 50-letnia miłość do uniwersytetu. Studia na wydziale prawa i nauk społecznych wieńczy doktoratem pt. „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły”. Jednocześnie prowadzi spotkania dla młodzieży w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie” i w „Bratniaku”. Obydwie organizacje zorientowane na zaangażowanie świeckich katolików wywarły duży wpływ na społeczną wrażliwość późniejszego Prymasa Tysiąclecia.

Uniwersytet zawdzięcza swoje przetrwanie w czasach komunizmu nieugiętej postawie Prymasa Wyszyńskiego, świadomego roli katolickiej uczelni w kształtowaniu elit inteligenckich. Zapis o nienaruszalności KUL znalazł się w porozumieniu Państwo - Kościół z 1950 r. Fenomenem KUL na skalę światową było jego utrzymanie materialne realizowane przez tace zbierane dwa razy do roku we wszystkich kościołach, co szczególnie gorąco wspierał Prymas Wyszyński. Do 1978 r. gościł także często na inauguracji roku akademickiego; legendarne były jego przemówienia pocieszające peerelowskich dygnitarzy delegowanych na te uroczystości i niemiłosiernie wygwizdywanych przez studentów. Kazimierz Kąkol, słynny kierownik Urzędu ds. Wyznań usłyszał, żeby się nie martwił, bo „kąkol” ma swoje niezbywalne miejsce w Ewangelii (chodzi o przypowieść z 13 rozdziału Ewangelii św. Mateusza).

W czasie studiów na KUL ks. Wyszyński zaprzyjaźnił się także z ks. Władysławem Korniłowiczem, twórcą dzieła pomocy osobom niewidomym w Laskach. W okresie okupacji, ukrywający się wówczas przed hitlerowcami ks. Wyszyński, na prośbę ks. Korniłowicza opiekuje się wychowankami Lasek najpierw w Kozłówce (parafia Kamionka), a potem w Żułowie (parafia Kraśniczyn).

Moc słowa

Cytowane na wstępie „Zapiski więzienne” długo krążyły jako maszynopis powielany przez osoby bliskie Prymasowi Wyszyńskiemu. Władze komunistyczne bały się mocy jego słowa. Po raz pierwszy książka opublikowana została w Paryżu w 1982 r. już po śmierci hierarchy. Lęk przed słowami prawdy płynącymi z jego ust datował się od słynnego „Non possumus” („Nie możemy”), ostrego sprzeciwu wobec działań komunistów w 1953 r., co doprowadziło do uwięzienia Prymasa. Fundamenty prymasowskiej niezłomności kształtowały się już wcześniej, najpierw podczas studiów na KUL, a potem w trakcie jego posługi biskupiej w Lublinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem