Reklama

Błogosławieństwo Owocem zaufania

2019-08-06 09:22

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 32/2019, str. 7-8

Arc
Nowy kościół w Cagayan de Oro

Początek misji ks. Janusza Burzawy w Cagayan de Oro, na filipińskiej wyspie Mindanao był bardzo trudny. Ale udało się i wierni cieszą się wspaniałym kościołem

W grudniu 2011 r. dziesiątki tysięcy mieszkańców potrzebowało pomocy, dźwigając swoje życie po huraganie, jaki nawiedził prowincję. Z drugiej strony klęska żywiołowa, która pozbawiła wielu Filipińczyków życia i mienia wyzwoliła w ludziach ogromne pokłady dobra i solidarności. Nie tylko udało się odbudować powoli domy, ale także, co poczytuje jako wielkie błogosławieństwo – powstał nowy, potrzebny dla wspólnoty kościół.

Ksiądz Janusz objął probostwo w parafii Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej. Dotychczas pracował przez długie lata w wiejskich parafiach na Filipinach. To pierwsza miejska parafia zakonu sercanów na Filipinach. Nominację potraktował jak wyraz zaufania diecezji do misji sercanów. Miasto liczy 600 tys.mieszkańców, parafia obejmuje 9 tys. osób. We września 2011 r. region nawiedził ogromny huragan, który zatopił całe połacie miasta. Ponad 1600 osób zginęło. Przez dwa i pół roku wokół kościoła rozstawione były namioty dla rodzin, które straciły domy, a szacuje się że było to 36 tys. ludzi. Z czasem odbudowywano miasto na nowych działkach. W obliczu katastrofy – państwo zdało egzamin – ocenia się, że była to jedna z najlepiej przeprowadzonych akcji pomocy na Filipinach.

W tych miesiącach ks. Janusz z ks. wikarym starali się być blisko ludzi, rozmawiać z nimi i pomagać im. – Święciliśmy im namioty, aby czuli się bezpiecznie. Dzieci przez dwa lata przebywały całymi dniami w salkach parafialnych. Jedna z parafianek bezinteresownie opiekowała się nimi, prowadziła dla nich lekcje religii i inne zajęcia, bo kataklizm odebrał im możliwość uczęszczania do szkoły. Nieszczęście, które pozbawiło ludzi wszystkiego, wywołało wielką solidarność. Dzieci z bogatszych rodzin robiły sobie urodziny na namiotowisku, gdzie przebywały rodziny pozbawione domów. Przywoziły jedzenie i organizowały wspólne party z dziećmi z namiotów. To stało się zwyczajem powtarzającym się wiele razy – wspomina ks. Janusz. W pracę zaangażowało się mnóstwo wolontariuszy, którzy pomogli w przezwyciężenie traumy dzieciom po powodzi, które nie mogły pozbyć się stresu. – Jeden z moich znajomych wyremontował swój dom, ale kiedy przywiózł na miejsce swoje dzieci, nie chciały nawet wyjść z samochodu. Bały się tak bardzo, że trzeba było wybudować dom w nowym miejscu. Nawet szum wentylatora wywoływał skojarzenie z huraganem – opowiada ks. Janusz.

Reklama

Z czasem w parafii zarysowywał się problem remontu starego kościoła, który powstał przed laty z małej kaplicy i przestał dawno mieścić wszystkich wiernych, którzy przychodzili na Mszę św. Istniały dwie możliwości – rozbudować go jeszcze bardziej i jakoś upiększyć, albo wybudować od nowa funkcjonalną świątynię. – Po konsultacjach, kiedy przedstawiłem parafianom te dwa rozwiązania i projekty niemal wszyscy opowiedzieli się za budową kościoła od postaw, by mógł spełniać potrzeby parafii. Teraz widzę, że decyzja była dobra, choć bardzo się bałem tego przedsięwzięcia. Pieniądze zbieraliśmy przez cztery i pół roku i nie wydawaliśmy na nic, dlatego fundusze były zabezpieczone – opowiada.

Ogromne przedsięwzięcie

Trudność polegała na tym, że należało stary kościół całkowicie rozebrać. Msze św. nabożeństwa odbywały się przez siedem miesięcy na prowizorycznie zadaszonym boisku do tenisa. Było to ogromne utrudnienie, zwłaszcza kiedy zaczęła się pora deszczowa. Ulewne deszcze niejednokrotnie powodowały, że Msza św. musiała być przerwana. – W tych warunkach przetrwaliśmy jednak i po zamknięciu stanu surowego, weszliśmy do nowej świątyni. Mieliśmy dobrą ekipę. Co dwa tygodnie odbywały się spotkania z radą budowlaną. Ludzie świeccy pomagali. Planowaliśmy na długie miesiące wcześniej różne inwestycje i zakupy. Dlatego wszystko szło bez opóźnień. Ks. Janusz zaznacza, że w budowie pomagała zgrana dobra ekipa i była ona prawdziwym błogosławieństwem dla parafii. Nie zrezygnowaliśmy z ani jednej Mszy św., czy spotkania, tak by nie ucierpiało duszpasterstwo – mówi. Aż trudno jest uwierzyć, że za dwa i pół roku ks. Janusz z parafianami wybudował kościół i całkowicie go ukończył. W świątyni jest 650 miejsc siedzących. Była to ogromne przedsięwzięcie, szacowane na 500 tys. dolarów.

Cieszą się z nowego kościoła

Wystrój kościoła nawiązuje do wezwania Matki Bożej, jakie nosi parafia. – Wybraliśmy jednego z najlepszych architektów w tej części Filipin zgodził się zrobić cały projekt wystroju za darmo. Kościół jest na planie amfiteatru – wygląda jak wachlarz. Przykrywa go niebieski dach, jak płaszcz Maryi. U góry korona Matki Bożej wieńczy kopułę z dwunastoma witrażami wyobrażającymi apostołów. W centrum ołtarza jest krzyż franciszkański. Po lewej stronie rzeźba Matki Bożej, po drugiej św. Józef z Jezusem na ręku.

– Przez tę rzeźbę chcieliśmyzaakcentować rolę mężczyzny w wychowaniu dzieci. On nie tylko ma zabezpieczać rodzinę finansowo, ale być obecny w życiu swoich dzieci – tłumaczy ks. Janusz. W kościele są również rzeźby św. Pedro Calungsod – chłopaka, który w XVII w. wyjechał jako ewangelizator na wyspę Guam i tam zginął. Są też Dzieci z Fatimy – święci Franciszek i Hiacynta. U góry są witraże Matki Bożej Królowej Nieba i Ziemi na tle kwiatów filipińskich. Na Filipinach dzieci w czasie majówek składają przed figurą Matki Bożej kwiaty. Te kwiaty oznaczają serca parafian. Parafianie ogromnie cieszą się z nowego kościoła. Poświęcił go 4 grudnia 2016 r. wikariusz generalny i zarazem były proboszcz parafii. Tutejszy biskup nazwał świątynię „najpiękniejszym kościołem w diecezji”. Choć obiektywnie są ładniejsze, to tymi słowami wyraził swoje uznanie wobec proboszcza i parafian.

W trakcie budowy z równą troską ks. Janusz traktował sprawy duszpasterskie.

– Nic nie zaniedbywaliśmy. Dwukrotnie odwiedziliśmy wszystkich parafian. Było to osiem miesięcy chodzenia – śmieje się. Utworzono grupy, które odwiedzały sąsiadów i najbliższych mieszkańców danej dzielnicy. W Roku Nowej Ewangelizacji w parafii sprawowane były przez trzy miesiące katechezy służące odnowieniu wiary. Sąsiedzkie kręgi modlitewne. zbierają się co tydzień na dzieleniu Słowem Bożym, modlą się i pomagają sobie wzajemnie. Lider grupy jest pośrednikiem między księdzem a parafianami.

– Kiedy rozpoczynaliśmy budowę kościoła, przestaliśmy brać pieniądze za jakiekolwiek posługi i sakramenty, w tym chrzty czy pogrzeby. Wprowadziliśmy w zamian „dar oddany Panu Bogu”, czyli zwyczaj regularnej, dowolnej ofiary na kościół, która jest wyrazem podziękowania Bogu i odpowiedzialności za swoją parafię przez każdą rodzinę. To rozwiązanie udało się wprowadzić pomyślnie. Parafianie mają za darmo wszelkie posługi, a pieniędzy jest trzy razy więcej niż było – podkreśla, ponieważ spływają ofiary na kościół i utrzymanie parafii. Zbiórką na specjalne konto zajmują się sami parafianie, wszystko jest transparentne – dodaje. Najważniejsze, że dzięki tym ofiarom parafia może prowadzić szerokie duszpasterskie działania, ale także pomagać charytatywnie. Część środków przeznaczona jest na opłacenie katechetek, które pracują za darmo. Trzeba im dać środki na bilety do szkoły, na parasolki, zeszyty, przybory i materiały. Mając pieniądze może przygotować również obiad dla młodzieży uczestniczącej w spotkaniach parafialnych. A chorzy, którzy przychodzą na parafię, nigdy nie odchodzą bez pomocy. Kupujemy lekarstwa, jedziemy z nimi do szpitala. W czasie Wielkiego Postu zbierana jest jałmużna w każdym domu dla ubogich i chorych oraz na pomoc w razie katastrof naturalnych, które zdarzają się dość często. Parafia funduje też niewielkie stypendia dla dzieci na mundurek do szkoły, na wyżywienie (czyli ryż z rybą). Stypendium objętych jest dwadzieścioro dzieci. Są to zaledwie dwa dolary na tydzień, mały dodatek, po który przychodzą do parafii. Wtedy mają lekcje katechezy i ćwiczenia śpiewu. – Dajemy również im na jakieś dodatkowe składki, kupujemy tornistry i wyprawkę do szkoły i pomagamy w razie problemów ze zdrowiem. – Chcemy ich zachęcić, by przychodziły do parafii, by te spotkania miały także formacyjny wymiar. Zapraszamy, ale nie zmuszamy – podkreśla.

Czekają na niego

Diecezja kielecka również wsparła misyjne działania ks. Janusza. Dzięki funduszom od bp. Jana Piotrowskiego mógł on wybudować parafianom dom na spotkania. Odbywają się tutaj próby dla małych chórzystów, spotkania młodzieży, wykłady i katechezy. Wdzięczny jest również ks. prał. Janowi Iłczykowi i parafianom jego rodzinnej parafii św. Józefa Robotnika, którzy niejednokrotnie, ilekroć odwiedzał parafię (ostatnio był w lipcu), przekazywali swoje ofiary na potrzeby misji. Teraz przebywa na urlopie w Polsce. Pod koniec sierpnia wraca na Filipiny do swoich parafian. Kiedy oglądając zdjęcia, na których są setki ludzi do siebie podobnych, pytam go czy zna ich wszystkich – odpowiada z uśmiechem „oczywiście!”. – Na Filipinach ksiądz jest z ludźmi, jest od wszystkich spraw, ma porozmawiać i wysłuchać, doradzić – mówi. Więc wraca bo wie, że już na niego czekają.

Tagi:
misje

Parafia z Oświęcimia wspomaga edukację sierot z Indii

2019-09-10 20:15

rk / Oświęcim (KAI)

Słowa Jezusa z Ewangelii św. Marka – „Talitha cum - Dziewczynko, mówię ci, wstań!” stanowią motto i jednocześnie nazwę programu pomocy dziewczynkom z najniższych warstw społecznych w diecezji Vijayawada w południowoindyjskim stanie Andhra Pradeś. Dzięki Zespołowi Misyjnemu w parafii św. Maksymiliana Kolbego w Oświęcimiu, który zaangażował się w projekt i poprzez adopcję na odległość wsparł materialnie i duchowo grupę dziewcząt, sieroty z innego kontynentu mają szansę na lepszą przyszłość i znalezienie zatrudnienia.

Archiwum ks. Michała Kozala
Magdalena Trudzik z podopiecznymi

Studentki objęte programem mogą kształcić w różnych zawodach i za kilka lat zostać na przykład pielęgniarkami, urzędniczkami, opiekunkami społecznymi, dziennikarkami czy farmaceutkami. Gdyby nie wsparcie materialne, nie śmiałyby nawet o tym marzyć. Jednocześnie uczestniczki programu kontynuują osobistą katolicką formację opartą na ewangelicznych wartościach, a konkretnie kierującą się wytycznymi posynodalnej adhortacji „Christus vivit”.

Program oficjalnie zainaugurował w czerwcu tego roku biskup Telagathoti Raja Rao. Ordynariusz diecezji Vijayawada podziękował w specjalnym liście diecezji bielsko-żywieckiej za wsparcie materialne projektu, który w swej pierwszej fazie obejmuje około 300 dziewcząt z różnych parafii z terenu tej jednostki administracyjnej Kościoła w Indiach. W ramach pomocy udzielonej przez parafian z Oświęcimia solidne wykształcenie, będące gwarancją otrzymania w przyszłości pracy, otrzymuje około 50 dziewczynek z sierocińca.

Jak wspomina opiekun Zespołu Misyjnego ks. Marcin Mendrzak, wszystko zaczęło się w 2016 roku, kiedy w oświęcimskiej parafii gościł jeden z pomysłodawców programu „Talitha.cum” ks. Don Bosco Darsi. Wtedy właśnie kapłan spotkał się z polskimi uczniami i opowiedział im o trudnej sytuacji chrześcijan w Indiach. Jednocześnie zachęcał do adopcji serca i wsparcia dziewcząt z najuboższych warstw.

„Ks. Don Bosco opowiedział o bardzo trudnej sytuacji chrześcijan w Indiach, którzy borykają się z wieloma trudnościami, ale przede wszystkim tymi natury mentalnej. Ponieważ chrześcijaństwo burzy utrwalony system społeczny, a oni, najczęściej wywodzący się z najniższej kasty, nie mają żadnych szans na rozwój. Szczególnie zaś zagrożone są małe dziewczynki. Nie daje się im możliwości na edukację, zdobycie dobrej pracy” – relacjonuje ks. Mendrzak, wyjaśniając, jak parafianie włączyli się projektu adopcji na odległość wraz z Zespołem Misyjnym.

Duchowny przyznał, że dzięki kontu bankowemu użyczonemu przez diecezjalną Caritas udało się rozpocząć pierwszą fazę projektu. „Już kilkadziesiąt osób i jedna ze szkół na terenie naszej parafii zadeklarowały pomoc materialną na dłuższy okres niż jednego roku” – podkreślił, wyrażając nadzieję, że jeszcze wielu ludzi dobrego serca zechce wesprzeć ten szczytny cel. Szczególnymi patronami tego projektu są: św. Matka Teresa z Kalkuty, św. Maksymilian oraz św. Jan Paweł II.

Zespół Misyjny oświęcimskiej parafii spotyka się w każdy 3. poniedziałek miesiąca na Eucharystii, którą zawsze sprawujemy polecając sprawy misji.

Dziewczęta indyjskie objęte programem „Talitha.cum” po uzyskaniu wykształcenia i otrzymaniu pracy zobowiązują się wspomagać finansowo inne studentki. Podejmują także każdego miesiąca prace wolontariacie. Roczny koszt nauki jednej studentki to ok. 350 euro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXXV Ogólnopolska Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin na Jasną Górę

2019-09-16 09:46

KODR/ BP KEP / Warszawa (KAI)

Bardzo potrzeba modlitwy w intencji ludzi młodych, w intencji matek i ojców, w intencji rodzin, abyśmy byli otwarci na życie. Aby życie zawsze dla nas było radością i ogromnym darem Pana Boga - podkreślił bp Wiesław Śmigiel, przewodniczący Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, zapraszając na XXXV Ogólnopolską Pielgrzymkę Małżeństw i Rodzin na Jasną Górę. Odbędzie się ona od 21 do 22 września 2019 r. pod hasłem „Rodzina sanktuarium życia”.

pixabay.com

Jak wyjaśnił bp Wiesław Śmigiel, tegoroczne hasło pielgrzymki „Rodzina sanktuarium życia", to słowa zaczerpnięte z Evangelium vitae św. Jana Pawła II. „Słowa niezwykle ważne, ale myślę, że też program dla Kościoła w Polsce, dla Duszpasterstwa Rodzin w naszej Ojczyźnie" - powiedział bp Śmigiel. „Życie jest zagrożone, dobrze o tym wiemy. Z jednej strony ogromna wrażliwość i troska o życie bardzo szeroko pojęte, troska o przyrodę, ekologię. Z drugiej strony przyzwolenie na aborcję, na zabijanie dzieci już poczętych, a jeszcze nienarodzonych. Myślę, że w tej sytuacji bardzo potrzeba naszego głosu, naszego zamyślenia, a przede wszystkim potrzeba naszej modlitwy" - dodał.

Bp Śmigiel zwrócił też uwagę na to, jak wielkim darem jest życie. "Życie nie jest ciężarem, życie nie jest obciążeniem, ale życie, nowe życie, to jest szansa na szczęście: szczęście małżonków, szczęście rodzin. Myślę, że też szczęście w naszej Ojczyźnie i szczęście Kościoła" - podkreślił, zachęcając do udziału w spotkaniu na Jasnej Górze.

Jak dodał ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, uczestnicy XXXV Ogólnopolskiej Pielgrzymki Małżeństw i Rodzin będą się modlić w intencji wszystkich małżeństw i rodzin, prosząc, aby stawały się prawdziwym sanktuarium życia – „miejscem, gdzie dziecko jest przyjmowane z radością, miejscem gdzie każdy czuje się bezpiecznie i jest kochany". „Pragniemy modlić się także w intencji tych małżeństw, które z różnych powodów utraciły swoje dziecko. Będziemy powierzali ich ból opiece Matki Pięknej Miłości, prosząc aby wzięła ich w swoją opiekę”- powiedział ks. Drąg.

Do pielgrzymowania indywidualnego i w ramach grup parafialnych oraz diecezjalnych zaproszone są rodziny z dziećmi, małżeństwa, osoby zaangażowane w Duszpasterstwo Rodzin i wszyscy, którym sprawy małżeństwa, rodziny i życia są bliskie.

Pielgrzymka od ponad 30 lat organizowana jest przez Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin przy Konferencji Episkopatu Polski. Jej celem jest przede wszystkim wzmocnienie polskich rodzin, zwrócenie uwagi na piękno powołania małżeńskiego, a także pomoc w przezwyciężeniu zagrożeń. W wydarzeniu rokrocznie bierze udział ponad dziesięć tys. osób. Zebrani uczestniczą we wspólnej modlitwie, mogą również wysłuchać świadectw i konferencji o tematyce małżeńskiej i rodzinnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kulisy zakłócenia Mszy św. w Świdnicy. Zatrzymani złożyli wyjaśnienia

2019-09-17 08:33

wpolityce.pl

Grupa osób zakłóciła Mszę świętą w katedrze pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Świdnicy, mieli ze sobą kolorową flagę. Niektórzy świadkowie mówią wprost, że była to tęczowa flaga ruchu LGBT. Portal wPolityce.pl dowiedział się, jak wyglądało całe wydarzenie.

Bożena Sztajner/Niedziela

Okazuje się, że do zdarzenia doszło około godz. 8:50. Do Kościoła wtargnęły cztery osoby. Był to 24-letni mężczyzna oraz trzy kobiety w wieku: 49 lat, 41 lat oraz 26 lat.

Osoby te po wejściu do Kościoła znajdowały się w przedsionku katedry i zaczęły krzyczeć. W tej chwili ustalamy, jakie tam dokładnie słowa tam padły, ale świadkowie co do jednego są pewni – padły tam słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna. Ponadto mężczyzna miał wyciągnąć kolorową flagę, niektórzy świadkowie mówili wprost, że to była tęczowa flaga. Tą flagą miał wymachiwać. W tym czasie do tych ludzi, którzy zakłócali Mszę, parafianie podeszli i podjęli działania, aby te osoby opuściły Kościół. Doszło tam do jakiegoś zamieszania. Między innymi nieustalona osoba, która interweniowała, wyrwała kolorową czy tęczową flagę 24-latkowi i wybiegła z nią z Kościoła

— relacjonował przebieg sytuacji w rozmowie z portalem wPolityce.pl prok. Marek Rusin z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy.

Na miejsce przyjechała policja, i zatrzymała wspomniane cztery osoby. Nie udało się jednak zabezpieczyć kolorowej flagi. Na komendzie zatrzymanych zbadał lekarz. 26-latka została zwolniona z powodu swojego stanu zdrowia, ale odpowiedzialności nie uniknie.

Z „wolnej stopy” policjanci przedstawili jej jeszcze wczoraj zarzut, że 15 września 2019 roku wspólnie z trzema ustalonymi osobami przeszkadzała w publicznym wykonywaniu aktu religijnego w Kościele w ten sposób, że zakłócała nabożeństwo poprzez wznoszenie okrzyków. Przestępstwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności do lat dwóch. Kobieta złożyła wyjaśnienia. Są jednak spore wątpliwości, czy jest to osoba zdrowa, dlatego został powołany biegły psychiatra, aby ją przebadać

— powiedział prok. Rusin.

Okazuje się, że osoby, które zakłóciły Mszę, spożywały wcześniej alkohol.

Wczoraj te osoby zostały zbadane na obecność alkoholu. Mężczyzna miał 2,4 promila alkoholu, natomiast dwie z tych kobiet nie były w stanie chuchnąć

— mówił prok. Rusin.

Dziś podobny zarzut jak 26-latka usłyszały pozostałe trzy osoby, uczestniczące w całym zdarzeniu.

Mężczyzna przyznał się do tego czynu. Nie mieszka w Świdnicy, przyjechał dzień wcześniej i spożywał razem z kobietami alkohol. Byli mocno nietrzeźwi. Wyjaśnił, że nad ranem doszedł do wniosku, że pójdzie się do Kościoła pomodlić. Zabrał ze sobą tę flagę i chciał ją wywiesić w Kościele. Dwie pozostałe osoby częściowo się przyznają – poszły do Kościoła się pomodlić, natomiast w kwestii krzyków zasłaniają się niepamięcią. Przyznały się wyrażając żal, przepraszają

— relacjonował całą sytuację prok. Rusin. Prokurator wobec tych osób zastosował dozór policji, mają się zgłaszać na policję w swoich miejscach zamieszkania dwa razy w tygodniu.

Prokurator na pytanie, czy zatrzymane osoby utożsamiają się z ruchem LGBT, odpowiedział:

Wszystko na to wskazuje, że po prostu najpierw spożywali alkohol, a później mężczyzna wziął tę flagę do Kościoła, żeby ją rozwiesić. Po co ją przywiózł do Świdnicy – nie potrafi tego wytłumaczyć. Nie utożsamiają się z żadnym ruchem. Zasłaniają się wypitym alkoholem, jest im wstyd – takie wyjaśnienia złożyły te osoby.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem