Reklama

Historia

Ocalili nie tylko ojczyznę

W 1920 r. Polska o mało nie utraciła niepodległości. Brytyjscy politycy niczym sklepikarze chcieli sprzedać nasz kraj dla własnych korzyści. Jednak cud 1918 r. powtórzył się w 1920 r. Znów w głównej roli zagrał Piłsudski

Niedziela Ogólnopolska 32/2019, str. 41

[ TEMATY ]

historia

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ślad, który Piłsudski odcisnął w politycznej rzeczywistości Polski, trwa w nas do dziś

Z całą pewnością historia nieustannie dostarcza nam materiału do dyskusji. Gdy przeanalizujemy fakty, możemy dojść do wniosku, że rzadko zdarzało się, aby racja stanu mocarstw bywała zbieżna z naszą, polską – przeważnie musieliśmy liczyć tylko na własne siły. Tak było w 1920 r. Na szczęście czuwała nad nami Boża Opatrzność.

Piłsudski atakuje

Jak głosi stara prawda, najlepszą obroną jest atak. Gdy Polska odzyskała niepodległość, tylko kwestią czasu było uderzenie na nas bolszewickiej Rosji. Piłsudski rozumiał, że Lenin chce po trupie Polski przebić się do Niemiec – centrum europejskiego przemysłu i proletariatu, aby rozpalić pożar światowej rewolucji i zniszczyć stary porządek świata. Rzeczpospolita stanowiła swoiste wrota Europy – przedmurze chrześcijaństwa.

Aby wyprzedzić cios czerwonych, Piłsudski zaczął realizować plan utworzenia wspólnego frontu Polski oraz państw (w niektórych przypadkach dopiero ich zalążków) będących w stanie wojny z bolszewikami – Litwy, Ukrainy i Białorusi. Państwa te miały – według Piłsudskiego – stworzyć federację z Rzeczpospolitą. 25 kwietnia 1920 r. ruszyła ofensywa Piłsudskiego w kierunku Kijowa. Jej celem militarnym było rozbicie głównych sił Armii Czerwonej skierowanych przeciwko Polsce, celem politycznym – stworzenie państwa ukraińskiego sprzymierzonego z Rzeczpospolitą. W wyniku wspomnianej ofensywy zdobyto co prawda Kijów, ale w niedługim czasie nasze siły znalazły się w odwrocie. W obliczu śmiertelnego zagrożenia Polska powstała do obrony. Na fundusz armii oddawano dosłownie wszystko: biżuterię, pamiątki, konie, żywność, ludzie masowo zaciągali się do wojska.

Reklama

Koniec cywilizacji?

W sierpniu 1920 r. armie bolszewickie dotarły w pobliże Warszawy. Zdawało się, że katastrofa jest nieuchronna. Głównodowodzący – marszałek Michaił Tuchaczewski był niemal pewien, że Polacy nie dadzą rady. Takie myślenie prezentował też Zachód. Brytyjski premier David Lloyd George, liberał, starał się znaleźć pokojowe porozumienie z Leninem, Rosja była bowiem wielkim eksporterem niezbędnego Europie zboża. Plan Lloyda George’a zakładał oddanie bolszewikom – za zgodą mocarstw zwycięskich w Wielkiej Wojnie – zarówno Polski, jak i innych terytoriów Europy Wschodniej czy Środkowo-Wschodniej, by powstrzymać ich pochód na Zachód. Lenin odrzucił tę ofertę, czuł, że jego armie same wezmą, co chcą.

Śmiały plan

W tym czasie Piłsudski wydał rozkaz realizacji śmiałego planu uderzenia na tyły wroga, autorstwa własnego i gen. Tadeusza Rozwadowskiego, szefa Sztabu Generalnego. Znów najlepszą obroną miał być atak, z tą różnicą, że tym razem plan się powiódł. Piłsudski kochał ryzyko.

Losy setek tysięcy żołnierzy na froncie zależały nie tylko od dowódców, lecz także od informacji. Fortuna nam sprzyjała: nasi kryptolodzy złamali klucze szyfrowe wroga. Dzięki temu nasze dowództwo nie tylko znało ruchy czerwonych, ale też zagłuszało rozkazy Tuchaczewskiego wysyłane na falach eteru do poszczególnych jednostek. W ten sposób wyłączono z udziału w Bitwie Warszawskiej całą doborową 4. Armię bolszewicką!

Reklama

Nasi żołnierze – również Armia Ochotnicza – dokonywali cudów na polu walki. Impet natarcia sowieckiego na Warszawę wreszcie został zatrzymany 15 sierpnia, w dniu święta Maryi. Uderzenie zgrupowania polskiego znad Wieprza pokrzyżowało wszystkie plany sowieckiego dowództwa. Armia Czerwona została zmuszona do odwrotu. Zwycięstwo Polacy odnieśli sami – z Bożą pomocą. Piłsudski samodzielnie dźwigał ciężar polityki zagranicznej Polski, i w tym nikt nie był w stanie go zastąpić.

2019-08-06 09:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: Muzeum Niepodległości ogłasza konkurs na pamiętniki

2020-04-02 15:29

[ TEMATY ]

historia

konkurs

źródło: episkopat.pl

Celem konkursu na pamiętniki jest promowanie działalności artystycznej, znalezienie kreatywnego sposobu na spędzanie wolnego czasu oraz promowanie osiągnięć literackich dzieci, młodzieży i dorosłych - poinformowała PAP Magda Kukawska z działu promocji Muzeum Niepodległości w Warszawie.

"Pozostawiamy pełną dowolność co do wyboru tematyki bądź formy literackiej. Pamiętniki zostaną ocenione w trzech kategoriach wiekowych: dzieci, młodzież i dorośli" - napisała w czwartek Kukawska.

Wyjaśniła, że każda praca powinna mieć do 25 stron tekstu napisanego czcionką Times New Roman w rozmiarze 12 z interlinią 1,5.

Prace należy przesyłać do 31 maja na adres: konkurs@muzeumniepodleglosci.art.pl. Oficjalne ogłoszenie wyników i rozdanie nagród odbędzie się 18 września w głównej siedzibie Muzeum Niepodległości (al. solidarności 62).

Jak poinformowali organizatorzy, najlepsze pamiętniki zostaną wydane jako książka w formacie PDF, która będzie dostępna na stronie internetowej Muzeum Niepodległości w Warszawie, a zwycięzcy konkursu otrzymają nagrody w postaci limitowanych, cennych publikacji oraz darmowego wstępu na muzealne wystawy w 2020 roku.

Więcej informacji o konkursie i regulamin na stronie: http://muzeum-niepodleglosci.pl/aktualnosci/konkurs-pamietnik-2020/ (PAP)

autor: Grzegorz Janikowski

gj/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Apel kard. Dziwisza: Zapalmy świece w oknach i zjednoczmy się na modlitwie w 15. rocznicę przejścia Jana Pawła II do domu Ojca

2020-04-01 10:09

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Ks. Czesław Bogdał

Potrzebujemy siebie nawzajem, by wspólnie, za wstawiennictwem Świętego Papieża, wołać do miłosiernego Boga i błagać Go, by ustała pandemia koronawirusa – mówi kard. Stanisław Dziwisz, zachęcając do modlitewnej jedności 2 kwietnia, w 15. rocznicę śmierci Jana Pawła II. Osobisty sekretarz papieża Polaka apeluje o duchową łączność o 21.37 i zapalenie jutro o tej godzinie świec w naszych oknach.

„Gdy 15 lat temu św. Jan Paweł II odchodził do domu Ojca, na placu św. Piotra w Watykanie, w kościołach i kaplicach całego świata, na miejskich placach i przy przydrożnych krzyżach trwało wielkie modlitewne czuwanie milionów ludzkich serc. Nasze ulice i świątynie wypełniał cichy szept rozmodlonych ludzi, którzy pragnęli być w tych dniach razem i jednoczyli się przy umierającym Papieżu, by towarzyszyć mu swoją miłością i w ten sposób podziękować za dar jego życia i świętości” – wspomina kard. Dziwisz w przekazanym KAI komunikacie. „On wiedział o tym, że odchodzi otoczony wielką rodziną, jak ojciec wśród kochających dzieci” – dodaje.

Krakowski metropolita senior wyznaje, że wraca wspomnieniami do tamtych chwil jedności, gdy patrzy dziś na opustoszały plac św. Piotra, gdy widzi „puste świątynie i zamarłe ulice”. „Świat zatrzymał się tak, jak zatrzymał się 15 lat temu” – zauważa.

„Wtedy poczuliśmy się osieroceni, ale potrafiliśmy wzajemnie się umacniać i szukać pocieszenia w Bogu, który jest Źródłem Życia. Czy potrafimy dziś – tak jak wtedy - trwać we wzajemnej miłości, we wspólnym nam wszystkim bólu i tęsknocie? Czy potrafimy szukać nadziei i czerpać siłę z prawdy, że wprawdzie nie możemy dziś fizycznie się spotkać, ale przecież nasza wspólnota jest realna i istnieje mimo zamkniętych drzwi naszych domów?” – pyta najbliższy współpracownik św. Jana Pawła II.

Kard. Dziwisz apeluje, by w najbliższy czwartek, 2 kwietnia, o 21.37 zjednoczyć się we wspólnej modlitwie za wstawiennictwem Jana Pawła II i prosić o ustanie pandemii koronawirusa. „Proszę Was wszystkich, Drodzy Bracia i Siostry, o to, byśmy w 15. rocznicę przejścia Jana Pawła II do domu Ojca znów się przy nim zjednoczyli. Bardzo Was proszę, niech nikogo nie zabraknie w tej duchowej wspólnocie 2 kwietnia o godzinie 21.37. Niech wzniesie się do nieba nasza modlitwa zawierzenia” – zachęca i apeluje o zapalenie świec w naszych oknach, na znak modlitewnej wspólnoty.

Były sekretarz Jana Pawła II proponuje, by odmówić wtedy Akt zawierzenia Bożemu Miłosierdziu, który sam niedawno złożył w łagiewnickim sanktuarium:

„Wszechmogący Boże, w obliczu pandemii, która dotknęła ludzkość, z nową gorliwością odnawiamy akt zawierzenia Twemu miłosierdziu, dokonany przez św. Jana Pawła II. Tobie, miłosierny Ojcze, zawierzamy losy świata i każdego człowieka. Do Ciebie z pokorą wołamy.

Błogosław wszystkim, którzy trudzą się, aby chorzy byli leczeni, a zdrowi chronieni przed zakażeniem. Przywróć zdrowie dotkniętym chorobą, dodaj cierpliwości przeżywającym kwarantannę, a zmarłych przyjmij do swego domu. Umocnij w ludziach zdrowych poczucie odpowiedzialności za siebie i innych, aby przestrzegali koniecznych ograniczeń, a potrzebującym nieśli pomoc.

Odnów naszą wiarę, abyśmy trudne chwile przeżywali z Chrystusem, Twoim Synem, który dla nas stał się człowiekiem i jest z nami każdego dnia. Wylej swego Ducha na nasz naród i na cały świat, aby ci, których zjednoczyła walka z chorobą, zjednoczyli się także w uwielbieniu Ciebie, Stwórcy wszechświata i gorliwie walczyli również z wirusem grzechu, który niszczy ludzkie serca.

Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Maryjo, Matko Miłosierdzia, módl się za nami. Św. Janie Pawle II, św. Faustyno i wszyscy święci, módlcie się za nami”.

CZYTAJ DALEJ

O. Jurczak: w czasie epidemii liturgia jest szansą na „nawrócenie duszpasterskie” (rozmowa)

2020-04-03 17:21

[ TEMATY ]

liturgia

nawrócenie

dominikanie

epidemia

Facebook O. Dominika Jurczaka

O. Dominik Jurczak OP

- Tegoroczna Wielkanoc tak naprawdę będzie egzaminem z dojrzałości naszej wiary. Nawet jeśli pojawi się rozczarowanie, to niech będzie ono motywacją do głębszych poszukiwań. Może to najlepszy sposób na „nawrócenie duszpasterskie”? - powiedział w rozmowie z KAI o. Dominik Jurczak OP z Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego. Duchowny jest wykładowcą na Papieskim Instytucie Liturgicznym „Anselmianum” i na Papieskim Uniwersytecie „Angelicum” w Rzymie.

O. Dominik Jurczak OP: Jak się okazało, wcale nie takie proste okazało się nauczenie innego sposobu uczestnictwa we Mszy świętej, bo wiązało się z porzuceniem naszych dobrych przyzwyczajeń - obecności fizycznej, śpiewania, wykonywania gestów, przystępowania do Komunii, czyli wszystkiego, by być na Eucharystii w najpełniejszy sposób. W transmisji, jakkolwiek dobra by ona była, nasze pole manewru jest ograniczone. Nieuczciwe byłoby jednak stwierdzenie, że pozbawione jest ono sensu. W wielu parafiach z takiej formy często korzystają chorzy, do których później z Komunią docierają szafarze - zwyczajni lub nadzwyczajni - by dać im możliwość właśnie pełniejszego uczestnictwa, w eucharystycznej łączności ze wspólnotą parafialną.

Oczywiście, lepsza jest fizyczna obecność, lecz w sytuacji nadzwyczajnej, takiej jak choroba czy epidemia, trzeba odwoływać się do innych rozwiązań. To trochę tak, jak ze spotkaniem rodzinnym: czym innym jest usiąść razem przy cieście i kawie, a czym innym rozmowa telefoniczna. Ta druga w wielu sytuacjach jest bardzo użyteczna, problem zaczyna się wówczas, gdy rozmowa telefoniczna, a z czasem tylko wiadomości tekstowe stają się jedyną formą kontaktu.

- Co można zrobić, by przeżywanie Mszy św. w domu miało jak największe duchowe owoce? Na przykład, czy klękać przed telewizorem?

- Podczas transmisji Mszy nie wystarczy śledzić obrazów na ekranie, lecz - pomimo braku fizycznej obecności - mamy łączyć się z tym, co aktualnie dzieje się w kościele. To trochę jak z oglądaniem meczu: przecież zagorzali kibice nie mają problemu z zaangażowaniem. Analogicznie jest z transmisjami Mszy: to nie teatr telewizji czy oglądanie nudnawego filmu, z przewidywalną akcją, mamy uczestniczyć w tym, co dzieje się w kościele, to znaczy, mamy dać poprowadzić się Chrystusowi.

Czy w takiej optyce otoczenie czy przyjmowanie postaw ciała, podobnych do tych co w kościele, może nam pomóc? Zdecydowanie tak, choć trudno udzielić uniwersalnych wskazówek. Sytuacje i miejsca, w których na co dzień żyjemy, są bardzo różne. Trzeba umieć znaleźć właściwe rozwiązania. Byłoby jednak źle, gdyby transmisje Mszy miały prowadzić do domowych wojen religijnych. To kłóciłoby się z celem Eucharystii, budowaniem jedności Kościoła. Prawdą jest jednak, że komfort modlitwy w przestrzeni, która jest do tego odpowiednio przygotowana, jest ważny. Gdy ksiądz przychodzi z Komunią do chorego, porządkujemy przecież mieszkanie, przygotowujemy stół i kładziemy na nim obrus, krzyż i świece. Nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować zrobić podobnie.

- Czy brak dostępu do Mszy świętych w kościołach może spowodować w ludziach uwrażliwienie na ich niezwykłą wagę w życiu codziennym?

- Z całą pewnością koronawirus, w roku, gdy w polskim Kościele przeżywamy rok duszpasterski dotyczący Eucharystii, zafundował nam post od pełni celebracji. Takie wyrwanie może jednak sprawić, że - po ustaniu epidemii i powrocie do normalnego trybu - nasze uczestnictwo we Mszy będzie bardziej dojrzałe. Oczywiście, nie dokona się to w sposób automatyczny. Potrzeba pracy i przypominania, na czym polega uczestnictwo w liturgii.
Często, gdy bierzemy udział we Mszy jesteśmy co prawda w kościele fizycznie, ale myślami i duchem w innym miejscu. Post od celebracji może poprowadzić nas w stronę zaangażowanego uczestnictwa, którego jednak nie należy mylić z prostym aktywizmem. Celem zaangażowanego uczestnictwa w liturgii jest poddanie się działaniu Chrystusa, zakładając całkowite wewnętrzne nastawienie na Niego. Brak możliwości realnego uczestnictwa we Mszy może również pozwolić nam odkryć na nowo pełniejszy sens liturgii. Nie jest tak, że w chrześcijańskim życiu ważna jest tylko Msza święta i spowiedź, do której od czasu do czasu, mniej lub bardziej chętnie przystępujemy. Nawet jeśli Eucharystia jest „źródłem i szczytem”, to jednak nie wyczerpuje całej działalności Kościoła, jest przecież na przykład, Liturgia Godzin jako modlitwa całego Kościoła czy inne nabożeństwa takie jak różaniec czy pieśni pasyjne.

- Innym wielkim wyzwaniem jest Komunia święta duchowa - jak przeżywać ją w pełni i dobrze rozumieć?

- Na pewno nie należy jej rozumieć w sytuacji normalnej ani jako substytutu Komunii sakramentalnej, ani też jako jakiejś emocjonalnej tęsknoty za nią. Chodzi raczej o takie połączenie ludzkiego pragnienia, które ożywione wiarą i miłością łączy się z sakramentem. Powiedzieliśmy, że w transmisji nie tylko obserwujemy modlącego się księdza, ale łączymy się z Chrystusem i Jego Ofiarą. W taki sposób - duchowo, a nie poprzez fizyczne spożycie - możemy doznać skutków sakramentu Eucharystii.

- Czas wielkopostny to okres spowiedzi wielkanocnej, do której w obecnej sytuacji dostęp jest ograniczony? Jaką rolę odgrywa tu żal doskonały, który także może przywrócić człowieka do stanu łaski uświęcającej, przy obietnicy wyspowiadanie się przy nadarzającej się ku temu okazji?

- Sakramenty to nie magia. Sensem spowiedzi jest pojednanie z Bogiem i Kościołem: nie tyle wyznanie grzechów, choć jest bardzo ważne, ile doświadczenie Bożego miłosierdzia. Oczywiście, nie chodzi o to, by spowiedź banalizować, czy szukać innych, łatwiejszych lub „promocyjnych” sposobów na ominięcie wstydliwego momentu wypowiedzenia grzechów przed jakimś nieznanym księdzem w konfesjonale. Chodzi raczej o przywrócenie właściwej perspektywy. Warto szukać głębszej motywacji, która wypływa z doświadczenia miłości Boga. Przychodzę do spowiedzi, chcę usunąć z mojego życia grzech, nie tyle dlatego, że czuję się źle, lecz bardziej dlatego, że godzi on w bezinteresowną miłość Boga, oddala mnie od Niego. Tym jest żal doskonały, który w sytuacji trudności w dostępie do sakramentalnej spowiedzi - takiej jak w czasach epidemii, to znaczy, gdy nie możemy przystąpić do tego sakramentu, aby wzajemnie się nie zarażać - może pojednać nas z Bogiem. Ważne jest jednak wspomniana obietnica, by przystąpić do spowiedzi przy pierwszej nadarzającej się okazji.

- Jak rozumieć specjalny odpust zupełny, na który zezwoliła Penitencjaria Apostolska? Czy, aby z niego skorzystać można być w łasce uświęcającej wynikłej z żalu doskonałego?

- Ten odpust należy rozumieć tak samo, jak każdy inny odpust zupełny. Znowu, nie chodzi o magię czy wykup polisy ubezpieczeniowej na czas pandemii, ale o doświadczenie wstawiennictwa świętych, ich realną pomoc w byciu blisko Boga. To dzięki ich zwycięstwu, dzięki jednoznacznemu opowiedzeniu się po stronie Chrystusa, wraz z nami biorą udział w zmaganiu się z grzechem w codzienności. Po tym wszystkim, co powiedzieliśmy o żalu doskonałym, odpowiedź o wystarczalność łaski z żalu doskonałego wydaje się oczywista.

- Zbliżające się Triduum będzie inne. Bez liturgii w kościołach. Jak sprawić, by było umacniające wiarę mimo wszystko? Jeden z księży radzi, by gesty liturgiczne z Wielkiego Tygodnia przenieść do rodzin - obmyć nogi bliskim czy adorować zwykły krzyż, który wisi na naszych ścianach...

- Nie jest prawdą, że to Triduum będzie bez liturgii. Przecież nie my jesteśmy pierwszymi aktorami w liturgii, lecz tym pierwszym działającym jest Chrystus. Tak naprawdę to w Jego liturgii mamy uczestniczyć, w nią mamy się wszczepiać. I epidemia jest tu jedynie relatywną przeszkodą, która ustanie, oby jak najwcześniej. Nawet jeśli tegoroczne Triduum będzie inne, bo nie będziemy mogli zgromadzić się jako Kościół, to jednak nie jesteśmy w sytuacji beznadziejnej. Fakt, że w sytuacji epidemii w naszych parafiach celebracja odbywają się bez ludu, nie oznacza, że są one prywatne; to celebracje całego Kościoła zredukowanego do minimum.
Odnośnie do tego, jak celebrować Triduum w domu, to rozwiązań jest naprawdę mnóstwo: od transmisji z celebracjami w naszych kościołach, przez Liturgię Godzin, drogę krzyżową, śpiew Gorzkich żali, na świętowaniu przy wielkanocnym stole skończywszy. Jeśli zasiądziemy przy nim w zgodzie, odnawiając swój własny chrzest i przez moment modląc się wspólnie, ta Wielkanoc będzie już wygrana!

- A co w ogóle powinno być najważniejsze w nadchodzących Świętach Wielkanocnych w czasie pandemii?

- Doświadczenie Zmartwychwstałego i odnowienie wiary. W gruncie rzeczy mamy taki sam problem jest apostołowie po zmartwychwstaniu: jak na nowo doświadczać Zmartwychwstałego? Tegoroczna Wielkanoc tak naprawdę będzie egzaminem z dojrzałości naszej wiary. Warto nie przestraszyć się wynikami. Nawet jeśli pojawi się rozczarowanie – „a myśmy się spodziewali” (Łk 24, 21) uczniów – niech będzie ono motywacją do głębszych poszukiwań. Może to najlepszy sposób na „nawrócenie duszpasterskie”, o jakie upomina się papież Franciszek?

- Konieczność pozostawania w domach sprawia, że ludzie coraz częściej korzystają z modlitw online. Na jednej z nich co wieczór modli się blisko 50 tys. osób i to różańcem! Wyobraża sobie ojciec taką liczbę osób w kościele na różańcu? Skąd ten fenomen powrotu do tradycyjnych modlitw?

- Mam nadzieję, że nie jest on zrywem chwili, kolejną akcją, lecz rzeczywistym głodem za wspólną modlitwą, w tym głodem za Eucharystią. Choć nie można nie zauważać liczb, to jednak mniej mnie one fascynują. Przecież naszym celem nie jest sprawdzenie możliwości Internetu w Polsce, lecz doświadczenie Kościoła, w której głową jest Chrystus. Mamy nie tyle poddać się zwątpieniu, ile - w tym epidemicznym poście od wspólnych celebracji, mimo kwarantanny czy izolacji - doświadczyć, że nie jesteśmy sami.

- Czy nie istnieje ryzyko, że po tym, kiedy sytuacja się uspokoi, część osób stwierdzi, że po co chodzić do kościoła realnie, skoro okazało się, że Komunię św. można przyjmować duchowo, a spowiedź może zastąpić żal doskonały?

- Taka obawa może się zrodzić tylko w tym, kto nie ma pewności co do prawdziwości doświadczenia Boga. To trochę jak różnica między żalem niedoskonałym a doskonałym. W naszej relacji z Nim jesteśmy przecież wezwani do wielkoduszności, a nie do opisania i wypełniania warunków minimum. Innymi słowy, ktoś kto doświadczył Eucharystii, wie że żadna transmisja mu jej nie zastąpi. Podobnie jest ze spowiedzią. Wszystkie rozwiązania, o których rozmawiamy, dotyczą sytuacji nadzwyczajnej, warto to podkreślić. Przecież kiedyś epidemia się skończy, wrócimy do zwyczajności. Mocno wierzę, że może być to powrót odmieniony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję