Reklama

Niedziela Małopolska

Średniowiecze połączy się ze współczesnością

– Aż się prosiło, aby Panna Maryja otrzymała dzwon św. Józefa – mówi „Niedzieli” ks. infułat dr Dariusz Raś, archiprezbiter bazyliki Mariackiej

Niedziela małopolska 32/2019, str. 7

[ TEMATY ]

wywiad

Archiwum bazyliki Mariackiej

Dzwony są wezwaniem do wzniesienia serca ku górze – mówi ks. inf. Dariusz Raś

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Księże Infułacie, jaką rolę przez wieki pełniły w parafii dzwony?

KS. DARIUSZ RAŚ: – Dzwony mariackie od wieków związane są nie tylko z życiem społecznym krakowian, ale również, a może przede wszystkim, z wiarą naszych parafian. Głoszą chwałę Boga i wzywają na modlitwę, np. na Anioł Pański. Wskazują najważniejsze święta kalendarza liturgicznego, powiadamiają o śmierci. Dzwony są i były głosem wspólnoty wierzących i stanowią świadectwo jej żywotności.

– A jaką rolę pełnią dzisiaj?

– Dokładnie taką samą. Mimo że ludzie stracili jakby wrażliwość na ich dźwięk, to one nadal do nas wołają o wiarę. Ciągle je słyszymy. Dzwony są wezwaniem do wzniesienia serca ku górze, są głosem chrześcijan zamieszkujących to miasto, skierowanym również do gości z dalekich nawet krajów.

– W odpust, 15 sierpnia w bazylice Mariackiej zostanie poświęcony dzwon „Święty Józef z Nazaretu”. Z jakiej okazji ten prezent?

– Kilka lat temu okazało się, że w niższej wieży kościoła Mariackiego, czyli dzwonnicy, jest pozostawione, przez fundatorów gotyckich dzwonów, wolne miejsce. Patrząc na nie, pomyślałem, aby powstał jeszcze jeden dzwon. W rodzeniu się pomysłu miał udział dzwonnik krakowski Andrzej Bochniak. Jednak powstawanie dzwonu to długotrwały proces. Postanowiliśmy, że Święty Józef będzie prezentem na 700-lecie konsekracji obecnego gotyckiego kościoła, pochodzącego z 1320 r.

– Gdzie powstawał dzwon?

– Został zaprojektowany i odlany w pracowni ludwisarskiej Jana Felczyńskiego w Przemyślu. Szatę graficzną przygotował artysta plastyk Ryszard Paprocki, a szczegółów doglądał wspomniany już dzwonnik Andrzej Bochniak. Oczywiście, wszystko było konsultowane z naszą parafią. Wygląd dzwonu zawiera tradycyjne herby: Krakowa, arcybiskupa metropolity Marka Jędraszewskiego i historycznego fundatora parafii z ok. 1222 roku biskupa Iwo Odrowąża. Są również inne elementy wystroju, jako że wszystko nawiązuje do gotyckiego porządku fundatorskiego.

– Dlaczego „Święty Józef z Nazaretu”?

– Aż się prosiło, aby Panna Maryja otrzymała dzwon św. Józefa. Ale są i inne powody; św. Józef jest patronem Krakowa od ponad 300 lat, a bazylika Mariacka jest niejako sercem tego miasta. Ponadto św. Józef to opiekun Pana Jezusa i oblubieniec Maryi, której ta świątynia jest poświęcona. W naszym kościele znajduje się ołtarz św. Józefa z jego wizerunkiem. Do tego obrazu nawiązuje także ornamentyka dzwonu.

– Dzwon dołączy do gotyckich braci. Jak się odnajdzie w tym towarzystwie?

– W bazylice Mariackiej mamy unikalny na skalę światową zespół średniowiecznych dzwonów, które są ciągle używane. Tenebrat wzywa na uroczystą sumę w niedzielę i święta. Półzygmunt dzwoni codziennie o 21.05 i w piątki o 15.04, natomiast Misjonał i najstarszy mieszczański można usłyszeć o 12.04 na Anioł Pański. Właśnie do tych dwóch ostatnich dołączy św. Józef z Nazaretu. To trio będzie dzwonić w jednej tonacji. Nowy dzwon zostanie zawieszony na VIII kondygnacji wieży. Najmłodszy, 700-kilogramowy brat wydatnie wspomoże dźwiękiem, a może i czasami wyręczy starszych braci. Tak więc średniowiecze połączy się ze współczesnością. Dodam jeszcze, że od ubiegłego roku można w niektóre dni z bliska zobaczyć nasze dzwony. Ktoś żartobliwie nazwał to ofertą „dla koneserów muzyki i dzwonników”. Zapraszamy!

– Po raz pierwszy Święty Józef zadzwoni 1 stycznia 2020 roku…

– W 1320 r. został konsekrowany kościół Mariacki w jego obecnej, gotyckiej formie. Wydaje się, że wzniesiono go na fundamentach wcześniejszego, parafialnego kościoła romańskiego. Z początkiem roku zaczniemy więc obchodzić w sposób symboliczny wielki jubileusz 700-lecia powstania naszej krakowskiej fary, natomiast w następnych latach dzwon będzie wieścił 800-lecie parafii Mariackiej, która powstała równocześnie ze sprowadzeniem do Krakowa oo. Dominikanów.

– Czy są już znane plany świętowania tego jubileuszu?

– Przygotowania do jubileuszu mają charakter duchowy, tworzymy specjalne kazania, programujemy rekolekcje, liturgie, modlimy się wraz ze wspólnotami mariackimi w intencji miasta i Ojczyzny. Mamy również nadzieję na nowe wydawnictwa. Oprócz tego, w ramach jubileuszu, parafia sprawi sobie dwa prezenty. Będziemy mogli zobaczyć efekty naszych prac konserwatorskich, które zakończymy w latach 2020-21. Na 800-lecie parafii przygotowujemy całkowicie odnowione organy główne z ich zabytkowymi głosami. Będziemy też, mam nadzieję, podziwiać wkrótce w całej okazałości wspaniały Ołtarz Wita Stwosza po 8-letnim procesie konserwacji i badań. Właśnie prace przy scenie głównej, opowiadającej historię zaśnięcia i wniebowzięcia Matki Zbawiciela, wchodzą w decydującą fazę.

2019-08-06 09:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szumowski: ponowne zamknięcie Polaków w domach raczej niemożliwe; obecnie epidemia wygasa (wywiad)

Ponowne zamknięcie Polaków w domach, ograniczenie ich aktywności zawodowej i społecznej jest raczej niemożliwe - powiedział w rozmowie z PAP minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał, że w tej chwili jesteśmy na etapie wygaszania epidemii.

Minister zdrowia przyznał, że w tej chwili epidemia w wielu województwach jest "w formie szczątkowej". W niektórych diagnozuje się dziennie tylko pojedyncze zachorowania na COVID-19, a ich łączna dobowa liczba spadła poniżej 300. Nie można jednak założyć, że to już koniec. Niewykluczone, że dojdzie do wzrostu zachorowań jesienią, ale sytuacja wtedy będzie inna, bo przetarto już pewne ścieżki, wyprowadzono mechanizmy, działania, by skuteczniej przeciwdziałać jego rozprzestrzenianiu. Ponadto "nauczyliśmy się" żyć z tym wirusem, choć nadal do końca nie został on poznany.

Natomiast w kontekście wypełnienia jednego z dwóch możliwych scenariuszy, dotyczących niedzielnego głosowania na prezydenta, minister Szumowski stwierdził, że wybór prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego wiąże się z niewiadomą, jeśli chodzi o politykę zdrowotną, bo jego program, to "puste obietnice". Z kolei prezydent Andrzej Duda w ciągu swojej prezydentury podejmował inicjatywy ustawodawcze w wielu kwestiach zdrowotnych.

PAP: Jesteśmy już na ostatniej prostej, jeśli chodzi o wybory. Możemy zatem "pogdybać". Realne są dwa scenariusze. Czego możemy spodziewać się w kontekście polityki zdrowotnej, gdyby doszło do reelekcji prezydenta Dudy, a czego, gdyby w pałacu prezydenckim pojawił się Rafał Trzaskowski?

Ł.Sz.: Trzeba zaznaczyć, że Rafał Trzaskowski był członkiem rządu Platformy Obywatelskiej i wówczas nie zabierał za bardzo głosu na temat nakładów na ochronę zdrowia, a przecież rząd jednak jest ciałem kolegialnym. Przez osiem lat rządów PO-PSL była tu stagnacja. Nakłady, jeżeli rosły to w bardzo ograniczonym zakresie. Dlaczego przez osiem lat ich rządów nie uchwalono takiej ustawy jak „ustawa 6 proc.”? Przypominam, że za rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydentury Andrzeja Dudy taka ustawa powstała. Tylko do ubiegłego roku nakłady na ochronę zdrowia wzrosły o 30 mld zł. Na samą onkologię do 7,3 mld zł w 2019 roku z 4,9 mld zł z 2015 roku. Liczba refundowanych leków w leczeniu raka piersi zwiększyła się z dwóch do jedenastu. Dlaczego pan Trzaskowski będąc ministrem administracji i cyfryzacji nie zdecydował się wprowadzić informatyzacji w ochronie zdrowia: e-recepty, e-wizyty, e-skierowania? My to wszystko wprowadziliśmy.

PAP: Czy pana zdaniem jest możliwe, by nakłady na politykę zdrowotną wzrosły do 6 proc. PKB już w przyszłym roku? Ustawa przewiduje osiągnięcie tego pułapu za cztery lata. Prezydent Trzaskowski zapowiada m.in. zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia w przeliczeniu na głowę każdego Polaka do 3676 zł wobec 2757 zł już w 2021 roku, czyli w ujęciu do PKB do 6 proc. z 5,03 proc. planowanych w 2020 roku.

Ł.SZ.: To są puste obietnice. Gdy pan Trzaskowski jako minister w rządzie PO-PSL miał realną władzę, nie zabiegał, zresztą jak cały rząd, o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. A teraz nagle, jako kandydat na prezydenta, tak dużo o tym mówi. To jest niepoważne. Dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy podjął realną pracę w zakresie zwiększania finansowania służby zdrowia. Zwiększyliśmy wynagrodzenia, w tym urealniliśmy płace w zawodzie pielęgniarki czy ratownika. Te płace podstawowe wzrosły w sposób istotny, choćby od lipca wzrasta minimalne wynagrodzenie w sektorze ochrony zdrowia. Wzrosły wynagrodzenia rezydentów. To realne działania. Przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej, którego członkiem był pan Trzaskowski, nie widzieliśmy tego.

PAP: Jednak przy spełnieniu scenariusza nazwijmy go "B", czyli sytuacji wygranej prezydenta Trzaskowskiego, będziecie panowie musieli ze sobą współpracować, znaleźć punkty styczności, bo chodzi przecież o zdrowie Polaków.

Ł.Sz.: Nie mam pojęcia, jakie by one były, bo program pana Trzaskowskiego jest bardzo enigmatyczny, wręcz zdawkowy. To są puste obietnice. Nie ma realnego programu. Natomiast prezydent Andrzej Duda zainicjował realne projekty, jak choćby regulację dotyczącą onkologii, czyli tzw. cancer plan, w którym są m.in. nowe szczepionki, których rząd PO-PSL nie chciał wprowadzić. My wprowadzamy szczepienie na HPV, które ratuje kobiety przed rakiem szyjki macicy. Dodatkowo z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy mamy projekt ustawy o Funduszu Medycznym. To w tym roku 2 mld zł, w kolejnych 4 mld zł na konkretne działania.

PAP: Pozostawmy w tej chwili najgorętsze wydarzenia. Cofnijmy się do marca. Mijające cztery miesiące musiały być dla pana, jako ministra zdrowia, jak zły sen. Wysiłek, odpowiedzialność, nowe regulacje pisane i wprowadzane błyskawicznie, pod wpływem zmieniającej się sytuacji. Z jednej strony musiał pan dbać o to, by system dał radę, z drugiej było wiele niewiadomych. Wirus rozprzestrzeniał się. Nikt nie wiedział jak szybko i głęboko będzie atakował. Gdyby pan mógł cofnąć czas i miał tę wiedzę, co dzisiaj, jakich decyzji nie podjąłby pan? Co zmienił?

Ł.Sz.: Zawsze z perspektywy upływającego czasu można powiedzieć, że pewne rzeczy można byłoby przeprowadzić lepiej. Ale o tym wiemy zawsze po czasie. Decyzje ocenia się jednak po efektach. Jakie mamy efekty, każdy widzi. Spowolniliśmy rozprzestrzenianie się wirusa, zabezpieczyliśmy łóżka i niezbędny sprzęt. Każdy chory wymagający hospitalizacji otrzymywał miejsce w szpitalu. Każdy wymagający respiratora był do tego respiratora podłączany. W innych państwach tych możliwości zabrakło. Na pewno z tą wiedzą, którą teraz mamy, konkretniej dostroilibyśmy się do początkowej fazy epidemii. Chodzi np. o sieć szpitali jednoimiennych, transport pacjentów zakażonych koronawirusem. Zapewne zasady dotyczące triażu pacjentów można było lepiej na początku doprecyzować. Ale pamiętajmy, że to my jako pierwsi wprowadziliśmy jednoimienne szpitale zakaźne, które okazały się bardzo dobrym rozwiązaniem. W przypadku pozostałych szpitali pewnie wprowadzilibyśmy izolatki czy oddziały izolacyjne dla pacjentów oczekujących na wynik badania pod kątem obecności koronawirusa. Szybciej wprowadzilibyśmy zapewne także zakaz pracy w kilku miejscach dla personelu medycznego. Oczywiście z rekompensatą. To jednak, można by rzec niuanse, przy tym, co realnie udało się zrobić. Wystarczy punkt odniesienia. Popatrzmy na Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Niemcy, Francję. Popatrzmy na USA.

PAP: Przypuszczam, że niedługo czeka pana urlop, nabierze pan sił, ale czy jest pan gotów na drugie starcie z epidemią? Jak może ono wyglądać?

Ł.Sz.: W wielu krajach niestety obserwujemy ponowny wzrost zakażeń. Czytamy doniesienia o ponownym zamykaniu regionów i miast. W Polsce widzimy natomiast poprawę sytuacji i spadek zakażeń. Raporty wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych pokazują, że liczba zdiagnozowanych nowych przypadków ustabilizowała się na niższym poziomie niż jeszcze dwa, czy trzy tygodnie temu. W niektórych województwach są to już tylko pojedyncze przypadki. To pokazuje, że w wielu województwach epidemia jest w formie szczątkowej. Wirusa mamy znacznie, znacznie mniej. Jeśli popatrzymy na wyniki badań przesiewowych u osób jadących do sanatoriów to z 18,5 tys. przebadanych - to gigantyczna grupa - tylko 30 osób jest chorych. To jest mniej niż 1,7 promila. Zrobiliśmy też przesiew u policjantów. Przebadaliśmy 3 tys. z nich i okazało się, że nie było żadnego chorego. To pokazuje, że w przesiewie populacji, nie w wyselekcjonowanych grupach, tego wirusa jest naprawdę niewiele. Stan epidemiczny w kraju uważam, że jest niezły i to nie na podstawie wymysłów, widzimisię, hipotez, ale na podstawie wyników badań.

PAP: Czego dowiedzieliśmy się o tym wirusie, patrząc na niego już z pewnej perspektywy i biorąc pod uwagę nasze doświadczenia?

Ł.Sz.: Powstały ostatnio prace mówiące na przykład o tym, że kod genetyczny niektórych osób daje mniejszą lub większą szansę na chorowanie i powikłania. Dowiedzieliśmy się też, że dość duża grupa osób choruje bezobjawowo, ale jest też grupa osób, dla których ma on poważne konsekwencje i w tym przypadku ta choroba ma bardzo ciężki przebieg. Wiemy, że zakaźność jest dość duża i zależy od samej formy zakażenia. Na przykład tylko 1/4 zakażonych górników, którzy w większości chorowali bezobjawowo, zaraziło swoje rodziny. To pokazuje, że u osób bezobjawowych ta zakaźność jest niższa. Myślę, że jeszcze długo, wręcz przez całe lata, będziemy analizowali te dane. Nadal uczymy się tego wirusa. Otwarte jest nadal pytanie, dlaczego tak mocno pozakażani byli górnicy? Być może wpłynęły na to warunki, w których pracują, czyli w kopalniach na dole, gdzie trudno zachować dystans i mamy dużą wilgotność powietrza.

PAP: Jeśli dojdzie do eskalacji choroby w następnych miesiącach, czy czekają nas kolejne obostrzenia? Czy gospodarkę i system opieki zdrowotnej będzie stać na ewentualne zamykanie wszystkiego na kłódkę, jak miało to miejsce w marcu i kwietniu? Tym bardziej, że oswoiliśmy już tego wirusa, lęk w społeczeństwie przed nim jest mniejszy, a zatem nie będzie już tak łatwo ograniczać aktywności społecznej i zawodowej Polaków, gdyby była taka konieczność.

Ł.Sz.: Pełnego lockdownu nie da się już przeprowadzić, zarówno z punktu widzenia medycznego, jak i gospodarczego. Gdyby naprawdę było niedobrze, wtedy można myśleć np. o większej kontroli kontaktów społecznych. Ale mam nadzieję, patrząc na te liczby w naszym kraju i krajach sąsiadujących, że nie będziemy mieli aż tak dramatycznego wzrostu. Trzeba też pamiętać, że mamy wypracowane już mechanizmy, procedury, szpitale jednoimienne, gotową sieć laboratoriów, testy genetyczne, szybkie testy na czas jesienny, by diagnozować możliwe zakażenia. To wszytko jest przygotowane. Będziemy też zachęcali do szczepień przeciw grypie.

PAP: Koronawirus schodzi na drugi plan, ale znowu powracają stare bolączki: rozpoczęta tylko w mikro stopniu reforma psychiatrii dziecięcej, kwestie chorób onkologicznych i rzadkich, kolejki do specjalistów, które jeszcze bardziej się wydłużą, bo pacjentów przybyło, przemęczony personel. Pojawiła się też nowa kwestia – lęk pacjentów przed bezpośrednim kontaktem z lekarzami, placówkami. Gdzie leżą największe wyzwania? Jakie są rokowania dla systemu zdrowia krótkofalowo i długofalowo? Czy uda się ten czas nadgonić, który jest też tak istotny w leczeniu?

Ł.Sz.: Należy pamiętać, że reformę psychiatrii rozpoczęliśmy od dorosłych. I ona w opinii psychiatrów poszła całkiem dobrze. Podobną reformę robimy w psychiatrii dziecięcej. Oczywiście koronawirus trochę zatrzymał postępowanie konkursowe dotyczące tworzenia poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych. Jednak trzeba podkreślić, że dotychczas zakontraktowaliśmy 130 placówek z 300, które założyliśmy, że powstaną. Mam nadzieję, że teraz wszystko nabierze tempa i będziemy już niedługo mieli pełną sieć poradni. To, co epidemia przesunęła w czasie, to samą opiekę psychiatryczną nad dziećmi i młodzieżą. Wielu opiekunów wystraszyło się i przyjmowanie dzieci nie odbywało się w takiej formie i stopniu, jak zakładaliśmy. Korzystając jednak z okazji, chciałbym zaapelować do wszystkich pacjentów, by wracali do badań profilaktycznych. Nie obawiali się. Tak, jak mówiłem wcześniej, wirusa jest znacznie, znacznie mniej.

PAP: Jakie reperkusje dla światowej i polskiej polityki zdrowotnej będzie miało wycofanie się USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Czy Pana zdaniem rzeczywiście WHO działała zbyt opieszale, jeśli chodzi o reakcję na rozprzestrzenianie się wirusa?

Ł.Sz.: Na pewno WHO prezentowała dość chwiejne komunikaty na temat epidemii. Na tej podstawie wszystkie państwa wprowadzały zaś swoje działania. WHO mówiła na początku wyraźnie, że prawdopodobieństwo przejścia wirusa do Europy jest znikome lub bardzo niskie. Potem zmieniła zdanie. Po doświadczeniach Lombardii, wszyscy się przestraszyli i zobaczyli do czego ten wirus jest zdolny. Ale on nadal nie jest dobrze poznany. Trudno mieć za złe ekspertom, że zmieniają swoje zdanie na temat epidemii, jeśli wirus jest znany od miesiąca. Wydaje się też, że na decyzji USA o wyjściu z WHO zaważył nie tylko koronawirus. Nie tylko on był przedmiotem rozbieżności. Jest szereg różnych innych spraw, z którymi administracja amerykańska się nie zgadza.

PAP: Niewątpliwie ta decyzja rzutuje na postrzeganie Światowej Organizacji Zdrowia...

Ł.Sz.: Pamiętajmy, że WHO była postrzegana w różny sposób. Przez wiele lat kwestie światopoglądowe były przemycane w różnych aktach prawnych WHO. Ostatnio wspólnie z USA pisaliśmy negatywne stanowisko do jednej z takich akcji. Z drugiej strony WHO działa bardzo sprawnie w krajach trzeciego świata. Propaguje tam wiedzę medyczną, zachowania prozdrowotne. Światowa Organizacja Zdrowia nie jest ani biała, ani czarna.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Abp Stanisław Nowak obchodzi 85. rocznicę urodzin

2020-07-11 08:23

[ TEMATY ]

Częstochowa

jubileusz

abp Stanisław Nowak

B.M.Sztajner/Niedziela

Abp senior Stanisław Nowak, były metropolita częstochowski dzisiaj obchodzi 85. rocznicę swoich urodzin. W rozmowie z "Niedzielą"  podzielił się swoimi wspomnieniami.

– Można powiedzieć, że w Jeziorzanach wszystko się zaczęło. Tam się urodziłem. To piękna miejscowość. Była ona u stóp klasztorów eremickich: kamedułów na Bielanach i starego opactwa tynieckiego. Blisko była również Kalwaria Zebrzydowska. Właśnie opactwo w Tyńcu było naszą parafią. Później nas przyłączono do wielkiej rodziny parafialnej w Liszkach – mówił abp Nowak.

– Czas mojego dzieciństwa to straszliwa II wojna światowa. Pamiętam ucieczkę z Jeziorzan za Kraków. Ojciec wiózł nas na wozie. Pamiętam pierwsze wrażenia. Widziałem lotnisko na Rakowicach w Krakowie jak samoloty płonęły. Mama została, bo musiała zająć się krową, która się zaparła i nie chciała iść. Mama pilnowała domu. Byłem najmłodszy spośród piątki rodzeństwa i bardzo płakałem pewnej nocy, kiedy niedaleko nas był potężny pożar. Witałem wojnę wielkim płaczem – wspominał abp Nowak i dodał: „Później, kiedy byłem już biskupem częstochowskim i odprawiałem Msze św. w Wieluniu, to często powtarzałem, że dziecko płaczem witało wybuch II wojny światowej. A tym dzieckiem to ja byłem”.

Arcybiskup senior wspominał również, że jego rodzina w czasie okupacji udzieliła schronienia młodym Żydówkom. – W naszym domu na strychu co pewien czas ukrywały się dwie młode Żydówki. Jedna z nich miała na imię Rywka. Po wojnie przyszła podziękować naszemu ojcu za uratowanie jej życia. Za pomoc Żydom przecież groziła śmierć – kontynuował arcybiskup senior.

Wspominając swoją drogę do kapłaństwa były metropolita częstochowski podkreślił: „Jeśli chodzi o moją drogę do kapłaństwa, to powiem, że moje powołanie kapłańskie jest w powołaniu chrzcielnym”. – Moi rodzice, bliscy byli religijni. Kochaliśmy Kościół. U mnie w domu z ogrodu zawsze widziałem dominujący biały klasztor Kamedułów. Była widoczna święta Kalwaria Zebrzydowska. Żyliśmy w cieniu tej kalwarii. Jako dziecko miałem pragnienie, by zostać księdzem. – mówił.

– Jak już byłem klerykiem, to taką postacią, u stóp której się wychowywałem do kapłaństwa, był kapelan prezydenta Ignacego Mościckiego. Wśród moich wychowawców był sługa Boży bp Jan Pietraszko, wykładowcą etyki był Karol Wojtyła. Na dzień moich święceń, których udzielił mi abp Eugeniusz Baziak, wybrałem słowa ze św. Pawła Apostoła: „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5, 14), ale miałem te słowa jeszcze w tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka: „Miłość Chrystusa przyciska nas” – wspominał abp Nowak.

– Po święceniach przyszła praca duszpasterska w Choczni k. Wadowic, Ludźmierzu i Rogoźniku. Będąc wychowawcą kleryków, zostałem posłany na studia do Paryża. W czasie studiów zgłębiałem duchowość kapłańską. W czasie studiów byłem świadkiem rewolucji obyczajowej 1968 r. – kontynuował abp Nowak.

– Z całym dziedzictwem mojego życia przeszedłem jako biskup do Częstochowy. Jestem kalwariarzem. Dlatego wybrałem słowa Iuxta Crucem Tecum stare (Chcę pod Krzyżem stać przy Tobie) jako motto mojej posługi biskupiej. Nieraz ludzie mówią: „Umrzeć w Panu”. To jest dla mnie najważniejsze. „Tobie, Panie, zaufałem”. – podkreślił arcybiskup senior.


Abp Stanisław Nowak urodził się 11 lipca 1935 r. w Jeziorzanach. Ukończył II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie. Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej i rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1958 r. z rąk abp. Eugeniusza Baziaka. Jako motto swojej posługi kapłańskiej obrał słowa św. Pawła Apostoła „Miłość Chrystusa przyciska nas”.

Posługę duszpasterską rozpoczął w archidiecezji krakowskiej jako wikariusz w Choczni k. Wadowic, w Ludźmierzu i Rogoźniku na Podhalu. W latach 1963-79 był ojcem duchownym w Krakowskim Seminarium Duchownym, z przerwą na studia specjalistyczne z teologii w latach 1967-71 w Instytucie Katolickim w Paryżu, uwieńczone doktoratem. Od 1971 r. kierował katedrą teologii życia wewnętrznego Papieskiego Wydziału Teologicznego w Krakowie, a od 1981 r. - Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej.

Jest autorem wielu publikacji z zakresu teologii życia wewnętrznego. W 1979 r. objął funkcję rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Ojciec Święty Jan Paweł II mianował go biskupem częstochowskim 8 września 1984 r. Uroczystość święceń biskupich odbyła się 25 listopada 1984 r. w częstochowskiej bazylice katedralnej. Święceń biskupich udzielił kard. Józef Glemp Prymas Polski. Bp Stanisław Nowak objął kanonicznie diecezję 26 listopada 1984 r. a uroczystego ingresu do bazyliki katedralnej dokonał 8 grudnia 1984 r. Jako motto swojej posługi biskupiej obrał słowa: „Iuxta crucem Tecum stare” (Chcę pod krzyżem stać przy Tobie).

W ramach prac Episkopatu Polski był w latach 1989–1996 przewodniczącym Komisji Maryjnej. W 1990 i 1994 brał udział w Synodach Biskupów w Rzymie. W latach 1994–2001 był stałym współpracownikiem Sekretariatu Synodu Biskupów. 24 czerwca 2004 papież Jan Paweł II ustanowił go drugim wiceprzewodniczącym Papieskiej Akademii Niepokalanej.

W lipcu 2010, po ukończeniu 75 lat złożył rezygnację z urzędu. Papież rozpatrzył ją formułą nunc pro tunc, prosząc metropolitę o kontynuowanie posługi do końca 2011. 29 grudnia 2011 papież Benedykt XVI zwolnił go z funkcji arcybiskupa metropolity częstochowskiego i mianował na ten urząd biskupa Wacława Depo.

Obszerną rozmowę telewizyjną z abp. Stanisławem Nowakiem będzie można zobaczyć TUTAJ

CZYTAJ DALEJ

Turcja: Bazylika stanie się meczetem. Ból chrześcijan, UNESCO ostrzega

2020-07-11 12:54

[ TEMATY ]

muzułmanie

Turcja

wikipedia.org

Turcy ponownie urządzą sobie meczet w najwspanialszej bazylice chrześcijańskiego Wschodu. Turecka Rada Stanu anulowała decyzję z 1934 r. o przekształceniu bazyliki Hagia Sophia w muzeum, a prezydent Turcji wydał dekret, który przekształca ją w meczet. Recep Erdogan oznajmił tę decyzję w przemówieniu do narodu, zapowiadając, że pierwsze muzułmańskie nabożeństwo odbędzie się tam 24 lipca.

Hagia Sophia została konsekrowana w 537 r. Do czasu wybudowania nowej Bazyliki św. Piotra w Rzymie była największą chrześcijańską świątynią na świecie. Kiedy w 1453 r. Turcy podbili Konstantynopol, bazylikę przywłaszczyli sobie muzułmanie. W 1934 r. Hagia Sophia stała się muzeum.

Decyzja o ponownym zaadoptowaniu starożytnej chrześcijańskiej bazyliki dla potrzeb kultu muzułmańskiego budzi sprzeciw i oburzenie zwłaszcza wśród chrześcijan wschodnich, dla których Hagia Sophia jest w pewnym sensie kościołem macierzystym. Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej już dwa tygodnie temu ostrzegał, że taka decyzja wzbudzi wrogość do islamu w milionach chrześcijan na całym świecie. Patriarchat Moskiewski wyraził ubolewanie, że odczucia milionów chrześcijan nie zostały wzięte pod uwagę. „Ta decyzja może mieć poważne konsekwencje dla całej ludzkiej cywilizacji” – oświadczył rzecznik patriarchatu.

Przeciwko przekształceniu bazyliki w meczet ostro zaprotestowały władze Grecji. W ich przekonaniu zachowanie Erdogan to prowokacja, krok, który cofa Turcję o sześć wieków wstecz. Zdaniem premiera Mitsotakisa decyzja ta negatywnie odbije się na relacjach tego kraju z Unią Europejską.

UNESCO z kolei przypomina, że Hagia Sophia należy do powszechnego dziedzictwa ludzkości. Dlatego przestrzega rząd Erdogana przed wprowadzaniem jakichkolwiek modyfikacji w tej świątyni. Wszelkie zmiany muszą być uprzednio konsultowane z Komitetem Światowego Dziedzictwa – przypomina dyrektor UNESCO, odnosząc się w ten sposób do obaw o los chrześcijańskich wizerunków, które są obecne w świątyni. Jeśli Hagia Sophia stanie się meczetem, wszystko, co narusza wiarę muzułmanów zostanie zasłonięte.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję